Masz pełną wolność w wyborze grzechu, ale tracisz jakąkolwiek wolność w wyborze jego konsekwencji.
W Biblii znajdujemy bardzo pouczającą historię z początków Izraela, gdy umarł Salomon i władzę po nim objął jego syn Roboam.
„Wówczas król Roboam poradził się starszyzny, która
służyła Salomonowi, jego ojcu, gdy jeszcze żył, i zapytał: Co mi radzicie
odpowiedzieć temu ludowi? Oni zaś mu powiedzieli: Jeśli dzisiaj staniesz się
sługą tego ludu, będziesz im służył i zwrócisz się do nich, przemawiając do
nich łagodnymi słowami, to będą ci służyć po wszystkie dni. Lecz on odrzucił
radę, której mu udzieliła starszyzna i poradził się młodzieńców, którzy z nim
wyrośli i stanowili jego otoczenie” (1 Krl 12,6-8).
Kiedy patrzymy na losy biblijnego króla Roboama, przed
naszymi oczami staje obraz człowieka, który trzymał w rękach klucze do
wielkiego królestwa, a jednak pozwolił, by przemknęły mu one przez palce.
Często myślimy o nim jako o odległej postaci z kart Starego Testamentu,
zapominając, że dramat, który rozegrał się w jego sercu, może rozgrywać się
codziennie w życiu każdego z nas. To dramat wyboru między mądrością a pychą,
między cichym głosem doświadczenia a krzykliwym chórem tych, którzy chcą
przypodobać się naszym własnym ambicjom.
Roboam stanął na rozdrożu, mając po jednej stronie potęgę
zbudowaną przez Dawida i Salomona, po drugiej natomiast, stał zmęczony i
udręczony lud, który prosił jedynie o odrobinę miłosierdzia i ulgi. I w tym
kluczowym momencie, zamiast zgiąć kolana przed Bogiem i podobnie jak jego
ojciec szukać rady u tych, którzy mieli ogromne doświadczenie w rządzeniu
państwem, młody król zwrócił się ku swoim rówieśnikom – ku przyjaciołom, z
którymi dzielił beztroskie lata młodości i komfortu, jaki zapewniało mu
otoczenie królewskiego pałacu.
Jakże bliska jest nam ta postawa, jakże boleśnie ludzka!
Roboam odrzucił starców, bo ich słowa były trudne, wymagały pokory, zaparcia
się siebie i postawienia bliźniego ponad własne „ja”. Starszyzna mówiła mu:
służ, a będą ci służyć. To ewangeliczna prawda, jakiej nauczał Jezus: „Kto
by chciał stać się wielkim między wami, niech będzie waszym sługą” (Mt 20,
26).
Prawdziwa wielkość rodzi się ze służby. Chrystus nie tylko tego
nauczał, lecz zostawił nam przykład, gdy jako Nauczyciel i Pan wstał od stołu,
przepasał się ręcznikiem i zaczął umywać brudne nogi swoim uczniom – czynność,
którą w tamtych czasach wykonywali wyłącznie najniżsi słudzy lub niewolnicy. A
na koniec powiedział: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili,
jak Ja wam uczyniłem” (Jn 13, 1–15).
Jednak młode serce Roboama, podsycane podszeptami
rówieśników, zapragnęło pokazu siły. Koledzy z lat dziecięcych, którzy nie
znali trudu życia, a jedynie wygody królewskich pałaców, wlewali w jego uszy
truciznę pychy, mówiąc, by pokazał, kto tu rządzi. Przekonali go, że ustępstwo
to słabość, a twarda ręka to jedyny dowód autorytetu. Uległ im, bo ich głos
brzmiał znajomo, komfortowo i łechtał jego ego. Odpowiedział ludowi: „a ja
będę was karał biczami kolczastymi” (1 Krl 12,11). W tym samym momencie
jego królestwo pękło na pół, niczym naczynie gliniane, które wypadło z ręki.
Ta starożytna lekcja bije na alarm szczególnie dzisiaj, gdy
ta sama toksyczna rada rówieśników nie przychodzi już tylko z ust kilku przychylnych
nam kolegów, ale zalewa nas milionami głosów z ekranów smartfonów. Czym są
dzisiejsze algorytmy mediów społecznościowych, jeśli nie cyfrowym gabinetem
doradców Roboama? Współczesna presja rówieśnicza ukryta w lajkach, komentarzach
i trendach na FB czy Instagramie krzyczy do nas każdego dnia: „Musisz
zaimponować!”, „Musisz pokazać swój potencjał!”, „Nie daj sobie napluć w
twarz!”.
Młodzi, i nie tylko młodzi ludzie, poddawani są nieustannej
presji tłumu, który nie bierze żadnej odpowiedzialności za ich życie. Wirtualne
„echo-komory” utwierdzają nas w naszych najgorszych instynktach. Ileż to razy w
pogoni za akceptacją cybernetycznych rówieśników niszczymy swoje zdrowie,
relacje z rodzicami, a nawet poczucie własnej wartości? Gotowi jesteśmy
poświęcić nasze wartości dla poklasku ludzi, którzy za chwilę znikną, gdy tylko
zmieni się trend algorytmów.
Biblia na wielu stronach pokazuje, jak tragiczny w skutkach
bywa ten ślepy pęd za głosem otoczenia. Spójrzmy na Amnona, innego syna Dawida,
który zapłonął złą namiętnością. Nie szukał rady u Boga, ale posłuchał swojego
sprytnego przyjaciela Jonadaba. Ten chytry plan młodego przyjaciela doprowadził
do hańby, rodzinnej tragedii i wreszcie do śmierci samego Amnona.
Przypomnijmy sobie Heroda Antypasa – człowieka, który
rzekomo szanował Jana Chrzciciela. A jednak pod wpływem namowy i presji
współbiesiadników, rówieśników zebranych na uczcie, wydał wyrok śmierci na
proroka, bojąc się utraty twarzy przed ludźmi siedzącymi przy stole. Podobnie jak król
Saul, pierwszy władca Izraela, stracił Boże błogosławieństwo, bo jak sam
wyznał: „Zgrzeszyłem. Przekroczyłem rozkaz PANA i twoje słowa, ponieważ
bałem się ludu i posłuchałem jego głosu” (1 Sm 15, 24).
Zastanówmy się dzisiaj, w tym cichym zamyśleniu, kogo my
dopuszczamy do głosu w naszych życiowych decyzjach. Kto doradza naszym sercom,
gdy musimy podjąć decyzje o małżeństwie, o wychowaniu dzieci, o uczciwości w
pracy czy o kierunku naszego życia? Jakże często uciekamy od mądrości rodziców,
dziadków czy mądrych mentorów, uciekając w bezpieczne ramiona rówieśniczych
baniek informacyjnych. Szukamy poklasku u tych, którzy myślą dokładnie tak samo
jak my, którzy utwierdzają nas w naszych błędach i mówią: „masz prawo”, „pokaż
im”, „nie daj sobą pomiatać”.
Wybór rady młodych doprowadził do tragedii –
natychmiastowego rozpadu królestwa (Izrael odwrócił się od Pana, a przy
Roboamie zostały tylko Juda i Beniamin). Roboam myślał, że twardą ręką i butą zbuduje
swoją wielkość i siłę, a w rzeczywistości stracił wszystko przez brak zdolności
do pochylenia się nad drugim człowiekiem. Kroniki opisujące rządy Roboama są
pasmem strat i duchowego upadku. W końcu napadł na niego faraon Sziszak i „zabrał
skarby domu PANA i skarby domu królewskiego. Zabrał to wszystko, także
wszystkie złote tarcze, które sporządził Salomon” (1 Krl 14,26). Jakże żałosny
koniec spowodowany złym doradztwem.
Zestawiając tę historię z postawą Jezusa, widać to jak na
dłoni: Świat reprezentowany przez młodych doradców Roboama mówi: kto ma władzę,
ten rządzi batem i pokazuje swoją siłę. Jezus mówi: kto chce być wielki, niech
będzie sługą – bo prawdziwy autorytet zdobywa się nie strachem i przemocą, ale
miłością, gotowością do dialogu i autentyczną troską o człowieka.
Współczesne doradztwo rówieśników, pozbawione fundamentu
prawdy i odpowiedzialności, niszczy dziś ludzkie życia, rozpala konflikty i
rozbija rodziny, tak jak niegdyś rozbiło Izrael. Niech ta historia będzie dla
nas rachunkiem sumienia i wezwaniem do poszukiwania prawdziwej mądrości, która
nie zawsze jest modna, nie zawsze jest miła dla ucha, ale jako jedyna ma moc
ocalić nasze osobiste życie przed ruiną.
Henryk Hukisz
