Sunday, June 14, 2015

Wierzyć Mojżeszowi

Z pewnością każdy z nas spotkał się już z pytaniem: „Skąd Kain wziął żonę?”. Są ludzie, którzy uważają, że zgodnie z tekstem biblijnym, Adam i Ewa mieli jedynie trzech synów, z których jeden już nie żył. Nie jest napisane czy pierwsi rodzice już mieli córki, gdy Kain szukał żony, a jeśli nawet, to musiał ożenić się z własną siostrą.
Dlatego też na temat pierwszych rozdziałów Biblii jest wiele kontrowersyjnych poglądów, od radykalnych do liberalnych. Jedni zagorzale bronią dosłownej interpretacji tekstu biblijnego z 1 Księgi Mojżeszowej, inni traktują ten tekst symbolicznie, twierdząc, że zawiera jedynie obrazy przedstawiające Boże idee. Czy rzeczywiście można uznać obie strony za poprawne teologicznie?
Pięć ksiąg, jakie znajdują się na początku Pisma Świętego, napisał Mojżesz, dlatego też nazywamy je od jego imienia. Czy rzeczywiście Mojżesz mógł opisać dokładnie wszystko, co wydarzyło się zanim się narodził? Oczywiście że tak, ponieważ informacje przekazywane w tamtym czasie z pokolenia na pokolenie ustnie, były wiarygodne. Nie można przykładać tej samej miary do zdolności zapamiętywania zdarzeń, jaką my posiadamy. Nasz umysł nie jest w stanie zapamiętać wszystkiego, aby później to wiernie odtworzyć, ponieważ dociera do nas zbyt dużo informacji. Mojżesz znał dokładny opis wydarzeń, jakie miały miejsce od początku świata. Adam i Ewa przekazali ten opis swoim dzieciom, które z kolei przekazywały go następnym pokoleniom, aż do czasów Mojżesza.
Co jednak z dosłownością opisów biblijnych odnośnie stworzenia pierwszych pokoleń, wydarzeń z życia Noego, Abrahama, Izzaka, czy Jakuba? Jak najbardziej są prawdziwe i musimy w nie wierzyć tak, jak zostały zapisane. Spotykamy się często z poglądem, że nie jest ważne, czy Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, czy na początku byli jedynie Adam i Ewa, a nie cała ludzkość, którą pierwsza para jedynie symbolizowała. Z takimi poglądami zgadzają się dziś pastorzy i nauczyciele Słowa Bożego, który utwierdzają innych, że najważniejsze jest wierzyć w prawdziwość zapisów ewangelistów na temat życia i dzieła Jezusa Chrystusa. Twierdzą oni, że od tego zależy nasze zbawienie, a inne starodawne wydarzenia są mało istotne, gdyż nie mają wpływu na nasze zbawienie. Czyżby?
Pan Jezus, w rozmowie z Izraelitami powiedział bardzo wyraźnie: „Gdybyście bowiem wierzyli Mojżeszowi, wierzylibyście także Mnie, ponieważ on o Mnie napisał. Jeśli jednak jego pismom nie wierzycie, jak uwierzycie Moim słowom?” (Jn 5:46,47). Wniosek, jaki płynie z tych słów jest oczywisty – to, jak traktujemy słowa zapisane przez Mojżesza, świadczy o tym, jak przyjmujemy słowa wypowiedziane przez Jezusa. Zaraz, zaraz, powiedzą zwolenincy liberalnego traktowania słów zapisanych przez Mojżesza, on pisał do Żydów, a my jesteśmy wolni od Zakonu. Niestety, taki pogląd jest sprzeczny ze zdaniem Pana Jezusa, gdyż On powiedział, że Mojżesz pisał o Nim.
Osobiście uważam, iż nasza wiara w stworzenie świata w ciągu sześciu dni, jak to zostało zapisane przez Mojżesza, jest tak samo ważna, jak to, że Pan Jezus umarł na krzyżu za wszystkich grzeszników. Pierwsze rozdziały naszej Biblii stanowią fundament naszej wiary. Tak jak prawdą jest, że fundament jest pewnością przetrwania budynku w czasie burzy, tak samo ważne jest, abyśmy nie dali podważyć przez nikogo wiarygodności pierwszych rozdziałów Biblii. One bowiem stanowią fundament naszej wiary w całość Słowa Bożego, gdyż jest napisane -  całe Pismo jest natchnione przez Boga(2 Tm 3:16).
Czasy ostateczne są okresem szczególnych ataków diabelskich na wiarygodność Biblii. Zauważyłem, że Boży przeciwnik z upodobaniem zasiewa w sercach ludzi wierzących wątpliwości, przede wszystkim w fundamentalne prawdy. Ciekawe jest to, że nie jest podważana wiarygodność ewangelii, nawet Hollywood produkuje filmy na temat życia Jezusa. Natomiast, na temat pierwszych rozdziałów Biblii, tzw. „nauka”, wygłasza najdziwniejsze teorie, aby ludzie, w trosce o własną opinę, przyjmowali je jako wiarygodne.
Ewolucja nauczana w każdej szkole tak bardzo zagnieździła się w umysłach ludzkich, że nawet wielu wierzących uważa, iż Bóg stworzył świat w ciagu milionów lat. Przecież nie będziemy sie ośmieszać, mówią zwolennicy tej teorii, bo najważnejsze jest wierzyć w miłość Bożą. Z upodobaniem podkreślają, że to przecież Chrystus rzekł, wskazując na przykazanie o miłości Boga, że „to jest najważniejsze i pierwsze przykazanie” (Mt 22:38).  A jednak Pan Jezus powiedział, że jeśli jednak jego pismom nie wierzycie, jak uwierzycie Moim słowom? (Jn 5:47). Jeśli diabłu udaje się podważać wiarygodność słów Mojżesza, nie będzie miał wielkich problemów, aby „o ile to możliwe, zwieść nawet wybranych” (Mt 24:24).
Słowo Boże wskazuje wyraźnie na niezaprzeczalną prawdę, że „fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus” (1Kor 3:11). Jak powiedział sam Chrystus, że słowa Mojżesza są o Nim, tak samo ważne jest, abyśmy nie dali się zwieść. Apostoł Piotr zapisał nam ważne słowa ostrzeżenia – „Wy więc, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez błędy ludzi nieprawych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku” (2 Ptr 3:17).
Jednym ze znaków czasów ostatecznych jest to, że będą pojawiać się nauczyciele, którzy dla pozyskania słuchaczy, bedą pomijać te fundamentalny prawdy, aby nie ośmieszać się w oczach powszechnej dziś nauki.  Lecz należy poważnie rozważyć kwestię, czy jeśli pominą słowa Mojżesza, to czy mogą zwiastować słowa rodzące wiarę?
„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu, bo trzeba, aby ten, kto zbliża się do Boga uwierzył, że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11:6). Diabeł też o tym wie, dlatego stara się przede wszystkim pozbawić wierzących fundamentu. Później, jak rzekł Pan Jezus, stanie się tak, jak w przypowieści - „Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, i zawalił się, i runął z wielkim trzaskiem” (Mt 7:27), gdyż nie miał solidnego fundamentu.

Henryk Hukisz

Podbny temat na tym blogu - "Jestem fundamentalistą"



Friday, June 12, 2015

Doskonałe odkupienie


Na stronach internetowych można dziś znaleźć kuszące oferty – „W programie Rewards czeka na Ciebie mnóstwo emocji i atrakcyjnych nagród - począwszy od ekskluzywnych produktów, po możliwość przeżycia niezapomnianych przygód, takich jak skok ze spadochronem, kurs kitesurfingu, jazda bolidem wyścigowym czy lot balonem”. Myślę, że te ostatnie atrakcje są adresowane szczególnie do ludzi w podeszłym wieku.
Banki i sklepy oferuja dziś każdemu klientowi specjalne karty typu „Rewards”, które dają możliwość uzbierania punktów przy kolejnych zakupach. Po pewnym czasie, gdy zgromadzi się już spora ilość tych punktów, można za nie wybrać jakiś atrakcyjny towar ze specjalnego katalogu.
Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych do Polski, zachęcony dobrym doświadczeniem, jakie tam oferowała pewna sieć stacji benzynowych, wyrobiłem sobie podobną kartę w tej samej firmie. Po kilku tankowaniach, poinformowany przy kasie, iż posiadam już odpowiednią ilość punktów, z podanego mi katalogu, wybrałem "Męski portfel", ponieważ ten, który trzymałem w ręku, już się rozpadał. Ku memu zdziweniu, kasjerka doliczyła za niego 80,00 PLN, tłumacząc, że jest to niższa cena za zgromadzone już punkty. Pięknie podziękowałem, chowając do kieszeni stary portfel.
System „rewards”, polegający na wykupieniu towaru za zgromadzone punkty, wywodzi się z biblijnego pojęcia „odkupienie”, jakie Bóg zastosował dla naszego zbawienia. Apostoł Paweł, napisał, że Bóg „przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej (...) w Nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego,” (Efez.1:5,7). Greckie słowo „apolutrosin”, które znaczy „wykupić z niewoli”, wywodzi się z „apoluo”, „uwolnić”. "Rewards" we współczesnym handlu polega na tym, że za uzbierane punkty, wybrany towar "uwalnie się z zatrzymania" i staje się on własnością osoby wykupującej.
Przenosząc te prawa, przez analogię, do relacji pomiędzy nami a Stwórcą, można powiedzieć, że Bóg przeznaczył nas do wieczności ze Sobą. W Biblii czytamy, iż „stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go” (1 Moj. 1:27). To podobieństwo zawiera w sobie niekończącą się i niczym nie zakłuconą społeczność ze świętym Bogiem. Przeznaczenie do tej społeczności, w pojęciu Boga Ojca, nie przestało obowiązywać, Bóg nigdy nie zrezygnował z prawa do przebywania człowieka z Nim, gdyż, jak pisał apostoł Paweł: „przeznaczył nas do synostwa”.
Z historii biblijnej wiemy, że ta relacja została w pewnym momencie przerwana, ponieważ złamane zostało Boże prawo mówiące, iz „z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz” (1 Moj, 2:17). I tak też się stało, na skutek nieposłuszeństwa, Adam i Ewa musieli opuścić miejsce wspólnego przebywania ze Stwórcą, a powrotu do raju broniły „cheruby i płomienisty miecz wirujący (w. 24).
 Bóg jednak nie przestał miłować człowieka, którego stworzył dla Siebie, i chociaż, jak to ujął apostoł Paweł – „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rzym. 3:23), to możemy być „usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie” (w. 24).
W następnych zdaniach Paweł wyjaśnia, na czym polega to odkupienie. Pisze, że Bóg wyznaczył cenę odkupienia tej utraconej społeczności z Nim - życie Syna Bożego, świętego i bezgrzesznego, ponieważ tylko ta ilość „punktów” jest w stanie zadośćuczynić za utraconą niewinność. Nikt inny na całym świecie i w ciągu historii życia ludzi na ziemi, nie był w stanie takiej ceny zapłacić, dlatego „Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego (Chrystusa), skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa” (Rzym. 3: 25,26).
Człowiek nie jest w stanie sam od siebie nic uczynić, aby wyrównać wielkość spowodowanej szkody i uzyskać prawo do wykupienia swego zbawienia. Bóg doskonale o tym wiedział, dlatego dał „dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rzym. 5:8).
Boże prawo nie podlega zadnej zmianie. To, co Bóg rzekł, musi się stać. Skoro „zapłatą za grzech jest śmierć”, jedynie śmierć mogła wykupić nas od skutków złamania tego prawa. Musiała to być śmierć kogoś, kto nie popełnił żadnego grzechu, czyli wolnego od skutków tego prawa. Taką Osobą jest jedynie Boży Syn, Jezus Chrystus,  dlatego Paweł dokończył wyjaśnienie działania Bożego odkupienia - „lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 6:23).
Bóg dał nam prawo do stania się znów Jego dziećmi. Lecz to nie znaczy, że my z naszej strony nie musimy już niczego robić, tylko uznać fakt, że zostaliśmy wykupieni z odpowiedzialności za wszystkie swoje grzechy?
Gdy w dniu Pięćdziesiątnicy, apostoł Piotr wyjaśniał zgromadzonym w Jerozolimie ludziom, na czym polega teraz odkupienie z grzechów i wskazał na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, wówczas słuchacze „poruszeni do głębi rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz.Ap. 2:37). Piotr odpowiedział: „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (w. 38).
Niestety, dziś najczęściej zwiastuje się jedynie o miłości Bożej, bez wskazania na cenę, jaką musiał zapłacić Jezus Chrystus, aby nas odkupić. Dlatego też słuchacze tak spłyconej ewangelii nie czują się poruszeni w swoich sumieniach, aby zapytać, co mają zrobić dla Jezusa.
Pan Jezus tak często mówił o cenie, jaką my mamy zapłacić, aby Go naśladować – „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mat. 16:24). Aby nie było wątpliwości co do tego, na czym polega prawdziwe odkupienie, aby znow stać się dzieckiem Bożym, które w Chrystusie ma społeczność z Ojcem, Jezus rzekł: „kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien” (Mat. 10:38).
Apostoł Paweł zostawił nam swoje osobiste świadectwo, jak on sam przyjął to doskonałe odkupienie w Jezusie Chrystusie  – „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal. 2:20).

Henryk Hukisz

Wednesday, June 3, 2015

Jednego Ducha?

 Szukając niedawno na Youtubie nagrania video z uwielbianiem Boga, zainteresowałem się materiałem zatytułowanym „Katolicko – zielonoświątkowy Wieczór Uwielbienia”. Z dołączonej do tego nagrania informacji dowiedziałem się, że 27 lutego 2015 r wierni z rzymskokatolickiej parafii św. Michała Archanioła w Świdwinie wraz ze zborem Kościoła Zielonoświątkowego w Świdwinie spotkali się na wspólnej modlitwie” (Youtube).
Wiem, że jest już sporo zwolenników takich wieczorów i nie tylko wieczorów, lecz wielogodzinnych „ewentów”, jak to się teraz w Polsce mówi. Jednym z nich jest wspólne uwielbianie „Jednego serca i jednego ducha”. Nie sądzę, że można wyraz „duch”, napisać z dużej litery gdyż osobiście uważam, że Duch Święty nie może inspirować tego rodzaju uwielbiania.
Oto inny przykład, też „duchowy”. Tegoroczne spotkanie młodzieży na Polach Lednickich koło Poznania ma przebiegać pod wezwaniem „W imię Ducha Świętego”. To wydarzenie jest organizowane przez Kościół Katolicki. Tak, ale właśnie o to chodzi, że coraz częściej zaciera się różnice pomiędzy kościołami w imię jedności duchowej. Coroczne spotkania w okresie „Bożego Ciała” w Rzeszowie gromadzą setki, o ile już nie tysiące młodzieży z różnych orientacji denominacyjnych, aby wspólnie przy muzyce i piosenkach „bawić się i odnaleźć swoją godność w Bożym ogrodzie” (Oficjalna strona „Jednego serca”). Centralnym punktem tego spotkania jest wyniesienie „Najświętszego sakramentu” czyli zamkniętej w monstrancji hostii, która na słowa kapłana zamienia się w prawdziwe ciało Chrystusa. Jaką więc duchową jedność mogą mieć ewangelicznie wierzący chrześcijanie, którzy opuścili kościół tradycyjny z powodu niebiblijnych praktyk, z tymi, którzy nadal wiernie ich się trzymają. Albo opuszczenie było jedynie formalne, albo coś się poprzestawiało w głowach i sercach tak wierzących chrześcijan?
Wracając na Pola Lednickie, w tym roku organizator spotkania podaruje każdemu uczestnikowi kadziedełko, aby po powrocie do domu przy jego oparach mógł doświadczać obecności Ducha Świętego. Widocznie Jan Góra z góry  zakłada, że Duch Święty nie mieszka w sercach rozśpiewanej młodzieży, dlatego ofiaruje jej kadzidło. Punktem kulminacyjnym będzie możliwość uściśnięcia ręki Jana Pawła II. Wszystkim wiadomo, że papież od wielu lat już nie może osobiście nikomu podać swojej dłoni, dlatego Jan Góra osobiście odlał papieską rękę, aby każdy mógł otrzymać błogosławieństwo, ściskając kawałek brązu. Powagi tej scenerii nada osoba Pramasa, który będzie tę protezę dzierżyć we własnych rękach.
Czy naprawdę sądzi ktoś, że za tym wszystkim stoi sam Bóg w Osobie Ducha Świętego?
Już wcześniej pisałem na podobny temat we wpisie „Obcy ogień chwały”. Bóg godzien jest prawdziwej chwały, a taką mogą okazać Mu jedynie ci, którzy narodzili sie „z wody i z Ducha” (Jan 3:5). Pan Jezus powiedział, obiecując posłać do serc uczniów Swego Ducha, że On „wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi, On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi” (Jan 16:13,14). „On Mnie uwielbi” – powiedział Pan Jezus. A to znaczy, że prawdziwe uwielbienie Boga może sprawić jedynie Duch Święty, ten Jedyny, Prawdziwy i Autentyczny, napełniający serca osób, które zostały odrodzone „nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa” (1 Ptr. 1:23). Takimi są ci, którzy na wezwanie Słowa Bożego - „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz.Ap. 2:38), porzucili grzeszne życie i wstąpili w ślady Chrystusa.
Naśladowanie Pana Jezusa, to nie jednorazowa przygoda wywołana śpiewem piosenek o treści religijnej, lecz zupełne posłuszeństwo, jak to wyraził swoimi słowami Piotr: „Oto my opuściliśmy, co było nasze, a poszliśmy za tobą” (Łuk. 18:28). Słowa te były odpowiedzią na postawę młodzieńca, który szukał życia wiecznego. Pan Jezus, usłyszawszy, że pilnie przestrzega przykazań,  powiedział mu: „Jeszcze jednego ci brak. Sprzedaj wszystko, co tylko masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, a potem przyjdź i naśladuj mnie” (Łuk. 18:22). Piotr zrozumiał, że nie wystarczy przestrzeganie przykazań, lecz codzienne naśladowanie Chrystusa.
Jednanie się tych, którzy doświadczyli odrodzenia z Ducha Świętego, z tymi, którzy tego nie znają, a jedynie zachowują tradycje poprzednich pokoleń, nie jest możliwe, gdyż „nikt nie wstawia w starą szatę łaty z sukna nowego, bo taka łata ściąga cały materiał i rozdarcie staje się gorsze” (Mat. 9:16). Apostoł Paweł napisał później, jak gdyby przewidując takie jednoczenie się w kościele, „co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim” (2 Kor. 6:14, 16). Uważam, że ta autentyczna obecność Boga wśród usprawiedliwionych i uświęconych powinna wystarczyć. Nie ma potrzeby szukania nowych atrakcji pośród tych, którzy nadal tkwią w bałwochwalstwie. Jeśli uznamy "jedność Ducha" z tymi, którzy nie są odrodzeni, automatycznie zamkniemy sobie możliwość zwiastowania im Ewangelii.
Pisząc te słowa, nie mam na uwadze pogardy wobec „wierzących inaczej”, lecz uważam, że nie da się połączyć w jedno tego co żyje, z tym co zostało pomalowane na żywe kolory. Wspólny śpiew może nawet komuś się podobać, lecz nie należy tego utożsamiać z chwałą dla Boga.

Henryk Hukisz

Monday, June 1, 2015

Bałwochwalcze ciało

Jestem przekonany, że gdybyśmy zapytali uczestnika procesji Bożego Ciała o genezę tego wydarzenia, odpowiedzią byłoby jedynie wzruszenie ramion. Być może ktoś inny stwierdziłby, że to po prostu tradycja i idzie w procesji tylko dlatego, że robią to inni.

„Boże Ciało” to święto katolickie powstałe w wyniku tradycji ludowej. Dziś nie ma potrzeby ślęczenia w bibliotekach czy uczestniczenia w specjalistycznych seminariach, aby zgłębić ten temat. Wystarczy smartfon i dostęp do sieci. Wikipedia, jedna z najpopularniejszych witryn internetowych, zawiera dość wiarygodne dane na ten temat.

Pierwsze zdanie, jakie tam znajdziemy, brzmi: „Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego: Święto Najświętszego Ciała Chrystusa (Festum Sanctissimi Corporis Christi), potocznie zwana także Świętem Ciała i Krwi Pańskiej, a w tradycji ludowej: Boże Ciało) – w Kościele katolickim uroczystość liturgiczna ku czci Najświętszego Sakramentu, święto nakazane”. Nie znajdziemy tam ani jednego odniesienia do Biblii; są jedynie fakty historyczne, z których można wywnioskować, jaka jest geneza tego „święta nakazanego”.

To, co mnie uderza, znajduje się już w samym określeniu „najświętszy”. Zgodzimy się, że stopień najwyższy przymiotnika wyklucza istnienie czegoś bardziej świętego. Wynikałoby z tego, że nie ma nic świętszego niż hostia – opłatek mający stanowić autentyczne ciało Chrystusa. Podobnie jest z „Najświętszą” Maryją. Gdzie w tej hierarchii znajduje się zatem Bóg?

W opisie genezy tej tradycji czytamy, że w 1215 roku na Soborze Laterańskim stwierdzono, iż „w czasie Eucharystii chleb i wino zamieniają się w rzeczywiste ciało i krew Jezusa Chrystusa (transubstancjacja)”. Uroczystość poświęcona tej przemianie była obchodzona początkowo lokalnie w południowej Francji i we Włoszech. Dopiero papież Urban IV w 1264 roku nakazał świętowanie jej w całym Kościele katolickim. Jako powód podał „zadośćuczynienie za znieważanie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, błędy heretyków oraz uczczenie pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu, która w Wielki Czwartek nie może być uroczyście obchodzona ze względu na powagę Wielkiego Tygodnia”.

Na tym poprzestanę, gdyż dalsze poszukiwania informacji o powstaniu tej uroczystości prowadzą do licznych opisów cudów towarzyszących tej tradycji. Wspomnę jedynie o jednym, dość specyficznym zjawisku. We włoskim miasteczku Lanciano, podczas sprawowania liturgii, ksiądz rzekomo zauważył, że „hostia w jego dłoniach przemieniła się w okrągły fragment ciała, a wino w krew. Ciało pozostało nienaruszone, natomiast krew w kielichu zamieniła się w pięć nierównych bryłek [...]. Z owych pomiarów pozostał zapis, według którego ciężar pojedynczej miał być równy ciężarowi pięciu, ciężar dwóch równy ciężarowi trzech, a ciężar najmniejszej bryłki równy ciężarowi największej”.

Warto przywołać jeszcze jedno zdarzenie, które miało miejsce w Poznaniu i stało się podstawą do szerzenia nienawiści wobec Żydów. Pisałem o tym szerzej we wpisie pt. „Wznowiona nienawiść”, dlatego teraz jedynie o nim nadmieniam, gdyż ono również wiąże się z kultem „Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej”.

Dlaczego zatytułowałem to rozważanie „Bałwochwalcze ciało”? Przymiotnik „bałwochwalczy” oznacza oddawanie boskiej czci przedmiotom wyobrażającym bóstwa lub bezkrytyczne uwielbienie kogoś lub czegoś. Tak podają słowniki, Biblia natomiast znacznie lepiej wyjaśnia istotę bałwochwalstwa.

Jednym z najbardziej znanych fragmentów na ten temat są słowa proroka Samuela. Gdy król Saul okazał nieposłuszeństwo wobec Bożego prawa, prorok rzekł: „Bunt bowiem jest grzechem na równi z czarami, a zarozumiałość – jak bałwochwalstwo i terafim. Ponieważ wzgardziłeś poleceniem Pana, więc On odrzucił ciebie jako króla” (1 Sm 15:23). Ktoś mógłby pomyśleć: przecież król nie zrobił nic złego, pozwolił jedynie ludowi wziąć łupy wojenne, by złożyć je w ofierze Panu. Jednak Bóg nakazał obłożyć te łupy klątwą, a Saul postawił własną wolę ponad nakaz Boga.

Bałwochwalstwo było jednym z najczęstszych grzechów Izraela. Bóg wyraźnie go zabronił w drugim przykazaniu: „Nie będziesz czynił sobie posągu ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie wysoko i na ziemi nisko, i tego, co jest w głębinie wód. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja, PAN, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym...” (Pwt 5:8-10). Nic więc dziwnego, że przykazania tego brakuje w oficjalnej wersji dekalogu katolickiego. Zostało usunięte, aby nie prowokować refleksji nad ustanowionymi świętami. Warto tu przytoczyć słowa Jezusa: „Słusznie Izajasz prorokował o was, obłudnikach, jak jest napisane: Lud ten czci Mnie wargami, lecz swoim sercem daleko jest ode Mnie. Daremnie jednak cześć Mi oddają, ucząc zasad, które są wymysłem ludzi” (Mk 7:6-7).

Zakaz tworzenia podobizn oznacza, że nie wolno czynić niczego, czemu oddawano by pokłon i cześć. W historii narodu wybranego, podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej, Izraelici zostali zaatakowani przez jadowite węże. Wówczas Bóg nakazał Mojżeszowi sporządzić miedzianego węża, który stał się ratunkiem przed śmiercią. Jednak po latach ten sam wąż stał się przedmiotem kultu, o czym pisałem w rozważaniu „Polski Nechusztan”.

W Nowym Testamencie nie znajdziemy ani jednej wzmianki o tym, by w Kościele Jezusa Chrystusa oddawano cześć jakimkolwiek przedmiotom. Gdy apostołowie Paweł i Barnaba zwiastowali Ewangelię w Listrze, uzdrowiony został chromy człowiek. Świadkowie tego cudu chcieli oddać apostołom boską cześć. Paweł i Barnaba „rozdarli swoje szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: Ludzie, dlaczego to czynicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy. Głosimy wam Dobrą Nowinę, abyście od tych marności odwrócili się do Boga żywego...” (Dz 14:14-15).

Oddawanie czci czemukolwiek poza Bogiem – nawet jeśli ma to związek z wydarzeniami biblijnymi – jest bałwochwalstwem. Nie ma znaczenia, czy jest to domniemana szata z grobu Pańskiego, czy opłatek symbolizujący ciało Chrystusa. Wszystko to może stać się przedmiotem bałwochwalczego kultu. Musimy pamiętać, że jedynie Bóg w Trójcy Jedyny może być czczony przez ludzi odkupionych krwią Baranka. Bóg wyraźnie zakazał tworzenia podobizn, którym oddawano by pokłon należny wyłącznie Stwórcy.

Dlatego warto przypomnieć słowa apostoła Pawła skierowane do Rzymian: „Chociaż poznali Boga, to jednak nie oddali Mu chwały jako Bogu ani Mu nie podziękowali, ale zbłądzili w swoich myślach, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Uważali, że są mądrzy, a dali się ogłupić. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobieństwo obrazu zniszczalnego człowieka...” (Rz 1:21-23).

Na koniec weźmy sobie do serca radę apostoła: „Dlatego, moi kochani, strzeżcie się bałwochwalstwa!” (1 Kor 10:14).

Henryk Hukisz

Tuesday, May 26, 2015

Przekleństwo demokracji

 Rozpocznę od polityki, gdyż o niej myślą teraz wszsycy - i ci dobrze zorientowani w jej tajnikach, jak i zupełni ignoranci. Oczywiście, tematem numer jeden, jest nowy Prezydent i to jak doszło do jego wyboru.
Wszyscy, którzy śledziliśmy ten demokratyczny akt, mamy swoje zdania. Niektórzy z moich znajomych, czy też „friends”, jak to figuruje w mojej angielskiej wersji Facebooka, dzielili się już swoimi opiniami. Jedni wydali okrzyk zadowolenia, i teraz snują swoje nadzieje, jak to dobrze będzie się działo w naszym kraju. Inni, może wydali cichy jęk zawodu, i przyglądają się teraz rozwojowi sytuacji. Przyznam, że siebie umiejscowiam bardziej w tej drugiej grupie, chociaż, niezupełnie.
Jak już wcześniej dałem wyraz temu, jakie jest moje zdanie na temat władzy państwowej, jestem przekonany, że ten wybór, również nie jest przypadkiem. Jako Polacy, mamy Prezydenta, na jakiego zasłużyliśmy, a może bardziej, jakiego Bóg postanowił dać dla całego narodu.

Dlaczego zatytułowałem to rozważanie „Przekleństwo demokracji”? Większość uważa, że demokracja jest najlepszym systemem politycznym, jaki zapewnia wszystkim obywatelom państwa, jednakowe prawa i obowiązki. Chociaż brzmi to trochę jak wyjęte z utopii, lecz po części jest to prawdą. Jednakowoż, jak każda sprawa, jak każdy system, również i demokracja, ma swoje zalety i wady. Nad zaletami nie dyskutujemy, lecz bierzemy je z marszu i korzystamy z przysługujących nam przywilejów. Natomiast warto jest, osobiście uważam, zastanowić się nieco nad wadami tego systemu.
Na wstępie rozważania nad wadami, chcę powiedzieć, że w amerykańskiej demokracji wybory prezydenckie oparte są na innych zasadach. Tutaj, mówiąc ogólnie, wynik wyborów, jaki uzyskali kandydaci na urząd Prezydenta w Polsce, dałby jednoznacznie wygraną Komorowskiemu, ponieważ uzyskał znaczną przewagę w województwach – 9 : 7. Moim zdaniem szkoda, że taka ordynacja wyborcza nie obowiązuje w Polsce. Skoro województwa mają status odrębnej administracji, powinno to mieć również odbicie w tak ważnym akcie demokratycznym, jak wybór głowy państwa.
Ostatnie wybory pokazują wyraźnie, że Prezydentem został nie ten, kto ma większe poparcie w województwach, lecz w lokalach wyborczych. Dokładniejsza analiza tych wyborów wskazuje, że nie ujmując nikomu, wszytkich obywateli będzie reprezentował ten, kto uzyskał większe poparcie na wsiach i u ludzi w wykształceniem podstawowym. Właśnie dowiedziałem się, że w mojej dawnej podpoznańskiej gminie, gdzie się wychowałem, a gdzie obecnie mieszkanie znalazło sporo ludzi wykształconych, którzy wyprowadzili się z miasta, wynik głosowania wypadł korzystnie dla poprzedniego Prezydenta w stosunku 72% do 28%. Natomiast kandydat na Prezydenta Duda, uzyskał największe poparcie w Kąclowej, w gminie Grybów koło Nowego Sącza, bo aż 93%. Wymownie też wygląda mapa wskaźników PKB poszczególnych województw, w porównaniu z wynikami tych wyborów na ich terenie.
Nie chcę wchodzić w bardziej szczegółową analizę danych tych wyborów, gdydż mógłbym być źle zrozumianym, iż gorzej oceniam tych, którzy w większości zadecydowali o takim wyniku. Faktem jednak jest to, że nie wszyscy mamy taką samą zdolność oceniania sytuacji politycznej, czy ekonomicznej, szczególnie w wymiarze globalnym. Wystarczy teraz obserwować kurs naszej waluty narodowej, który po wyborze nowego Prezydenta, spadł co najmniej kilkanaście stopni w stosunku do USD.
Lecz nie chcę, aby to rozważanie dotyczyło jedynie polityki. System demokratyczny obowiązuje również w strukturze organizacyjnej zborów i kościołów. Nie wszędzie, lecz przynajmniej w tych, gdzie miałem możliwość działać w służbie Królestwa Bożego na ziemi. Nie zapomnę sytuacji, gdy kilku liderów młodzieżowych, korzystając z demokratycznej reguły podejmowania wszelkich decyzji w lokalnym kościele, dokonali przewrotu w przywództwie tej społeczności. Kierowali sie czystym rachunkiem matematycznym, i aby uzyskać większość, spokojnie czekali na kolejna grupę kilkunastu katechumenów, aby po ich chrzcie wciągnąć ich w swoją polityczną rozgrywkę.
Innym przykładem jest to, co zobaczyłem w tutejszej społeczności polonijnej, która działa na zasadzie statutu, jaki dobrze spełnia swoją rolę w organizacji dobroczynnej. Natomiast w kościele, gdzie naczelną zasadą jest przestrzeganie Bożych reguł, zasady równości demokratycznej doprowadziły do tego, że osoby mające inne cele, niż uleglość wobec Biblii, miały decydujący wpływ na podejmowane decyzje, dotyczące duchowego życia społeczności.
Na zakończenie chciałbym odwołać się do przykładów biblijnych. Ta sytuacja, szczególnie dotycząca wyboru głowy państwa, nasuwa mi skojarzenie z tym, czego domagali się Izraelici w czasach proroka Samuela. Wówczas to, przyszli starsi izraelscy do proroka i powiedzieli: „ustanów więc nad nami króla, aby nas sądził, jak to jest u wszystkich ludów” (1 Sam. 8:5). A przecież mieli najlepszego Króla ze wszystkich królów, gdyż sam Bóg ich prowadził i zaspokajał wszystkie potrzeby. Oni chcieli dostosować swoją sytuację do tego, co miały inne narody, oczywiście pogańskie.
Samuel zasmucił się tak bardzo żądaniem ludu, że szukał pocieszenia w modlitwie do Boga. Bóg udzielił mu zaskakującej odpowiedzi, którą można ująć w następujących słowach: „skoro chcą, niech mają, a ty im powiedz, jakie życie ich czeka pod panowaniem króla, jakiego sobie wybiorą”. Boża wypowiedź jest długą listą uprawnień króla. Między innymi, będą to podatki, służba na dworze, prace na królewskich posiadłościach. A na końcu tej listy, Bóg zapowiedział: „A jeśli kiedyś będziecie narzekali z powodu króla, którego sobie obraliście, Pan wam wtedy nie odpowie” (1 Sam. 8:18).
Historia kończy się smutnie, gdyż pomimo tej zapowiedzi Boga, „lud jednakże nie chciał słuchać głosu Samuela, lecz odpowiedział: Nie tak, ale niech król będzie nad nami!” ( 1 Sam. 8:19).
Czyż nie jest przekleństwem brak błogosławieństwa i zapewnienie, że Bóg nie będzie odpowiadać na wołanie ludu?
Osądźmy sami.

Henryk Hukisz

Monday, May 25, 2015

Duch mądrości i poznania

 Siedząc kiedyś w wygodnym fotelu w planetarium, odbyłem niesamowitą podróż w przestworza kosmosu. Na początku widziałem najlbliszą okolicę, później horyzont zaczął się zwijać tak, że ziemi już nie widziałem, lecz jedynie błękit nieba. Po chwili przeleciałem koło księżyca, później ukazały się sąsiednie planety, słońce i znalazłem się na krawędzi układu słonecznego. Po jakimś czasie, pędząc w przestworzach, moim oczom ukazała się maleńka plamka wielkości ziarnka piachu i z głośnika usłyszałem informację, iż jest to nasza ogromna ziemia. Wówczas pomyślałem o swojej wielkości, że nawet maleńki pyłek kosmiczny stał sie zbyt wielki, aby siebie z nim porównać.
Często zastanawiam się, na ile pojmuję wielkość Boga? Jeśli znam Go jedyne ze stronic Biblii, do której zaglądam od czasu do czasu, to mogę pomyśleć o sobie, iż w tym życiu odgrywam jakąś ważną rolę. Gdy poznam Boga bliżej, w osobistych doświadczniach, gdy uświadomię sobie ogrom Jego łaski, gdy zrozumiem, że On umiłował grzesznika, jakim jestem, tak bardzo, że nie oszczędził Swego Syna. To moja wielkość nagle zmaleje do tego stopnia, że chętnie zawołam słowami Jana Chrzciciela: „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym” Jan 3:30). Natomiast, gdy próbuję ogarnąć myślami ogrom Stwórcy, który ukształtował niekończący się wszechświat, wówczas chętnie wyznaję wraz z Hiobem: „Wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden twój zamysł nie jest dla ciebie niewykonalny” (Hiob 42:1).
Jednym z najbardziej dociekliwych badaczy wielkości Boga był Dawid. W Psalmach, w których opisał swoje refleksje, wyznał szczerze: „Rozpamiętuję wszystkie dzieła twoje i rozważam czyny twoje. Boże, święta jest droga twoja! Któryż bóg jest tak wielki jak Bóg? Tyś Bogiem, który czyni cuda; dałeś poznać narodom moc swoją” (Ps. 77:13-15). Jak wiemy z historii tego męża, mądrość i wielkość Boga poznawał w osobistych doświadczeniach, gdy Pan wyrywał go z największych opresji. Gdy wydawało mu się, iż wszyscy go opuścili, wołał do swego Pana w nocy mówiąc o sobie „jestem robakiem, nie człowiekiem, hańbą ludzi i wzgardą pospólstwa” (Ps. 22:7), jednak nadal ufał Bogu wyznając Mu szczerze: „Na ciebie byłem zdany od urodzenia. Ty byłeś Bogiem moim od łona matki mojej. Nie oddalaj się ode mnie, bo niedola bliska, Bo nie ma nikogo, kto by pomógł! (w. 11,12).
Nie wiedza nabyta przez studiowanie ksiąg, nie prawdy zasłyszane od innych, lecz osobiste doświadczenia sprawiają, że poznajemy Boga takiego, jaki jest. Nie wystarczy nasza mądrość czy też zdolnośc pojmowania rzeczy wielkich. Jedyną drogą właściwego poznania Boga i Jego wielkości, jest objawienie, jakie On sam może nam dać. I to jest rówież Jego łaską, że daje nam się poznać, dlatego musimy prosić, jak to czynił Dawid – „Otwórz oczy moje, Abym oglądał cudowność zakonu twego” (Ps. 119:18).
Ostatnio staram się zgłębić treść jednej z modlitw apostoła Pawła. Wiemy, że ten wierny sługa Boży modlił sie o innych, aby trwali w wierze do końca. Paweł wiedział, że w życiu dziecka Bożego pojawi się wiele przeszkód i doświadczeń, w których Ojciec uczy i kształtuje go wewnętrznie. Z pewnością jest to przejaw Ojcowskiej miłości, gdyż „kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje” (Hebr. 12:6). Paweł wiedział, że zawsze może liczyć na Bożą interwencję, gdyż, jak sam powiedział: „Pan stał przy mnie i dodał mi sił, aby przeze mnie dopełnione było zwiastowanie ewangelii, i aby je słyszeli wszyscy poganie; i zostałem wyrwany z paszczy lwiej” (2 Tym. 4:17).
To osobiste doznanie bliskości Boga powodowało, że modlił się również o wierzących w Efezie, gdy usłyszał o ich wierze „w Pana Jezusa i o miłości do wszystkich świętych” (Efez. 1:15). To, co zwróciło moją uwagę, to fakt, że w sytuacji, gdy wierzący w zborze efeskim byli znani z wiary i miłości, jaką okazywali wobec innych, ten wierny Boży sługa zapewniał ich, iż będzie modlić się o to, aby „Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego” (w. 17). Czyżby nie wystarczyło, że są już znani z wiary i z okazywania miłości wobec innych?
Myślę, że i w naszych czasach jest wiele zborów znanych z wielkiej ofiarności, z zaangażowania w akcje dobroczynne, niosąc pomoc dla potrzebujących, Jak najbardziej, jest to przejawem miłości, i z pewnością tego oczekuje Chrystus od Swoich naśladowców. Lecz czy jest to głównym zadaniem, jakie powinniśmy sobie wyznaczać w zborach?
Apostoł Paweł modlił się o szczególną rolę, jaką może wykonać Duch Święty. Pocieszyciel, jak Go nazwał Pan Jezus, gdy zostawił Swom uczniom jedną z największych obietnic, „Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jan 14:26). Nikt i nic nie zastąpi tego dzieła, jakie wykonuje Duch Boży. Jedynie On może dać pełne poznanie wielkości Boga. Nasz umysł nie jest w stanie ogarnąć pełni, jaka została objawiona w Chrystusie. Dlatego Paweł pisał, aby Duch „oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego” (Efez 1:18). Bo jakże inaczej zrozumiemy, że „w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. (...)ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości” (Kol. 1:16, 19).
Paweł modlił się o to szczególne poznanie przez objawienie, jakie może dać nam Duch Święty, ponieważ naszym celem jest uznanie, że Bóg ustanowił Chrystusa „ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia” (Efez. 1:23). Czy jesteś w stanie pojąć swoim rozumem, co to znaczy „pełnia tego, który sam wszystko we wszystkim napełnia” ?
Można zaangażować się w miłości do innych i powiedzieć o sobie, że nawet całe swoje mienie rozdałem ubogim, lecz musimy pamiętać, że nadejdzie czas, gdy „niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (2 Ptr. 3:10).  
Oczywiście, Paweł nigdzie nie nauczał, że nie powinniśmy okazywać sobie na wzajem miłości, aby pomagać potrzebującym. Chodzi o to, że Kościół, będąc Ciałem Chrystusa, przygotowuje się do rzeczy wznioślejszych, gdyż „teraz dziećmi Bożymi jesteśmy, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do niego podobni, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest” (1 Jan 3:2).
Z pewnością to miał na uwadze apostoł Paweł, gdy po latach dowiedział się o duchowym stanie wierzących w zborze efeskim. My również potrzebujemy tego poznania przez objawienie, jakie może nam dać jedynie Duch Święty. Jedynie On może ukazać nam prawdziwą wielkość Boga, abyśmy poznali, że jesteśmy tu jedynie „naczyniem glinianym”, niczym więcej, „aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas” (2 Kor. 4:7) .
Henryk Hukisz

Thursday, May 21, 2015

Duchowy M.R.I.

 W technokratycznym świecie zdajemy się całkowicie na automatyczne kontrolowanie różnych sfer naszego życia. W samochodzie  włączamy „Cruse control”, nasz telefon automatycznie sprawdza wiadomości, komputer sam sprawdza uaktualnienia zainstalowanych programów.
Smart watch automatycznie przypomina, że już zbyt długo siedzimy przy biurku w bezruchu, ekspres do kawy włącza się automatycznie w oznaczonym czasie, mieląc kawę tak, aby była jak najbardziej świeża.
Lecz, niestety, w naszym duchowym życiu, w naszej relacji z Bogiem, nie ma automatyki. Nawet jeśli nasz smartfon, automatycznie wrzuca na ekran losowo wybrany werset z zainstalowanej Biblii, to musimy osobiście, w modlitwie nawiązać społeczność z naszym Ojcem, odsuwając świadomie myśli o sprawach, które nas czekają w ciągu dnia. Musimy dokonać wyboru, w oparciu o świadomą decyzję naszej woli, aby w społeczności z Panem, dopełnić miarę Ducha, zgodnie z praktycznym zaleceniem apostoła Pawła: „pozwólcie się napełniać Duchem” (Efez. 5:18).
W trosce na nasze ciała, aby jak najdłużej zapewnić sobie dobry stan fizyczny, udajemy się do lekarza, który kieruje nas na specjalistyczne kontrolne testy. Chcemy znać poziom cholesterolu we krwi, interesuje nas poziom cukru i wiele innych wartości, które uzyskuje się dzięki profesjonalnej aparaturze kontrolnej. Jedną z najlepszych technik badawczych jest obraz cyfrowy uzyskiwany w technologii rezonansu magnetycznego, czyli M.R.I.
Proponuję dziś zastanowić się, czy jesteśmy tak samo zainteresowani naszym stanem duchowym, jak martwimy się o nasz cielesny? Nie ma bowiem możliwości przestawienia się na „automatycznego pilota”, który doprowadzi nas do „pożądanego portu”. Nie ma możliwości ustawienia automatycznego „updating” poziomu Ducha w naszych sercach, aby mieć apostolskie świadectwo pełni „wiary i Ducha Świętego” (Dz.Ap. 6:5).
Polecam przeto przeprowadzenie sprawdzianu swojego duchowego zdrowia. Poniższy tekst nie jest mój, lecz uważam, że jest bardzo praktyczny, dlatego i wam go polecam.

Zbadaj stan swojego duchowego zdrowia.

Poproś Pana, aby wykonał M.R.I. twojego duchowego życia. Ujawnienie prawdy jest konieczne, jeśli pragniesz porzucić grzeszne nawyki i wielbić Boga świętym życiem.

Odpowiedz szczerze na zamieszczone niżej pytania:

    1.   Jaka jest moja duchowa temperatura?  
    Słowo Boże wzywa nas, abyśmy byli płomienni duchem - "bądźcie płomiennego ducha" (Rzym. 12:11). Użyte tu słowo w oryginale ζεοντες  [dzeontes] oznacza „być rozpalonym do czerwoności”. Zbyt często jednak staramy się dostosowywać się do chłodnego otoczenia, zamiast szukać możliwości rozgrzania się Bożym Słowem. Ludzie napełnieni Duchem Świętym powinni rozgrzewać innych Bożym ciepłem. Czy moja duchowa pasja dla Chrystusa nie została zagaszona sprawami doczesności, egoistycznymi ambicjami lub chęcią wzbogacenia się? Jeśli nie będę ostrożny, letniość stanie się czymś normalnym a życie modlitewne zaniknie całkowicie.
2.      Jaki jest puls mego serca? 
Bóg powołał mnie, abym Go wielbił, lecz bliska społeczność z Nim nie zawsze należy do mych priorytetów. Czy kocham Pana z całego serca? Co głównie wypełnia mój czas? Czy moje serce bije dla Niego, czy są inne zainteresowania, które zastąpiły pierwszą miłość? Czy tak naprawdę żyję, aby zadowolić Ojca Niebieskiego, czy jestem uzależniony od pochwał ludzkich? Wówczas Pan Jezus stawia Swoją diagnozę: "mam przeciwko tobie to, że porzuciłeś swoją pierwszą miłość" (Obj. 2:4).
3.      Czy potrzebuję poprawy swojej postawy? 
Jeśli nie chodzę w pokorze, pycha wykrzywi moje nastawienie do innych ludzi. Czy promieniuję miłością, radością i pokojem Ducha Świętego – czy znana jest moja zgryzota, zamartwianie się i nerwowe odzywki? Jak reaguję na różnego rodzaju naciski, czy wydaję wówczas „przyjemną woń” płynącą z ufnego serca, czy objawiam napady złości? Nie wolno nam zapominać, iż zostaliśmy ustanowieni w tym świecie aby być "wonnością Chrystusa dla Boga wśród tych, którzy dostępują zbawienia, jak i wśród tych, którzy idą na zatracenie" (2 Kor. 2:15).
4.      Czy w moim organizmie nie ma substancji trujących? 
Czy przechowuje w swym sercu uprzedzenia wobec osób, które mnie skrzywdziły? Jeśli tak, to trucizna złości działa we mnie i z łatwością inni mogą zarazić się ode mnie. Muszę wybaczyć każdą krzywdę, nie sądzić innych i wyzbyć się niechęci. Czy w sercu jest zazdrość wobec kogoś, kto zarabia więcej i odnosi większe sukcesy? Czy potrafię szczerze życzyć takiej osobie jeszcze większego błogosławieństwa? Owocem nowego życia w Chrystusie jest nowy język - "Żadna zła mowa niech nie wychodzi z waszych ust, lecz tylko dobra, która służyłaby zbudowaniu i przyniosła korzyść słuchającym" (Efez. 4:29).
5.      Czy mój język wymaga sprawdzenia?  
Czy z moich ust regularnie wypływają wdzięczne słowa, czy raczej ciągłe narzekania? Czy chętnie mówię dobrze o innych, czy też raczej ich krytykuję i mówię rzeczy negatywne? Czy jestem już tak bezduszny, że nie czuję się winnym gdy oczerniam drugą osobę poza jej plecami? Apostoł Paweł udziela bardzo praktycznej rady - "Wasza mowa niech będzie zawsze życzliwa, przyprawiona solą, abyście wiedzieli, jak każdemu odpowiedzieć" (Kol. 4:6).
6.      Jak wygląda sfera moich spraw osobistych? 
Czystość seksualna nie jest opcją, lecz jedyną możliwością daną nam przez Boga. Pamiętajmy o nauczaniu apostoła Pawła, że "wolą Boga jest bowiem wasze uświęcenie. Powstrzymujcie się więc od rozwiązłego życia" (1 Tes. 4:3). Nie można zachować czystości życia, jeśli nie nienawidzi się równocześnie grzechu. Czy jakakolwiek forma pożądliwości kontroluje moim życiem? Czy nie pokłoniłem się duchowi Baala, który panuje nad współczesną kulturą pełną pornografii i perwersji? Czy uciekam od pokus seksualnych natychmiast gdy tylko pojawią się w przypadkowej sytuacji, czy dopiero gdy wiem, że ktoś mnie widzi?

Powyższe pytania nie oddają całokształtu stanu mojego duchowego zdrowia. One jedynie rozpoczynają proces wewnętrznej kontroli prowadzącej do pokuty i uświęcenia mojego życia. Poddaj się kontroli Wielkiego Lekarza, aby Jego promienie prześwietliły całe twoje życie. Warto jest pamiętać, że On widzi wszystko w HD, czyli w najwyższej rozdzielczości i Jego oczom nie ujdzie żaden najmniejszy "piksel" w obrazie naszego duchowego stanu.

Przeniknij mnie, Boże, poznaj moje serce,
doświadcz mnie i poznaj moje myśli.
Zobacz, czy nie idę drogą niegodziwą,
poprowadź mnie swą drogą odwieczną.  
                            (Ps. 139: 23-24)
______________________________
Zabiegajmy nieustannie o to, aby doświadczać pełni Ducha, jak doświadczali tego pierwsi uczniowie Pana Jezusa, gdy modlili się o to do Boga. Wówczas to, „zadrżało miejsce, na którym byli zebrani. Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i odważnie głosili Słowo Boga” (Dz.Ap. 4:31). Może niekoniecznie czekajmy aż zadrży miejsce, lecz z pewnością Pan nie odmówi pełni Ducha, tym którzy gorliwie o to zabiegają.

Henryk Hukisz