Thursday, October 1, 2026

Tryptyk – Wywyższone uniżenie

Ostatnia przypowieść z tego cyklu, w której pojawia się zestawienie człowieka sprawiedliwego z grzesznikiem, została zapisana w osiemnastym rozdziale Ewangelii Łukasza (wersety 9–14). Występują w niej dwie postacie – faryzeusz i celnik – oraz przyglądający się im Chrystus. Choć stoi niejako w cieniu, jakby ukryty za filarem świątyni, to właśnie do Niego należy ostatnie słowo.

Istotne jest tu samo miejsce akcji – świątynia. To przestrzeń szczególna, wzniesiona po to, by człowiek mógł spotkać się z Bogiem na modlitwie, gdy tylko odczuje taką potrzebę. Salomon, budowniczy pierwszej świątyni, podczas jej poświęcenia wołał do Boga: „Zechciej wysłuchać błagania twojego sługi i twojego ludu izraelskiego, gdy będą się modlić na tym miejscu. Tak, wysłuchaj w miejscu, gdzie przebywasz, w niebie, a wysłuchując, racz odpuścić!” (1 Krl 8:30).

Gdy Pan Jezus po raz ostatni przybył do Jerozolimy, skierował swoje kroki właśnie do świątyni, by przywrócić jej właściwy, nadany przez Ojca charakter. Wypędził z niej kupców i rzekł: „Napisano: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców” (Łk 19:46). Modlitwa jest bowiem miejscem, w którym każdy człowiek – zarówno ten uważany za prawego, jak i największy grzesznik – może stanąć przed Ojcem Niebieskim.

Ta przypowieść to coś więcej niż historyczna ilustracja samousprawiedliwienia i pogardy wobec innych. To osobisty list Boga do nas. W jego treści każdy z nas może z niepokojem odnaleźć cząstkę faryzeusza. Bóg daje nam jednak szansę, byśmy w porę potrafili stanąć po stronie celnika.

Obaj bohaterowie przyszli do świątyni, aby się pomodlić. Pierwszy z nich, faryzeusz, zachował się zgodnie z oczekiwaniami kogoś, kto całą ufność pokłada w swojej własnej sprawiedliwości. Jego modlitwa stawiała go na podium, jakby chciał powiedzieć: „Ciesz się, Boże, że masz tak doskonałego sługę”. To postawa typowa dla ludzi, którzy wywyższają samych siebie poprzez wyliczanie cudzych błędów. Na czarnym tle bliźniego własne życie wydaje się nieskazitelnie białe. Przypomina to aforyzm: „Szczytem, na jaki potrafi wspiąć się słaby umysł, jest zdolność wynajdywania błędów u ludzi wielkich”.

Słowa faryzeusza przypominają tradycyjną modlitwę, jaką można odnaleźć w żydowskim Talmudzie: „Dziękuję Ci, Panie, mój Boże, że pozwoliłeś mi przebywać wśród tych, którzy siedzą w domu nauki, a nie na rogu ulicy; ja biegnę ku Słowu Prawa, oni zaś ku sprawom błahym; ja biegnę ku życiu przyszłego świata, a oni ku przepaści zatracenia”.

Drugą postacią jest celnik. Nie śmiał nawet wejść do wnętrza świątyni – stał z boku, przytłoczony powszechną pogardą i łatką grzesznika. Zamiast dobierać wyszukane słowa, po prostu bił się w pierś. Słowa, które wypowiedział, były cichym wołaniem skruszonego serca: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” (Łk 18:13).

Faryzeusz całkowicie pomylił sens modlitwy. W jej właściwym układzie na jednym biegunie znajduje się świętość Boga, a na drugim – grzeszność człowieka. W modlitwie faryzeusza na jednym biegunie stanęła jego własna doskonałość, a na drugim – pogarda dla grzesznika, na którego tle mógł się wykazać. Owszem, wierzył w Boga, ale Bóg był mu potrzebny wyłącznie jako widz, przed którym mógł zachwalać samego siebie.

Bóg nie odpowiedział na tę listę pobożnych osiągnięć. Gdyby chciał, mógłby mu przypomnieć, że zna ludzi poszczących częściej tylko po to, by schudnąć, a o jego dziesięcinie – być może płaconej z nieuczciwych zysków – powiedziałby to samo, co o wdowim groszu, który miał o wiele większą wartość.

Celnik natomiast nie musiał w wyznaniu wymieniać swoich grzechów – faryzeusz zrobił to za niego. Wystarczyło, że przyjął właściwą postawę: gestem pokuty bił się w pierś. Wiedział, że nie zdoła własnymi siłami osiągnąć poziomu prawości, który dałby mu prawo stać przed Bogiem. Jedynym wyjściem było uznanie własnej winy. Przebywanie w atmosferze Bożej obecności sprawiło, że poczuł swoją nicość – tak jak Piotr, gdy Jezus znalazł się w jego łodzi i zawołał:  „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5:8).

W końcu głos zabrał sam Chrystus, który do tej pory obserwował całe zdarzenie. Choć faryzeusz modlił się w duchu, Jezus słyszał każde jego słowo – On zna nasze myśli, zanim jeszcze wypowiemy je na głos. Przed Nim niczego nie da się ukryć pod warstwą pięknych zdań. Już przez proroka Izajasza Bóg demaskował fałszywą pobożność: „Ponieważ ten lud zbliża się do mnie swoimi ustami i czci mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode mnie, tak że ich bojaźń przede mną jest wyuczonym przepisem ludzkim...” (Iz 29:13).

Ostrzegając uczniów przed obłudą, Pan Jezus mówił wprost: „A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy; gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom. Zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją” (Mt 6:5).

Modlimy się po to, by otrzymać odpowiedź od Boga. Obłudnicy, dzięki swoim wyreżyserowanym modlitwom, otrzymali poklask ludzi – i to była cała ich „zapłata”. Czy jednak w modlitwie chodzi o to, by zaprezentować przed drugą osobą swoją retorykę? Znam wielu ludzi, którzy wstydzą się pomodlić głośno przy innych, bo znali tylko przykłady modlitw w stylu faryzeusza. Nie potrafią powiedzieć o sobie tylu dobrych rzeczy, nie mają na koncie wielkich postów ani spektakularnych ofiar, więc wolą milczeć.

Na szczęście w Biblii odnajdujemy wiele modlitw płynących z serca celnika. Na samym początku historii Kościoła, gdy apostoł Piotr zwiastował ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa, poruszeni do głębi słuchacze zapytali, co mają robić. Usłyszeli prostą odpowiedź: „Opamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2:38).

Bóg patrzy na wszystkich ludzi, ale Jego łaska spływa na konkretne serca. Na jakie?

„Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje” (Jk 4:6). Dlatego tak cenne jest biblijne wezwanie: „Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was” (Jk 4:10).

Na koniec warto przypomnieć przykład innego faryzeusza, który po spotkaniu ze zmartwychwstałym Chrystusem zrozumiał, że cała jego dotychczasowa, formalna pobożność nie ma przed Bogiem żadnej wartości. Stanął po stronie celnika, nazywając siebie „pierwszym wśród grzeszników”. Dzięki temu Bóg podniósł go do godności swojego kluczowego sługi – mowa, rzecz jasna, o apostole Pawle.

Pamiętajmy o słowach innego pokornego sługi, króla Dawida, który pisał: „Chociaż PAN jest wywyższony, widzi uniżonego i pysznego rozpoznaje z daleka” (Ps 138:6).

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.