Saturday, June 29, 2013

Ćwicząca łaska

 Usłyszałem niedawno w kazaniu, że jeśli zgrzeszymy nie musimy się martwić, ponieważ nasze grzechy zostały w Chrystusie już odrzucone. Nauka taka wypływa z kalwinistycznej teorii nieutracalności zbawienia. Kaznodzieja mówił na temat naszego wybrania i wielkiej miłości, od której nie zdoła nas odłączyć „ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie” (Rzym. 8:38,39). Przyznam się szczerze, iż zmartwiłem się, że wielu wierzących ludzi z łatwością przyjmuje takie nauczanie, nie zastanawiając się nad skutkiem pozostawania w grzechu.
Może zdarzyć się, że nawet najbardziej wierząca osoba zgrzeszy. Pisze o tym wyraźnie apostoł Jan, który u schyłku swego życia niejedno już widział i doświadczył. Dlatego z miłością w sercu zachęcał dzieci Boże, aby nie grzeszyły, lecz „jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy. On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata” (1 Jan 2:1,2). Musimy jednak pamiętać, że na każdym z nas spoczywa odpowiedziałność za utrzymanie w czystości darowanej nam sprawiedliwości Chrystusowej. Aż do samego końca działa obietnica błogosławieństwa dla tych, którzy „piorą swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa żywota i mogli wejść przez bramy do miasta” (Obj. 22:14). Dlatego Jan, zwany apostołem miłości, poucza, że „jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jan 1:9). Bez naszego przyznania się przed Bogiem, że zgrzeszyliśmy i szczerej pokuty w sercu, niczym nie różnimy się od tych, którzy mówią, że nie zgrzeszyli. Jeśli tak uważamy, to „sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma” oraz „kłamcę z (Boga) robimy i nie ma w nas Słowa jego” (1 Jan 1:8,10).  Aby uzyskać przebaczenie, każdy grzech musi być wyznany przed Bogiem. Już Salomon pisał, że „kto ukrywa występki, nie ma powodzenia, lecz kto je wyznaje i porzuca, dostępuje miłosierdzia” (PrzSal. 28:13).
Najbardziej popularne pojęcie łaski to oczekiwanie na coś, na co się nie zasługuje. Mówi się, że z łaski Bóg darował nam wszystkie grzechy i już nigdy nie będzie ich wspominał. Tak, to prawda, że grzechy przebaczone, nie będą nas już obciążać, ponieważ Chrystus wziął je na Siebie. Paweł wyjaśnia tę prawdę, używając termionoligii prawniczej, że Jezus „wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża” (Kol. 2:14). Kogo dotyczy ta wielka prawda? Odpowiedź znajdujemy w poprzednim wersecie – „was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy” (w. 13).
Zbawienie, czyli odpuszczenie grzechów nie jest automatycznym aktem, obejmującym swoją mocą wszystkich, którzy się narodzili. Zbawienie otrzymujemy na dordze pokuty i wyznania swoich grzechów oraz przyjęcia wiarą daru przebaczenia. Po tym doświadczeniu zbawiennej łaski, wchodzimy na drogę naśladowania Zbawiciela. Apostoł Paweł napisał wyraźnie, że „okazała się łaska Boża, zbawienna wszystkim ludziom, ćwicząca nas, abyśmy odrzekłszy się niepobożności i świeckich pożądliwości, trzeźwie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie” (Tyt. 2:11,12 [BG]).
A więc, jak widzimy, łaska nas ćwiczy, jak to ujmuje stary przekład. Czego nas uczy łaska? Abyśmy wyrzekli się grzeszenia, oraz abyśmy podjęli świadomą decyzję odnośnie dalszego życia w sprawiedliwości. Wezwanie do przyjęcia zbawienia bez zobowiązania do wystrzegania się grzechu, nie jest zwiastowaniem ewangelii, lecz jedynie zapełnianiem kościołów grzesznikami. Nic dziwnego, że później obiecuje się im „nieutracalność” zbawienia. Biblia nie zawiera takiej doktryny, wymyślił ją diabeł, aby ludzie nie doświadczali prawdziwego odpuszczenia i przemiany życia.
Z tym problemem spotykali się chrześcijanie od samego zarania Kościoła. Dlatego apostoł Paweł wielokrotnie wzywał wierzących w swoich listach do trwania w nowym życiu. To prawda, że tam, gdzie jest mnóstwo grzechu, łaska jest obfitsza, lecz po doznaniu przebaczenia, pojawia się nowe życie.Tak nauczał i czynił Pan Jezus, gdy spotkał grzeszną niewiastę, powiedział jej: „Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz” (Jan 8:11). Dlatego Paweł, nawiązując do tych słów Chrystusa, postawił retoryczne pytanie: „Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była?” (Rzym. 6:1). Odpowiedź jest oczywista: „Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy?” (w. 2).
Pytanie o pozostanie w grzechu zawiera w sobie naukę o trwaniu w określonym stanie. Oryginalne słowo „pozostać” [epimeno], znaczy „trwać, kontynuować dalej to samo”. Jest rzeczą oczywistą, że człowiek żywy, musi w czymś trwać, musi coś kontynuować, aby dojść do celu. Ponieważ posiadamy nadal wolną wolę, dzięki której podejmujemy nasze decyzje, musimy nieustannie opowiadać się po stronie nowego życia. Dlatego musimy poznawać nauczanie na temat tego życia, i tym właśnie zajmuje się również łaska. 
Codziennie, w każdej sytuacji łaska Boża objawia nam wielkość Boga, dla którego postanowiliśmy żyć od dnia nawrócenia. Dlatego jesteśmy nieustannie instruowani, aby trwać w tym, co zapewnia nam wzrost i uświęcenie. Apostoł Paweł wskazuje na wielką prawdę o tym, że wszystko jest w „rękach” łaski, gdyż jedynie Pan Jezus ma moc aby nas „stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych” (Kol. 1:22). Jest jednak warunek, gdyż kolejny werset rozpoczyna się od słowa „jeśli”, „tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii, którą usłyszeliście, która jest zwiastowana wszelkiemu stworzeniu pod niebem” (w. 23). Nie ma już możliwości na „kontynuowanie” grzechu, gdyż od momentu nowonarodzenia, „kontynuujemy” w wierze.
Podobnie Paweł pisał do Tymoteusza, zalecając mu „kontynuowanie” samokontroli i nauki, gdyż „to czyniąc, i samego siebie zbawisz, i tych, którzy cię słuchają” (1 Tym. 4:16).
Na zakończenie dorzucę jeszcze dobrą radę apostoła Piotra, który pisał do wierzących, aby nie dali się zwieść przez nauczycieli, którzy przekręcaja naukę apostolską. Radzi im: „Wzrastajcie raczej w łasce i w poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa” (2 Ptr. 3:18). A chodzi o to, „abyście znalezieni zostali przed nim bez skazy i bez nagany, w pokoju” (w. 14).
Pozwólmy łasce, aby nauczała nas Bożych prawd, od których zależeć będzie nasze wytrwanie w wierze. Tak, to wielka prawda, że nikt i nic nie jest w stanie odłączyć nas od miłości Bożej, „która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 8:39).
Ostatnie słowa wskazują na to, że zwycięstwo jest nam zapewione w Jezusie Chrystusie, naszym Panu!
Tylko, czy jest On rzeczywiście Panem? Czy jedynie mówimy "Panie, Panie"?
Henryk Hukisz

Święty seks

Już od wielu lat z niepokojem obserwuję, jak ustanowiona przez Stwórcę intymna relacja w małżeństwie, określana powszechnie jako współżycie płciowe, sprowadzana jest do funkcji czysto fizjologicznej potrzeby i przez to pozbawiana swej wyłączności. Współżycie seksualne pomiędzy mężczyzną i kobietą jest ograniczone jedynie do związku małżeńskiego, dlatego jest święte – jak wszystko, co święty Bóg ustanowił.

Mówienie o świętości tej intymnej relacji staje się obecnie celem ataków i ośmieszania. Wczoraj redaktorka popularnego programu telewizyjnego postanowiła zakpić z profesjonalnym sarkazmem z Pam Stenzel, która przemawia do nastolatków na temat dobrodziejstwa abstynencji seksualnej. Ta chrześcijańska mówczyni zyskuje coraz większą popularność; jest zapraszana do szkół, aby uświadamiać młodzież o zagrożeniach, jakie towarzyszą przedwcześnie rozpoczętej aktywności seksualnej. Szacuje się, że rocznie około pół miliona młodych ludzi bierze udział w tych ciekawie prowadzonych spotkaniach.

Liberalni działacze w tym kraju poczuli się zagrożeni rosnącym zainteresowaniem abstynencją seksualną wśród młodzieży, więc przystąpili do ataku. Oficjalne media w USA propagują współżycie seksualne wśród nastolatków jako normalne zjawisko. Cały aparat propagandy – reklamy i słownictwo używane w środkach masowego przekazu – służy jednemu celowi: aby seks stał się tak powszechny, jak potrzeba oddychania. Prawie wszystko, o czym mówi się publicznie, zostaje „useksowione”. Seksowne są ubrania, buty, lakier do paznokci, samochody, odkurzacze, napoje i wszystko, co tylko można sobie wyobrazić. Chodzi o to, aby słowo „seks” pozbawić jego prawdziwego znaczenia.

We wspomnianym wcześniej programie redaktorka rozmawiała z młodą dziewczyną, uczestniczką spotkania z Pam Stenzel. Nastolatka oskarżała mówczynię o kłamstwa i brak logiki, twierdząc, że każdy ma prawo do uprawiania seksu, a nawoływanie do abstynencji jest przeciwne naturze. Przecież każdy „wie”, że podstawowe prawo młodego człowieka polega na zabawie. Przerwa wiosenna (spring break) w szkołach średnich jest traktowana powszechnie jako okazja do inicjacji seksualnej dla tych, którzy jeszcze tego nie zrobili.

Z pomocą przychodzi przemysł farmaceutyczny, dostarczając coraz lepsze środki antykoncepcyjne, więc „nie ma się czego obawiać”. Władze federalne, rozumiejąc powszechność uprawiania seksu przez młodzież, udostępniają w ramach ubezpieczenia medycznego tabletki „after pill Plan B”. Sieć przychodni Planned Parenthood chętnie usunie niechcianą ciążę, a w razie czego na każdej stacji straży pożarnej czy posterunku policji znajduje się tzw. „okno życia”, zwane tutaj safe haven. Władze, zakładając, że wkrótce każda dziewczyna będzie uprawiać seks z każdym chłopakiem, a nawet z osobami tej samej płci, przygotowują ustawy dotyczące szczepień przeciw wirusowi HPV (brodawczaka ludzkiego). A szczepionka, jak wiadomo, zbudowana jest na bazie wirusa, przeciwko któremu ma zabezpieczać.

Osobiście wychowałem się w czasach, gdy słowa „seks” i „świętość” wydawały się wykluczać wzajemnie. Będąc nastolatkiem, miałem minimalne pojęcie o współżyciu płciowym, gdyż moi duchowi nauczyciele uważali, że „jak się ożenię, to się dowiem”. Kiedy już sporo wiedziałem na ten temat, postanowiliśmy z żoną zająć się edukacją w tej dziedzinie życia. W ramach stworzonej przez nas służby duszpasterstwa rodziny prowadziliśmy spotkania z młodzieżą w zborach i na obozach, podczas których mogliśmy rozmawiać o wielu zagadnieniach związanych z płciowością człowieka.

Podstawowym podręcznikiem, z jakiego korzystaliśmy, była nasza zwykła Biblia. Byliśmy zdziwieni, jak wiele w tej Księdze napisano o naszym życiu intymnym. Przede wszystkim już na samym początku czytamy, że Stwórca, powołując człowieka do istnienia, „jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (Rdz 1,27). Całe piękno życia stworzonych ludzi polegało na realizowaniu celu, jaki Bóg wyznaczył: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną” (w. 28). Ponieważ wszystko, co Bóg stworzył, jest uporządkowane, związek mężczyzny i kobiety został również wyraźnie określony jako małżeństwo: „ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka. Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta” (Rdz 2,22-23). Więź małżeńska ma w swoją istotę wpisaną trwałość, określoną jako dozgonną, gdyż reguła: „opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (w. 24) oznacza nierozerwalny charakter tego złączenia.

Współżycie małżonków to zupełna więź – zarówno ducha, duszy, jak i ciała. Jeśli postrzega się więź małżeńską jedynie jako cielesną, nie można mówić o pełnej relacji, gdyż podstawowe zjednoczenie realizuje się na płaszczyźnie duchowej. Naturalnym efektem jedności małżeńskiej jest wspólnota dusz, czyli jej wymiar intelektualny, emocjonalny i wspólne podejmowanie decyzji. Tak można w ogromnym skrócie zdefiniować małżeństwo oparte na Bożych regułach.

Jedność ciał to między innymi wzajemne „oddawanie” siebie drugiej osobie w tym świętym związku. Apostoł Paweł nauczał wychowanych w niemoralności pogańskiej Koryntian: „Mąż niechaj oddaje żonie, co jej się należy, podobnie i żona mężowi. Nie żona rozporządza własnym ciałem, lecz mąż; podobnie nie mąż rozporządza własnym ciałem, lecz żona” (1 Kor 7,3-4). Apostoł pisał o tym w kontekście powszechnego wszeteczeństwa, z jakiego słynął Korynt. Małżeństwo, jako Boży związek mężczyzny z kobietą, jest odpowiedzią na naturalne pokusy wynikające z faktu, że pociąg seksualny może powstać pomiędzy dowolnymi osobami. Paweł napisał w odpowiedzi na problemy w tym zborze, że „ze względu na niebezpieczeństwo wszeteczeństwa, niechaj każdy ma swoją żonę i każda niechaj ma własnego męża” (w. 2). Dlatego, pisał dalej: „nie strońcie od współżycia z sobą, chyba za wspólną zgodą do pewnego czasu, aby oddać się modlitwie, a potem znowu podejmujcie współżycie, aby was szatan nie kusił z powodu niepowściągliwości waszej” (w. 5).

Jak więc widzimy, nauka apostolska na temat małżeństwa łączy zarówno fizyczne współżycie, jak i wspólną modlitwę, czyli czas rozmowy ze Stwórcą. Wszystko, co Bóg ustanowił, jest święte z natury samego Stwórcy.

Gdybyśmy postrzegali współżycie płciowe w małżeństwie bardziej jako rzecz świętą, być może wszystko, co związane z tą dziedziną, również byłoby bardziej normalne. Młodzież nauczana biblijnie rozumiałaby, że nie należy „budzić miłości” przed czasem. A kiedy już zaistnieją okoliczności budzące tę wszechstronną miłość, gdy dwoje połączy się w duchu, duszy i ciele, w całej pełni będą mogli skorzystać z dobrej rady Salomona: „Używaj życia ze swoją ukochaną żoną po wszystkie dni twojego marnego bytowania, jakie ci dał pod słońcem, bo to jest twój udział w życiu i trudzie, jaki znosisz pod słońcem” (Koh 9,9). Z łatwością będzie można wówczas odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego, synu mój, masz się rozkoszować obcą i ściskać pierś cudzej?” (Prz 5,20). Bo przecież będzie można rozkoszować się z własną żoną, „miłą jak łania, powabną jak gazela! Niech jej piersi zawsze sprawiają ci rozkosz, upajaj się ustawicznie jej miłością” (w. 19).

Jedyny bezpieczny seks to święty seks w małżeństwie.

Henryk Hukisz

Tuesday, June 25, 2013

Dobra zła wiadomość

 Z przerażeniem przeczytałem dziś na jednym z polskich portali, że Chicago, miasto w którym mieszkam już ponad 13 lat, zostało sparaliżowane, że drogi są zablokowane a ludność jest dotknięta brakiem prądu. To prawda, że zarówno wczoraj, jak i dzisiaj dość silny wiatr przegonił nad miastem ciemne chmury, z których nawet dość mocno popadało, lecz jest to zjawisko, szczególonie o tej porze roku, dość normalne. Jak zwykle bywa w takich przypadkach, w niektórych miejscach woda nie nadąża spływać do kanalizacji, a połamane stare spróchniałe drzewa zalegaja jakiś czas na ulicach, zrywając przy pokazji linie energetyczne. 
  Na dowód tej paraliżującej życie wielkiego miasta tragedii, na tvn24.pl pokazano trwające ponad minutę wideo, na którym możemy zobaczyć jedno złamane drzewo, do tego mocno już zmurszałe wewnątrz. Chodzi o to, aby ta zła wiadomość zabrzmiała jeszcze gorzej, dlatego odpowiednio dobiera się słowa lub zdjęcia ilustrujące tą informację.
Gdy piszę te słowa, na przedmieściach aglomeracji chicagowskiej samochody jadą normalnie, podmiejska kolejka jeździ zgodnie z rozkładem a nad miastem łagodnie suną lądujące lub odlatujące samoloty. Po co więc niepokoić spokojnie żyjących obywateli naszego kraju, którzy zaczynają z niepokojem patrzeć znów na polskie niebo, gdyż meteorolodzy zapowiadają ochłodzenie i przelotne opady? O to właśnie chodzi, że gdy podaje  się złą wiadomość o innym kraju, to w naszym, ludzie od razu powinni poczuć się lepiej.
Przeczytałem również na polskich stronach internetowych, że w Polsce, z podwodu dość silnych opadów atmosferycznych, drogi są zamknięte, a w miastach, szczególnie w stolicy, większość przejazdów pod wiaduktami jest zalana. Widziałem zdjęcia amatorów sportów wodnych, jak w środku Warszawy wiosłowali kajakiem szerokimi ulicami na pokaźnych płaszczyznach wodnych. W Poznaniu natomiast po każdym większym deszczu, z regularnością szwajcarskiego zegarka, pasażerowie mogą wpław pokonywać drogę do peronów na Dworcu Głównym. Dobrze, że nowy dworzec ma zaprojektowaną, i to dość wysoko, kładkę łączącą perony, aby woda już nie zalewała.
To się nazywa manipulowanie informacjami. Przykładów można mnożyć w nieskończoność, bo to jest łatwiejsze, niż przeprowadzenie solidnych remontów dróg, mostów, kanalizacji, czy wałów przeciwpowodziowych. Tak łatwo można odwrócić uwagę ludzi od sedna sprawy, podając informację, która sprawi, że ludzie zajmą się czymś inny.
Biblia jest Bożą księgą, która informuje nas wprost, bez straszenia, że gdzieś jest gorzej. Bóg mówi do nas z miłością, lecz bez owijana w bawełnę, że wszsycy jesteśmy grzesznikami. Pan Jezus, gdy przyszedł na ziemię, przyniósł poselstwo o Bożym Królestwie dla wszystkich ludzi. Chrystus oświadczył już na samym początku, że przyszedł  jako lekarz do chorych, dlatego skierował Swe kroki w stronę grzeszników i celników, mowiąc: „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają; nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Mar. 2:17). Zauważmy, że Pan Jezus nie zatrzymał się na w domach faryzeuszy i utwierdzał ich, że są sprawiedliwi, pokazujac palcami na grzesznych. Tak robili właśnie faryzeusze, gdy jeden z nich wszedł do świątyni, powiedział: „Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik” (Łuk. 18:11). Uczeni w Piśmie i faryzeusze stosowali takę filozofię własnej prawości, że im większego grzesznika spotkali, tym bardziej sami czuli się sprawiedliwymi.
Chrystus wiedział co czeka wszystkich ludzi. Ponieważ wszyscy jesteśmy potomkami Adama i Ewy, nosimy to samo przeznaczenie – wieczne potępienie. Dlatego przyszedł, aby odwrócić nasz los, biorąc na Siebie przekleństwo grzechu. Jezus, gdy usłyszał o tragedii w Syloe, o tym, że zginęli niewinni ludzie pod upadającą wieżą, mówił ludziom wprost, że nie gdzieś, że nie ktoś inny, lecz wy, „jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy podobnie poginiecie” (Łuk. 13:3). W listach apostolskich czytamy podobnie, że „jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli” (Rzym. 5:12), lecz łaska Boża, jaką okazał w Chrystusie sprawiła, że „jeśli przez upadek jednego człowieka umarło wielu, to daleko obfitsza okazała się dla wielu łaska Boża i dar przez łaskę jednego człowieka, Jezusa Chrystusa” (w. 15). To jest naprawdę dobra wiadomość, nie dlatego, że gdzieś jest źle, lecz ponieważ Bóg dał możliwość zbawienia dla każdego grzesznika.
Apostoł Paweł nie chciał zabawiać słuchaczy w Koryncie „wyniosłością mowy lub mądrości” (1 Kor. 2:1), lecz wolał mówić wprost, aby zbudować w ich sercach wiarę ku zbawieniu, dlatego powiedział: „mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (w. 3,4). Gdy pisał listy do wierzących, nie układał ich treści pod kątem upodobań ludzi, lub na kształt wiadomości, jakimi manipuluje się słuchaczy w świecie. Paweł pisał, że ewangelią, jaką zwiastował, nazywana również „Dobrą Nowiną”, „nie jest pochodzenia ludzkiego; albowiem nie otrzymałem jej od człowieka, ani mnie jej nie nauczono, lecz otrzymałem ją przez objawienie Jezusa Chrystusa” (Gal. 1:11,12). Możemy znaleźć prawie w każdym liście pawłowym oświadczenie, że ewangelia, którą głosił, jest dobrą wiadomością – „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy” (1 Tym. 1:15).
Ewangelia jest dla grzeszników, dla tych, którzy szukają ratunku od wiecznego potępienia. Sluchacze pierwszego kazania apostoła Piotra, mając poruszone serca Dobrą Nowiną, zawołali: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (DzAp. 2:37). Piotr nie pocieszał ich, że są gorsi od nich, więc nie muszą się martwić, lecz powiedział wprost: „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (w. 38).
Takiej ewangelii brakuje dzisiaj w kościołach, w których coraz częściej zamiast kazalnicy, spotyka się pulpity muzyczne, a kaznodzieja utwierdza słuchaczy, że Boża łaska polega na tym, iż piekła nie ma, jedynie wszechobecna miłość.
Pokutować w prawdzie muszą, gdzieś daleko w pogańskim buszu, bo tam są jeszcze tacy, którzy kłaniają się bóstwom i posągom.
Henryk Hukisz

Monday, June 24, 2013

Radość pełnego zwycięstwa

 
 Właśnie zakończyła się transmisja meczu hokejowego o puchar Stanley’a, najbardziej prestiżowego trofeum sportowego w USA. Rozgrywkom sportowym towarzyszy, jak zwykle , wiele emocji, a szczególnie gdy ma miejsce wielkie zwycięstwo. 
Chicagowska drużyna hokejowa Blackhawks należy do najbardziej popularnych nie tylko w tym mieście, lecz w całym stanie Illinois. Charakterystyczna sylwetka głowy indianina widnieje na samochodach, na koszulkach, a flagi klubowe łopocą przed mnóstwem domów.
Podczas ostatnich rozgrywek finałowych, temat zwycięstwa lokalnej drużyny dominował we wszystkich programach, nie tylko sportowych. No i dzisiaj spełniły się nadzieje milionów kibiców. Zwycięstwo miało szczególnie dramatyczną oprawę, gdyż w trzecij tercji prowadziła drużyna Bruins z Bostonu wynikem 2:1. Dwie minuty przed zakończeniem „czarne jastrzębie” wyrównały wynik, a 17 sekund później zdobyli jeszcze jeden punkt, tak że wynik 3:2 dla Blackhawks przypięczętował zwycięstwo. Przechodni puchar ufundowany przez Lorda Stanleya w 1893 roku, pozostaje w Chicago, gdyż cztery lata temu został już zdobyty przez tę samą drużynę.
Teraz, kiedy kibice wracaja do domów z lokalnych barów, gdzie tradycyjnie ogląda się większość meczów sportowych, na ulicy słychac okrzyki, wiwaty, a na niebie rozbłyskują sztuczne ognie. Zwycięstwo ulubionej drużyny należy obchodzić hucznie, tego wymaga dobry zwyczaj i tradycja.
Osobiście nie kibicuję żadnej drużynie sportowej. Jeśli  miałbym zdecydować sie na jakąś, to z pewnością przeważyłby lokalny patriotyzm na rzecz poznańskiego Lecha. Dzisiaj wieczorem natomiast, kibicowałm po cichu chicagowskim hokeistom, i kiedy transmisja dobiegła do końca, pomyślałem sobie o biblijnym tle takiego wydarzenia.
Apostoł Paweł, być może też okazjonalnie kibicował jakimś sportowcom, bo orientował się o co chodzi zawodnikom podczas zawodów. Użył nawet jako przykładu, porównując przygotowania sportowca do zwycięstwa podczas zawodów, do naszego samozaparcie się dla spraw Bożych – „Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy” (1 Kor. 9:24,25).
Pomyślałem sobie, że skoro kibice potrafią doznawać tyle emocji z powodu przechodniego pucharu, to ile radości z możliwości służenia Panu, my powinniśmy doznawać w naszym życiu. Czy potrafimy okazywać zadowolenie z doświadczeń, jakimi Pan nas obdarowuje? W walce o "wiarę, która raz na zawsze została przekazana świętym" (Jud. 3), nieraz też odnosimy zranienia, jak zawodnicy drużyny hokejowej. 
Wiadomo, że nie wszysko przez co przechodzimy w życiu wywołuje naturalny odruch radości. Lecz Słowo Boża zachęca nas, abyśmy uważali „za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie” (Jak 1:2). Apostoł Jakub wyjaśnia następnie ile pożytku mamy z takiej próby, która „sprawia wytrwałość, wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków” (w. 3,4). Zwycięstwo w tych próbach ma wymiar wieczny, nie przechodni. 
Boże doznania trwają wiecznie, dlatego powinniśmy nieustannie trwać w emocjonalnym nastroju radosnego zwycięstwa, gdyż „we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował(Rzym. 8:37 [BT]).
Henryk Hukisz

Sunday, June 23, 2013

Znak bestii

Choć fundament tego rozważania powstał kilkanaście lat temu, powszechność opisywanego zjawiska zmusiła mnie do ponownego pochylenia się nad tematem. Z narastającym niepokojem obserwuję, jak w społecznościach ludzi wierzących w Ewangelię – osób deklarujących chęć naśladowania Chrystusa – pojawia się coraz więcej osób pokrytych tatuażami. Dotyczy to również liderów. Odnoszę wrażenie, jakby celowo podwijali rękawy i wybierali skąpe, obcisłe ubrania, by publicznie demonstrować swoją wyższość nad słowem Bożym. Za nic mają uwagi innych, lekceważąco tłumacząc, że zakazy te pochodzą ze Starego Testamentu. Argumentują przy tym, że ten sam rozdział wspomina o zakazie noszenia odzieży „z dwóch rodzajów nici” (Kpł 19:19) czy strzyżenia „boków waszej głowy” (w. 27). Do tego konkretnego fragmentu Biblii powrócę w końcowej części tekstu. Pierwotną treść tego wpisu nieco przeredagowałem, ponieważ szczególnie niepokoi mnie pewna zapowiedź płynąca ze strony wytatuowanych osób: głoszą oni bowiem, że „nadchodzi nowa ewangelizacja, która zaskoczy wszystkich”.

Osobiste uważam, że tatuowanie ciała jest sprzeczne nie tylko z naturą, ale przede wszystkim z Bożym przeznaczeniem człowieka. Bóg przewidział dla nas niezwykle zaszczytną rolę: nasze ciała mają być „świątynią obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie” (1 Kor 6:19). Ta prawda powinna zobowiązywać do głębokiego poszanowania woli Pana, którego jesteśmy własnością. Czyż nie tak?

Już na kartach Starego Testamentu Bóg wyraźnie zakazał czynienia na ciele znaków i nacięć. Choć przepisy te pierwotnie odnosiły się do rytuałów żałobnych i pogańskich zwyczajów znakowania ciał zgodnie z wymogami obcych kultów, nie były one traktowane jako dekoracja. Dzisiaj próbuje się tak definiować tatuaże, lecz wtedy były one wyrazem poddaństwa obcym bóstwom. Dlatego Bóg nakazał Izraelitom: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym ani umieszczać na ciele napisów. Ja jestem PANEM” (Kpł 19:28).

Dlaczego dostrzegam demoniczne podłoże w tym zwyczaju, który dziś zawłaszcza coraz szersze kręgi ludzi w każdym wieku, w tym osoby wierzące? Z odrazą patrzę na wytatuowanych liderów uwielbienia, muzyków, a nawet kaznodziejów. Najbardziej jaskrawym przykładem był dla mnie pewien popularny ewangelista z Florydy, który z dumą prezentował tatuaże na rękach, nogach i innych częściach ciała. Wiele z nich miało charakter religijny, nawiązujący do symboliki biblijnej. Obecnie rynek oferuje mnóstwo gotowych wzorów o treści duchowej czy chrześcijańskiej.

Punktem wyjścia do moich rozważań jest przyjęcie elementarnej prawdy o grzechu. W Biblii nie znajdziemy terminu „grzech pierworodny” – istnieje po prostu grzech, czyli odrzucenie Boga jako jedynej Prawdy. Adam i Ewa nie zgrzeszyli samym aktem nieposłuszeństwa czy zjedzeniem owocu (niezależnie od tego, czym on był). Ich upadek polegał na pragnieniu wyniesienia się ponad Stwórcę i Jego plan dla nich. To pycha jest fundamentem każdego grzesznego czynu; nieposłuszeństwo stanowi jedynie jego formę zewnętrzną.

Gdybyśmy poddali wnikliwej analizie grzechy współczesności, odkrylibyśmy, że ich wspólnym mianownikiem jest chęć wywyższenia się ponad Boga. Czymże bowiem jest pragnienie czynienia tego, czego Bóg zakazuje, jeśli nie próbą udowodnienia, że „wie się lepiej”? To czysta pycha – manifestacja braku uznania Bożego autorytetu nad własnym życiem.

Jednym z głównych motywów tatuowania ciała – bez względu na to, co tatuaż przedstawia – jest chęć wyeksponowania własnej osobowości. To manifest niezależności od przyjętych norm i pokazanie otoczeniu, że posiada się absolutną władzę nad własnym ciałem. Kto jest inspiratorem takiego sposobu myślenia? Nietrudno zgadnąć, że to sam diabeł – przeciwnik Boga, który od zarania dziejów nakłania ludzi do podkreślania autonomii względem Stwórcy.

Tatuowanie ciała porównałem do „znaku bestii”. Czym jest ten biblijny znak? Nie zamierzam tu analizować zawiłości interpretacyjnych Księgi Objawienia, lecz skupić się na naturze tego zjawiska. Nadejdzie czas, w którym wierzący będą prześladowani, a jedynie ci, którzy zadeklarują niezależność od Boga, będą mogli cieszyć się wolnością. Wówczas: „wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i aby nikt nie mógł nic kupić ani sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia” (Ap 13:16-17).

Wspomniana Bestia to zapowiadany przez apostoła Pawła „syn zatracenia” lub „człowiek niegodziwości”, który objawi się w czasach ostatecznych. Ten Antychryst określany jest jako ktoś, kto: „wynosi się ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub jest przedmiotem czci, tak że zasiądzie w świątyni Boga, podając się za Boga” (2 Tes 2:4). Jestem głęboko przekonany, że fundamentalną cechą Antychrysta jest pycha. Jego celem jest przygotowanie ludzkości do roli, jaką wyznaczy im w czasie wyznaczonym przez Boga. Jak pisał apostoł Jan, ten duch działa już teraz: „Jest to duch Antychrysta, o którym słyszeliście, że nadchodzi, a teraz już jest na świecie” (1 Jn 4:3).

Wierzący, jako dzieci Boże, nie mogą mieć nic wspólnego z systemem tego świata. Jan przypomina: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jn 2:15). Z kolei apostoł Paweł ostrzega: „abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie w próżności swojego myślenia, mający zaćmiony umysł, dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość ich serca. Oni to, stawszy się nieczułymi, oddali się rozpuście, dopuszczając się z chciwości wszelkiej nieczystości” (Ef 4:17-19). Warto odczytać te słowa właśnie w kontekście tatuowania ciała, nawet jeśli wzory nawiązują do Biblii. Osobiście uważam, że umieszczanie tekstów biblijnych na skórze w formie tatuażu jest nie tylko świętokradztwem, ale wręcz bluźnierstwem.

Wystarczy przyjrzeć się samej estetyce tatuaży – większość z nich to mroczne wizerunki: smoki, bestie czy symbole otwarcie bluźniercze. Czy dziecko Boże, którego ciało jest świątynią Ducha Świętego, może świadomie „dekorować” tę świątynię takimi znakami?

Jeśli ktoś nie dostrzega w tym problemu, mogę jedynie przywołać biblijny przykład Szymona czarnoksiężnika z Samarii. Choć uwierzył w Chrystusa i przyjął chrzest, na widok działania Ducha Świętego zapragnął kupić zdolność przekazywania tego daru. Apostoł Piotr odpowiedział mu wtedy surowo: „Nie masz ty udziału ani dziedzictwa w tej sprawie, gdyż serce twoje nie jest prawe przed Bogiem. (...) widzę bowiem, żeś ty w żółci gorzkiej i w pętach nieprawości” (Dz 8:21, 23).

Powszechność tatuaży wśród wierzących jest smutnym dowodem na brak zdrowego nauczania i odwagi w napominaniu. Odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach przymyka się na to oko tylko po to, by budować większe zbory – nieważne jakiej jakości, byle zgadzały się statystyki.

Wróćmy jeszcze do Księgi Kapłańskiej. Jeśli zwolennicy tatuaży uznają, że ten konkretny zakaz ich nie dotyczy, to idąc tym tokiem myślenia, wkrótce za dozwolone zostaną uznane: uciskanie bliźnich (Kpł 19:13), niesprawiedliwe wyroki (w. 15), współżycie poza małżeństwem (w. 20) czy wywoływanie duchów (w. 31). Brak szacunku wobec starszych (w. 32) już teraz staje się normą, nawet w Kościele.

Na zakończenie przywołam modlitwę apostoła Pawła za Kościół: „Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; zaręczyłem was wszak z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą” (2 Kor 11:2). Paweł doskonale wiedział, że szatan będzie niezmiennie stosował tę samą metodę: pobudzanie umysłów wierzących do niezależności, czyli do pychy wobec Stwórcy.

Henryk Hukisz

Saturday, June 22, 2013

Terminowanie u ptaków

Pan Jezus był często nazywany Nauczycielem. Mówili tak o Nim Jego zwolennicy, jak i zagorzali przeciwnicy. Kandydaci na uczniów zgłaszali się sami do Mistrza, lub On ich powoływał do tej zaszczytnej roli. Czytając ewangelie, możemy przyjrzeć się poszczególnym przypadkom stawania się uczniami Jezusa Chrystusa. Faryzeusze oskarżali Go nawet o to, że podbiera uczniów Janowi Chrzcicielowi, swemu poprzednikowi. Czytamy o tym w Ewangelii Jana, że „gdy Pan się dowiedział, że faryzeusze usłyszeli, iż Jezus zyskuje więcej uczniów i więcej chrzci niż Jan, (...) opuścił Judeę i odszedł z powrotem do Galilei” (Jan 4:1,3).
Wśród wielu uczniów, których nie znamy z imienia, lub byli nimi w tajemnicy przed Żydami, najważniejszą grupę stanowiła „dwunastka”, którą wybrał sam Mistrz. Tych dwunastu Pan przygotowywał w szczególny sposób, gdyż im powierzył kontynuowanie zwiastowania Królestwa Bożego po Swoim odejściu. Ewangeliści zwrócili uwagę na to, że gdy gromadzili się wokół Pana uczniowie, to On „przywołał dwunastu uczniów swoich, i dał im moc nad duchami nieczystymi, aby je wyganiali i aby uzdrawiali wszelką chorobę i wszelką niemoc” (Mat. 10:1). To zadanie przekraczało wszelkie naturalne zdolności, jakie człowiek może posiadać. Dlatego Pan Jezus dał tej grupie uczniów szczególne przygotowanie, aby mogli podołać temu zadaniu. Wysłał ich na „zajęcia praktyczne”, nakazując im: „nie miejcie w trzosach swoich złota ani srebra, ani miedzi, ani torby podróżnej, ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski” (w. 9,10). A warunki, w jakich mili wypełniać powierzone zadanie były też określone – „Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. I strzeżcie się ludzi, albowiem będą was wydawać sądom i biczować w swoich synagogach” (w. 16,17). Dziwna to szkoła, zgodzimy się wszyscy.
Szkoła, jaką dał Jezus Swoim uczniom polegała na nauczaniu ich przez obserwację prowadzącą do wniosków. Dlatego też Pan Jezus często używał podobieństw, aby mogli uchwycić sedno myśli, jaką chciał im przekazać. Chrystusowi zależało na tym, aby przede wszystkim Jego uczniowie poznali Bożą myśl mówiąc im: „wam dane jest znać tajemnice Królestwa Niebios” (Mat. 13:11). Oni później mieli nauczać innych, dlatego Jezus obiecał posłać Pocieszyciela, o którym powiedział, że On „nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jan 14:26).
Jezus wskazywał Swoim uczniom na wiele zjawisk w przyrodzie, aby uczyli się poprzez wyciąganie wniosków. Zjawiska przyrodnicze działają od początku istnienia pod dyktando Stwórcy. Pory roku zmieniaja się niezachwianie co roku, woda spływa do morza, skąd unosi się w postaci pary pod niebiosa, aby znów spaść na ziemię w postaci życiodajnego deszczu. Ptaki migruja zgodnie z Bożym instynktem, w jaki zostały wyposażone przez Stwórcę. Nie mając map, kierują się Bożym „GPS-em” i dolatują dokładnie na oznaczone miejsca.
Hiob, jeden z najbardziej znanych biblijnych bohaterów, otrzymał najlepsze poznanie Boga i Jego mądrości, gdy obserwował przyrodę. Bóg powiedział mu: „Słuchaj tego, Jobie, zastanów się i rozważ cuda Boga” (Hiob 37:14). W tej najstarszej księdze biblijnej czytamy w rozdziałach 36 - 41 o wspaniałym poznawaniu Boga w Jego w dziełach. Bóg zadaje Hiobowi retoryczne pytania, które zawierają oczywistą odpowiedź -  „Kto przygotowuje krukowi pokarm, gdy jego pisklęta wołają do Boga i tułają się bez pożywienia?” (Hiob 38:41).
Dlatego Pan Jezus, gdy przygotowywał uczniów do pełnienia Bożej służby, zapewnił im Bożą ochronę i opiekę słowami: „Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie” (Mat. 6:25a). Jezus chciał pokazać Swoim uczniom, że w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze, że istnieje jakiś priorytet spraw. Jeśli chcemy doświadczać Bożej opatrzności, musimy podporządkować się Bożym regułom, które widoczne są w przyrodzie. Jezus przekonuje dalej swoich uczniów - „Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie?” (w. 25b). Następnie, Chrystus odwołuje się do prostego zjawiska, które w przyrodzie funkcjonuje niezachwianie od dnia stworzenia – „Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je(w. 26). Oryginalne słowo, przetłumaczone jako „spójrzcie” brzmi „emblepo” i znaczy tutaj - „obserwować skutecznie”, „wyciągać wniosek”.   Zastanówcie się i wyciągnijcie wniosek, pyta się dalej Jezus, „czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one?” (w. 26). Mówiąc inaczej, Jezus powiedział Swoim uczniom - Nauczcie się od ptaków, które otrzymują swój pokarm, gdyż ich Stwórca wie o tym, że go potrzebuja.
Szkoły w czasach biblijnych polegały bardziej na naśladowaniu Mistrza, niż na napełnianiu głowy wiadomościami o przyrodzie i filozofii życia. Prorocy zdobywali swój kunszt, terminując u znanych Bożych sług. Najbardziej znany przykład, to powołanie Elizeusza, który po otrzymaniu Bożego namaszczenia, nie zabrał się sam do służby, lecz posłusznie termionował u Eliasza (1 Król. 19:16-21). Bóg wyznaczył odpowiedni czas, gdy Elizeusz poszedł w mocu Ducha Świętego i wypełniał wiernie powierzone mu przez Boga zadanie. To wszystko, czego nauczył się od swego mistrza, skutecznie spełniało się w jego posługiwaniu.
Uczniowie w Nowym Testamencie czynieni byli zgodnie ze wzorem, jaki znali z Pism. Dlatego Pan Jezus powiedział tym dwunastu: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem” (Mat. 28:19,20).
Prawdziwa sukcesja apostolska polega właśnie na przekazywaniu tego wszystkiego, czego nauczyli się pierwsi uczniowie od swego Nauczyciela, zgodnie ze sposobem, jaki On stosował. Następne pokolenia przekazują ten sam spoób swoim uczniom, i tak dalej, jak napisał apostoł Paweł do swego ucznia Tymoteusza – „co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać” (2 Tym. 2:2).
Niestety, dzisiaj coraz częściej słyszy się o specjalistycznych szkołach uzdrawiania, wypędzania demonów, wyzwalania z siebie potencjału, rewitalizacji zborów i tak dalej, Niestety, odprowadza to coraz dalej od pierwszego wzoru, jaki zastosował Pan Jezus wobec Swoich uczniów. A był to jedyny i skuteczny sposób uczenia się w Bożej szkole życia.
Może więc warto znów spojrzeć na ptaki i czegoś się od nich nauczyć? Niedawno usłyszałem pewien mit o locie trzmiela, który użyto jako fundament budowania wiary. A zawsze uważałem, że podstawą naszej wiary jest Słowo Boże, żywe i skuteczne. Ale o tym może w kolejnym rozważaniu.
Henryk Hukisz

Friday, June 21, 2013

Co jest grane?

 Nigdy nie byłem fanem kinowym, lecz to nie znaczy, że nie wiem, co jest grane w świątyniach X muzy. Lubię filmy o określonej tematyce, czasami obejrzę jakieś dzieło dobrego reżysera. Jednak,  od szerszego zainteresowania filmami odstręcza mnie prezentowana w nich niemoralność i przemoc, że o głupocie nie wspomnę.
Chciałem odnieść się do najczęściej proponowanych nowych filmów, jakie współcześnie pojawiają się w kinach. Treścią tych obrazów są głównie wydarzenia apokaliptyczne, czyli dotyczą końca świata. Celem, jaki przyświeca twórcom współczesnych filmów jest zasianie strachu przed obcymi mocami, które zagrażają życiu na ziemi. Pojawia się więc jakiś "zbawiciel" czy też „superman” lub grupa szaleńców, którzy dokonują heroicznego czynu. W efekcie rodzi się nadzieja na nowe życie dla tych, którzy przetrwają apokalipsę. Ludzkość potrzebuje "zbawiciela', który uratuje świat przed zagładą.
Dlaczeg ten temat jest tak popularny? Dlatego, że Biblia zapowiada coś podobnego. Pan Jezus ogłaszał koniec tego świata podczas katastroficznych wydarzeń  o charakterze globalnym. Czytamy w naszej Biblii, że „powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, i będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi. Ale to wszystko dopiero początek boleści. Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego” (Mat. 24:7-9). Ten przekaz był tak realistyczny już w pierwszych wiekach, że chrześcijanie spodziewali się, że te zapowiedzi spełnią się w ich pokoleniu. Inni natomiast sądzili, że są to jedynie alegoryczne obrazy świata, jaki miał nastać w następnych wiekach. Dlatego apostołowie, szczególnie Paweł i Piotr nauczali na ten temat, wyjaśniając Boży plan dla naszego świata. Stąd mamy naukę o rzeczach ostatecznych, zwaną eschatologią.
Na słowa Chrystusa, który wzywał do czujności, wzywał później apostoł Paweł, wyjaśniając: „Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną” (1 Tes. 5:2,3). Wielu chrześcijan obawiało się, że nie będą gotowi na ten dzień, podobnie jak pięć „głupich” panien z ewangelicznej przypowieści. Paweł pocieszał bojaźliwych, „że my, którzy pozostaniemy przy życiu aż do przyjścia Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy zasnęli. Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem” (1 Tes. 4:15-17). Paweł ukazywał w swoich listach do Kościoła, że Bóg jest absolutnym Panem i wszystko będzie działo się zgodnie z Jego planem.
Podobnie apostoł Piotr, w odpowiedzi na pojawiające się szyderstwa odnośnie obietnicy powtórnego przyjścia Pana Jezusa, napisał wprost: „A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (2 Ptr. 3:10). Cały czas jednak słowa pism Nowego Testamentu ukazywały dramatyzm tych wydarzeń, aby ludzie wierzący zachowywali stan świętości i uzyskanej sprawiedliwości w Chrystusie. Apostoł wyraził to w retorycznym pytaniu: "Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności?" (2 Ptr. 3:11).
Można powiedzieć, że te współczesne „apokalipsy” filmowe powinny również przyczyniać się do podniesienia gotowości na przyjęcie ewangelii, jaką zwiastują chrześcijanie. Lecz niestety, musimy wyraźnie stwierdzić, że treść tych filmów nie ma nic współnego z biblijną zapowiedzią przyjścia Chrystusa w czasie, gdy ten świat wraz z niebiosami będzie trawiony ogniem sądu Bożego. Dlaczego więc świat otrzymuje tak dużą dawkę filmów o tematyce zbliżonej do zapowiedzi samego Chrystusa?
Wystarczy sięgnąć do poczatku, gdy Bóg uczynił człowieka na Swoje podobieństwo, od razu pojawił się przeciwnik ludzkiego szczęścia i ogłosił swoją wersję dostatniego życia. Szatan wykorzystał wiedzę, jaką Adam i Ewa już posiadali, zapewniając ich, że osiągną więcej, jeśli jego posłuchają. Niby to samo, a jednak zupełnie coś innego.
Apostoł Paweł ostrzega wierzących, aby nie wpadli ponownie w tę samą pułapkę. Napisał do Koryntian: „ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi” (2 Kor. 11:3). Dalej Paweł wywodzi, że jeśli ktoś przychodzi i „zwiastuje innego Jezusa, którego myśmy nie zwiastowali, lub gdy przyjmujecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, lub inną ewangelię, której nie przyjęliście, znosicie to z łatwością” (w. 4). „Znosić z łatwością” jest wyrażeniem, jakie Paweł również używa dla określenia odwrotnej postawy ludzi, którzy „zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom” (2 Tym. 4:3,4). Dlatego dziś z dużo większą dozą zaufania ludzie przyjmują treści filmów apokaliptycznych.
Niestety, żyjemy w takich czasach, gdy ludzie zdrowej nauki biblijnej wprost nie znoszą, natomiast równocześnie z łatwością znoszą wszelkie baśnie i bzdury, jakimi szatan ich karmi za pośrednictwem filmów zrobionych z zastosowaniem najnowocześniejszej techniki tworzenia obrazów. Niestety, słowo zapisane w Biblii przegrywa z obrazem wytworzonym w "fabryce snów" "Made in Hollywood".
Spróbujmy opowiadać ludziom o biblijnych znakach końca świata, o nowej ziemi i nowym niebie, jakie są „przygotowane jak przyozdobiona oblubienica dla męża swego” (Obj. 21:2). Najczęściej spotka nas drwina lub uśmiech mówiący nam, że takich bajek nie chcą słuchać. Lecz gdy tylko pojawi się zapowiedź nowego filmu o obcych mocach atakujacych ludzkość, zaraz kupują bilety i pędzą do kina na premierę. Dlaczego?
Pan Jezus, w prawdzie mając na uwadze Żydów uważających siebie za ortodoksyjnie wierzących w Boga, powiedział na czym polega ten problem – „Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał, bo w nim nie ma prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jan 8:44). Opinia ta jednak odnosi się do wszystkich, którzy nie przyjmują słów Pana Jezusa za jedyna prawdę.
Nikomu bardziej, niż samemu diabłu, nie zależy na tym, aby zwieść wszystkich, a szczególne wierzących, aby nie wierzyli i nie byli zbawieni. Niedawno spotkałem w poczekalni do lekarza starszego człowieka, który narzekał, że życie tak szybko ucieka. Odpowiedziałem, że musimy zgodzić się z tym, co nam jest "pisane". Na to, on rzekł: "Dusza chciałby do raju, ale grzechy nie dają". Wykorzystałem okazję i odpowiedziałem, że z grzechem można sobie poradzić. Wówczas zdziwiony zapytał: "Jak?". "Wystarczy uwierzyć w to, co dla nas uczynił Chrystus na krzyżu Golgoty" - powiedziałem zadowolony, że mogę zwrócić uwagę na ewangelię. "Jestem wierzący" - odrzekł na to, lecz po chwili dodał - "Ale to nie jest takie proste". I po tych słowach dał do zrozumienia, że już musi pójść dalej.
Podstawową prawdą Biblii jest nasze zbawienie – „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3:16). Jeśli jakiekolwiek inne przesłanie nie zawiera tej informacji, jest fałszywe i ma na celu odwrócenie ludzi od prawdziwej ewangelii.
Apostoł Piotr, gdy wyjaśniał prawdę o końcu świata, zapewniał, że „Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do opamiętania” (2 Ptr. 3:9)

Bóg bardzo chce, aby wszyscy przyszli do opamiętania się. Naprawdę!
Henryk Hukisz

Wszystko mi wolno, lecz...

 Podczas jazdy samochodem, jak zwykle, słucham mojej ulubionej stacji. Ostatnio moją uwagę zwróciła dyskusja prowadzona wokół zdarzenia, jakie miało miejsce w popularnej tu kawiarnii Starbucks. Przy jednym ze stolików, młoda mama zaczęła zmieniać pieluszkę małemu dziecku, które dla wygody położyła na blacie stołu. Osoby pijące kawę i konsumujące ciasteczka w tym lokalu poprosili obsługę o zwrócenie uwagi, że ta czynność psuje im apetyt. Wówczas, na uwagę jednego z pracowników kawiarni, podniósł się z krzesła siedzacy tatuś niemowlaka, zamaszystym ruchem ręki wylał niedopitą kawą na podłogę i zabierając matkę i nieprzewinięte do końca dziecko, wyszli oburzeni z lokalu.
Dyskusja toczyła się wokół zagadnienia, czy zmiana pieluszki niemowlakowi na stoliku w kawiarni jest rzeczą właściwą. Wśród głosów słuchaczy, którzy dzwonili do redakcji, nie usłyszałem, że w każdym lokalu znajduje się toaleta, że są pewne zasady postępowania, że nie wszystko wolno na każdym miejscu. Po chwili, poirytowany poziomem dyskutantów, zmieniłem stację i słuchając muzyki zacząłem rozmyślać nad tematem tego rozważania - czy nam chrześcijanom wszystko wolno?
Każdy, kto czyta Biblię wie, że mamy zupełną wolność, gdyż „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli” (Gal.5:1). Nieco dalej, apostoł Paweł przypomina ludziom wierzącym - „Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia” (w. 13). Znamy doskonale również dwa, prawie że jednakowo brzmiące wersety, które uświadamiają prawdę wyższą, niż korzsytanie z wolności – „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić” (1 Kor. 6:12), oraz „Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje” (1 Kor. 10:23). W obu przypadkach chodzi o sprawy dużo ważniejsze, nić zmiana pieluszki niemowlakowi, gdyż apostoł Paweł nawiązuje do problemów współczesnych mu chrześcijan, którzy używali wolność w Chrystusie, do pełnienia uczynków niezgodnych z nową naturą.
Jednym z wielkich problemów chrześcijan czasów apostolskich, były kwestie życia moralnego, zupełnie odmienne od tych, z jakimi borykamy się współcześnie. Z pewnością znawcy historii starożytnej, oraz zwykli oglądacze filmów historycznych wiedzą, że obyczajowość tamtych czasów zupełnie nie przystaje do naszej mentalności. Zacząłem niedawno oglądać film biograficzny o św. Augustynie. Ogólna dostęność usług „damskich” była zjawiskiem tak normalnym, że ze zdziwieniem odnoszono się do tych, którzy z nich nie korzystali. Apostoł Piotr, pisząc o życiu ludzi wierzących w Jezusa, zaleca aby „pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej” (1 Ptr. 4:2). Skoro tak, to z pewnością takie życie będzie wywoływać co najmniej zdziwienie, ponieważ „wy nie schodzicie się razem z nimi na takie lekkomyślne rozpusty, i oczerniają was” (w. 4), pisał Piotr.
Apostoł Paweł, pisząc do wierzących w Koryncie, mieście najbardziej znanym z rozpustnego życia jego mieszkańców, znał problemy, z jakimi naśladowcy Chrystusa borykali się na codzień. Pisał wprost: „czy nie wiecie, że, kto się łączy z wszetecznicą, jest z nią jednym ciałem? Albowiem, mówi Pismo, ci dwoje będą jednym ciałem” (1 Kor. 6:16). Dla ludzi, którzy wpierw korzystali z normalnych spraw w świecie, jak wszeteczeństwo, rozpusta, mężołożnictwo (1 Kor. 6:9,10), zostali teraz „obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego” (w. 11). W takim kontekście Paweł pisał, że wprawdzie. „wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić”. Dalej wywodził, że przynależność do Chrystusa, udział w Jego Ciele zobowiązuje do zadeklarowania jedności ze świętym Bogiem – „Kto zaś łączy się z Panem, jest z nim jednym duchem” (w. 17). Jeśli nawet współczesna Pawłowi moralność dopuszczała korzystanie z usług „cór korynckich”, to osoba wierząca postępowała według zupełnie innego kodeksu moralnego, według Bożej moralności.
Inne, podobne zagadnienie, to robienie zakupów mięsa w popularnych „jatkach”, czyli sklepikach zlokalizowanych obok pogańskich świątyń. Było to najbardziej popularne miejsce robienia zakupów „białka zwierzęcego”. Paweł napisał, że „wszystko, co się sprzedaje w jatkach, jedzcie, o nic nie pytając dla spokoju sumienia” (1 Kor. 10:25). Jednk, dla sumienia bardziej wysublimowanego, sprawa zgorszenia słabego brata w Chrystusie jest ważniejsza, niż wolność kupna ulubionej golonki w pobliskiej „jatce”. Apostoł zaleca ograniczenie własnej wolności w podejmowaniu decyzji, nawet zgodnej z własnym sumieniem, aby sumienie bliźniego nie zostało narażone na upadek – „mówię zaś nie o twoim sumieniu, lecz o sumieniu bliźniego; bo dlaczegóż by moja wolność miała być sądzona przez cudze sumienie?” (w. 29).
Apostoł Paweł naucza ludzi wierzących o nowej naturze, jaką otrzymujemy wraz ze śmiercią „starego człowieka”. Pisze nie tylko do Rzymian, lecz do nas również, „że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi” (Rzym. 6:6). A grzechem, według oceny samego Chrystusa, jest gdy ktoś „zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza” (Mat. 18:6).
Niedawno znalazłem gdzieś w sieci małą notatkę o rozmowie młodego człowieka z pastorem. Młodzieniec pyta: „Pastorze, czy można pić alkohol?”. „Można”, odpowiada pastor. Kolejne pytania dotyczyły kwestii, czy można spać z dziewczyną przed ślubem, czy można skłamać dla dobra sprawy, czy można wziąć sobie coś, co leży na ulicy, i tak dalej.... Na każde z pytań, pastor odpowiada jednakowo – „Można”. Po jakimś czasie zirytowany młodzieniec pyta: „No to w końcu, co nie można?”. Na to pastor: „Nie można wejść do Królestwa Niebieskiego, jeśli robi się to wszystko, co można” (1 Kor. 6:9,10).
Apostoł Paweł, pisząc do wierzących w zborach galackich, że w prawdzie mają wolność w Chrystusie, ostrzega ich równocześnie: „tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości” (Gal. 5:13). Dlatego w liście do wierzących w Koryncie zapisał podobne ostrzeżenie: „Baczcie jednak, aby ta wolność wasza nie stała się zgorszeniem dla słabych” (1 Kor. 8:9).
Podobnie apostoł Piotr zachęca do refleksji nad wolnością, jaką mamy w Bogu – „jako wolni, a nie jako ci, którzy wolności używają za osłonę zła, lecz jako słudzy Boga” (1 Ptr. 2:16). A sługa, mówiąc wprost, nie korzysta z wolności, lecz czyni wolę swego Pana.
Henryk Hukisz

Sunday, June 16, 2013

Mój tata ma znajomości

Dzień Ojca, wprawdzie obchodzony mniej szumnie niż Dzień Matki, dla mnie osobiście jest ważnym wydarzeniem. Mam wówczas wspaniałą okazję doświadczyć wspomnień związanych z faktem bycia ojcem. Bycie ojcem przechodzi w naturalny sposób w „dziadostwo”, czyli, stanie się dziadkiem. Jakiś czas temu pisałem na blogu o tym wspaniałym uczuciu (Wszelkie dziedostwo). Wywodziłem wówczas z lektury Biblii, że oba tytuły, jeśli tak można je nazwać, mają to samo hebrajskie określenie. Dlatego już do końca swego życia będę łączyć w sobie zarówno ojcostwo jak i „dziadostwo”.

Dzisiaj chcę napisać krótką refleksję na temat ojców, którzy mają szczególne znajomości. Bez tej znajomości trudno jest zapewnić swoim dzieciom bezpieczne i spokojne życie. Główną myśl, nad którą chcę się pochylić, znalazłem w liście apostoła Jana w zdaniu: Piszę do was, ojcowie, bo poznaliście Tego, który jest od początku (1 Jan 2:13).
Jeszcze w czasach mojej młodości, a raczej, gdy byłem jeszcze dzieckiem, pamiętam z jaką dumą mówiło się o ojcu - „Mój tata ma znajomośći”. Słowa te brzmiały pewnie w ustach dziecka, ponieważ odwołaniem do czegoś, co zapewniało rozwiązanie każdego problemu. Czasy się zmieniły i dzisiaj wiele dzieci nie ma możliwości by odwołać się nawet do ojca, ponieważ w ogóle go nie zna.
Ogólnie jest wiadome, że dobre wychowanie dzieci wiąże się z nie lada trudem. Niestety, powszechną prawdą jest, że w wielu rodzinach ta sprawa leży odłogiem. Rodzice, nie mając poczucia obowiązku wyprowdzenia swoich dzieci „na ludzi” często się poddają i przekazują to zadanie wykfalifikowanym pedagogom. Nic bardziej mylącego, gdyż to ważne zadanie Bóg powierzył rodzicom - nikomu innemu. Klasyczne nauczanie na ten temat znajdujemy już w Starym Testamencie. Bóg nakłada ten obowiązek na ojców - „Niechaj pozostaną te słowa, które Ja dziś tobie nakazuję, w twoim sercu. Będziesz powtarzał je swoim synom i będziesz mówił o nich, przebywając w domu, idąc drogą, kładąc się spać i wstając” (Powt. 6:6,7).
W tym krótkim rozmyślaniu nie ma miejsca na dokładniejszą analizę tego tekstu, lecz chcę jedynie podkreślić fundamentalną prawdę w nim zawartą. Słowa jakie ojciec ma przekazywać swoim dzieciom w sposób tutaj określony jako „wpajanie”, muszą wpierw znaleźć miejsce w ojcowskim sercu. A to znaczy, że on sam musi wpierw żyć zgodnie z tym słowem, musi je sam wypełniać, aby jego życie stało się świadectwem prawdziwości „wpajanych" słów.
Osobiście lubię odwoływać się do przykładu mojego ojca. Nie miał on dostatecznego wykształcenia, nie przeczytał zadnego podręcznika na temat wychowywania dzieci, lecz z bojaźnią Bożą w sercu, „wpajał” we mnie słowa, którymi sam żył na codzień. W biografii mojego życia, jaką chciałbym kiedyś napisać, wspominam mego tatę między innymi słowami: Jestem Bogu wdzięczny za mojego ojca, który wychowywał mnie biblijnie, stosując dyscyplinę polegającą na karceniu za złe postępowanie. Mój ojciec wiedział na czym polega dobre wychowanie, chociaż nie przeczytał żadnej książki o tym, jak być dobrym rodzicem, kierował się jedynie mądrością płynącą z Biblii. Dobrze rozumiał słuszną radę Salomona Wychowuj chłopca odpowiednio do obranej drogi, a nie zejdzie z niej nawet w starości (Przysł. 22:6). Dziś, gdy mam już ponad siedemdziesiąt lat, jestem szczególnie Bogu wdzięczny za ojca, który od kilkunastu lat jest już u Pana, gdzie odbiera nagrodę za wierność i zaufanie jakie nieustannie w Nim pokładał. Biblijny werset jaki kojarzy mi się życiem mojego ojca, to słowa apostoła Pawła: Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na koniec odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który owego dnia wręczy mi Pan, sprawiedliwy Sędzia, zresztą nie tylko mnie, ale też tym wszystkim, którzy z miłością oczekują Jego objawienia” (2 Tym. 4: 7,8)".
Apostoł Jan, pisząc do dzieci, młodzieńców i ojców, użył wymownego wyrażenia – „poznaliście Tego, który jest od początku”. Co ono oznacza? Oryginalne słówko „arche” (początek), spotykamy bodaj najczęściej w listach i ewangelii tego apostoła. Najbardziej znane wersety, to „Na początku było Słowo, a Słowo było zwrócone ku Bogu i Bogiem było Słowo. Ono było na początku zwrócone ku Bogu” (Jan 1:1,2), oraz „To, co było od początku, co usłyszeliśmy, co widzieliśmy na własne oczy, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, a co dotyczy Słowa życia” (1 Jan 1:1). Jasno więc stąd wynika, że Ten, kogo znają ojcowie od początku, to Osoba Jezusa Chrystusa, który jako Logos, stał się Ciałem, mieszkającym wśród ludzi.
Co za wspaniała znajomość – znać osobiście Jezusa Chrystusa! Jak bardzo szczęśliwe są dzieci, które mogą powiedzieć: „Mój tata zna Jezusa!” I nie chodzi tu o znajomość teoretyczną, z imienia, lecz osobistą. Jeśli ojcowie mają osobistą relację z Osobą Jezusa Chrystusa, jeśli narodzili się na nowo, mogą odpowiedzialnie zająć się kształtowaniem przyszłości swoich dzieci. Zadanie to nie jest wykonywane w oparciu o ich osobiste zdolności, czy wiedzę, lecz poprzez zastosowanie mocy Słowa Bożego, które mieszka w ich sercach.
To, co dla ludzi jest niemożliwe, staje się realne dzięki mocy znajdującej się w natchnionym Słowie żyjącego Boga. Jak czytamy, „Żywe jest bowiem Słowo Boga i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzićc myśli i zamiary serca” (Hebr. 4:12). Nikt z ludzi nie ma takiej zdolności, nikt z nas nie może sobie przypisać jakiegokolwiek sukcesu w zakresie wychowywania swoich dzieci. Można powiedzieć wraz z prorokiem Zachariaszem: Nie dzięki sile i nie dzięki mocy, lecz dzięki Mojemu Duchowi! − mówi PAN Zastępów (Zach. 4:6).
Ta szczególna znajomość sprawi, że nasze dzieci później same jej zapragną dla siebie.  A nie ma nic ważniejszego, niż przekazanie swoim dzieciom duchowego dziedzictwa, aby były szczęśliwe, nie tylko w tym życiu, lecz na całą wieczność.
Dlatego ojcowie, nie tylko w „Dniu Ojca”, lecz każdego dnia, starajmy się utrzymywać tę dobrą znajomość z Panem Jezusem. Być może nawet w późniejszych latach, nasze dzieci, pomimo już dojrzałego wieku, będa mogły z niej skorzystać. Ojcem pozostaje się do końca.
Henryk Hukisz

Friday, June 14, 2013

Psia kość

 Ażeby nikt nie oskarżył mnie o używanie brzydkich słów, wyjaśniam od razu, że mam na uwadze psi przysmak, nic innego. Jeśli ktoś myśli inaczej, czyni to na własną odpowiedzialność. Wyjaśniam, że celowo napisałem wyrażenie rozdzielnie, a zaciekawionych wysyłam do słowników.
Pies znajduje swoje miejsce nie tylko na ludzkich podwórkach, lecz coraz częściej w mieszkaniach, traktowany na równi, o ile nie wyżej, jako członek rodziny. Z niesmakiem słucham i oglądam reklamy psich pożywek podawanych na kryształowych naczyniach. Myślę wówczas o milionach głodujących dzieci, niekonieczie w Afryce, czy w Indiach. Podobne reklamy pojawiają się nieraz obok reportaży organizacji dobroczynnych, w których głodne dzieci wybierają paluszkami z blaszanych miseczek dostarczony im ryż .
Mówi się nieraz „pieskie życie”, lecz pod tym wyrażeniem może kryć się różny styl tego życia. Poloniści mają klopot z uznaniem odmiany „pieskie”, gdyż powinno być „psie”, lecz chodzi o porównanie z życiem ciężkim i nędznym, jak żywot psa. Mając jednak na uwadze żywot współczesnych piesków, to raczej można im jedynie pozazdrościć.
Podobnie jest z przyjacielską wiernością, gdyż mówi się, że „pies jest najwierniejszym przyjacielem człowieka”. Słyszałem kiedyś logiczny wywód, gdy ktoś wyraził się, że skoro „zszedł na psy”, to teraz może stać się przyjacielem dla innych.
Ktoś zauważył, że Biblia poświęca sporo uwagi temu gatunkowi zwierzęcemu, odwrotnie niż innym mieszkańcom wielu ludzkich domostw, jakimi są koty. Pierwszy raz spotykamy wzmiankę, że „nawet pies nie warknie” (2 Moj. 11:7), gdy Pan przejdzie przez Egipt w tą straszną noc, pokazując różnice pomiędzy Egipcjanami a Izraelitami. Pomimo tak pozytywnego świadectwa, Izraelici uważali psy za stworzenia nieczyste i wyrażali się o nich z pogardą.
Ciekawe wydarzenie z nawiązaniem do psa miało miejsce gdy Dawid uciekał przed ściagającym go królem Saulem. Król zmęczony poszukiwaniami, zdrzemnął się w jakiejś jaskini. Gdy Dawidowi doniesiono o nadarzającej się okazji zlikwidowania gnębiciela, zamiast zadać śmiertelny cios mieczem, odkroił rąbek królewskiej szaty na dowód że szanuje Bożego pomazańca. Później, gdy Dawid przekonywał Saula o tym, że nie ma wobec niego złych zamiarów, powołał się na przysłowie, porównując siebie do „psa zdechłego” (1 Sam. 24:15). Porównanie siebie do zdechłego psa było wyrazem największego poniżenia się w oczach każdego Izraelity. Wywarło to bardzo głebokie wrażenie na Jonatanie, synu Saula a zarazem najwierniejszym przyjacielu Dawida. Myślę, że w domu Jonatana opowiadano o tym przez następne pokolenia.
Dawid, po wielu latach,  prawie u schyłku swego panowania, zapytał się: „Czy pozostał jeszcze ktoś z domu Saula, abym mógł mu wyświadczyć łaskę ze względu na Jonatana?” (2 Sam. 9:1). Zostały wydane odpowiednie rozkazy, aby odszukać królewskiego potomka. Wówczas Syba, jeden ze sług powiedział, że „jest jeszcze syn Jonatana, kulawy na obie nogi” (w. 3). Gdy odszukano Mefiboszeta, gdyż tak miał na imię wnuk króla Saula, Dawid sprowadził go do swego pałacu, obdarowując dozgonnie dobrami. Król Dawid oświadczył: „Nie bój się, gdyż chcę ci wyświadczyć łaskę ze względu na twego ojca, Jonatana. Chcę ci zwrócić całą posiadłość ziemską Saula, twego dziadka, ty sam zaś będziesz jadał u mojego stołu po wszystkie czasy” (w. 7). Wówczas Mefiboszet, być może przypomniał sobie opowiadaną w rodzinnym domu historię o dziadku Saulu, który ścigał Dawida, „jak zdechłego psa”, teraz  kłaniając się nisko, wyznał: „Czymże jest twój sługa, że zwróciłeś uwagę na takiego zdechłego psa, jakim ja jestem” (w. 8). 
Aby nie mówić o innych psich rolach w dawnych czasach, jak zjadanie szczątków bezbożnej królowej Izebel, wolę przejść na stronice ewangelii. Tutaj spotykamy psy, które w domach swych panów mogą co najwyżej zjadać odpadki z ich stołów. W historii o bogaczu i Łazarzu spotykamy psy, które litowały się nad biedakiem i „lizały jego rany”  (Łuk. 16:21).
Natomiast ewangelista Mateusz opisuje zdarzenie podobne do tego, jakie miało miejsce na dworze króla Dawida. Gdy Pan Jezus zawitał w okolice Tyru i Sydonu, kananejska niewiasta błagała o pomoc dla swej córeczki, którą nękały demony. Pan Jezus, będąc Żydem uważał, że ma większe zobowiązania wobec swego narodu, w pierwszej chwili odmówił. Wierzę,  że Chrystus znając zakończenie tej historii, poddał tę niewiastę próbie wytwałości. Gdy nalegała w prośbach o pomoc, Jezus wspomniał na psią rolę w historii tego narodu, mówiąc: „Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom” (Mat. 15:26). Jak wiemy, nie załamalo to serca matki gotowej na bezgraniczne poświęcenie dla własnego dziecka. Bez wahania zawołała: „Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich” (w. 27). W nagrodę usłyszała opinię samego Chrystusa na temat swojej wiary, dzięki której mogła radować się z uzdrowienia córeczki.
W nauczaniu apostolskim spotykamy również odniesienie do tych czworonogów, w prawdzie w nie najlepszym zastosowaniu, gdyż jest formą ostrzeżenia. Paweł pisze do wierzących w Filippi: „Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się przesady w...” (Filip, 3:2). Podobnie czyni Piotr, odwołując się do Salomonowego przysłowia, ostrzega przed niebezpieczeństwem powrotu do starego życia – „Sprawdza się na nich treść owego przysłowia: Wraca pies do wymiocin swoich” (2 Ptr. 2:22).
Jaki morał dla nas płynie z tych biblijnych przykładów? Na pewno jeden, że warto jest uniżyć się, nawet porównując się do „zdechłego psa”, gdyż Słowo Boże zachęca nas – „Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was” (Jak. 4:10).
Przypomina mi to niedawną sytuację, gdy oddano do sądu sprawę o zabranie przyznanego mi przez kościół mieszkania. Wynajęty zawodowy adwokat, przedstawiając sfałszowane dokumenty, spowodował wydanie wyroku nakazującego opuszczenie zajmowanego mieszkania. Po kilku dniach, gdy usilnie szukałem mieszkania do wynajęcia, otrzymałem nakaz od szeryfa aby natychmiast opuścić lokal, pod grożbą wyrzucenia osobistych rzeczy na przysłowiowy bruk. Do pisma załączony był wykaz nalbliższych schronisk dla psów. Wpierw chciało mi się płakać, lecz po chwili przypomniałem sobie niektóre biblijne obrazy tych szczekających zwierzaków. 
Polubiłem pieski bardziej niż dotychczas, chociaż nadal uważam, że ludzie powinni zachować ich prawo do bycia zwierzętami.
Henryk Hukisz