Sunday, June 14, 2026

Sidła w Ziemi Obiecanej

Przed odejściem do Ojca Pan Jezus w swojej modlitwie określił wyraźnie jaką pozycję wobec tego świata powinni zająć Jego naśladowcy: „Teraz zaś idę do Ciebie i mówię to, będąc na świecie, aby w pełni mieli w sobie Moją radość. Przekazałem im Twoje słowo, lecz świat ich znienawidził, bo nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, lecz abyś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (Jn 17:13-16).

Widzę pewne podobieństwo do sytuacji, gdy Bóg wprowadzał Swój wybrany naród do Ziemi Obiecanej. W Księdze Powtórzonego Prawa Bóg określił wyraźnie zadania, jakie wyznaczył im do wypełnienia wobec zamieszkujących tam narodów: „Gdy wytępi PAN, twój Bóg, narody, do których idziesz, aby je wydziedziczyć, gdy weźmiesz je w posiadanie i zamieszkasz w ich ziemi, wówczas strzeż się, abyś nie został zwiedziony, idąc za nimi. A po ich wytępieniu przed tobą, byś nie szukał ich bogów, mówiąc: Jak służyły te narody swoim bogom, tak i ja będę czynił. Nie będziesz tak czynił PANU, twemu Bogu, gdyż dla PANA to wszystko jest obrzydliwością i nienawidzi tego, co czyniły one dla swych bogów, gdyż nawet swoich synów i córki spalały w ogniu dla swoich bogów” (Pwt 12:29-31).

Pan Bóg przygotował Swój umiłowany naród do konfrontacji z niebezpieczeństwami, jakie z pewnością na nich czekały. Wszechmogący Pan wyposażył ich w obietnice pełnego błogosławieństwa, dał im Słowo zapewniające sukcesy i upragnioną stabilizację. Nagle, na samym progu tego nowego etapu, usłyszeli surowy, wręcz rygorystyczny głos Boga: „Strzeż się, abyś nie został zwiedziony, idąc za nimi... i byś nie szukał ich bogów, mówiąc: Jak służyły te narody swoim bogom, tak i ja będę czynił” (Pwt 12:30).

Z pewnością wielu doświadczonych w wielu sytuacjach w czasie wędrówki pomyślało: „Po co te zakazy? Przecież jesteśmy dorośli. Znamy Boga. Nic nam nie grozi. Chcemy tylko zobaczyć, jak żyją inni, zrozumieć ich świat, dopasować się, żeby nie wyjść na zacofanych”. I dokładnie w tym miejscu, w tej genialnie podsyconej ciekawości, diabeł zaczyna rozstawiać swoje sidła, zastawia swoje sprytne pułapki.

Diabeł nie przychodzi z rogami i widłami, krzycząc: „Porzuć Boga i idź do piekła!”. On jest zbyt inteligentny na tak tani prymitywizm. Jego taktyka opiera się na powolnym, niemal niezauważalnym wciąganiu chrześcijanina w „świeckie zwyczaje”. Wszystko zaczyna się od zmiany otoczenia i rzekomo niegroźnego towarzystwa.

Genialną anatomię tej pułapki – ten powolny taniec staczania się w dół – opisuje już Dawid w Psalmie 1. Ukazuje w nim dramat człowieka, który traci swoją świętość przez stopniowe zacieranie granic: „Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych Ani nie stoi na drodze grzeszników, Ani nie zasiada w gronie szyderców” (Ps 1:1).

Spójrz na tę przerażającą, diabelską dynamikę trzech kroków, która idealnie tłumaczy, jak chrześcijanin wpada w sidła i zaczyna pełnić wolę zła:

1. Krok pierwszy - Chodzenie (Ciekawość i tolerancja).

Najpierw tylko przechodzisz obok. Idziesz tą samą drogą, słuchasz „rad bezbożnych” – ich filozofii życia, ich definicji sukcesu, ich podejścia do moralności. Otwierasz drzwi dla świeckich standardów w kwestii rozrywki, języka czy relacji. Mówisz: „To nic złego, tylko słucham, przecież od tego nie umrę, muszę wiedzieć, czym żyje świat”.

2. Krok drugi - Stanie (Kompromis i naśladownictwo).

Już nie tylko tędy przechodzisz – zaczynasz się zatrzymywać. „Stajesz na drodze grzeszników”. To faza, w której świeckie zwyczaje przestają cię razić, a stają się twoją codziennością. Zaczynasz przejmować ich styl życia, usprawiedliwiać kompromisy. Twoja modlitwa wygasa, niedzielna społeczność staje się pustym nawykiem, a standardy Bożego Słowa zaczynasz elastycznie naginać do swoich nowych, „świeckich” potrzeb.

3. Krok trzeci - Siedzenie (Sidła i pełnienie jego woli).

Finał pułapki. „Siedzisz w gronie szyderców”. Siedzenie oznacza zakorzenienie, zadomowienie się w grzechu. Tracisz duchową suwerenność. Stajesz się niewolnikiem opinii innych, nałogów, lęku o jutro, chciwości czy pogoni za seksem i sukcesem za wszelką cenę. Najbardziej przerażające jest to, że chrześcijanin, który „rozgościł się” na tym krześle, często nadal uważa się za wolnego. Nie widzi, że sznur wokół jego szyi zaciska się z każdym dniem, a jego życie przestało rodzić jakiekolwiek owoce świętości. To jest właśnie moment, o którym pisał apostoł Paweł, aby „oprzytomnieli i wyzwolili się z sideł diabła, przez którego zostali pochwyceni i podporządkowani jego woli” (2 Tm 2:26).

Przejście na świecki styl życia ma jeden główny cel: zneutralizować Twoją świętość. Świętość to nie chodzenie z głową w chmurach. Świętość (hebr. kadosz) to oddzielenie. To bycie „innym” – czystym, transparentnym, niosącym Bożą obecność w brudny świat. O tym mówił w Swojej modlitwie Jezus: „Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (Jn 17:16)

Świat nie znosi tej inności. Dlatego kusi cię: „Bądź taki jak my. Po co ci ta radykalność? Nie przesadzaj z tą wiarą”. Kiedy dajesz się na to nabrać, z chodzenia przechodzisz w stanie, a ze stania w siedzenie pośród pogańskich obyczajów współczesnego Kanaanu. Zamiast zmieniać świat, świat zaczyna zmieniać ciebie. Przestajesz świecić, stajesz się letni. A letniość to ulubiona temperatura diabła.

Bóg nie ostrzegał Izraela z zazdrości. Ostrzegał ich, bo ich kochał. Wiedział, że pogańskie praktyki Kanaanu – choć z zewnątrz barwne, wolne i atrakcyjne – niosły ze sobą śmierć, zepsucie i duchowe niewolnictwo.

Dzisiaj Bóg mówi to samo do Ciebie: „Strzeż się, abyś nie został zwiedziony, idąc za nimi” (Pwt 12:30). Zwróć uwagę na to, z kim chodzisz, gdzie się zatrzymujesz i z kim siadasz do stołu. Nie badaj głębokości grzechu, nie testuj, jak blisko przepaści możesz stanąć, żeby nie spaść. Apostoł Paweł zwraca na to uwagę Tymoteuszowi, mówiąc: „od wszelkiego zła się powstrzymujcie” (1 Tes 5:22).

Wejście do Ziemi Obiecanej wymaga czujności. Jeśli chcesz żyć w wolności, którą wywalczył dla ciebie Chrystus, musisz przeciąć więzi ze świeckim stylem myślenia. Nie daj się usidlić. Posłuchaj ostrzeżenia, jakie Paweł skierował do wierzących w Koryncie: „Lękam się jednak, żeby, tak jak w swojej przebiegłości wąż zwiódł Ewę, tak i wasze umysły nie zostały przypadkiem odwiedzione od prostoty i czystości wobec Chrystusa” (2 Kor 11:3).

Twoje życie ma zbyt wielką wartość, by stać się narzędziem w rękach zwodziciela. Wybierz świętość – ona jako jedyna gwarantuje prawdziwą, niezachwianą wolność. Apostoł Paweł również do tych samych wierzących pisał, przypominając im: „Czy nie wiecie, że wasze ciało jest świątynią obecnego w was Ducha Świętego, którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Zostaliście bowiem nabyci za wielką cenę. Chwalcie więc Boga w waszym ciele” (1 Kor 6:19,20).

Henryk Hukisz

Friday, June 12, 2026

Umiłowanie prawdy

Uważam, że o prawdzie powinniśmy mówić jak najczęściej. Jest ona fundamentem naszej wiary, a co za tym idzie – zależy od niej całe nasze życie, ponieważ „sprawiedliwy z wiary będzie żył” (Ga 3:11). Dlatego właśnie na moim blogu ten temat pojawia się tak regularnie. W rozważaniu „Boża Prawda” pisałem o tym, że istnieje tylko jedna Prawda, dlatego powinniśmy wystrzegać się wszelkich jej podróbek i odmian. W naszym codziennym boju, jako dobrzy żołnierze Jezusa Chrystusa, musimy zawsze mieć na swoich biodrach „Pas prawdy”. W dzisiejszym świecie, w niemal każdej dziedzinie życia, królują przecież prawdy relatywne. Z kolei w tekście pod tytułem „Podwalina prawdy” poruszałem temat jedynej stabilnej podstawy, na której można zbudować zdrowe małżeństwo.

Najczęściej prezentujemy chłodne – czyli, w naszym rozumieniu, stanowcze – podejście do prawdy. Uważamy, że do tak fundamentalnego tematu nie wolno podchodzić emocjonalnie, gdyż uczucia bywają zwodnicze. Z drugiej strony czujemy się dobrze (a to przecież też emocja!), gdy tworzymy naukowe dogmaty wyrażające nasz sposób rozumienia rzeczywistości. Pisałem już o tym kiedyś w rozważaniu „Paradygmat Prawdy”, wskazując na fakt, że nad Bożą Prawdą się nie dyskutuje – ją trzeba po prostu przyjąć dla własnego zbawienia. Boże Słowo, które jest Prawdą, służy do postawienia prawidłowej diagnozy naszego wnętrza (o czym pisałem w tekście „Prawdziwa diagnoza”). Pokazuje ono realny obraz, o wiele dokładniejszy niż najlepsze EKG, USG czy rezonans (MRI). Słowo to działa jak doskonały Boży tomograf, który obnaża prawdziwy, duchowy stan naszego serca. Właśnie dlatego najlepszą postawą wobec Prawdy jest jej umiłowanie, czyli autentyczne zachwycenie się Bożym Prawem („Pokochać prawo”).

Miłość najlepiej wyraża nasze prawdziwe przywiązanie do kogoś lub czegoś. Jeśli naprawdę kochamy, nie istnieją dla nas żadne przeszkody, by przedmiot tej miłości objąć z całej siły i nie wypuścić go już do końca życia. Żadna przeszkoda się wtedy nie liczy, a żadna cena nie jest za wysoka. Pamiętam, jak ponad pięćdziesiąt lat temu powiedziałem mojej dziewczynie, że ją kocham i jestem gotowy poświęcić dla niej resztę mojego życia. Dziś żałuję jedynie tego, że nie miałem możliwości zrobić tego wcześniej. Wiem też, że tylko miłość do niej, okazywana każdego dnia, daje mi siłę na kolejne lata – tyle, ile Pan dla nas zaplanował. Bardzo lubię jeden z wielu aforyzmów na ten temat: „Miłość od pierwszego wejrzenia kończy się często małżeństwem do ostatniego tchnienia”.

Czy można zatem kochać prawdę? Powiem wprost: jest to wręcz nasz obowiązek, ponieważ to Prawda pierwsza nas umiłowała. Bóg jest miłością, a Jezus Chrystus przyszedł na ziemię, aby tę miłość ucieleśnić. Oddał swoje życie na Golgocie za grzeszników, gdyż „umiłował swoich w świecie, i to umiłował ich do końca” (Jn 13:1). Największym Bożym pragnieniem jest, „aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2:4). Chcę mocno podkreślić coś, co często umyka nam podczas lektury tego kluczowego wersetu: poznanie prawdy jest równorzędne z przyjęciem zbawienia. Nie ma jednego bez drugiego!

Apostoł Paweł, pisząc do wierzących w Tesalonikach o wydarzeniach czasów ostatecznych, kiedy ma objawić się „niegodziwiec”, ostrzega przed jego oszustwami również nas. Ów zwodziciel będzie działał w mocy ducha antychrysta, pojawiając się „z całą mocą wśród znaków i fałszywych cudów, wśród całego zwodzenia nieprawości – wobec tych, którzy dają się wygubić, ponieważ nie przyjęli prawdy miłości, by zostali zbawieni” (2 Tes 2:9-10). Jedynym skutecznym antidotum na kłamstwo jest prawda. Dlatego tak ważne jest jej poznanie i wierne trzymanie się jej aż do samego końca. Paweł wyraźnie wskazuje przyczynę, która prowadzi do odpadnięcia od łaski zbawienia: jest nią brak wzajemności w przyjęciu „miłości prawdy” – „ponieważ nie przyjęli prawdy miłości, by zostali zbawieni” (w. 10).

Umiłowanie prawdy to nic innego jak odwzajemnienie miłości, którą ona nas darzy. Dokładnie tak samo jak w relacji dwojga ludzi – prawdziwa miłość istnieje tylko wtedy, gdy znajduje odbicie w sercu ukochanej osoby. Skoro prawda nas umiłowała, to nie mamy wyboru. To nie jest jedna z opcji, ale naturalna reakcja: albo miłujemy ją z całego serca, albo w ogóle jej nie znamy. W relacji zakochanych osób naturalnie pojawiają się dowody uczuć. Podobnie jest z naszą postawą wobec prawdy – musimy ją udowodnić. Paweł pisze do Koryntian, stawiając za wzór samego siebie: „Nie stosujemy żadnych wybiegów ani nie fałszujemy Słowa Boga, ale, jawnie głosząc prawdę, poddajemy siebie samych w obliczu Boga osądowi sumienia wszystkich ludzi” (2 Kor 4:2). Nasze umiłowanie prawdy kosztuje. Ceną jest rezygnacja z własnych, prywatnych opinii na wiele tematów i uznanie wyłącznie autorytetu prawdy biblijnej. Nie możemy już mówić: „ja tak uważam”, lecz przyjmujemy stanowisko Słowa Bożego. Nie da się inaczej wyrazić miłości do Prawdy, jak tylko przez całkowite jej uznanie.

Prawdziwa miłość, o której czytamy w najpopularniejszym fragmencie Biblii, to taka, która „nie raduje się z niesprawiedliwości, ale raduje się prawdą” (1 Kor 13:6). Radość – podobnie jak miłość – to przecież nasze uczucia. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć króla Dawida, który był wręcz zakochany w Bożych przykazaniach i prawach objawiających Prawdę. Modlił się on słowami: „Naucz mnie, PANIE, Twojej drogi, bym postępował zgodnie z Twoją prawdą. Nakłoń moje serce do bojaźni Twojego imienia” (Ps 86:11). Apostoł Paweł radzi nam z kolei: „obleczcie się w nowego człowieka, który został stworzony na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4:24).

Prawda ma to do siebie, że „czuje się” (jeśli można tak powiedzieć) najlepiej wśród tych, którzy ją miłują. W Biblii znajdziemy mnóstwo ostrzeżeń, by unikać ludzi, którzy prawdy nie strzegą, a wręcz zajmują się jej fałszowaniem. Czasy ostateczne charakteryzują się przecież masowym szerzeniem fałszywych nauk i przekręcaniem faktów. Apostoł Jan wyznał szczerze: „Nie mam większej radości od tej, gdy słyszę, że moje dzieci postępują zgodnie z prawdą” (3 Jn 4). Dlatego pisał do swojego umiłowanego przyjaciela Gajusa, że ogromnie uradował się na wieść o tym, „gdy przyszli bracia i dali świadectwo o twojej wierności prawdzie – jak ty zgodnie z prawdą postępujesz” (w. 3). Jan radzi, aby dbać o dobre towarzystwo ludzi, którzy mają podobny stosunek do tej kwestii: „takich więc powinniśmy przyjmować, abyśmy się stali współpracownikami prawdy” (w. 8).

Niepokoi mnie postawa, z jaką się spotykam nawet wśród wierzących. Słyszę nieraz pytania: „A kto to wie, jaka jest prawda?”. Prawda jest tylko jedna. To ludzie często próbują ją odmieniać przez wszystkie przypadki dla własnej wygody lub po to, by uniknąć ceny, jaką trzeba zapłacić za wierność tej jedynej prawdzie. Wyznając biblijną prawdę, nierzadko narażamy się na ośmieszenie lub odrzucenie ze strony najbliższego środowiska – rodziny czy przyjaciół. Zwróćmy uwagę na bezpośrednie słowa Pana Jezusa: „Przyszedłem bowiem przeciwstawić syna ojcu, córkę matce, a synową teściowej. I nieprzyjaciółmi człowieka będą jego domownicy” (Mt 10:35-36).

Pismo Święte jasno ostrzega nas, że z Prawdą nie ma żartów – apostoł Paweł ostrzega: „Nie dajcie się zwodzić, Bóg nie pozwala szydzić z siebie” (Ga 6:7). Czytamy: „Gdybyśmy bowiem świadomie grzeszyli po tym, jak otrzymaliśmy poznanie prawdy, to nie ma już dla nas ofiary za grzechy” (Hbr 10:26). Dokładnie tak jak w ludzkiej miłości niewierność prowadzi do rozpadu związku, tak nasza apatia i obojętność wobec prawdy może skończyć się tragicznie – oczywiście dla nas. Apostoł Paweł przypomina: „Jeśli jesteśmy niewierni, On pozostaje wierny, bo nie może się wyprzeć samego siebie” (2 Tm 2:13).

Starajmy się więc za wszelką cenę wiernie okazywać nasze umiłowanie Prawdy. Paweł zostawił na kartach Biblii niezwykle smutne świadectwo: „Demas bowiem mnie opuścił, gdyż umiłował ten świat...” (2 Tm 4:10). Kochać można tylko jedno: albo Bożą Prawdę, albo kłamstwa tego świata.

Henryk Hukisz