„Hulaj dusza — piekła nie ma” — to powiedzenie dobrze oddaje
sposób myślenia człowieka, który chciałby uwolnić się od odpowiedzialności za
swoje czyny. Jeśli nie ma ostatecznego sądu ani konsekwencji przekraczających
granicę śmierci, można żyć tak, jakby nasze wybory nie miały żadnego trwałego
znaczenia.
Co ciekawe, zupełnie inaczej myślimy wtedy, gdy chodzi o
nagrodę za dobre postępowanie. Wówczas jak najbardziej oczekujemy sprawiedliwej
zapłaty i wierzymy w istnienie nieba.
Piekło jest dziś słowem niepopularnym. Kojarzy się ze
średniowieczem, demonami i obrazami wiecznych mąk. Mitologia, popularne dowcipy
oraz kultura masowa sprawiły, że niewiele osób traktuje je poważnie. Większość
ludzi, nawet jeśli dopuszcza możliwość istnienia miejsca wiecznego potępienia,
skłonna jest raczej uważać je za symbol cierpienia lub przejściowego
doświadczenia czegoś wyjątkowo strasznego. W znaczeniu religijnym piekło można
określić jako „miejsce czasowej lub wiecznej kary, na którą skazane są dusze
zmarłych; siedziba złych duchów i dusz potępionych”. Taką definicję podaje Słownik
języka polskiego PWN.
W codziennym języku słowa tego używamy jednak znacznie
swobodniej. Mówimy o piekle, mając na myśli miejsce lub sytuację, w której
panują wyjątkowo ciężkie warunki. Kiedy przeżywamy coś niezwykle trudnego,
mówimy: „Przechodzę piekło”.
A co na ten temat mówi Biblia?
Według świadectwa Pisma Świętego piekło nie jest ludzkim
wymysłem ani metaforą trudnych doświadczeń. Biblia mówi o nim wielokrotnie. Co
więcej, może się to wydawać zaskakujące, ale Pan Jezus wielokrotnie ostrzegał
przed sądem i jego konsekwencjami. Kiedy wysyłał swoich uczniów, aby głosili
nadchodzące Królestwo Boże, uzdrawiali chorych i wypędzali demony, dodawał im
otuchy słowami: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić
nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę, i ciało zniszczyć w
piekle” (Mt 10,28). Jezus mówił również o miejscu, w którym „będzie
płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8,12).
Pomimo tego, że Biblia wielokrotnie porusza temat sądu i
ostatecznego losu człowieka, współcześnie stosunkowo rzadko słyszymy o piekle w
kazaniach. Jeszcze rzadziej staje się ono głównym tematem zwiastowania Słowa
Bożego. Dlatego z pewnym zaskoczeniem przyjąłem kazanie, którego niedawno
wysłuchałem w kościele, do którego obecnie uczęszczam. Całe zwiastowanie
zostało poświęcone właśnie temu tematowi.
Już na początku pastor wyjaśnił, dlaczego postanowił mówić o
sprawie, która — choć niewygodna i niepopularna — bez wątpienia należy do
biblijnego nauczania. W tamtym czasie wśród chrześcijan ewangelikalnych dużym
zainteresowaniem, ale również niemałymi kontrowersjami, cieszyła się książka o
bardzo zachęcającym tytule Love Wins — Miłość zwycięża. Jej
autorem był Rob Bell, pastor jednego z amerykańskich megakościołów — Mars Hill
Bible Church w stanie Michigan. Książka wywołała tak duże poruszenie, że
zainteresowały się nią również świeckie media. Pojawiały się wymowne tytuły
informujące, że pastor kwestionuje istnienie piekła i tradycyjne
chrześcijańskie rozumienie życia po śmierci.
Jeżeli spotykamy artykuł, książkę lub inny materiał
kwestionujący istnienie piekła, którego autorem jest ateista albo ktoś otwarcie
sceptyczny wobec Biblii, nie jest to szczególnie zaskakujące. Inaczej jednak
wygląda sytuacja, gdy podobne poglądy głosi pastor dużego kościoła, liczącego
około dziesięciu tysięcy członków. Wówczas nie można przejść obok takiego
nauczania obojętnie.
Właśnie dlatego z dużą uwagą wysłuchałem wspomnianego
kazania. Postanowiłem również napisać o tym na blogu, ponieważ tego rodzaju
zagrożenia teologiczne nie zatrzymują się na granicach państw. To, co pojawia
się dzisiaj w amerykańskich kościołach, jutro może dotrzeć również do Polski.
W środowiskach ewangelikalnych w Stanach Zjednoczonych
pojawiły się liczne reakcje na książkę Roba Bella. Z jednej strony miały one
ostrzegać przed tym, co autorzy krytyki uznawali za zwodniczy charakter
przedstawionego nauczania, z drugiej zaś przypominać biblijną naukę dotyczącą
sądu i wieczności. Jeden z pastorów, Kevin DeYoung, napisał obszerną recenzję,
w której przedstawił swoje zastrzeżenia wobec książki Love Wins. W
skrócie jego ocena sprowadzała się do następującego rozumienia poglądów Bella:
Rob Bell przedstawia piekło jako rzeczywistość, którą
człowiek tworzy dla siebie przez odrzucenie Bożej miłości. Może ono być
doświadczeniem obecnym, ale również przyszłą rzeczywistością dla tych, którzy
umierają nieprzygotowani na spotkanie z Bogiem. Według tej interpretacji piekło
nie miałoby jednak trwać wiecznie. Ostatecznie Bóg miałby znaleźć sposób, aby
każdy człowiek zwrócił się ku Niemu i został pojednany z Bogiem — czy to w
obecnym życiu, czy po śmierci. Nie byłoby więc wiecznie trwającej kary, ponieważ
ostatecznie miłość Boga miałaby zwyciężyć wszelkie zło.
Właśnie z takim sposobem rozumienia piekła nie zgadzam się.
Biblia mówi o ostatecznym sądzie i o poważnych
konsekwencjach odrzucenia Bożej łaski. Człowiek nie jest pozostawiony bez
ratunku — Bóg ofiarował mu zbawienie w Jezusie Chrystusie — ale jednocześnie
Pismo Święte nie przedstawia niewiary i odrzucenia Ewangelii jako czegoś
pozbawionego konsekwencji. Pan Jezus powiedział: „Albowiem Syn Człowieczy
przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi i wtedy odda każdemu według
uczynków jego” (Mt 16,27).
W tych słowach zawarta jest zarówno dobra, jak i zła
wiadomość. Dobrą wiadomością jest to, że dla tych, którzy zaufali Chrystusowi i
przyjęli przez wiarę Jego usprawiedliwienie, nie ma już potępienia. Apostoł
Paweł napisał: „Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w
Chrystusie Jezusie” (Rz 8,1). To jest jedna z najwspanialszych
obietnic Ewangelii. Jednak Jezus mówi również: „Kto wierzy w Syna, ma żywot
wieczny; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na
nim” (J 3,36).
Dla człowieka, który świadomie odrzuca Chrystusa, jest to
wiadomość niezwykle poważna. Każdy będzie musiał stanąć przed Tym, który nie
tylko jest Sędzią, ale który również przyszedł na świat, aby zbawić człowieka.
Chrystus cierpiał i umarł także za tych, którzy odrzucają Jego łaskę. Odrzucenie
takiego zbawienia nie może być więc traktowane jako decyzja pozbawiona
konsekwencji.
Apostoł Paweł również bardzo wyraźnie mówił o losie tych,
którzy odrzucają Ewangelię: „Wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga,
oraz tym, którzy nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni
karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego” (2
Tes 1,8–9).
Biblia mówi również: „A jak postanowione jest ludziom raz
umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27). Śmierć nie kończy więc historii
człowieka. Po niej następuje sąd. Jednych czeka życie wieczne, innych zaś
potępienie. Księga Objawienia mówi o ostatecznym losie szatana: „I będą
dręczeni dniem i nocą na wieki wieków” (Ap 20,10).
Nie można jednak głosić prawdy o sądzie w oderwaniu od
Ewangelii. Biblia nie mówi o piekle po to, aby człowieka jedynie przestraszyć.
Mówi o nim również po to, aby pokazać, jak wielkim darem jest zbawienie. Jeżeli
nie istnieje żadne zagrożenie, przed którym człowiek musi zostać uratowany,
trudno zrozumieć, dlaczego Chrystus musiał umrzeć na krzyżu.
Boża miłość nie polega na tym, że Bóg przymyka oczy na
grzech i usuwa jego konsekwencje bez względu na to, jaką postawę przyjmuje
człowiek. Miłość Boga objawiła się najpełniej właśnie w tym, że Chrystus wziął
na siebie konsekwencje grzechu i otworzył drogę zbawienia każdemu, kto w Niego
uwierzy.
Dlatego nie powinniśmy pozwolić, aby piękna prawda o Bożej
miłości została wykorzystana do podważania innych prawd objawionych w Piśmie
Świętym. Nie dajmy się zwieść słowami o Bożej miłości, które brzmią dobrze, ale
prowadzą do pomniejszania powagi grzechu, sądu i potrzeby zbawienia.
Prawdziwa Boża miłość nie usuwa prawdy o sądzie. To właśnie
dlatego, że Bóg tak umiłował świat, dał swojego Syna, aby człowiek nie musiał
zginąć.

Dla równowagi polecam ten tekst z innego blogu: http://acalyludpowieamen.blogspot.com/2013/05/niezniszczalne-krolestwo-szatana.html#more
ReplyDelete