Thursday, February 16, 2012

Bądż wola moja

Wyobraźmy sobie – rozpoczął swój wykład profesor filozofii na Harvardzie – że znajdujemy się na rozpędzonej do 60 mil na godzinę drezynie kolejowej. Kiedy zauważyliśmy, że przed nami na torach znajduje się pięciu pracowników, próbujemy hamować lecz niestety, hamulce nie działają. Tragedia jest nieunikniona, pięciu niewinnych ludzi niechybnie zginie. Nagle zauważamy, że istnieje możliwość skręcenia na prawo, na boczny tor i kierownica działa prawidłowo, lecz na tym torze znajduje się jeden pracownik. Musimy podjąć błyskawiczną decyzję, skręcić w prawo, i w rezultacie spowodować śmierć jednego człowieka zamiast pięciu, czy pozwolić aby rozpędzona drezyna zabiła pięciu ludzi, oszczędzając jednego.
Profesor zwrócił się z pytaniem do słuchaczy: „Co byś zrobił, gdybyś to ty znajdował się na tej drezynie?” Zdecydowana większość studentów odpowiedziała, że skierowaliby pojazd na boczny tor, aby uratować pięciu ludzi, kosztem jednego. Jedynie kilku słuchaczy pozwoliłoby na przewidziany z góry przebieg zdarzenia, godząc się ze śmiercią pięciu osób.
Profesor kontynuował opowiadanie tego zdarzenia mówiąc, że nad torami znajduje się wiadukt. Przy barierce stoi tęgi mężczyzna przyglądający się temu zdarzeniu, wychylając się nad tory. Czy zdecydowałbyś się popchnąć go tak, aby spadając na tory spowodował zatrzymanie się rozpędzonej drezyny.  W rezultacie, zginąłby jeden człowiek, a uratowanych byłoby pięciu ludzi znajdujących się na torach. Tym razem nikt nie zgodził się, aby podjąć taką decyzję. Profesor zapytał więc, dlaczego ci, którzy za pierwszym razem byli gotowi poświęcić jednego człowieka aby uratować pięciu, teraz zmienili zdanie. Pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Tym niecodziennym opowiadaniem profesor rozpoczął wykład na temat podejmowania prawidłowych decyzji. I jak widzimy, nie jest to sprawą łatwą, gdyż trudno jest podjąć decyzję, od której zależy życie drugiego człowieka.
Czy w ogóle jesteśmy w stanie dokonać sprawiedliwego wyboru?
Aby móc podjąć jakąkolwiek decyzję korzystamy z wolnej woli, zdolności danej nam przez Boga, naszego Stwórcę. Pierwszy przykład wykorzystania wolnej woli przez pierwszych ludzi na ziemi znajdujemy na samym początku Biblii. Skutki tego wyboru odczuwa cała ludzkość do dnia dzisiejszego. Apostoł Paweł ujął tę kwestię w zdaniu: „Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli.” Rzym. 5:12
Wolna wola wyróżnia nas spośród innych żywych stworzeń Bożych. Bóg nieustannie odwołuje się do woli człowieka idącego szreroką drogą na zatracenie, wzywając go aby się zatrzymał, jak syn marnotrawny i zawrócił do Ojca. Ci, którzy dokonali tego życiowego zwrotu, dzięki łasce Bożej mogli narodzić się na nowo i stać się dziećmi Bożymi. Teraz powstaje pytanie, czy możemy nadal korzystać z wolnej woli, czy raczej z niej zrezygnować na rzecz woli Bożej. Biblia nigdzie, a szczególnie w Nowym Testamencie, nie sugeruje nam takiej myśli, abyśmy z wolnej woli już więcej nie korzystali.
Tytuł mojego artykułu jest celowo prowakacyjny, aby zachęcić do zastanowienia się nad tym, jak powinniśmy korzystać z wolnej woli.
Jak korzystamy z wolnej woli? Czy podejmujemy właściwe decyzje, których później nie żałujemy. Jakie efekty przynoszą nasze decyzje? Czy bierzemy na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje? Można mnożyć pytania odniośnie tego, jak korzystamy z naszej woli i czy wogóle powinniśmy z niej korzystać. Często próbujemy przerzucić odpowiedzialność na Boga, tłumacząc się, że naszym pragnieniem jest wypełniać jedynie Jego wolę a nie naszą.
Kiedyś zauważyłem, obserwując rozwój naszych dzieci, gdy miały dopiero po kikla lat, że obrzymią radość sprawiało nam, gdy mówiły z własnej woli, a nie proszone o to, że nas rodziców mocno kochają. Podobnie jest w naszej relacji z naszym Ojcem Niebieskim, możemy wyznać Mu swą miłość z obowiązku, dlatego że tak brzmi przykazanie nakazujące miłować Boga z całego serca, albo wyznać to z własnej woli, ponieważ taką decyzję sami podjęliśmy. Różnica jest wielka i sądzę, iż mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że Bogu przyjemne jest wyznanie miłości do Niego wypływające z naszej nieprzymuszonej woli.
Tutaj w Ameryce, bardziej niż w Europie, możemy spotkać się ze zwolennikami teologii kalwinistycznej, według której człowiek jest pozbawiony wolnej woli i bez Bożego przeznaczenia nie może sam dokonać wyboru swego zbawienia. Nie chcę wchodzić tu w zawiłości tej specyficznej teologii, wspominam o tym jedynie dlatego, gdyż uważam, że każdy człowiek posiada zdolność dokonywania wyboru i powinien z tej możliwości korzystać.
W napisanym przed laty skrypcie na temat psychologii rozwoju dziecka, tak zdefiniowałem czym jest wolna wola człowieka:
„Wola to świadome, celowe działanie i kierowanie własnym zachowaniem się. Jest ona związana z procesami umysłowymi i uczuciami. Rozwinięta wola pomaga człowiekowi w regulowaniu swoimi uczuciami. Wola człowieka wyraża się nie tylko w działaniu, lecz także w powstrzymywaniu się od działania. Całkowite opanowanie ma miejsce wówczas, gdy dla osiągnięcia postawionego przed sobą celu, człowiek gotowy jest do wyrzeczenia się zaspokojenia powstających pragnień i do pokonania napotykanych trudności.
W kształceniu woli dużą rolę odgrywa moralne wychowanie dziecka, rozwijanie w nim słusznych motywów postępowania, poczucia obowiązku, samodzielności i inicjatywy. Małe dzieci łatwo ulegają cudzej woli, są sugestywne. Nauczyciel kształtujący wolę u dziecka powinien pamiętać o stawianiu wymagań na jego poziomie. Zbyt wygórowane wymaganie może wykształtować u dziecka postawę uporu. Przejawy i cechy woli stanowią ważną cechę osobowości człowieka, lecz nie należy mylić silnej woli z silnym charakterem.
W procesie rozwoju woli dziecka niektóre cechy woli przemijają. Stałe cechy charakteryzujące osobowość człowieka to takie właściwości, jak wytrwałość, stanowczość, zdolność do dużych wysiłków.
Dzieci można łatwo nakłonić do zrobienia tego, czego same nie rozumieją, ponieważ występują u nich działania mimowolne, wynikające z chęci naśladowania dorosłych. Należy dążyć do kształtowania u dzieci woli aktywnej.”
Skrypt przeznaczony był do szkolenia katechetów, dlatego zwróciłem uwagę na możliwość kształtowania woli u dziecka. Jest to bardzo ważne, zarówno dla rodziców jak i dla nauczycieli, aby potrafili właściwie wykorzystać ten czas, kiedy charakter dziecka może być formowany.
Z powyższego cytatu wynika,  że dzięki zdolności dokonywania wyboru, możemy świadomie czynić dobro, jak i zło. Do tej zdolności adresowane są słowa Bożych przykazań, które albo nakazują nam czynić to, co jest miłe Bogu, albo zakazują aktów grzesznych. Człowiek nie jest zaprogramowanym robotem wykonującym posłusznie polecenia wynikające z woli programisty. Gdyby tak było, to za pierwszy grzech Adama i Ewy należałoby obwinić Stwórcę a nie ich samych. Podany na początku cytat Apostoła Pawła z Listu do Rzymian wskazuje jednak na odpowiedzialność człowieka.
Spójrzmy na sytaucję w życiu dziecka Bożego, które pragnie czynić jedynie to, co jest miłe Bogu, czyli chce czynić tylko Jego wolę. Czy jest to prawidłowe i czy wogóle jest  to możliwe?
Najbardziej znany werset biblijny odnośnie pełnienia woli Bożej to słowa Apostoła Pawła: „A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe.” Rzym. 12:2. Zasadnicze pytanie jakie powstaje w związku z tym wersetem brzmi: „Jak mogę poznać co jest wolą Bożą?” Odpowiedź jest prosta i wynikająca również z tego samego zdania: „Zdolność poznania woli Bożej możemy uzyskać dzięki przemianie naszego umysłu”.
Skoro tak, to oczywistym staje sie fakt, że to my podejmujemy decyzję, czy będziemy w stanie rozpoznać wolę Bożą. Przemiana umysłu jest aktem woli, który jest efektem pewnej dojrzałości duchowej. Jak wspomniałem w zacytowanym fragmencie skryptu, dzieci nie są zdolne do samodzielnego podejmowania decyzji, są natomiast skłonne do bezmyślnego, mimowolnego naśladowania innych.
Słowo Boże zachęca nas do osiągnięcia takiej dojrzałości, abyśmy byli w stanie dokonać wyboru pomiędzy tym co dobre i złe. Dzieci Bożee, czyli osoby wierzące, które jeszcze nie osiągnęły właściwej dojrzałości, nie potrafią samodzielnie dokonywać tego wyboru. „Każdy bowiem, który się karmi mlekiem, nie pojmuje jeszcze nauki o sprawiedliwości, bo jest niemowlęciem; pokarm zaś stały jest dla dorosłych, którzy przez długie używanie mają władze poznawcze wyćwiczone do rozróżniania dobrego i złego.” Hebr. 5:13,14.  W innym miejscu Słowa Bożego Apostoł Paweł mówi o niebezpieczeństwie pozostawania w „duchowym dziecięctwie” pisząc: „abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu.” Efez. 4:14.
Powracając do podstawowej myśli tego artykułu, chcę odpowiedzieć na pytanie; „Czy, jako dziecko Boże, mogę czynić swoją wolę?”  Przyznam, że bardzo pobożnie brzmi wyznanie, iż jedynym pragnieniem powinno być wykonywanie woli Bożej.  Odwołujemy się wówczas do postawy Pana Jezusa, który powiedział: „Nie mogę sam z siebie nic uczynić. Jak słyszę, tak sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy, bo staram się pełnić nie moją wolę, lecz wolę tego, który mnie posłał.” Jan 5:30.  Czy jesteśmy w stanie, podobnie jak Jezus, spełniać jedynie wolę Ojca?
Uważam, że dziecko  Boże może sprawić swemu Ojcu Niebieskiemu olbrzymią radość jeśli osiągnie dojrzałość Chrystusową i będzie czynić z własnej woli to, co jest zgodne z Jego wolą. Jezus mógł tego dokonać, gdyż był w pełni człowiekiem oraz był w pełni Bogiem.
A my? Pozostajemy jedynie ludźmi. Dlatego Bóg dał nam z łaski możliwość doświadczenia wielkiej przemiany w akcie nowonarodzenia, abyśmy mogli stać się uczestnikami Jego natury. Gdy będziemy starać się o przemianę naszego umysłu poprzez podporządkowanie wszelkiej myśli w posłuszeństwo Chrystusowi, osiągniemy zdolność rozpoznania tego co dobre według Boga. Duch Święty, którym zostaliśmy zapieczętowani uzdolni nas w naszej woli, abyśmy mogli wykonać to, co jest miłe Bogu. Jedynie człowiek odrodzony ma zdolność poznawania rzeczy duchowych. Apostoł Paweł napisał: „Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać.” 1 Kor. 2:14 Natomiast my, którzy zostalismy z łaski odrodzeni do nowego życia, zostaliśmy powołani do postepowania według Bożego standardu – „Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.” Efez. 2,10
Więc jak najbardziej, wolna wola dziecka Bożego bierze udział w czynieniu tego co jest dobre, gdyż do tego zostalismy przeznaczeni. Dojrzałość na wzór Chrystusa oznacza osiągnięcie zdolności do odrzucenia wszystkiego, co jest Bogu niemiłe i czynienia tego, co przynosi Mu chwałę.
Nawiązując do przykładu, którym rozpocząłem mój artykuł, chcę z całą stanowczością powiedzieć, że człowiek nie jest w stanie sam z siebie podjąć właściwej decyzji. Są sytuacje, w których jedynie Wszechwiedzący Bóg może dokonać sprawiedliwego wyboru i jedynie Jego wola jest dosknała. Bóg jednak oczekuje od nas, abyśmy podejmowali decyzje, za które osobiście ponosimy odpowiedzialność i ogień Boży je przetestuje (1 Kor. 3:15). Duch Święty, według którego będziemy postepować, da nam poznanie w jakich sytuacjach jedynie Bóg dokonuje sprawiedliwego wyboru, a kiedy my sami możemy zadecydować o tym, co możemy uczynić dla Jego chwały.
Nie sposób podać listy tych sytuacji, w których my sami decydujemy się na dokonywanie dobrych uczynków, a kiedy Duch Święty będzie nas inspirować do działania. Dobra znajomość Słowa Bożego, nieustanne przebywanie w społeczności z Bogiem będzie odzwierciedlać sie w dobrym poznaniu tego, co jest miłe dla Boga. Słowo Boże mówi wyraźnie: ” Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.” 1 Jan 2:15. Oznacza to, że Bóg oczekuje od nas decyzji odrzucenia tego, co świeckie.
Nie możemy oczekiwać, że Bóg zablokuje w nas zdolność podejmowania złych decyzji, zmuszając do miłowania jedynie Jego samego.  Polecenie: „Nie miłujcie świata” wymaga od nas podjęcia tej decyzji z wolnej woli. W ten sposób możemy pokazać, że miłujemy Boga z całego serca i dobrowolnie odrzucamy to, co Bogu nie jest miłe.
Jedno jest pewne, że Duch Święty udzieli nam Swej mocy, abyśmy uwielbili Boga we wszystkim, co dobrowolnie dla Niego czynić bedzięmy.
Henryk Hukisz

Tuesday, February 14, 2012

Wznowiona nienawiść

  W historii wydawnictw są nieraz takie sytuację, że wznawia się jakąś pozycję książkową, ponieważ jej poprzedni nakład został wyczerpany, gdyż książka stała się bestsellerem. Z reguły przytrafia się to książkom dobrym, na które jest powszechne zapotrzebowanie. Natomiast to, co wydarzyło się kilka dni temu w Poznaniu, jest odstępstwem od tej reguły i napawa lękiem.
Niedawno wydawnictwo Wers wznowiło wydaną w 1926 roku książkę pt. „Najświętsze trzy hostie”. Promocja tej książki odbyła się, nomen omen, w kościele Bożego Ciała w Poznaniu. Jest to kościół Rzymsko Katolicki. Większość informacji zawartej w tym artykule jest zaczerpnięta z poznańskiego wydania Gazety Wyborczej, z dnia 13 i 14 lutego 2012 roku.
Autor wspomnianej książki, Mieczysław Noskowicz, opisał będącą legendą, historię sprofanowania trzech hostii przez Żydów w Poznaniu. Język użyty przez autora jest świadectwem nienawiści do tego narodu. Swe dzieło rozpoczyna wstępem: „Wiadomo każdemu, jako tako z dziejami świata obeznanemu, że od wieków, ba, nawet od zarania chrześcijaństwa, od chwili kiedy Boski nasz Zbawiciel począł głosić Swą Ewangelię miłości do Boga i bliźniego, od tej chwili już datuje się nienawiść żydostwa do chrześcijaństwa.”
Dalej, w treści tego opowiadania, nasączonego nienawiścią do Żydów, można przeczytać, w jaki sposób profanowano te hostie. Kiedy pierwszy Żyd przebił nożem hostię, polała się z niej krew tryskając na jego twarz. Następie, kolejne osoby kłuły nożami dwie pozostałe hostie, tak że krew lała się po stole.
Dwieście stronic tej książki wypełnia opis rzekomego zdarzenia, jak to później znaleziono te hostie na  nadwarciańskich łąkach. W tym miejscu wybudowano, dla upamiętnienia tej historii, kościół p.w. Bożego Ciała.
Okoliczności związane z ponownym wydaniem książki napawają szczególnym niepokojem. Jej promocja została poprzedzona mszą świętą. Salka katechetyczna, w której odbywało się spotkanie poświęcone temu wydarzeniu, była wypełniona do ostatniego miejsca, a miejscowy proboszcz, widząc ten tłum, rzekł: „Jestem wniebowzięty”.
Zdaje się, że takie wydarzenie mogło mieć miejsce w średniowieczu, a nie w dwudziestym pierwszym wieku i to w centrum wielkiego miasta startującego w ubiegłym roku w konkursie na kulturalną stolicę Europy. Ktoś powie, że to jakiś margines, że to tylko garstka ludzi, jakichś fanatyków. Warto jest przypomnieć, że to wydawnictwo zaznaczyło już poprzednio swoje szczególne upodobanie. W 1999 roku wydało kilka pozycji dla znanego ze swoich wystąpień antysemity, ks. Henryka Jankowskiego z kościoła św. Brygidy w Gdańsku.
Legendę o profanacji hostii broni wielu działaczy, pomimo, iż nie ma żadnych dokumentów potwierdzających takowe wydarzenie. Wznowienie tej książki jest jedynie dalszym dolewaniem oliwy do ognia nienawiści, jaką szerzą niektórzy działacze kościoła katolickiego w Polsce. Dziwi mnie to, że skoro istnieje tak wielkie umiłowanie do polskiego papieża, nie ma szacunku do jego słów i wezwań do okazania poszanowania dla narodu żydowskiego. Jan Paweł II, podczas wizyty w Ojczyźnie Jezusa w 2000 roku, modlił się o dar braterstwa z narodem wybranym i prosił o wybaczenie win chrześcijan wobec synów Abrahama. 
A przecież jeszcze nie tak dawno, nawet niecałe sto lat temu, z małej partii NSDAP, liczącej w 1919 roku zaledwie 64 członków, Hitler utworzył potężną machinę wyniszczenia całego narodu żydowskiego. Dziwi mnie milczenie społeczeństwa polskiego, a wręcz odwrotnie, nadal jest powszechnie uprawiana nienawiść do Żydów. Wystarczy poczytać wolne wypowiedzi na różnych polskich forach lub komentarze pod artykułami na wielu stronach w internecie. Wprost sączy się jad nienawiści, i nic dziwnego, skoro nadal wznawia się książki, będące pożywieniem dla tej grupy naszego społeczeństwa.
Chrześcijanie, bez względu na przynależność wyznaniową, są naśladowcami Chrystusa, który był Żydem. Jezus przyniósł ludziom miłość i przemawiał językiem miłości. Z miłości do rodzaju ludzkiego oddał Swe życie na krzyżu. Zostawił dziedzictwo zwiastowania miłości do bliźnich, nawet do tych, którzy nas nienawidzą. „A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mat. 5:44,45).
Jan Apostoł, zwany również apostołem miłości, pisał wprost: „Kto zaś nienawidzi brata swego, jest w ciemności i w ciemności chodzi, i nie wie, dokąd idzie, gdyż ciemność zaślepiła jego oczy” (1 Jan 2:11). Nie okazywanie miłości bliźniemu, czyli szerzenie nienawiści znaczy to samo co zabójstwo. Kilkanaście wierszy dalej Jan pisze: „Każdy, kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie żywota wiecznego” (1 Jan 3:15).
Smutna to historia, tym bardziej dla mnie, ponieważ uważam się nadal za Poznaniaka. Lubię to miasto i jego mieszkańców, spędziłem w nim większość mego życia – dlatego mnie to boli.
Henryk Hukisz

Saturday, February 11, 2012

Błyskawiczny tłum

Gdy byłem jeszcze w średniej szkole, zabawialiśmy sie nieraz wywoływaniem małego zbiegowiska w centrum Poznania. Stojąc w niewielkiej grupce na chodniku koło kilkupiętrowego budynku, zaczynaliśmy gapić się w górę, wypowiadając głośno komentarze: „Jak on tam wszedł”, „Chyba zaraz spadnie”. Po kilku minutach, wokół nas zaczęli gromadzić się ludzie, patrząc w kierunku dachu. Po dłuższej chwili, gdy zgromadziła sie już spora grupa ludzi zaciekawionych tym, co dzieje się na dachu tego budynku, my powoli przechodziliśmy na druga stronę ulicy. Mieliśmy uciechę, obserwując zdezorientowany tłum gapiów.
Tłum, ma swoją specyfikę i psychologię. Jest to pewna zbiorowość ludzi, która istnieje w określonym czasie i posiada wspólny obiekt zainteresowania. Pojedyńcze osoby w tłumie zaczynają tracić swoją indywidualność na rzecz wspólnego celu. Zbiorowo czują się silniejsi niż w pojedynkę, lecz zatracany jest obiektywizm w ocenie sytuacji. Rządzi zbiorowa idea, często niezrozumiana przez jednostki, a nawet nie akceptowana w osobistej ocenie. Tłum posiada specyficzną cechę, zwaną "psychozą tłumu".
Najlepszym biblijnym przykładem psychozy tłumu jest moment wjazdu Chrystusa do Jerozolimy i sytuacja, jaka zaistniała kilka dni później, gdy Jezus stał przed Piłatem. Chociaż nie ma żadnych dowodów na to, że w obu tych zdarzeniach brali udział dokładnie ci sami ludzie, to jednak są realne przesłanki, że sporą część tłumu tworzyli ci sami ludzie. Jerozolima w tamtym czasie obejmowała głównie teren niewielkiej dzisjejszej dzielnicy zwanej „Old City”. Więc prawdopodobnie ci sami ludzi wpierw witali Jezusa wjeżdżającego na osiołku słowami: „Błogosławiony, który przychodzi jako król w imieniu Pańskim; na niebie pokój i chwała na wysokościach” (Łuk. 19:38),  a kilka dni póżniej, gdy Piłat zamierzał uwolnić Chrystusa po ubiczowaniu, wołali: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj go” (Łuk. 23:21). Pomimo kilkakrotnej próby wypuszczenia Jezusa, ludzie tworzący tłum "nalegali głosem wielkim, domagając się jego ukrzyżowania; a krzyki ich wzmagały się" (Łuk. 23:23).
Współczesne tłumy powstają w bardzo krótkim czasie i tworzone są dzięki najnowszej technologii, jaką jest internet. Zjawisko to jest nazwane, z racji jego powstania w Stanach Zjednoczonych, „flash mob”, co znaczy „błyskawiczny tłum”. Pierwszy „flash mob” został utworzony przez Billa Wasika w 2003 roku na Manhattanie w Nowym Jorku. Według popularnej encyklopedii Wikipedia, jest to „sztuczny tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków”.  Popularność tego zajawiska rośnie i obejmuje coraz więcej krajów i odnosi się do różnych dziedzin życia społecznego.
Jakiś czas temu obserwowalismy przewrót polityczny w Egipcie. Media informowały o tym, że tak duża ilość ludzi, jaka wyszła na plac Tahrir w Kairze, zainspirowana została dzięki internetowi. Chiny są krajem, w którym nadal stosuje się represje polityczne wobec opozycji, dlatego tamtejsze władze starają się utrzymywać kontrolę nad korzystaniem z internetu.
Z pewnością oglądaliśmy na You Tube krótkie filmiki ukazujące tłum zwołany na jedno miejsce, na przykład na dworzec kolejowy, centralny plac w mieście lub część gastronomiczną w centrum handlowym, w celu zaśpiewania kolędy albo wspólnego zatańczenia. „Flash mob” jest również wykorzystywany jako skuteczna reklama w biznesie.
Błyskawiczny tłum, jak wszystko co błyskawiczne, ma dobre i złe strony. Dzisiaj, przy dość powszechnym braku czasu, coraz częściej korzystamy z błyskawicznych receptur czy też z szybkich sposobów załatwiania spraw. Lecz nie wszystko co szybkie jest trwałe i skuteczne, jak mówi znane polskie porzekadło, „Co nagle, to po diable.” Jezus przestrzega przed pochopnym podejmowaniem decyzji, na przykład, zbudowania wieży. "Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? (Łuk. 14:28).
Jesteśmy odpowiedzialni za nasze decyzje, nie możemy „wskakiwać do pędzącego pociągu”, gdyż jest to niebezpieczne, zarówno podczas samego zabiegu, jak i dla skutków, gdyż możemy pojechać w niewłaściwym kierunku. Oglądałem niedawno (2012 rok) relację z manifestacji, jaka odbyła się w  Poznaniu w sprawie legalności posiadania narkotyków takich jak marihuana. Redaktor tego reportażu pytał idących w pochodzie ludzi o cel tej manifestacji. Padały różne wypowiedzi, zależne od wieku uczestnika. Zaskoczyła mnie wypowiedź matki, ktora szła ze swoimi córkami. Ona domagała się wolności w dostępie do czegokolwiek ogólnie. Ciekawy jestem, czy jest tak samo zdecydowana, aby jej córki stały sie narkomankami całkowicie uzależnionymi od środków odurzających? W tłumie ludzie czują się odważniejsi, lecz nie zawsze tłum występuje we właściwej sprawie. W tej zbiorowości ludzkiej, liczy się zamo zdarzenie, wspólne wystąpienie w jakiejś sprawie. Nie jest ważne, czy wszyscy wiedzą o co chodzi, najważniejsze jest, aby iść w jak największym tłumie. W ilości jest nasza siła – woła tłum. Ale czy ma rację?
To co mnie niepokoi, to zbiorowa psychoza a nie słuszność sprawy. Dziś, posługując się internetem można doprowadzić do zmiany postawy władz, nawet do obalenia rządów. Lecz jeśli tłum nie stoi po stronie prawdy, a za jego zwołaniem kryją się jakieś niewłaściwe ośrodki skierowania społeczeństwa na zamierzone przez nie cele, to może doprowadzić do anarchii.
Obserwując ostatnie zdarzenia w Polsce i w innych krajach, mam na uwadze protesty inspirowane przez nieznane bliżej anonimowe ośrodki, czy bardzo uciążliwe dla zwykłych mieszkańców miast protesty organizowane przez „Okupujących” (Occupy protest). Większość uzestników tych protestów nie wiedziała o co chodzi – traktowali to jako tzw. happening.
Jak bardzo przypomina mi to czasy, gdy jeszcze w PRLu, ludzie wpierw stawali w kolejce, a później pytali się, po co. Wówczas była taka konieczność, lecz dziś przyłączanie się do tłumu dla samego wydarzenia, nie jest właściwe, szczególnie dla wierzących w Jezusa Chrystusa. Mojżesz, gdy ogłosił Boże przykazania, pouczał izraelitów - "Nie przyłączaj się do większości ku złemu i nie składaj w spornej sprawie świadectwa za większością, by łamać prawo" (2 Moj. 23:2).
Jezus, natomiast, modlił się do Ojca o nas: „I już nie jestem na świecie, lecz oni są na świecie, a Ja do ciebie idę. Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my.(...) Ja dałem im słowo twoje (Prawdę), a świat ich znienawidził, ponieważ nie są ze świata, jak Ja nie jestem ze świata” (Jan 17:11,14).
Prawdziwa wolność jest w poznaniu Prawdy. Jezus Chrystus wzywał Swoich słuchaczy: "poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi" (Jan 8:32). Słowo Boże jest jedynym źródłem Prawdy. Nie znajdziemy jej w tłumie, niezależnie od jego liczebności.
Henryk Hukisz

Thursday, February 9, 2012

Globalna pajęczyna

Należę do tego pokolenia, które pamięta czasy, gdy pojawił się pierwszy telewizor. W podpoznańskiej wiosce, w której kiedyś mieszkaliśmy z rodziną, dyrektor PeGeeRu posiadał jedyny taki aparat na całą miejscowość. Po pewnym czasie, gdy coraz więcej ludzi stać było na posiadnie tzw. okna na świat, w zborach zachowywano dystans. Znałem pastora, który umieścił swój telewizor w szafie, aby przy wizytach gości ze zboru, móc to okno na świat ukryć.
Póżniej postęp techniczny sprawiał, że ludzie nie nadążali z pojmowaniem tego, co jest już możliwe, a co nadal jest treścią „science fiction”. W latach siedemdziesiątych pracowałem w firmie, która prowadziła serwis techniczny mikrokomputerów wielkości sporego biurka. Dziś, mój iPhone mieszczący się swobodnie w kieszonce koszuli, posiada większe możliwości obliczeniowe, niż komputer pokładowy statku kosmicznego Apollo. A przecież to było nie tak dawno.
Współczesna technika umożliwia prowadzenie wideokonferencji, której uczestnicy mogą znajdować sie w najbardziej oddalonych od siebie zakątkach świata. Internet stał się tak powszechnie używanym środkiem porozumiewania się, że życie bez niego nie jest już możliwe. Zostaliśmy wszyscy złapani w tę globalna sieć, jak mucha w pajęczynę. Wpisując trzy magiczne literki „www” w pole adresowe naszej przeglądarki internetowej, przyznajemy się do tego, że daliśmy się zaplątać w tę pajęczynę. WWW, to skrót World Wide Web, czyli ogólnoświatowa pajęczyna.
Jak każda zdobycz techniki, ta również, może służyć bardzo skutecznie dobrym celom, jak i złym. Jeszcze nie tak dawno, przyznanie się w tzw. środowisku więrzących do zaglądania do internetu, wywoływało podejrzliwe spojrzenia. Dziś niejedem kaznodzieja przyznaje się z kazalnicy, że w internecie znalazł ciekawe informacje biblijne do swego kazania. I dobrze, że tą ogólnoświatową sieć napełnia się treściami dobrymi, w tym również biblijnymi. Dzięki internetowi, Ewangelia może docierać tam, gdzie nie zezwala się na wjazd misjonarzom.
Dzięki internetowi możemy zobaczyć i posłuchać kazań, wykładów, zespołów chrześcijańskich siedząc w swoim pokoju. Nie musimy udawać się w podróż do Australii aby posłuchać Hillsong, czy Curtisa Chapmana albo Gaither Vocal Band w USA. Wystarczy szybkie łącze internetowe i dobry plan na Gigabajty.
Jakie są skutki tej powszechnej, i dodałbym, niekontrolowanej dostępności do zasobów globalnej pajęczyny? Jak już wspomniałem, jest wiele dobrych i pożytecznych materiałów, lecz jest i spore zagrożenie.
Po pierwsze, nie wszysto co znajduje się w internecie na stronach mających chrześcijańskie, kościelne czy religijne cechy jest dobre i zgodne ze zdrową nauką biblijną. Jak bardzo aktualnie brzmi dziś Pawłowe ostrzeżenie - Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom. 2 Tym. 4:3,4. Myślę, że gdyby Apostoł Paweł pisał list do Tymoteusza dzisiaj, to napisałby mniej więcej tak: Tymoteuszu! Strzeż tego, co ci powierzono, nie przyjmuj wszystkiego co jest w internecie, gdyż jest w nim pełno sprzecznych twierdzeń, błędnej, rzekomej nauki, do której niejeden przystał i od wiary odpadł. 1 Tym. 6:20,21.  
Sam korzystam z internetu na codzień, lecz zanim cokolwiek zacznę czytać, wpierw sprawdzam autora. Na kościelnych stronach jest często zakładka „W co wierzymy”, z którą należy wpierw się zapoznać, zanim przeczytamy, czy posłuchamy coś więcej. Dobrze jest rozmawiać o tym ze swoim duszpasterzem, gdyż jego zadaniem jest chronić powierzone mu Boże stadko przed fałszywymi naukami. Jego rola została wyraźnie okreśona w nauce apostolskiej, jaka obowiązuje w Kościele Jezusa Chrystusa. On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami. Efez. 4:11. Zadaniem pasterza i nauczyciela jest udzielać napomnień w słowach zdrowej nauki, jak też dawać odpór tym, którzy jej się przeciwstawiają. Tyt. 1:9. 
Po drugie, internet jest zagrożeniem dla normalnego, biblijnego funkcjonowania zboru, jako lokalnej społeczności Kościoła Jezusa Chrystusa. Jednym z podstawowych zadań zboru jest stosowanie dyscypliny wobec niesfornych. Apostoł Paweł daje polecenie Tymoteuszowi, aby pozostał w Efezie i żebyś pewnym ludziom przykazał, aby nie nauczali inaczej niż my i nie zajmowali się baśniami i nie kończącymi się rodowodami, które przeważnie wywołują spory, a nie służą dziełu zbawienia Bożego, które jest z wiary. 1 Tym. 1:3,4.
Nie lubimy gdy nam ktoś coś nakazuje, a tu mamy wyraźne polecenie apostolskie, aby zabronić pewnym ludziom przynosić inną naukę. Dziś zadaniem zboru jest utrzymanie zdrowej nauki wśród jego członków i do tego służy dyscyplina. Niestety, internet daje możliwość niekontrolowanego dostępu do różnych nauczycieli. W sytuacji, gdyby starsi zboru chcieli zabronić zaglądania na określone strony, to niestety, najczęściej spotkaliby się z zarzutem cenzury, ograniczania wolności. W rezultacie, nieposłuszni członkowie zboru opuściliby swoją macierzysta wspólnotę, aby przenieść się do takiej, w której nie ma „kontroli”. Dlatego też obecnie w zborach nie jest popularne stosowanie dyscypliny, aby nie tracić na liczebności.
Obawiam się, że dzisiaj w zborach jest wielu uczniów, którzy wolą słuchać swoich interentowych nauczycieli, zamiast poddać sie dyscyplinie, bez której nie ma prawidłowego wzrastania w poznawaniu Pana i Jego łaski. Nie jest to nowe zjawisko, gdyż już apostoł Paweł pisał o podobnej sytuacji - Jeśli kto inaczej naucza i nie trzyma się zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z prawdziwą pobożnością, ten jest zarozumiały, nic nie umie, lecz choruje na wszczynanie sporów i spieranie się o słowa, z czego rodzą się zawiść, swary, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia. 1 Tym. 6:3,4.
Z pewnością jest dużo więcej zagrożeń powodowanych łatwą dostępnością do globalnej pajęczyny, o czym będę pisać w moich rozmyślaniach na tym blogu.
Dziś chcę zakończyć słowami Pana Jezusa do jednego z siedmiu zborów: „Pamiętaj więc, czego się nauczyłeś i co usłyszałeś, i strzeż tego, i upamiętaj się. Jeśli tedy nie będziesz czujny, przyjdę jak złodziej, a nie dowiesz się, o której godzinie cię zaskoczę.” Obj. 3:3.
Obyśmy nie stali się ofiarami tej ogólnoświatowej pajęczyny.
Henryk Hukisz

Wednesday, February 8, 2012

Anonimowe fałszerstwo

 Postanowiłem powrócić do tematu jaki wywołał i nadal wywołuje sporo emocji – raz  jeszcze o traktacie ACTA. Samo słownictwo skrótu Anti-Counterfeiting Trade Agreement  (Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi) wskazuje już na pewną specyfikę tego zagadnienia, chodzi mianowicie o fałszertswa, jakie powszechnie są popełniane dzięki temu, że nie ma skutecznych zabezpieczeń w technice zapisu cyfrowego. Nie jest moim zamierzeniem bronić sam dokument, lecz jedynie zwrócić uwagę na to zjawisko.
Kartkę papieru, zapisaną przez autora jakiegoś dzieła, można zamknąć w sejfie lub zabrać do domu tak, aby osoby niepowołane nie mogły jej skopiować. Materiał zamieszczony w internecie, jako plik zawierający czyjeś dzieło, zostaje wystawiony na możliwość skopiowania i przeniesienia na swój komputer, lub inna stronę w sieci i dokonania własnych przeróbek. Są oczywiście pliki, które można legalnie kopiować, gdyż prawo na to pozwala, lecz większość materiałów zamieszczonych w sieci, jest chrnoniona prawem autorskim.
Piszę o tym, ponieważ autorzy protestów ukrywający się pod nazwą „Anonymous”, wprowadzają opinię społeczną w błąd. W różnych wyjaśnieniach, o co chodzi w akcie zwalczającym piractwo, przedstawiają ten dokument jako zamach na wolność słowa. Z pewnością sam dokument jak i forma jego wprowadzania w życie wymagają wielu dopracowań i być może zmian. Mówi się natomiast, że skopiowanie jakiegoś pliku nie jest kradzieżą, ponieważ oryginał pozostaje nadal w posiadaniu jego właściciela. Następnie straszą powszechną inwigilacją władz w naszych domach przez instalowanie kamer w celu nagrywania prywatnych rozmów. A gdy przyłapią nas na popełnieniu nielegalnego skopiowania jakiegoś pliku w internecie, naślą policję w celu aresztowania i osadzenia w więzieniu na wiele lat. Autorzy tych wyjaśnień nie pokazują swoich twarzy, jak większość protestujących na ulicach naszych miast, dlaczego, bo nie mówią prawdy. A chodzi im o nic innego, jak o obronę prawa do fałszerstw, pod pozorem prawa do wolności słowa i wypowiedzi.
Zanim przejdę na biblijnego kontekstu tej kwestii, podzielę się przykładem, jak najbardziej autentycznym i to ze środowiska naszej wspólnoty wyznaniowej.
Pewien młody, początkujący kaznodzieja, znalazł się na nabożeństwie w z jednym ze zborów i spodobało mu się kazanie wygłoszone przez doświadczonego kaznodzieję i pastora. Po jakimś czasie, ten doświadczony kaznodzieja został zaproszony do odwiedzenia innego zboru w celu wygłoszenia tam kazania. Ponieważ nigdy nie był w tym zborze, postanowił powtórzyć jedno ze swoich kazań. Ku swemu zdziwieniu, usłyszał po nabożeństwie, że ten temat był już zwiastowany w tym zborze przez młodego, nabierającego doświadczenia kaznodzieję.
Powie ktoś, że oryginalne kazanie pozostało nadal w posiadaniu jego autora. Tak, to prawda, lecz jego intelektualna własność została sfałszowana poprzez kopistę (osobę która przepisuje czyjąś pracę z możliwością dopisania własnych interpretacji).
Co Biblia mówi na temat fałszowania? Jeżeli Słowo Boże jest Prawdą, tak jak Bóg, który jest jej Autorem, to z pewnością fałsz nie ma miejsca w życiu osoby wierzącej.
Najbardziej znany werset, to jedno z Przykazań - Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. 2 Moj. 20:16. A kilka rozdziałów dalej czytamy, aby stronić od sprawy, która się opiera na oszustwie. 2 Moj. 23:7. Postawa stróżów Bożego Prawa w narodzie Izraelskim polegała na zdecydowanym tępieniu wszelkich przejawów fałszowania. Jeżeli wystąpi przeciwko komuś krzywdzący świadek, oskarżając go o przestępstwo... Sędziowie zbadają sprawę dokładnie i jeżeli okaże się, że ten świadek jest świadkiem fałszywym, że fałszywie świadczył przeciwko swemu bratu, to uczynicie mu tak, jak on zamierzał uczynić swemu bratu. 5 Moj. 19:16-19.
Salomon, w darowanej od Boga mądrości, zapisał wiele przysłów na temat prawdy i fałszu. Słowo fałsz, fałszywy występuje aż 20 razy w Księdze Przypowieści. Kto gromadzi skarby językiem kłamliwym, ugania się za marnością i wpada w sidła śmierci. Pz. Sal. 21:6.
Jeremiasz był Bożym prorokiem, który wyraźnie wskazywał na grzechy i nieprawości Izraela. Aż 34 razy w jego księdze jest mowa o fałszu, jaki popełniali izraelici, udając pozorną poprawność wobec Boga. A gdy mówią: „Żyje Pan” - przysięgają fałszywie. Jer. 5:2. Dlatego prorok wyjaśnia dalej -  Pomyślałem więc: To przecież prostacy, dlatego głupio postępują, gdyż nie znają drogi Pana, prawa swojego Boga. Jer. 5:4.
Oczywiście, Nowy Testament jak najbardziej pozostaje w sprzeciwie do wszystkiego co fałszywe. Nawet więcej, samo przestrzeganie przykazań nie zapewni człowiekowi drogi do Bożego Królestwa. Pewien młodzieniec otrzymał uznanie od Chrytsusa - Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij ojca swego i matkę. Mk. 10:19. Jednak, nadal czegoś mu brakowało – miłości do Boga z całego serca, duszy i siły. Bardziej niż Boga miłował swoje bogactwo. Nie wiemy jak zdobyte, jednak nie wystarczyło, aby zapewnić wejście do Królestwa Bożego.
Natomiast,w sytuacji, gdy oskarżano Chrystusa, pojawili sie ludzie, dla których nie było różnicy pomiędzy prawdą i fałszem. Wielu bowiem świadczyło fałszywie przeciwko niemu, ale świadectwa te nie były zgodne. Mk. 14:56.
Nic dziwnego, że wokół ACTA jest tyle podzielonych opinii. Gdyby wszyscy szanowali swoich bliźnich, nie byłoby konieczności stosowania prawa, lecz póki co, jakieś prawo będzie potrzebne.
Tam, gdzie jest prawda i jej umiłowanie, tam nie ma niezgody, jedynie solidny fundament na którym można budować dzieła, które ostoją się w ogniowej próbie.
Henryk Hukisz

Tuesday, February 7, 2012

Odpadający z krzyża Chrystus

W trakcie przygotowywania się do jednego z testów medycznych, jakim byłem poddawany w trakcie leczenia, nagle zesłabłem, i to do tego stopnia, że musieliśmy wezwać ambulans. Zostałem przewieziony do najbliższego szpitala, gdzie po krótkim pobycie w Izbie Przyjęć, umieszczono mnie na nowoczesnym Oddziale Intensywnej Opieki (ICU). Lecz już po paru dniach zostałem przeniesiony do zwykłego pokoju szpitalnego, gdzie od razu odczułem zmniejszoną intensywność opieki. Leżąc na łóżku, miałem przed sobą to, co zwykle spotyka się w szpitalach w tym kraju - ekran telewizora i obok, wiszący na ścianie krzyż. Ten krzyż przykół mają uwagę, gdyż zauważyłem, że umieszczony na nim krucyfiks jest odchylony na bok, ponieważ brakowało jednego gwoździa w ręce ołowianego Chrystusa.
My Polacy jesteśmy oswojeni z widokiem krucyfiksów jakie znajdują się w różnych miejscach i są w różnym stanie technicznym. Często, stojące na rozdrożach krzyże już dość mocno zniszczone, a na nich Chrystus bez rąk, bez nóg, a nawet bez głowy, nie robią na nas wielkiego wrażenia. Jak żałosny to obraz, który zamiast napełniać nadzieją, budzi smutek.
Ten mój szpitalny Chrystus wyglądał tak, jak gdyby chciał zejść z krzyża i już jedną ręką się uwolnił. Niestety, dwa gwoździe jeszcze mocno Go trzymały. Chociaż dla wiekszości moich rodaków krucyfiks stanowi przedmiot czci, to jednak uważam, że jest to przedmiot niebiblijny i graniczący z bałwochwalstwem.
Ewangelia, jaką przyjąłem wiarą i przez którą mam zbawienie ukazuje Chrystusa zmartwychwstałego. On żyje i daje nadzieję życia wiecznego tym, którzy w Niego uwierzyli i teraz siedzi na Bożej prawicy, oczekując na powtórne przyjście po Swój Kościół. Takiego Chrystusa chcę zawsze widzieć oczami mojej wiary.
… lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej. (Hebr.  11:12 )
Podstawowa definicja Ewangelii, jaką znajdujemy w Biblii została zapisana przez Apostoła Pawła w 1 Liście do Koryntian, z której wynika jednoznacznie, że Chrystus umarł, został pogrzebany i zmartwychwstał. To jest cała prawda mówiąca o zbawieniu przez Chrystusa. Nie można zatrzymywać się w połowie drogi, na końcu której jest nowe życie, jakie daje nam zmartwychwstały Pan.
A przypominam wam, bracia, ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie, i przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism, i że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu…    (1 Kor. 15:1-5 )
To, w jakiego Chrystusa wierzymy, jest bardzo istotne dla naszej relacji z Nim. Jeśli mamy przed sobą obraz Chrystusa wiszącego nadal na krzyżu, to skąd brać wiarę w zwycięstwo nad grzechem i śmiercią. Chrystus przyjął postać człowieka, aby przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wyzwolić nas z lęku przed śmiercią. W czasie ziemskiego życia, przeszedł cierpienia i próby, uniżył się aż do śmierci, aby dokonać odkupienia i aby przez Swoje zmartwychwstanie okazać pomoc tym, którzy przez doświadczenia przechodzą.
Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli. (Hebr. 2:14)
Oto jak wielkie znaczenie ma dla wierzących Chrystus zmartwychwstały. Krzyż jest i zawsze będzie symbolem zwycięstwa nad śmiercią, dlatego lubię patrzeć na niego, gdy jest już pusty. Tak jak pusty grób, tak samo i krzyż, chociaż bardzo związany z cierpieniem i smiercią naszego Pana, to jednak jest dla nas zwiastunem wolności.
(Jest to fagment pisanego aktualnie świadectwa o Bożym prowadzeniu w doświadczeniach, jakie przechodzę w ostatnim czasie. Chciałbym w ten sposób przynieść pociechę i zachęcić do ufnego trwania przy Panu dla wszystkich, którzy tego potrzebują, będąc w podobnych przeżyciach.)
Henryk Hukisz

Monday, February 6, 2012

Wybrani do przeznaczenia

 Predestynacja - spotykamy się nieraz z tym określeniem w odniesieniu do naszego zbawienia. Zgodnie z tą teorią rozumie się ją, jako Boże przeznaczenie do zbawienia tych, których On sam chciał. W tym zrozumieniu podkreśla się suwerenną wolę Bożą jako jedyny czynnik biorący udział w naszym zbawieniu. Wola człowieka nie liczy się w ogóle, gdyż zwolennicy tej teorii uważąją, że człowiek nienawrócony jest tak zdeprawowany, że z własnej woli nie jest w stanie dokonać wyboru, aby przyjść do Chrystusa po dar zbawienia.

Nie mam zamiaru odnosić się teologii kalwinistycznej w całości, czyli do tzw. TULIP, akronimu określającego podstawowe tezy zbawienia tej grupy wierzących w łonie ewangelikalizmu. Chcę jedynie rozważyć kwestię wybrania, co jest rzeczą oczywistą, w odniesieniu do Bożego planu zbawienia, jaki został podjęty przed stworzeniem świata. Pozostaje nadal pytanie, na ile w naszym zbawieniu bierze udział nasza wola, a na ile sprawy są już dokonane, bez naszego udziału? Mieszkając kilkanaście lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie spora część ewangelicznie wierzących opowiada się po stronie teologii kalwinistycznej, przyjrzałem się tej kwestii nieco bliżej, niż mogłem tego dokonać, będąc jeszcze w Polsce. Osobiście jestem przeciwny wielu tezom tej teologii, jako że nie mają biblijnych podstaw, a wręcz przeciwnie, Słowo Boże ukazuje inny plan naszego zbawienia, niż predestynacja.
W ramach tego rozważania chciałbym odnieść się do biblijnej zasady Bożego wyboru, jako Bożej decyzji dotyczącej naszego zbawienia. 

Podstawowe wersety ukazujące tę prawdę, to - Rzym. 8:28-30.
A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia [protesin] jego są powołani [kletois]. Bo tych, których przedtem znał [proegno], przeznaczył [proorisen] właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci; a których przeznaczył [proorsen], tych i powołał [ekalesen],  a których powołał [ekalesen], tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił.
Oraz - Efez. 1:3-6.
Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios; w nim bowiem wybrał [ekledzato] nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości przeznaczył [proorisan]  nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym.
Podstawowe słowa określające tę prawdę podkreśliłem w celu ich wyróżnienia oraz podałem w nawiasie ich greckie, czyli oryginalne brzmienia.
Pierwsze słowo, to powołanie lub wybranie (Rzym. 8:28, Efez. 1:4), w języku greckim wywodzi się z „kletos” i oznacza wybrany do jakiegoś zadania, zaproszony do jakiegoś przeznaczenia, celu. Z tego samego rdzenia pochodzi słowo „ekklesia”, co znamy jako greckie określenie dla Kościoła, czyli zgromadzenia tych, którzy zostali wybrani, zaproszeni do utworzenia Ciała Chrystusowego. W pierwszych wiekach nazywano wierzących, członków Kościoła „wybrani” lub „powołani”.
To, czym chciałbym szczególnie zainteresować w tym rozważaniu, to kwestia przeznaczenia, czyli, jak jest to powszechnie określane, na czym polega predestynacja. W cytowanych wersetach podałem oryginalne brzmienia słówek, które niejednokrotnie w tłumaczeniach zostały oddane jednakowo, a są to trzy różne słowa w oryginale.
I tak, mamy słowo „proegno” – przedtem poznał, najczęściej rozumiane jako przeznaczenie, czyli predestynacja. W naszym przekładzie zostało ono oddane właściwie, gdyż naprawdę oznacza – przedtem wiedzieć. Bóg w Swojej wszechwiedzy, wiedział zanim stworzył świat, kto znajdzie się w gronie wybranych, czyli w Ciele Jezusa Chrystusa. Tylko te osoby będą zbawione, gdyż poza Chrystusem nie ma możliwości osiągnięcia zbawienia. Nie byłoby żadnego problemu, gdyby biblijny tekst nie zawierał innych słówek określających na czym polega Boży wybór. Bóg wiedział wcześniej jaką decyzję podejmie każdy z nas w kwestii swojego zbawienia. Więc nadal, zbawienie pozostaje aktem Bożej łaski, niezasłużonej przez nas, jednak decyzja przyjęcia tego daru leży w mocy człowieka. Cena zbawienia jest całkowicie zapłacona przez Chrystusa i fakt, że człowiek używa swojej woli, aby ten dar przyjąć, nie pomniejsza wartości Bożej łaski. Z tym nie zgadzają się zwolennicy teologii kalwinistycznej.
Dwa pozostałe słówka, to „protesis” - mieć zamiar, postanowić, położyć coś przed sobą i „proorisen” – określić coś wcześniej, przeznaczyć do jakiegoś celu. W obu przypadkach te słowa wskazują na cel, do jakiego zostaliśmy wybrani, czyli przeznaczeni do jego osiągnięcia. Tym celem jest podobieństwo do Jego Syna. Apostoł Paweł, szczególnie w liście do Efezjan, podkreśla nasze przeznaczenie jakie Bóg zaplanował dla wybranych, to jest miejsce „w Chrystusie”. To przeznaczenie jest dla tych, którzy uwierzą.
Na początku Biblii, która zawiera wiele obrazów ukazujących największe Boże pragnienie, aby wyrwać ludzi z mocy grzechu i śmierci, znajduje się historia o potopie. Bóg przygotował miejsce w arce, w której ratunek znalazło jedynie osiem osób. Możemy powiedzieć, że Bóg przeznaczył to miejsce jako ratunek, natomiast Noe wraz z rodziną znaleźli się w arce dlatego, że ich życie podobało się Bogu - Ale Noe znalazł łaskę w oczach Pana. (1 Moj. 6:8). Oni podjęli decyzję, aby żyć zgodnie z Bożym oczekiwaniem i wiernie przy niej trwali. Możemy powiedzieć, że Noe wraz z rodziną został uratowany dlatego, że zdecydował się przyjąć Boży sposób ratunku, zgodnie z Bożym przeznaczeniem.
Dziś wiemy, że nikt nie jest tak sprawiedliwy, aby wejść do nieba, dlatego potrzebujemy Arki, jaką dla nas jest Chrystus i On nas wprowadza do wieczności z Ojcem. Bóg dokonał wyboru, przeznaczył Swego Syna, aby tylko w Nim, każdy kto w Niego uwierzy, mógł być zbawionym.
Zwolennicy potocznie rozumianej predestynacji uważają, że Bóg przeznaczył jednych do zbawienia, pozostałych zaś, gdy się jeszcze nie narodzili, przeznaczył na potępienie. Jak więc można zrozumieć miłość Bożą, skoro stworzył wielu ludzi w celu posłania ich do piekła. Apostoł Piotr napisał, że Bóg nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania. (2 Ptr. 3:9).
Bóg pragnie mieć wielu podobnych do Swego Syna i jedynie w Chrystusie możemy to podobieństwo osiągnąć. Do tego zostaliśmy przeznaczeni zanim świat został stworzony, lecz decyzja, czy przyjmiemy dar zbawienia, które jest tylko w Chrystusie, zależy od nas samych. W tym celu Kościół składa świadectwo o zbawieniu, aby ludzie zapragnęli je przyjąć.
A ten, kto pragnie, niech przychodzi, a kto chce, niech darmo weźmie wodę żywota. (Obj. 21:17).
Henryk Hukisz