Thursday, June 27, 2019

Jacyś ludzie

Apostoł Paweł napisał, że „całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania...” (2 Tym 3:16). Wierzę w to z całego serca, dlatego każde słowo Biblii traktuję poważnie i staram się mu podporządkowywać moje życie.

Ostatnio studiowałem jeden z najkrótszych listów w kanonie, który jednak uważam za niezwykle istotny. Jego waga nie wynika z objętości, lecz z Bożego natchnienia. Mowa o Liście Judy – ostatnim z listów Nowego Testamentu, umieszczonym tuż przed Księgą Objawienia. Podobnie jak Apokalipsa, list ten skierowany jest głównie do wierzących żyjących u schyłku czasu.

Kim jest autor tego tekstu? Juda przedstawia się jako brat Jakuba, o którym Paweł pisze, że jest „bratem Pańskim”, powołując Boga na świadka, że w tym, co pisze, nie kłamie (por. Gal 1:19). Autor ten, pomijając sam fakt natchnienia, jest osobą w pełni wiarygodną, dlatego musimy zwrócić baczną uwagę na treść jego poselstwa. Juda już w pierwszych słowach zaznacza, że zawarte tu przestrogi należy traktować z ogromną rozwagą, gdyż dotyczą one fundamentów naszej wspólnej wiary. Pisze wprost, że uznał za „konieczne, aby napisać do was, zachęcając do walki o wiarę, która raz została przekazana świętym” (Jud 3). A wiemy przecież, że „bez wiary nie można podobać się Bogu” (Hbr 11:6).

Czytając ten list, analizowałem uważnie każde sformułowanie. Już na samym początku Juda wskazuje na niebezpieczeństwo rodzące się wewnątrz Kościoła. Pisze: „wkradli się bowiem miedzy was jacyś ludzie” (Jud 4), którzy stanowią zagrożenie dla jedności świętych. Przekład interlinearny jeszcze trafniej oddaje sposób, w jaki te osoby przenikają do wspólnot: oni się tam „wślizgnęli”. Dalej czytamy, że są oni „zakałami waszych agap” (Jud 12). Wspomniany przekład dosłowny określa ich jeszcze dosadniej: „wrzody wspólnie ucztujące bez bojaźni”.

Ponieważ osoby te zagrażają czystości wiary raz podanej świętym, należy przyjrzeć się im bliżej. Ich cechą charakterystyczną jest kamuflaż – udają wierzących, by niepostrzeżenie wejść do społeczności. Greckie określenie spilades (σπιλάδες) oznacza dosłownie rafy lub skały ukryte pod lustrem wody. Przekład EIB oddaje to następująco: „Oni to są niby skryte pod wodą skały na waszych agapach”. To właśnie tu kryje się największe niebezpieczeństwo: maskują się, udają „aniołów światłości” i stają się pułapką dla nieświadomych, którzy rozbijając się o te „podwodne skały”, stają się „rozbitkami w wierze” (1 Tym 1:19). Porównanie do wrzodu również jest trafne – jako obce ciało wgryza się on w zdrową tkankę, powodując zakażenie całego organizmu. O takich ludziach pisał też Paweł, ostrzegając, że „ich nauka rozprzestrzenia się jak gangrena” (2 Tym 2:17).

Apostoł Paweł wskazywał konkretne osoby, podając nawet ich imiona, by ustrzec innych przed zagrożeniem. Juda natomiast odwołuje się do dobrze znanej historii Izraela, która jest dla nas przykładem, „abyśmy nie pożądali złych rzeczy” (1 Kor 10:6), i skłania do zajęcia zdecydowanego stanowiska. Biblia dostarcza mnóstwa dowodów na to, że ci, którzy zwodzili i szerzyli fałszywe idee, ponieśli zasłużoną karę „za wszystkie bezbożne czyny i za wszystkie ostre słowa, które bezbożni grzesznicy wypowiedzieli przeciwko Bogu” (Jud 15). Sprawa jest najwyższej wagi, gdyż zarówno Pan Jezus, jak i Jego apostołowie zapowiadali: „W czasach ostatecznych pojawią się szydercy, którzy będą postępować według swoich bezbożnych żądz. Są nimi ci, którzy powodują podziały, ludzie zmysłowi, niemający Ducha” (Jud 18-19).

Skoro już w pierwszym wieku Słowo Boże ostrzegało przed zagrożeniami wewnątrz wspólnot, tym bardziej dziś musimy być czujni wobec tych, którzy „wślizgują się” na nasze agapy. To ludzie wykorzystujący naszą gościnność i otwartość, choć sami nie mają Bożego Ducha. Apostoł Jan w kontekście „ostatniej godziny” ostrzegał, że pojawi się „wielu antychrystów (...), którzy wyszli od nas, lecz nie byli spośród nas” (1 Jn 2:18-19).

Osobiście kilkakrotnie byłem świadkiem sytuacji, w których do społeczności wierzących przenikali samozwańczy przywódcy. Na początku lat 90., gdy byłem pastorem rozwijającego się zboru, pojawiło się trzech młodych działaczy. Byli na tyle zdolni i charyzmatyczni, że pociągnęli za sobą większość ludzi jeszcze nieutwierdzonych w wierze. Posługiwali się oszczerstwami i kłamstwami, by podważyć autorytet starszych zboru. Po doprowadzeniu do rozłamu stworzyli własny kościół. Sami mianowali się liderami, a jeden z nich obwołał się pastorem (wcześniej skłóciwszy się z własnym bratem). Nawiązał kontakty z ośrodkami za oceanem, by otrzymać zagraniczne „namaszczenie” dla swojej działalności. Po kilkunastu latach ogłosił na swojej stronie internetowej, że jest „spadkobiercą nauczania i dorobku duchowego amerykańskiego ewangelisty Kennetha E. Hagina i tak jak on posiada szczególne namaszczenie do nauczania”. Na YouTubie można jeszcze znaleźć zapisane nagrania świadczące o charakterze nauczania tego człowieka.

Znam środowisko ewangeliczne w Poznaniu dość dobrze, gdyż uczestniczę w jego życiu od początku lat 50. XX wieku. Obserwuję zmiany, jakie w nim zachodzą, i zamierzam pokrótce spisać powojenną historię poznańskich zborów. Zauważyłem bowiem, że współczesne grupy często prowadzone są w taki sposób, jakby przed nimi nie istniało nic – jesteśmy świadkami pisania historii na nowo, co dzieje się nie tylko w skali narodu, ale i wewnątrz wspólnot.

Dlatego będę przypominał fakty z przeszłości, aby móc z czystym sumieniem pozdrawiać „wszystkich przewodników waszych i wszystkich świętych” (Hbr 13:24).

Henryk Hukisz