Sunday, March 31, 2013

Odwalony kamień

Z okazji świąt wielkanocnych często powtarzane są różne hasła. Niektóre z nich zamieniono w slogany kaznodziejskie, jak na przykład, „Kamień został odwalony nie po to, aby Jezus mógł wyjść, lecz po to, aby uczniowie mogli zobaczyć, że grób jest pusty”. 

Dzisiaj, Pan pokazał mi, że często zdarza się, iż w naszym życiu Boże prawdy zostają przysłonięte jakimś „kamieniem” . Bóg pragnie go usunąć, abyśmy mogli korzystać z Jego obietnic i odnosić w naszym zyciu więcej zwycięstw w Chrystusie. 

Ewangelista Jan, opisując dla nas wydarzenie tego poranka, gdy Maria Magdalena przyszła do grobu Chrystusa, zwrócił uwagę na to,  że kamień był już odwalony (Jan 20:1). Stało się to właśnie w tym celu, aby mogła zobaczyć, że Chrystus żyje, że już nie ma Go w grobie. Gdy chwilę później, do grobu przybiegli wezwani przez nią uczniowe, Wprawdzie Jan pierwszy dobiegł, lecz Piotr pierwszy wszedł do otwartego grobowca, aby zobaczyć czy to prawda. Później i Jan wszedł do środka, lecz o nim jest napisane, że „ujrzał, uwierzył” (Jan 20:8). Natomiast w przypadku Piotra, nie była to wiara zbawiająca, lecz jedynie stwierdzenie faktu, że naprawdę Chrystusa nie ma w grobie.

Dziś nawet wielu chrześcijan uznaje jedynie fakt zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Lecz samo uznanie za prawdziwy fakt, iż Jezus powstał z martwych, nie świadczy jeszcze, że wierzy się głęboko w tę wielką prawdę o zmartwychwstaniu. Uczniowie tego poranka stwierdzili, że Chrystusa nie ma w grobie, lecz nadal „nie rozumieli Pisma” (w. 9). Tak naprawdę nie wiedzieli, w jakim celu stało się to zmartwychwstanie, uznali jedynie sam fakt jego zaistnienia.

Dzisiaj, czytając Ewangelie, zaglądamy do pustego grobu. Słuchając rozważań na ten temat, mamy możliwość dowiedzieć się więcej - jakie to ma znaczenia dla naszego życia w relacji z Bogiem. Apostoł Paweł pisał o tym w swoich listach do ówczesnych chrześcijan, aby wskazać im na znaczenie tego wielkiego dzieła Bożego w ich doczesnym życiu.

Prawda o zmartwychwstaniu Chrystusa stanowi trzon nauczania o zbawieniu i życiu w Chrystusie. Jak napisał do Koryntian: „jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara” (1 Kor. 15:14). Dalej, wskazuje na fundamentalne znaczenie tego faktu dla indywidualengo życia każdego, kto wierzy – „Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli” (w. 20). Przez zaśnięcie, Paweł rozumiał fizyczną śmierć osoby wierzącej, gdyż, jak powiedział sam Pan Jezus: „Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (Jan 11:25).

Lecz zmartwychwstanie Chrystusa ma również doczesne znaczenie dla naszego życia. Dzięki niemu możemy odnosić zwycięstwo nad grzechem i pokusami. Apostoł Paweł poświęcił wiele miejsca w liście do Rzymian, szczególnie w rozdziałach 4 – 8, pisząc o zwycięstwie nad grzeszną naturą, jakie możemy odnosić w mocy Ducha Świętege, który zamieszkał w nas, gdy narodziliśmy się na nowo. Tylko w jednym fragmencie, w rozdz. 6:8 – 14, Paweł wskazuje na trzy wielkie prawdy, a mianowicie, że „umarliśmy z Chrystusem” (w. 8), następnie, że mamy prawo uważać siebie za „za żyjących dla Boga” (w. 11), a to wszysto stało się w celu doświadczania mocy nowego życia, w którym „grzech nad wami panować nie będzie” (w. 14).

Uważam, że największy problem, jaki ludzie mają z wiarą w zmartwychwstanie Chrystusa, to nie uznanie samego faktu, czy on miało miejsce, lecz zastosowanie Bożego zwycięstwa nad grzechem w swoim osobistym życiu. Bardzo często Boże obietnice, nawet jeśli znamy ich treść, nie mają zastosowania w naszym życiu, ponieważ zaglądamy do pustego grobu tylko raz w roku, w czasie pamiątki tego wydarzenia.

Diabeł jest naszym oskarżycielem, a to znaczy, że próbuje skutecznie pozbawiać nas mocy Bożej, abyśmy nie żyli nowym życiem. Musimy ciągle pamiętać, że nowe życie jest darem Bożym w Jezusie Chrystusie, i nikt z nas nie jest w stanie sam z siebie doknać nic dobrego. Ponieważ żyjemy w ciele, ktore nadal jest skłonne grzeszyć, często upadamy i wówczas do akcji przystępuje oskarżyciel, wmawiając nam, że nie jesteśmy już dziećmi Bożymi. 

Czyżby ofiara Baranka Bożego przestała istnieć ? Duch Święty stara się cicho przypominać nam ten fakt. Lecz nadal, będąc oskarżeni w swoim sumieniu, dopuszczamy wątpliwości odnośnie naszego zbawienia. Dlatego Paweł zwraca uwagę wierzącym w zmartwychwstanie Pana Jezusa – „uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 6:11)

Bóg dał nam wspaniałą możliwość słuchania głosu Ducha Świętego, który nieustannie pokazuje nam pusty grób. Na tym polego Jego służba uwielbiania Chrystusa, jak powiedzał Pan Jezus, mówiąc o Pocieszycielu, że „On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi” (Jan 16:14). Dlatego też Paweł napisał: „Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej” (Gal. 5:16)

Piotr i Jan zaglądając do pustego grobu, nadal nie rozumieli znaczenia tego wielkiego dzieła Bożego. My również, często czytając Biblię, nie rozumiemy znaczenia Bożych prawd, gdyż jedyne poprzez objawienia Ducha Świętego, możemy je pojąć, aby zastosować w nowym życiu, w mocy Bożej, danej nam z łaski.

Po czym możemy poznać, że żyjemy nowym życiem, że fakt zmartwychwstania jest siłą Bożą w nas, a nie jedynie teorią? Jezus powiedział: „Każde bowiem drzewo poznaje się po jego owocu”. (Łuk. 6:44). Apostoł Paweł napisał: „Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość” (Gal. 5:22-23). Początkiem takiego życia w Chrystusie jest prawda, która spełniła się w piątkowy wieczór, gdy Chrystus odkupił nas z przekleństwa grzechu. Dlatego Paweł napisał dalej: „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami” (w. 24).

Pozwólmy Duchowi Świętemu odwalić jeszcze niejeden głaz zasłaniający nam Boże prawdy odnoszące się do naszego doczesnego życia w ciele. Bądźmy aktywnymi posiadaczami daru nowego życia i uważajmy siebie „za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rzym. 6:11).

Henryk Hukisz

Friday, March 29, 2013

Za kulisami krzyża


 Gdy na tym najważniejszym w historii ludzkości wzgórzu zwanym Golgota, zapanowała ciemność zalewająca całą ziemię, Jezus resztką sił zawołał „Eli, Eli, lama sabachtani!” (Mat: 27:45). Musiało wydarzyć się w tym momencie coś niezwykłego, gdyż ziemia zadrżała w swych posadach, groby pootwierały się na znak zwycięstwa nad śmiercią. Syn Boży, widząc dokonane już odkupienie grzesznego świata, oddał ducha. Jego misja na ziemi została spełniona.

Największe pragnienie Ojca wkroczyło w fazę realizacji – ludzie będą mogli wracać do Niego, gdyż zapłata za grzech została uiszczona. Boży gniew został przebłagany z pełnym zaspokojeniem Jego sprawiedliwości. Usprawiedliwienie stało się możliwe, już nie dzięki wysiłkom człowieka, na drodze spełniania niewykonalnych warunków zakonu, lecz z łaski. Jak napisał później jeden z największych apostołów – „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” (Efez. 2:8)

Gdy patrzymy z naszej strony krzyża na tę wielką ofiarę, wydaje się, że wszystko jest takie proste – Jezus umarł zajmując nasze miejsce, my uwierzyliśmy w Niego i mamy już zbawienie, gdyż tak jest napisane – „Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz” (Rzym. 10:9)

Celowo zacytowałem ten werset, w którym jest odwołanie do zmartwychwstania, gdyż uważam, że nie wystarczy uwierzyć jedynie w śmierć naszego Pana. Czy rzeczywiście? Przecież Chrystus umarł za nas, więc my już nie musimy umierać za swoje grzechy. Myślę, że w tym właśnie kryje się największe oszutwo szatana, któremu zależy na tym, aby ludzie wierzyli, lecz nie korzystali z mocy, jaką Bóg udostępnił tym, których z Sobą pojednał, aby żyli nowym życiem przez Jezusa Chrystusa. Jakub odsłonił nam pewną tajemnicę wiary, a mianowicie, że „demony również wierzą i drżą” przed Stworzycielem. Ten apostoł, stawiając retoryczne pytanie, ostrzega nas przed tym, aby się nie okazało, że wiara jaką mamy, jest martwa – „Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić?” (Jak. 2:14). O co więc chodzi, o jakie uczynki, aby być zbawionym?

Apostoł Paweł udziela nam dokładnego wyjaśnienia, co stało się w momencie śmierci Chrystusa. Musimy dokładnie przeczytać fragment z Listu do Rzymian, gdzie Paweł posługuje się odpowiednią terminologią odnośnie naszego zbawienia. Znajdziemy tam takie określenia jak – zadośćuczynienie, usprawiedliwienie, pojednanie i zbawienie, które powiązane jest z uświęceniem. Zdaję sobie sprawę z tego, że format moich rozmyslań nie pozwioli na dokładne opisanie znaczenia tych wyrażeń, ale będę się starał nawiązywać do tego częściej w następnych wpisach na tym blogu. Uważam, że jest to bardzo istotne dla pełniejszego zrozumienia na czym polega nasze zbawienie. Być może spotkaliśmy się już z pojęciem, że „zostaliśmy zbawieni, jesteśmy zbawiani i dostąpimy zbawienia”, gdy staniemy przed naszym Panem. 

W liście apostoła Pawła czytamy, że zostaliśmy odkupieni „w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów” (Rzym. 3:24,25). W tym wersecie jest mowa o pełnym zadośćuczynieniu wobec Bożej sprawiedliwości, i jedynie Jezus Chrystus mógł przebłagać Boży gniew. 

Dlatego w kolejnych rozdziałach Paweł pisze, że będąc „usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej” (Rzym. 5:1). Słowa te pokazują, że osiągnąwszy pokój, który jest skutkiem usprawiedliwienia, mamy dostęp do łaski, a to znaczy, że dopiero teraz możemy korzystać z efektów łaski, która jest niekończącym się źródłem dającym możliwość życia nowym życiem. Kilka wierszy dalej, Paweł używa terminologii wojennej, pisząc, że „Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (w. 8). Dwa wiersze dalej, zostaliśmy nazwani nieprzyjaciółmi Bożymi, zanim Chrystus umarł za grzeszny świat – „Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego...” (w. 10)

W czasie, gdy Chrystus umierał na krzyżu, za jego kulisami odbywała się umowa pojednawcza, pomiędzy świętym i sprawiedliwym Bogiem i księciem tego świata, który władał nad duszami grzeszników. Miał prawo żądać wykonania wyroku śmierci każdego grzesznika, ponieważ Bóg powiedział: „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rzym. 6:23). Pojednanie, to układ, który zgodnie ze znaczeniem oryginalnego słowa „katalasso”, wymaga wyrównania różnicy istniejącej pomiędzy dwiema stronami. Z łatwością możemy sobie wyobrazić, jak ogromna jest różnica pomiędzy grzesznym człowiekiem i świętym Bogiem. Tylko Jezus, święty Boży Syn, mógł tę różnice wyrównać, i On tego doknał na Golgocie. Dzięki śmierci Chrystusa na krzyżu, zostaliśmy pojednani z Bogiem.

 Od tego momentu staje się możliwe coś, co było dotychczas absolutnie niedostępne dla człowieka, nawet żyjącego najlepiej i najświęciej. Nikt nie był w stanie spełnić wymagań Bożej sprawiedliwości. Teraz, dzięki uzyskaniu pojednania, granica oddzielająca nas od Boga została zniesiona. Mamy teraz dostęp do łaski, abyśmy „na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach” (Tyt. 2:12-14). A bez uczynków, wiara jest martwa!

Dlatego apostoł Paweł napisał, że teraz „będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego” (Rzym. 5:10). A życie Chrystusa w nas realizuje się przez udział w Jego śmierci, czego doświadczamy każdego dnia, umierając dla Niego, aby Jego życie mogło objawiać się w nas.

Henryk Hukisz

Thursday, March 28, 2013

Jeśli z Nim cierpimy, ...

Z pewnością w okresie poprzedzającym Wielkanoc, w czasie rozmyślania nad cierpieniem i śmiercią Chrystusa, częściej snujemy refleksje nad sensem naszego życia. Mam na uwadze ludzi, dla których Pan Jezus nie jest jedynie postacią historyczną, lecz osobistym Przyjacielem i Panem ich życia. Taka relacja jest bardzo ważna, gdyż jedynie wówczas będziemy gotowi utożsamić się z Jego cierpieniem i śmiercią, aby z nadzieją oczekiwać na chwałę zmartwychwstania.

Apostoł Paweł zapisał dla nas nie tylko wielkie prawdy o zbawieniu i wiecznej nadziei, lecz również dzieli się z nami osobistymi doznaniami, jakich doświadczał w relacji ze swoim Panem i Zbawicielem. Fundamentem tej więzi była wielka miłość do Pana, prowadząca do bezgranicznych wyrzeczeń i cierpień, jakie znosił z godnością niewolnika, jak sam siebie często nazywał.

Ten wielki apostoł często zwracał uwagę na chwalebne dziedzictwo, jakie Ojciec przeznaczył dla Swoich dzieci. Pocieszał wierzących w Rzymie, że chociaż teraz doświadczają więzów i cierpień, to w Duchu mogą być wolni, gdyż, jak pisał: „nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!” (Rz 8: 15).

Lecz tę prawdę mogą zrozumieć i doświadczać jej błogosławieństwa tylko te osoby, które przyjęły dar nowych narodzin, w czasie których Duch Święty zstąpił do ich serc. O tym mówił Pan Jezus, rozmawiając z Nikodemem, że to „co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest” (Jn 3:6). Paweł kontynuował tę myśl – „ci zaś, którzy są w ciele, Bogu podobać się nie mogą” (Rz 8:8), dlatego napisał do wierzących w Pana Jezusa – „ale wy nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeśli tylko Duch Boży mieszka w was. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest Jego” (w. 9).

To, co napisał dalej, jest przeznaczone dla dzieci Ojca Niebieskiego, które doznały usprawiedliwienia Chrystusowego, przyjmując wiarą dar zbawienia przez ofiarę Syna Bożego na Golgocie. Jeśli doświadczyliśmy tej łaski, możemy również powiedzieć, że Duch Święty w nas mieszka i sprawia, że już „nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha” (Rz 8:4). Jedynie „ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi” (w. 14) i wówczas On „świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy” (w. 16).

Skoro jesteśmy dziećmi Bożymi, kontynuuje swą myśl apostoł Paweł, to jesteśmy wraz z Chrystusem dziedzicami wszelkich Bożych dobrodziejstw, od cierpienia aż po wieczne uwielbienie. Najczęściej, Boże błogosławieństwa niebios kojarzą się nam z uwielbieniem i doznawaniem wiecznej radości. Paweł natomiast wskazuje nam na drogę, jaką możemy dojść do otrzymania tego dziedzictwa, a jest nią uczestniczenie również w cierpieniach Chrystusa.

Autor Listu do Hebrajczyków przedstawił nam wiele prawd o Chrystusie, o Jego cierpieniu i ofierze złożonej dla naszego zbawienia. Pisał o Chrystusie, który „za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci” (Hbr 5:7). Wiemy, że zanim przyszło wybawienie w zmartwychwstaniu, Jezus powiedział w modlitwie do Ojca: „Ojcze mój, jeśli nie może mnie ten kielich minąć, żebym go pił, niech się stanie wola twoja” (Mt 26:42). Wszyscy dobrze wiemy, co się stało po tych słowach – Bóg wolał, żeby Jego Syn umarł, chociaż nie popełnił żadnej nieprawości, gdyż „On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5:21).

Wracając do poprzedniej myśli apostoła Pawła, chcę podkreślić prawdę zawartą w stwierdzeniu, że jesteśmy „współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z Nim cierpimy, abyśmy także razem z Nim uwielbieni byli” (Rz 8:17). Jak wielką rolę spełnia w tym zdaniu słówko „jeśli”. Znaczy to, że zanim dane nam będzie oglądać uwielbione dziedzictwo, musimy przejść wiele doświadczeń, gdyż jedynie wówczas możemy powiedzieć, że „utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić” (w. 18). Przekład Biblii Gdańskiej oddaje tę myśl dobitniej słowami – „utrapienia teraźniejszego czasu nie są godne onej przyszłej chwały, która się ma objawić w nas”.

Wielu z nas przechodzi w teraźniejszym czasie wiele doświadczeń, utrapień czy też prześladowań. Nasze doczesne życie i to wszystko przez co przechodzimy, nie jest godne nawet porównania z przyszłą chwałą, jaka w nas się objawi. Nie my na to zasłużyliśmy, nawet największym cierpieniem, jakie znosimy w Chrystusie, lecz sam Bóg w Swojej miłości przeznaczył nas do „chwalebnej wolności dzieci Bożych” (Rz 8:21). Dalej Paweł objawia nam wielką tajemnicę, że Bóg „tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna Jego” (w. 29). I to jest naszą największą chwałą, jaka nas oczekuje w niebie.

Pamiętajmy w czasie rozmyślania nad cierpieniem i śmiercią Chrystusa, że On dokonał tego dla nas, abyśmy – „jeśli tylko razem z Nim cierpimy, abyśmy także razem z Nim uwielbieni byli”

Henryk Hukisz

Monday, March 25, 2013

Król w lisiej norze



Z trudem udaje mi się powstrzymywać od oburzenia, gdy widzę współczesnych „sług Bożych” przechwalających się ziemskim bogactwem, jakiego dorobili się na służbie u Króla krolów i Pana panów. Prywatne odrzutowce, parkujące w komfortowych garażach Rolls Royce, nie mówiąc o Caddilacach, przepastne mieszkania w pałacach ukrytych od ludzkich oczu, na przestrzennych ziemskich posiadłościach z basenami i kortami tenisowymi, czy rzeczywiście świadczą o dobroci Bożej? Wielotysięczne tłumy wypełniaja dziś stadiony i potężne hale, aby posłuchać tych zwiastunów „ewangelii sukcesu”, będąc zauroczeni ich osobistym świadectwem ziemskiego dorobku.

Dwa tysiące lat wcześniej, gdy pewne osoby zainteresowały się Mistrzem i zapragnęły pójść za Nim w Jego ślady, usłyszeli bardzo dziwną zachętę – „Lisy mają jamy, a ptaki niebieskie gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił” (Łuk. 9:58). W ten sposób Chrystus zareagował na propozycję naśladowania Go osoby, która oświadczyła: „Pójdę za tobą, dokądkolwiek pójdziesz” (w. 57). Jezus nie „owijał prawdy w bawełnę”, mówił wprost co czeka tych, którzy chcą zostać Jego uczniami. 

Gdy wysyłał ich „jak owce między wilki” (Mat. 10:16), nakazał im zachowanie roztropności i niewinności. Powiedział im wprost, że zamiast powszechnej adoracji i oklasków, „będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego” (w. 22). Aby czasami któryś z Jego prawdziwych uczniów nie uległ pokusie dorobienia się na służbie u Niego, wyznaczył poprzeczkę, której nie wolno było przekraczać – „Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana” (w. 14). Wszelką dyskusję nad „godnością” sługi Bożego, Chrystus uciął zdecydowanie, wymierzając granicę – „wystarczy uczniowi, aby był jak jego mistrz, a sługa jak jego pan” (w. 25)

Obecnie słyszy się nieraz odwołanie do słów Chrystusa, który powiedział: „Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca” (Jan 14:12). Czyżby Ten, który „wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem” (Filip. 2:7), miał na uwadze to, że Jego naśladowcy będa mieli prawo do lepszych warunków służby i większej zapłaty niż „wół młócący”?

Apostoł Paweł osobiście nie słyszał, gdy Pan Jezus mówił o wyrzeczeniu się wszystkiego dla Niego - „jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie” (Łuk. 9:23). To jednak doskonale rozumiał na czym polega służba w szeregach Króla królów i Pana panów. W liście do wierzących, których nauczał dróg Pańskich, wyznał, że „chociaż ja mógłbym pokładać ufność w ciele” (Filip. 3:4), ponieważ mógł określić siebie jako „człowiek bez nagany” (w. 6). To jednak ze względu na Chrystusa, właśnie dlatego, że On zostawił najlepszy przykład do naśladowania, Paweł powiedział: „wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” (w. 7, 8). Takie nastawienie do Chrystusa wynika z faktu, że można „znaleźć się w Nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary” (w. 9). Tylko wówczas można zrozumieć słowa: "Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości" (2 Kor. 12:9)

Dzięki zbawieniu jakie mamy w Chrystusie, możemy nasz wzrok skierować na inną rzeczywistość, nie na ziemskie posiadłości, lecz że wartość ma inna perspektywa życia. Liczy się jedynie to, aby móc „poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania Jego, i uczestniczyć w cierpieniach Jego, stając się podobnym do Niego w jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania” (Fil. 3:10, 11). Jeśli naszą wartością jest skarb w niebie, nie będziemy nigdy gromadzić go na ziemi. Chyba, że niebo jest tylko pretekstem, aby dorobić się czegoś na ziemi.

Z pewnością nieraz znaleźliśmy wielkie pocieszenie w słowach apostoła Pawła, który powiedział z całym przekonaniem – „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Filip. 4:13). Czy mówiąc „wszystko” mamy na uwadze to, przez co przechodził Chrystus, gdy nie miał gdzie skłonić Swej głowy? To o Nim Izajasz prorokował: „Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego” (Izaj. 53:3). Nic dziwnego, że Piłat, widząc Jezusa i sądząc, że ma do czynienia z królem, zapytał: „To ty jesteś królem żydowskim?” (Łuk. 23:3).

Z historii chrześcijaństwa wiemy, że w czasie, gdy jego liderzy obstawiali się doczesnym bogactwem a budynki sakralne wypełniano złotem, pojawiali się głosiciele prostoty i ubóstwa, jak św. Tomasz, czy św. Franciszek. Lecz później z ich drogi życia, zamiast przestrogi, uczyniono drogę zbawienia przez ubóstwo. Nie tędy droga do Boga.

W czasie rozpamiętywania nad śmiercią i męczeństwem Chrystusa, niech naszym uwielbieniem Pana stanie się również droga, jaką idziemy za Nauczycielem i Panem naszego życia. Pamiętajmy o granicy, jaką wyznaczył Pan Jezus - „Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana”. On również powiedział: „gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną”, gdyż tam „gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje” (Mat. 6:20).

Henryk Hukisz

Sunday, March 24, 2013

Radykalne zbawienie



 Kiedy byłem jeszcze młodym chłopakiem, zapamiętałem pewną scenkę, jaka wydarzyła się podczas nabożeństwa w poznańskim zborze. Prowadzącym to zgromadzenie był mój tata, ja byłem jeszcze tylko obserwatorem. Podczas zbierania kolekty, zbór śpiewał pieśń „Wszystko Tobie dziś oddaję...”. Po zakończeniu tego nabożeństwa, do taty podszedł pewnien starszy zborownik, prosząc aby już więcej nie podawał tej pieśni w takiej sytuacji, gdyż starając się być prawdowmównym, pozostawał bez środków na bilet tramwajowy, aby wrócić do domu. 

Przypomniałem sobie tę historię dużo później, gdy prowadząc nabożeństwo tutaj, chciałem zaproponować tę samą pieśń. Przez chwilę zastanawiałem się nad wyborem tej, czy kolejnej, jaka znajdowała się w śpiewniku – „Prócz liści nic...” Na wszelki wypadek, podałem zupełnie inną pieśń do zaśpiewania podczas zbierania kolekty.

Czy zastanawiamy się zawsze nad słowami, jakimi zwracamy się do innych, a do Boga przede wszystkim? Czy gotowi jesteśmy oddać wszystko dla Pana, bo przecież zbawienie mamy za darmo, z łaski. A jednak, zbawienie o jakim czytamy w Biblii, nie jest tanie, gdyż za nie została złożona najbardziej drogocenna ofiara – bezgrzeszne życie Jezusa Chrystusa.

Autor listu do Hebrajczyków przestrzega czytelników przed zbyt lekkim traktowaniem zbawienia słowami: „jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?” (Hebr. 2:3). Za przykład podaje nieposłuszeństwo narodu wybranego, który nie wszedł do Bożego odpocznienia pomimo znajomości Jego obietnic, gdyż „słowo usłyszane nie przydało się na nic, gdyż nie zostało powiązane z wiarą tych, którzy je słyszeli” (Hebr. 4:2)

Jezus stawiał zdecydowane warunki chętnym naśladowania Go w tym życiu. Powiedział bez ogródek: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mat. 16:24). Nieco wcześniej powiedział, że „kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien” (Mat. 10:38)

Wcale nie chodziło o wzięcie krzyża w postaci małego medaliku powieszonego na szyi lub wpiętego w klapę marynarki. W czasie, gdy Chrystus wypowiadał te słowa, wzięcie krzyża kojarzyło się z jednym – z pójściem na miejsce egzekucji. Krzyż w tamtym czasie był zdecydowanie kojarzony z szubienicą, a nie z dekoracją.

Chrystus zostawił nam przykład, bardzo osobisty. Apostoł Paweł, po spotkaniu się z Nim osobiście na dordze do Damaszku, poznał całą prawdę o zbawieniu. Pisząc później do wierzących, zwracał im uwagę na koszt zbawienia, które otrzymali przez wiarę. Pisał o Chrystusie, który „chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” (Filip. 2:6-8). Pisał o tym jako przykład do naśladowania, gdyż powinniśmy być takiego samego usposobienia.

Nie znaczy to wcale, że mamy kupić nasze zbawienie za wszystko, co posiadamy. Chociaż można taki wniosek wysunąć z przypowieści o skarbie ukrytym w roli, który, gdy człowiek znajduje,  „sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje oną rolę” (Mat. 13:44). Prawda płynąca z tego podobieństwa wskazuje na gotowość oddania wszystkiego, aby w pełni korzystać z dobrodziejstw Królestwa Bożego. Jezus powiedział, że jeśli pójdziemy za Nim, jak owce za pasterzem, to będziemy mieć życie obfite w Jego błogosławieństwa (Jan 10:10)

Wielkość zbawienia plega na tym, że mamy w nim wszystko, co jest potrzebne do życia. Jezus wielokrotnie zapewniał, że jeśli w Nim będziemy trwać, to wydamy wiele owocu, gdyż, jak powiedział: „beze mnie nic uczynić nie możecie” (Jan 15:5). Dlatego powinniśmy zrezygnować ze wszystkiego, oddać wszystko, aby w pełni korzystać z tego wielkiego zbawienia. Nic z nas, wszystko z łaski, gdyż Jego dobroć przewyższa wszystko.

Nieraz wydaje się nam, że powinniśmy zapracować naszą gorliwością, postami, modlitwami, dziesięcinami na Boże obietnice. Jeśli już na coś zasłużymy, to nie będzie z łaski, lecz zapłatą. Sprawiedliwy żyje z wiary, jak izraelita podczas wędrówki przez pustynię. Codziennie wychodził poza obóz z wiarą, że uzbiera wystarczającą ilość manny, tyle ile potrzebuje na przeżycie, ani za mało, ani za dużo. Bóg, który troszczy się o kwiaty i o ptaki, wie co potrzebujemy, i ile. Jego Syn powiedział: „szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mat. 6:33)

Niestety, często boimy się oddać wszystko, bojąc się, że nie wystarczy nam na zabezpieczenie naszych codziennych trosk. Musimy mieć, chociażby na przysłowiowy bilet na tramwaj, dlatego tak trudno jest oddać wszystko dla Pana.

Jeśli nie oddamy wszystkiego, nie zdobędziemy się nigdy na pełne zaufanie Bogu. Jezus podniósł tę kwestię do poważnego wyboru mówiąc: „żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzieć będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie” (Łuk. 16:13)

Chciwi faryzeusze, gdy usłyszeli te słowa, naśmiewali się z Chrystusa. A jak my się zachowujemy? Może nie śmiejemy się, lecz jeśli nie oddamy wszystkiego, to czy możemy w pełni korzystać z „tak wielkiego zbawienia”?

Henryk Hukisz