Tuesday, December 23, 2025

Świąteczna refleksja: Między marnością a Słowem

Ewangelista Łukasz opisał jedno zdarzenie, które omyłkowo łączy się z Betanią i domem Marii, Marty i Łazarza. Uważam, że Łukasz, który postanowił „wszystko dokładnie zbadać i po kolei wiernie ci opisać, abyś nabrał przekonania, że to, czego cię nauczono, jest prawdziwe” (Łk 1:3), celowo napisał, że Jezus „przyszedł do pewnej wioski. Tam kobieta imieniem Marta przyjęła Go do swojego domu” (Łk 10:38). W tym wydarzeniu nie ma nazwy miejscowości, nie ma Łazarza, nie ma mężczyzny w domu, a według tradycji tamtych czasów, gospodarzem powinien być mężczyzna.

W opisie tego wydarzenia scena zaczyna się od rewolucyjnego akcentu: „Marta przyjęła Go do swego domu”. Marta to postać silna, samodzielna i sprawcza. W świecie rządzonym przez mężczyzn, ona zarządza własnym domem. Jednak to właśnie jej siła staje się jej pułapką. W swoim dążeniu do perfekcyjnego ugoszczenia Mistrza, Marta staje się uosobieniem dramatu, który opisał Kohelet: „Przyjrzałem się wszystkiemu, co dzieje się pod słońcem, i doszedłem do wniosku, że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh 1:14).

Co łączy te dwie historie rozdzielone całym tysiącleciem? W greckim tekście Starego Testamentu (LXX), użyte zostało to samo słowo na określenie zakłopotania, jakie ogarnia kaznodzieję, gdy próbuje wszystkiego co dostępne w doczesności, aby określić sens życia, mówiąc, „że wszystko jest ulotne i podobne do wiatru” (Koh 2:11).

To greckie słowo to „περιεσπατο” periespato (być rozproszonym troskami, być zakłopotanym), jakie idealnie opisuje stan ducha Marty, ale też stan ducha wielu z nas w okresie Adwentu i świąt Bożego Narodzenia. Dziś zakłopotanie Marty przybiera formę gorączki zakupów, perfekcyjnie nakrytych stołów, lśniących podłóg i presji tradycji, która stała się celem samym w sobie. Jesteśmy „rozrywani” między tym, co wypada, a tym, co istotne. Nasze współczesne Boże Narodzenie często przypomina dom Marty tuż przed wejściem Jezusa: panuje w nim hałas naczyń, zapach potraw i narastające zdenerwowanie, że nie zdążymy ze wszystkim na czas. W tym „zagubieniu” i „zakłopotaniu” zapominamy o najważniejszym: świętujemy urodziny Kogoś, kogo nie mamy czasu wysłuchać.

Obok zakłopotanej Marty zasiada Maria. Jej postawa to cisza, która jest odpowiedzią na zgiełk świata. Maria rozumie to, co Kohelet ujął w słowach: „Na wszystko jest odpowiednia pora” (Koh 3:1). Rozumie, że nie da się przyjąć Chrystusa, będąc w nieustannym biegu.

Zajmując pozycję u stóp Jezusa, Maria dokonuje aktu najwyższej uległości. Wybiera bycie „uczniem” zamiast bycia „niewolnikiem tradycji”. To jest ta „lepsza cząstka”, o której mówi Jezus – jedyna wartość, która nie jest poddana prawu marności. Podczas gdy dekoracje zostaną zdjęte, a potrawy zjedzone (to wszystko jest biblijnym „הבל”  hebel – ulotnym tchnieniem). Natomiast słowo przyjęte w ciszy serca pozostanie na wieczność.

Jezus, odpowiadając na skargę Marty: „Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz o wiele” (Łk 10:41), zwraca się dziś do nas, uwięzionych w rytuałach przygotowań. To ponadczasowe przesłanie przypomina, że uległość wobec Nauczyciela jest ważniejsza niż troska o zwyczajne sprawy życia.

Jezus przywraca nam właściwą perspektywę: Gość jest ważniejszy niż ugoszczenie. To rewolucja w traktowaniu nie tylko kobiet, ale każdego człowieka – nikt z nas nie jest powołany jedynie do „obsługiwania” świąt, ale każdy do bycia ich sercem poprzez relację z Bogiem.

Prawdziwa mądrość polega na tym, by pośród „wszystkich marności pod słońcem” i całego grudniowego zgiełku, odważyć się na postawę Marii. To odwaga, by zostawić niepozmywane naczynia i nieperfekcyjne dekoracje, aby zasiąść u stóp Nauczyciela. Dopiero wtedy Boże Narodzenie przestaje być „gonitwą za wiatrem”, a staje się spotkaniem z Tym, który jako Jedyny jest wart naszej pełnej, niepodzielnej uwagi.

Zadajmy sobie pytanie o sedno analizowanej postawy jaka łączy wszystkie wątki – od statusu kobiety w I wieku, przez filozofię Koheleta, aż po współczesny zgiełk świąteczny: „Czy w moim dążeniu do bycia idealnym gospodarzem własnego życia (jak Marta), mam w sobie dość wolności i uległości, by porzucić marność doczesnych oczekiwań i zasiąść u stóp Nauczyciela jako Jego uczeń?”

Henryk Hukisz

Monday, December 22, 2025

Skandal na urodzinach!

Wyobraź sobie taką scenę: ekskluzywne przyjęcie, suto zastawione stoły, tłum gości w doskonałych humorach. Gra muzyka, trwają toasty, wszyscy bawią się do upadłego. Jest tylko jeden, przerażający szczegół – nikt nie zauważył, że na sali brakuje... solenizanta.

„To nic!” – rzuca ktoś w tłumie, wznosząc kolejny toast. „Najważniejsze, że my się dobrze bawimy!”. Brzmi jak scenariusz absurdalnego filmu? Niestety, to nie fikcja. To brutalna rzeczywistość, którą obserwujemy w każde Boże Narodzenie.

Ulice toną w iluminacjach, galerie handlowe pękają w szwach, notując rekordowe obroty, a telewizja bombarduje nas ckliwymi reklamami. Jesteśmy w amoku kupowania prezentów, planowania koncertów i dekorowania domów. Dziś usłyszałem w telewizji, że Meksykanie wykuli w lodzie największą szopkę o wadze 40 ton.  W tym całym medialnym zgiełku i zakupowej gorączce dzieje się rzecz niewiarygodna: wymazano głównego Bohatera.

Pamiątka Narodzin Chrystusa – bo tak brzmi prawdziwa nazwa tych dni – stała się produktem bez treści. Nieistotne, czy na kartkach piszemy „Wesołych Świąt”, czy „Błogosławionej Pamiątki”. Kluczowe jest pytanie, które mrozi krew w żyłach: Czy zaprosiliśmy Chrystusa na Jego własne urodziny?

Najpiękniejsze kolędy świata w wykonaniu największych gwiazd są tylko pustym dźwiękiem, jeśli nie oddajemy czci Temu, który przyszedł tu wyłącznie dla nas. On nie zrobił tego dla siebie. Jak pisał apostoł Paweł, Chrystus – choć był Bogiem – nie wykorzystał swojej uprzywilejowanej pozycji.

W Biblii, którą wszyscy przecież znamy, czytamy: „On, będąc w postaci Bożej, nie wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale umniejszył samego siebie, gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi. A w tym, co zewnętrzne, dał się poznać jako człowiek i uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp 2:6-8).

O takim Solenizancie po prostu nie wolno zapomnieć! Bóg, który jest autorem całego scenariusza tych szczególnych narodzin – „nad wszystko Go wywyższył i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2:9-11).

Nie sądzę, że Pan Jezus w Swojej skromności, nie oczekuje teraz na podziękowanie za dzieło, jakie wykonał Swoim przyjściem na ziemię. Ewangelista Jan zapisał dla nas słowa Jego modlitwy do Ojca – „wypełniłem dzieło, które powierzyłeś Mi do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim świat zaistniał” (Jn 17:4,5).

Apostoł Jan w swoich wizjach widział przyszłość, która zapiera dech w piersiach. Opisał Chrystusa jako Władcę królów ziemi, jedynego godnego, by otworzyć księgę przeznaczenia ludzkości. Gdy Baranek bierze zwój w Swe przebite dłonie, całe niebo zamiera, by po chwili wybuchnąć potężną pieśnią: „Jesteś godny wziąć zwój i otworzyć jego pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i swoją krwią nabyłeś dla Boga ludzi z każdego plemienia, języka, ludu i narodu. I uczyniłeś ich dla naszego Boga królestwem i kapłanami i będą królować na ziemi” (Ap 5: 9,10).

To nie jest cicha kolęda przy choince. To potężny, niebiański hymn miriadów aniołów, który jak echo przetaczające się po całym niebie, zabrzmiał donośnym głosem: „Baranek zabity jest godny otrzymać moc i bogactwo, i mądrość, i potęgę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5:11,12). Ziemskie koncerty największych chórów są tylko marnym cieniem.

Jak musi czuć się Jezus, widząc miliony ludzi świętujących „Jego dni” przy zamkniętych przed Nim drzwiach? To paradoks naszych czasów. Dlatego wciąż aktualne pozostają słowa zapisane w Objawieniu: „Oto stoję u drzwi i pukam. Jeśli ktoś usłyszy Mój głos i otworzy, wejdę do niego” (Ap 3:20).

Zanim zasiądziesz do wigilijnego stołu, zastanów się: Czy przy Twoim stole jest miejsce dla Solenizanta? Nie pozwól, by w te święta zabrakło najważniejszego Gościa. Niech to nie będzie kolejna impreza bez Jubilata.

Henryk Hukisz

Saturday, December 20, 2025

Boże Narodzenie w blasku proroctw

Apostoł Paweł, znający Boże plany wobec Izraela, z głęboką wnikliwością stwierdził: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, głupstwem dla pogan, a dla tych, którzy są powołani, zarówno dla Żydów, jak i Greków, Mesjaszem, mocą Boga i mądrością Boga” (1 Kor 1:23–24). Dla tych, których Bóg wzywa, Boże Narodzenie jest triumfem światła nad mrokiem, co też  zapowiadał prorok Izajasz: „Lud, który chodzi w ciemnościach, zobaczył wielką światłość, mieszkańcom mrocznej krainy śmierci rozbłysła światłość” (Iz 9:1). To przypomnienie, że w chwili, gdy Syn Boży przyjął ciało, by ocalić upadły świat, narodziło się „nowe stworzenie” (2 Kor 5:17). W  naszej rzeczywistości zdominowanej przez złe wieści, przyjście Chrystusa jest jedyną dobrą informacją, jaką przynieśli aniołowie pasterzom na betlejemskich polach: „Oto przynoszę wam dobrą nowinę, wielką radość dla całego ludu” (Łk 2:10).

Natomiast apostoł Piotr wyjaśnia, że przejście od obietnicy do spełnienia było głównym tematem starotestamentowych natchnień. Powołując się na proroków, powiedział: „Bóg w ten sposób wypełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał” (Dz 3:18). To spełnienie dało początek narodzinom Kościoła, o czym również mówili prorocy, że „każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów” (Dz 10:43). Piotr w swoim liście do wierzących w rozproszeniu pisał o tym, że „tego zbawienia pilnie poszukiwali i starannie je badali prorocy, którzy o tej dla was łasce prorokowali. Badali oni, na jaki i jakiego rodzaju czas wskazywał działający w nich Duch Chrystusa, który zapowiadał cierpienia, mające przyjść na Chrystusa, i następującą po nich chwałę” (1 Ptr 1:10–11).

Amos, choć znany z bardzo surowych wypowiedzi, był jednym z tych, którzy z nadzieją patrzyli w stronę królewskiego potomka Dawida. Pismo Święte od początku zapowiadało, że Bóg zwycięży przekleństwo grzechu poprzez błogosławieństwo płynące z tego rodu. Bóg obiecał Dawidowi tron trwający na wieki. W Jezusie to błogosławieństwo stało się faktem, docierając do każdego zakątka ziemi.

Prorocy byli ambasadorami nieba. Nazywano ich „widzącymi”, ponieważ potrafili przeniknąć mrok swojej epoki i dostrzec Boże działanie w przyszłości. Amos, działający niemal równocześnie z Izajaszem, mierzył się z duchową ciemnością swoich czasów, głosząc nadzieję na powrót do Bożego porządku. Izajasz kreślił wizję królewskiego Dzieciątka, które zasiądzie „w pokoju bez końca, na tronie Dawida i nad jego królestwem, aby je utwierdzić i umocnić prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Dokona tego gorliwość PANA Zastępów” (Iz 9:6). Amos, choć jego misja polegała głównie na karceniu Izraela za niemoralność i ucisk ubogich, nie pozostawił ludu bez obietnicy. Choć ostrzegał, że dla grzeszników „dzień PANA jest ciemnością, a nie światłością, mrokiem, w którym nie ma blasku!” (Am 5:20), zakończył swoje orędzie wizją bezgranicznego miłosierdzia. Księga Amosa nie kończy się wyrokiem, lecz obietnicą świtu. Prorok ogłasza: „W tym dniu podniosę zniszczony szałas Dawida i naprawię jego pęknięcia. Podniosę go z ruin i odbuduję jak za dawnych dni. Będą panowali nad resztą z Edomu i nad wszystkimi narodami, nad którymi wzywano Mojego imienia − wyrocznia PANA, który to czyni” (Am 9:11,12).

Metafora „zniszczonego szałasu” odnosi się do królestwa Dawida, które legło w gruzach. Jednak Bóg obiecuje jego restaurację. Amos wspomina również o „reszcie Edomu”. Edomici byli tradycyjnymi wrogami Izraela, a jednak w Bożej wizji zostają włączeni do nowej wspólnoty. W języku hebrajskim „Edom” i „Adam” (ludzkość) brzmią niemal identycznie – Amos sugeruje więc, że odnowione królestwo Dawida obejmie całą ludzkość. To właśnie w Kościele rodzą się duchowe dzieci z każdego narodu, ciesząc się adopcją dzięki zjednoczeniu z Chrystusem – „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety. Wszyscy bowiem stanowicie jedność w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami” (Ga 3:28,29).

Apostoł Jakub, aby rozstrzygnąć spór jaki powstał odnośnie do miejsca pogan w Kościele, przywołuje właśnie proroctwo Amosa. Stwierdza, że w Chrystusie Bóg odbuduje „zniszczony przybytek Dawida. Odbuduję jego ruiny i wzniosę go, aby odnaleźli Pana pozostali ludzie i wszystkie narody, nad którymi jest wzywane Moje imię – mówi Pan, który to sprawia. Znane jest to od wieków” (Dz 15:18). Narodzenie Jezusa otworzyło drzwi dla wszystkich, bez konieczności przyjmowania jarzma dawnych przepisów prawnych.

Obchodząc Pamiątkę Narodzin Chrystusa, pamiętajmy, że Jezus nie pojawił się znikąd – On jest wypełnieniem słowa, które trwa na wieki. Pierwszy Kościół czerpał ze Starego Testamentu, by zrozumieć swój czas. W Jezusie „Światłość świata” rozproszyła noc i zrealizowała dane Amosowi przed wiekami obietnice.

Dziękujmy Bogu, który w Betlejem rozpoczął proces odbudowy „zniszczonego przybytku” całej ludzkości, czyniąc nas swoimi synami i córkami. Boże Narodzenie to święto wypełnionej wierności Boga wobec każdego, kto wzywa Jego Imię.

Henryk Hukisz

Monday, December 15, 2025

Świąteczna refleksja: Czas świecenia

W chronologii biblijnej historii Izraela następuje Okres Międzytestamentowy, trwający około czterysta lat i stanowiący pomost między prorokami Starego Testamentu a narodzeniem Jezusa Chrystusa. Był to czas intensywnej konfrontacji kultury żydowskiej z dominującą w ówczesnym cywilizowanym świecie filozofią i kulturą hellenistyczną (grecką). Wpływy te były tak silne, że większość Izraelitów zaczęła posługiwać się językiem greckim, a elementy hellenistyczne przenikały do życia społecznego i religijnego.

Około dwóch wieków przed erą chrześcijańską, sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu pod panowaniem Antiocha IV Epifanesa z dynastii Seleucydów. W 167 r. p.n.e. świątynia Jerozolimska – najświętsze miejsce dla Żydów, została obrabowana i sprofanowana przez wprowadznie do niej kultu fenickiego boga Baal-Szamina. Wprowadzono pogańskie posągi i, co było szczególnie obrzydliwe dla Żydów, na głównym ołtarzu złożono w ofierze świnię. Prócz tego zostało surowo zabronione pod karą śmierci wypełnianie obrzędów religijnych wynikających z Prawa Bożego, takich jak obrzezanie i święcenie szabatu.

Ten akt profanacji i przymusowej asymilacji wywołał zbrojny sprzeciw wśród pobożnych Izraelitów. Pod wodzą Judy Machabeusza i jego rodziny rozpoczęło się powstanie. Kulminacją ich sukcesów było odzyskanie i oczyszczenie Świątyni w Jerozolimie z pogańskich kultów w 164 r. p.n.e.

To wydarzenie zostało określone jako „Cud Oliwy” i dało początek nowej tradycji nazywanej w Izraelu do dziś Chanuką

Świątynia Jerozolimska była wyjątkowym miejscem, związanym z obietnicami Boga i stanowiącym centralne miejsce składania ofiar dziękczynnych i błagalnych. Stałym elementem jej wyposażenia był ogień, który nigdy nie miał zgasnąć. Czytamy o tym w Torze, Bóg nakazał kapłanom: „Ogień na ołtarzu powinien się zawsze palić i nigdy nie może wygasnąć. Każdego poranka kapłan będzie na nim rozpalał drwa i układał ofiarę całopalną oraz spalał tłuszcz ofiary wspólnotowej. Ogień na ołtarzu będzie palił się nieustannie i nigdy nie może wygasnąć” (Kpł 6:5).

Po odzyskaniu i oczyszczeniu Świątyni, Żydzi potrzebowali czystej oliwy do zapalenia świecznika na ołtarzu. W specjalnym pomieszczeniu znaleziono jedynie mały dzbanek z oliwą, opieczętowany pieczęcią Arcykapłana, co gwarantowało jej rytualną czystość. Ilość ta wystarczyłaby na palenie się światła tylko przez jeden dzień. Mimo to zapalono go, rozpoczynając oczyszczanie. W ciągu kolejnych dni, ku zdumieniu kapłanów, ta sama mała ilość oliwy cudownie wystarczała na podtrzymanie ognia. Płomień płonął przez osiem dni, czyli do czasu, gdy można było przygotować i dostarczyć nową, czystą oliwę, zgodnie z wymogami Prawa.

Wielka radość ogarnęła mieszkańców Jerozolimy, a to wydarzenie stało się podstawą dla ustanowienia święta Chanuki, znanego też jako Święto Świateł. Jest to uroczystość upamiętniająca zwycięstwo, odzyskanie wolności religijnej i cud oliwy. O wielkim świętowaniu czytamy w apokryficznych księgach Machabejskich: „Przez osiem dni świętowali ponowne poświęcenie ołtarza. Składali z radością całopalenia, ofiary ocalenia i uwielbienia. Przyozdobili fasadę świątyni złotymi wieńcami i małymi tarczami, odnowili wejścia, komnaty i opatrzyli je drzwiami. Zapanowała bardzo wielka radość pośród ludu, a hańba sprowadzona przez obce narody została usunięta” (1 Mch 4:56-58).

Dla wierzących w Jezusa Chrystusa, ta historia, pełna dramatycznego dążenia do zachowania świętości, niesie ze sobą głęboką duchową analogię. W nauczaniu biblijnym oliwa jest często symbolem Ducha Świętego. Jezus, nasz Arcykapłan, służy teraz w prawdziwym Przybytku, jak czytamy w Liście adresowanym przede wszystkim do synów narodu wybranego: „Najważniejszą zaś rzeczą w tym, co mówimy, jest to, że mamy takiego arcykapłana, który zasiadł po prawej stronie tronu Majestatu w niebiosach. Jest On sługą świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka” (Hbr 8:1-2). Pamiętajmy o tym, że nasz Pan Jezus obiecał swoim uczniom, że pośle innego Orędownika: „Ja poproszę Ojca i da wam innego Orędownika, aby był z wami na wieki, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi i nie zna. Wy Go znacie, bo przebywa z wami i w was będzie” (Jn 14:16-17).

Tradycyjny obowiązek podtrzymywania ognia w ziemskiej Świątyni może przypominać nam o konieczności zachowania świętego płomienia Ducha Bożego w naszych sercach, które Apostoł Paweł nazywa świątyniami Ducha Świętego, stawiając retoryczne pytanie: „Czy nie wiecie, że wasze ciało jest świątynią obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?” (1 Kor 6:19).

Apostoł Paweł, który doskonale znał historię Machabeuszy i cud oliwy, napisał do wczesnych chrześcijan: „Ducha nie gaście” (1 Tes 5:19), oraz „Nie bądźcie ospali w gorliwości, bądźcie płomiennego ducha, służcie Panu” (Rz 12:11).

Historia Izraela jest dla nas wierzących w Pana Jezusa lekcją i to wszystko, co się wydarzyło, „zostało spisane dla pouczenia nas, których dosięga kres czasów” (1 Kor 10:11). Izraelici wspominają to wielkie wydarzenie, zapalając w czasie obchodów kolejną świecę Chanuki. Nam natomiast apostoł Paweł przypomina: „Byliście bowiem niegdyś ciemnością, teraz jednak jesteście światłością w Panu. Postępujcie więc jak dzieci światłości, bo owoc światłości jest we wszelkiej dobroci, sprawiedliwości i prawdzie” (Ef 5:8).

Obyśmy nigdy nie znaleźli się w sytuacji, jaką Pan Jezus opisał w przypowieści o dziesięciu pannach, w której panny nierozsądne, nie dbając o zapas oliwy, usłyszały ostatecznie: „Oświadczam wam, że was nie znam” (Mt 25:12).

Nasza duchowa "Chanuka" polega na ciągłej trosce o to, by być napełnianym Duchem Świętym zgodnie z zaleceniem apostoła Pawła: „Dlatego nie bądźcie nieroztropni, ale starajcie się zrozumieć, jaka jest wola Pana. Nie upijajcie się winem, w którym jest rozwiązłość, ale pozwólcie się napełniać Duchem” (Ef 5:17-18). Aby ogień Ducha nigdy w nas nie przygasł.

Henryk Hukisz

Sunday, December 14, 2025

Świąteczna refleksja: Czas wyciszenia

Cichość to cecha charakteru, której dziś nie znajdziesz na żadnej liście bohaterów. Współcześnie liczy się ten, kto ma siłę przebicia, kto potrafi rozpychać się łokciami, aby dojść do wyznaczonego celu. Świat stawia im pomniki. W podręcznikach o tym, jak osiągać sukces, zachęca się do stawania się typem „macho”, gdyż to rzekomo jedynie gwarantuje osiągnięcie zamierzeń. Nawet wśród naśladowców Chrystusa często stawia się takich bohaterów za wzór, chociaż o Nim pisano: „trzciny nadłamanej nie złamie, a knota tlącego się nie zagasi” (Mt 12:20). Warto więc przypomnieć sobie słownikową definicję cichości, według której za cichego uważa się człowieka, który nie zwraca na siebie uwagi otoczenia, jest skromny, małomówny, skłonny do ustępstw. Często mówimy, że cichy jest potulny jak baranek. Dlatego w Bożym Królestwie błogosławieni są „cisi; albowiem oni odziedziczą ziemię” (Mt 5:5).

Pamiętam z mojego dzieciństwa piosenkę o strumyku, co płynął przez zielony las. W refrenie powtarzają się słowa: „Cicha woda brzegi rwie, nie wiesz nawet, jak i gdzie, bo nikt nie zna tej metody, by się ustrzec cichej wody”. Jak widać, nawet cichy człowiek swoją wytrwałością potrafi coś osiągnąć. Zastanawiamy się jednak, czy w czasie wielkiego pośpiechu, w jakim obecnie żyjemy, można zalecać cichość jako skuteczną metodę osiągnięcia czegokolwiek w życiu? Zdaje się, że dziś nie ma miejsca dla ludzi cichych i łagodnych. Uważam jednak, że słowa Jezusa są ponadczasowe.

Biblia jest Bożą księgą skierowaną do ludzi żyjących w tym świecie i zawiera wskazówki, jak żyć według zasad innego świata, według praw Bożego Królestwa. Kazanie na Górze, nazywane nieraz „Konstytucją Królestwa Niebieskiego”, podaje wiele zasad właściwego postępowania, jakie obowiązuje tych, którzy uczynili Boga swoim Panem i stali się naśladowcami Chrystusa. Słowa Jezusa nie są dobrą radą, lecz regułą życia.

Osiem błogosławieństw, którymi Chrystus rozpoczął to niezwykłe kazanie, należy przyjąć jako podstawowe wskazania, jacy mamy być. Pan Jezus pokazał nam właśnie taki wzór do naśladowania. Boży mężowie i niewiasty, których spotykamy na stronicach Biblii, nie robili wokół siebie szumu, nie wystawiali siebie samych na pierwszy plan, lecz raczej nazywali siebie sługami innych. Wielu z nich nawet wymawiało się, że są albo za młodzi, albo niezbyt zdolni do zadań, jakie Bóg przed nimi stawiał.

Psalmista Dawid zachwalał cichość i pokorę słowami: „Lecz pokorni odziedziczą ziemię i będą się rozkoszować obfitością pokoju” (Ps 37:11). Dziś niejeden doradca osiągania sukcesów podpowiadałby Dawidowi, aby głośno wyznawał: „Jestem królem, jestem królem!”. Natomiast Dawid, będąc sługą „według serca Bożego”, pokornie czekał na Boży czas i pozwolił innym się przeganiać po pustyni judzkiej, gdzie szukał sprzymierzeńców wśród opuszczonych. Czytamy o nim: „I zebrali się wokół niego wszyscy, którzy byli uciśnieni, wszyscy, którzy byli zadłużeni, oraz wszyscy, którzy byli rozgoryczeni, a on stał się ich przywódcą” (1 Sam 22:2). Bóg był dla niego jedynym oparciem w każdej sytuacji, na Niego mógł zawsze liczyć. Zdarzyło się, że pewnego razu, gdy powrócili do miasteczka Syklag, w którym znajdował się ich dobytek i rodziny, zastali jedynie zgliszcza, a rodziny zostały uprowadzone. Nawet ci, którzy deklarowali swą przyjaźń Dawidowi, stanęli przeciwko niemu, obwiniając go za powstałą sytuację. Dawid jednak „wzmocnił się w PANU, swym Bogu” (1 Sam 30:6). Bóg pozwolił mu odebrać to, co należało do niego, dlatego Bogu zawdzięczał wszystko, co miał.

W innej sytuacji, po pokonaniu Filistynów, odwiecznych wrogów Izraela, Dawid zapragnął napić się wody. Wówczas jeden z wojowników udał się do studni, która znajdowała się po stronie filistyńskiej, aby zdobyć dla niego wodę. Dawid nie śmiał jej przyjąć, widząc, jak wielkie ryzyko zostało podjęte, lecz „wylał ją dla PANA” (2 Sam 23:16).

Syn Dawida, Salomon, gdy został królem Izraela, uważał cichość i pokorę za mądrość i skarb – „Owocem pokory i bojaźni PANA jest bogactwo, chwała i życie” (Prz 22:4). Chociaż mógł mieć wszystko, czego zapragnął, i choć doświadczył sławy i bogactwa, zostawił znaną maksymę życiową: „Oto wszystko to marność i utrapienie ducha i nie ma żadnego pożytku pod słońcem” (Koh 2:11). Ten mądry król, posiadający mądrość praktyczną, zostawił nam wiele wspaniałych wskazówek. Końcowa nauka została wyrażona w słowach: „Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań. Ponieważ to jest cały obowiązek człowieka. Bóg przywiedzie bowiem każdy uczynek na sąd, nawet każdą rzecz utajoną, czy dobrą, czy złą” (Koh 12:13,14).

Na nic nie zda się nasz spryt, nawet posiadane przymioty przywódcze czy inne uzdolnienia prowadzące wprost do sukcesu. U Boga liczy się właściwe nastawienie serca: „Ofiary dla Boga to duch skruszony; sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, o Boże” (Ps 51:19).

Jezus jest i zawsze będzie najlepszym przykładem życia. Przyszedł w uniżeniu, nie po to, aby Mu służono, lecz aby nam służyć. Już prorok Izajasz zapowiadał Jego przyjście, dając wyraźny znak rozpoznawczy: „Nie miał kształtu ani urody; i gdy widzieliśmy go, nie było wyglądu, który by się nam podobał. Wzgardzony i odrzucony przez ludzi; mąż boleści i doświadczony cierpieniem. I przed nim ukrywaliśmy jakby swoją twarz; wzgardzony tak, że mieliśmy go za nic” (Iz 53:2,3).

Dlatego wielu Go nie rozpoznało – spodziewali się kogoś wielkiego, widocznego na społecznym horyzoncie – a On był z Nazaretu, o którym mówiono: „Czy z Nazaretu może być coś dobrego?” (Jn 1:46). Jednak nie po to On przyszedł, aby zostać obwołanym królem. Nawet raz, gdy już szykowano dla Niego „tron”, On odszedł na miejsce ustronne. Tak bardzo lubił tę samotność nocy czy wczesnego poranka, gdy mógł w ciszy wtulić się w objęcia Ojca i wsłuchać się w rytm Jego serca. To dawało Mu siłę i odwagę w ciągu dnia, gdy spotykał ludzi, do których przyszedł z Dobrą Nowiną o Królestwie nie z tego świata.

Jezus wiedział, że Jego naśladowcy muszą wybrać tę samą ścieżkę życia, by móc doświadczać tego samego błogosławieństwa. Dlatego wzywał do naśladowania, mówiąc bez ogródek, jaki los sobie gotują tym wyborem. Mówił wprost: „I będziecie znienawidzeni przez wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, będzie zbawiony” (Mt 10:22).

Aby pójść za Jezusem, nie wystarczy wstępować w Jego ślady, zachowując dotychczasowe życie. Człowiek jest grzeszny i upadły w swojej naturze i nie pasuje do świętych wymagań Chrystusa. Musi uczynić coś więcej – musi wziąć swój krzyż, nie krzyżyk na łańcuszku, lecz krzyż, który znaczy „śmierć dla siebie samego”. Jezus powiedział wyraźnie, że „kto nie niesie swego krzyża, a idzie za mną, nie może być moim uczniem” (Mt 10:38). Dalej Jezus wymaga – to nie opcja, lecz konieczność – aby ten, „kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je” (w. 39).

Nie można być uczniem Chrystusa i zachować stary sposób na życie. W Jego Królestwie, aby coś posiąść, musi wpierw nastąpić zmiana natury. Człowiek musi stać się „cichy”, aby posiąść ziemię, aby żyć już nowym życiem na wzór Chrystusa.

Jezus zaprasza do swojej szkoły i mówi: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz” (Mt 11:29). Aby posiąść cichość Jezusa, musimy codziennie udawać się na lekcję do Nauczyciela, najcichszego z cichych, potulnego jak baranek, „który, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, ale powierzył sprawę temu, który sądzi sprawiedliwie” (1 Ptr 2:23).

Tylko w ten sposób można posiąść to, co jedynie ma wartość przed Bogiem – „ukryty wewnętrzny człowiek z niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem” (1 Ptr 3:4).

Henryk Hukisz

Saturday, December 13, 2025

Świąteczna Refleksja: Czas Przełomu

Pamiątka Narodzin Pana Jezusa – to moja ulubiona nazwa tych świąt – jest najlepszą okazją, by przypomnieć sobie okoliczności, które towarzyszyły temu przełomowemu momentowi.

Ta szczególna noc w Betlejem stała się osią, wokół której ludzkość zaczęła liczyć czas. Nawet najwięksi sceptycy, ateiści i wyznawcy wszystkich religii, podając dzisiejszą datę, przyznają: ponad dwa tysiące lat temu narodził się Ktoś tak wyjątkowy i ważny, że historia musiała zacząć się od nowa.

Czas haosu

Tamten czas nie różnił się zbytnio od naszego, który wielu uważa za coraz trudniejszy. Właściwie, to żyjemy w epoce niepewności. Najwięksi analitycy i futurolodzy zastanawiają się, co czeka naszą planetę. Wojny, terroryzm, kataklizmy, kryzys klimatyczny, postępująca obojętność na los drugiego człowieka – wszystko to prowadzi do pesymistycznych, wręcz apokaliptycznych, przewidywań.

Nie bez powodu Stephen Hawking, jeden z najtęższych umysłów naszych czasów, uważał, że jedynym ratunkiem dla ludzkości jest ucieczka w kosmos i kolonizacja innej planety.

Podobnie wyglądał świat tuż przed Narodzinami Dzieciątka w betlejemskim żłobie. Jednak na długo, zanim aniołowie ogłosili pasterzom nowinę, Bóg zapowiadał nastanie nowego świata, w którym zapanuje absolutny porządek. Prorok Izajasz zapisał tę obietnicę słowami, które dziś często zdobią świąteczne kartki:

„Z pnia Jessego wyrośnie gałązka, pęd wyjdzie z jego korzeni. Duch Pana spocznie na nim; Duch mądrości i rozumu, Duch rady i mocy, Duch wiedzy i bojaźni PANA. (...) W tym dniu narody będą szukać korzenia Jessego, który zostanie wzniesiony jako sztandar dla ludów, a miejsce jego zamieszkania będzie sławne” (Iz 11:1-10).

Precyzyjny Boży Plan

Skupmy się na pierwszym zdaniu tego cudownego tekstu. To, co zapowiedział Bóg przez Izajasza, spełnia się literalnie, zgodnie z Jego odwiecznym planem ratunku dla grzesznego człowieka. Uważny czytelnik Biblii doskonale wie, że Boże obietnice realizują się dosłownie, w najdrobniejszych szczegółach.

Kiedy Bóg stworzył człowieka i dał mu ziemię, przewidział dla ludzkich społeczności porządek w postaci rządów królewskich. Oczywiście, nie miał na myśli władców, którzy panowali nad narodami Go nieznającymi. Dlatego Bóg gniewał się, gdy Jego naród zapragnął mieć króla: „tak jak jest u wszystkich narodów” (1 Sam 8:5).

Król Saul nie był uosobieniem Bożego porządku. Dopiero syn Jessego, Dawid, stał się królem „według Bożego serca”. Dlaczego? Odpowiedzi szukajmy w obietnicach danych przodkom.

·   Abrahamowi: „Dam ci liczne potomstwo, wyprowadzę z ciebie narody i od ciebie będą się wywodzić królowie” (Rdz 17:6).

·  Jakubowi: „Niech powstanie z ciebie naród i wiele narodów i niech od ciebie wywodzą się królowie” (Rdz 35:11).

·  Judy (przez Mojżesza): „Nie będzie zabrane od Judy berło ani laska pasterska spomiędzy jego nóg, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i jemu będą posłuszne narody” (Rdz 49:10).

Złamanie przekleństwa

W międzyczasie wydarzył się tragiczny incydent, który wstrzymał Boży plan. Juda popełnił błąd, płodząc nieślubnego syna Peresa. Zgodnie z Prawem, jakie Bóg dał Izraelowi, syn nieprawego łoża nie mógł pełnić funkcji kultowych ani piastować stanowiska w narodzie. To przekleństwo ustępowało dopiero w dziesiątym pokoleniu. Przez dziewięć generacji Mesjasz nie mógł się narodzić w tej linii królewskiej, ustanowionej przez Boga.

I tu dochodzimy do kluczowego punktu: Jesse, mieszkaniec Betlejem, był dziewiątym potomkiem Judy. Dlatego Bóg posłał proroka Samuela, aby namaścił olejem następnego króla – Dawida. Dawid, jako dziesiąte pokolenie, oczyścił linię genealogiczną przyszłego Mesjasza. Nic dziwnego, że Bóg, pragnąc zrealizować Swój plan, ustanowił Dawida królem – „PAN wyszukał sobie bowiem człowieka według swego serca” (1 Sm 13:14).

Gałązka nadziei

Zapowiedź narodzin prawdziwego Króla została zawarta w obrazie gałązki wyrastającej z pnia. Czym jest pień? Martwym, uśpionym kawałkiem drzewa. Pobożny Hiob mówił o nadziei: „Nawet drzewo ma nadzieję - choć je zetną, znowu się odrodzi i nie zabraknie mu młodych pędów. Choć zestarzeje się jego korzeń w ziemi i obumrze jego pień w piasku, to gdy poczuje wilgoć, odrasta i wypuszcza gałęzie jak młoda roślina” (Hi 14: 7-9).

Kiedy nadszedł właściwy moment, z martwego pnia, spoczywającego w suchej ziemi przez stulecia, nagle wyrosła „gałązka”, o której mówił Izajasz. Mimo to nikt nie chciał w to uwierzyć. Nikt nie rozpoznał Mesjasza w Dzieciątku narodzonym w szopie dla zwierząt. Ten sam Izajasz prorokował także i o tym: „Kto uwierzył temu, co usłyszeliśmy? Na kim się objawiło ramie PANA? On wyrósł przed Nim jak młody pęd, jak korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał postawy ani dostojeństwa, abyśmy chcieli na Niego patrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53: 1-2).

Jezus Chrystus jest Królem – nie tylko jednego narodu, lecz wszystkich ludów świata. On jest Królem królów i Panem panów.

Czekamy teraz na ten ostateczny moment, gdy stanie się to, co zapisał apostoł Jan: „... oto zwyciężył Lew, Ten z pokolenia Judy, korzeń Dawida, aby otworzyć zwój i złamać jego pieczęci” (Ap 5:5). W ten sposób wypełni się proroctwo i spełnią się słowa kończące naszą Biblię: „Oto miejsce przebywania Boga z ludźmi, i będzie mieszkał z nimi. Oni będą Jego ludem, a On, ich Bóg, będzie Bogiem z nimi. I otrze wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie ani żałoby, ani krzyku, ani bólu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21: 3-4).

Alleluja!

Henryk Hukisz

Friday, December 12, 2025

Nasz Orędownik

Od samego początku istnienia Kościoła mamy Orędownika, który jest z nami każdego dnia, aby nauczać, przypominać i zapewniać ochronę. Zastanawiam się częstokroć, czy dobrze znam Ducha Świętego, bez którego tak naprawdę nie byłbym w stanie przeżyć ani jednego dnia. Musimy pamiętać, iż jesteśmy wystawieni na diabelskie ataki w tym świecie, dlatego powinniśmy zawsze szukać pomocy, jaką może nam zapewnić tylko Bóg w Osobie Ducha Świętego. Takiego Orędownika dał nam Chrystus, aby był już z nami do chwili, gdy po nas znów przyjdzie.

Pierwsza myśl, jaka pojawia się, gdy myślę o Duchu Świętym, to czy znam Go jako Osobę, czy traktuję Go jedynie jako moc, jakąś tajemną siłę kierującą moim życiem. Problem polega na tym, że generalnie za mało wiemy o Duchu Świętym. Aby Go lepiej poznać, musimy więcej wiedzieć o Nim, kim On jest i jak działa.

Wszystko, co możemy wiedzieć na temat Osoby Ducha Świętego, możemy znaleźć w Biblii. Ta Księga zawiera wystarczającą ilość informacji, aby poznać charakter i dzieło Ducha Świętego, by uświadomić sobie, jak wspaniałego Orędownika mamy ze sobą na co dzień. Niestety, najczęściej spotykamy się z pojęciem, że najważniejszą Osobą jest Bóg Ojciec i Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel. Brak nauczania o Duchu Świętym powoduje, że większość wierzących ma mgliste pojęcie o Trzeciej Osobie Trójjedynego Boga.

Pan Jezus, w momencie gdy przygotowywał uczniów na swoje odejście, powiedział im: „Ja poproszę Ojca i da wam innego Orędownika, aby był z wami na wieki” (Jn 14:16). Później, już po zmartwychwstaniu, przypomniał im: „Dlatego pozostańcie w mieście dopóki nie przyjmiecie mocy z wysokości” (Łk 24:49). Chrystus zwracał uwagę swoim uczniom na konieczność posiadania Pocieszyciela w czasie, gdy On już odejdzie. Duch Święty otrzymał bardzo ważne zadanie do wykonania, jak powiedział Chrystus: „Kiedy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Nie będzie bowiem mówił od siebie, ale będzie mówił, co usłyszy, i objawi wam to, co ma nastąpić. On Mnie uwielbi, bo z Mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest Moje Dlatego powiedziałem, że z Mojego weźmie i wam objawi” (Jan 16:13-15).

Jak więc widzimy, nie jest to jakaś opcja dla pogłębienia relacji z Bogiem, lecz jedyna możliwość normalnego funkcjonowania dziecka Bożego w tym świecie. Dlatego nasza relacja z Duchem Świętym musi być solidnie zbudowana na pełnej znajomości Osoby, jaką jest nasz Orędownik, nazwany również naszym Pocieszycielem.

Co wiemy o Duchu Świętym? Na to pytanie wielu wierzących w Jezusa Chrystusa odpowiada mgliście, jak gdyby nigdy nie spotkali Pocieszyciela. A przecież sam Pan Jezus powiedział, że „Orędownik zaś, Duch Święty, którego Ojciec pośle w Moim imieniu, On nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (Jn 14:26). Skoro zapowiedziany i przyobiecany Pocieszyciel ma nas nauczyć i przypominać „wszystko”, to z pewnością każdy człowiek wierzący nie powinien nigdy rozstawać się z tym Nauczycielem. Problem leży w tym, że większość wierzących niewiele wie o Duchu Świętym, myśląc po cichu, że jest to jakaś siła, natchnienie, dobra inspiracja płynąca z Biblii.

Skoro Orędownik ma zastąpić nam Osobę Jezusa Chrystusa, to też musi być Osobą. Pan Jezus, mówiąc o Duchu Świętym, mówił o Osobie, która wprowadza w prawdę, naucza, przypomina, uwielbia, pociesza. Apostoł Paweł w swoim nauczaniu o Duchu Świętym miał na uwadze Osobę, a nie jakąś siłę. Gdy pisał do Koryntian o nowym życiu, jakie otrzymali dzięki zwiastowanej im Ewangelii, wskazywał na źródło objawienia – „Nam natomiast Bóg objawił to przez Ducha, ponieważ Duch bada wszystko, także głębie Boga. Kto bowiem z ludzi zna to, co ludzkie, jeśli nie duch człowieka, który jest w nim? Podobnie i tego, co Boże nikt inny nie zna, jak tylko sam Duch Boży” (1 Kor 2:10-11). Tu znów widzimy, że Duch Święty bada i ma pełne poznanie spraw Bożych. Później, w żywym Kościele, gdzie objawiają się dary łaski Bożej, zwane charyzmatami, sprawczą rolę odgrywa Osoba Ducha Świętego, o którym Paweł pisze: „Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu z osobna tak, jak chce” (1 Kor 12:11).

Nasze codzienne chodzenie z Panem może istnieć dzięki temu, że Duch Święty „wstawia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8:26). W tym samym rozdziale apostoł Paweł wielokrotnie wskazuje nam na osobowe cechy Ducha Świętego, który mieszka w nas (w. 9), prowadzi nas (w. 14), świadczy nam (w. 16), a przede wszystkim, daje nam życie (w. 2). Dalej Paweł wyraźnie nam pokazuje, że „jeśli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, który Chrystusa wskrzesił z martwych, ożywi również wasze śmiertelne ciała przez swojego Ducha, który w was mieszka” (Rz 8:11).

Tak, jak uczniowie korzystali ze stałej duchowej opieki swego Nauczyciela, tak teraz Kościół musi słuchać tego, „co Duch mówi do Kościołów” (Ap 2:7). Jak wiemy, to polecenie zostało dane każdemu z siedmiu zborów, do których przemówił Chrystus już po Swoim odejściu. Pan Jezus, będąc jeszcze z uczniami, zapowiedział: „Kiedy przyjdzie Orędownik, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On da świadectwo o Mnie” (Jn 15:26). A wiemy, że świadectwo, jakie składa Duch Święty, jest podstawowym zadaniem Kościoła, gdyż „On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie. O sprawiedliwości, bo odchodzę do Ojca i już Mnie nie zobaczycie. O sądzie, bo władca tego świata został osądzony” (Jn 16:8-11).

Duch Święty działał w Kościele od samego początku. On przekonywał ludzi do Ewangelii, nakłaniał do pokuty, otwierał serca słuchających Dobrej Nowiny. On wyznaczał również tych, którzy mieli zwiastować Ewangelię i troszczyć się o trzodę Bożą. Wierzący w Jezusa byli całkowicie zdani na mądrość Ducha Świętego. Łukasz spisał historię dziejów początku Kościoła: „Gdy pełnili służbę Panu i pościli, Duch Święty powiedział: Wyznaczcie już Mi Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem” (Dz 13:2). Duch Święty był dla nich realną Osobą, która mówi, wyznacza i zna Boże zamiary. Apostoł Paweł, spotykając się ze starszymi zboru efeskiego, przypominał im, że to ich właśnie „Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście paśli Kościół Boga, który On nabył własną krwią” (Dz 20:28). Ta świadomość objawiała się w uznaniu autorytetu, jaki ci słudzy Ewangelii posiadali w sprawowaniu powierzonych im zadań.

Znajomość Osoby Ducha Świętego ma również olbrzymi wpływ na kształtowanie naszej relacji z Nim. Ponieważ, jako Osoba, Duch ma nie tylko wiedzę i wolę, lecz również uczucia. Dlatego w nauczaniu Kościoła znajduje się również uświadamianie osób wierzących, w których mieszka Duch Święty, aby nie grzeszyli, powodując zasmucenie. Paweł napominał wierzących: „I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia” (Ef 4:30). Duch Święty jest szczególnie wrażliwy na grzech i nieprawdę. Na początku działalności Kościoła surowo została potraktowana próba oszukania Ducha Świętego. Apostoł Piotr, wskazując na przyczynę nagłej śmierci Ananiasza, powiedział wprost: „okłamałeś Ducha Świętego” (Dz  5:3). Autor Listu do Hebrajczyków wskazuje na dalsze konsekwencje pozostawania w grzechu, ostrzegając osobę, która została uświęcona krwią Chrystusa, aby nie „znieważyła Ducha łaski” (Hbr 10:29). Jest to zgodne z przestrogą, jakiej udzielił Pan Jezus faryzeuszom, którzy Mu bluźnili, mówiąc im, że „bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie przebaczone” (Mt 12:31).

Lecz najwspanialszą cechą, jaką posiada Duch Święty, jest miłość. Ponieważ jest Bogiem, Jego miłość do nas jest podstawą naszej relacji z Nim. Apostoł Paweł zachęca wierzących w Rzymie „przez miłość Ducha, abyście wraz ze mną modlili się wytrwale za mnie do Boga” (Rz 15:30). Wiadomo, że pierwszym przejawem owocu Ducha jest właśnie miłość.

A miłość, rozlana w sercach ludzi, którzy znają Orędownika, sprawia, że spełnia się wspaniałe błogosławieństwo: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólnota Ducha Świętego niech będą z wami wszystkimi” (2 Kor 13:13). Tę społeczność można mieć z Osobą, a nie z jakimś misternym wpływem, jak wielu traktuje Ducha Świętego, naszego Orędownika.

Henryk Hukisz

Sunday, November 30, 2025

Żarliwe czekanie

Niedawno zastanawiałem się nad dość trudnym tekstem z Listu apostoła Pawła do Rzymian. Czytamy w nim między innymi, że „Stworzenie przecież z wytrwałością oczekuje objawienia synów Boga gdyż zostało poddane marności nie z własnej woli, lecz przez Tego, który je poddał, w nadziei, że również ono będzie wyzwolone z niewoli rozkładu do wolności chwały dzieci Boga” (Rz 8:19-21). O jakie stworzenia chodzi w tej zapowiedzi?

O tym może w następnym wpisie, teraz chcę zwrócić uwagę na zwrot, który mnie szczególnie ujął, który w języku oryginalnym występuje jako jedno słówko „ἀποκαραδοκία” [apokaradokia], oddane w tym przekładzie (BE) - „z wytrwałością oczekuje”. W innych polskojęzycznych przekładach mamy: „z gorliwym wypatrywaniem oczekuje” (UBG), „z wielką tęsknotą oczekuje” ((BP), „z upragnieniem oczekuje” (BT) czy też „czeka żarliwie” (NBG). Myślę, że próby oddania w naszym języku tego zwrotu świadczą o szczególnym znaczeniu. Chodzi przecież o oczekiwanie na objawienie chwały dzieci Boga, gdy Boże stworzenie zostanie już wyzwolone z „niewoli rozkładu” spowodowanego upadkiem człowieka w grzech.

Zadałem więc sobie pytanie: jak ja oczekuję na zakończenie obecnego stanu, w którym żyjemy. Oczekujemy przecież na nastanie panowania Chrystusa, gdy powróci znów już jako Pan panów i Król wszystkich panujących w tym świecie. To będzie musiał być wielki moment, na który czeka cały Kościół, wszyscy odkupieni krwią Baranka. Zgodnie z zapowiedzią, jaką usłyszeli apostołowie w chwili odejścia Pana Jezusa do Ojca, to będzie musiał być naprawdę wielki moment. Gapiący się wówczas w niebo uczniowie usłyszeli: „Galilejczycy, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, który został wzięty od was do nieba, tak przyjdzie, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1:11). Kiedy Chrystus już zniknął za chmurami, oni nadal stali i „gapili” się w niebo. W oryginale czytamy, że oni „ἀτενίζω” [atenizó] „wpatrywali się”, a dosłownie to znaczy „obserwować z wielkim zainteresowaniem i skupionym spojrzeniem; nieustannie i intensywnie wpatrywać się w jakiś obiekt” (Strong 816).

Apostoł Paweł, znawca greki „koine”, która jest użyta w pisemnym zapisie historii życia i działalności Jezusa Chrystusa i początków Kościoła, użył wyjątkowego słowa we wspomnianym fragmencie Listu do Rzymian. Wyrażenie „ἀποκαραδοκία” [apokaradokia] według słownika Stronga znaczy „myślenie naprzód (dosłownie z wyciągniętą głową), odnoszące się do gorliwegointensywnego oczekiwania”. To tak, jak w przypadku gorliwego oczekiwania na ukochaną osobę, wyciąga się głowę, aby jak najszybciej ją zobaczyć. Wówczas nic nie jest  stanie przyciągnąć uwagi oczekującego, gdyż w myślach i w sercu ma jedynie tego, na kogo czeka. Paweł chciał tym słowem określić rodzaj naszego oczekiwania na wieczne życie, jakie mamy zapewnione w Chrystusie, wraz z Jego powrotem.

Pamiętam czas, gdy byłem dzieckiem i mocno przejmowałem się myślą o powtórnym przyjściu Pana Jezusa. Ponieważ wychowałem się w rodzinie „wierzącej”, dość dobrze znałem podstawowe prawdy biblijne. Pamiętam, jak nieraz, wracając ze szkoły do domu, nie zastałem w mieszkaniu mojej mamy. Pierwsza myśl, jaka mną zawładnęła, była taka, że Pan Jezus już przyszedł, a ja zostałem. Wybiegałem wówczas z domu, biegłem do ogrodu i z ulgą odetchnąłem dopiero wtedy, gdy zobaczyłem mamę, pochyloną między grzędami warzyw.

Apostoł Piotr napisał do wierzących wszech czasów, również i do nas, abyśmy byli dobrze przygotowani na koniec naszego życia: „aby przez resztę życia w ciele żyć już nie dla ludzkich namiętności, ale zgodnie z wolą Boga” (1 Ptr 4:2). Z każdym dniem jesteśmy bliżej końca, mamy coraz mniej czasu, dlatego tak ważne jest, aby wykorzystać go właściwie. Warto przypomnieć sobie dobrą radę apostoła Pawła: „Uważajcie więc pilnie, jak postępujecie, nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy. Wykorzystujcie czas, bo dni są złe” (Ef 5:15-16).

Biblia zawiera wiele pouczających opisów, w których Bóg dawał szansę wykorzystania czasu, jaki pozostał do końca życia. Jedną z dobrze znanych historii jest przykład króla Ezechiasza. Gdy król zachorował, przyszedł do niego prorok Izajasz z konkretną informacją od Boga: „Wydaj rozporządzenie co do twojego domu, ponieważ na pewno umrzesz!” (Iz 38:1). Ezechiasz bardzo się przeląkł tą wiadomością, wybuchnął wielkim płaczem i wołał do Boga, wspominając, jak wiele dobrego uczynił w swoim życiu. Bóg odpowiedział przez proroka znów wyraźnie: „Oto dodam do twojego życia piętnaście lat” (w. 5).

Piętnaście lat – czy to dużo? To zależy, w jakim wieku taką wiadomość mógłby ktoś otrzymać. Osobiście bardzo bym się ucieszył taką wiadomością, ponieważ w moim wieku to sporo czasu. Mija już kilkanaście lat od chwili, gdy po badaniach medycznych usłyszałem z ust lekarza słowo, które nadal przeraża: „rak”. W drodze do domu zaczęło do mnie docierać, że zostało mi mniej czasu, niż zwykłem dotychczas uważać. Tym bardziej że niedawno uczestniczyłem w pogrzebie bliskiej mi osoby, która przedwcześnie zmarła na raka. Tych myśli nic nie jest w stanie odpędzić, cisną się do głowy każdą szparą, jak gryzący w oczy dym. Dlatego tak ważne stało się dla mnie to pytanie: „Jak mogę najlepiej wykorzystać czas, jaki mi jeszcze pozostał?”. Tylko Bóg wie, ile tego czasu zostało, moim zadaniem jest wykorzystać go jak najlepiej.

Apostoł Paweł pisze o dobrym wykorzystanie czasu: „Wykorzystujcie czas, bo dni są złe” (Ef 5:16). Dlatego pisząc do Tytusa, mówi wprost, że „byliśmy kiedyś bezmyślni, nieposłuszni, błądziliśmy, poddani rozmaitym pożądaniom i rozkoszom, wiodąc życie w złości i zawiści, znienawidzeni i nienawidzący jedni drugich” (Tt 3:3). Co za wspaniała łaska, która obdarowała nas tak rozsądnym spojrzeniem na życie! Dzięki temu, co teraz wiemy, możemy świadomie oddawać się zajęciom, celom i sprawom, które ubogacają nasze życie. A przede wszystkim, możemy czynić to, co jedynie ma wartość przed Bogiem, z czym możemy z radością oczekiwać na powrót Chrystusa. W prawdzie zbawienie otrzymujemy z łaski, nie przez uczynki, to jednak ta łaska „wychowuje nas, abyśmy odrzucili bezbożność i światowe pożądania, a żyli na tym świecie roztropnie, sprawiedliwie i pobożnie, oczekując spełnienia się błogosławionej nadziei i objawienia się chwały naszego wielkiego Boga i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa” (Tt 2:12).

Wiemy, że skoro Chrystus doświadczył w swoim życiu cierpienia i odrzucenia, żadne doświadczenie nie może nas zniechęcić, mając w Nim tak wspaniały przykład. Apostoł Piotr miał na uwadze cierpienie Chrystusa, gdy radził wierzącym, „aby przez resztę życia w ciele żyć już nie dla ludzkich namiętności, ale zgodnie z wolą Boga” (1 Ptr 4:2). Cały pierwszy list, jaki napisał Piotr, poświęcony jest właśnie cierpieniu, które wzbogaca wiarę, otwiera Boże serce na nasze modlitwy i uwalnia od przywiązania do rzeczy ziemskich, które nie mają znaczenia w obliczu oczekiwania na życie wieczne. Ponieważ Boża moc strzeże naszego zbawienia, cierpienie doświadcza naszą wiarę. Dlatego Piotr zachęca nas słowami: „Weselcie się z tego, mimo że teraz na krótko, gdy trzeba, zasmuceni bywacie różnorodnymi doświadczeniami, ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus(1 Ptr 1:6-7). A przecież wiemy, że „bez wiary zaś nie można podobać się Bogu” (Hbr 11:6).

Dobrze jest przypomnieć sobie również słowa apostoła Jana, który z taką miłością zachęcał wierzących, aby trwali wiernie w oczekiwaniu na Pana. W świetle tej wielkiej prawdy, że nastanie w końcu ten wielki dzień, gdy Pan przyjdzie po swoje dzieci, nic innego nie ma znaczenia. Dlatego pisał tak: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest w świecie. Jeżeli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. To wszystko bowiem, co jest w świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz jest ze świata. A świat przemija i jego pożądliwość, ten zaś, kto czyni wolę Boga, trwa na wieki” (1 Jn 2:15-17).

Apostoł Paweł, wśród wielu poleceń dotyczących praktycznego życia, pisze: „I tak rozumiejcie ten czas, że nadeszła godzina, abyście się ze snu obudzili. Teraz bowiem nasze zbawienie jest bliżej niż wtedy, gdy uwierzyliśmy” (Rz 13:11).

Od czasu, gdy Paweł zapisał te słowa, minęło co najmniej dwa tysiące lat, tak że nam pozostało dużo mniej czasu, niż mieli go wierzący wówczas. Dlatego tym żarliwiej czekajmy na powrót naszego Pana.

Henryk Hukisz

Wednesday, November 26, 2025

Jaki obraz kościoła?

Zanim ludzie zaczęli posługiwać się alfabetami, istniały już pisma obrazkowe. Za pomocą piktogramów komunikowano się w starożytnym świecie. Język hebrajski posługuje się literami, które są rozwiniętymi obrazkami. Wierzę, że zanim Mojżesz spisał księgi zawierające opis stworzenia, upadku człowieka, potopu, historię Abrahama czy wreszcie wędrówkę i zamieszkanie narodu wybranego w Ziemi Obiecanej, wśród narodów krążyły jakieś ryciny zawierające informacje o Bogu i Jego dziełach. W Biblii czytamy, że już w pradawnych czasach zaczęto wzywać imienia PANA (Rdz 4:26).

Biblia, a szczególnie Stary Testament, posługuje się obrazami – nie malowanymi wprawdzie pędzlem, lecz słowami, wyrazami. Paweł zarzucał Galacjanom, że dali się omamić, pomimo że przed ich „oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego” (Ga 3:1 [BW]).

Pierwsze wydarzenia zapisane na początku naszej Biblii mają fundamentalne znaczenie dla zrozumienia tej Bożej Księgi w całości, a szczególnie dzieła, jakie przyszedł wykonać Boży Syn, Jezus Chrystus. Prawidłowe zrozumienie opisu dzieł Bożych z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju gwarantuje poprawne pojmowanie wszystkich pozostałych prawd zapisanych w Biblii.

Gdy rozmyślam o podstawowej komórce społecznej, jaką jest rodzina, muszę zajrzeć wpierw do pierwszych zapisów, aby zrozumieć, co miał na uwadze apostoł Paweł, gdy pisał w Liście do Efezjan, jak powinno wyglądać małżeństwo, które daje początek rodzinie. Zauważmy, że pomimo upływu około czterech tysięcy lat od stworzenia, Paweł powołuje się dosłownie na Boże ustanowienie małżeństwa. Są to słowa mówiące o tym, że mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Ef 5:31). Nieco wcześniej, Pan Jezus, zapytany o to, jak rozumie funkcjonowanie małżeństwa, powiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku uczynił ich jako mężczyznę i kobietę? I oznajmił: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i połączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Mt 19:4-5). Jest to bezpośrednie odwołanie do pięknego obrazu, jaki znajdujemy na początku Biblii, gdzie czytamy, że Bóg, po uczynieniu „odpowiedniej pomocy” dla Adama, któremu było niedobrze, gdy był sam, dał mężczyźnie niewiastę, o której Adam powiedział: Ta jest wreszcie kością z moich kości i ciałem z mojego ciała, ona będzie nazwana kobietą, gdyż z mężczyzny została wzięta (Rdz 2:23). Wówczas Bóg zadekretował niezmienną definicję: Dlatego mężczyzna opuści swego ojca i matkę i połączy się ze swoją żoną i będą jednym ciałem (Rdz 2:24).

I jak widzimy z powyższego rozważania, ta definicja, albo podstawowa prawda o małżeństwie, nie ulega żadnym modyfikacjom. Potwierdził to Pan Jezus oraz apostoł Paweł, cytując ją dosłownie. Dlatego piszę teraz z niepokojem, obserwując zabiegi wielu współczesnych „teologów”, nierzadko podpierających się tytułami doktorów, aby dokonać zmiany tego podstawowego prawa, które stanowi fundament budowania małżeństw i rodziny w naszych czasach. Nie zamierzam odnosić się do współczesnych trendów wśród tzw. postępowych polityków, którzy bezmyślnie odchdzą od Bożego ustanowienia.

Pozwólcie, że powrócę do idei obrazów, które zawierają treści i komunikują nam lepiej niż wyrazy to, co Bóg przekazuje nam za pośrednictwem natchnionego Słowa. Chcę zwrócić naszą uwagę na obraz, jaki został zapisany w słowach: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Ef 5:31). Według słów zapisanych w Liście do Efezjan, Paweł pokazuje nam, że ten starożytny obraz małżeństwa zawiera informację odnoszącą się do najważniejszego planu, jaki Bóg miał w Swoim sercu, zanim przystąpił do stwarzania świata. Paweł pisze o tym we wstępie do tego Listu. Czytamy tam, że my, którzy uwierzyliśmy w Chrystusa, otrzymaliśmy w Chrystusie pełnię duchowych błogosławieństw. W Nim przecież wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni (Ef 1:3-4).

Tak więc, jeszcze zanim Bóg stworzył świat i wszystko, co w nim istnieje, zanim stworzył człowieka na Swoje wyobrażenie, zanim wypowiedział te kluczowe słowa, na czym polega prawdziwa więź małżeńska, Bóg miał już plan polegający na tym, że Jego Syn zstąpi z nieba, weźmie na Siebie nasze grzechy i przywróci nas z powrotem w objęcia Ojca. Paweł zrozumiał to, gdy starał się pokazać, na czym polega prawdziwa relacja pomiędzy mężem i żoną, którzy na wzór Chrystusa i Kościoła mają wyraźnie określone role i pozycje. Dlatego, bezpośrednio po słowach ustanowienia małżeńskiego: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem, dodał: Wielka jest to tajemnica, lecz zaraz wyjaśnił: a ja odnoszę ją do Chrystusa i Kościoła (Ef 5:32).

Na pytanie, czy pojęcie tajemnicy odnosi się również do małżeństwa – bo wygląda na to, że dotyczy jedynie Chrystusa i Kościoła – odpowiem, że jak najbardziej. Wpierw był plan dotyczący Kościoła, dopiero później Bóg powołał małżeństwo i w nim stworzył obraz, pokazujący nam, na czym polega podstawowa relacja, jaka łączy Chrystusa i Kościół. Tak więc prawdziwy obraz małżeństwa, według Bożych reguł, pokazuje nam, jak funkcjonuje Kościół i jaką rolę spełnia jego Głowa, którą jest Chrystus.

Zdaję sobie sprawę, że formuła tego bloga nie pozwoli mi w jednym wpisie odnieść się do wszystkich szczegółów tego obrazu, dlatego teraz chciałbym jedynie pokazać, dlaczego dzisiejsze pojęcie małżeństwa i rodziny odbiega bardzo daleko od Bożego wzoru. Diabeł, Boży przeciwnik i wróg wszelkich Bożych dokonań, które mają nas odkupić dla Jego chwały, robi wszystko, aby ten pierwotny obraz zamazać, zniszczyć albo namalować jego falsyfikat. Obraz małżeństwa i rodziny, jaki widzimy współcześnie, ukazuje nam dobitnie, że coraz bardziej mu się to udaje.

W Bożym obrazie występują ważne elementy tworzące jego treść. Jest mężczyzna jako mąż, kobieta jako żona, jest opuszczenie, czyli wyjście z poprzedniej relacji, i co najważniejsze, jest nowe związanie na bardzo intymnym podłożu. To, że diabeł obecnie niszczy te zasadnicze pojęcia i zależności, świadczy o tym, że chce zamazać Boży wzorzec, aby niszczyć Kościół. Kościół jest tworem wiecznym, przechodzącym w nieskończoność u Boga; małżeństwa skończą swą egzystencję wraz z nastaniem nowego świata. Dlatego diabłu bardziej zależy na tym, aby Kościół nie był już budowany według Bożego planu, niż na dobrobycie naszych małżeństw.

Staram się w innych wpisach przedstawić więcej szczegółów ukazujących, na czym polega prawdziwa uległość żon i Kościoła, czym jest przywództwo męża i panowanie Chrystusa oraz jaka jest rola głowy, jaką mąż jest dla żony, na przykładzie Chrystusa, Głowy Kościoła. Jeśli nie zachowamy dziś tego wzoru, jaki Bóg objawił w obrazie małżeństwa, jeśli wprowadzimy zmiany ról i powołań mężczyzn i kobiet w kościele, to tak naprawdę otworzymy szeroko bramy dla wszelkich świeckich idei feministyczno-homoseksualnych w kościołach.

Skoro kwestia prawidłowego pojęcia małżeństwa i kościoła jest tajemnicą, to musimy  poznawać ostrożnie, zgodnie z tym, co Bóg chce nam objawić. Apostoł Paweł napisał w tym samym Liście, że z łaski Bóg udziela mądrości, dając nam poznać tajemnicę swojej woli, według swego postanowienia, które w Nim zamierzał wypełnić, dla osiągnięcia pełni czasów, aby Chrystus stał się na nowo Głową wszystkiego: tego, co jest w niebiosach, i tego, co jest w Nim na ziemi. W Nim też zostaliśmy wybrani, przeznaczeni według postanowienia Tego, który wszystkim kieruje według swojej woli (Ef 1:9-11).

Podsumowując to krótkie rozważanie, chcę pokazać, jak bardzo diabłu i jego sługom zależy na tym, aby obraz małżeństwa ustanowionego przez Stwórcę zakłamać, przemalować i zniszczyć, a tym samym zniszczyć również relację pomiędzy Chrystusem i Kościołem. Wystarczy obserwować dziś to, co dzieje się w zborach, jak zamienia się biblijne elementy „zgromadzenia świętych” na rozrywkowe „ewenty” na wzór świeckich imprez. Apostoł Paweł pisał do zboru w Koryncie: „Kiedy się zbieracie, każdy ma jakiś dar: śpiewania hymnów lub nauczania, lub objawiania tego, co zakryte, lub mówienia językami, lub tłumaczenia. Wszystko niech służy ku zbudowaniu” (1 Kor 14:26). Czy te słowa były aktualne tylko w I wieku?

Współczesne małżeństwa przestały już być biblijnym obrazem Kościoła, dlatego ludzie nie reagują na wezwania do powrotu do ustanowionych przez Boga zasad funkcjonowania Kościoła. Często, gdy o tym rozmawiam w środowisku ewangelicznie wierzących osób, słyszę: „Bracie, to już tak jest, ludzie się zmieniają, tak uważa większość i musimy się z tym pogodzić”.

Czy rzeczywiście musimy?

Henryk Hukisz

Friday, November 14, 2025

Wiara i nadzieja w czasach ostatecznych

Kilka dni temu poszliśmy z żoną na poznańskie wydarzenie „Świętomarcińskie”. W tym roku po raz pierwszy teren imprezy został zabezpieczony wejściem przez bramki antyterrorystyczne. Wczoraj w wiadomościach informowano o rocznicy ataku terrorystów islamskich w Paryżu w 2015 roku. Pamiętam, że wówczas na moim blogu podzieliłem się osobistą refleksją na temat czasów, w jakich żyjemy. Postanowiłem wykorzystać ówczesny tekst, aby uświadomić, że nadal żyjemy w niebezpiecznym czasie.

Terroryzm, jak ktoś niedawno zauważył, wydaje się być nieunikniony we współczesnym świecie. Sam Pan Jezus, rozmawiając z uczniami o znakach charakteryzujących czasy ostateczne, powiedział: Będziecie słyszeć o wojnach i odgłosy bitew. Uważajcie, nie dajcie się zastraszyć. Tak bowiem musi się stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu. Zapanuje głód, a miejscami wystąpią trzęsienia ziemi (Mt 24:6-7).

Wygląda na to, że żyjemy w czasach, kiedy te słowa się wypełniają. Świat pogrąża się w coraz większym niepokoju o przyszłość, głównie dlatego, że brak mu nadziei, którą jest jedynie Chrystus. Dzięki Niemu, który stał się naszym Panem i Zbawicielem, możemy zachować nadzieję, nawet w obliczu najgorszych wydarzeń. Mimo to, tragedia, jaka wydarzyła się tego piątkowego wieczoru w Paryżu, dotyka nas wszystkich – zarówno wierzących, jak i niewierzących – ponieważ stanowimy jedno społeczeństwo.

Po otrząśnięciu się z pierwszych emocji wywołanych wiadomościami o zamachu terrorystycznym, nadszedł czas na refleksję. Nie należę do osób, które natychmiast zmieniają swoje zdjęcia profilowe, barwiąc je na kolory francuskiej flagi, lecz w żaden sposób nie oznaczało, że jestem obojętny na to, co się tam wydarzyło. Mam znajomych mieszkających we Francji, a sam miałem kiedyś okazję odwiedzić Paryż i podziwiać jego piękno. Modlę się o pokój dla wszystkich, ponieważ wiem, że jedynie prawdziwy Książę Pokoju może go dać każdemu, kto tego pragnie.

Ta tragedia, która bezpośrednio dotknęła setki rodzin, w których zginęli lub zostali ranni najbliżsi, wywołała w moim sercu głęboką refleksję. Oto trzy myśli, którymi chciałbym się podzielić.

Po pierwsze, widzimy, jak kruche jest życie. Apostoł Piotr, cytując słowa proroka Izajasza, napisał: Wszelkie ciało jest jak trawa, a wszelka jego chwała jest jak kwiat trawy. Trawa więdnie i kwiat opada, a Słowo Pana trwa na wieki” (1 Ptr. 1:24). Nawet jeśli nie wydarzy się w naszym życiu nic tragicznego, to nadal palące słońce bowiem wschodzi i wysusza trawę, i kwiat opada, i traci swoje piękno. Podobnie też bogaty przeminie wraz ze swymi dążeniami (Jk 1:11). Zarówno biedny, jak i bogaty, zdrowy i schorowany, wszyscy stoimy przed nieuniknionym momentem, który mądry Salomon ujął słowami: Lada chwila pęknie srebrna nić, roztrzaska się czasza ze złota, dzban stłucze się przy źródle, do studni runie złamany kołowrót (Koh 12:6). Dlatego wciąż aktualne jest pytanie: Czy jesteś gotowy na ten moment?

Po drugie, zło jest realne i istnieje niezależnie od naszej woli. Oczywiście, nie mam zamiaru usprawiedliwiać złoczyńców, lecz jedynie stwierdzam fakt, że zło jest obecne pośród nas. Pan Jezus, przychodząc na świat, nazwał siebie Dobrym Pasterzem. Natomiast ci wszyscy, którzy uzurpują sobie rolę „zbawicieli” świata, są złodziejami i rozbójnikami (Jn 10:8), a ich celem jest aby ukraść, zabić i zniszczyć(w. 10). Apostoł Paweł pisał do wierzących w Efezie, że zanim doświadczyliśmy łaski zbawienia, my wszyscy kiedyś ulegaliśmy pożądaniom naszego ciała, spełniając wolę ciała i umysłu, i z natury byliśmy dziećmi gniewu, podobnie jak wszyscy inni (Ef 2:3), ponieważ postępowaliśmy według zasad tego świata, posłuszni władcy sił, które unoszą się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu(w. 2). Taki jest ten świat. Chociaż nie zawsze widzimy go w najgorszej odsłonie, prawdą jest, że cały świat jest w mocy Złego(1 Jn 5:19).

Po trzecie, jedyną Prawdą jest Jezus Chrystus. Dziś każdy wyznaje swoją prawdę – tę, która jest dla niego wygodna. Zanikło pojęcie prawdy absolutnej, gdyż ludzie nie chcą się jej podporządkować. Każdy woli wyznawać dogodną dla siebie wizję, dlatego tak często dochodzi do wojen i ataków terrorystycznych, gdy jedni chcą narzucić swoją „prawdę” drugim. Pan Jezus powiedział o sobie, i tylko On jeden mógł to powiedzieć: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie(Jn 14:6).

Nikt inny poza Jezusem Chrystusem nie jest Zbawicielem i Panem, który może dać ludziom pokój i prawdziwe życie. My wszyscy, potomkowie Adama i Ewy, jesteśmy grzesznikami, lecz możemy zostać usprawiedliwieni darmo, Jego łaską, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie(Rz 3:24). Gdyż Jego to Bóg ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę, dzięki Jego krwi, żeby okazać swoją sprawiedliwość przez odpuszczenie grzechów, które zaistniały wcześniej, w czasie pobłażliwości Boga, i żeby okazać swoją sprawiedliwość teraz, w tym czasie, aby okazało się, że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia tego, kto wierzy w Jezusa(Rz 3:25-26).

Nie ma innej osoby, nie ma innej drogi i nie ma innej prawdy, które dałaby ludziom uwolnienie od terroryzmu i innych nieszczęść, z jakimi spotykamy się każdego dnia na tym świecie. Dlatego do tych, którzy doświadczyli łaski zbawienia, apostoł Paweł kieruje apel: Byliście bowiem niegdyś ciemnością, teraz jednak jesteście światłością w Panu. Postępujcie więc jak dzieci światłości, bo owoc światłości jest we wszelkiej dobroci, sprawiedliwości i prawdzie” (Ef 5:8,9). Chodzi o to, aby ten świat, który nie zna prawdy i nie poszukuje jedynej drogi zbawienia, mógł się opamiętać i uznać, że „Pan nie zwleka z wypełnieniem obietnicy – chociaż niektórzy uważają, że zwleka – ale jest cierpliwy względem was, gdyż nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy się nawrócili” (2 Ptr 3:9).

Pewnego razu do Jezusa przyszli ludzie, którzy opowiedzieli mu o Galilejczykach zabitych przez Piłata w trakcie składania ofiar. Na to Pan Jezus rzekł, że podobnie jak ci, na których zawaliła się wieża w Syloe, wszystkich tak samo czeka śmierć. Dlatego zaniepokojonych tym nieszczęściem wezwał: „Jeśli się nie opamiętacie, wszyscy podobnie zginiecie” (Łk 13:3). Ci, którzy zginęli w paryskim ataku terrorystycznym, nie byli gorsi od tych, którzy pozostają przy życiu. Chodzi o to, aby wszyscy, zanim nastanie ten ostateczny moment, zdążyli pojednać się z Bogiem.

Pamiętajmy, że jedyną Prawdą, Drogą i Życiem jest Jezus, który oddał swoje życie za grzeszny świat, aby doprowadzić nas do Ojca.

Henryk Hukisz