Monday, March 12, 2012

Pokrzyżowane plany

 Przeczytałem dziś o jednym z najbardziej mrocznych projektów, jaki zrodził się w głowie szaleńca. Nazywa się „Germania” – słowo wzięte z starożytnego określenia terytorium położonego na wschód od Renu i na północ od Dunaju. Obecnie na tym terenie znajdują się Niemcy, potomkowie dawnych plemion germańskich.
Autorem wspomnianego projektu był Hitler i miał być symbolem potęgi, jaką chciał stworzyć, podbijając świat, kosztem wymordowania milionów ludzi i zburzenia istniejących państw. Stolica Berlin miała zostać przebudowana tak, aby w jej centrum znalazła się nowowybudowana arteria prowadząca do zaprojektowanej „świątyni nazizmu”. Ten obiekt miał być największym budynkiem na świecie – 16 razy większym od bazyliki św. Piotra w Watykanie, a przed nim ogromny plac mieszczący 180 tysięcy ludzi, corocznie zwoływanych, aby oddać cześć fuhrerowi.
Myśl przerażająca, głównie dlatego, że projekt miał realne szanse na zrealizowanie go kosztem setek tysięcy więzniów wojennych, których planowano zwozić z terenów objetych wojną. Był nawet wyznaczony czas zakończenia – 1951 rok.
Ta wiadomość - dzięki Bogu to już historia - przypomniała mi inny projekt, bardzo odległy w czasie, też prawdziwy, gdyż opisany jest w Biblii. W czasie, gdy ludzkość posługiwąła się jednym językiem, co bardzo ułatwiało komunikowanie się, powstał ogromny plan – „Nuże, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgałby aż do nieba, i uczyńmy sobie imię, abyśmy nie rozproszyli się po całej ziemi!”(1 Moj. 11:4). 
Tego typu projekty, dla oddania czci człowiekowi, nie mają szansy na przetrwanie, nawet jeśli uda się  je zrealizować. Historia zna przypadki, gdy burzono wzniesione monumentalne pomniki tyranów. Ostatnio padło kilka z nich, mur berliński, czy też pomnik Husajna w Bagdadzie. Bóg, który jest jedynym Panem i tylko Jemu należy się wszelka chwała i cześć, powiedział: „zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki, i wytnijcie ich święte drzewa. Gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu. Albowiem Pan, którego imię jest „Zazdrosny”, jest Bogiem zazdrosnym” (2 Moj. 34:13,14).  
Z historii biblijnych wiemy, że Bóg wyrażał szczególny gniew, gdy człowiek stawiał siebie na piedestale, aby inni oddawali mu cześć. Wszelka próba wywyższenia musiała spotkać sie z niepowodzeniem. Berlin, po kilku latach od powstania wspomnanego projektu, został zamieniony w kupę gruzów. Późniejszy podział miasta murem przebiegającym przez jego środek, uniemożliwił powrót do zrealizowania „Germanii”.
Ta historia przywiodła mi na pamięć również inne wydarzenie biblijne. Miało ono miejsce w czasie, gdy naród Izraelski został uprowadzony do Babilonu. Pod koniec siedemdziesiącioletniej niewoli, gdy Persowie zajęli tereny Asyrii i Babilonu, część izraelitów wróciła już do swoich miast, wielkim panującym na tronie w Suzie był Achaszwerosz. Wówczas Bóg przygotował Swój rozdział w historii narodów – wzbudził w sercu młodej dziewczyny o wdzięcznym imieniu Estera, pragnienie służenia Mu. Miała ona wujka Mordochaja, bardzo pobożnego Żyda, który odegrał też istotną rolę w tej historii.
Wydarzenie z końca VI wieku przed Chrystusem uważane jest za modelowe dla nazizmu, gdyż nienawiść do narodu wybranego odgrywała w nim pierwszoplanową rolę. Haman, karierowicz na dworze królewskim, na wieść o tym, że człowiek który mu się nie kłaniał jest Żydem, postanowił go zniszczyć. Powstał wówczas projekt, na końcu którego stała szubienica dla Żyda, z pewnością zbudowana solidnie, aby nie zacięła się w najważniejszym momencie. Los, jaki spotkał autora tego projektu, z pewnością czytelnicy Biblii dobrze znają – „Powiesili tedy Hamana na szubienicy, jaką przygotował dla Mordochaja” (Est. 7:10).
Lecz to wydarzenie ma również swoją implikację kościelną. W społeczności ludzi wierzących, mających miano świętych, pojawiają się karierowicze na wzór Hamana. Ludzie ci, starają się przede wszystkim zwrócić uwagę na siebie swoją pobożnością i wyrozumiałością dla bliźnich.  Już w czasach króla Dawida, jego własny syn Absalom, gdy zbuntował się i chciał przejąć tron, postanowił wpierw pozyskać przychylność ludzi. „Zwykł też był Absalom od wczesnego rana stawać na drodze przy bramie, a ilekroć jakiś człowiek miał sprawę sporną do rozstrzygnięcia na sądzie przez króla, Absalom przywoływał go do siebie i mawiał: Z którego miasta jesteś? A gdy ten odpowiadał: Z tego a tego plemienia izraelskiego jest twój sługa, wtedy Absalom mawiał do niego: Patrz! Twoja sprawa jest dobra i słuszna, ale nie ma u króla nikogo, kto by cię wysłuchał. Mawiał jeszcze Absalom: Gdyby to mnie ustanowiono sędzią w tej ziemi i gdyby do mnie przychodził każdy, kto ma sprawę sporną do rozstrzygnięcia, to wymierzyłbym mu sprawiedliwość” (2 Sam. 15:2-4).
Pomimo dobrego, ojcowskiego nastawienia Dawida, Absalom przypłacił życiem swój projekt. Podobnie stało się z bratem Salomona Adoniaszem, który również zaplanował przejąć władzę. Musiał później ratować się trzymając się narożników ołtarza, i chociaż tym razem uszło mu to płazem, jednak póżniej poniósł śmierć wraz z innymi zdrajcami.
Zdaje się, że takie historie mogły wydarzyć się jedynie w czasach Starego Testamentu. Nic bardziej mylącego.  Już w czasie pierwszych wieków Kościoła, pojawiali się w zborach ludzie chętni zajęcia miejsc należnym powołanym przez Głowę Kościoła sługom. Apostoł Paweł przestrzegał swoich współpracowników z Efezu mówiąc: „Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody, nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą” (Dz.Ap. 20:29,30).  
Takie ludzkie projekty, podobnie jak te przykłady z Biblii i życia, kończą się smutnie. Bóg nieraz pozwala, jak w przypadku Adoniasza, który nie zginął od razu, aby i Jego Kościół poznał, że nie można  prowadzić polityki na wzór tego świata. W Bożym Królestwie nie ma miejsca na demoktaryczne metody podejmowania decyzji. Wszystkie instrukcje odnośnie struktury i zarządzania w Kościele są podane w Biblii, niczego nie musi się wymyślać, bo co nie jest z Boga, jest grzechem. Uważam, że w Bożym Królestwie, możemy jedynie podnosić nasze ręce aby wielbić Boga, a nie głosować za lub przeciw jakimkolwiek ludzkim projektom.
Już w czasach apostolskich, pobożny Gamaliel udzielił mądrej rady: „Odstąpcie od tych ludzi i zaniechajcie ich; jeśli bowiem to postanowienie albo ta sprawa jest z ludzi, wniwecz się obróci; jeśli jednak jest z Boga, nie zdołacie ich zniszczyć, a przy tym mogłoby się okazać, że walczycie z Bogiem” (DzAp. 5:38,39).   Niestety, dziś zbyt często wśród chrześcijan, zamiast uległości wobec Pana, próbuje się forsować ludzkie projekty, odwołując się do zdania większości, którą wpierw przygotowuje się do podjęcia korzystnych decyzji.
Apostoł Jan doświadczył podobnej sytuacji, gdy dowiedział się, że w pewnym zborze „kierowniczą rolę” odgrywał niejaki Diotrefes, rządząc się na ludzki sposób. Jan zapewniał Gajusa, swego umiłowanego brata, że gdy przyjdzie - „przypomnę uczynki jego, że złośliwymi słowy nas obmawia i nie zadowalając się tym, nie tylko sam nie przyjmuje braci, lecz nawet zabrania to czynić tym, którzy chcą ich przyjąć, i usuwa ich ze zboru..” (3 Jan 10). 
Apostoł Paweł charakteryzuje czasy ostateczne dość szczegółowo, mówiąc o sytuacjach, jakie pojawią sie w Kościele.  „Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga, którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy; również tych się wystrzegaj” (2 Tym. 3:2-5).
Ludzie są w stanie przegłosować każdy projekt, lecz Bóg już zaplanował jego zakończenie, gdyż powiedział: „Ale daleko nie zajdą, albowiem ich głupota uwidoczni się wobec wszystkich, jak to się i z tamtymi stało” (2 Tym. 3:9).
Bóg jest w stanie pokrzyżować nawet najlepiej zorganizowane scenariusze, gdyż jedynie On jest Panem i Bogiem.
Henryk Hukisz

Friday, March 9, 2012

Niezniszczalny rejestr

Gdy pisałem o siewcy (Siewca wyszedł siać), którego głównym zajęciem jest sianie, zwróciłem też uwagę na to, jak ważne jest  wcześniejsze przygotowanie gleby. Jeśli rola nie jest odpowiednio uprawiana, jest kamienista i zarośnięta chwastami, to nawet najcenniejsze ziarno nie wyda owocu. Powie ktoś – szkoda ziarna na taki ugór. Tak to prawda, lecz taka jest nasza kalkulacja, Bóg widzi inaczej rolę naszych serc. Pomimo stanu w jakim się znajdują, postanowił posłać Swoje najcenniejsze ziarno - Słowo, które stało sie ciałem.
Apostoł Paweł, gdy zrozumiał na czym polega Boża łaska i jak ogromna jest Jego miłość do zgubionych ludzi, napisał: „Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rzym. 5:8).
Chcę zwrócić naszą uwagę na to, jak ogromne znaczenie dla nas ma działanie Bożego Słowa, które codziennie jest zasiewane w naszych sercach. Za każdym razem, gdy otwieramy swoją Biblię aby czytać, kiedy słuchamy Słowa zwiastowanego bezpośrednio lub wcześniej nagranego, Boże nasienie trafia na glebę naszych serc. Nasienie jest Boże, jest doskonałe, nieskazitelne w swojej naturze. To, jak przygotowane jest nasze serce, zależy już od nas samych.
Nie chcę w tym rozważaniu analizować każdej z czterech rodzajów roli, na której zasiewane jest Słowo, chociaż temat sam w sobie jest wdzięczny. Może innym razem do tego powrócę. Teraz natomiast, chce pójść dalej, chcę zwrócić uwagę na to, że Boże Słowo jest wiecznie trwałe. Jezus powiedział: „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą” (Mat. 24:35). A to znaczy, że skutek działania Słowa nie przemija wraz z naszym ziemskim życiem, lecz jego owoc trwa na zawsze.
Ta prawda ma dwie strony.
Po pierwsze, cokolwiek zrodzi się z tego nasienia, będzie trwać wiecznie. Bóg posyła Swoje Słowo w określonym przez Siebie celu. Najlepiej wyraził to prorok Izajasz w znanym fragmencie – „Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca, a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną, tak iż porasta roślinnością i daje siewcy ziarno, a jedzącym chleb, tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem” (Izaj. 55:10,11).
Długa jest lista efektów działania Słowa Bożego. Zasiane w sercu, nawet największego grzesznika, wywołuje poród do nowego życia. Słuchanie Słowa Bożego powoduje to, że wierzymy – „Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe” (Rzym. 10:17).  Przynosi pocieszenie w najbardziej ciemnych chwilach, gdy odchodzą do wieczności ci, których miłujemy – „A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei”. „Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy” (1 Tes. 4:13,18).
Można byłoby kontynuować wyliczanie owoców zrodzonych przez Słowo Boże. Wszystkie będa trwały wiecznie, lecz tak samo wieczne będa skutki odrzucenia tego Słowa.
Apostoł Jakub zachęca czytelników swego listu, aby nie pozostawali na etapie słuchania Słowa Bożego, lecz stawali sie jego wykonawcami, gdyż ono „może zbawić dusze wasze”. Dlatego, pisze dalej – „A bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie. Bo jeśli ktoś jest słuchaczem Słowa, a nie wykonawcą, to podobny jest do człowieka, który w zwierciadle przygląda się swemu naturalnemu obliczu; bo przypatrzył się sobie i odszedł, i zaraz zapomniał, jakim jest” (Jak. 1:21-24).
Starszna to rzecz, zostać oszukanym przez siebie samego. A tak można określić sytuację, gdy jedynie słuchało się Słowa Bożego, lecz nie postępowało się zgodnie z nim. Pan Jezus sam ostrzegał swoich słuchaczy, mówiąc im, że będą rozliczeni z depozytu Słowa, jakie zostało im powierzone - "Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać" (Łuk. 12:48). Apostoł Piotr podszedł do tej kwestii bardziej pragmatycznie mówiąc, że "lepiej bowiem byłoby dla nich nie poznać drogi sprawiedliwości, niż poznawszy ją, odwrócić się od przekazanego im świętego przykazania" (2 Ptr. 2:21).
Dlatego, po drugie, efekt słuchania Słowa Bożego ma też wiecznie trwałe działanie negatywne. Jeśli słuchacz miał sposobność przyjrzeć się sobie w zwierciadle Słowa Bożego i odszedł bez dokonania wynikającej z tego Słowa zmiany, będzie miał okazję spotkać się z tym Słowem jeszcze raz. Apostoł Paweł porównuje nasze doczesne życie do wznoszenia budowli i zwraca uwagę na rodzaj materiałów, jakich używamy. Można wznosić używając „złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy". Lecz to, co zbudowaliśmy, „wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień” (1 Kor. 3:12,13).  
Pan Jezus użył podobieństwa, aby zwrócić uwagę słuchaczy na końowy efekt naszego życia, jakie otrzymaliśmy z łaski - tak jak słudzy otrzymali talenty. Gdy pan powrócił, nastąpił moment rozliczenia się z tego, co zostało uczynione. Ten sługa, który nic nie uczynił z darowanym talentem, usłyszał wyrok: „A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mat. 25:30).  Czy podobny scenariusz wydarzy się, gdy staniemy przed naszym Panem, który zapyta, co zrobiliśmy ze Słowem, które posłał do nas w określonym celu? Przecież nie może wrócić puste, jak powiedział Bóg przez Izajasza.
Wyobrażam sobie to w ten sposób – gdy staniemy przed Bogiem w wieczności, znajdziemy się w takim jakgdyby pomieszczeniu studyjnym,w którym znajdują się rejestry wszystkich momentów Bożego działania w naszym życiu. Dostaniemy coś w rodzaju specjalnych słuchawek, w których usłyszymy jeszcze raz to, co usłyszeliśmy i nic więcej nie zrobiliśmy w doczesnym życiu. Boży rejestr jest niezniszczalny. Co wówczas powiemy Bogu, gdy spojrzy nam prosto w oczy i zapyta: Co zrobiłeś z Moim Słowem? Piotr, gdy Chrystus spojrzał na niego po trzykrotnym zaparciu się, miał okazję, aby wyjść i gorzko zapłakać. Tam w niebie, nie będzie już takiej możliwości.
Tego obrazu nie znajdziemy w Biblii, ale mam prawo tak sobie to wyobrazić, gdyż trwały charakter Słowa Bożego znaczy również trwały skutek – przyjęcia go lub zlekceważenia.
Na zakończenie, chcę zachęcić do głebokiej refleksji nad rolą Bożego Słowa w naszym życiu. Jego niczym nie zastąpione działanie Apostoł Paweł określił w liście do Tymoteusza – „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany” (2 Tym. 3:16,17).   Jeśli nie pozwolimy, aby dokonało tego, do czego jest użyteczne, to jak się wytłumaczymy przed Tym, który je natchnął mocą Swego Ducha? 
Niech przykład Izraela będzie dla nas przestrogą.
„Bo jeśli słowo wypowiedziane przez aniołów było nienaruszalne, a wszelkie przestępstwo i nieposłuszeństwo spotkało się ze słuszną odpłatą, to jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?” (Hebr. 2:2,3).
Henryk Hukisz

Thursday, March 8, 2012

Siewca wyszedł siać

 Wczesne dzieciństwo spędziłem na wsi, dlatego dobrze zapamietałem obraz siewcy, który troskliwie przygotowuje rolę, aby później zasiać na niej ziarno. Celem tej żmudnej pracy jest plon, który zbiera się wiele miesięcy później. Pamiętam mego tatę, gdy wykonywał tę pracę niejednokrotnie do późna w nocy przy blasku księżyca, ponieważ w dzień pracował w pobliskim przedsiębiorstwie. Widząc ile pracy trzeba było wykonać, aby uzyskać mąkę, z której później mama mogła upiec bochenek pachnącego chleba, postanowiłem nie zostać rolnikiem, za żadną cenę.
Kiedy kończyłem szkołę średnią odwiedził mnie mój dobry przyjaciel, student ChATu i zpytał się, czy nie chciałbym studiować na tej uczelni. Będąc zachęconym perspektywą zupełnie innego życia niż mój tata, zdałem egzamin wstępny i tak oto poczułem powołanie do służby na Bożej niwie. No i co? Okazało się, że nie udało się uciec od tego rolniczego zajęcia – zostałem siewcą Słowa Bożego.
Pan Jezus, gdy nastał właściwy moment Jego służby, zaczął nauczać w podobieństwach. Uczniowie widząc zdziwienie wymalowane na twarzach słuchaczy tej mowy, zapytali Nauczyciela: „Dlaczego mówisz do nich w podobieństwach?” (Mt 13:10).  Jezus wyróżnił tę dwunastkę wyjaśniając, że są błogosławieni to słysząc, gdyż „wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli” (Mt 13:17). Wówczas usłyszeli znaczenie tych podobieństw z ust samego Mistrza.
W pierwszym podobieństwie Jezus mówił o siewcy, który wyszedł w pole aby zasiać ziarno. Dalej wyjaśniał zanczenie obrazu czworakiej roli, wskazując na tę czwartą, która przyniosła rolnikowi obfity plon. „Natomiast na szlachetnej ziemi jest posiany ten, kto słucha Słowa, rozumie je i wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny” (Mt 13:23).
Ewangelista Marek dodaje jedno podobieństwo więcej, w którym Chrystus mówi o działaniu Słowa Bożego w sercu człowieka, porównując je do nasienia. Jezus powiedział: „Królestwo Boga jest podobne do człowieka, który rzucił ziarno w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, ziarno kiełkuje i rośnie, on zaś nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon – najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz bierze się sierp, bo nadeszły już żniwa” (Mk 4:26-29).
Chciałbym zwrócić uwage na siewcę, gdyż od jego pracy tak wiele zależy, co później zbierze żniwiarz. Według słów Jezusa, ten który zasiewa, nie musi być tym, który będzie zbierać plon, gdyż przysłowie mówi: „Kto inny sieje, kto inny zbiera” (Jn 4:37).  W całym procesie uzyskiwania plonu, zarówno siewca, jak i żniwiarz, mają jednakowy udział: „żniwiarz otrzymuje zapłatę i zbiera owoc na życie wieczne, aby siewca radował się ze żniwiarzem” (Jn 4:36).
Apostoł Paweł wyjaśniał, pisząc do zboru w Koryncie, gdzie powstały podziały wśród wierzących na tle oceny pracy tych, którzy tam usługiwali, że udział ma „każdy zgodnie z tym, co Pan mu powierzył” (1 Kor 3:5). Paweł dalej pisał, że on kiedyś zasiał tam Ewangelię, później przyszedł Apollos, aby „podlewać” zasiane ziarno Słowa, a Bóg dał wzrost: „Ten zaś, kto sadzi, jak i ten, kto podlewa, stanowią jedno, a każdy otrzyma swoją zapłatę, stosownie do swojej pracy” (1 Kor 3:8).
Praca rolnika, polegająca na sianiu, ma swoją wartość sama w sobie. Oczywiście ważne jest, aby siać dobre nasienie na dobrej roli, a o resztę zadba Pan tej niwy. Bóg sam wyznacza swoich robotników, jak to wyjaśniał Pan Jezus: „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby wysłał robotników na swoje żniwo” (Mt 9:37,38).
Na czym polega praca siewcy? Najprostsza odpowiedź brzmi - Aby siać? Skoro Bóg jest Panem na tym polu, On wyznacza reguły, których przestrzeganie wyda owoc w czasie żniw. Salomon, jako kaznodzieja, w swojej księdze zachęca żniwiarza do pilnej pracy w wyznaczonym przez Boga czasie. Jeśli ktoś szuka wymówek i widzi same przeszkody, zamiast pójść na pole, będzie siedział w domu - „Kto zważa na wiatr, ten nie sieje, a kto przygląda się chmurom, ten nie zbiera żniwa”. Salomon zaleca również wytrwałość w tym zadaniu, skoro podjął się tej pracy: „Siej ziarno o poranku i nie zaniedbuj pracy wieczorem, gdyż nie wiesz, który trud przyniesie ci większą korzyść – ten czy tamten? A może oba będą tak samo opłacalne?” (Koh 11:4,6). Mądry król kończy tę lekcję dla rolników na Bożej roli słowami: „Pamiętaj jednak, że ze wszystkiego Bóg osądzi cię sprawiedliwie”. 
Dobry siewca, zanim weźmie w swoją garść ziarno, aby je rozsiewać, wpierw przygotowuje rolę. Jezus mówił o czterech rodzajach gleby, gdyż od tego będzie zależało, jaki plon będzie zebrany w czasie żniw, jeśli w ogóle będzie co zbierać. Izajasz, w swojej księdze, podaje również krótką instrukcję dla siewcy: „Czy każdego dnia oracz orze pod zasiew, przewraca i bronuje swą ziemię? Czy raczej, gdy wyrówna jej powierzchnię, sieje czarnuszkę i rozrzuca kmin, sieje pszenicę w rzędach, jęczmień na oznaczonym miejscu i orkisz na jego brzegach?” (Iz 28:24,25).
Słyszałem kiedyś pewien aforyzm, który ma zastosowanie w tej sytuacji: „Rozmawiaj wpierw z Bogiem o grzesznikach, a dopiero potem z grzesznikami o Bogu”. Ta rada, jaką dzieli się Izajasz, pochodzi od Boga, który „jest cudowny w radzie, wielki mądrością.”
Praca siewcy nie polega na samym rozsiewaniu ziarna, lecz również na tym, jakie nasienie wysiewa. Nawet na dobrej roli nie wyrośnie dobry plon, jeśli ziarno jest złe. Znamy dobrze radę Apostoła Pawła: „Nie dajcie się zwodzić, Bóg nie pozwala szydzić z siebie. Co bowiem człowiek posieje, to będzie zbierał” (Ga 6:7).  Jezus natomiast wskazywał na to, że po owocach poznaje się rodzaj drzewa, gdyż takie jest Boże prawo – „Nie może bowiem zdrowe drzewo rodzić złych owoców ani chore drzewo dobrych owoców” (Mt 7:18).  Dlatego bardzo ważną rzeczą dla siewcy jest posiadanie dobrego nasienia, aby zasiew mógł być zakwalifikowany przez Pana i przeznaczony na czas żniwa.
Boży siewca zainteresowany jest jedynie Bożym ziarnem, a jest nim Boże Słowo. Tylko ono może spowodować, że w sercu grzesznika wyrośnie nowe życie. Apostoł Piotr posłany przez Chrystusa na ten świat, aby siać Słowo Ewangelii, rozumiał dobrze zasadę jakości nasienia. Prawdziwe życie, jakie daje Jezus, wyrasta z Bożego nasienia i ci, którzy je mają, są „odrodzeni nie ze zniszczalnego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki Słowu Boga, które żyje i trwa” (1 Ptr. 1:23). Gdy już trawa uschnie i kwiat opadnie, ci którzy zostali zrodzeni przez Słowo Boże, będą trwać na wieki.
Owocem „niezniszczalnego nasienia” jest narodzenie się z Boga. Apostoł Jan pisze: „gdyż pozostaje w nim nasienie Boga i nie może grzeszyć, bo narodził się z Boga”(1 Jn 3:9).  To wspaniałe ziarno zasiane przez Bożego siewcę, pozostaje w Bożym dziecku i sprawia, że ono nie może już grzeszyć.
Owoc nowego życia rodzi się dużo wcześniej, wówczas, gdy Boże ziarno zostaje zasiane w sercu człowieka. Praca siewcy ma swoją wartość w sianiu i podlega Bożej ocenie. Zadaniem siewcy jest siać, bez oglądania sie na żniwa i jeśli zasiewa „niezniszczalne nasienie”, odbierze zasłużoną nagrodę.

Apostoł Paweł był niestrudzonym siewcą Bożego Słowa w swoim czasie. Zachęcał też innych do wyjścia na Bożą niwę słowami: 
„Tak więc, moi ukochani bracia, bądźcie wytrwali i niezachwiani, zawsze ofiarnie oddani dziełu Pana, wiedząc, że w Panu wasz trud nie jest daremny” (1 Kor 15:58).
Henryk Hukisz

Wednesday, March 7, 2012

Anonimowość w Kościele

W ostatnich dniach, Interpol dokonał aresztowania kilkudziesięciu głównych działaczy nielegalnej organizacji Anonymous, o której niedawno było bardzo głośno. Postawiono zarzut blokowania lub zajęcia internetowych stron rządowych w kilku krajach, między innymi, w Polsce. W Stanach Zjednoczonych, FBI aresztowało jednego z głównych hackerów, stawiając mu poważne zarzuty natury kryminalnej.
W jednym z moich rozmyślań na tym blogu, pisałem o anonimowych przywódcach oraganizowanych protestów. Sporo ludzi aktywnie poparło te działania, i nie pisałbym już więcej na ten temat, gdyby nie dotyczył również osób wierzących, którzy zajmowali też stanowiska w tej kwestii.
Tak jak poprzednio, tym razem również nie odnosze się do kwestii, jakich dotyczyły te protesty, lecz chcę zająć się sprawą anonimowego udziału w życiu społeczności chrześcijańskiej.
Nie przypominam sobie, aby gdziekolwiek w Biblii anonimowość była zalecana, oprócz jedynej sytuacji, o czym będzie później. Generalna prawda jest taka, że Bóg stworzył człowieka dając mu imię, które miało go charakteryzować. Imiona osób w Biblii były ich dowodami tożsamości, a przy zmianie cech osobowościowych, Bóg dokonywał zmiany imienia, tak jakgdyby wystawił dla nich nowy dowód osobisty. Z Abrama Bóg uczynił Abrahama, z Jakuba – Izraela, z Szymona – Piotra, z Saula z Tarsu – Apostoła Pawła.
Bóg też nie wystepuje bezimiennie, Jego charakter poznajemy w imionach, jakimi się nam przedstawia w Biblii. Znamy sytuację, gdy Mojżesz chciał znać imie Boga, aby móc powiedzieć, kogo reprezentuje. „Gdy przyjdę do synów izraelskich i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mnie do was, a oni mnie zapytają, jakie jest imię jego, to co im mam powiedzieć?” 2 Moj. 3:14
Gdy Bóg powoływał wielu sług, powierzając im szczególne zadania do wykonania, wzywał ich po imieniu. Chyba najbardziej znanym przykładem jest historia powołania Samuela, gdy Bóg przyszedł do niego we śnie „i zawołał Pan: Samuelu! A on odrzekł: Oto jestem!” 1 Sam. 3:4  Inny dobrze znany przykład, to historia powierzenia Piotrowi szczególnej roli w Kościele. Chrystus odwołał sie do znaczenia jego imienia, i rzekł: „A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr...” Mat. 16:18 
Nasza tożsamość świadczy o nas. A to znaczy, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje słowa i czyny. Zasłanianie twarzy maksami, zakładnie kapturów na głowę, czy umieszczanie wpisów w internecie bez podania swego nazwiska, jest tylko ucieczką od odpowiedzialności. Jak daleko? Jednak władze, odpowiedzialne za ściganie osób łamiących prawo, posiadają możliwość zidentyfikowania sprawcy. Wiele osób zamieszcza w internecie swoje opinie lub komentarze podając jakąś „ksywę” zamiast swojego imienia, lecz istnieje ślad elektroniczny na serwerze w postaci adresu IP, który doprowadzi do autora wpisu. Lecz tak dzieje się w tym świecie, który kieruje się swoimi regułami.
Kościół jest Ciałem Chrystusa i w nim działaja Boże reguły. Wszelka próba anonimowego wystąpienia schodzi na niczym, gdyż przed Bogiem nic się nie może ukryć. Psalmista Dawid zastanawia się czy jest takie miejsce, gdzie można ukryć się przed Jego wzrokiem? „Dokąd ujdę przed duchem twoim?I dokąd przed obliczem twoim ucieknę?” Ps. 139:7  Bóg jest wszechobecny, dlatego nic nie jest w stanie zasłonić człowieka przed Jego wzrokiem; „i ciemność nic nie ukryje przed tobą,A noc jest jasna jak dzień,Ciemność jest dla ciebie jak światło.” Ps. 139:12
Pan Jezus przestrzegał przed próbą uciekania od odpowiedzialności „albowiem nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajnego, o czym by się dowiedzieć nie miano.” Mat. 10:26
Czy w Kościele jest miejsce na anonimowe działania?
Biblia mówi o osobistej odpowiedzialności człowieka za jego słowa i czyny. Jest rzeczą oczywistą, że Bóg rozliczy nas ze wszystkiego, gdyż przed Jego obliczem nic nie może się ukryć. Jezus powiedział wprost: „A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu.” Mat 12:36   Podobnie z czynami, zostaną poddane sprawiedliwemu osądowi „to wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień.” 1 Kor. 3:13  
Niestety, do kościołów wkradają się ludzie, którzy wolą działać anonimowo. Istnieja wprawdzie taka sytuacja, o której Jezus powiedział, że anonimowość jest zalecana; „Ale ty, gdy dajesz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja, aby twoja jałmużna była ukryta.” Chodzi o to, żeby nie dawać dla uzyskania pochwały od ludzi, gdyż „Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.” Mat. 6:3,4  W takiej sytuacji, te osoby lubią pokazywać swoją twarz, natomiast tam, gdzie wskazane jest działanie jawne - występują anonimowo.
Są sytuacje, w których Biblia zaleca konfrontację pomiędzy braćmi lub siostrami, w których nie można działać anonimowo i nie chodzi w nich o spór lecz załatwienie powstałego konfliktu. Ponieważ w Kościele są ludzie, nie aniołowie, konflikty były, są i będą miały miejsce. Pan Jezus wydał szczegółowe instrukcje, jak należy w takich sytuacjach postępować w Jego Kościele. Czytamy, „A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego.”Mat. 18:15  Natomiast często bywa tak, że zamiast osobistej próby załatwienia sprawy pomiędzy zaangażowanymi osbami, poszkodowany rozpowszechnia swoją krzywdę pośród innych, prosząc o anonimowość („tylko nie mów, że ja ci to powiedziałem”). W ten sposób rozpowszechnia się zgorzkniałość - a Słowo Boże przestrzega „żeby jakiś gorzki korzeń rosnący w górę, nie wyrządził szkody i żeby przezeń nie pokalało się wielu.” Heb. 12:15 
Starsi zboru, pomimo wymogu posiadania określonych kwalifikacji uprawniających do tej służby, pozostają nadal ludźmi i może się zdarzyć, że kogoś zranią. Co wówczas mają zrobić członkowie tej społeczności? Znam sytuacje, gdy sprawę załatwiało się na drodze anonimowych wypowiedzi, a forum internetowe wyśmienicie się nadawało do tego celu. A co na to Biblia? „Przeciwko starszemu skargi nie przyjmuj, chyba że jest ona oparta na zeznaniu dwu lub trzech świadków.” 1 Tym. 5:19
W historii Kościoła można było spotkać anonimowe metody załatwiania spraw w działalności jezuitów. Stosowane je przeciwko tym, którzy mieli odwagę mówić prawdę. Rozpowszechniane anonimowe oskarżenia posłały niejedną osobę na stos, dosłowny lub obrazowy, gdy niewinnych ludzi skazywano z pobudek  politycznych.
Anonimowość i tłum, jak bomba, gotowa jest eksplodować. Tak było w przypadku oskarżenia Chrystusa. „Ale arcykapłani podburzyli lud, aby im raczej wypuścił Barabasza.” Mar. 15:11 „Oni zaś nalegali głosem wielkim, domagając się jego ukrzyżowania; a krzyki ich wzmagały się.” Łuk. 23:23.
Jak widać, metoda bardzo skuteczna, ale czy odpowiednia dla tych, którzy mienią się być dziećmi Bożymi?
Henryk Hukisz

Monday, March 5, 2012

Spokój na dzwonnicy



Dzwonnice, jako budynki pojawiły się już w VI wieku naszej ery i były bardziej wieżami strażniczymi, niż służyły do wzywania wiernych do kościoła. Biciem dzwonów ogłaszano nadchodzące niebezpieczeństwa, zarówno w postaci żywiołów, jak ogień, woda, czy huragan lub nieprzyjacielski najazd. Chyba najbardziej znaną dzwonnicą jest popularna krzywa wieża w Pizzie z powodu swej krzywizny lub Notre Dame w Paryżu, dzięki temu, że kiedyś cygański chłopiec znalazł w niej schronienie. Obecnie, najczęściej spotyka się dzwonnice w wieżach kościelnych, a zamiast tradycyjnych dzwonów, zainstalowane są głośniki i są prawie nie używane, szczególnie na terenie miast.
Dlaczego piszę o dzwonnicy, skoro przy Zborach, w których większość z nas się zgromadza, nie ma tych obiektów? Słyszałem kiedyś takie powiedzenie: „W kościele, w którym nie ma Bożego działania, diabeł śpi sobie spokojnie na wieży.” Chodzi więc bardziej o wieżę symboliczną, niż rzeczywistą, dlatego pozostanę przy jej pierwotnym znaczeniu, jakim było ostrzeganie przed niebezpieczeństwami.
Odnoszę często takie wrażenie, odwiedzając różne zbory, że wierni zgromadzają się w radosnym nastroju, tak jak gdyby nie istniało żadne zagrożenie. Nie chodzi mi o niebezpieczeństwa natury fizycznej, jak napaść ze strony fanatycznych przeciwników ewangelii, czy w formie innego kataklizmu. Myślę o zagrożeniach natury duchowej. Zamiast tego, najczęściej można spotkać w zborach  atmosferę wesołej zabawy lub świętowania zwycięstwa, gdy nie było żadnej walki. I chociaż nie głosi się w nich teologii o nieutracalności zbawienia, to panuje taka atmosfera, jak gdyby nic złego im nie groziło. Dlaczego więc apostoł Paweł pisał: "Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się" (Efez. 6:13).
Pan Jezus jest Głową, można powiedzieć, jest Głównym Dowódcą wiernych, zgromadzonych w Jego Kościele. Jego wytyczne powinny być odbierane jako rozkazy, od których nie ma odstępstwa – muszą być wykonywane bez zastrzeżeń. Jezus powiedział o Swoim Kościele: „zbuduję kościół mój i bramy piekielne nie zwyciężą go” (Mat. 16:18 [Biblia Brzeska]). A to sugeruje nam, że Wódz przewidział, iż Kościół będzie atakowany. Powinniśmy więc zadać sobie pytanie, czy jesteśmy właściwie na to przygotowani.  
Izraelici, po wejściu do Ziemi Obiecanej, otrzymali wiele poleceń odnośnie stylu życia w nowej ojczyźnie. Bóg wydał dokładne instrukcje, aby budowali miasta obronne, które będą w stanie ostać się w sytuacjach wrogich najazdów. Później, gdy wracali z niewoli babilońskiej, kiedy odbudowywano świątynię i mury Jerozolimy, zadbano również o baszty, które stanowiły ważny element obronny tego miasta.
Prorok Izajasz, w widzeniu, jakie miał od Pana na temat przywrócenia chwały Izraela i Jerozolimy, porównał ten naród do panny poślubionej Odnowicielowi i do wielkiej radości, jaka zapanowała z tego powodu. Jednak nadal w tej wizji znajdują się strażnicy na murach – „Na twoich murach, Jeruzalem, postawiłem stróżów: przez cały dzień i przez całą noc, nigdy nie umilkną. Wy, którzy wyznajecie Pana, nie milczcie! I nie dajcie mu spokoju, dopóki nie odbuduje Jeruzalemu i dopóki nie uczyni go sławnym na ziemi!” (Izaj. 62:6,7)  Podobnie, prorok Habakuk, wskazywał na konieczność zajęcia posterunku na baszcie – „Muszę stanąć na mym posterunku, udać się na basztę; muszę wypatrywać i baczyć, co mi powie, co odpowie na moją skargę..” (Hab. 2:1), aby być gotowym do działania zgodnego z Bożym poleceniem.
Tak jak naród Boży czuwał w obliczu ciągły ataków ze strony swych wrogów, tak i my, jako oblubienica poślubiona Oblubieńcowi, musimy stać na czatach, gdyż i nasz przeciwnik nie odpoczywa. Apostoł Piotr porównał zachowanie naszego nieprzyjaciela do zgłodniałego lwa – „Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć.” (1 Ptr. 5:8). Pięć panien z przypowieści Pana Jezusa było na tyle mądrych, że nie wpadły w letarg samozadowolenia", ponieważ "były gotowe, weszły z nim na wesele i zamknięto drzwi" (Mat. 25:10).
W mojej wieloletniej służbie w Bożym Królestwie, zauważyłem pewną prawidłowość – gdy Bóg działał w szczególny sposób, gdy Ewangelia dokonywała przemiany w sercach wielu ludzi, którzy jej słuchali, zazwyczaj pojawiał się „krążący lew”. Dlatego nieraz niepokoił mnie brak diabelskich podchodów, i wówczas przypominałem sobie to powiedzenie o „drzemce diabła na wieży kościelnej”. Wystarczyło znów zaangażować się w służbę Słowa, a diabeł zaraz dawał znać o sobie.
Od samego początku istnienia Kościoła, przez wszystkie wieki aż do dzisiaj, można spotkać się ze szczególnymi przejawami diabelskiej aktywności. Dlatego, z jednej strony, jest to dla nas znakiem Bożej obecności pośród wierzących, a z drugiej, jest wezwaniem do czujności.
Jeden z wiernych Bożych sług, który pozostawił wiele wspaniałych hymnów, (jaka szkoda, że dziś poszły już w zapomnienie), Jan Stiepanowicz Prochanow (1869-1935) napisał:
To nie chmury, bracia, zawisnęły;
to nie burza, szalejąca z gór;
to nieprawdy księstwa się zawzięły
na idący za Chrystusem zbór.
To nie wojsko, bracia się zebrało,
to nie mieczów połyskuje stal,
lecz z otchłani piekła wojsko wstało,
by nas porwać do zginienia fal.
To nie morska głębia się kołysze,
dla okrętów pełna zdrad i zgub.
Bracia, to nienawiść ślepa dyszy,
chcąc wierzących wtrącić w piekło, w grób.
     [Śpiewnik Pielgrzyma, nr. 800]
Niebezpieczeństwa, na jakie narażony jest zbór pański, mają bardzo różna formę i pochodzą z wielu źródeł. Niekoniecznie przychodzą z zewnątrz, diabeł potrafi wprowadzić swoich sług do zborów. Tak, jak za czasów Apostoła Pawła „szatan przybiera postać anioła światłości” (2 Kor. 11:14), spodziewajmy się więc, że i dziś, w czasach wielkiego postępu technicznego, potrafi zamaskować się bardziej przebiegle. Gdy pojawi się fałszywy nauczyciel, nie spodziewajmy się, że przedstawi się, podając wizytówkę z informacją o swoim prawdziwym zamiarze.
Apostoł Paweł ostrzegał prezbiterów zboru efeskiego: „Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody, nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą.” (Dz.Ap. 20:29,30).  Wyobrażam sobie dziś, ilu prezbiterów odebrałoby uwagę Pawła za obrazę i w odpowiedzi na tę przestrogę, założyliby nowe zbory, jak to dzieje się obecnie.
Myślę, że dziś większym zagrożeniem dla wierzących jest, nie „pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia”, lecz podziały, zarozumiałość, teologia oparta na świeckich wzorcach. Dlatego dziwi mnie brak reakcji na pojawiających się nauczycieli innej ewangelii, w której nie ma wezwania do czujności. Dziś tak chętnie daje się posłuch motywacjom do osiągania samozadowolenia na drodze różnych technik skutecznych w świecie korporacji. Tam diabeł ułożył się wygodnie na przysłowiowej dzwonnicy i słucha z zadowoleniem ryku dźwięków wydobywających się z głośników. Tam jest moc mierzona w watach, a nie w zwiastowaniu Krzyża.
Warto jest zwrócić uwagę na to, co dzieje się na „wieży” naszego zboru - spokojna drzemka diabła, czy uważny na swym posterunku Boży sługa.
Henryk Hukisz

Tuesday, February 28, 2012

Sól ziemi

 Sól, albo bardziej naukowo - chlorek sodu, lub mniej popularnie – sól kwasu solnego, jest tak powszechna, że w ogóle nie zastanawiamy się nad jej pochodzeneim i zastosowaniem. Po prostu, sól zawsze była, jest i będzie stosowana w naszym życiu.
Lecz sól nie służy tylko do celów spożywczych. Spotykamy się z nią i to w nadmiarze w porze zimowej, gdy korzystamy z ośnieżonych jezdni.. Dlatego często zaczynamy zastanawiać się nad rodzajami soli, nad procesem jej uzyskiwania, ponieważ chcemy wiedzieć z czym mamy do czynienia. W kuchni chcemy mieć sól dobrej jakości, dlatego teraz będziemy częściej sprawdzać co jest napisane na opakowaniu. Oby producenci soli kuchennej dbali o swój produkt tak, jak dostawca soli dorgowej - „Sól drogowa oferowana przez naszą firmę pochodzi wyłącznie ze sprawdzonych źródeł, które spełniają kryteria najwyższej jakości oraz posiadają wszelkie wymagane atesty”.
Przyznaję, że już nieraz myślałem, aby napisać coś na temat soli, bo przecież występuje też w Biblii, a co najważniejsze, Pan Jezus też odwołuje się do charakteru i znaczenia soli.
Pierwszy biblijny zapis o soli znajduje się w historii o Locie opuszczającym Sodomę i Gomorę. Jego żona, wskutek nieposłuszeństwa wobec Bożego polecenia, przemieniła się w słup solny. Miejsce po tych grzesznych miastach zamieniło się w dolinę wypełniona najbardziej słonną wodą, jaką znamy. W języku biblijnym to morze nazywane jest jako Słonne Morze, a jego wody są martwe.
Nakazany przez Boga system ofiar składanych na odpuszczenie grzechów nawiązuje również do soli. Mięso składanych ofiar miało być osolone – „Każdą twoją ofiarę z pokarmów posolisz; żadnej twojej ofiary z pokarmów nie pozbawisz soli przymierza Boga twego. Przy każdej ofierze swojej składać będziesz i sól.” 3 Moj. 2:13  Być może, obecność soli miała przypominać o grzechu, który stoi zawsze na przeszkodzie w kontakcie z Bogiem.
Kiedy, po siedemdziesięciu latach niewoli babilońskiej, Izraelici wracali do Ziemi Obiecanej, Ezdrasz czuwał nad odbudową świątyni. Otrzymał też wsparcie od króla perskiego Cyrusa, który dał rozkaz dostarczania każdej ilości soli, potrzebnej do składania ofiar. (Ezdr. 6:8-10)
Chcę przytoczyć jeszcze jeden obraz z wielu, jakie znajdują się w Starym Testamencie, obraz rzeki wypływającej spod ołtarza nowej świątyni, jaką zobaczył prorok Ezechiel. Charakterystyka wody w tej rzece polegała na tym, że przynosiła ożywienie i uzdrowienie zgniłej wody, dokąd wpadała. Rybacy będą w niej nieskończenie łowić ryby a na obu jej brzegach będzie rosło bardzo dużo drzew. Natomiast bagna i bajora „będą przeznaczone do zdobywania soli” (Ezech. 47:11). 
Wierzę, ze ta woda jest obrazem Ducha Świętego, który w akcie narodzenia się na nowo przemienia zgniłe stare życie w ożywczy strumień nowego życia. Ezechiel widział w tym obrazie jakość nowego życia – „Na obu brzegach potoku będą rosły różne drzewa owocowe; liść ich nie więdnie i owoc się nie wyczerpie; co miesiąc będą rodzić świeże owoce, gdyż woda dla nich płynie ze świątyni. Owoc ich jest na pokarm, a liście ich na lekarstwo” (Ezech. 47:12).
Pan Jezus, od samego początku Swego nauczania, odwołuje się również do obrazu soli. Już w Kazaniu na Górze, zaraz po wymienieniu ośmiu błogosławieństw, mówi: „Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana” (Mat. 5:13). 
Z pewnością odwołanie do soli ma wiele znaczeń. Być może chodzi o nawiązanie do znaczenia soli w historii Izraela, a w szczególności, jej występowanie przy składaniu ofiar, bez których nie ma relacji ze świętym Bogiem? Teraz naszą ofiarą jest Baranek Boży, złożony na odpuszczenie naszych grzechów. Słowo Boże wskazuje na bardzo ścisłe powiązanie naszego zbawienia z udziałem w śmierci Chrystusa. Apostoł Paweł rozwija tę myśl w nauczaniu o znaczeniu chrztu, w którym umieramy wraz z Chrystusem. Dalej mówi: „Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy” (Rzym. 6:7).  Kilka rozdziałów dalej wzywa do złożenia naszego ciała na ofiarę. „Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza” (Rzym. 12:1).  Apostoł zrozumiał tę prawdę i uczynił to ze swoim życiem – „ Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal. 2:20).
Ewangelista Marek umieścił wypowiedź Chrystusa o soli w innym kontekście. Jezus przestrzega ludzi przed gorszeniem „maluczkich”. Mówi również o bezkompromisowym podejściu do pokus, gdyż lepiej jest być bez „ręki”, „nogi” czy „oka” i wejść do Bożego Królestwa, niż pójść na ustępstwo i znaleźć się w ogniu nieugaszonym (Mar. 9:42-48). Z tego tekstu jasno wynika, że chodzi tu o ogień piekielny, a nie jego działanie oczyszczające. Natomiast nawiązanie do soli w następnych wierszach odnosi się do charakteru naszego życia. Mamy być solą, oryginalną przez narodzenie się na nowo i obecną w ofiarowaniu siebie Bogu. Tutaj sól ma charakter oczyszczający, podobnie jak było w Starym Testamencie, podczas składania przez kapłana ofiar na ołtarzu. Jezus nie mówi, że jesteście solą, lecz „albowiem każdy ogniem będzie osolony” (Mar. 9:49). 
Sól ma swoje właściwości przypisane w sposób naturalny, po prostu, sól jest słonna. Czy sól może utracić słonność? W oryginale wyrażenie „jeśli sól zwietrzeje” brzmi „jeśli sól mogłaby stać się niesłonna” jest pytaniem retorycznym, wskazującym na fakt, że soli nie da się osolić, ponieważ jest słonna sama z siebie. Nie mam takich przypraw, które mogłyby przywrócić oryginalną słonność soli.  Główna myśl, jaką Chrystus chciał przekazać swoim słuchaczom, zawarta jest w wyrażeniu kończącym zdanie: „Miejcie sól w samych sobie i zachowujcie pokój między sobą” (Mar. 9:50).  Jeśli jesteśmy narodzeni z Ducha Świętego i z wody, która daje oczyszczenie z grzechów, jesteśmy powołani do życia w pokoju z bliźnimi. Nie ma wówczas powodu do gorszenia innych, ani siebie samych.
Natomiast ewangelista Łukasz, zwraca uwagę na to, ze sól ma naturalne zastosowanie. Natomiat to, co nie jest oryginalną solą, ponieważ nie ma słonności soli, do niczego się nie nadaje. „Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz ją wyrzucają. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha” (Łuk. 14:35).   Jezus mowi tutaj o soli w nawiązaniu do wypowiedzi o prawdziwym uczniostwie, które cechuje się zdolnością do zupełnych wyrzeczeń. „Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim” (Łuk. 14:33).  To znaczy, że ten kto nie wyrzeka się wszystkiego, nie jest jego uczniem, tak jak sól, która nie ma słonności, nie nadaje się do niczego.
Być solą znaczy, nadawać się do Królestwa Bożego, być przydatnym zgodnie z charakterem, nabytym przez narodzenie się na nowo. Apostoł Piotr, który pilnie słuchał Chrystusa, gdy mówił o przydatności soli, napisał w swoim liście, że teraz posiadamy cechy Boskiej natury. „Jeśli je bowiem posiadacie i one się pomnażają, to nie dopuszczą do tego, abyście byli bezczynni i bezużyteczni w poznaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa” (2 Ptr. 1:8).
Bądźmy więc zawsze oryginalną solą ziemi, przydatną w Jego Królestwie.
Henryk Hukisz

Monday, February 27, 2012

Przemijający kształt tego świata

Niedawno po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak krótkie jest nasze życie na tym świecie. Parę lat temu miałem podobną refleksję, lecz w zupełnie innych okolicznościach. Wówczas znajdowałem się w gabinecie lekarza, który po odczytaniu wyników badań medycznych, poinformował mnie, że znaleziono nowotwór i będę musiał poddać się długoterminowej terapii. Kilka dni później, będąc jeszcze pod wpływem tej szokującej wiadomości, usłyszałem informację o pogrzebie osoby w wieku 56 lat, u której kilka tygodni wcześniej wykryto raka. Pierwszą myślą, jaka zawładnęła moim umysłem, było pytanie: „Ile czasu mi zostało?”

Przypomniałem sobie wówczas sytuację, gdy słuchałem kazania na temat wieczności. Kaznodzieja, dla zilustrowania swej myśli, rozwinął długi sznur, prosząc słuchaczy, aby wyobrazili, że ten sznur przedstawia wieczność i nie ma końca. Natomiast ten koniec, który trzymał w ręce, o długości około 5 cm zabarwiony na ciemno, miał reprezentować okres naszego życia na ziemi. Szokująco zabrzmiało pytanie o to, dlaczego człowiek w czasie swego krótkiego życia wkłada tak wiele wysiłku w to, aby dostatnio spędzić swój czas na emeryturze, a nie myśli o pozostałym czasie reprezentowanym przez resztę długości sznura.

Ta ilustracja pokazała mi, że moje doczesne życie jest jedynie chwilką, mgnieniem oka w porównaniu z wiecznością, do której muszę się przygotować teraz. Uważam, że każdy z nas powinien zastanowić się nad tym co zrobić, aby w momencie odejścia do wieczności, móc z czystym sumieniem stanąć przed Stwórcą, gdyż „postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hebr. 9:27).

W Biblii znajduje się mnóstwo dobrych rad na temat przygotowania się do wieczności. Rzeczą najważniejszą jest, aby zgodnie ze słowami Pana Jezusa, znaleźć właściwą bramę i drogę prowadząca do Ojca. Chrystus powiedział, że „ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują” Tę drogę należy znaleźć, gdyż naturalnie, każdy z nas maszeruje z tłumem przestronną drogą, „która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą” (Mat. 7:13,14).

Wśród wielu biblijnych rad odnośnie tego, jak powinniśmy spędzać swoje życie, są słowa Apostoła Pawła skierowane w szczególnym czasie do wierzących w Koryncie. List ten został napisany przed nastaniem okrutnych prześladowań za cesarza Domicjana, który panował w latach A.D. 89-96. Paweł zwraca uwagę czytelnikom tego listu na fakt, że „w obliczu groźnego położenia dobrze jest człowiekowi pozostać takim, jakim jest” (1 Kor. 7:26).  W kolejnych wersetach poucza nas wszystkich o tym, w jaki sposób powinniśmy oczekiwać na przyjście Pana, gdyż i nasz czas, „który pozostał, jest krótki”.

Apostoł Paweł w dość zawiły sposób wyjaśnia niuanse życia małżeńskiego - „Jesteś związany z żoną? Nie szukaj rozłączenia. Nie jesteś związany z żoną? Nie szukaj żony.  A jeśli się ożeniłeś, nie zgrzeszyłeś, a jeśli panna wyszła za mąż, nie zgrzeszyła; wszakże tacy będą mieli doczesne kłopoty, ja zaś chciałbym wam tego oszczędzić.  A to powiadam, bracia, czas, który pozostał, jest krótki; dopóki jednak trwa, winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli; a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; a ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; a ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali; a ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata”  (1 Kor. 7:26-31).  

Ten tekst, chociaż na pierwszy rzut oka, wydaj się być dość kontrowersyjnym, zawiera bardzo konkretną informacją o stylu życia w oczekiwaniu na jego koniec. Znałem kiedyś człowieka udającego kaznodzieję, który z upodobaniem cytował wybrany fragment tego tekstu, zachęcając do tego, aby „ci, którzy mają żony, żyli tak, jakby ich nie mieli”. Czy rzeczywiście te słowa zachęcają do obojętności wobec małżonków, do uczuć czy innych spraw naszego doczesnego życia? Z pewnością, nie!

Ogólnie możemy stwierdzić, że cały ten rozdział poświęcony jest głównie kwestiom rodzinnym. Już na wstępie Apostoł zwraca uwagę na zachowanie właściwych relacji w małżeństwie, które między innymi jest Bożym sposobem na przezwyciężanie pokus szatańskich. Osoba wierząca ma obowiązek zachowania związku małżeńskiego z niewierzącą, jeśli ta druga zgadza się na pozostanie z nią. Apostoł Paweł jest świadomy faktu, że osoby będące w związku małżeńskim, muszą okazywać więcej zatroskania o doczesne życie, gdyż taka jest natura małżeństwa.

Jak więc mamy odnieść się do rady Apostoła, jaką znajdujemy się w zacytowanym wyżej fragmencie Słowa Bożego?

Czytając ten fragment musimy zachować w tle informację o szczególnym czasie, w którym te słowa zostały zapisane. Chodzi o wyrażenie - „w obliczu groźnego położenia”. Pan Jezus, w podobny sposób starał się wskazać Swoim uczniom na cenę jaką muszą zapłacić, aby Go właściwie naśladować. Ewangelista Łukasz oddał tę prawdę bardzo dobitnie – „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łuk. 14:26). A przecież, Pan Jezus nigdy nie nakłaniał nikogo do nienawiści, wręcz przeciwnie, mówił: „miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mat. 5:44,35). Ewangelista Mateusz wyjaśnił, na czym polega różnica naszej miłości do Boga i do człowieka słowami Chrystusa – „Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien” (Mat. 10:37).

Jestem przekonany, że gdy zastosujemy tę samą zasadę do słów Apostoła Pawła odnośnie naszego życia w oczekiwaniu na spotkanie z Panem, to właściwie zrozumiemy, że troska o sprawy Pana powinna znajdować się w naszych sercach na pierwszym miejscu. Paweł chce zwrócić naszą uwagę na to, że Pan i troska o Jego Królestwo są tak ważne, że nic nie może stanąć przed nimi. Apostoł nie ma zamiaru nikogo z nas przymuszać, lecz zachęca do podjęcia decyzji, abyśmy „postępowali przystojnie i trwali przy Panu ustawicznie” (1 Kor. 7:35). Słowo  „ustawicznie” w oryginale brzmi “απερισπαστως” [aperispastos] i oznacza niczym nie zakłócone trwanie, lub sytuacja, w której nic nie odciąga myśli, a człowiek jest całkowicie skupiony na jednym. W tym przypadku chodzi o ustawiczne trwanie przy Panu, w każdej życiowej sytuacji.

O to właśnie chodzi, aby nic nie odciągało naszej uwagi, naszej miłości czy troski od Pana i Jego wiecznych spraw. Apostoł Paweł poucza nas w swoich listach, jak mamy prowadzić nasze życie, aby nie wpaść w sidła, jakie diabeł stara się na nas zastawić, aby nas odwieść od szczerego posłuszeństwa Panu. Warto jest przypomnieć sobie również radę Apostoła Piotra – „aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej” (1 Ptr. 4:2). Dalej, ten sam apostoł zadaje retoryczne pytanie: "Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności, jeżeli oczekujecie i pragniecie gorąco nastania dnia Bożego, z powodu którego niebiosa w ogniu stopnieją i rozpalone żywioły rozpłyną się?" (2 Ptr. 3:11, 12).

Zdajemy sobie sprawę z tego, że na nas spoczywa też konieczność spełniania wielu obowiązków wynikających z faktu, że jeszcze żyjemy. Musimy jednakowoż zachować właściwą kolejność, o jakiej mówił Pan Jezus  – „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mat. 6:33).

Henryk Hukisz