Tuesday, December 23, 2025

Świąteczna refleksja: Między marnością a Słowem

Ewangelista Łukasz opisał jedno zdarzenie, które omyłkowo łączy się z Betanią i domem Marii, Marty i Łazarza. Uważam, że Łukasz, który postanowił „wszystko dokładnie zbadać i po kolei wiernie ci opisać, abyś nabrał przekonania, że to, czego cię nauczono, jest prawdziwe” (Łk 1:3), celowo napisał, że Jezus „przyszedł do pewnej wioski. Tam kobieta imieniem Marta przyjęła Go do swojego domu” (Łk 10:38). W tym wydarzeniu nie ma nazwy miejscowości, nie ma Łazarza, nie ma mężczyzny w domu, a według tradycji tamtych czasów, gospodarzem powinien być mężczyzna.

W opisie tego wydarzenia scena zaczyna się od rewolucyjnego akcentu: „Marta przyjęła Go do swego domu”. Marta to postać silna, samodzielna i sprawcza. W świecie rządzonym przez mężczyzn, ona zarządza własnym domem. Jednak to właśnie jej siła staje się jej pułapką. W swoim dążeniu do perfekcyjnego ugoszczenia Mistrza, Marta staje się uosobieniem dramatu, który opisał Kohelet: „Przyjrzałem się wszystkiemu, co dzieje się pod słońcem, i doszedłem do wniosku, że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh 1:14).

Co łączy te dwie historie rozdzielone całym tysiącleciem? W greckim tekście Starego Testamentu (LXX), użyte zostało to samo słowo na określenie zakłopotania, jakie ogarnia kaznodzieję, gdy próbuje wszystkiego co dostępne w doczesności, aby określić sens życia, mówiąc, „że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh 2:11).

To greckie słowo to „περιεσπατο” periespato (być rozproszonym troskami, być zakłopotanym), jakie idealnie opisuje stan ducha Marty, ale też stan ducha wielu z nas w okresie Adwentu i świąt Bożego Narodzenia. Dziś zakłopotanie Marty przybiera formę gorączki zakupów, perfekcyjnie nakrytych stołów, lśniących podłóg i presji tradycji, która stała się celem samym w sobie. Jesteśmy „rozrywani” między tym, co wypada, a tym, co istotne. Nasze współczesne Boże Narodzenie często przypomina dom Marty tuż przed wejściem Jezusa: panuje w nim hałas naczyń, zapach potraw i narastające zdenerwowanie, że nie zdążymy ze wszystkim na czas. W tym „zagubieniu” i „zakłopotaniu” zapominamy o najważniejszym: świętujemy urodziny Kogoś, kogo nie mamy czasu wysłuchać.

Obok zakłopotanej Marty zasiada Maria. Jej postawa to cisza, która jest odpowiedzią na zgiełk świata. Maria rozumie to, co Kohelet ujął w słowach: „Na wszystko jest odpowiednia pora” (Koh 3:1). Rozumie, że nie da się przyjąć Chrystusa, będąc w nieustannym biegu.

Zajmując pozycję u stóp Jezusa, Maria dokonuje aktu najwyższej uległości. Wybiera bycie „uczniem” zamiast bycia „niewolnikiem tradycji”. To jest ta „lepsza cząstka”, o której mówi Jezus – jedyna wartość, która nie jest poddana prawu marności. Podczas gdy dekoracje zostaną zdjęte, a potrawy zjedzone (to wszystko jest biblijnym „הבל”  hebel – ulotnym tchnieniem). Natomiast słowo przyjęte w ciszy serca pozostanie na wieczność.

Jezus, odpowiadając na skargę Marty: „Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz o wiele” (Łk 10:41), zwraca się dziś do nas, uwięzionych w rytuałach przygotowań. To ponadczasowe przesłanie przypomina, że uległość wobec Nauczyciela jest ważniejsza niż troska o zwyczajne sprawy życia.

Jezus przywraca nam właściwą perspektywę: Gość jest ważniejszy niż ugoszczenie. To rewolucja w traktowaniu nie tylko kobiet, ale każdego człowieka – nikt z nas nie jest powołany jedynie do „obsługiwania” świąt, ale każdy do bycia ich sercem poprzez relację z Bogiem.

Prawdziwa mądrość polega na tym, by pośród „wszystkich marności pod słońcem” i całego grudniowego zgiełku, odważyć się na postawę Marii. To odwaga, by zostawić niepozmywane naczynia i nieperfekcyjne dekoracje, aby zasiąść u stóp Nauczyciela. Dopiero wtedy Boże Narodzenie przestaje być „gonitwą za wiatrem”, a staje się spotkaniem z Tym, który jako Jedyny jest wart naszej pełnej, niepodzielnej uwagi.

Zadajmy sobie pytanie o sedno analizowanej postawy jaka łączy wszystkie wątki – od statusu kobiety w I wieku, przez filozofię Koheleta, aż po współczesny zgiełk świąteczny: „Czy w moim dążeniu do bycia idealnym gospodarzem własnego życia (jak Marta), mam w sobie dość wolności i uległości, by porzucić marność doczesnych oczekiwań i zasiąść u stóp Nauczyciela jako Jego uczeń?”

Henryk Hukisz

Monday, December 22, 2025

Skandal na urodzinach!

Wyobraź sobie taką scenę: ekskluzywne przyjęcie, suto zastawione stoły, tłum gości w doskonałych humorach. Gra muzyka, trwają toasty, wszyscy bawią się do upadłego. Jest tylko jeden, przerażający szczegół – nikt nie zauważył, że na sali brakuje... solenizanta.

„To nic!” – rzuca ktoś w tłumie, wznosząc kolejny toast. „Najważniejsze, że my się dobrze bawimy!”. Brzmi jak scenariusz absurdalnego filmu? Niestety, to nie fikcja. To brutalna rzeczywistość, którą obserwujemy w każde Boże Narodzenie.

Ulice toną w iluminacjach, galerie handlowe pękają w szwach, notując rekordowe obroty, a telewizja bombarduje nas ckliwymi reklamami. Jesteśmy w amoku kupowania prezentów, planowania koncertów i dekorowania domów. Dziś usłyszałem w telewizji, że Meksykanie wykuli w lodzie największą szopkę o wadze 40 ton.  W tym całym medialnym zgiełku i zakupowej gorączce dzieje się rzecz niewiarygodna: wymazano głównego Bohatera.

Pamiątka Narodzin Chrystusa – bo tak brzmi prawdziwa nazwa tych dni – stała się produktem bez treści. Nieistotne, czy na kartkach piszemy „Wesołych Świąt”, czy „Błogosławionej Pamiątki”. Kluczowe jest pytanie, które mrozi krew w żyłach: Czy zaprosiliśmy Chrystusa na Jego własne urodziny?

Najpiękniejsze kolędy świata w wykonaniu największych gwiazd są tylko pustym dźwiękiem, jeśli nie oddajemy czci Temu, który przyszedł tu wyłącznie dla nas. On nie zrobił tego dla siebie. Jak pisał apostoł Paweł, Chrystus – choć był Bogiem – nie wykorzystał swojej uprzywilejowanej pozycji.

W Biblii, którą wszyscy przecież znamy, czytamy: „On, będąc w postaci Bożej, nie wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale umniejszył samego siebie, gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi. A w tym, co zewnętrzne, dał się poznać jako człowiek i uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp 2:6-8).

O takim Solenizancie po prostu nie wolno zapomnieć! Bóg, który jest autorem całego scenariusza tych szczególnych narodzin – „nad wszystko Go wywyższył i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2:9-11).

Nie sądzę, że Pan Jezus w Swojej skromności, nie oczekuje teraz na podziękowanie za dzieło, jakie wykonał Swoim przyjściem na ziemię. Ewangelista Jan zapisał dla nas słowa Jego modlitwy do Ojca – „wypełniłem dzieło, które powierzyłeś Mi do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim świat zaistniał” (Jn 17:4,5).

Apostoł Jan w swoich wizjach widział przyszłość, która zapiera dech w piersiach. Opisał Chrystusa jako Władcę królów ziemi, jedynego godnego, by otworzyć księgę przeznaczenia ludzkości. Gdy Baranek bierze zwój w Swe przebite dłonie, całe niebo zamiera, by po chwili wybuchnąć potężną pieśnią: „Jesteś godny wziąć zwój i otworzyć jego pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i swoją krwią nabyłeś dla Boga ludzi z każdego plemienia, języka, ludu i narodu. I uczyniłeś ich dla naszego Boga królestwem i kapłanami i będą królować na ziemi” (Ap 5: 9,10).

To nie jest cicha kolęda przy choince. To potężny, niebiański hymn miriadów aniołów, który jak echo przetaczające się po całym niebie, zabrzmiał donośnym głosem: „Baranek zabity jest godny otrzymać moc i bogactwo, i mądrość, i potęgę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5:11,12). Ziemskie koncerty największych chórów są tylko marnym cieniem.

Jak musi czuć się Jezus, widząc miliony ludzi świętujących „Jego dni” przy zamkniętych przed Nim drzwiach? To paradoks naszych czasów. Dlatego wciąż aktualne pozostają słowa zapisane w Objawieniu: „Oto stoję u drzwi i pukam. Jeśli ktoś usłyszy Mój głos i otworzy, wejdę do niego” (Ap 3:20).

Zanim zasiądziesz do wigilijnego stołu, zastanów się: Czy przy Twoim stole jest miejsce dla Solenizanta? Nie pozwól, by w te święta zabrakło najważniejszego Gościa. Niech to nie będzie kolejna impreza bez Jubilata.

Henryk Hukisz

Saturday, December 20, 2025

Boże Narodzenie w blasku proroctw

Apostoł Paweł, znający Boże plany wobec Izraela, z głęboką wnikliwością stwierdził: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, głupstwem dla pogan, a dla tych, którzy są powołani, zarówno dla Żydów, jak i Greków, Mesjaszem, mocą Boga i mądrością Boga” (1 Kor 1:23–24). Dla tych, których Bóg wzywa, Boże Narodzenie jest triumfem światła nad mrokiem, co też  zapowiadał prorok Izajasz: „Lud, który chodzi w ciemnościach, zobaczył wielką światłość, mieszkańcom mrocznej krainy śmierci rozbłysła światłość” (Iz 9:1). To przypomnienie, że w chwili, gdy Syn Boży przyjął ciało, by ocalić upadły świat, narodziło się „nowe stworzenie” (2 Kor 5:17). W  naszej rzeczywistości zdominowanej przez złe wieści, przyjście Chrystusa jest jedyną dobrą informacją, jaką przynieśli aniołowie pasterzom na betlejemskich polach: „Oto przynoszę wam dobrą nowinę, wielką radość dla całego ludu” (Łk 2:10).

Natomiast apostoł Piotr wyjaśnia, że przejście od obietnicy do spełnienia było głównym tematem starotestamentowych natchnień. Powołując się na proroków, powiedział: „Bóg w ten sposób wypełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał” (Dz 3:18). To spełnienie dało początek narodzinom Kościoła, o czym również mówili prorocy, że „każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów” (Dz 10:43). Piotr w swoim liście do wierzących w rozproszeniu pisał o tym, że „tego zbawienia pilnie poszukiwali i starannie je badali prorocy, którzy o tej dla was łasce prorokowali. Badali oni, na jaki i jakiego rodzaju czas wskazywał działający w nich Duch Chrystusa, który zapowiadał cierpienia, mające przyjść na Chrystusa, i następującą po nich chwałę” (1 Ptr 1:10–11).

Amos, choć znany z bardzo surowych wypowiedzi, był jednym z tych, którzy z nadzieją patrzyli w stronę królewskiego potomka Dawida. Pismo Święte od początku zapowiadało, że Bóg zwycięży przekleństwo grzechu poprzez błogosławieństwo płynące z tego rodu. Bóg obiecał Dawidowi tron trwający na wieki. W Jezusie to błogosławieństwo stało się faktem, docierając do każdego zakątka ziemi.

Prorocy byli ambasadorami nieba. Nazywano ich „widzącymi”, ponieważ potrafili przeniknąć mrok swojej epoki i dostrzec Boże działanie w przyszłości. Amos, działający niemal równocześnie z Izajaszem, mierzył się z duchową ciemnością swoich czasów, głosząc nadzieję na powrót do Bożego porządku. Izajasz kreślił wizję królewskiego Dzieciątka, które zasiądzie „w pokoju bez końca, na tronie Dawida i nad jego królestwem, aby je utwierdzić i umocnić prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Dokona tego gorliwość PANA Zastępów” (Iz 9:6). Amos, choć jego misja polegała głównie na karceniu Izraela za niemoralność i ucisk ubogich, nie pozostawił ludu bez obietnicy. Choć ostrzegał, że dla grzeszników „dzień PANA jest ciemnością, a nie światłością, mrokiem, w którym nie ma blasku!” (Am 5:20), zakończył swoje orędzie wizją bezgranicznego miłosierdzia. Księga Amosa nie kończy się wyrokiem, lecz obietnicą świtu. Prorok ogłasza: „W tym dniu podniosę zniszczony szałas Dawida i naprawię jego pęknięcia. Podniosę go z ruin i odbuduję jak za dawnych dni. Będą panowali nad resztą z Edomu i nad wszystkimi narodami, nad którymi wzywano Mojego imienia − wyrocznia PANA, który to czyni” (Am 9:11,12).

Metafora „zniszczonego szałasu” odnosi się do królestwa Dawida, które legło w gruzach. Jednak Bóg obiecuje jego restaurację. Amos wspomina również o „reszcie Edomu”. Edomici byli tradycyjnymi wrogami Izraela, a jednak w Bożej wizji zostają włączeni do nowej wspólnoty. W języku hebrajskim „Edom” i „Adam” (ludzkość) brzmią niemal identycznie – Amos sugeruje więc, że odnowione królestwo Dawida obejmie całą ludzkość. To właśnie w Kościele rodzą się duchowe dzieci z każdego narodu, ciesząc się adopcją dzięki zjednoczeniu z Chrystusem – „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety. Wszyscy bowiem stanowicie jedność w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami” (Ga 3:28,29).

Apostoł Jakub, aby rozstrzygnąć spór jaki powstał odnośnie do miejsca pogan w Kościele, przywołuje właśnie proroctwo Amosa. Stwierdza, że w Chrystusie Bóg odbuduje „zniszczony przybytek Dawida. Odbuduję jego ruiny i wzniosę go, aby odnaleźli Pana pozostali ludzie i wszystkie narody, nad którymi jest wzywane Moje imię – mówi Pan, który to sprawia. Znane jest to od wieków” (Dz 15:18). Narodzenie Jezusa otworzyło drzwi dla wszystkich, bez konieczności przyjmowania jarzma dawnych przepisów prawnych.

Obchodząc Pamiątkę Narodzin Chrystusa, pamiętajmy, że Jezus nie pojawił się znikąd – On jest wypełnieniem słowa, które trwa na wieki. Pierwszy Kościół czerpał ze Starego Testamentu, by zrozumieć swój czas. W Jezusie „Światłość świata” rozproszyła noc i zrealizowała dane Amosowi przed wiekami obietnice.

Dziękujmy Bogu, który w Betlejem rozpoczął proces odbudowy „zniszczonego przybytku” całej ludzkości, czyniąc nas swoimi synami i córkami. Boże Narodzenie to święto wypełnionej wierności Boga wobec każdego, kto wzywa Jego Imię.

Henryk Hukisz

Monday, December 15, 2025

Świąteczna refleksja: Czas świecenia

W chronologii biblijnej historii Izraela następuje Okres Międzytestamentowy, trwający około czterysta lat i stanowiący pomost między prorokami Starego Testamentu a narodzeniem Jezusa Chrystusa. Był to czas intensywnej konfrontacji kultury żydowskiej z dominującą w ówczesnym cywilizowanym świecie filozofią i kulturą hellenistyczną (grecką). Wpływy te były tak silne, że większość Izraelitów zaczęła posługiwać się językiem greckim, a elementy hellenistyczne przenikały do życia społecznego i religijnego.

Około dwóch wieków przed erą chrześcijańską, sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu pod panowaniem Antiocha IV Epifanesa z dynastii Seleucydów. W 167 r. p.n.e. świątynia Jerozolimska – najświętsze miejsce dla Żydów, została obrabowana i sprofanowana przez wprowadznie do niej kultu fenickiego boga Baal-Szamina. Wprowadzono pogańskie posągi i, co było szczególnie obrzydliwe dla Żydów, na głównym ołtarzu złożono w ofierze świnię. Prócz tego zostało surowo zabronione pod karą śmierci wypełnianie obrzędów religijnych wynikających z Prawa Bożego, takich jak obrzezanie i święcenie szabatu.

Ten akt profanacji i przymusowej asymilacji wywołał zbrojny sprzeciw wśród pobożnych Izraelitów. Pod wodzą Judy Machabeusza i jego rodziny rozpoczęło się powstanie. Kulminacją ich sukcesów było odzyskanie i oczyszczenie Świątyni w Jerozolimie z pogańskich kultów w 164 r. p.n.e.

To wydarzenie zostało określone jako „Cud Oliwy” i dało początek nowej tradycji nazywanej w Izraelu do dziś Chanuką

Świątynia Jerozolimska była wyjątkowym miejscem, związanym z obietnicami Boga i stanowiącym centralne miejsce składania ofiar dziękczynnych i błagalnych. Stałym elementem jej wyposażenia był ogień, który nigdy nie miał zgasnąć. Czytamy o tym w Torze, Bóg nakazał kapłanom: „Ogień na ołtarzu powinien się zawsze palić i nigdy nie może wygasnąć. Każdego poranka kapłan będzie na nim rozpalał drwa i układał ofiarę całopalną oraz spalał tłuszcz ofiary wspólnotowej. Ogień na ołtarzu będzie palił się nieustannie i nigdy nie może wygasnąć” (Kpł 6:5).

Po odzyskaniu i oczyszczeniu Świątyni, Żydzi potrzebowali czystej oliwy do zapalenia świecznika na ołtarzu. W specjalnym pomieszczeniu znaleziono jedynie mały dzbanek z oliwą, opieczętowany pieczęcią Arcykapłana, co gwarantowało jej rytualną czystość. Ilość ta wystarczyłaby na palenie się światła tylko przez jeden dzień. Mimo to zapalono go, rozpoczynając oczyszczanie. W ciągu kolejnych dni, ku zdumieniu kapłanów, ta sama mała ilość oliwy cudownie wystarczała na podtrzymanie ognia. Płomień płonął przez osiem dni, czyli do czasu, gdy można było przygotować i dostarczyć nową, czystą oliwę, zgodnie z wymogami Prawa.

Wielka radość ogarnęła mieszkańców Jerozolimy, a to wydarzenie stało się podstawą dla ustanowienia święta Chanuki, znanego też jako Święto Świateł. Jest to uroczystość upamiętniająca zwycięstwo, odzyskanie wolności religijnej i cud oliwy. O wielkim świętowaniu czytamy w apokryficznych księgach Machabejskich: „Przez osiem dni świętowali ponowne poświęcenie ołtarza. Składali z radością całopalenia, ofiary ocalenia i uwielbienia. Przyozdobili fasadę świątyni złotymi wieńcami i małymi tarczami, odnowili wejścia, komnaty i opatrzyli je drzwiami. Zapanowała bardzo wielka radość pośród ludu, a hańba sprowadzona przez obce narody została usunięta” (1 Mch 4:56-58).

Dla wierzących w Jezusa Chrystusa, ta historia, pełna dramatycznego dążenia do zachowania świętości, niesie ze sobą głęboką duchową analogię. W nauczaniu biblijnym oliwa jest często symbolem Ducha Świętego. Jezus, nasz Arcykapłan, służy teraz w prawdziwym Przybytku, jak czytamy w Liście adresowanym przede wszystkim do synów narodu wybranego: „Najważniejszą zaś rzeczą w tym, co mówimy, jest to, że mamy takiego arcykapłana, który zasiadł po prawej stronie tronu Majestatu w niebiosach. Jest On sługą świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka” (Hbr 8:1-2). Pamiętajmy o tym, że nasz Pan Jezus obiecał swoim uczniom, że pośle innego Orędownika: „Ja poproszę Ojca i da wam innego Orędownika, aby był z wami na wieki, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi i nie zna. Wy Go znacie, bo przebywa z wami i w was będzie” (Jn 14:16-17).

Tradycyjny obowiązek podtrzymywania ognia w ziemskiej Świątyni może przypominać nam o konieczności zachowania świętego płomienia Ducha Bożego w naszych sercach, które Apostoł Paweł nazywa świątyniami Ducha Świętego, stawiając retoryczne pytanie: „Czy nie wiecie, że wasze ciało jest świątynią obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?” (1 Kor 6:19).

Apostoł Paweł, który doskonale znał historię Machabeuszy i cud oliwy, napisał do wczesnych chrześcijan: „Ducha nie gaście” (1 Tes 5:19), oraz „Nie bądźcie ospali w gorliwości, bądźcie płomiennego ducha, służcie Panu” (Rz 12:11).

Historia Izraela jest dla nas wierzących w Pana Jezusa lekcją i to wszystko, co się wydarzyło, „zostało spisane dla pouczenia nas, których dosięga kres czasów” (1 Kor 10:11). Izraelici wspominają to wielkie wydarzenie, zapalając w czasie obchodów kolejną świecę Chanuki. Nam natomiast apostoł Paweł przypomina: „Byliście bowiem niegdyś ciemnością, teraz jednak jesteście światłością w Panu. Postępujcie więc jak dzieci światłości, bo owoc światłości jest we wszelkiej dobroci, sprawiedliwości i prawdzie” (Ef 5:8).

Obyśmy nigdy nie znaleźli się w sytuacji, jaką Pan Jezus opisał w przypowieści o dziesięciu pannach, w której panny nierozsądne, nie dbając o zapas oliwy, usłyszały ostatecznie: „Oświadczam wam, że was nie znam” (Mt 25:12).

Nasza duchowa "Chanuka" polega na ciągłej trosce o to, by być napełnianym Duchem Świętym zgodnie z zaleceniem apostoła Pawła: „Dlatego nie bądźcie nieroztropni, ale starajcie się zrozumieć, jaka jest wola Pana. Nie upijajcie się winem, w którym jest rozwiązłość, ale pozwólcie się napełniać Duchem” (Ef 5:17-18). Aby ogień Ducha nigdy w nas nie przygasł.

Henryk Hukisz

Sunday, December 14, 2025

Świąteczna refleksja: Czas wyciszenia

Cichość to cecha charakteru, której dziś nie znajdziesz na żadnej liście bohaterów. Współcześnie liczy się ten, kto ma siłę przebicia, kto potrafi rozpychać się łokciami, aby dojść do wyznaczonego celu. Świat stawia im pomniki. W podręcznikach o tym, jak osiągać sukces, zachęca się do stawania się typem „macho”, gdyż to rzekomo jedynie gwarantuje osiągnięcie zamierzeń. Nawet wśród naśladowców Chrystusa często stawia się takich bohaterów za wzór, chociaż o Nim pisano: „trzciny nadłamanej nie złamie, a knota tlącego się nie zagasi” (Mt 12:20). Warto więc przypomnieć sobie słownikową definicję cichości, według której za cichego uważa się człowieka, który nie zwraca na siebie uwagi otoczenia, jest skromny, małomówny, skłonny do ustępstw. Często mówimy, że cichy jest potulny jak baranek. Dlatego w Bożym Królestwie błogosławieni są „cisi; albowiem oni odziedziczą ziemię” (Mt 5:5).

Pamiętam z mojego dzieciństwa piosenkę o strumyku, co płynął przez zielony las. W refrenie powtarzają się słowa: „Cicha woda brzegi rwie, nie wiesz nawet, jak i gdzie, bo nikt nie zna tej metody, by się ustrzec cichej wody”. Jak widać, nawet cichy człowiek swoją wytrwałością potrafi coś osiągnąć. Zastanawiamy się jednak, czy w czasie wielkiego pośpiechu, w jakim obecnie żyjemy, można zalecać cichość jako skuteczną metodę osiągnięcia czegokolwiek w życiu? Zdaje się, że dziś nie ma miejsca dla ludzi cichych i łagodnych. Uważam jednak, że słowa Jezusa są ponadczasowe.

Biblia jest Bożą księgą skierowaną do ludzi żyjących w tym świecie i zawiera wskazówki, jak żyć według zasad innego świata, według praw Bożego Królestwa. Kazanie na Górze, nazywane nieraz „Konstytucją Królestwa Niebieskiego”, podaje wiele zasad właściwego postępowania, jakie obowiązuje tych, którzy uczynili Boga swoim Panem i stali się naśladowcami Chrystusa. Słowa Jezusa nie są dobrą radą, lecz regułą życia.

Osiem błogosławieństw, którymi Chrystus rozpoczął to niezwykłe kazanie, należy przyjąć jako podstawowe wskazania, jacy mamy być. Pan Jezus pokazał nam właśnie taki wzór do naśladowania. Boży mężowie i niewiasty, których spotykamy na stronicach Biblii, nie robili wokół siebie szumu, nie wystawiali siebie samych na pierwszy plan, lecz raczej nazywali siebie sługami innych. Wielu z nich nawet wymawiało się, że są albo za młodzi, albo niezbyt zdolni do zadań, jakie Bóg przed nimi stawiał.

Psalmista Dawid zachwalał cichość i pokorę słowami: „Lecz pokorni odziedziczą ziemię i będą się rozkoszować obfitością pokoju” (Ps 37:11). Dziś niejeden doradca osiągania sukcesów podpowiadałby Dawidowi, aby głośno wyznawał: „Jestem królem, jestem królem!”. Natomiast Dawid, będąc sługą „według serca Bożego”, pokornie czekał na Boży czas i pozwolił innym się przeganiać po pustyni judzkiej, gdzie szukał sprzymierzeńców wśród opuszczonych. Czytamy o nim: „I zebrali się wokół niego wszyscy, którzy byli uciśnieni, wszyscy, którzy byli zadłużeni, oraz wszyscy, którzy byli rozgoryczeni, a on stał się ich przywódcą” (1 Sam 22:2). Bóg był dla niego jedynym oparciem w każdej sytuacji, na Niego mógł zawsze liczyć. Zdarzyło się, że pewnego razu, gdy powrócili do miasteczka Syklag, w którym znajdował się ich dobytek i rodziny, zastali jedynie zgliszcza, a rodziny zostały uprowadzone. Nawet ci, którzy deklarowali swą przyjaźń Dawidowi, stanęli przeciwko niemu, obwiniając go za powstałą sytuację. Dawid jednak „wzmocnił się w PANU, swym Bogu” (1 Sam 30:6). Bóg pozwolił mu odebrać to, co należało do niego, dlatego Bogu zawdzięczał wszystko, co miał.

W innej sytuacji, po pokonaniu Filistynów, odwiecznych wrogów Izraela, Dawid zapragnął napić się wody. Wówczas jeden z wojowników udał się do studni, która znajdowała się po stronie filistyńskiej, aby zdobyć dla niego wodę. Dawid nie śmiał jej przyjąć, widząc, jak wielkie ryzyko zostało podjęte, lecz „wylał ją dla PANA” (2 Sam 23:16).

Syn Dawida, Salomon, gdy został królem Izraela, uważał cichość i pokorę za mądrość i skarb – „Owocem pokory i bojaźni PANA jest bogactwo, chwała i życie” (Prz 22:4). Chociaż mógł mieć wszystko, czego zapragnął, i choć doświadczył sławy i bogactwa, zostawił znaną maksymę życiową: „Oto wszystko to marność i utrapienie ducha i nie ma żadnego pożytku pod słońcem” (Koh 2:11). Ten mądry król, posiadający mądrość praktyczną, zostawił nam wiele wspaniałych wskazówek. Końcowa nauka została wyrażona w słowach: „Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań. Ponieważ to jest cały obowiązek człowieka. Bóg przywiedzie bowiem każdy uczynek na sąd, nawet każdą rzecz utajoną, czy dobrą, czy złą” (Koh 12:13,14).

Na nic nie zda się nasz spryt, nawet posiadane przymioty przywódcze czy inne uzdolnienia prowadzące wprost do sukcesu. U Boga liczy się właściwe nastawienie serca: „Ofiary dla Boga to duch skruszony; sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, o Boże” (Ps 51:19).

Jezus jest i zawsze będzie najlepszym przykładem życia. Przyszedł w uniżeniu, nie po to, aby Mu służono, lecz aby nam służyć. Już prorok Izajasz zapowiadał Jego przyjście, dając wyraźny znak rozpoznawczy: „Nie miał kształtu ani urody; i gdy widzieliśmy go, nie było wyglądu, który by się nam podobał. Wzgardzony i odrzucony przez ludzi; mąż boleści i doświadczony cierpieniem. I przed nim ukrywaliśmy jakby swoją twarz; wzgardzony tak, że mieliśmy go za nic” (Iz 53:2,3).

Dlatego wielu Go nie rozpoznało – spodziewali się kogoś wielkiego, widocznego na społecznym horyzoncie – a On był z Nazaretu, o którym mówiono: „Czy z Nazaretu może być coś dobrego?” (Jn 1:46). Jednak nie po to On przyszedł, aby zostać obwołanym królem. Nawet raz, gdy już szykowano dla Niego „tron”, On odszedł na miejsce ustronne. Tak bardzo lubił tę samotność nocy czy wczesnego poranka, gdy mógł w ciszy wtulić się w objęcia Ojca i wsłuchać się w rytm Jego serca. To dawało Mu siłę i odwagę w ciągu dnia, gdy spotykał ludzi, do których przyszedł z Dobrą Nowiną o Królestwie nie z tego świata.

Jezus wiedział, że Jego naśladowcy muszą wybrać tę samą ścieżkę życia, by móc doświadczać tego samego błogosławieństwa. Dlatego wzywał do naśladowania, mówiąc bez ogródek, jaki los sobie gotują tym wyborem. Mówił wprost: „I będziecie znienawidzeni przez wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, będzie zbawiony” (Mt 10:22).

Aby pójść za Jezusem, nie wystarczy wstępować w Jego ślady, zachowując dotychczasowe życie. Człowiek jest grzeszny i upadły w swojej naturze i nie pasuje do świętych wymagań Chrystusa. Musi uczynić coś więcej – musi wziąć swój krzyż, nie krzyżyk na łańcuszku, lecz krzyż, który znaczy „śmierć dla siebie samego”. Jezus powiedział wyraźnie, że „kto nie niesie swego krzyża, a idzie za mną, nie może być moim uczniem” (Mt 10:38). Dalej Jezus wymaga – to nie opcja, lecz konieczność – aby ten, „kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je” (w. 39).

Nie można być uczniem Chrystusa i zachować stary sposób na życie. W Jego Królestwie, aby coś posiąść, musi wpierw nastąpić zmiana natury. Człowiek musi stać się „cichy”, aby posiąść ziemię, aby żyć już nowym życiem na wzór Chrystusa.

Jezus zaprasza do swojej szkoły i mówi: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz” (Mt 11:29). Aby posiąść cichość Jezusa, musimy codziennie udawać się na lekcję do Nauczyciela, najcichszego z cichych, potulnego jak baranek, „który, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, ale powierzył sprawę temu, który sądzi sprawiedliwie” (1 Ptr 2:23).

Tylko w ten sposób można posiąść to, co jedynie ma wartość przed Bogiem – „ukryty wewnętrzny człowiek z niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem” (1 Ptr 3:4).

Henryk Hukisz

Saturday, December 13, 2025

Świąteczna Refleksja: Czas Przełomu

Pamiątka Narodzin Pana Jezusa – to moja ulubiona nazwa tych świąt – jest najlepszą okazją, by przypomnieć sobie okoliczności, które towarzyszyły temu przełomowemu momentowi.

Ta szczególna noc w Betlejem stała się osią, wokół której ludzkość zaczęła liczyć czas. Nawet najwięksi sceptycy, ateiści i wyznawcy wszystkich religii, podając dzisiejszą datę, przyznają: ponad dwa tysiące lat temu narodził się Ktoś tak wyjątkowy i ważny, że historia musiała zacząć się od nowa.

Czas haosu

Tamten czas nie różnił się zbytnio od naszego, który wielu uważa za coraz trudniejszy. Właściwie, to żyjemy w epoce niepewności. Najwięksi analitycy i futurolodzy zastanawiają się, co czeka naszą planetę. Wojny, terroryzm, kataklizmy, kryzys klimatyczny, postępująca obojętność na los drugiego człowieka – wszystko to prowadzi do pesymistycznych, wręcz apokaliptycznych, przewidywań.

Nie bez powodu Stephen Hawking, jeden z najtęższych umysłów naszych czasów, uważał, że jedynym ratunkiem dla ludzkości jest ucieczka w kosmos i kolonizacja innej planety.

Podobnie wyglądał świat tuż przed Narodzinami Dzieciątka w betlejemskim żłobie. Jednak na długo, zanim aniołowie ogłosili pasterzom nowinę, Bóg zapowiadał nastanie nowego świata, w którym zapanuje absolutny porządek. Prorok Izajasz zapisał tę obietnicę słowami, które dziś często zdobią świąteczne kartki:

„Z pnia Jessego wyrośnie gałązka, pęd wyjdzie z jego korzeni. Duch Pana spocznie na nim; Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch wiedzy i bojaźni PANA. (...) W tym dniu narody będą szukać korzenia Jessego, który zostanie wzniesiony jako sztandar dla ludów, a miejsce jego zamieszkania będzie sławne” (Iz 11:1-10).

Precyzyjny Boży Plan

Skupmy się na pierwszym zdaniu tego cudownego tekstu. To, co zapowiedział Bóg przez Izajasza, spełnia się literalnie, zgodnie z Jego odwiecznym planem ratunku dla grzesznego człowieka. Uważny czytelnik Biblii doskonale wie, że Boże obietnice realizują się dosłownie, w najdrobniejszych szczegółach.

Kiedy Bóg stworzył człowieka i dał mu ziemię, przewidział dla ludzkich społeczności porządek w postaci rządów królewskich. Oczywiście, nie miał na myśli władców, którzy panowali nad narodami Go nieznającymi. Dlatego Bóg gniewał się, gdy Jego naród zapragnął mieć króla: „tak jak jest u wszystkich narodów” (1 Sam 8:5).

Król Saul nie był uosobieniem Bożego porządku. Dopiero syn Jessego, Dawid, stał się królem „według Bożego serca”. Dlaczego? Odpowiedzi szukajmy w obietnicach danych przodkom.

·   Abrahamowi: „Dam ci liczne potomstwo, wyprowadzę z ciebie narody i od ciebie będą się wywodzić królowie” (Rdz 17:6).

·  Jakubowi: „Niech powstanie z ciebie naród i wiele narodów i niech od ciebie wywodzą się królowie” (Rdz 35:11).

·  Judy (przez Mojżesza): „Nie będzie zabrane od Judy berło ani laska pasterska spomiędzy jego nóg, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i jemu będą posłuszne narody” (Rdz 49:10).

Złamanie przekleństwa

W międzyczasie wydarzył się tragiczny incydent, który wstrzymał Boży plan. Juda popełnił błąd, płodząc nieślubnego syna Peresa. Zgodnie z Prawem, jakie Bóg dał Izraelowi, syn nieprawego łoża nie mógł pełnić funkcji kultowych ani piastować stanowiska w narodzie. To przekleństwo ustępowało dopiero w dziesiątym pokoleniu. Przez dziewięć generacji Mesjasz nie mógł się narodzić w tej linii królewskiej, ustanowionej przez Boga.

I tu dochodzimy do kluczowego punktu: Jesse, mieszkaniec Betlejem, był dziewiątym potomkiem Judy. Dlatego Bóg posłał proroka Samuela, aby namaścił olejem następnego króla – Dawida. Dawid, jako dziesiąte pokolenie, oczyścił linię genealogiczną przyszłego Mesjasza. Nic dziwnego, że Bóg, pragnąc zrealizować Swój plan, ustanowił Dawida królem – „PAN wyszukał sobie bowiem człowieka według swego serca” (1 Sm 13:14).

Gałązka nadziei

Zapowiedź narodzin prawdziwego Króla została zawarta w obrazie gałązki wyrastającej z pnia. Czym jest pień? Martwym, uśpionym kawałkiem drzewa. Pobożny Hiob mówił o nadziei: „Nawet drzewo ma nadzieję - choć je zetną, znowu się odrodzi i nie zabraknie mu młodych pędów. Choć zestarzeje się jego korzeń w ziemi i obumrze jego pień w piasku, to gdy poczuje wilgoć, odrasta i wypuszcza gałęzie jak młoda roślina” (Hi 14: 7-9).

Kiedy nadszedł właściwy moment, z martwego pnia, spoczywającego w suchej ziemi przez stulecia, nagle wyrosła „gałązka”, o której mówił Izajasz. Mimo to nikt nie chciał w to uwierzyć. Nikt nie rozpoznał Mesjasza w Dzieciątku narodzonym w szopie dla zwierząt. Ten sam Izajasz prorokował także i o tym: „Kto uwierzył temu, co usłyszeliśmy? Na kim się objawiło ramie PANA? On wyrósł przed Nim jak młody pęd, jak korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał postawy ani dostojeństwa, abyśmy chcieli na Niego patrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53: 1-2).

Jezus Chrystus jest Królem – nie tylko jednego narodu, lecz wszystkich ludów świata. On jest Królem królów i Panem panów.

Czekamy teraz na ten ostateczny moment, gdy stanie się to, co zapisał apostoł Jan: „... oto zwyciężył Lew, Ten z pokolenia Judy, korzeń Dawida, aby otworzyć zwój i złamać jego pieczęci” (Ap 5:5). W ten sposób wypełni się proroctwo i spełnią się słowa kończące naszą Biblię: „Oto miejsce przebywania Boga z ludźmi, i będzie mieszkał z nimi. Oni będą Jego ludem, a On, ich Bóg, będzie Bogiem z nimi. I otrze wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie ani żałoby, ani krzyku, ani bólu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21: 3-4).

Alleluja!

Henryk Hukisz

Friday, December 12, 2025

Nasz Orędownik

Od samego początku istnienia Kościoła mamy Orędownika, który jest z nami każdego dnia, aby nauczać, przypominać i zapewniać ochronę. Zastanawiam się częstokroć, czy dobrze znam Ducha Świętego, bez którego tak naprawdę nie byłbym w stanie przeżyć ani jednego dnia. Musimy pamiętać, iż jesteśmy wystawieni na diabelskie ataki w tym świecie, dlatego powinniśmy zawsze szukać pomocy, jaką może nam zapewnić tylko Bóg w Osobie Ducha Świętego. Takiego Orędownika dał nam Chrystus, aby był już z nami do chwili, gdy po nas znów przyjdzie.

Pierwsza myśl, jaka pojawia się, gdy myślę o Duchu Świętym, to czy znam Go jako Osobę, czy traktuję Go jedynie jako moc, jakąś tajemną siłę kierującą moim życiem. Problem polega na tym, że generalnie za mało wiemy o Duchu Świętym. Aby Go lepiej poznać, musimy więcej wiedzieć o Nim, kim On jest i jak działa.

Wszystko, co możemy wiedzieć na temat Osoby Ducha Świętego, możemy znaleźć w Biblii. Ta Księga zawiera wystarczającą ilość informacji, aby poznać charakter i dzieło Ducha Świętego, by uświadomić sobie, jak wspaniałego Orędownika mamy ze sobą na co dzień. Niestety, najczęściej spotykamy się z pojęciem, że najważniejszą Osobą jest Bóg Ojciec i Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel. Brak nauczania o Duchu Świętym powoduje, że większość wierzących ma mgliste pojęcie o Trzeciej Osobie Trójjedynego Boga.

Pan Jezus, w momencie gdy przygotowywał uczniów na swoje odejście, powiedział im: „Ja poproszę Ojca i da wam innego Orędownika, aby był z wami na wieki” (Jn 14:16). Później, już po zmartwychwstaniu, przypomniał im: „Dlatego pozostańcie w mieście dopóki nie przyjmiecie mocy z wysokości” (Łk 24:49). Chrystus zwracał uwagę swoim uczniom na konieczność posiadania Pocieszyciela w czasie, gdy On już odejdzie. Duch Święty otrzymał bardzo ważne zadanie do wykonania, jak powiedział Chrystus: „Kiedy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Nie będzie bowiem mówił od siebie, ale będzie mówił, co usłyszy, i objawi wam to, co ma nastąpić. On Mnie uwielbi, bo z Mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest Moje Dlatego powiedziałem, że z Mojego weźmie i wam objawi” (Jan 16:13-15).

Jak więc widzimy, nie jest to jakaś opcja dla pogłębienia relacji z Bogiem, lecz jedyna możliwość normalnego funkcjonowania dziecka Bożego w tym świecie. Dlatego nasza relacja z Duchem Świętym musi być solidnie zbudowana na pełnej znajomości Osoby, jaką jest nasz Orędownik, nazwany również naszym Pocieszycielem.

Co wiemy o Duchu Świętym? Na to pytanie wielu wierzących w Jezusa Chrystusa odpowiada mgliście, jak gdyby nigdy nie spotkali Pocieszyciela. A przecież sam Pan Jezus powiedział, że „Orędownik zaś, Duch Święty, którego Ojciec pośle w Moim imieniu, On nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (Jn 14:26). Skoro zapowiedziany i przyobiecany Pocieszyciel ma nas nauczyć i przypominać „wszystko”, to z pewnością każdy człowiek wierzący nie powinien nigdy rozstawać się z tym Nauczycielem. Problem leży w tym, że większość wierzących niewiele wie o Duchu Świętym, myśląc po cichu, że jest to jakaś siła, natchnienie, dobra inspiracja płynąca z Biblii.

Skoro Orędownik ma zastąpić nam Osobę Jezusa Chrystusa, to też musi być Osobą. Pan Jezus, mówiąc o Duchu Świętym, mówił o Osobie, która wprowadza w prawdę, naucza, przypomina, uwielbia, pociesza. Apostoł Paweł w swoim nauczaniu o Duchu Świętym miał na uwadze Osobę, a nie jakąś siłę. Gdy pisał do Koryntian o nowym życiu, jakie otrzymali dzięki zwiastowanej im Ewangelii, wskazywał na źródło objawienia – „Nam natomiast Bóg objawił to przez Ducha, ponieważ Duch bada wszystko, także głębie Boga. Kto bowiem z ludzi zna to, co ludzkie, jeśli nie duch człowieka, który jest w nim? Podobnie i tego, co Boże nikt inny nie zna, jak tylko sam Duch Boży” (1 Kor 2:10-11). Tu znów widzimy, że Duch Święty bada i ma pełne poznanie spraw Bożych. Później, w żywym Kościele, gdzie objawiają się dary łaski Bożej, zwane charyzmatami, sprawczą rolę odgrywa Osoba Ducha Świętego, o którym Paweł pisze: „Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu z osobna tak, jak chce” (1 Kor 12:11).

Nasze codzienne chodzenie z Panem może istnieć dzięki temu, że Duch Święty „wstawia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8:26). W tym samym rozdziale apostoł Paweł wielokrotnie wskazuje nam na osobowe cechy Ducha Świętego, który mieszka w nas (w. 9), prowadzi nas (w. 14), świadczy nam (w. 16), a przede wszystkim, daje nam życie (w. 2). Dalej Paweł wyraźnie nam pokazuje, że „jeśli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, który Chrystusa wskrzesił z martwych, ożywi również wasze śmiertelne ciała przez swojego Ducha, który w was mieszka” (Rz 8:11).

Tak, jak uczniowie korzystali ze stałej duchowej opieki swego Nauczyciela, tak teraz Kościół musi słuchać tego, „co Duch mówi do Kościołów” (Ap 2:7). Jak wiemy, to polecenie zostało dane każdemu z siedmiu zborów, do których przemówił Chrystus już po Swoim odejściu. Pan Jezus, będąc jeszcze z uczniami, zapowiedział: „Kiedy przyjdzie Orędownik, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On da świadectwo o Mnie” (Jn 15:26). A wiemy, że świadectwo, jakie składa Duch Święty, jest podstawowym zadaniem Kościoła, gdyż „On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie. O sprawiedliwości, bo odchodzę do Ojca i już Mnie nie zobaczycie. O sądzie, bo władca tego świata został osądzony” (Jn 16:8-11).

Duch Święty działał w Kościele od samego początku. On przekonywał ludzi do Ewangelii, nakłaniał do pokuty, otwierał serca słuchających Dobrej Nowiny. On wyznaczał również tych, którzy mieli zwiastować Ewangelię i troszczyć się o trzodę Bożą. Wierzący w Jezusa byli całkowicie zdani na mądrość Ducha Świętego. Łukasz spisał historię dziejów początku Kościoła: „Gdy pełnili służbę Panu i pościli, Duch Święty powiedział: Wyznaczcie już Mi Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem” (Dz 13:2). Duch Święty był dla nich realną Osobą, która mówi, wyznacza i zna Boże zamiary. Apostoł Paweł, spotykając się ze starszymi zboru efeskiego, przypominał im, że to ich właśnie „Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście paśli Kościół Boga, który On nabył własną krwią” (Dz 20:28). Ta świadomość objawiała się w uznaniu autorytetu, jaki ci słudzy Ewangelii posiadali w sprawowaniu powierzonych im zadań.

Znajomość Osoby Ducha Świętego ma również olbrzymi wpływ na kształtowanie naszej relacji z Nim. Ponieważ, jako Osoba, Duch ma nie tylko wiedzę i wolę, lecz również uczucia. Dlatego w nauczaniu Kościoła znajduje się również uświadamianie osób wierzących, w których mieszka Duch Święty, aby nie grzeszyli, powodując zasmucenie. Paweł napominał wierzących: „I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia” (Ef 4:30). Duch Święty jest szczególnie wrażliwy na grzech i nieprawdę. Na początku działalności Kościoła surowo została potraktowana próba oszukania Ducha Świętego. Apostoł Piotr, wskazując na przyczynę nagłej śmierci Ananiasza, powiedział wprost: „okłamałeś Ducha Świętego” (Dz  5:3). Autor Listu do Hebrajczyków wskazuje na dalsze konsekwencje pozostawania w grzechu, ostrzegając osobę, która została uświęcona krwią Chrystusa, aby nie „znieważyła Ducha łaski” (Hbr 10:29). Jest to zgodne z przestrogą, jakiej udzielił Pan Jezus faryzeuszom, którzy Mu bluźnili, mówiąc im, że „bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie przebaczone” (Mt 12:31).

Lecz najwspanialszą cechą, jaką posiada Duch Święty, jest miłość. Ponieważ jest Bogiem, Jego miłość do nas jest podstawą naszej relacji z Nim. Apostoł Paweł zachęca wierzących w Rzymie „przez miłość Ducha, abyście wraz ze mną modlili się wytrwale za mnie do Boga” (Rz 15:30). Wiadomo, że pierwszym przejawem owocu Ducha jest właśnie miłość.

A miłość, rozlana w sercach ludzi, którzy znają Orędownika, sprawia, że spełnia się wspaniałe błogosławieństwo: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólnota Ducha Świętego niech będą z wami wszystkimi” (2 Kor 13:13). Tę społeczność można mieć z Osobą, a nie z jakimś misternym wpływem, jak wielu traktuje Ducha Świętego, naszego Orędownika.

Henryk Hukisz