Gdy zapytasz młodego człowieka, co znaczy być wolnym, z
pewnością odpowie: „Móc robić to, na co ma się ochotę”. Niestety, w ten sam
sposób wolność pojmuje zdecydowana większość dorosłych. Powszechnie uważa się
bowiem, że prawdziwa wolność to po prostu brak jakichkolwiek ograniczeń w
realizacji własnych pragnień.
Wystarczy jednak spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość.
Codzienne wiadomości przynoszą doniesienia o krzywdach wyrządzanych niewinnym
ludziom. Ludzkie cierpienie bardzo często staje się bezpośrednim rezultatem
tego, jak inni realizują swoją „wolną wolę”. Najgorzej jest wtedy, gdy po to
przypisane sobie prawo do wolności sięgają despoci i polityczni tyrani –
całkowicie ignorując wolność tych, których krzywdzą.
Gdzie leżą granice wolności? Czy ludzie potrafią być wolni
tak, by nie ranić innych? Czy istnieje pojęcie wolności prawdziwej – dostępnej
dla każdego człowieka? Pytania te mnożą się szybciej, niż jesteśmy w stanie
znaleźć na nie odpowiedzi.
Rozmyślając nad tym, przypominam sobie słowa piosenki Boba
Dylana „But you're gonna have to serve somebody”. W polskim wykonaniu
zespołu GMB brzmiały one tak:
„Zawsze jednak musisz komuś służyć. Musisz komuś służyć. Może to być diabeł lub może być Bóg. Zawsze jednak musisz komuś służyć.”
Skoro każdy z nas musi komuś lub czemuś służyć, to znaczy,
że absolutnie wolnych ludzi nie ma. Ci, którzy uważają się za całkowicie
niezależnych, po prostu oszukują samych siebie.
Jezus w rozmowie z ludźmi, którzy uważali się za
depozytariuszy mądrości, najbardziej sprawiedliwych i wolnych, powiedział
wprost: „Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać żądze waszego ojca. Od
początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy.
Kiedy kłamie, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jn 8:44).
Nic dziwnego, że niedługo później ci sami „sprawiedliwi i wolni” podburzali
tłum, krzycząc: „Niech będzie ukrzyżowany!” (Mt 27:22).
Służba drugiemu człowiekowi bywa dziś postrzegana jako
niewola. Wprawdzie nie spotkamy już klasycznego niewolnictwa w dawnej formie –
nie ma rynków, na których kupuje się ludzi do ciężkiej pracy. Jak to jednak
wygląda we współczesnym świecie? Bardzo często dochodzi do dobrowolnego
wchodzenia w rolę niewolnika. Ludzie podporządkowują swoje życie innym, by
oszczędzić trudów lub osiągnąć prywatne cele. Mamy też do czynienia ze
zniewoleniem przez idee, nawyki, ideologie czy nałogi. W gruncie rzeczy nikt
nie jest w pełni wolny – dokładnie tak, jak głoszą słowa piosenki: „Zawsze
jednak musisz komuś służyć”.
Apostoł Paweł, pisząc o zbawieniu w Chrystusie, odwołuje się
do duchowej historii każdego z nas. Zanim doświadczyliśmy Bożej łaski,
postępowaliśmy „według zasad tego świata, posłuszni władcy sił, które unoszą
się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu” (Ef 2:2).
Warto znów przytoczyć słowa Nauczyciela z Galilei, który podkreślił: „każdy,
kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (Jn 8:34). Czy to
przyjmujemy, czy nie – wszyscy startujemy z tego samego punktu. Od urodzenia
zmagamy się z naturą grzesznika. Nikt z nas nie jest wolny sam z siebie, choćby
bardzo chciał w to wierzyć.
Cofnijmy się do wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. W
świątyni przy ołtarzu stał kapłan Zachariasz. Natchniony Duchem Świętym
wypowiedział proroctwo: „Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, bo swój
lud wziął w opiekę i odkupił” (Łk 1:68). Przez tysiąclecia ludzie
dokonywali złych wyborów – zamiast posłuszeństwa Stwórcy wybierali podszepty
Bojowego przeciwnika, diabła. Biblia jednoznacznie określa stan człowieka:
rodzimy się jako niewolnicy grzechu. Żadna filozofia, religijny rytuał ani
ludzki wysiłek nie są w stanie nas z tej niewoli wykupić.
Bóg postanowił jednak interweniować. On „wybrał nas przed
założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni.
Według postanowienia swojej woli przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa Chrystusa
stali się Jego synami” (Ef 1:4-5). Aby uwolnić człowieka z niewoli grzechu,
trzeba było zapłacić cenę wykupu – tak jak na dawnym targu niewolników. To
wykupienie mamy zapewnione w Chrystusie, w którym zyskujemy „odkupienie
przez Jego krew, uwolnienie od grzechów dzięki bogactwu Jego łaski” (Ef
1:7). Tylko w Nim spełnia się obietnica: „Jeżeli więc Syn was wyzwoli,
rzeczywiście będziecie wolni” (Jn 8:36).
Autor Listu do Hebrajczyków – pisząc do odbiorców
wychowanych w tradycji krwawych ofiar składanych w świątyni – zaznaczył, że
Chrystus „nie przez krew kozłów i cieląt, lecz przez własną krew, wszedł raz
na zawsze do świątyni i uzyskał wieczne odkupienie” (Hebr. 9:12). Ofiara
Baranka Bożego dokonuje całkowitego wyzwolenia z mocy grzechu. Daje nie tylko
przebaczenie, ale też oczyszczenie wnętrza: „krew Chrystusa, który przez
Ducha wiecznego siebie samego jako niewinnego ofiarował Bogu, oczyści nasze
sumienie z martwych uczynków, abyśmy służyli Bogu żyjącemu” (Hbr 9:14).
Wracamy więc do wniosku z piosenki: człowiek nie ucieknie od
służby. Mamy jednak wybór. Zamiast zniewolenia przez grzech i zło, możemy
wybrać służbę Bogu – w wolności Ducha. Na tym polega prawdziwa wolność: na
możliwości dokonania najważniejszego wyboru w życiu i oddaniu serca Ojcu w
niebie, z którym spędzimy wieczność.
Prawdziwa wolność to możliwość stania się kimś, kim Bóg
zaplanował nas od samego początku. Jest ona możliwa wyłącznie dzięki odkupieniu
przez krew Chrystusa. Bóg tych, których wyzwolił, „przeznaczył, żeby się
stali podobni do obrazu Jego Syna, aby był On pierworodnym między wielu braćmi”
(Rz 8:29).
Cena tego wyzwolenia była najwyższa z możliwych. Prorok
Izajasz opisał ją niezwykle mocno: „PAN jednak chciał go zmiażdżyć
cierpieniem. Jeśli odda swe życie na ofiarę zadośćuczynienia, to ujrzy
potomstwo, wydłuży swoje dni i przez niego spełni się wola PANA” (Iz
53:10). Użyte w oryginale słowo oznacza dosłownie „zmiażdżyć”. Bóg wydał
swojego Syna na najokrutniejszą śmierć, aby zrównoważyć ciężar ludzkiego
grzechu. Chrystus tuż przed ukrzyżowaniem dobrowolnie zgodził się wypić kielich
Bożego gniewu. Jak napisał ewangelista Jan: „Jezus, wiedząc, że nadeszła
Jego godzina, aby przeszedł z tego świata do Ojca, umiłował swoich w świecie, i
to umiłował ich do końca” (Jn 13:1).
Oto cena wolności, którą możemy odnaleźć w Jezusie. Dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu wchodzimy w pełną wolność dzieci Bożych. A gdy pewnego dnia staniemy przed obliczem naszego Ojca, będziemy mogli z radością dołączyć do tłumu odkupionych i zaśpiewać nową pieśń: „Jesteś godny wziąć zwój i otworzyć jego pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i swoją krwią nabyłeś dla Boga ludzi z każdego plemienia, języka, ludu i narodu” (Ap 5:9).
Zanim to jednak nastąpi, pamiętajmy o prawdzie kryjącej się
w słowach znanej piosenki:
„Zawsze jednak musisz komuś służyć. Musisz komuś
służyć. Może to być diabeł lub może być Bóg. Zawsze jednak musisz
komuś służyć.”
Wybór należy do ciebie.


