Saturday, November 23, 2013

ירושלם שלום

Mam ciągle w pamięci pewien piątkowy wieczór spędzony w gronie przyjaciół przy szabasowych świecach. Wprawdzie nie była to typowa wieczerza w domu Izraelskim, lecz ciekawa prezentacja ukazująca znaczenie tej bardzo ważnej społeczności rodzinnej. Na stole stały wszystkie elementy, jakie tradycyjne znajdują się na stołach w żydowskich domach - była menora, dwie świeczki, dwie chały przykryte białą serwetką i kielich wina. Lektor z małżonką, wykonując kolejno czynności przy stole, wyjaśniał ich znaczenie, a cała ceremonia uzupełniona była śpiewem hebrajskich pieśni.

Ilustracją zachęcającą do modlitwy o pokój dla Jerozolimy była anegdota o źle zapiętej marynarce. Nie znałem jej, dlatego zwróciłem uwagę na bardzo istotne przesłanie w niej zawarte. Chodzi o to, że gdy włożymy pierwszy guzik marynarki w niewłaściwą dziurkę, wszystkie pozostałe będą też źle zapięte. Tak samo, jeśli nie ma pokoju w Jerozolimie, nie będzie go na całym świecie. Bardzo mocne stwierdzenie, lecz bardzo prawdziwe szczególnie w obecnym czasie, gdy znów rozgorzał konflikt palestyński. Tym razem okazją do ataków i prowokacji jest kolejna rocznica powstania państwa Izrael.

Nie ma drugiego takiego miasta na całym świecie jak to, które zostało nazwane przez Boga miastem pokoju. Żydzi mówią -  ירושלם „Ir Szalom”, reszta świata, w zależności od własnego języka - Jerusalem, Jerozolima, Иерусалим, lub بيت المقدس. Osobiście wierzę, że Bóg nieustannie kontroluje wszystko, co dzieje się na świecie. Dlatego pokój w innych regionach świata nastanie dopiero wtedy, gdy wpierw zazna go to Boże miasto pokoju. Wie też o tym Boży przeciwnik, diabeł, dlatego robi wszystko, aby w tym najważniejszym miejscu panował niepokój. Pisałem o tym wcześniej w rozważaniu Centrum świata, że najważniejszym miejscem na naszej planecie jest ten malutki skrawek ziemi, nazwany przez Boga ארץ ישראל [eretz israel].

Najbardziej znanym miejscem w Biblii na ten temat, jest modlitwa zawarta w Psalmie 122. Słowa tej modlitwy zapisał Dawid, gdy tęsknił za Bożym miastem, gdy jego największym pragnieniem było przekroczyć próg miasta pokoju i wejść do domu Pana.

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu PANA! 
Właśnie stanęły nasze stopy w twoich bramach, Jerozolimo. 
O Jerozolimo, zbudowana jako miasto stanowiące zwartą całość, do ciebie pielgrzymują plemiona, plemiona PANA, zgodnie z prawem Izraela, by chwalić imię PANA. 
Tam bowiem stoją trony sędziowskie, trony domu Dawida. 
Proście o pokój dla Jerozolimy! 
Niech żyją w spokoju ci, którzy cię miłują, niech pokój będzie w twoich murach, dobrobyt w twoich pałacach! 
Przez wzgląd na moich braci i przyjaciół będę ci życzył pokoju. 
Przez wzgląd na dom PANA, naszego Boga, będę się modlił o twoją pomyślność

Gdy myślę o pokoju, to nie mam na uwadze jedynie sytuacji, gdy nie ma wojen, gdy nie giną ludzie od bomb zamachowców, gdy nie spadają na jej mieszkańców wrogie rakiety. Dziś wiemy, że takich chwil praktycznie nie ma na całej ziemi. Gdzieś zawsze ktoś do kogoś strzela, zabija, gwałci, stosuje przemoc kierowany nienawiścią. Mam raczej na uwadze taki stan, gdy panuje wewnętrzna harmonia, jedność i zgoda pomiędzy ludźmi. Wiadomo, że taka sytuacja jest możliwa jedynie tam, gdzie wśród ludzi jest żywy Bóg. Mam na uwadze obecność Boga nie zamkniętego w świątyniach, do którego przychodzi się jedynie z prośbami, jak do automatu sprzedającego słodycze, lecz niczym nie zakłócona społeczność ze świętym Bogiem.

Ponieważ jesteśmy spadkobiercami tego samego dziedzictwa, jakie otrzymaliśmy w spadku od Adama i Ewy, musimy przyjąć jedyne rozwiązanie problemu, jakie zostało nam przygotowane przez samego Boga. Apostołowie uznali to za jedyną możliwość, gdy wyznali: „Nie ma w nikim innym zbawienia. Nie dano bowiem ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4:12). A to zbawienie, jakie otrzymujemy jedynie w Panu Jezusie, jest zupełnym usprawiedliwieniem w oczach świętego Boga. Wówczas możemy powiedzieć: „Usprawiedliwieni z wiary, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przez Niego, dzięki wierze, mamy także dostęp do tej łaski, w której trwamy, i radujemy się nadzieją chwały Boga” (Rz 5:1,2).

Dawid w swojej modlitwie o pokój dla Jerozolimy spodziewa się błogosławieństwa i pomyślności. Hebrajskie słowo שלום [shalom], przetłumaczone w naszym wydaniu Biblii jako „pokój”, znaczy szczęście, pomyślność i bezpieczeństwo. Bóg jest w stanie to uczynić, gdyż Jego myśli o nas są właśnie takie – „Ja bowiem znam zamiary, jakie mam względem was – wyrocznia PANA – zamiary dotyczące pomyślności, a nie nieszczęścia, aby dać wam przyszłość i nadzieję” (Jr 29:11). Przecież wiemy, że Bóg nie chce, abyśmy zginęli na wieki w czeluściach piekielnych, lecz On „pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2:4).

Prawda Boża, to cała Biblia a nie tylko wybrane fragmenty, które osobiście nam odpowiadają. Gdy poznajemy w całości to, co Bóg uczynił, co obecnie robi i co będzie się jeszcze działo, dopiero wówczas dochodzimy do poznania całej prawdy. Już na początku, gdy Bóg powołał Abrama, gdy obiecał mu, że uczyni z niego wielki naród i obdarzy go Swoim błogosławieństwem, to przyrzekł: „Będę błogosławił tym, którzy tobie błogosławią, a tych, którzy ciebie przeklinają, będę przeklinał. W tobie będą błogosławione wszystkie plemiona ziemi” (Rdz 12:3). Nigdzie w Biblii nie czytamy, aby Bóg zmienił zdanie odnośnie tego zapewnienia. Dlatego nadal wszystko rozpoczyna się od tego centralnego miejsca, na górze Syjon, gdzie Bóg potwierdził to jeszcze raz, składając w ofierze Swego Syna. Chrystus jest dla nas usprawiedliwieniem i źródłem wiary, dla Izraela stanie się ich wybawicielem, jak wyjaśnia to apostoł Paweł, cytując w Liście do Rzymian 11:26, słowa proroka Izajasza: "Na Syjon jednak przybędzie jako wybawiciel, i do synów Jakuba, którzy nawrócili się z grzechów – wyrocznia PANA" (Iz 59:20). Stanie się tak, ponieważ "nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże" (Rz 11:29).

Autor Listu do Hebrajczyków, czyli do Żydów rozproszonych wówczas po całym  rzymskim świecie, starał się przekonać ich, że teraz Bóg wypełnia wszystkie Swoje obietnice, gdyż „w tych ostatnich dniach przemówił do nas przez Syna. Jego ustanowił dziedzicem wszystkiego, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1:2). Tak więc wszystko, co zostało stworzone i co Bóg powiedział od stworzenia świata, zostało nam ofiarowane w Jego Synu, naszym Panu i zbawicielu, Jezusie Chrystusie.

My, którzy żyjemy w czasie ostatecznym, możemy stać się świadkami wypełnienia zapowiedzi, jakie Bóg skierował do Swojego wybranego narodu. Autor tego szczególnego Listu skierowanego do Żydów wyjaśnie, że teraz podeszliśmy „do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebiańskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie, do Kościoła pierworodnych, zapisanych w niebiosach, do Boga, sędziego wszystkich, do duchów sprawiedliwych, uczynionych doskonałymi, do Jezusa, pośrednika Nowego Przymierza, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla” (Hbr 12:22-24).

Dlatego tak ważne jest, abyśmy oczekując na przyjście Księcia Pokoju, gdy Jego nogi staną na Górze Oliwnej, aby wejść do miasta pokoju, nieustanne modlili się o pokój dla Jerozolimy!

Czyńmy to szczególnie w obecnym czasie, gdyż jedynie Boży pokój jest rozwiązaniem każdego konfliktu.

Henryk Hukisz

Friday, November 22, 2013

Centrum świata

Chociaż cały świat przygląda się z niepokojem temu, co dzieje sie w Ukrainie, to jednak w centralnym punkcie wydarzeń znajduje się Izrael. Z pewnością na Ziemi dzieją się sprawy, które odgrywają ważniejszą rolę niż to, co aktualnie dzieje się na terenie „Ha eretz", to jednak musimy stwierdzić, że nie ma drugiego takiego kraju, jakim jest Izrael.
Gdy wpiszemy w Google nazwę Izrael w angielskojęzycznej wersji „Israel", to błyskawicznie ukaże się ponad 1,5 miliarda linków na temat tego niewielkiego państwa. Natomiast w Biblii, najważniejszej dla nas księdze, znajdziemy ponad 2,5 tysiąca odniesień do Izraela, co w przeciętnym wydaniu, daje statystyczny wynik – dwa razy na każdej stronie.
Na portalach internetowych, w radiu i w telewizji żadne miejsce na świecie nie cieszy się taką popularnością, jak ten mały skrawek naszej planety. Starodawne imperia odeszły w cień zapomnienia. Wielkie narody powstały i upadły. Dzisiaj interesują się nimi jedynie historycy i archeologowie i co najwyżej, przypadkowo pojawiają się na łamach światowych doniesień. Izrael ze swoja historyczną stolicą Jerozolimą był, jest i będzie największym punktem zainteresowania z powodu wagi wydarzeń związanych z tym miejscem. Niestety, muszę to stwierdzić z całym przekonaniem, iż większość światowych doniesień na temat Izraela, to „fake newsy", albo wroga propaganda podsycana ciągle aktywnym antysemityzmem.
Pierwszy raz w Biblii spotykamy Izrael, jeszcze nie jako państwo, lecz jako imię nadane jednemu z synów Izaaka. Jakub, gdy wracał z cała swoją rodziną do ziemi, jaką Bóg wyznaczył Abrahamowi na wieczne zamieszkanie, spotkał w  nocy posłańca Bożego, z którym mocował się do białego rana. Tam została złamana stara natura Jakuba, męża chytrego i podstępnego, tam usłyszał swoje nowe imię – „Izrael, gdyż walczyłeś z Bogiem i ludźmi i zwyciężyłeś” (Rdz 32:28). Gdy nowonarodzony Izrael dotarł z powrotem do ojcowskiej ziemi, kupił pole, na którym postawił swój namiot i obok niego „postawił ołtarz i nazwał go El, Bóg Izraela” (Rdz 33:20).
Od tego momentu Izrael nie jest związany jedynie z historią jednego rodu, lecz całej ludzkości, gdyż jest spełnieniem obietnicy danej Abrahamowi, którego Bóg ustanowił „ojcem wielu narodów” (Rdz 17:5). Izrael staję się nierozłącznie związanym z Bogiem, jest Jego narzędziem na ziemi i zgodnie z otrzymanymi zapewnieniami, będzie pełnił taką rolę w końcu czasu na naszej ziemi.
Izrael, jako naród wybrany odgrywał zasadniczą rolę w objawieniu się Boga wszystkim narodom świata. Chociaż ten wybrany naród nie spełnił tej roli należycie, to jednak Boży plan odkupienia ludzkości z przekleństwa grzechu nadal związany jest z tym narodem. Nie chodzi jedynie o to, że Bóg wybrał młodą Izraelitkę z Nazaretu o wdzięcznym imieniu Miriam, aby z jej łona wyszedł nasz Zbawiciel, lecz cały naród będzie włączony w realizację Bożego planu. Jeden z wielkich proroków zapowiedział wiele wydarzeń z udziałem Izraela, jakie będą odnosiły się do całego świata – Nadchodzą dni, kiedy Jakub zapuści korzenie, Izrael zakwitnie i się rozpleni, owocami napełni powierzchnię ziemi (Iz 27:6). I chociaż historia zapisała wiele smutnych momentów w dziejach tego narodu, to jednak Bóg spełni wszystkie Swoje obietnice dane Izraelowi – Pamiętaj, Jakubie, i ty, Izraelu, że jesteś Moim sługą! Ukształtowałem cię, ty jesteś Moim sługą. Izraelu, nie zapomnę o tobie! (Iz 44:21).
Jedne z największych obietnic związanych z Izraelem otrzymał jego król Dawid. Ogromną nadzieję w sercach ludzkich wywołuje obietnica narodzin Mesjasza, którego wiernie oczekiwano przez długi czas. Wprawdzie niewielu w Izraelu było gotowych, aby rozpoznać dany od Boga czas nawiedzenia, to jednak ten naród nadal jest ujęty w Bożym planie. Izajasz prorokował: Nadstawcie ucha, przyjdźcie do Mnie! Słuchajcie, a będziecie żyli! Chcę zawrzeć z wami wieczne przymierze, zgodnie z niezawodnymi łaskami obiecanymi Dawidowi. Oto ustanowiłem go świadkiem dla ludów, przywódcą i zwierzchnikiem ludów. Wezwiesz naród, którego nie znałeś, naród, który cię nie znał,  pospieszy do ciebie ze względu na PANA, twojego Boga, i na Świętego Izraela, gdyż On ciebie wsławił(Iz 55:3-5).
Jedną z największych krzywd, jakie zostały wyrządzone Kościołowi, była sprzeczna z Biblią teoria znana jako „teologia zastępstwa”. Już od starożytnych czasów, Orygenes, Augustyn, Tomasz z Akwinu i później Jan Kalwin i Marcin Luter, wprowadzali błędną naukę o zastąpieniu Izraela przez Kościół, jako „Nowy Izrael".  Pomimo wielkiego wkładu wielkiego Reformatora w przywrócenie pojęcia zbawienia z łaski przez wiarę, uznał on, że rola narodu Izraelskiego jest skończona. Taki pogląd dał początek zwiastowania „ewangelii" wrogości wobec tego, nadal Bożego ludu. Średniowieczna Bawaria stała się kolebką nauczania, że Żydzi zabili Chrystusa, dlatego należy ich wyeliminować z życia społecznego. Jak wiemy, w takim środowisku narodził się faszyzm, jeden z najtragiczniejszych systemów politycznych prowadzący do anihilacji całego narodu. Holokaust, jedyny w swoim tragicznym znaczeniu, nie może być użyty jako określenie każdej innej tragedii, jaką „ludzie ludziom zgotowali". Historia Iareala jest wyjątkowa w każdym aspekcie.
Bóg ma jednak kontrolę nad wszystkim i Jego plan bez przeszkód jest realizowany. Pomimo rozproszenia Izraelitów wśród wszystkich narodów świata, pomimo asymilacji kulturowej przez prawie dwa tysiąclecia, spełniła się Boża obietnica wypowiedziana przez Ezechiela – „Wyprowadzę je spośród narodów, zbiorę z krajów i wprowadzę do ich ziemi. Będę je pasł na górach Izraela, przy potokach i we wszystkich osiedlach kraju” (Ez 34:13).
Apostołowie mówili jasno o losach tego narodu. Chociaż ewangelia zbawienia wszystkich ludzi przez Chrystusa dociera do wszystkich narodów świata, to jednak Bóg nie odwrócił się od obietnic danych Izraelowi. Apostoł Paweł, przyznając się często do swoich żydowskich korzeni, był gotowy „być przeklęty i odłączony od Chrystusa dla moich braci, krewnych według ciała(Rz 9:3). Wierzył jednak, iż nastanie czas przewidziany przez Boga, że ten naród wróci znów do Jego łaski. Zadał wówczas retoryczne pytanie: Czy Bóg odrzucił swój lud? To niemożliwe! I ja przecież jestem Izraelitą, potomkiem Abrahama, z plemienia Beniamina. Bóg nie odrzucił swojego ludu, który wcześniej poznał (Rz 11:1,2). Musiały więc wypełnić się wszystkie wyrocznie dotyczące tego narodu, aby mógł ponownie wrócić do Swojej ziemi.
Świadczy o tym już nowoczesna historia, czyli ta, która dotyczy nas, gdyż na naszych oczach spełniają się wydarzenia zapowiadane przez starożytnych proroków. I tak, 14 maja 1948 roku ogłoszono powstanie niepodległego państwa Izrael w „Eretz Israel”. Niestety, nie wszyscy ucieszyli się z tego spełnienia Bożej obietnicy. Już następnego dnia nastąpiła inwazja armii sąsiadujących z Izraelem krajów arabskich. Wojna najbardziej zagorzałych wrogów Izraela trwa do dzisiaj. Deklaracje „wymazania Izraela z mapy świata" są ogłaszane na nowo. Podczas międzynarodowych konferencji dotyczących tych wydarzeń, najwięksi sprzymierzeńcy Izraela nabierają wody w usta, lecz nic nie jest w  stanie przesunąć zainteresowania polityków całego świata z tego newralgicznego punktu na naszej planecie. Obserwując wydarzenia w tym rejonie geograficznym odnosimy wrażenie, że „coś wisi w powietrzu". Jesteśmy wszyscy świadkami wielkiego preludium do najważniejszego etapu Bożego planu dziejów świata.
Pan Jezus, nasz Zbawiciel zapowiedział, że gdy już dokona dzieła pojednania nas z Ojcem, to powróci i zabierze Swój Kościół do chwały w niebie. Tak jak za pierwszym razem, gdy Syn Boży przyszedł jako światłość świata, aby zbawić grzeszny świat i pojawił się w Izraelu, tak Jego powtórne przyjście związane jest też w tym samym miejscem. Starotestamentowy prorok Zachariasz wskazał geograficzny punkt i to bardzo dokładny, mówiąc: W tym dniu Jego nogi 
staną na Górze Oliwnej, która jest na wschód od Jerozolimy, a ona na pół się rozpadnie od wschodu na zachód, i powstanie bardzo wielka dolina. Połowa góry odsunie się na północ, a druga połowa na południe(Za 14:4).
Pamiętam moment, gdy wiele lat temu byłem w Jerozolimie i podczas zwiedzania Góry Oliwnej, stanąłem na wprost Złotej Bramy. Ciarki przeszyły mnie od góry do dołu na myśl o tym, co pewnego dnia wydarzy się na tym miejscu. Ta brama, dzisiaj jeszcze zamurowana na wejście Mesjasza, zostanie szeroko otworzona dla Pana panów i Króla wszystkich królów.
Dwa tysiące lat temu na tym samym miejscu uczniowie Jezusa pytali się o to, co też często zaprząta myśli wielu wierzących. Ewangeliści opisali nam ten moment - „Gdy siedział na Górze Oliwnej, podeszli do Niego uczniowie i pytali na osobności: Powiedz nam, kiedy to nastąpi i co będzie znakiem Twojego przyjścia i końca świata?” (Mt 24:3). Na tej samej górze, kilka dni wcześniej, Jezus ostrzegał Swoich uczniów „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Łk 22:40). On sam zaś odszedł nieco od nich i z krwawym potem na skroniach oddał się zupełnie woli Ojca, aby wykupić nas na Swoją własność.
Bóg spogląda na historię wszystkich narodów przez pryzmat wydarzeń, jakie dzieją się w tym miejscu. Dlatego dla naszego Ojca w niebie jest to centralny punkt świata. Na tym skrawku Ziemi narodził się Zbawiciel świata, tutaj dokonał odkupienia człowieka na Golgocie, tutaj wyszedł z grobu, gdy pokonał moc śmierci i tutaj powróci, aby Bóg był uwielbiony wiecznie.
Henryk Hukisz

Sunday, November 17, 2013

Jezus Pocieszyciel



 Jestem przekonany, że wszyscy pragniemy doświadczać radość, nie taką, wywołaną dobrym momentem, lecz niezależą od tego, przez co w życiu przechodzimy. Właśnie taką radość daje nam nasz Pan.
Prawdziwa radość wynika z pokoju, jaki uzyskujemy w swoich sercach na skutek usprawiedliwienia z łaski – „Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa(Rzym. 5:1). Gdy brakuje Bożego pokoju w sercach, trudno jest doświadczać prawdziwą radość, gdyż przysłania ją cień niepokoju. A źródłem wszelkiego niepokoju w życiu dziecka Bożego jest jedynie grzech, w każdej jego postaci. To on powoduje, że Duch Święty nie może objawić w nas Swego owocu, którym jest również radość. Dlatego Paweł radzi świętym i usprawiedliwionym w Efezie – „nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia” (Efez. 4:30). Cóż więc robić, gdy pojawi się grzech jako nieproszony gość i zasmuci nas wewnętrznie?
Apostoł Jan mówi otwarcie, żebyśmy nie oszukiwali siebie, wmawiając sobie nieskazitelność – „Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma” (1 Jan 1:8). Spotkałem ludzi, którzy tego stwierdzenia nie uznają. Nie sądzę, że nie znają tego wersetu, lecz ignorują zawartą w nim prawdę. Apostoł idzie dalej w swojej realistycznej wizji naszego życia i pisze: „Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego (z Boga) robimy i nie ma w nas Słowa jego” (w. 10).
Myślę, że dobrze znamy świadectwo apostoła Pawła o jego walce z „zakonem grzechu”. Pisze on wyraźnie: „Albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię; gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię” (Rzym. 7:15). Swoje osobiste wyznanie na temat walki ze swoim ciałem podsumowuje błagalnym wołaniem: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (w. 24). Paweł znał odpowiedź, nadał jedynie tej kwestii trochę dramaturgii, aby podkreślić jej realistyczny wymiar. Kolejny werset brzmi już z wyczuwalną ulga, gdyż czytamy: „Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu(w. 25).
Nadal działa w naszym życiu „zakon grzechu”, czyli skłonność do czynienia tego, co sprzeciwia się pragnieniom Ducha Świętego, który w nas mieszka. To, że zgrzeszymy, jest naturalne, lecz nie konieczne, gdyż sami tego nie chcemy. Dlatego musimy znaleźć jakiś środek na poprawę wewnętrznego nastroju, gdyż w momencie uświadomienia sobie popełnienia jakiejś nieprawości, tracimy radość.
Chciałbym jeszcze na chwilkę zatrzymać się przy skłonności do grzeszenia, nie po to, aby złagodzić zagrożenie, lecz abyśmy lepiej zrozumieli „mechanizm” pokuszenia. Apostoł Jakub uspokaja nas pisząc, że „każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą” (Jak. 1:14). Pożądliwość poczyna grzech, to znaczy powoduje jego ożywienie, lecz dopiero „gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć” (w. 15).
Oryginalne znaczenie słowa „hamartano”, jakie znamy w naszym języku jako „grzeszyć”, znaczy dokładnie „nie trafić do celu” (ang. „miss the mark”). Myślę, że to wyjaśnienie pomoże nam lepiej zrozumieć, że będąc narodzonymi na nowo z Ducha Świętego, pragniemy „trafić do celu”, czyli wykonać dobry uczynek, lecz na skutek diabelskiego kuszenia, trafiamy obok. Naturalną cechą nowej natury jest czynić to, do czego nakłania nas Duch Święty, lecz dopóki chodzimy w tym ciele i żyjemy w tym świecie, jesteśmy narażani na chybienie celu, co znaczy w potocznym języku, że grzeszymy.
Słowo Boże zachęca nas do tego, abyśmy uważali na zastawione diabelskie pułapki. Musimy liczyć się z tym, że Boży i nasz przeciwnik stara się nas zwieść za wszelką cenę. Dlatego apostoł Jan pociesza, że „jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy” (1 Jan 2:1). Chrystus, który nas usprawiedliwił, teraz czuwa nad tym, abyśmy zawsze mogli korzystać z Jego orędownictwa.
W oryginalnym tekście listu apostoła Jana użyte jest słowo „parakletos”, które  w naszym przekładzie oddane jest jako „orędownik”. Jest to, to samo słowo, którego użył pan Jezus, gdy zapowiadał uczniom nadejście Orędownika, Pocieszyciela, czyli Ducha Świętego. Jan używa tego słowa w napisanej przez siebie Ewangelii w zapowiedzi nadejścia Pocieszyciela. Znaczy ono „Pocieszyciel” albo „Adwokat”. Angielskojęzyczne przekłady listu Jana określają Chrystusa jako naszego Adwokata. Uważam, ze jest to trafne tłumaczenie, gdyż oddaje faktyczną rolę Chrystusa, który nadal nas przedstawia przed Bogiem Ojcem jako usprawiedliwionych. Tylko On może to uczynić, ponieważ On „jest ubłaganiem za grzechy nasze” (1 Jan 2:2). Słowo „ubłaganie” w oryginale znaczy „odkupić” lub  „uczynić zadośćuczynienie”, dlatego tylko Pan Jezus może wystąpić w roli naszego adwokata przed świętym Bogiem.
Jest tylko jedna rzecz, jaka należy do nas, a mianowicie, musimy przyjść od Pana Jezusa i uznać nasz grzech. Oczywiście nie wystarczy samo przyznanie się do „nie trafienia do celu”, lecz musimy żałować tego, co uczyniliśmy. Prawdziwy żal polega na postanowieniu nie czynienia więcej tego, co zrobiliśmy. Jan podaje nam wspaniałą receptę, gdy opanuje nas zasmucenie spowodowane grzechem – „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 Jan 1:9).
Czyż nie jest to najlepszym pocieszeniem dla zmartwionego serca, w którym pojawił się smutek spowodowany grzechem, gdy uświadomimy sobie jak wspaniałego mamy Adwokata? Dlatego uważam, że oprócz Ducha Świętego, Jezus jest również naszym Pocieszycielem.
Pan Jezus, gdy wyjaśniał Swoim uczniom, na czym polega zwycięskie życie wypełnione owocem Ducha Świętego, radził im, aby trwali w Nim. To jest jedyny stan, który może zapewnić nieustającą radość. Chrystus, Swoje największe pragnienie wyraził słowami: „aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (Jan 15:11).
Dlatego On jest naszym Pocieszycielem.
Henryk Hukisz

Friday, November 15, 2013

Nauka o tolerancji



 Często spotykamy się z zjawiskiem braku tolerancji wobec osób odmiennie myślących od ogólnie uznanego światopoglądu, czy, jak to się teraz często podkreśla, od wyznawanych wartości przez większość. Nie zamierzam odnosić się do ostatnich wypowiedzi niektórych liderów politycznych na wiecach wyborczych - może innym razem. Teraz chciałbym postawić pytanie: "Czy Pan Jezus był osobą tolerancyją?"
Na moim blogu pisałem już wielokrotnie na ten temat, że przypomną tylko kilka rozważań, które bezpośrednio nawiązują do kwestii tolerancji - "Jezus ekumenista", "No compromise" oraz "Czy tolerować". Dla przypomnienia, przytoczę definicję słowa „tolerancja”, aby mieć wyraźne odniesienie do tego pojęcia. Słownik Języka Polskiego (PWN), zamieszcza następującą definicją znaczenia tego słowa – «uznawanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, czyjegoś postępowania, różniących się od własnych; wyrozumiałość». Tak również potocznie pojmuje się tolerancję, gdy chodzi o sposób odnoszenia się do cudzych poglądów, upodobań czy nawet postępowania.
Ponieważ jest to obszerny temat, pozwolę sobie na skoncentrowanie uwagi na tym, czy Pan Jezus nauczał o tolerancji, a przede wszystkim, jak On sam odnosił się do poglądów, upodobań i postępowania innych osób w czasie, gdy nauczał podczas Jego ziemskiej bytności.
Fragment biblijny, który w popularnej "brytyjce" został oznaczony tytułem „Nauka o tolerancji” znajduje się w Ewangelii Łukasza. Gdy Pan Jezus w odpowiedzi na błagalne wołanie ojca, aby uleczył jedynego syna, który był tarmoszony przez złego ducha, oddał go zdrowym w ojcowskie ręce, a „wszyscy zaś byli zdumieni potęgą Boga” (Łuk. 9:43). Inny ewangelista wyjaśniał później, że właśnie po to przyszedł Chrystus, „aby zniszczyć dzieła diabła” (1 Jan 3:8), a nie aby zadziwiać ludzi cudami, dlatego bezpośrednio po tym zdarzeniu, powiedział do Swoich uczniów: „Weźcie sobie mocno do serca te słowa: Syn Człowieczy zostanie wydany w ręce ludzi” (Łuk. 9:44). Lecz oni tego nie rozumieli, i zajęli się dyskusją o tym, który z nich może być najważniejszym. Wówczas Chrystus, rozejrzał się wokoło, i zobaczył małe dziecko, postawił je koło siebie i rzekł: „Kto przyjąłby to dziecko w Moje imię, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem wśród was wszystkich jest najmniejszy, ten jest wielki” (w. 48). Możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jest to nauka Pana Jezusa o prawdziwej wielkości. Uczniowie, jakby nie rozumieli tego co On im powiedział, szturchnęli Jana, który miał opinię „umiłowanego ucznia”, aby zwrócił uwagę Mistrzowi, że oni są już wielcy, że są po właściwej stronie, ponieważ są z Nim.
Wiadomo, że najlepiej jest wyróżnić siebie, wskazując palcem na kogoś innego, kto nie posiada tej samej wielkości, kto nie jest razem z nimi. Dokładnie tak uczynił Jan, mówiąc: „Mistrzu, zabaczyliśmy kogoś, jak w Twoje imię wypędzał demony i zabroniliśmy mu, bo nie chodzi z nami” (Łuk. 9:49). Uczniowie byli świadomi, że Chrystus udzielił im autorytetu „związywania i rozwiązywania”, dlatego tak potraktowali kogoś, kto nie jest z nimi. Niestety, oni znali jedynie fakt, że wygania demony w imieniu Jezusa, nic więcej. Jezus natomiast wiedział o nim to, co wyjaśnia ewangelista Marek, że „nie ma bowiem nikogo, kto czyniłby cuda w Moje imię i natychmiast mógłby Mi złorzeczyć. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, jest z nami” (Mar. 9:39,40). Myślę, że to zdarzenie między innymi sprawiło to, że Jan pisząc ewangelię, napisał, że gdyby wszystkie wydarzenia i o wszystkich ludziach napisano, to „cały świat nie pomieściłby ksiąg, które należałoby napisać” (Jan 21:25).
Czy więc Jezus tolerował wszystkich, którzy podejmowali się działania w Jego imieniu? Na pewno nie! W tym przypadku Chrystus wiedział, że ten człowiek, w prawdzie nie znany Jego uczniom, był wiernym Jego naśladowcą. Jezus wiedział, że ten człowiek jest razem z nimi, chociaż nie należał do wybranej dwunastki. Poza tym, ten tajemniczy uczeń Chrystusa, znał autorytet swojego Pana i mówił o Nim dobrze. Czego więcej chcemy od człowieka, który posiada takie kwalifikacje, a do tego ma odwagę wypędzać demony, tak jak to uczynił Chrystus na początku tej historii. 
Lecz musimy pamiętać o tym, że samo wezwanie imienia Chrystusa, nie czyni nikogo automatycznie uczniem Pana Jezusa. Przypomnę tylko bardzo nietolerancyjne stanowisko Chrystusa w innej sytuacji, gdy został oskarżony, że wypędza demony mocą Beelzebuba. Wówczas Pan Jezus zareagował natychmiast, stwierdzając: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie, a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza” (Łuk. 11:23). Chrystus powiedział również, aby wszystko było jasne: „Nie każdy, kto mówi do Mnie: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; ale ten, kto spełnia wolę Mego Ojca, który jest w niebie” (Mat. 7:21). Podobnych wypowiedzi Pana Jezusa można byłoby zacytować przynajmniej jeszcze kilka, aby mieć całkowitą pewność, że nie tolerwował fałszywych i obłudnych postaw ludzi, którzy jedynie udają, że są razem z Nim.
Wymagania Pan Jezusa są bardzo wysokie wobec tych, którzy chcą uważać się za Jego uczniów. Chrystus wyraził się w tej kwestii jednoznacznie: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godny(Mat. 10:38). Dlatego, gdy kiedyś wszyscy staniemy przed tronem Bożym, wówczas Pan Jezus wyciągnie Swoje przebite ręce i wskaże wyraźnie jedynie na jedną stronę i powie: „Zbliżcie się, błogosławieni Mojego Ojca, weźcie w posiadanie Królestwo, przygotowane wam od założenia świata” (Mat. 25:34). Zero tolerancji wobec pozostałych. Tego zaproszenia nie usłyszą rzesze stojące po drugiej stronie Chrystusa, chociaż będą powoływać się na swoją działalność, wymieniając długą listę dokonań w Jego imieniu. Bez żadnego przejawu tolerancji usłyszą: „Odejdźcie ode Mnie przeklęci w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” (w. 41). Nawet, jeśli wypędzali demony w imieniu Pana, lecz nie zachowywali wszystkiego, czego nauczał.
Zwracam uwagę na fakt, że nie da się oszukać Sędziego, który osądzi sprawiedliwie uczynki wszystkich, dobre, czy złe. On nie okaże żadnej tolerancji wobec tych, którzy zadziwiali innych znakami i cudami, dokonanymi rzekomo w Jego imieniu. Jan, u schyłku pierwszego wieku pisał: "Nie mam większej radości od tej, gdy słyszę, że moje dzieci postępują zgodnie z prawdą" (2 Jan 4), dając w ten sposób świadectwo, że Kościół zachowywał "wierność prawdzie". Pan Jezus, w osobistym liście do Zboru w Efezie nawiązuje również do wierności i zdecydowanej postawy wobec tych, którzy są niby apostołami, lecz tak na prawde nimi nigdy nie byli -"Znam twoje czyny, trud, wytrwałość i to, że nie możesz znieść złych. Poddałeś również próbie tych, którzy nazywają siebie apostołami, a nimi nie są, i odkryłeś, że są kłamcami" (Obj. 2:2)

To co nie dziś smuci, to fakt, że ludzie bardziej szukają znaków i cudów, niż zdrowej nauki Słowa Bożego. Wielu biega za "cudotwórcami", nie bacząc na ostrzeżenie samego Pana Jezusa - "Pojawią się bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i będą dokonywać wielkich znaków i cudów, żeby, o ile to możliwe, zwieść nawet i wybranych" (Mat. 24:24).

Henryk Hukisz

Thursday, November 14, 2013

W starym albumie

W dobie fotografii cyfrowej mało kto posiada jeszcze tradycyjne albumy. Nasze zbiory pamiątek z podróży dookoła świata i uroczystości rodzinnych w większości zdigitalizowaliśmy, zapisując je w uporządkowanych katalogach na dyskach twardych. Przywoływanie wspomnień jednym kliknięciem jest bez wątpienia łatwiejsze niż wertowanie niezliczonych stron papierowych albumów. Przyznaję jednak, że choć przeniosłem archiwalne zdjęcia do pamięci komputera, to trzymając w ręku starą odbitkę, na której mam trzy latka (widać ją obok), wzruszam się „naturalnie”, a nie cyfrowo.

Pomimo powszechnej cyfryzacji wciąż dbam o tradycyjne albumy o różnych formatach. Niektóre są starannie opisane – na grzbietach widnieją daty, dzięki czemu szukając pamiątek np. z roku 1974, dokładnie wiem, po którą księgę sięgnąć. Oczywiście nie zawsze jest tak idealnie; wiele zdjęć wciąż spoczywa w kopertach i pudełkach. Jakaż to jednak przyjemność zagłębić się w taki zbiór! Wówczas czas przestaje mieć znaczenie. Dopiero po kilku godzinach wracam do rzeczywistości, otrząsając się z „kurzu wspomnień” o dawnych zdarzeniach i ludziach, których znałem. Coraz częściej jednak, widząc znajomą twarz na starej fotografii, za nic nie mogę przypomnieć sobie imienia tej osoby. To boli, choć zazwyczaj po pewnym czasie pamięć wraca, a dyskomfort znika.

Przeglądając zdjęcia, coraz częściej uświadamiam sobie, że wielu uwiecznionych na nich osób nie ma już wśród nas. Odeszli do Pana. Z jednej strony czuję smutek, z drugiej – odrobinę im zazdroszczę, że są już „po drugiej stronie”. Wierzę przecież, że wszyscy zmierzamy tam, gdzie będzie lepiej i gdzie nie dotknie nas już zanik pamięci, gdy spotkamy się u progu wieczności.

Bywa jednak i tak, że stare fotografie przypominają o ludziach, których wolałbym już nie spotkać. To naturalne, że darzymy sympatią tych, którzy nas lubią. Z innymi natomiast wolelibyśmy nie mieć nic wspólnego – nawet na zdjęciach. Nic na to nie poradzę; nie będę przecież wycinać postaci z kadrów, niech zostanie tak, jak jest. W mojej pamięci zapisały się jednak zdarzenia, które determinują to, czy chcę o kimś pamiętać, czy wolałbym o nim zapomnieć. Skoro jednak moja pamięć wciąż działa na tyle dobrze, że nie pozwala mi wymazać tych osób, muszę zdecydować, co o nich myśleć po latach.

Można by tę kwestię sprowadzić do jednego zdania: należy wybaczyć i kochać miłością Chrystusa, który nauczał: „Miłujcie waszych wrogów i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5:44). To święta prawda, ale wybaczenie nie oznacza automatycznej akceptacji zła, które wyrządzono. Nie mam tu na myśli błahostek (pokroju biblijnego „jedzenia mięsa ofiarowanego bałwanom”), lecz sprawy fundamentalne, które potrafią poróżnić ludzi na zawsze: kwestię wierności powołaniu, trwania przy prawdzie w obliczu kompromisu czy brak wytrwałości w wierze. Najczęściej dotyczy to osób, które nas zdradziły, oczerniły i zraniły. Lista takich sytuacji bywa tak długa i nieprzewidywalna, jak same okoliczności kroczenia za Panem.

Przyjrzyjmy się postawie apostoła Pawła. Gdy planował drugą podróż misyjną, chciał wyruszyć z Barnabą, jednak ten nalegał, by zabrać ze sobą Marka. Paweł, spoglądając w swój „album pamięci” z pierwszej wyprawy, przypomniał sobie, że Marek opuścił ich w trudnym momencie: „Jan (Marek) natomiast odłączył się od nich i wrócił do Jerozolimy (Dz 13:13). Mając to w pamięci, „Paweł nie uważał za słuszne zabierać z sobą tego, który odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy” (Dz 15:38). Wywołało to ostry spór, „w rezultacie którego się rozdzielili. Barnaba wziął Marka i popłynął na Cypr” (w. 39), a Paweł ruszył w kierunku Syrii i Cylicji, głosząc Ewangelię w mocy Ducha Świętego.

Innym razem, gdy Paweł spotkał w Antiochii apostoła Piotra (Kefasa), przypomniał sobie sytuację, w której ten pobożny naśladowca Chrystusa zachował się nieszczerze. Na jednym „zdjęciu” z pamięci widział Piotra jedzącego z poganami, na drugim zaś – tego samego Piotra, który na widok Żydów odsuwa się od pogan, by podkreślić swoją żydowską tożsamość. Paweł, mimo ogromnego szacunku do sługi Pańskiego, powiedział mu wprost: „Jeżeli ty, będąc Żydem, żyjesz zgodnie z obyczajami pogan, a nie Żydów, dlaczego zmuszasz pogan, aby żyli zgodnie z judaizmem?” (Ga 2:14).

Piotr nie obraził się na Pawła, nie użył też autorytetu „klucznika królestwa”, by go uciszyć. Sam nieraz znajdowałem się w podobnym położeniu, gdy zwracałem komuś uwagę na naganne postępowanie. Niestety w moim przypadku często kończyło się to zerwaniem przyjaźni, a nawet pogróżkami. Wiele z tych osób wciąż widnieje na moich fotografiach.

Zastanawiam się czasem, czy Paweł nie potrafił wybaczać tym, którzy go zawiedli. Wiemy jednak, że pisząc listy, wymieniał konkretne osoby z imienia i opisywał ich czyny, ostrzegając innych. Wierzę, że apostołowi zależało na tym, aby nie utożsamiano go z ludźmi, którzy bardziej umiłowali doczesność niż służbę Ewangelii. Paweł nie chciał być z nimi na „wspólnym zdjęciu”. Dlatego pisał: „Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, to zwróćcie na niego uwagę i odsuńcie się od niego, aby się zawstydził” (2 Tes 3:14).

Dbanie o czystość prawdy Bożej wyklucza zgniłe kompromisy w relacjach z ludźmi nieszczerymi. Taka zdecydowana postawa nie musi być jednak wyrokiem ostatecznym – może stać się dla drugiej strony impulsem do refleksji i zmiany. W przypadku Marka czas przyniósł uzdrowienie. Pisząc lata później do Kolosan, Paweł wspomniał: „Pozdrawia was (...) Marek, kuzyn Barnaby” (Kol 4:10). Najwyraźniej po latach nie stało już nic na przeszkodzie, by mogli znów wspólnie pracować na niwie Pańskiej.

Henryk Hukisz

Wednesday, November 13, 2013

Być prawdziwie odważnym


W kraju, w którym mieszkałem dość długo, ukształtowane zostało pojęcie, że można stać się bogatym i podziwianym dzięki odwadze, która potrzebna jest do osiągana sukcesów. Dlatego też bohaterowie sportu, celebryci i biznesmeni muszą posiadać wielomilionowe wille, a najlepiej kilka a w garażu, co najmniej Cadillaca lub też kilka.

Niedawno pisałem też na temat odnoszenia sukcesów w życiu chrześcijanina (Sukces w drodze do celu). Teraz chciałbym zwrócić uwagę na wewnętrzna postawę człowieka wierzącego, jaką jest też odwaga  lecz zupełnie inna, niż rozumie się ją w znaczeniu ogólnym.
Najczęściej jednak słyszy się o tym, że należy wyzwolić w siebie drzemiący potencjał, dzięki jakiemu odniesiemy niesamowite sukcesy. W takiej sytuacji moja Biblia sama otwiera się na Psalmie 73-cim, gdzie znajduje Boże pouczenie na temat stawania się odważnym.
Psalmista Asaf myślał podobnie, jak wielu współczesnych nam zdobywcom wielkich sukcesów, gdyż wyznał: „zazdrościłem zuchwałym, widząc pomyślność bezbożnych” (Ps. 73:3). Oryginalne hebrajskie słówko „zuchwały” może być przetłumaczone współcześnie jako „celebryt”, czyli ktoś, kto przechwala się swoimi sukcesami. Psalmista podzielił się swoimi przemyśleniami z nami, aby ostrzec przed wpadnięciem w pułapkę, jaką jest chęć naśladowania ludzi zdobywających wielkie fortuny w świecie. Pisał z obawą, że „lud mój zwraca się do nich i nagannego nic w nich nie znajduje” (w. 10). Dlatego też otwarcie mówiono o nich: „zawsze szczęśliwi, gromadzący bogactwa” (w. 12).
Oddanie miejsca w swoich pragnieniach takim myślom może doprowadzić do niebezpiecznych wniosków – „Czy więc na próżno w czystości zachowywałem serce moje i w niewinności obmywałem ręce moje?” (w. 13). Skoro inni mogą dojść do takich sukcesów, mieć wspaniałe życie wśród bogactw i być podziwianymi przez resztę społeczeństwa, dlaczego ja nie miałbym spróbować osiągnąć tego samego?
Psalmista wyjaśnia dalej w tym Psalmie, jak wygląda prawdziwy obraz ówczesnych celebrytów, jaki można zobaczyć jedynie w świetle Bożego objawienia. Dlatego napisał wyraźnie – „Zaprawdę, stawiasz ich na śliskim gruncie, strącasz ich w zagładę. Jakże nagle niszczeją, znikają, giną z przerażenia” (Ps. 73:18,19). Po tym wyznaniu poczuł się zawstydzony przed Panem i określił siebie dosadnymi słowami: „Byłem głupi i nierozumny, byłem jak zwierzę przed tobą” (w. 22).
Uważam, że prawdziwą odwagą, na jaką zdobył się Asaf dzięki olśnieniu, jakie otrzymał po zbliżeniu się do Pana, było przyznanie się do błędnego poszukiwania szczęścia tam, gdzie go nie ma. Wystarczy zajrzeć do historii narodu Bożego, aby zobaczyć prawdziwie odważnych ludzi. Nie ma potrzeby szukać ich w tym świecie, który kieruje się swoimi regułami, na pewno nie Bożą inspiracją. Dlatego dziwi mnie gdy widzę, jak chrześcijańscy nauczyciele nawołują do poszukiwania wzorców wśród tych, którzy odważyli się zdobyć coś w tym świecie.
Wśród wielu bohaterów biblijnych, najbardziej widoczny przykład prawdziwej odwagi mogę zobaczyć u Jozuego. Bóg przewidział, że tym mężem, który wprowadzi Izraela do Ziemi Obiecanej, będzie właśnie Jozue. Spotykamy go już dużo wcześniej, gdy Mojżesz stał na wzgórzu z podniesionymi rękoma w geście zwycięstwa. Wówczas to „pobił Jozue Amalekitów i ich lud” (2 Moj. 17:13). Później, gdy Bóg postanowił pokazać ziemię, do której prowadził Swój naród, wśród dwunastu zwiadowców był Jozue. Jedynie on i Kaleb złożyli  pozytywne świadectwo wyrażające ufność w Bożą moc i Jego ochronę – „Jeżeli Pan ma w nas upodobanie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam tę ziemię, która opływa w mleko i miód” (4 Moj. 14:8). Dlatego, gdy cały naród znalazł się w pobliżu Kanananu, tak że na własne oczy mogli go zobaczyć, Mojżesz powiedział do Jozuego, wobec całego narodu: „Bądź mocny, bądź odważny, gdyż ty wejdziesz z tym ludem do ziemi, którą Pan przysiągł dać ich ojcom, i ty im ją oddasz w dziedziczne posiadanie” (5 Moj. 31:7).
Jozue stał się najlepszym wzorem odwagi, jaką zaleca sam Bóg. Bez względu na czas, obowiązuje ta sama reguła – „Pan sam pójdzie przed tobą i będzie z tobą. Nie zawiedzie i nie opuści cię; nie bój się więc i nie trwóż się!” (w. 8). Przez wszystkie wieki Bożego działania w tym narodzie, Pan dawał zwycięstwo tym, którzy mieli odwagę stanąć po Jego stronie. Widzimy proroków, którzy odważnie wypowiadali Boże sądy nad tym narodem, chociaż wiedzieli, jaką cenę będą musieli za to zapłacić. Boża obecność i posłuszeństwo Jego sług wytworzyło najlepszy wzorzec do naśladowania przez ludzi, którzy chcą być odważni w Bogu, a nie spolegać na swoim potencjale.
Apostołowie, pozostawienie na ziemi z olbrzymim zadaniem, jakie wykraczało poza wszelkie ludzkie możliwości, wiedzieli, że Bóg jest dla nich jedynym źródłem odwagi. Dlatego, gdy spotkała ich naturalna reakcja ze strony Bożych przeciwników, gdy za uzdrowienie chromego w imieniu Jezusa zostali wtrąceni do lochu, liczyli jedynie na Bożą pomoc, a nie na siebie samych. W tym świecie odwagę rozumie się jako podjęcie ryzyka w obliczu niebezpieczeństwa, licząc na siebie samego. Natomiast w Bożym  Królestwie, nie ma żadnego ryzyka, gdyż całą ufność pokłada się we wszechmogącym Bogu.
Apostołowie w sytuacji, gdy groziło im kolejne uwięzienie, zwrócili się w modlitwie do Boga. Z ludzkiego punktu widzenia, modlitwa jest oznaką słabości, gdyż jest prośbą o pomoc. Człowiek odważny nie poniży się do tego, aby prosić o pomoc, musi raczej wykazać się odwagą i walczyć sam. Chrześcijańska odwaga opiera się na wyższej sile, na mocy Ducha Świętego. Oryginalne greckie słówko „parrhesia” znaczy bardziej szczerość i zaufanie, niż odwołanie się do własnych możliwości. Piotr i Jan wraz z całym zborem osób wierzących wołali w modlitwie: „Panie, spójrz na pogróżki ich i dozwól sługom twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo twoje, gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby się działy znaki i cuda przez imię świętego Syna twego, Jezusa” (Dz.Ap. 4:29,30).
Apostoł Paweł również szukał Bożej mocy, aby pomimo różnych przeszkód, odważnie zwiastować ewangelię. Wiedział, że jedynie łaska Boża może obdarować go taką zdolnością. Dlatego zostawił dla nas wszystkich osobiste świadectwo, mówiąc: „albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Kor. 12:10). Uczniowie w pierwszych dniach zwiastowania ewangelii mieli Bożą odwagę, jakiej chętnie udzielił im Pan. Dlatego po skończonej modlitwie wstali i „napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże” (Dz.Ap. 4:31).
Szczególny rodzaj odwagi okażemy w momencie, gdy Pan Jezus przyprowadzi nas przed oblicze Ojca, i powie, że to są ci, którzy Jemu zaufali. Apostoł Jan pisze o tej odwadze, używając tego samego słówka. W naszym przekładzie zostało ono oddane jako „ufność”. Jan wskazuje na źródło tej odwagi, jakim jest serce oczyszczone krwią Bożego Baranka – „Umiłowani, jeżeli nas serce nie oskarża, możemy śmiało (odważnie) stanąć przed Bogiem” (1 Jan 3:21). Aby tę odwagę zachować, potrzebne jest codzienne ćwiczenie doskonałej miłości, gdyż apostoł pisze dalej: „W tym miłość do nas doszła do doskonałości, że możemy mieć niezachwianą ufność (odwagę) w dzień sądu, gdyż jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie” (1 Jan 4:17).
O takiej odwadze świat nie ma nawet pojęcia, więc dlaczego mamy wzorować się na ludziach odważnych w świecie?
Henryk Hukisz

Monday, November 11, 2013

Czy o "take Polske" chodzi?



 Trudno w dniu, o jaki walczono w Polsce powojennej nie pisać, gdy światowe media przekazują niepokojące informacje o sposobie świętowania niepodległości. Jestem Polakiem gdyż urodziłem się w polskiej rodzinie i na polskiej ziemi. Chociaż z daleka, lecz przy współczesnych środkach przekazu informacji, można uczestniczyć w wydarzeniach na dowolnym miejscu na ziemi. Dziś, od samego rana zaglądałem na strony internetowe z Polski, i powiem szczerze, że wstydzę się z powodu braku władzy w moim kraju.
Niepodległość jest wartością podstawową dla istnienia narodu. W czasie, gdy nadal na świecie jest wiele krajów, których mieszkańcy nie wiedzą, co to znaczy wolność i demokracja, w Polsce, w samym centrum nowoczesnej Europy, tłum ludzi opanowuje ulice miasta stołecznego, niszczy ambasadę obcego kraju, używa polskich flag do robienia zadymy w najgorszym tego słowa znaczeniu.
Czy ja, będąc nauczycielem Słowa Bożego, powinienem pisać o wydarzeniach politycznych? Sądzę, że jak najbardziej. Pewnego razu do Pana Jezusa podeszli ludzie, i zapytali, „Czy godzi się nam płacić podatek cesarzowi, czy nie?” (Łuk. 20:22). Wiemy, że zapytano o to Pana w celu sprowokowania Go do niepoprawnej politycznie odpowiedzi. Przecież rzymianie byli okupantami w Izraelu, więc każdy spodziewał się, że Jezus poprze ówczesnych „narodowców”.
Odpowiedź pana Jezusa przeszła do historii, tak, że dzisiaj znają ją nawet najzagorzalsi ateiści. Odwołanie się do podobizny cesarza było tak przekonywujące, że gdy prowokatorzy „nie zdołali go złapać na słowie przed ludem, a nie mogąc wyjść z podziwu nad jego odpowiedzią, zamilkli” (w. 26).
Myślę, ze przebywający w tym czasie w Jerozolimie faryzeusz imieniem Saul, znał tę szokująca w swej prostocie odpowiedź Chrystusa. Dlatego, później, już jako apostoł Paweł, nauczał ludzi wierzących w Jezusa, że „nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione” (Rzym. 13:1). A przecież, izraelici nadal znajdowali się pod panowaniem okupanta. Jak więc można było napisać coś tak niepoprawnego, jak przyznanie Bożego ustanowienia dla każdej władzy? Sam apostoł nie miał skrupułów przyznać się do posiadania obywatelstwa rzymskiego i odwołać się do prawa tego kraju, aby znaleźć obronę przed atakującymi go ciągle przywódcami religijnymi.
Paweł wyjaśnia, że Bóg „z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania(DzAp. 17:26). Zgodnie z tą teorią, władza ustanowiona w każdym narodzie ma określony przez Boga cel – „Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu” (Rzym. 13:3,4). Tym dobrem, nad jakim ma czuwać ustanowiona przez Boga władza, jest moje osobiste bezpieczeństwo. Jeśli stosuję się do prawa, jakie obowiązuje w moim kraju, to władza nie jest dla mnie postrachem. Nie musze płacić mandatów, jeśli przestrzegam przepisy o ruchu drogowym. Apostoł uwrażliwia wierzących, że ich uległość wobec władzy ma wypływać „nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie” (w. 5).
Paweł wiedział, że Boże ustanowienie władzy nie dotyczy tylko jego narodu, lecz w każdym kraju i na każdej wyspie, Gdy pisał do Tytusa, któremu nakazał uporządkować pewne sprawy wewnątrz kościoła na Krecie, zwracał uwagę również i na relacje zewnętrzne. Nakazał Tytusowi, aby przypominał w kościele, „aby zwierzchnościom i władzom poddani i posłuszni byli, gotowi do wszelkiego dobrego uczynku, aby o nikim źle nie mówili, nie byli kłótliwi, ale ustępliwi, okazujący wszelką łagodność wszystkim ludziom” (Tyt. 3:1,2).
Wiem, że przesłanie mojego bloga nie trafia do tych, którzy zajmują się organizowaniem „zadym” tego pokroju, jakie dzisiaj musiałem oglądać na polskich portalach. Jednak nieraz z niepokojem obserwuję, że wśród wierzących w Pana Jezusa, przewija się idea buntu wobec władzy. Ja uwierzyłem i zostałem duchowo ukształtowany w czasie tzw. „Polski komunistycznej”, jak to dzisiaj często się mówi o minionym okresie zależności od ZSRR. Jednak nigdy nie miałem problemów z ówczesną władzą, ponieważ znałem biblijną naukę na ten temat. Wierzę, że Bóg w Swoim planie miał ustalone już wcześniej wydarzenia dotyczące Polski, jakich byliśmy świadkami w minionym trzydziestoleciu. Dlatego z wdzięcznością mogę dziś myśleć o niepodległości mojego kraju, lecz ze smutkiem  muszę obserwować fakt wykorzystywania święta narodowego przez tych, którzy szukają jedynie okazji do rozróby, gdyż wyższych celów nie są w stanie zrozumieć.
Kończąc musze dodać dla jasności sprawy, że istnieje biblijna granica posłuszeństwa wobec władzy. Apostołowie już na samym początku istnienia Kościoła musieli zdecydować się, kogo mają słuchać w pierwszej kolejności, gdy zabraniano im mówić i nauczać w imieniu Jezusa – „Czy słuszna to rzecz w obliczu Boga raczej was słuchać aniżeli Boga, sami osądźcie” (DzAp. 4:19).
Lecz dzisiaj w Warszawie nie o to chodziło.
Henryk Hukisz