Saturday, August 1, 2026

Bóg w samo południe

Skwar południa daje się we znaki każdemu, ale upały wyjątkowo mocno odczuwają osoby z problemami krążeniowymi – do których sam się zaliczam. Z drugiej strony, do plusów wysokiej temperatury można zaliczyć kreatywność, która w warunkach kryzysowych pozwala tworzyć rzeczy niemal niemożliwe.

Zwrot „w samo południe” przeciętnemu czytelnikowi kojarzy się pewnie z klasycznym westernem (High Noon). W Biblii natomiast czytamy o zjawisku o wiele głębszym – o wyjątkowej wizycie właśnie w najgorętszej porze dnia. Spotkania tego typu zawsze towarzyszyły przełomowym momentom w historii Izraela: jak wtedy, gdy Jozue wprowadzał naród wybrany do Ziemi Obiecanej, czy w czasach, gdy Bóg powoływał sędziów na ratunek błądzącemu ludowi.

Dzisiaj, właśnie ze względu na ten żar lejący się z nieba, moją uwagę przykuł opis spotkania Abrahama z wysłannikami Pana. Wydarzenie to zapowiadało narodziny syna, którego Bóg obiecał mu kilkanaście lat wcześniej jako początek wielkiego narodu i błogosławieństwo dla całej ziemi. Czternaście lat przed tym wydarzeniem Sara, żona Abrahama, postanowiła „pomóc” Bogu w realizacji Jego obietnicy. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło – opłakane skutki owej „ludzkiej pomocy” odczuwamy na Bliskim Wschodzie do dziś.

Tym razem jednak czytamy: „Potem PAN ukazał mu się pod dębami Mamre, gdy siedział u wejścia do namiotu w upale dnia” (Rdz 18:1). Inne tłumaczenia oddają ten moment jeszcze trafniej: „w najgorętszej porze dnia” (UBG), czy też „w skwarne południe” (BW). Jak widać, dla Boga każda pora – czy to dzień, czy noc – jest dobra, by spotkać się z człowiekiem.

Boża epifania objawiła się pod postacią trzech mężów. Abraham, zgodnie z najlepszymi tradycjami wschodniej gościnności, przyjął ich niezwykle serdecznie. Nie tylko obmyto im nogi zakurzone długą wędrówką po bezdrożach, ale gospodarz od razu zaangażował cały dom, by przygotować świeży, wyśmienity posiłek. Nie wypadało przecież podjąć takich gości czymkolwiek. Dzisiaj Sara zapewne skoczyłaby szybko do najbliższego marketu po gotowe przekąski, wtedy jednak wszystko przygotowywano od podstaw – na miejscu wypiekano świeży chleb i przyrządzano najlepsze mięso.

Naród wybrany został wskazany według głębokiego postanowienia Bożego serca. Bóg związał z nim mnóstwo wspaniałych obietnic, ale i ostrzeżeń na wypadek nieposłuszeństwa. Podczas wcześniejszych rozmów o przymierzu Abraham próbował podsunąć Bogu Ismaela jako tego, z którego miałby powstać obiecany lud. Do tych zawiłości Bożych obietnic i ludzkich prób ich obchodzenia odwoła się kilka tysięcy lat później apostoł Paweł w swoich listach do chrześcijan.

Słońce wciąż stało wysoko, gdy Abraham stał przy wejściu do namiotu i patrzył, jak trzej pielgrzymi posilają się w cieniu. Sary przy nich nie było – przygotowawszy posiłek, usunęła się na bok. Zwyczaj nie pozwalał kobietom brać udziału w męskich naradach. A jednak w tym momencie to właśnie ona była kluczową postacią, bo to ona miała za rok urodzić „syna obietnicy”. Bóg nie patrzy na wiek, płeć czy społeczne konwenanse. Każdy z nas może zostać użyty przez Niego do realizacji wielkich rzeczy.

Obecność Sary przy stole nie była konieczna, by zapowiedzieć wydarzenie, w które miała być bezpośrednio zaangażowana. Abraham usłyszał jasne zapewnienie: „Na pewno powrócę do ciebie po upływie roku, a wtedy Sara, twoja żona, będzie miała syna” (Rdz 18:10). Obietnica ta dotyczyła Izaaka. Sara jednak, kierując się zwykłą ludzką ciekawością, podsłuchiwała całą rozmowę zza zasłony namiotu.

Gdy usłyszała obietnicę, wybuchła cichym, ale gorzkim śmiechem. Czy ci goście przemawiający w imieniu Boga nie wiedzieli, że jej wiek biologiczny dawno minął? W dzisiejszych kategoriach medycznych powiedzielibyśmy wprost: jej organizm przestał już funkcjonować w sposób umożliwiający poczęcie. Ludzka, zdroworozsądkowa reakcja Sary zupełnie nas nie dziwi.

Podobnie było wiele wieków później, gdy do młodej dziewczyny w Nazarecie przybył sam archanioł Gabriel, zapowiadając jeszcze bardziej niezwykłe narodziny. Maria była młoda i bogobojna, ale z biologicznego i prawnego punktu widzenia sprawa również wydawała się niemożliwa – była dziewicą. Zadała więc racjonalne pytanie: „Jak to się stanie, przecież nie znam mężczyzny?” (Łk 1:34).

W odpowiedzi na wątpliwości Sary padło fundamentalne pytanie retoryczne: „A czy dla Pana jest coś niemożliwego?” (Rdz 18:14). Prawie to samo zapewnienie usłyszała Maria od anioła: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk 1:37).

To prawda jest niezmienna także dla nas. Bez względu na okoliczności, pogodę, skwarne południe czy mroźny zimowy wieczór – u Boga wszystko jest możliwe, ponieważ On jest Bogiem Wszechmogącym. Maria odpowiedziała wysłannikowi: „Oto ja służebnica Pana, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1:38). Obyśmy i my mieli w sobie tyle samo ufności do Ojca – Boga El Elyon (Boga Najwyższego), w którego rękach leży wszystko.

Na koniec tego rozważania warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno obwieszczenie, które usłyszał Abraham tamtego upalnego dnia. Pan zapytał sam siebie: „Czy mam przed Abrahamem ukryć swoje zamiary?” (Rdz 18:17).

Bóg ujawnił wtedy kluczową rzecz: wybrał Abrahama po to, by ten uczył kolejne pokolenia dróg Pana, „czyniąc sprawiedliwość i prawo” (Rdz 18:19). Ale o tym – oraz o tym, jak ludzie na przestrzeni wieków próbowali przywłaszczać sobie te Boże pojęcia – postaram się napisać później. Miejmy nadzieję, że już w nieco chłodniejszym dniu.

Henryk Hukisz