Thursday, May 31, 2012
Język Boga
Wednesday, May 30, 2012
Stuknęła setka
Saturday, May 26, 2012
Gołębich skrzydeł szum...
Friday, May 25, 2012
Małżeństwo i ewolucja
Gdy kiedyś rozmawiałem z jednym z pastorów na temat
kreacjonizmu (dla niewtajemniczonych: jest to teoria przeciwna ewolucji),
usłyszałem, że jest to dla niego mało istotne, ponieważ jako nauczyciel Słowa
Bożego koncentruje się na głoszeniu ewangelii o zbawieniu. Twierdził, że nie ma
znaczenia, czy świat powstał w ciągu sześciu dni, czy w ciągu miliardów lat.
Czy rzeczywiście jest to nieistotne? Jeśli tak, to jaka jest różnica pomiędzy
Słowem Bożym, które stwierdza, że Wszechmogący Bóg stworzył świat mocą Słowa w
ciągu kilku dni, a prawdą, że nasze grzechy zostały doskonale zmyte krwią
Baranka Bożego? Obie te prawdy zapisane są w tej samej Biblii, będącej w
całości natchnionym Słowem Bożym.
Trwająca wiele dziesięcioleci batalia ideologiczna w
szkołach, głosząca, że świat powstał z niczego, sprawiła, że większość
społeczeństwa uznaje, iż życie wyłoniło się w wyniku wielkiego „boom”.
Powszechnie uważa się, że każdy inteligentny człowiek uznaje tę teorię za
jedyną naukową metodę zrozumienia powstania świata i życia.
Teoria ewolucji powstała jako alternatywna koncepcja początku
życia. Jej podstawowym założeniem jest brak Stwórcy, który mądrze wszystko
uczynił i nadał temu sens. Teoria ta niesie w sobie ideologię, której głównym
celem jest zaprzeczenie istnieniu Boga. Skoro nie ma Boga, to nie ma również
zasad moralnych obowiązujących na tym świecie. Taka ideologia wiedzie wprost do
bałwochwalstwa, które wcale nie musi polegać na oddawaniu czci posągom.
Bałwochwalstwem jest zastąpienie wiary w Boga inną ideologią, która daje
ludziom możliwość uznania „boga”, który nie ma wymagań moralnych. Takich bogów
ludzie chętnie wyznają i czczą, bo jest to wygodne i zgodne z grzeszną naturą
człowieka – nie ma bowiem potrzeby nawrócenia przez pokutę i porzucenia
grzesznego życia.
Wyznając poglądy wywodzące się z teorii ewolucji, można
swobodnie akceptować tak powszechne dziś zjawiska jak aborcja, śluby
homoseksualne, współżycie pozamałżeńskie czy eutanazja. Wszystkie te postawy
mają swoje źródło w założeniu, że człowiek jest jedynie wyższą formą
zwierzęcia, ponieważ powstał z tego samego źródła – z materii, która w
niewytłumaczalny sposób ożyła miliardy lat temu.
Uważam, że dla każdego wierzącego największym autorytetem w
poznawaniu prawdy jest Jezus Chrystus. Czy Jezus wypowiadał się na temat
małżeństwa i powstania świata? Ewangeliści przytaczają słowa Nauczyciela: „Czyż
nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył mężczyznę i kobietę?”
(Mat. 19:4). W tym krótkim stwierdzeniu Ten, który uczestniczył w stworzeniu
świata i jest naocznym świadkiem tego zdarzenia, wskazuje na czas, w którym
człowiek został powołany do życia. Chrystus jasno daje do zrozumienia, że akt
stworzenia człowieka miał miejsce „na początku”, a nie po miliardach lat. Z
tego zdania nie wynika żadna możliwość stopniowego rozwoju od bakterii do
skomplikowanego organizmu, jakim jest człowiek, noszący w sobie obraz
Stworzyciela.
Kolejna wielka prawda zawarta w tym wersecie wskazuje, że
Bóg stworzył mężczyznę i kobietę jako dwie istoty zróżnicowane płciowo, aby
mogło powstać małżeństwo, którego zadaniem jest przekazywanie życia. W
doskonałym Bożym dziele stworzenia nie ma miejsca na „niedoróbkę” w postaci
nieokreślonej płci. Tak nauczał Jezus, taką naukę otrzymał w objawieniu Apostoł
Paweł, który jednoznacznie stwierdził, że grzeszni ludzie odrzucili wiarę w
Boga. W wyniku porzucenia Bożej nauki o stworzeniu: „kobiety zamieniły
przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni
zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą,
mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną
za ich zboczenie karę” (Rzym. 1:26-27).
Małżeństwo według Bożego planu zawiera w sobie wspaniały
obraz harmonii, jaka istnieje w Bogu Trójjedynym. Dobre małżeństwo, budowane w
miłości, jest najlepszym świadectwem, że jedynym Stwórcą jest Bóg. Nie
pozwólmy, aby obca ideologia niszczyła Boży obraz w nas. Wyznając Boga
Stworzyciela świata i życia, uwielbimy Go zgodnie z Jego oczekiwaniem: „Ojciec
takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu
cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie” (Jan 4:23-24).
Uważam, że wszystkich ewangelicznie wierzących ludzi
obowiązuje jedna teoria pochodzenia życia, a jest nią teoria stworzenia, czyli
kreacjonizm. Nie ma w niej miejsca na wprowadzenie nawet cienia idei, że Bóg
posłużył się ewolucją, aby stworzyć świat. Pomimo że takie stanowisko przyjmuje
największa grupa chrześcijan – Kościół Rzymskokatolicki – to jeśli mamy
szacunek do Słowa Bożego, musimy uznać, że istnieje tylko jedna prawda: ta,
którą znajdujemy w Biblii.
Wiem, że wielu wierzących wstydzi się głośno przyznać, że są
zwolennikami kreacjonizmu, aby nie narazić się na ośmieszenie przed tymi,
którzy uważają ewolucjonizm za jedyną teorię naukową. Warto jednak zastanowić
się nad słowami Apostoła Pawła – człowieka wszechstronnie wykształconego, a
jednocześnie głęboko wierzącego w Bożą prawdę objawioną w Pismach: „Napisano
bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę. Gdzie
jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w
głupstwo mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał
Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez
głupie zwiastowanie” (1 Kor. 1:19-21).
Monday, May 21, 2012
Przemienione życie
Piekła nie ma?
„Hulaj dusza — piekła nie ma” — to powiedzenie dobrze oddaje
sposób myślenia człowieka, który chciałby uwolnić się od odpowiedzialności za
swoje czyny. Jeśli nie ma ostatecznego sądu ani konsekwencji przekraczających
granicę śmierci, można żyć tak, jakby nasze wybory nie miały żadnego trwałego
znaczenia.
Co ciekawe, zupełnie inaczej myślimy wtedy, gdy chodzi o
nagrodę za dobre postępowanie. Wówczas jak najbardziej oczekujemy sprawiedliwej
zapłaty i wierzymy w istnienie nieba.
Piekło jest dziś słowem niepopularnym. Kojarzy się ze
średniowieczem, demonami i obrazami wiecznych mąk. Mitologia, popularne dowcipy
oraz kultura masowa sprawiły, że niewiele osób traktuje je poważnie. Większość
ludzi, nawet jeśli dopuszcza możliwość istnienia miejsca wiecznego potępienia,
skłonna jest raczej uważać je za symbol cierpienia lub przejściowego
doświadczenia czegoś wyjątkowo strasznego. W znaczeniu religijnym piekło można
określić jako „miejsce czasowej lub wiecznej kary, na którą skazane są dusze
zmarłych; siedziba złych duchów i dusz potępionych”. Taką definicję podaje Słownik
języka polskiego PWN.
W codziennym języku słowa tego używamy jednak znacznie
swobodniej. Mówimy o piekle, mając na myśli miejsce lub sytuację, w której
panują wyjątkowo ciężkie warunki. Kiedy przeżywamy coś niezwykle trudnego,
mówimy: „Przechodzę piekło”.
A co na ten temat mówi Biblia?
Według świadectwa Pisma Świętego piekło nie jest ludzkim
wymysłem ani metaforą trudnych doświadczeń. Biblia mówi o nim wielokrotnie. Co
więcej, może się to wydawać zaskakujące, ale Pan Jezus wielokrotnie ostrzegał
przed sądem i jego konsekwencjami. Kiedy wysyłał swoich uczniów, aby głosili
nadchodzące Królestwo Boże, uzdrawiali chorych i wypędzali demony, dodawał im
otuchy słowami: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić
nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę, i ciało zniszczyć w
piekle” (Mt 10,28). Jezus mówił również o miejscu, w którym „będzie
płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8,12).
Pomimo tego, że Biblia wielokrotnie porusza temat sądu i
ostatecznego losu człowieka, współcześnie stosunkowo rzadko słyszymy o piekle w
kazaniach. Jeszcze rzadziej staje się ono głównym tematem zwiastowania Słowa
Bożego. Dlatego z pewnym zaskoczeniem przyjąłem kazanie, którego niedawno
wysłuchałem w kościele, do którego obecnie uczęszczam. Całe zwiastowanie
zostało poświęcone właśnie temu tematowi.
Już na początku pastor wyjaśnił, dlaczego postanowił mówić o
sprawie, która — choć niewygodna i niepopularna — bez wątpienia należy do
biblijnego nauczania. W tamtym czasie wśród chrześcijan ewangelikalnych dużym
zainteresowaniem, ale również niemałymi kontrowersjami, cieszyła się książka o
bardzo zachęcającym tytule Love Wins — Miłość zwycięża. Jej
autorem był Rob Bell, pastor jednego z amerykańskich megakościołów — Mars Hill
Bible Church w stanie Michigan. Książka wywołała tak duże poruszenie, że
zainteresowały się nią również świeckie media. Pojawiały się wymowne tytuły
informujące, że pastor kwestionuje istnienie piekła i tradycyjne
chrześcijańskie rozumienie życia po śmierci.
Jeżeli spotykamy artykuł, książkę lub inny materiał
kwestionujący istnienie piekła, którego autorem jest ateista albo ktoś otwarcie
sceptyczny wobec Biblii, nie jest to szczególnie zaskakujące. Inaczej jednak
wygląda sytuacja, gdy podobne poglądy głosi pastor dużego kościoła, liczącego
około dziesięciu tysięcy członków. Wówczas nie można przejść obok takiego
nauczania obojętnie.
Właśnie dlatego z dużą uwagą wysłuchałem wspomnianego
kazania. Postanowiłem również napisać o tym na blogu, ponieważ tego rodzaju
zagrożenia teologiczne nie zatrzymują się na granicach państw. To, co pojawia
się dzisiaj w amerykańskich kościołach, jutro może dotrzeć również do Polski.
W środowiskach ewangelikalnych w Stanach Zjednoczonych
pojawiły się liczne reakcje na książkę Roba Bella. Z jednej strony miały one
ostrzegać przed tym, co autorzy krytyki uznawali za zwodniczy charakter
przedstawionego nauczania, z drugiej zaś przypominać biblijną naukę dotyczącą
sądu i wieczności. Jeden z pastorów, Kevin DeYoung, napisał obszerną recenzję,
w której przedstawił swoje zastrzeżenia wobec książki Love Wins. W
skrócie jego ocena sprowadzała się do następującego rozumienia poglądów Bella:
Rob Bell przedstawia piekło jako rzeczywistość, którą
człowiek tworzy dla siebie przez odrzucenie Bożej miłości. Może ono być
doświadczeniem obecnym, ale również przyszłą rzeczywistością dla tych, którzy
umierają nieprzygotowani na spotkanie z Bogiem. Według tej interpretacji piekło
nie miałoby jednak trwać wiecznie. Ostatecznie Bóg miałby znaleźć sposób, aby
każdy człowiek zwrócił się ku Niemu i został pojednany z Bogiem — czy to w
obecnym życiu, czy po śmierci. Nie byłoby więc wiecznie trwającej kary, ponieważ
ostatecznie miłość Boga miałaby zwyciężyć wszelkie zło.
Właśnie z takim sposobem rozumienia piekła nie zgadzam się.
Biblia mówi o ostatecznym sądzie i o poważnych
konsekwencjach odrzucenia Bożej łaski. Człowiek nie jest pozostawiony bez
ratunku — Bóg ofiarował mu zbawienie w Jezusie Chrystusie — ale jednocześnie
Pismo Święte nie przedstawia niewiary i odrzucenia Ewangelii jako czegoś
pozbawionego konsekwencji. Pan Jezus powiedział: „Albowiem Syn Człowieczy
przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi i wtedy odda każdemu według
uczynków jego” (Mt 16,27).
W tych słowach zawarta jest zarówno dobra, jak i zła
wiadomość. Dobrą wiadomością jest to, że dla tych, którzy zaufali Chrystusowi i
przyjęli przez wiarę Jego usprawiedliwienie, nie ma już potępienia. Apostoł
Paweł napisał: „Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w
Chrystusie Jezusie” (Rz 8,1). To jest jedna z najwspanialszych
obietnic Ewangelii. Jednak Jezus mówi również: „Kto wierzy w Syna, ma żywot
wieczny; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na
nim” (J 3,36).
Dla człowieka, który świadomie odrzuca Chrystusa, jest to
wiadomość niezwykle poważna. Każdy będzie musiał stanąć przed Tym, który nie
tylko jest Sędzią, ale który również przyszedł na świat, aby zbawić człowieka.
Chrystus cierpiał i umarł także za tych, którzy odrzucają Jego łaskę. Odrzucenie
takiego zbawienia nie może być więc traktowane jako decyzja pozbawiona
konsekwencji.
Apostoł Paweł również bardzo wyraźnie mówił o losie tych,
którzy odrzucają Ewangelię: „Wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga,
oraz tym, którzy nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni
karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego” (2
Tes 1,8–9).
Biblia mówi również: „A jak postanowione jest ludziom raz
umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27). Śmierć nie kończy więc historii
człowieka. Po niej następuje sąd. Jednych czeka życie wieczne, innych zaś
potępienie. Księga Objawienia mówi o ostatecznym losie szatana: „I będą
dręczeni dniem i nocą na wieki wieków” (Ap 20,10).
Nie można jednak głosić prawdy o sądzie w oderwaniu od
Ewangelii. Biblia nie mówi o piekle po to, aby człowieka jedynie przestraszyć.
Mówi o nim również po to, aby pokazać, jak wielkim darem jest zbawienie. Jeżeli
nie istnieje żadne zagrożenie, przed którym człowiek musi zostać uratowany,
trudno zrozumieć, dlaczego Chrystus musiał umrzeć na krzyżu.
Boża miłość nie polega na tym, że Bóg przymyka oczy na
grzech i usuwa jego konsekwencje bez względu na to, jaką postawę przyjmuje
człowiek. Miłość Boga objawiła się najpełniej właśnie w tym, że Chrystus wziął
na siebie konsekwencje grzechu i otworzył drogę zbawienia każdemu, kto w Niego
uwierzy.
Dlatego nie powinniśmy pozwolić, aby piękna prawda o Bożej
miłości została wykorzystana do podważania innych prawd objawionych w Piśmie
Świętym. Nie dajmy się zwieść słowami o Bożej miłości, które brzmią dobrze, ale
prowadzą do pomniejszania powagi grzechu, sądu i potrzeby zbawienia.
Prawdziwa Boża miłość nie usuwa prawdy o sądzie. To właśnie
dlatego, że Bóg tak umiłował świat, dał swojego Syna, aby człowiek nie musiał
zginąć.





