Istotne jest tu samo miejsce akcji – świątynia. To
przestrzeń szczególna, wzniesiona po to, by człowiek mógł spotkać się z Bogiem
na modlitwie, gdy tylko odczuje taką potrzebę. Salomon, budowniczy pierwszej
świątyni, podczas jej poświęcenia wołał do Boga: „Zechciej wysłuchać
błagania twojego sługi i twojego ludu izraelskiego, gdy będą się modlić na tym
miejscu. Tak, wysłuchaj w miejscu, gdzie przebywasz, w niebie, a wysłuchując,
racz odpuścić!” (1 Krl 8:30).
Gdy Pan Jezus po raz ostatni przybył do Jerozolimy,
skierował swoje kroki właśnie do świątyni, by przywrócić jej właściwy, nadany
przez Ojca charakter. Wypędził z niej kupców i rzekł: „Napisano: Mój dom
będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców” (Łk
19:46). Modlitwa jest bowiem miejscem, w którym każdy człowiek – zarówno ten
uważany za prawego, jak i największy grzesznik – może stanąć przed Ojcem
Niebieskim.
Ta przypowieść to coś więcej niż historyczna ilustracja
samousprawiedliwienia i pogardy wobec innych. To osobisty list Boga do nas. W
jego treści każdy z nas może z niepokojem odnaleźć cząstkę faryzeusza. Bóg daje
nam jednak szansę, byśmy w porę potrafili stanąć po stronie celnika.
Obaj bohaterowie przyszli do świątyni, aby się pomodlić.
Pierwszy z nich, faryzeusz, zachował się zgodnie z oczekiwaniami kogoś, kto
całą ufność pokłada w swojej własnej sprawiedliwości. Jego modlitwa stawiała go
na podium, jakby chciał powiedzieć: „Ciesz się, Boże, że masz tak
doskonałego sługę”. To postawa typowa dla ludzi, którzy wywyższają samych
siebie poprzez wyliczanie cudzych błędów. Na czarnym tle bliźniego własne życie
wydaje się nieskazitelnie białe. Przypomina to aforyzm: „Szczytem, na jaki
potrafi wspiąć się słaby umysł, jest zdolność wynajdywania błędów u ludzi
wielkich”.
Słowa faryzeusza przypominają tradycyjną modlitwę, jaką
można odnaleźć w żydowskim Talmudzie: „Dziękuję Ci, Panie, mój Boże, że
pozwoliłeś mi przebywać wśród tych, którzy siedzą w domu nauki, a nie na rogu
ulicy; ja biegnę ku Słowu Prawa, oni zaś ku sprawom błahym; ja biegnę ku życiu
przyszłego świata, a oni ku przepaści zatracenia”.
Drugą postacią jest celnik. Nie śmiał nawet wejść do wnętrza
świątyni – stał z boku, przytłoczony powszechną pogardą i łatką grzesznika.
Zamiast dobierać wyszukane słowa, po prostu bił się w pierś. Słowa, które
wypowiedział, były cichym wołaniem skruszonego serca: „Boże, bądź miłościw
mnie grzesznemu” (Łk 18:13).
Faryzeusz całkowicie pomylił sens modlitwy. W jej właściwym
układzie na jednym biegunie znajduje się świętość Boga, a na drugim –
grzeszność człowieka. W modlitwie faryzeusza na jednym biegunie stanęła jego
własna doskonałość, a na drugim – pogarda dla grzesznika, na którego tle mógł
się wykazać. Owszem, wierzył w Boga, ale Bóg był mu potrzebny wyłącznie jako
widz, przed którym mógł zachwalać samego siebie.
Bóg nie odpowiedział na tę listę pobożnych osiągnięć. Gdyby
chciał, mógłby mu przypomnieć, że zna ludzi poszczących częściej tylko po to,
by schudnąć, a o jego dziesięcinie – być może płaconej z nieuczciwych zysków –
powiedziałby to samo, co o wdowim groszu, który miał o wiele większą wartość.
Celnik natomiast nie musiał w wyznaniu wymieniać swoich
grzechów – faryzeusz zrobił to za niego. Wystarczyło, że przyjął właściwą
postawę: gestem pokuty bił się w pierś. Wiedział, że nie zdoła własnymi siłami
osiągnąć poziomu prawości, który dałby mu prawo stać przed Bogiem. Jedynym
wyjściem było uznanie własnej winy. Przebywanie w atmosferze Bożej obecności
sprawiło, że poczuł swoją nicość – tak jak Piotr, gdy Jezus znalazł się w jego
łodzi i zawołał: „Odejdź ode mnie,
Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5:8).
W końcu głos zabrał sam Chrystus, który do tej pory
obserwował całe zdarzenie. Choć faryzeusz modlił się w duchu, Jezus słyszał
każde jego słowo – On zna nasze myśli, zanim jeszcze wypowiemy je na głos.
Przed Nim niczego nie da się ukryć pod warstwą pięknych zdań. Już przez proroka
Izajasza Bóg demaskował fałszywą pobożność: „Ponieważ ten lud zbliża się do
mnie swoimi ustami i czci mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode
mnie, tak że ich bojaźń przede mną jest wyuczonym przepisem ludzkim...” (Iz
29:13).
Ostrzegając uczniów przed obłudą, Pan Jezus mówił wprost: „A
gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy; gdyż oni lubią modlić się, stojąc
w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom. Zaprawdę powiadam wam:
Otrzymali zapłatę swoją” (Mt 6:5).
Modlimy się po to, by otrzymać odpowiedź od Boga. Obłudnicy,
dzięki swoim wyreżyserowanym modlitwom, otrzymali poklask ludzi – i to była
cała ich „zapłata”. Czy jednak w modlitwie chodzi o to, by zaprezentować przed
drugą osobą swoją retorykę? Znam wielu ludzi, którzy wstydzą się pomodlić
głośno przy innych, bo znali tylko przykłady modlitw w stylu faryzeusza. Nie
potrafią powiedzieć o sobie tylu dobrych rzeczy, nie mają na koncie wielkich
postów ani spektakularnych ofiar, więc wolą milczeć.
Na szczęście w Biblii odnajdujemy wiele modlitw płynących z
serca celnika. Na samym początku historii Kościoła, gdy apostoł Piotr
zwiastował ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa, poruszeni do głębi
słuchacze zapytali, co mają robić. Usłyszeli prostą odpowiedź: „Opamiętajcie
się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na
odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2:38).
Bóg patrzy na wszystkich ludzi, ale Jego łaska spływa na
konkretne serca. Na jakie?
„Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje”
(Jk 4:6). Dlatego tak cenne jest biblijne wezwanie: „Uniżcie się przed
Panem, a wywyższy was” (Jk 4:10).
Na koniec warto przypomnieć przykład innego faryzeusza,
który po spotkaniu ze zmartwychwstałym Chrystusem zrozumiał, że cała jego
dotychczasowa, formalna pobożność nie ma przed Bogiem żadnej wartości. Stanął
po stronie celnika, nazywając siebie „pierwszym wśród grzeszników”.
Dzięki temu Bóg podniósł go do godności swojego kluczowego sługi – mowa, rzecz
jasna, o apostole Pawle.
Pamiętajmy o słowach innego pokornego sługi, króla Dawida,
który pisał: „Chociaż PAN jest wywyższony, widzi uniżonego i pysznego rozpoznaje
z daleka” (Ps 138:6).

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.