Monday, March 28, 2016

Prawdziwie wolni

Gdy zapytasz młodego człowieka, co znaczy być wolnym, z pewnością odpowie: „Móc robić to, na co ma się ochotę”. Niestety, w ten sam sposób wolność pojmuje zdecydowana większość dorosłych. Powszechnie uważa się bowiem, że prawdziwa wolność to po prostu brak jakichkolwiek ograniczeń w realizacji własnych pragnień.

Wystarczy jednak spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Codzienne wiadomości przynoszą doniesienia o krzywdach wyrządzanych niewinnym ludziom. Ludzkie cierpienie bardzo często staje się bezpośrednim rezultatem tego, jak inni realizują swoją „wolną wolę”. Najgorzej jest wtedy, gdy po to przypisane sobie prawo do wolności sięgają despoci i polityczni tyrani – całkowicie ignorując wolność tych, których krzywdzą.

Gdzie leżą granice wolności? Czy ludzie potrafią być wolni tak, by nie ranić innych? Czy istnieje pojęcie wolności prawdziwej – dostępnej dla każdego człowieka? Pytania te mnożą się szybciej, niż jesteśmy w stanie znaleźć na nie odpowiedzi.

Rozmyślając nad tym, przypominam sobie słowa piosenki Boba Dylana „But you're gonna have to serve somebody”. W polskim wykonaniu zespołu GMB brzmiały one tak:

„Zawsze jednak musisz komuś służyć. Musisz komuś służyć. Może to być diabeł lub może być Bóg. Zawsze jednak musisz komuś służyć.”

Skoro każdy z nas musi komuś lub czemuś służyć, to znaczy, że absolutnie wolnych ludzi nie ma. Ci, którzy uważają się za całkowicie niezależnych, po prostu oszukują samych siebie.

Jezus w rozmowie z ludźmi, którzy uważali się za depozytariuszy mądrości, najbardziej sprawiedliwych i wolnych, powiedział wprost: „Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać żądze waszego ojca. Od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Kiedy kłamie, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jn 8:44). Nic dziwnego, że niedługo później ci sami „sprawiedliwi i wolni” podburzali tłum, krzycząc: „Niech będzie ukrzyżowany!” (Mt 27:22).

Służba drugiemu człowiekowi bywa dziś postrzegana jako niewola. Wprawdzie nie spotkamy już klasycznego niewolnictwa w dawnej formie – nie ma rynków, na których kupuje się ludzi do ciężkiej pracy. Jak to jednak wygląda we współczesnym świecie? Bardzo często dochodzi do dobrowolnego wchodzenia w rolę niewolnika. Ludzie podporządkowują swoje życie innym, by oszczędzić trudów lub osiągnąć prywatne cele. Mamy też do czynienia ze zniewoleniem przez idee, nawyki, ideologie czy nałogi. W gruncie rzeczy nikt nie jest w pełni wolny – dokładnie tak, jak głoszą słowa piosenki: „Zawsze jednak musisz komuś służyć”.

Apostoł Paweł, pisząc o zbawieniu w Chrystusie, odwołuje się do duchowej historii każdego z nas. Zanim doświadczyliśmy Bożej łaski, postępowaliśmy „według zasad tego świata, posłuszni władcy sił, które unoszą się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu” (Ef 2:2). Warto znów przytoczyć słowa Nauczyciela z Galilei, który podkreślił: „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (Jn 8:34). Czy to przyjmujemy, czy nie – wszyscy startujemy z tego samego punktu. Od urodzenia zmagamy się z naturą grzesznika. Nikt z nas nie jest wolny sam z siebie, choćby bardzo chciał w to wierzyć.

Cofnijmy się do wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. W świątyni przy ołtarzu stał kapłan Zachariasz. Natchniony Duchem Świętym wypowiedział proroctwo: „Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, bo swój lud wziął w opiekę i odkupił” (Łk 1:68). Przez tysiąclecia ludzie dokonywali złych wyborów – zamiast posłuszeństwa Stwórcy wybierali podszepty Bojowego przeciwnika, diabła. Biblia jednoznacznie określa stan człowieka: rodzimy się jako niewolnicy grzechu. Żadna filozofia, religijny rytuał ani ludzki wysiłek nie są w stanie nas z tej niewoli wykupić.

Bóg postanowił jednak interweniować. On „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni. Według postanowienia swojej woli przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa Chrystusa stali się Jego synami” (Ef 1:4-5). Aby uwolnić człowieka z niewoli grzechu, trzeba było zapłacić cenę wykupu – tak jak na dawnym targu niewolników. To wykupienie mamy zapewnione w Chrystusie, w którym zyskujemy „odkupienie przez Jego krew, uwolnienie od grzechów dzięki bogactwu Jego łaski” (Ef 1:7). Tylko w Nim spełnia się obietnica: „Jeżeli więc Syn was wyzwoli, rzeczywiście będziecie wolni” (Jn 8:36).

Autor Listu do Hebrajczyków – pisząc do odbiorców wychowanych w tradycji krwawych ofiar składanych w świątyni – zaznaczył, że Chrystus „nie przez krew kozłów i cieląt, lecz przez własną krew, wszedł raz na zawsze do świątyni i uzyskał wieczne odkupienie” (Hebr. 9:12). Ofiara Baranka Bożego dokonuje całkowitego wyzwolenia z mocy grzechu. Daje nie tylko przebaczenie, ale też oczyszczenie wnętrza: „krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego siebie samego jako niewinnego ofiarował Bogu, oczyści nasze sumienie z martwych uczynków, abyśmy służyli Bogu żyjącemu” (Hbr 9:14).

Wracamy więc do wniosku z piosenki: człowiek nie ucieknie od służby. Mamy jednak wybór. Zamiast zniewolenia przez grzech i zło, możemy wybrać służbę Bogu – w wolności Ducha. Na tym polega prawdziwa wolność: na możliwości dokonania najważniejszego wyboru w życiu i oddaniu serca Ojcu w niebie, z którym spędzimy wieczność.

Prawdziwa wolność to możliwość stania się kimś, kim Bóg zaplanował nas od samego początku. Jest ona możliwa wyłącznie dzięki odkupieniu przez krew Chrystusa. Bóg tych, których wyzwolił, „przeznaczył, żeby się stali podobni do obrazu Jego Syna, aby był On pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8:29).

Cena tego wyzwolenia była najwyższa z możliwych. Prorok Izajasz opisał ją niezwykle mocno: „PAN jednak chciał go zmiażdżyć cierpieniem. Jeśli odda swe życie na ofiarę zadośćuczynienia, to ujrzy potomstwo, wydłuży swoje dni i przez niego spełni się wola PANA” (Iz 53:10). Użyte w oryginale słowo oznacza dosłownie „zmiażdżyć”. Bóg wydał swojego Syna na najokrutniejszą śmierć, aby zrównoważyć ciężar ludzkiego grzechu. Chrystus tuż przed ukrzyżowaniem dobrowolnie zgodził się wypić kielich Bożego gniewu. Jak napisał ewangelista Jan: „Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina, aby przeszedł z tego świata do Ojca, umiłował swoich w świecie, i to umiłował ich do końca” (Jn 13:1).

Oto cena wolności, którą możemy odnaleźć w Jezusie. Dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu wchodzimy w pełną wolność dzieci Bożych. A gdy pewnego dnia staniemy przed obliczem naszego Ojca, będziemy mogli z radością dołączyć do tłumu odkupionych i zaśpiewać nową pieśń: „Jesteś godny wziąć zwój i otworzyć jego pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i swoją krwią nabyłeś dla Boga ludzi z każdego plemienia, języka, ludu i narodu” (Ap 5:9).

Zanim to jednak nastąpi, pamiętajmy o prawdzie kryjącej się w słowach znanej piosenki:

„Zawsze jednak musisz komuś służyć. Musisz komuś służyć. Może to być diabeł lub może być Bóg. Zawsze jednak musisz komuś służyć.”

Wybór należy do ciebie.

Henryk Hukisz

1 comment:

  1. Dziekuje, wspanialy temat, wart przeanalizowania swojej wolnosci lub sluzby.
    Zycze moc nieustajacych Bozych blogoslawienst.

    ReplyDelete

Note: Only a member of this blog may post a comment.