Thursday, December 24, 2015

Pieluszki Jezusa

 Kościół katolicki buduje swoje świątynie na relikwiach, tak można ogólnie określić odwoływanie się do fizycznych pozostałości po świętych. Źródłem relikwii są nie tylko święci późniejszych wieków, lecz przede wszystkim osoby występujące w Biblii. A już szczególną czcia otacza się wszelkie fizyczne, i nie tylko, elementy związane z Panem Jezusem.

Wprawdzie, w katechizmie katolickim, oficjalnie nie ma nauczania o relikwiach, co najwyżej przypisuje im się, iż są wytworem ludowych zwyczajów. A skoro „vox populi” uznano za „vox dei”, każdy budynek sakralny kościoła katolickiego musi posiadać jakieś relikwie, gdyż lud nie miałby się do czego odwołać w momentach osłabienia ich wiary. Takie przynajmniej świadectwa są zapisane w kronikach kościelnych.

Co wspólnego ma tytuł dzisiejszego rozważania z relikwiami? W Niemczech, w Akwizgranie, czy jak mówią rodowici Niemcy, w Aachen, znjaduje się ogromna katedra, do której wędrują pielgrzymi, aby oddać cześć relikwiom znajdujacym się w kunsztownie ozdobionym relikwiarzu. Właśnie tam znajduje się pieluszka Pana Jezusa - stąd moje wprowadzenie do tematu.

Skąd Maria wzięła pieluszki dla nowo narodzonego Dzieciątka? Czy w ogóle w historii narodzin Chrystusa znajduje się ten niezbędny dziś element każdych narodzin istoty ludzkiej? Przecież śpiewa się o nich w kolędach, a nawet, jedna z nich odpowiada na pierwsze pytanie, że Maryja „rąbek z głowy zdjęła, w który Dziecię owinąwszy…”. Ktoś powie, że przecież ewangelista Łukasz też zapisał, że Maria „porodziła syna swego pierworodnego, i owinęła go w pieluszki, i położyła go w żłobie” (Łuk. 2:7). Ba, nawet anioł Pański, który zjawił się pasterzom, udzielił im szczegółowej informacji, jak ropoznają Tego, który się narodził - „Znajdziecie niemowlątko owinięte w pieluszki i położone w żłobie „ (Łuk. 2:12). Szkopuł jednak w tym, że w oryginale nie ma mowy o pieluszkach, lecz jedynie o tym, że narodzone Dziecię zostało zawinięte [sparganoo], najprawdopodobniej w oddarte paski płótna, jakie znajdowało się w grocie przeznaczonej dla owiec.

Niestety, dzisiejsze opowiadania o narodzinach Pana Jezusa obrosły w ogromną ilość określeń i sytuacji, jakie nie były znane w czasach Chrystusa. Dlatego warto jest zapoznać się z informacjami na temat czasów biblijnych, aby lepiej zrozumieć te wszystkie szczegóły, które znajdują się w opisie ewangelistów. Jak zapisał Łukasz w swoim wprowadzeniu do opisu narodzin Pana Jezusa, "wszystko od początku przebadałem" (Łuk. 1:3), więc każdy element ujęty w opisie ma swoje znaczenie.

Po pierwsze, nie było takiej szopki, jakie dziś buduje się, niby na pamiątkę, tych najważniejszych narodzin. W ewangelii mowa jest jedynie o żłobie, zwykłym korycie, jakie używano do karmienia zwierząt, w tym przypadku, owiec. Narodziny Jezusa odbyły się, zgodnie ze szczegółowymi zapowiedziami proroków, którzy żyli kilkaset lat wcześniej. Zaskakujące jest jednak to, że każdy z tych szczegółów miał istotne znaczenie w życiu Chrystusa, gdyż wskazywał na Jego służbę jako Zbawiciela rodzaju ludzkiego.

Bardzo istotną informacją na temat okoliczności narodzin Pana Jezusa jest miejsce, czyli Betlejem. Jak wiemy, większość Izraelitów zajmowało się pasterstwem owiec, które były wypasane daleko od osiedli ludzkich. Jedynie owce przeznaczone do obrzędów ofiarniczych w świątyni, znajdowały się w pobliżu Jerozolimy. Pasterze pochodzacy z rodu :Lewiego przygotowywali te owce od momentu narodzin. Pierwszą czynnością była dokładna inspekcja każdej, dopiero co narodzonej owieczki pod względem jakości. W tym celu, każde jagnie, zaraz po narodzeniu, wycierano płótnem, aby obejrzeć całe jego ciało, czy nie posiada najdrobniejszej skazy, elemimującej je z przeznaczenia do złożenia na ofiarę. Te czynności dokonywane były w miejscu dobrze znanym dla pasterzy, dlatego gdy anioł Pański im powiedział, że znajdą niemowlę owinięte w płótno, które używane było do wycierania nowonarodzonych jagniąt, udali się do właściwego miejsca bezbłędnie.

Kilka tysięcy lat przed narodzinami Chrystusa, Abraham otrzymał niezwykłe polecenie, aby złożyć na ofiarę dla Pana swego jedynego syna Izaaka. Wiemy, że ta drastyczna historia zakończyła się szczęśliwie dla Izaaka, gdyż w ostatniej chwili Abraham „ujrzał za sobą barana, który rogami uwikłał się w krzakach. Poszedł tedy Abraham, a wziąwszy barana, złożył go na całopalenie zamiast syna swego” (1 Moj. 22:13).

Siedemset lat przed Chrystusem, prorok Izajasz przepowiedział, że Pan przygotuje ofiarę doskonałą, którą dotknie ”karą za winę nas wszystkich” (Izaj. 53:6). Gdy znęcano się nad Nim, „znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust” (w. 7). Dlatego Jan Chrzciciel, który miał za zadanie wskazać na Tego, którego Bóg przygotował na ten właściwy moment, zawołał: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (Jan 1:29).

Pan Jezus, gdy się narodził, wypełnił wszystkie szczegółowe znaki, jakie bezbłędnie wskazywały, iż On jest tym jedynym, który dokona wybawienia ludzi z ich grzechów.

Gdy nadeszła godzina, na jaką przyszedł, jako doskonały Boży Baranek wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia” (Hebr. 9:12). Ten Chrystus, gdy się tylko narodził, został już owinięty w szczególną „pieluszkę”, w kawałek płótna, które używane było do sprawdzenia jagnięcia, że jest doskonałe, aby być później złożonym na ofiarę za grzechy.

Apostoł Piotr napisał później o Chrystusie: On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego. On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi. On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was" (1 Ptr. 2:22-24).

Warto o tym pamiętać w czasie obchodzenia Pamiątki Jego Narodzin, gdyż po to On przyszedł.

Henryk Hukisz

Friday, December 18, 2015

Nowy rodzaj ludzi

Jednym z największych znaków jakie Bóg dał grzesznej ludzkości, było poczęcie w dziewiczym łonie młodej Żydówki z Nazaretu. Prorok Izajasz pisał o tym szczególnym znaku już siedemset lat wcześniej, zanim Maria usłyszała z ust Bożego posłańca, iż właśnie ją Bóg wybrał do tego ogromnego dzieła. Czytamy w księdze tego proroka: „Oto panna pocznie i urodzi syna, i nada mu imię Immanuel” (Izaj. 7:14).

Pewnego dnia Gabriel, Boży anioł, ten sam, który wyjaśniał Danielowi zawiłości Bożego planu wielkich wydarzeń, jakie będą się działy na obliczu tej ziemi, odwiedził dopiero co poślubioną Józefowi niewiastę o wdzięcznym imieniu Miriam. Wiadomość, z jaką przyszedł Boży posłaniec, była nie z tej ziemi, gdyż dotyczyła zdarzenia, które wykraczało poza rzeczywistość tego świata. Brzmiała ona mniej więcej tak: „Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i urodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus” (Łuk. 1:30,31). Naturalne w tej niezwykłej chwili było jedynie zdziwienie Marii, wyrażone w pytaniu: „Jak to się stanie, przecież nie znam mężczyzny?” (w. 34).

Muszę od razu dokonać pewnego wyjaśnienia, jako że nasz przekład Biblii zmienia nieco treść proroczej zapowiedzi o tym cudownym poczęciu. Większość polskojęzycznych przekładów podaje, że ta zapowiedź dotyczy panny. W oryginale występuje tu słowo „dziewica”, co wówczas było równoznaczne z pojęciem "panna". Dziś mamy zupełnie inne skojarzenia w tym temacie.

Dlaczego tak ważne jest uznanie prawdy o dziewiczym poczęciu Chrystusa? Słowo Boże, które jest zawsze prawdą, mówi nam, że wśród wszystkich, którzy rodzą się w naturalny sposób, „nikt nie jest sprawiedliwy” (Rzym. 3:10)„ponieważ wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga” (Rzym. 3:23). A to znaczy, że cała ludzkość jest grzeszna. Takim rodzajem jesteśmy.

Dawid, powołany przez Boga do szczególnego zadania, napisał o sobie: „oto urodziłem się obciążony winą, moja matka poczęła mnie w grzechu” (Ps. 51:7). Tak więc wszyscy, którzy rodzą się w naturalny sposób, są grzesznikami i nikt z ludzi nie byłby w stanie dokonać tego, co Bóg postanowił uczynić dla okupienia ludzkości z przekleństwa grzechu. Tu znów powrócę do zawiłości językowych starodawnej zapowiedzi, jaką przekazał ludzkości prorok Izajasz. Gdy pisał do ludzi żyjących w duchowej ciemności, że zabłyśnie im wielka światłość, prorok użył bardzo precyzyjnego określenia: ponieważ narodziło się nam Dziecko, Syn został nam dany (Izaj. 9:5). Dziś, gdy śpiewamy o tym w kolędach, wydaje się, iż jest to zwykłe powtórzenie tej samej myśli. Lecz Bóg powiedział w tym zdaniu wielką prawdę o tym, iż narodzi się Dziecko, jako naturalny człowiek, który równocześnie będzie Synem Bożym. Syn został nam dany, On się nie narodził w tym momencie, gdyż jest odwiecznym Bogiem.

Podczas obchodzenia pamiątki narodzin Jezusa mówimy dość ogólnie o wielkim darze, jakim jest Jezus. Warto jest przy tej okazji przypomnieć sobie jedną z najbardziej znanych prawd w całej Biblii, którą zapisał ewangelista Jan: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3:16). Godne podkreślenia jest to, że darowany nam Syn, nie pochodzi z naszego rodzaju ludzi - On przyszedł z góry, od Ojca.

Syn Boży nie mógł narodzić się w naturalny sposób z żadnej niewiasty na ziemi, gdyż posiadałby wspólną cechę wszystkich ludzi - byłby grzeszny. Wówczas, ofiara zadośćuczynienia, jaką przyszedł złożyć za nasze grzechy, nie byłaby doskonała. Dlatego Jezus jest odwiecznym Bogiem, jak czytamy w Biblii: „Na początku było Słowo, a Słowo było zwrócone ku Bogu i Bogiem było Słowo” (Jan 1:1). Kilka wierszy dalej znajdujemy wyjaśnienie, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas pełne łaski i prawdy. Ujrzeliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca” (w. 14). Te wersety są świadectwem niezwykłości tych ponadnaturalnych narodzin.

Chrystus, by móc utożsamić się z naszym grzesznym losem, musiał przyjąć też ciało, jakie każdy z nas posiada. W narodzie izraelskim znana była idea składania krwawych ofiar na odkupienie z grzechów. Wszystko, co działo się w tym narodzie, stało się dla nas przykładem, było obrazem doskonałego dzieła odkupienia grzesznego rodzaju ludzkiego, jakie Bóg zaplanował jeszcze przed stworzeniem świata. Dlatego autor listu, skierowanego głównie do Żydów, napisał o Chrystusie: „Nie chciałeś ofiary i daru, ale przygotowałeś Mi ciało” (Hebr. 10:5).

Chrystus powiedział o Sobie, że On jest jedyną drogą do Ojca. Odwołując się do obrazu starotestamentowych ofiar, jakie Żydzi każdego dnia składali w świątyni, możemy lepiej zrozumieć, iż Jezus stał się dla nas drogą w ciele, jakie przyjął, rodząc się z naturalnej niewiasty, jaką była Maria. Nauczanie o "niepokalanym poczęciu Marii", podniesione do rangi dogmatu, jest pojęciem niebiblijnym. Jedynie Chrystus jest „drogę nową i żywą przez zasłonę, to jest przez swoje ciało” (Hebr. 10:20), jak czytamy również w tym liście, skierowanym do Izraelitów.

Narodziny Chrystusa były normalne, jak każde inne. Natomiast Jego poczęcie było nadnaturalne. Anioł, który zwiastował Marii tę wielką prawdę, gdy wyraziła zdziwienie, że dziewica nie może urodzić, odpowiedział jej: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zakryje cię jak obłok, a Święty, który się narodzi, nazwany będzie Synem Boga” (Łuk. 1:35). Tak oto Jezus Chrystus, Swoimi narodzinami, zapoczątkował nowy rodzaj ludzki. On narodził się jako Człowiek, który pokonał wszelki grzech. On, w Swoim życiu, przeszedł wszystkie testy bezgrzesznego życia. Jak wiemy, Jezus był kuszony we wszystkim, przez co my przechodzimy w naszym życiu, gdyż był doświadczony „we wszystkim, oprócz grzechu” (Hebr. 4:15).

Pan Jezus rozmawiał z Nikodemem, bardzo religijnym człowiekiem, o sprawach wagi najważniejszej. Ta szczególna rozmowa dotyczyła właśnie tej kwestii, jak można stać się człowiekiem, który może oglądać Boże Królestwo. Chrystus powiedział bardzo wyraźnie, powtarzając tę prawdę dwukrotnie, że „jeśli się ktoś nie narodzi z góry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (Jan 3:3). Aby należeć do nowego rodzaju ludzi, jaki zapoczątkował Pan Jezus, każdy musi narodzić się z góry. 

Ewangelista Jan przedstawia nam szczególny opis przyjścia Chrystusa na ten świat. Jan nie pisze o Marii, o wędrówce do miasta Dawidowego, o żłobie i pasterzach. Zamiast tego, Jan podaje nam prawdę o narodzeniu się pierwszego Człowieka wolnego od przekleństwa grzechu, który był równocześnie Synem Bożym. Chrystus przyszedł do narodu wybranego, lecz niestety, nie został rozpoznany jako ich Mesjasz. Dlatego Jan napisał, że odwieczny Logos, Słowo, które stało się ciałem, daje prawo tym, którzy Je przyjęli, „stania się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w Jego imię” (Jan 1:12). Chodzi o tych, „którzy nie z krwi ani z woli ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga zostali zrodzeni” (w. 13).

Świat próbuje podważyć prawdziwość cudownego poczęcia w łonie dziewicy. Lecz dla wierzących jest ono Bożym znakiem, że narodzony z tego poczęcia Chrystus, jest jedyną drogą dla nas grzesznych, abyśmy mogli poprzez cud nowych narodzin stać się Jego ludem i na wieki zamieszkać w Jego domu.

Zanim nastała ta godzina, na którą Chrystus przyszedł na ten świat w tych nadzwyczajnych narodzinach, powiedział o Sobie,  że "nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie" (Jan 14:6). W tym momencie Pan Jezus powiedział również o tym, że idzie "przygotować miejsce" abyśmy w Nim mogli bez żadnej już przeszkody wejść do Domu Ojca. A do tego ma prawo jedynie naród święty, jakim stajemy się dzięki odkupieniu nas za cenę Jego krwi.

Błogosławieństwa wejście do domu Ojca może dostąpić jedynie nowy rodzaj ludzi, zrodzony z góry. Niech ta myśl towarzyszy nam cały czas, nie tylko podczas nadchodzącej Pamiątki Jego Narodzin.

Henryk Hukisz

Sunday, November 29, 2015

Wyrośnie gałązka z pnia


Pamiątka Narodzin Pana Jezusa (najbardziej lubię tę nazwę nadchodzących świąt), jest wspaniałą okazją do przypomnienia sobie okoliczności, jakie towarzyszyły temu doniosłemu wydarzeniu. Ten dzień, a dokładnie, ta szczególna noc w Betlejem Judzkim, stała się osią zwrotną liczenia czasu przez mieszkańców ziemi. Nawet najzagorzalsi ateiści, wyznawcy wszystkich religii politeistycznych, podając datę wyznają, że już ponad dwa tysiące lat temu narodził się Ktoś tak szczególny i tak ważny na naszej ziemi, że wszyscy ludzie to wydarzenie upamiętnili zmianą kalendarza.
Tamten czas nie różnił się zbytnio od naszego, który wydaje się nam coraz bardziej trudny. Nawet najznakomitsi przepowiadacze przyszłości głowią się, jaka przyszłość nas czeka na naszej ziemi. Wojny, terroryzm, kataklizmy, zanieczyszczenie atmosfery, demoralizacja i narastająca obojętność na los człowieka, przyczyniają się do apokaliptycznych przewidywań, co do naszej przyszłości. Stephen Howkins, uważany przez współczesnych naukowców za najbardziej inteligentny umysł naszych czasów, przewidywał, iż jedynym ratunkiem dla ludzkości, jest ucieczka w przestrzeń kosmiczną, w celu skolonizowania nieznanej nam dziś planety.
Podobnie było przed Narodzinami Dzieciątka w betlejemskim żłobie. Od wielu wieków, zanim aniołowie ogłosili pasterzom narodziny Zbawiciela, Bóg zapowiadał nastanie idealnego świata, w którym panować będzie absolutny ład i porządek. Prorok Izajasz zapisał tę zapowiedź słowami, które dziś często znajdujemy na świątecznych kartkach 
Z pnia Jessego wyrośnie gałązka, pęd wyjdzie z jego korzeni.
Duch Pana spocznie na nim; Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch wiedzy i bojaźni PANA.
(...)
W tym dniu narody będą szukać korzenia Jessego, który zostanie wzniesiony jako sztandar dla ludów, a miejsce jego zamieszkania będzie sławne.  (Izaj. 11:1-10)

Chcę w tym rozmyślaniu zwrócić naszą uwagę jedynie na pierwsze zdanie tego cudownego tekstu. Najnowszy przekład Biblii oddaje lepiej treść tego przesłania, gdyż w poprzednim, tzw. "brytyjskim" słowo "różdżka", kojarzyło się bardziej z wróżeniem, niż z Bożym planem. To, co zapowiedział Bóg przez Swego proroka Izajasza, spełnia się zgodnie z Jego odwiecznym planem ratunku dla grzesznego człowieka. Uważny czytelnik Biblii z pewnością zauważył, iż Boże plany realizują się dosłownie, nawet w najdrobniejszych szczegółach. Kiedy Bóg stworzył człowieka i dał mu w posiadanie ziemię i to, co ją napełnia, przewidział dla późniejszych społeczności ludzkich porządek w postaci rządów królewskich.
Oczywiście, Bóg nie miał na uwadze królów, jacy panowali nad narodami, które Boga nie znały. Dlatego, Bóg gniewał się na swój naród, gdy zapragnęli mieć króla „ tak jak jest u wszystkich narodów” (1 Sam. 8: 5). Wiemy, że król Saul nie był wzorem Bożego porządku i błogosławieństwa. Dopiero syn Jessego, Dawid, stał się królem według Bożego serca. Dlaczego Bóg ustanowił Dawida królem, a nie uznał Saula?
Odpowiedzi należy szukać dużo wcześniej. Gdy Bóg powołał Abrama, to obiecał mu - „Dam ci liczne potomstwo, wyprowadzę z ciebie narody i od ciebie będą się wywodzić królowie” (1 Moj. 17:6). Później, powtórzył tę obietnicę Jakubowi, dając mu polecenie: „Bądź płodny i się rozmnażaj. Niech powstanie z ciebie naród i wiele narodów i niech od ciebie wywodzą się królowie” (1 Moj. 35:11). Następnie, gdy Mojżesz udzielał proroczego błogosławieństwa swoim synom, jednemu z nich powiedział: „Nie będzie zabrane od Judy berło ani laska pasterska spomiędzy jego nóg, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i jemu będą posłuszne narody” (1 Moj. 49:10).
W międzyczasie wydarzyło się coś tragicznego, co spowodowało wstrzymanie Bożego planu posłania Zbawiciela z linii wywodzącej się z obietnicy danej Abrahamowi. Juda dopuścił się grzechu, przez spłodzenie nieślubnego syna Peresa. Według prawa, jakie Bóg dał Izraelowi, nieślubny syn pozbawiony był prawa do składania ofiar, czy zajmowania jakiegoś stanowiska w narodzie. To przekleństwo było zdjęte dopiero w dziesiątym pokoleniu. Tak więc przez dziewięć pokoleń nie mógł narodzić się Mesjasz, który pochodzi z lini królewskiej, ustanowionej przez Boga.
Z pewnością niewielu czytelników Biblii zauważyło, że Jesse, mieszkaniec Betlejem, był dziewiątym potomkiem Judy. Dlatego Bóg posłał proroka Samuela do Jessego, aby namaścił olejem następnego króla, który oczyści linię genealogiczną przyszłego Mesjasza. Nic dziwnego, że Bóg, który tak bardzo pragnął zrealizować Swój plan, ustanowił królem Dawida - „człowieka według swego serca” (1 Sam. 13:14).
Zapowiedź narodzin prawdziwego Króla, Bóg zawarł w obrazie gałązki wyrastającej z pnia. Czym jest pień? Martwym kawałkiem drzewa, drzemiącym spokojnie w ziemi. Pobożny Hiob, wypowiedział słowa nawiązujące do tej obietnicy – „Nawet drzewo ma nadzieję - choć je zetną, znowu się odrodzi i nie zabraknie mu młodych pędów. Choć zestarzeje się jego korzeń w ziemi i obumrze jego pień w piasku, to gdy poczuje wilgoć, odrasta i wypuszcza gałęzie jak młoda roślina” (Hiob 14: 7-9).
I gdy nastał właściwy moment, gdy nadeszła odwilż w Bożym planie, z martwego pnia, zalegającego w suchej ziemi przez wiele stuleci, nagle wyrosła „gałązka”, o jakiej mówił Izajasz w cytowanym już proroctwie. Nikt nie chciał w to uwierzyć, nikt nie rozpoznał Mesjasza w Dzieciątku narodzonym w betlejemskiej szopie dla zwierząt. Ten sam Izajasz pisał również i o tym – „Kto uwierzył temu, co usłyszeliśmy? Na kim się objawiło ramie PANA? On wyrósł przed Nim jak młody pęd, jak korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał postawy ani dostojeństwa, abyśmy chcieli na Niego patrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Izaj. 53: 1-2).
Jezus Chrystus, jest tym Królem, nie tylko jednego narodu, lecz wszystkich ludów świata. On jest Królem królów i Panem panów.
Czekamy teraz na ten szczególny moment, gdy nie będzie nikogo, kto mógłby zerwać siedem pieczęci na księdze w ręku Boga, wówczas stanie się to, co zapisał apostoł Jan– „... oto zwyciężył Lew, Ten z pokolenia Judy, korzeń Dawida, aby otworzyć zwój i złamać jego pieczęci” (Obj. 5:5). W ten sposób wypełni się to proroctwo, gdy spełnią się słowa kończące naszą Biblię - „Oto miejsce przebywania Boga z ludźmi, i będzie mieszkał z nimi. Oni będą Jego ludem, a On, ich Bóg, będzie Bogiem z nimi. I otrze wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie ani żałoby, ani krzyku, ani bólu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Obj. 21: 3-4).
Alleluja!
Henryk Hukisz


Rozważanie na podobny temat:


"Narodziny Króla"

"Mój KRÓL"


Saturday, November 14, 2015

Boża źrenica

Najczulszym miejscem naszego ciała jest oko, a precyzyjniej – źrenica, stanowiąca centralny punkt gałki ocznej. Stwarzając człowieka, Bóg wyposażył nasz organizm w szczególny mechanizm obronny: powiekę, która reaguje automatycznie na każde zagrożenie. Nic dziwnego, że zarówno w literaturze, jak i w mowie potocznej, używamy zwrotu „chronić jak źrenicy oka”. Określamy tak szczególną opiekę, jaką otaczamy rzeczy najcenniejsze, na których nam najbardziej zależy.

Wyrażenie to pojawia się również w Biblii. Choć występuje rzadko, niesie ze sobą niezwykle istotne przesłanie.

Księga Powtórzonego Prawa, stanowiąca rzeczowe podsumowanie historii Izraela spisane przez Mojżesza, w swoich ostatnich rozdziałach zawiera kluczowy testament tego wiernego sługi Bożego. Rozdział 32, znany jako „Pieśń Mojżesza”, przywodzi na pamięć momenty wielkiego wybawienia, jakiego naród doświadczył podczas wyjścia z Egiptu i przejścia przez Morze Czerwone. Mojżesz rzucił wtedy wyzwanie ludowi: „Gdyż będę głosił imię PANA: Uznajcie wielkość naszego Boga” (Pwt 32:3). Wskazał na niezachwianą wierność Boga, który mimo niewdzięczności i nieposłuszeństwa Izraela, trwał przy swoim dziedzictwie: „Gdyż działem PANA jest Jego lud, Jakub miarą Jego dziedzictwa. Znalazł go w ziemi pustynnej, na pustkowiu, pośród dzikiego wycia. Otaczał go troską i pouczał, strzegł go jak źrenicy oka” (w. 9,10). Mojżesz użył tu pięknego obrazu: „Jak orzeł czuwa nad swoim gniazdem, krąży nad swymi pisklętami, rozkłada skrzydła, bierze je na nie i nosi na swoich piórach” (w. 11).

Wiele wieków później, gdy Izrael był pod panowaniem Dawida, naród nadal znajdował się pod tą szczególną ochroną. Dawid, zanim zasiadł na tronie, doświadczył wielu cierpień, lecz nigdy nie zwątpił w Bożą opiekę. Wołał: „Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu swoich skrzydeł przed bezbożnymi, którzy mnie gnębią, przed nieprzyjaciółmi, którzy mnie otaczają!” (Ps 17:8,9). Bóg nigdy go nie zawiódł, gdyż Jego obietnice są niezmienne dla tych, którzy pragną Mu wiernie służyć.

Nawet gdy naród okazał się niewierny i nastał czas wojen, grabieży oraz siedemdziesięcioletniej niewoli babilońskiej, Bóg nie zapomniał o swojej „źrenicy”. Choć Izrael musiał ponieść konsekwencje swoich czynów, Boża miłość pozostała stała, bo przecież Pan „karci tego, kogo kocha, chłoszcze zaś każdego, którego przyjmuje za syna” (Hbr 12:6).

Prorok Zachariasz stał się głosem Boga przypominającym o tych obietnicach. Wzywał lud do powrotu: „Nawróćcie się do Mnie − wyrocznia PANA Zastępów − a wtedy Ja zwrócę się ku wam” (Za 1:3). Jerozolima, jako miasto wybrane przez Boga, pozostała przedmiotem Jego „wielkiej zazdrości” (w. 14). Do tych, którzy wciąż przebywali w Babilonie, Pan kierował ostrzeżenie: „Ratuj się, ty, który mieszkasz u córki Babilonu! Bo tak mówi PAN Zastępów... Kto was dotyka, dotyka źrenicy Mojego oka” (Za 2:11,12).

Bóg nie skończył z Izraelem. Apostoł Paweł, znający pieśń Mojżesza, pisał z przekonaniem: „Bóg nie odrzucił swojego ludu, który wcześniej poznał” (Rz 11:2). Dziwi mnie więc dzisiejszy brak zdecydowanego nauczania w Kościołach na ten temat. Taka postawa sprawia, że wierzący łatwo ulegają antysyjonistycznej propagandzie. Musimy pamiętać, że obietnica z Księgi Rodzaju pozostaje aktualna: „Będę błogosławił tym, którzy tobie błogosławią, a tych, którzy ciebie przeklinają, będę przeklinał” (Rdz 12:3).

Współczesna historia ukazuje wiele przykładów braku Bożego błogosławieństwa w sytuacjach, gdy przywódcy narodów boleśnie dotykali „źrenicy oka Pańskiego”. Niedawno zgłębiałem historię powstania państwa Izrael. Gdy ziemia palestyńska znajdowała się jeszcze pod kontrolą Wielkiej Brytanii, w 1946 roku rząd brytyjski zgodził się na powrót Żydów do ich ojczyzny w liczbie zaledwie około 15 tysięcy osób rocznie.

Wstrząsającym przykładem tamtej polityki było przechwycenie przez Brytyjczyków statku „Exodus”, na którego pokładzie znajdowało się cztery i pół tysiąca żydowskich uchodźców z Francji. Statek został siłą zawrócony do Hamburga, a jego pasażerów wysadzono na ląd – prosto w ręce tych samych nazistów, przed którymi uciekali. Nic więc dziwnego, że kraj, który przez wieki szczycił się tym, że nad jego terytorium słońce nigdy nie zachodzi, dziś mieści się zaledwie na jednej wyspie.

Żyjemy obecnie w czasie, w którym wypełniają się Boże zapowiedzi odnoszące się do narodu wybranego. Uważna lektura proroków Ezechiela, Zachariasza czy Malachiasza pozwala nam przygotować się na wydarzenia, które zostały tam zapowiedziane. Gdy nadejdzie czas powrotu Mesjasza: „Jego nogi staną na Górze Oliwnej, która jest na wschód od Jerozolimy, a ona na pół się rozpadnie od wschodu na zachód, i powstanie bardzo wielka dolina. Połowa góry odsunie się na północ, a druga połowa na południe” (Za 14:4).

W momencie, gdy oczy całego świata zostaną skierowane na Jerozolimę, „wtedy przyjdzie PAN, mój Bóg, a z Nim wszyscy święci” (Za 14:5). Wówczas też „PAN będzie królem nad całą ziemią; w tym dniu PAN będzie jedyny i jedno będzie Jego imię” (w. 9).

Trudno jest dziś ogarnąć wyobraźnią ogrom gniewu Bożego, jaki zostanie wylany na tych, którzy ważyli się dotykać Jego „źrenicy”. Apostoł Jan, w wizji otrzymanej od Pana, zapisał wstrząsający obraz tamtych dni: „W owych dniach ludzie będą szukać śmierci, lecz jej nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, lecz śmierć ich omija” (Ap 9:6).

W związku z tym nieraz zadaję sobie pytanie: „Czy dziecko Boże, mając w swoim sercu Ducha Świętego, może przyłączyć się do przeciwników Syjonu, którego Bóg chroni jak źrenicy swego oka?”.

Henryk Hukisz

Rozmyślania na podobny temat:

ירושלם שלום

Friday, November 6, 2015

Prawdziwy bohater

 Bohaterstwo kojarzy się z honorem, lecz w naszych czasach nikt już nie  broni honoru. Któż bowiem chce walczyć o honor, gdy wszystko w życiu jest względne. Nie ma już prawdy absolutnej, nie ma więc o co kruszyć kopii, wszystko jest tylko kwestią uzgodnień. Nawet sprawy uznane za istotne, tracą swoją ważność w momencie, gdy na horyzoncie pojawia się nowa prawda, gdy świat zachwyca się nowym bohaterem.

Przed laty pisałem na tym blogu, w refleksji p.t. „Honor żołnierza”, o bohaterstwie prokuratora wojskowego, który w obronie honoru żołnierza, postrzelił się w twarz. Pisałem o tym, ponieważ do tego niefortunnego samobójstwa doszło w moim mieście, w Poznaniu. Ten oficer wojskowy nie potrafił nawet skutecznie sie postrzelić z własnej broni. Lecz, jak oświadczył ze szpitalnego łóżka, w którym znalazł się po zadaniu sobie niewielkiej rany na policzku, że uczynił to honorowo, gdyż nie chciał przynieść ujmy Rzeczpospolitej Polskiej.

Natomiast, gdy mieszkałem w Stanach Zjednoczonych, doszło do podobnego zdarzenia w niewielekim miasteczku na północ od Chicago, lokalny policjant postrzelił się również z własnej broni, lecz uczynił to skutecznie, gdyż zginął na miejscu. Sprawa bohaterskiego stróża prawa nie schodziła z łam prasy i czołówek telewizyjnych newsów przez kilka tygodni. Ten zdolny policjant popełnił samobójstwo nie tylko skutecznie, lecz tak przebiegle, że wszyscy, łącznie z szefem policji, jaki i miejscowe władze, uznali samobójcę za bohatera, poległego w obronie społeczeństwa, któremu wiernie służył. Pogrzeb odbył się z zachowaniem wszystkich procedur przewidzianych dla bohaterów narodowych, ponieważ w tym kraju w szczególny sposób traktuje tych, którzy zginęli "in line of duty", czyli na służbie.

Natomiast już po dwóch miesiącach dochodzeń i odrzucania pogłosek, że to mogło być samobójstwo, oficjalnie uznano za fakt, że ten policjant był łobuzem, kobieciarzem, defraudatorem pieniędzy podatników i lubieżnikiem internetowych stron dla dorosłych. Organizacja wspierająca finansowo rodziny poległych na służbie policjantów, domaga się teraz zwrotu udzielolonej pomocy. Mer miasteczka i jego administracja zastanawiają się, jak odebrać wszystkie honory, jakimi szczodrze obdarowano fałszywego bohatera.

Dlaczego o tym piszę? A no właśnie dlatego, że Biblia zachęca nas, abyśmy stawali się bohaterami, wprawdzie nie zdarzeń państwowych, lecz wiary. W Nowym Testamencie, który jest zapisem pierwszych kilkudziesięciu lat istnienia Kościoła Jezusa Chrystusa, znajduje się tzw. „Lista Bohaterów Wiary”. Osoby, które na niej się znajdują, są prawdziwymi bohaterami. Czytamy o nich, że niezależnie od tego kim byli w życiu, „przez wiarę podbili królestwa, zaprowadzili sprawiedliwość, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom, zgasili moc ognia, uniknęli ostrza miecza, podźwignęli się z niemocy, stali się mężni na wojnie, zmusili do ucieczki obce wojska” (Hebr. 11:33,34). Na tej długiej liście prawdziwych bohaterów znajdują się królowie, przywódcy, prorocy, mężczyźni i kobiety, nawet o nienajlepszej reputacji, lecz takie, które „otrzymały z powrotem swoich zmarłych przez wskrzeszenie; inni zaś zostali zamęczeni na śmierć, nie przyjąwszy uwolnienia, aby dostąpić lepszego zmartwychwstania” (w. 35). To są osoby uznane za bohaterów przez Boga, gdyż Jemu wiernie służyli.

Dzisiaj, ci wszyscy bohaterowie, siedzą na trybunach naszego życiowego stadionu, przypatrują się naszym poczynaniom w biegu za Chrystusem i dodają nam odwagi, abyśmy dobiegli zwycięsko do mety.

W innej refleksji na podobny temat („Samotny bohater”), pisałem o naszym honorze, jaki mamy zachować w każdej sytuacji. Apostoł Paweł zostawił dla nas niepodważalny wzór bohaterstwa. Był wierny swemu Panu do końca, pomimo tego, że inni go opuścili. Paweł służył Bogu, nazywał siebie niewolnikiem Jezusa Chrystusa, dlatego nigdy nie zawiódł się, ponieważ, jak powiedział: „Pan stał przy mnie i dodał mi sił, aby przeze mnie dopełnione było zwiastowanie ewangelii, i aby je słyszeli wszyscy poganie; i zostałem wyrwany z paszczy lwiej” (2 Tym. 4:17)

Paweł zakończył swoje życie honorowo. Mógł powiedzieć o swojej służbie w Bożym Królestwie – „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem” (2 Tym. 4:7). To jest prawdziwe bohaterstwo, zachować wierność Panu do samego końca, pomimo wszelkich trudności i przeszkód.
Tego typu bohaterstwo może być również i naszym udziałem. Paweł zapewnia nas, że jest pewien Bożego uznania, pisząc: „teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego” (2 Tym. 4:8).

Czy jesteś pewnien, że otrzymasz również swój wieniec z rąk Pana? Ten wieniec przeznaczony jest dla tych, którzy wytrwale oczekują na przyjście Pana, wypełniając ten czas okazywaniem miłości. Sprawdzianem tej miłości jest to, jak bardzo miłujemy swoich bliźnich. Apostol Jan napisał, że „albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 Jan 4:20).

Prawdziwi bohaterowie są jedynie w Bożym Królestwie. W tym świecie, może udać się nawet samobójcy, że zostanie bohaterem, choćby na krótko.


Henryk Hukisz. 

Wednesday, October 28, 2015

Chrześcijański "Halloween"

Nie polecam obchodzenia diabelskiej tradycji, jaka w tych dniach opanowuje większość domów w tzw. chrześcjańskich narodach, lecz chcę jedynie skorzystać z okazji, aby nawiazać do niebezpiecznego trendu, jaki wdziera się do spłeczności ludzi wierzących. Nie jest to zbyt wdzięczny temat, dlatego podaję materiał, jaki znalazłem na stronie internetowej, na której można znaleźć więcej podobnych materiałów
GRAVE SUCKING

 Kiedy pierwszy raz spotkałem się z pojęciem Grave Sucking, byłem przekonany, że jest to jakiś żart. Makabryczny i mało śmieszny, ale jednak żart. Oglądając zdjęcia studentów szkoły Bethel Billa Johnsona, którzy leżąc na nagrobkach robili sobie zdjęcia upamiętniające te niezwykłe chwile, myślałem, że jest to niesmaczny fotomontaż przeciwników nauki pastora Johnsona. Kiedy już przekonałem się o prawdziwości tych zdjęć, odłożyłem zebrane informacje na bok z myślą, że nikt nie jest tak głupi, aby naśladować tych ludzi. Od tej chwili minęło 15 miesięcy i temat wrócił jak bumerang. Rosnąca popularność pastora Billa Johnsona i kościoła Bethel (m.in. Jesus Culture i służba Sozo) oraz bezpośrednie powiązanie ze zmarłym Johnem Grahamem Lake’em sprawiło, że chcieliśmy przedstawić polskiemu czytelnikowi tę nowoczesną metodę zdobywania Bożego namaszczenia. Bo właśnie tym jest Grave Sucking – „wyciąganiem” namaszczenia znajdującego się na zmarłych ludziach, którymi Bóg posługiwał się w przeszłości. Sam Bill Johnson stwierdził, że jest możliwe odzyskanie sfery namaszczenia, które pozostało po zmarłych i wykorzystanie go dla dobra przyszłych pokoleń.

Czy polscy wydawcy książek Billa Johnsona i fani Jesus Culture mają świadomość zjawiska nazywanego Grave Sucking? Właściwie trudno nam nakreślić, czym jest ta oparta na nekromancji praktyka, która jest bardzo popularna wśród studentów Bethel School of Supernatural Ministry. Oczywiście w przypadku kościoła Bethel za wszelką cenę starano się schrystianizować tę praktykę, jednakże podobnie, jak wiele innych zachowań, mających swoje korzenie w kościele Billa Johnsona, jest to zwykłe pogaństwo.

Studenci
 Bethel School of Supernatural Ministry poszukując duchowego namaszczenia odwiedzają groby znanych osób, „którymi potężnie posługiwał się Pan”, aby posiąść część ich duchowego obdarowania.

Dokładnie to samo uczynił Pierce, prosząc o namaszczenie, które było na kościach Lake’a. Szukając biblijnego uzasadnienia dla swoich zachowań przytacza historię człowieka, który ożył po zetknięciu się ze zwłokami zmarłego Elizeusza.

Być może to właśnie na tej starotestamentowej historii oparto główną doktrynę stojącą za poszukiwaniem duchowej mocy w ramach
 Grave Sucking. Dobrze, że w Polsce nie mamy za wielu grobów słynnych mężów Bożych, bo aż strach pomyśleć, co by uczynili z nimi wszyscy fani i zwolennicy Billa Jonhnsona.

Drogi czytelniku, jeśli fascynujesz się nauką pochodzącą z kościoła Bethel, ruchem Jesus Culture, prosimy cię, abyś zainteresował się duchową inspiracją stojącą za nauką Billa Jonhnsona. Zaangażowanie w praktyki poszukiwania duchowego namaszczenia poprzez okultystyczną wiedzę jest bardzo poważnym grzechem, mogącym sprowadzić katastrofalne skutki na życie człowieka.

Warto również pamiętać, że Stary Testament jednoznacznie naucza o kontaktach ze zmarłymi (Zobacz np. 5 Mojżeszowa 18:11; 1 Kronik 10:13-14; Izajasza 8:19-20). Natchnione Pisma Hebrajskie ostrzegają też przed skalaniem się przez kontakt z grobami lub ciałami zmarłych. Dlaczego więc Bóg miałby nagle zmienić swoje zdanie i zachęcać chrześcijan do poszukiwania namaszczenia Ducha Bożego w obszarach, które do tej pory uznawane były za nieczyste?

"Także każdy, kto w otwartym polu dotknie zabitego mieczem lub umarłego, lub kości ludzkich, lub grobu, będzie nieczysty przez siedem dni" (4 Mojżeszowa 19:16).

Bill Johnson nie jest w stanie oprzeć praktyk Grave Sucking o naukę biblijną. Ale nie dziwmy się, że człowiek, który stwierdził, że Bóg jest większy niż Jego książka, nie będzie nas prowadził do Słowa Bożego, ale do mistyczno – spirytualistycznych praktyk mających pozór pobożności i będących imitacją prawdziwego chrześcijaństwa. Co gorsze, wiele praktyk z kościoła Bethel sprawia, że chrześcijanie wyglądają w oczach niewierzących na kompletnych szaleńców. W takich sytuacjach jestem skłonny zgodzić się z ludźmi, którzy twierdzą, że Ruch Wiary został stworzony po to, aby ośmieszyć chrześcijaństwo ewangeliczne.

Grave Sucking
 to szaleństwo. To totalna głupota, ignorancja i aberracja od wszelkiej normalności, a momentami nawet wyszydzanie Boga. Ludzie głoszący podobne nauki nie mają w sobie bojaźni Bożej, nie mają czystości oraz pragnienia służenia Panu. Muszą oni pokutować za swoje bluźnierstwo, którego się dopuścili.

Czytelniku, pamiętaj, że budując się na nauce Billa Johnsona nie możesz oddzielić jej od wynaturzeń podobnych do
 Grave Sucking. Za tym wszystkim stoi jedna duchowość i możesz być przekonany, że nie jest to Boża duchowość.

__________________________________________

Materiał jest częścią artykułu na temat współczesnych zwiedzeń zamieszczonego na podanej niżej stronie:  http://zwiedzenie.blogspot.com/2015/09/curry-blake-i-duchowa-spuscizna-j-g.html

Sunday, October 25, 2015

Więcej niż pieśń

Wierzę, iż każdy chrześcijanin ma swoje ulubione pieśni, lub nawet tylko jedną, którą najchętniej śpiewa szczególnie w czasie burzy, niekoniecznie tej atmosferycznej. Nieraz dzieliłem się na tym blogu, że moim ulubionym stylem jest Southern Gospel, lecz lubię również „worship-y” innych stylów muzycznych, które chętnie nucę, szczególnie, gdy jestem sam. Do tej grupy należy pieśń, która zawsze porusza mnie wewnętrznie, tak, że nawet oczy się nieraz zaszklą z tego poruszenia. Jest to pieśń „The heart of worship”, angielskiego lidera muzycznego i piosenkarza, Matt’a Redman’a.
Słowa tej pieśni powstały w wyjątkowej sytuacji. W kościele Soul Survivor w Watford, na północno-zachodnich przedmieściach Londynu, pastor Mike Pilavachi usunął na jakiś czas wszelkie instrumenty muzyczne z udziału w nabożeństwach. Powodem tego dość dramatycznego posunięcia był przerost muzyki nad treścią śpiewanych pieśni podczas uwielbiania Boga. Wówczas Matt, rozmyślając w samotności nad prawdziwym wielbieniem Boga w społeczności kościoła, napisał słowa, które  po niedługim czasie stały się hymnem uwiebiania Boga ze szczerego serca.
Pamiętam moment, gdy pod koniec nabożeństwa lider uwielbiania zaintonował słowa „When the music fades”, zrobiło mi się jakoś „mięko” w sercu. Śpiewaliśmy wspólnie wspaniałe słowa, mówiące o tym, że tak naprawdę Bóg nie żąda od nas pieśni, jako pieśni, lecz zagląda głębiej do naszych wnętrz. On patrzy na serce, na to, co Mu przynosimy w naszym uwielbianiu. Prawdziwa chwała, jaką oddajemy Bogu jest o Nim, jest o Jezusie (It’s all about You, it’s all about You, Jesus).
Bóg, Król o nieskończonej wartości, oczekuje takiej czci, jaką mogą okazać Mu jedynie ci, którzy przez Niego zostali zrodzeni. To odrodzenie ma swój wyraz w nowym stworzeniu, jakie jedynie On może uczynić. Jest ono aktem wielkiej miłości Boga, który stwarza w nas tą wyjątkową zdolność oddawania Mu czci z czystego serca. Każdy rozumie, iż to nie jest to samo, co wyuczenie się kilku strof piosenki, i zaśpiewanie jej razem z innymi w kościelenej społeczności. To potrafi zrobić każdy, nawe najzagorzalszy grzesznik. Niedawno byłem świadkiem, jak najbardziej gestykulującym i machającym rękami podczas śpiewu był człowiek nietrzeźwy, który znalazł się na nabożeństwie.
Niestety, muszę powrócić znów do tematu daremnego wielbienia Boga przez tych, ktorzy jedynie śpiewają pieśni, czy nawet piosenki, jak to się teraz nazywa. Uważam, że liderzy, nauczyciele, pastorzy i inni, którzy wprowadzają ludzi nieodrodzonych do zespołów uwiebiania, zwołuja wspólne grupy, które jedynie śpiewają wyuczone treści piosenek, czynią wielką szkodę, zarówno dla Kościoła, jak i dla tych, którzy śpiewają. Zauważyłem, iż często takie „eventy” traktowane są jako zwiastuny duchowego przebudzenia. Lecz jeśli prawdziwe nawrócenie, które może być jedynie efektem pokuty i wyznania grzechów Zbawicielowi, sprowadza się na wspólnego śpiewu piosenek o religijnej treści, to jest to najzwyklejsze zwodzenie ludzi wobec ewangelicznej prawdy o narodzeniu się na nowo.
Tak, to prawda, że jedynie Bóg zna serca tych, którzy śpiewają. Lecz, jeśli widzimy, że te osoby jedynie śpiewają o Bożej miłości i zaraz po śpiewie wracają do swoich religijnych tradycji, które są zaprzeczeniem biblijnej prawdy, to nie sądzę, że ich serca doznały oczyszczającej mocy krwi Baranka Bożego.
Apostoł Paweł, zanim poznał prawdziwego Mesjasza, trwał w tradycji żydowskiej, sądząc o sobie, że jest sprawiedliwy w oczach Boga. Lecz gdy doznał olśnienia prawdziwą światłością, zrozumiał, że musi porzucić to wszystko, co było jedynie obrazem lub cieniem rzeczywistości, jaką jest Chrystus. Nie mógł dłużej pozostawć w tym, co stwarza jedynie „pozory mądrości w wymyślonej przez ludzi pobożności, pokorze i umartwianiu ciała, a nie w jakimś uznaniu potrzeb ciała” (Kol. 2:23).
Dlatego napisał do tych, którzy również uwierzyli w Chrystusa jak on, aby porzucili to wszystko, co dotychczas czynili. Paweł złożył osobiste świadectwo: „To jednak, co było dla mnie zyskiem, uważam za stratę ze względu na Chrystusa. Nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na przewyższające wszy­stko poznanie Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Z Jego powodu wszystko poczytuję za nic i uważam za śmieci, aby zyskać Chrystusa” (Fil. 3:7,8). Od tego momentu, Paweł już nie pokładał nadziei w ofiarach składanych w świątyni, nie obchodził świąt i sabatów, gdyż nie budował własnej sprawiedliwości „wynikającej z Prawa, lecz dzięki sprawiedliwości osiągniętej przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwości z Boga na podstawie wiary” (w. 9).
Przenosząc to na współczesne czasy, uważam, że jeśli ktoś jedynie śpiewa pieśni o łasce i miłości Bożej, a nadal uczestniczy w niebiblijnych obrzędach, które mają zapewnić mu zbawienie przez sakramnety, liturgie i oddawanie czci obrazom i posągom, to tak naprawdę nie ma nic wspólnego z Duchem Świętym. Ponieważ, gdy Pan Jezus zapowiedział nastanie czasu działania Ducha Świętego, to wyraźnie określił to, czego będzie dokonywać Pocieszyciel. Chrystus rzekł: „On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (Jan 16:8). A gdy Duch Święty już kogoś przekna, to naprawdę zostanie przekonany, tak jak to stało się w Efezie. Gdy Paweł zwiastował Słowo Pańskie, „wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznając i ujawniając swoje uczynki. Dość liczni z tych, co uprawiali magię, poznosili także księgi i palili je wobec wszystkich. Wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy sztuk srebra” (Dz.Ap. 19:18,19). Nikt się nawet nie zastanawiał nad wartościa tych ksiąg, gdyż skoro przyjęli Pana Jezusa, który stał się ich prawdziwą swiatłością, nie chcieli mieć do czynienia z niczym innym i księgi spalili, aby już do nich więcej nie wracać.
Efekt był taki, że „potężnie rosło i umacniało się Słowo Pana” (w. 20). Dziś, co najwyżej, rośnie liczba uczestników nabożeństw, ponieważ, jak niektórzy mówią: "tam tak ładnie śpiewają".
Pamiętajmy, że Panu Bogu nie o pieśń chodzi, lecz o ludzkie serca.  A jeśli już doznają odrodzenia, to na pewno będą zdolne do oddawania Bogu prawdziwej czci, nie konieczne w rytm grających instrumentów, lecz codziennie, wydając owoc Ducha Świętego.
Henryk Hukisz

Rozmyślania o podobnej treści:
Kura czy jajko, co było pierwsze?

Sunday, October 18, 2015

Wesoły autobus

W latach 80-tych ubiegłego wieku, w ramówce programowej polskiego radia, znajdowała się audycja zatytułowana „Wesoły autobus”, propagująca piosenki biesiadne. Ponieważ większość współczesnych czytelników mojego bloga nie zna tak odległych czasów, muszę przeto przypomnieć treść tej piosenki, która dla moich uszu nadal brzmi znajomo.
W czołówce tej audycji leciała skoczna melodia i słowa:
„Sroczka na płocie
Wyjrzyjże no ociec, aha, aha
Co tak pędzi drogą, aż popatrzeć strach
Wesoły autobus, gna po kocich łbach  (...)
Najsmutniejsza rzecz, karawaniarza twarz
Pełna śmiechu beczka, to autobus nasz  (...)
Wszyscy słuchają, aha, aha
O czym dziś gadają, aha, aha
Baw się razem z nami do białego dnia
Wesoły autobus, gna po kocich łbach”

Piosenka jest tylko piosenką, istotna natomiast jest jej treść niosąca przesłanie, iż rzeczą najważniejszą jest, bawić się wesoło. Redaktorzy programu starali się zawsze o to, aby dostarczyć słuchaczom całą „beczkę śmiechu”, dlatego wypełniali czas audycji anegdotami i piosenkami, których treść i melodia wywoływała ogólną wesołość
Osobiście nie mam nic przeciwko wesołości, lecz uważam, iż musimy umieć odróżnić ją od radości, jakiej zasadniczo możemy doświadczać jedynie w Duchu Świętym. Pisałem już o tym wcześniej w rozmyślaniu „Ewangelia na wesoło”. Powracam jednak do tematu, gdyż zauważyłem, iż nie wszyscy dostrzegają tę różnicę. A szczególnie niebezpiecznie robi się w sytuacji, gdy liderzy kościołów, dla zadowolenia swoich fanów, zapewniają podczas nabożeństw dobrą rozrywkę. Moim zdaniem kościół powinien zapewniać ludziom wierzącym duchowy rozwój, prowadzący do dojrzałości, której szczytową formą jest całkowita uległość Chrystusowi, a nie spędzanie czasu na wesołej zabawie. Ostatnio spotkałem nawet zachętę skierowaną do zborowników, aby korzystali z darmowych lekcji tańca w zaprzyjaźnionym klubie. W programie bezpłatnych lekcji tańca towarzyskiego znajduje się oferta dobrze zaopatrzonego baru. W prawdzie za drinki, trzeba już sporo zapłacić.
Pewien pastor stworzył nawet teologię wesołości, aby ludzie w jego społeczności mieli dobry „ubaw”. Pojawiające się w naszym kraju tego rodzaju trendy najczęściej pochodzą z drugiej strony oceanu, gdzie przyszło mi jakiś czas mieszkać. Pisałem też niejednokrotnie, iż coraz częściej w zborach amerykańskich pastorzy starają się dostarczać wiernym dobrą zabawę. Dla mnie, wychowanego w czasie, gdy zgromadzonych na  nabożeństwie najczęściej witano zwrotem „Chwała Panu”, lub „Chwała Jezusowi”, obco brzmią słowa, jakimi tam wita się zgromadzonych: „Are you having a fun?” (Czy dobrze się bawicie?).
Wspomniany wyżej pastor ogłasza na zborowej witrynie: „ Zalecam wesołość wszystkim, którzy pragną pozyskiwać dusze”. Aby to zawołanie brzmiało poważniej, podpiera się cytatem „księcia kaznodziejów”, czyli Charles'a Spurgeona, który rzekomo pisał o tym w swoim podręczniku dla kaznodziejów.
Ponieważ jestem człowiekiem dociekliwym, sięgnąłem do oryginału tego dzieła, gdzie znalazłem takie oto zalecenie słynego kaznodziei: „I commend cheerfulness to all who would win souls; not levity and frothiness, but a genial, happy spirit” („Lectures to my students. Volume I”). Tłumacząc na nasz język, słowa te brzmią: „Wszystkim, którzy chcą zdobywać dusze, polecam pogodę ducha; nie lekkomyślność i wesołość, ale serdeczny, radosny nastrój”. Natomiast twórca teologii wesołości w ewangelizacji, powołał się na przekład z komentarza Barcley’a do Ewangelii Jana, gdzie niezbyt poprawnie przetłumaczono to zdanie – (Zalecam wesołość wszystkim, którzy pragną pozyskiwać dusze. Nie groźby, nie pienienie się, ale duch szczerości i szczęśliwości). Charles Spurgeon w cytowanym dziele uczy przyszłych kaznodziejów, jak należy posługiwać się darowanym przez Stwórcę głosem, aby zwiastowane słowo zostało właściwie odebrane przez słuchaczy. Ogólna jego rada jest wyrażona w zdaniu: „A needful rule is — always suit your voice to your matter”, czyli „Ważna zasada brzmi: zawsze dostosuj swój głos do sprawy, którą chcesz poruszyć”. Nie sądzę, iż w Biblii znajdziemy jakąś treść, którą należy odczytywać tak, aby wywołać u słuchaczy wesołość.
Biblia mówi jedno, a współcześni jej zwiastuni bardziej dbają o uszy słuchaczy, niż o wierny przekaz Bożego Słowa. Mnie uczono, że rzeczą najważniejszą dla Kościoła jest zwiastowanie ewangelii. A ewangelia, to przesłanie o śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Nie sądzę więc, iż to zwiastowanie można przekazywać w nastroju wywołującym wesołość. Spurgeon nauczał w swoim czasie, iż nawet ton głosu należy dostosować do znaczenia słów, jakie się przekazuje.
Apostoł Paweł, który żył wiele wieków dawniej, niż autor tego bloga, czy też Charles Spurgeon, napisał: „Postanowiłem bowiem będąc wśród was, nie znać niczego innego, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości, i w bojaźni, i z wielkim drżeniem” (1 Kor 2:2,3).
I niech tak zostanie w prawdziwym Kościele Jezusa Chrystusa, aż do Jego powrotu.
Henryk Hukisz

Monday, October 12, 2015

Modlące się ręce

 Modlitwa w życiu człowieka wierzącego,jest konieczna jak powietrze do oddychania.

Pan Jezus modlił się nieustannie, a chyba my potrzebujemy modlitwy bardziej niż On. Apostołowie prosili o to, aby modlić się o nich i o dzieło, które wykonują.

Paweł tak pisał do wierzących w zborach: „Bracia, módlcie się za nas” (1 Tes. 5:25). „Módlcie się zarazem i za nas, aby Bóg otworzył nam drzwi dla Słowa w celu głoszenia tajemnicy Chrystusowej, z powodu której też jestem więźniem” (Kol. 4:3).

O tym, jak ważną rolę odgrywa modlitwa w życiu ludzi wierzących, pisał również apostoł Jakub – „Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego” (Jak. 5:16).

Często, gdy myślimy o modlitwie, przypominamy sobie ten dobrze znany rysunek, przedstawiający modlące się ręce.

Oto historia, jak ten rysunek powstał.

Na początku XV wieku, w małej wiosce niedaleko Norymbergi, mieszkała rodzina z osiemnaściorgiem dzieci. Osiemnaście! Aby jedynie zadbać o jedzenie na stole dla tego motłochu, ojciec i głowa rodziny, z zawodu złotnik, pracował prawie osiemnaście godzin dziennie w swoim zawodzie. Chętnie też brał wszelkie inne płatne zajęcia, jakie mógł znaleźć w okolicy.

Mimo beznadziejnych warunków, dwóch najstarszych synów miało swoje marzenia. Obydwajj chcieli realizować swoje zamiłowanie do sztuki, ale dobrze wiedzieli, że ojciec nigdy nie będzie w stanie sfinansować choćby jednego z nich, aby mógł wyjechać do Norymbergi na studia.

Po wielu długich nocnych dyskusjach, chłopcy w końcu doszli do porozumienia. Będą rzucać monetą. Ten, który przegra, bądzie musiał podjąć pracę w pobliskiej kopalni i ze swoich zarobków będzie opłacać studia swego brata. Potem, gdy brat, który wygra to losowanie, ukończy czteroletnie studia, będzie finansować swego brata w akademii, ze sprzedaży swoich prac, lub, jeśli to będzie konieczne, podejmie również pracę w kopalni.

W niedzielę, po powrocie z kościoła, rzucili monetę. Albrecht Dürer wygrał losowanie i udał się do Norymbergi. Albert podjął niebezpieczną pracę w kopalni, aby przez następne cztery lata finansować studia swego brata.  Drzeworyty i olejne obrazy Albrechta były o wiele lepsze niż większości jego profesorów. Zanim ukończył studia, zaczął juz dobrze zarabiać na sprzedaży zleconych mu prac.

Gdy młody artysta wrócił do swojej wsi, rodzina Dürerów zorganizowała uroczystą kolację na powrót Albrechta. Podczas tego niezapomninego posiłku przerywanego muzyką i śmiechem, Albrecht wstał aby wypić toast za swego ukochanego brata, który poświęcił wiele lat swojej pracy, dzięki czemu mógł spełnić swoje marzenia. Jego ostatnie słowa brzmiały: "A teraz, Albert, błogosławiony mój bracie, teraz twoja kolej. Teraz ty możesz pojechac do Norymbergi, aby zrealizować swoje marzenia, a ja zatroszczę się o ciebie."

Wszystkie głowy zwróciły się na drugi koniec stołu, gdzie siedział Albert. Po jego bladej twarzy spływały łzy, on zaś kręcąc opuszczoną głową z boku na bok, szlochając powtarzał w kółko: "Nie ... nie .. .nie, nie."

Wreszcie, Albert wstał i otarł łzy na policzkach

Spojrzał wokół długiego stołu na twarze kochanych osób, a następnie, trzymając ręce blisko swego prawego policzka, powiedział cicho: "Nie, bracie. Nie mogę jechać do Norymbergi, dla mnie jest już za późno. Zobacz, co cztery lata w kopalniach zrobiły z moimi rękoma! Kości w każdym palcu były przynajmniej raz złamane, a ostatnio cierpiałem na zapalenie stawów. Z moją prawąą ręką jest tak źle, że nie mogę nawet trzymać kieliszka, aby wypić z tobą toast , tym bardziej, nie będę mógł poprowadzić piórem lub pędzlem delikatnych lini na pergaminie lub płótnie. Nie, bracie ... dla mnie jest już za późno. "

Minęło ponad pół wieku. Do tej pory setki dzieł Albrechta Dürera, jego mistrzowskie portrety, i kropkowane szkice, akwarele, węgiel, drzeworyty i miedzioryty wiszą w każdym wielkim muzeum na świecie. Lecz najprawdopodobniej, większość ludzi zna tylko jedno z dzieł Albrechta Dürera. Być może, znajduje sie ono w wielu naszych domach lub biurach.

Pewnego dnia, aby oddać na zawsze hołd Albertowi, Albrecht Dürer starannie narysował spracowane ręce brata, ukazując cienkie palce podniesione ku niebu. Ten niesamowity rysunek nazwał po prostu "Ręce", ale  ludzie na całym świecie, okazując w swoich sercach wielkie uznanie, nazwali je "Modlące się ręce".

Gdy następnym razem spojrzysz na kopię tego wzruszającego rysunku, przypatrz się mu dokładniej. Niech ci towarzyszy refleksja, że niczego nie dokonasz sam!

Autor nieznany

Saturday, October 10, 2015

Anatomia grzechu

 Myślę, iż jednym z najbardziej wyraźnych przykładów ukazujących, jak rodzi się myśl, która przeradza się później w grzeszny czyn, jest historia Dawida i Batszeby. Któż nie zna tego obrazu, tak dokładnie opisanego w Biblii? Możemy zobaczyć w tym opisie poszczególne etapy rodzenia się grzechu, dlatego zatytułowałem tę refleksję, „Anatomia grzechu”.
Wpierw chcę namalować tło, aby lepiej zrozumieć, co działo się w sercach bohaterów tej smutnej historii. Jest to w prawdzie wydarzenie z serii „Harlekina”, lecz w kontekście biblijnym, należy je raczej zakwalifikować do kategorii dramatu.
Był to czas, gdy „królowie zwykli wyruszać na wojnę” (2 Sam. 11:1), lecz Dawid postanowił pozostać w swoim pałacu. Niektórzy upatrują, iż przyczyną, jaka doprowadziła do grzesznej relacji króla z piękną niewiastą, była bezczynność. Gdyby, wołają zwolennicy takiej teorii, Dawid poszedł na wojnę, nie doszłoby do tego, do czego doszło. Osobiście dopatruję się nieco głębszej przyczyny całego zajścia.
Uważam, że Dawid nie posiadał dostatecznej umiejętności opanowania swoich myśli. Brakowało mu czegoś, co cechuje wielu współczesnych nam, zarówno mężczyzn, jak i kobiet – nie potrafił zachować samokontroli, lub samozaparcia. Widok kąpiącej się kobiety podziałał na niego jak skuteczny afrodyzjak, który wzbudził podnietę, jakiej nie potrafił opanować. Może to brzmieć, jak pewnego rodzaju usprawiedliwianie Dawida, lecz z jego życiorysu wynika, że miał słabość do kobiet. W ciągu dwudziestu lat panowania, wzbogacił swoją sypialnię do ośmiu żon. A, chociaż wielożeństwo było w tamtym czasie praktykowane, szczególnie na dworach królewskich, to jednak powienien znać wolę Stwórcy. Bóg, stwarzając małżeństwo, miał na uwadze związek jednego mężczyzny z jedną kobietą. Później, Bóg powiedział do Izraela, mając na uwadze króla, jakiego sobie ustanowią, „Niech też nie bierze sobie wiele żon, aby nie odstąpiło jego serce” (5 Moj. 17:17).
Wstępem do całej historii o Dawidzie i Batszebie jest romantyczna okoliczność – „I przytrafiło się, że pod wieczór Dawid wstał ze swojego łoża i przechadzał się po tarasie swojego królewskiego domu, i ujrzał z tego tarasu kąpiącą się kobietę. A była to kobieta wielkiej urody” (2 Sam. 11:2). Wyrażenie „i przytrafiło się”,  sugeruje, że za to co się stało, żadna ze stron nie ponosi winy, gdyż taka jest natura powstałej sytuacji. W pewnym sensie, jest w tym wiele racji, lecz jak już wczesniej powiedziałem, powodem upadku Dawida, był brak samokontroli z jego strony. Sądzę, że Dawid znał historię Józefa i żony Potyfara. Gdy ten wierny Boży sługa został podstpnie wciągnięty przez żonę swego pana do jej sypialni, zawołał zdecydowanie: „Jakże miałbym więc popełnić tak wielką niegodziwość i zgrzeszyć przeciwko Bogu?” (1 Moj. 39:9).
A i Batszeba nie jest bez winy, gdyż można zapytać się, co robiła na balkonie pod oknem królewskiej sypialni, w prowokującym stroju, lub zupełnie bez niego? Czyż nie przypomina to nam zachowania innej kobiety, o bardzo określonym charakterze, która spotkanemu mężczyźnie wyznała: „męża nie ma w domu, udał się w podróż daleką” (Prz.Sal. 7:19). Gdy sytuacja zaistnienia grzechu dotyczy dwie osoby, z reguły żadna z nich nie jest bez winy, ponieważ występuje tu zjawisko prowokacji.
Innym, istotnym elementem tej anatomii grzechu, jest wzrok. Dawid ujrzał kąpiącą się obietą, która posiadała wyjątkowa urodę. Biblia pokazuje nam wyraźnie, ze wzrok może doprowadzic do wielkich tragedii. Z pewnością największa wydarzyła się na samym początku historii ludzkości, gdy „kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu” (1 Moj. 3:6). Myślę, że bogobojny Hiob wyciągnął właściwy wniosek z tych wydarzeń i powiedział: „Zawarłem umowę ze swoimi oczyma, że nie spojrzę pożądliwie na pannę” (Hiob 31:1). Najlepszą naukę na ten temat wygłosił Pan Jezus, który właśnie w kontekście patrzenia na niewiastę, powiedział: „Jeśli tedy prawe oko twoje gorszy cię, wyłup je i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby całe ciało twoje miało pójść do piekła” (Mat. 5:29). Król Dawid zmądrzał, z pewnością po tym spotkaniu, tak że modlił się do Boga: „Odwróć oczy moje, niech nie patrzą na marność” (Ps. 119:37).
Bardzo ważną rolę, w popadnięciu w grzeszną pokusę, odgrywa fałszywa pobożność. Zdarza się w życiu osób wierzących, że znają Boże przykazania, nawet zachowują niektóre, lecz gdy spotykają się z pokuszeniem, zwodzi ich fałszywe mniemanie, że przecież przestrzegają to, co Bóg nakazał. Dawid, gdy nabrał już ochoty, aby skorzystać z wdzięków pięknej Batszeby, zadbał o to, aby nie złamać Bożego przykazania: „Nie zbliżaj się do kobiety, aby odsłaniać jej nagość w czasie jej nieczystości miesięcznej” (3 Moj. 18:19). A przecież, Duch Święty, który dawał Dawidowi wiele dobrych rad, z pewnością szeptał mu do serca to, co apostoł Jakub zapisał w swoim liście: „Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego” (Jak. 2:10). Dawid, w prawdzie nie złamał przykazania odnośnie kobiecej nieczystości, lecz jego uczynek sprawił, że był winien przekroczenia całego zakonu.
Apostoł Jakub opisuje nam również pewien mechanizm, jak dochodzi do grzechu w życiu człowieka wierzącego. Pisze, że „każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą, potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć” (Jak. 1:14,15).
Jedno jest pewne, że Bóg daje możliwość zwycięstwa nad pokusami. Dlatego musimy pilnie czuwać, gdyż od samego początku, gdy grzech pojawił się wśród ludzi, Bóg powiedział: „u drzwi czyha grzech. Kusi cię, lecz ty masz nad nim panować” (1 Moj. 4:7).
Posłuchjamy dobrej rady apostoła Jakuba: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota, obiecany przez Boga tym, którzy go miłują” (Jak. 1:12).

Henryk Hukisz