Monday, June 26, 2023

Wybór prawdy

Znów czeka nas kilka miesięcy natarczywej propagandy przekonującej do uznania prawdy, jaką uznaje dana opcja polityczna. Największą przewagę ma ta, która aktualnie sprawuje władzę, gdyż do tego celu używa podległych sobie mediów. Dlatego w kwestiach doczesnych, gdy podejmujemy decyzję na kogo głosować, musimy mieć jak największą pewność, że nie jesteśmy zmanipulowani przez media kontrolowane przez władzę. Ten, kto posługuje się oszczerstwami, sianiem nienawiści, napuszczaniem obywateli przeciwko sobie, to tak naprawdę nie zależy już na prawdzie, lecz na utrzymaniu władzy.

Przeżyłem już sporo lat i widziałem już niejedną władzę, jaka panowała w naszym kraju, dlatego jestem ostrożny w sprawach mojej ziemskiej ojczyzny. Modlę się za królów i wszystkich rządzących, abyśmy mogli wieść życie spokojne i bezpieczne, z całą pobożnością i godnością (1 Tym. 2:2). Dlatego uważam, że zanim wejdziemy do naszej Niebiańskiej Ojczyzny, nie wystarczy jedynie modlić się, lecz również aktywnie brać udział w demokratycznych wydarzeniach, jakie mogą mieć wpływ na władzę, która ma obowiązek zapewnić nam spokojne i bezpieczne życie. Taki jest nasz obywatelski obowiązek.

Mój stosunek do oficjalnych mediów został ukształtowany w tzw. czasach „peerelowskich”, gdy w kioskach z prasą, oprócz gazet polskojęzycznych, można było kupić też prasę rosyjskojęzyczną, głównie „ПРАВДА” i „Известия”. Mówiono wówczas, że tak jak w “Prawdzie” nie ma “Izwiestii” (wiadomości), tak samo w “Izwiestiach”, nie ma prawdy.

W czasie, gdy nie było swobodnego dostępu do źródeł informacji, jakie dziś daje nam internet, rządzący narzucali społeczeństwu swój punkt widzenia prawie na każdy temat. Większość czytelników prasy, słuchaczy radia czy telewidzów, za prawdę przyjmowała to, co im podawano w oficjalnych mediach. Dopiero głębsze poszukiwanie prawdy, najczęściej w niezależnych mediach dawało pełniejsze poznanie faktów.

Dzieciństwo spędziłem w niewielkiej pod poznańskiej miejscowości. Moje horyzonty poznawania świata były zawężone do przestrzeni pomiędzy domem i szkołą. W tamtym czasie moja wiedza na temat “wypadków poznańskich” w czerwcu 1956 roku była bardzo niekompletna. Dopiero lata nauki w środowisku szkoły średniej w Poznaniu, dzięki kontaktom z szerszym gronem mieszkańców dużego miasta, poznałem pełniejszą prawdę na temat tych wydarzeń. Prawda o władzy z tamtych lat uległa zasadniczej korekcie.

Później, w czasie studiów w Warszawie, mimowolnie stałem się świadkiem ”marca 1968”. Dzięki telewizorowi, jaki znajdował się w bibliotece naszej Alma Mater, dowiedziałem się z przemówienie I sekretarza jedynej partii sprawującej władzę, że winne są jakieś “wywrotowe elementy”. Gdy minęło znów kilka lat, dzięki przemianom politycznym i zmianie kryteriów podawania informacji, dowiedziałem się, że mój kraj musiało opuścić kilkanaście tysięcy obywateli pochodzenia żydowskiego z wpisem do paszportu - “Posiadacz tego dokumentu nie jest obywatelem Polski”

Prawda i władza zderzają się z sobą od prawieków. Już w czasach gdy narodził się Pan Jezus, król ówczesnej Judei zadrżał w momencie, gdy mędrcy, przybywszy ze wschodu, zapytali: Gdzie jest nowo narodzony król Żydów?” (Mt. 2:2). Wówczas Herod Wielki, mający wielką władzę, okopał się w swej twierdzy na wzniesionym w tym celu Herodium, aby prawda go nie pokonała. Na wszelki wypadek urządził rzeź niewinnych dzieci w okolicy Jerozolimy. Na tyle pozwalała mu jego władza, lecz prawdy nie był w stanie zabić.

Gdy minęło około trzydzieści lat, Heroda już nie było, a jego ciało zjadły robaki. Jezus nadal żył i zaczął zwiastować Prawdę o nadejściu Królestwa Bożego. Do zgromadzonych licznie Żydów mówił: Nawróćcie się! Królestwo Niebios jest już blisko!” (Mt. 4:17). Nawrócenie, opamiętanie się, czyli “metanoja”, znaczy odrzucenie grzechu i nieprawdy. Pójście za Nauczycielem Prawdy wymaga od naśladowców uznawanie tylko jednej Prawdy. Tej, którą jest On sam. Chrystus później powiedział o sobie: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (Jn 14:6). Te słowa pokazują wyraźnie, że na drodze do świętego Boga należy pozbyć się grzechu i nieprawdy. Wszelkie próby udawania, że jest się w porządku, że zna się swoją prawdę, na nic się nie zdadzą. Przed jedyną Prawdą, jaką jest Chrystus, należy skapitulować, aby nie skończyć jak Herod.

Świadkowie czynów i słów, jakie zwiastował Chrystus, zaczęli zadawać pytanie, skąd tyle mądrości u syna cieśli z Nazaretu, gdyż On nie nauczał ich bowiem jak nauczyciele Prawa, lecz jak Ten, który ma moc” (Mt. 7:29). Pan Jezus zawsze wskazywał na źródło prawdy, jakim jest Jego bliska relacja z Ojcem. Żydzi zarzucili Mistrzowi: Ty świadczysz sam o sobie. Twoje świadectwo nie jest prawdziwe” (Jn. 8:13), dlatego Pan Jezus zapewnił: Mój sąd jest prawdziwy, gdyż nie jestem sam, lecz jest ze Mną Ten, który Mnie posłał, Ojciec” (w. 16).

Przywódcy religijni, uważający się za jedynych znawców prawdy, przyprowadzili do Chrystusa kobietę przyłapaną na jawnym grzechu. W przeciwieństwie do grzesznych sumień oskarżycieli, jej grzech był znany wszystkim, więc wydanie wyroku wydawało się rzeczą oczywistą. Gotowy wyrok wisiał w powietrzu: “Prawdą jest, że powinna zostać skazana”. Ile takich prawdziwych opinii wypowiadamy codziennie. Bez względu na to, czy chodzi o oficjalne stanowiska tych, którzy mają władzę, czy sytuacje osobiste, gdy wypowiadamy jedynie słuszne opinie w drobniejszych sprawach. Pamiętajmy jednak, że zawsze chodzi o prawdę, nie o własną, oficjalną, lecz tę jedyną. Czy na pewno ją znamy?

Pan Jezus po tych wydarzeniach wypowiedział te wielkie słowa - Jeżeli będziecie trwać w Moim słowie, będziecie prawdziwie Moimi uczniami. Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli.” (Jn. 8:31,32). On jest Prawdą i jedynie On może wskazać nam, co jest prawdą. On jest wolny od wszelkich obcych wpływów na prawdę, gdyż powiedział: Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata” (w. 23). Dlatego jedynie wówczas, gdy narodzimy się na nowo, gdy Boży Duch nas ożywi, możemy mieć dostęp do prawdy jedynej, do Prawdy, jaką jest Chrystus.

Jezus w swojej końcowej mowie, gdy postawiono Go przed innym władcą tego świata, przed rzymskim prokuratorem, odwołał się ponownie do swojego pochodzenia „nie z tego świata”. Piłat miał o sobie wysokie mniemanie, ponieważ miał do swojej dyspozycji ogromną ilość najlepszych w tamtym czasie żołnierzy. Na skinienie jego palca spadało wiele głów, winnych i niewinnych. Wówczas władza w ten sposób demonstrowła swoją siłę. Wcale nie pytano o prawdę, wystarczyło mieć władzę. Prawdziwą wielkość pokazał Jezus, mówiąc temu, który chełpił się swoją władzą - "Moje Królestwo nie jest stąd" (Jn. 18:36).

Piłat nadal domagał się uznania dla swojej władzy, zadając Chrystusowi pytanie: Czy nie wiesz, że mam władzę Cię uwolnić i mam też władzę Cię ukrzyżować?” (Jn. 19:10). Wówczas usłyszał prawdę o swojej władzy. Jezus powiedział mu wprost: Nie miałbyś nade Mną żadnej władzy, gdyby nie dano ci jej z góry. Dlatego ten, który Mnie tobie wydał, ma większy grzech” (w. 11). Piłat, zdając sobie sprawę, że te słowa są prawdziwe, chciał Jezusa wypuścić, lecz nagle uświadomił sobie, że obecni na rozprawie kapłani i przywódcy religijni mogą mu zaszkodzić, informując cesarza, że chce uwolnić kogoś, kto podaje się za króla. A przecież w systemie władzy Imperium Rzymskiego, nie było nikogo ponad cesarza. I tutaj wielki władca Piłat musiał skapitulować, zadając w końcu pytanie: Co to jest prawda?” (Jn. 18:38).

Nie ma innej prawdy oprócz tej, którą znamy jako Prawdę uosobioną. Jezus jest Prawdą i wszystko inne, co nie wywodzi się z Niego, jest produktem ojca kłamstwa. Pan Jezus i tylko On mógł powiedzieć wprost tym, którzy podważali Prawdę, którą On jest, że waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać żądze waszego ojca” (Jn. 8:44). Jest tylko jedno źródło prawdy, wszystko inne pochodzi od „ojca kłamstwa”.

Prawda jest jedna i znajdziemy ją tylko u Jezusa. Musimy więc zrezygnować z naszych prawd, bez względu na to, jak bardzo do nich jesteśmy przywiązani. Tylko wówczas doświadczymy prawdziwej wolności, gdy uznamy jedyną Prawdę. A jest to możliwe tylko wówczas, gdy uznamy, że jedynym Panem jest Jezus Chrystus, nasz zbawiciel.

Henryk Hukisz

Thursday, June 15, 2023

Najpierw Królestwo Boże

Wielokrotnie proszono mnie, abym spisał historię zboru w Poznaniu, którego byłem pastorem przez kilkanaście lat. Ponieważ znam osobiście czasy, gdy w Poznaniu istniał tylko zbór Kościoła Chrześcijan Baptystów. Później powstał zbór Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego, z którego w latach 70. wyłoniły się zbory Ewangelicznych Chrześcijan i Kościoła Zielonoświątkowego.

Poniżej zamieszczam fragment z powstającej autobiografii, który dotyczy sytaucji, w jakiej uczyliśmy się ufności, jaką pokładaliśmy w naszym Panu. Dla współczesnych młodych czytelników tamte czasy nie są znane i są nawet trudne do wyobrażenia, dlatego myślę, że tym fragmentem zainteresuję młode pokolenie historią współczesnych zborów ewangelicznych w Poznaniu.  

Po roku nasza rodzina powiększyła się w naturalny sposób - pojawiła się pierwsza córeczka. Wiedziałem, że jestem głową rodziny, dlatego gdy tylko zorientowaliśmy się, że będziemy mieć dziecko, postanowiłem znaleźć odpowiednią pracę, by móc utrzymać całą rodzinę. Żona też pracowała, lecz nie mieliśmy pewności, że będzie mogła utrzymać swoje zatrudnienie. Gdy w zakładzie pracy, gdzie była zatrudniona, zorientowali się, iż jest w ciąży, natychmiast wręczono jej wypowiedzenie. Muszę przytoczyć tło historyczne - działo się to w czasach Polski Ludowej, rządziła wówczas jedyna słuszna partia robotnicza. Był marzec i w prasie zamieszczono tekst przemówienia I sekretarza partii z okazji Dnia Kobiet, w którym została podkreślona troska partii o los pracujących kobiet. Wykorzystałem wówczas kilka akapitów z tego przemówienia i w podobnym stylu napisałem pismo do Wydziału Spraw Obywatelskich przy wojewódzkim komitecie partii, aby poskarżyć się na to, w jaki sposób potraktowano moją żonę będącą w ciąży. Ku naszemu zaskoczeniu,  po krótkim czasie szef kadr tego zakładu osobiście, gdyż nie mieliśmy wówczas telefonu, pojawił się u nas i powiadomił moją żonę, że może wrócić do pracy w trybie natychmiastowym. Oczywiście, żona wróciła na swoje stanowisko i stwierdziła, że została otoczona lepszą troską, niż poprzednio.

Pomimo tego, mając na uwadze niestabilność zatrudnienia kobiet, postanowiłem poszukać pracy, zgodnie ze zdobytym w 1965 roku wykształceniem technicznym w Technikum Łączności. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej, gdy składałem wniosek o zatrudnienie, padało pytanie: „Co pan robił po 1965 roku?”, ponieważ w życiorysie nie ujawniałem charakteru studiów, jakie ukończyłem, a był już rok 1974. W każdym przypadku, gdy powiedziałem, że studiowałem teologię w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, po odpowiedź musiałem przyjść następnego dnia. Decyzja zawsze brzmiała jednakowo: „Niestety, nie ma możliwości zatrudnienia”.

Ponieważ, jak już powiedziałem, zaufałem Bogu we wszystkim, ciągle miałem nadzieję, że jest jakieś rozwiązanie. Kolejna wizyta w sprawie zatrudnienia miała miejsce w kadrach firmy, która poszukiwała pracowników do serwisu aparatury kontrolno-pomiarowej. Rozmowa przebiegała standardowo, było pytanie o to co robiłem po roku 1965 i moja odpowiedź brzmiała tak samo jak dotychczas, lecz szefowa kadr zamyśliła się chwilkę i zapytała, czy znam angielski. Na moją twierdzącą odpowiedź, pani podniosła ręce do góry i wykrzyknęła: „Z nieba pan spada!”. Po chwili wyjaśniła, że właśnie poszukują takiej osoby, gdyż firma podpisała kontrakt z producentem aparatury pomiarowej w Wielkiej Brytanii i potrzebują pracownika serwisowego i tłumacza w jednej osobie. Jednak u Boga wszystko jest możliwe - miałem ciekawą pracę, możliwość wyjazdów na szkolenia do krajów zachodniej Europy, co w tamtych czasach było traktowane jako szczególny przywilej.

Po kilku latach, kiedy nasza rodzina znów się powiększyła i mieliśmy już dwie córeczki, mieszkanie w jednym pokoju o powierzchni prawie 15 m kwadratowych stawało się nie do zniesienia. Wówczas postanowiłem budować drugą połówkę bliźniaka. Przedsięwzięcie dość ryzykowne jak na młodą rodzinę bez zapewnienia stałej dobrze płatnej pracy w niepewnych czasach. Często, gdy sytuacja jest bez wyjścia, podejmujemy bardziej ryzykowne decyzje. Wierzę, że w takich momentach Bóg poddaje testowi naszą wiarę i zaufanie w Jego troskę i ochronę. Jak bardzo w takich sytuacjach doświadczamy prawdziwości słów Pana Jezusa: „Szukajcie więc najpierw Królestwa Boga i Jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane (Mt. 6:33). Wcale nie chodzi o to, że nie powinniśmy troszczyć się o swoje życie, lecz jeśli podejmiemy wyzwanie służenia Bogu, wówczas On okaże troskę na miarę Stwórcy i Pana wszechświata.

Druga połowa lat 70-siątych przyniosła wielkie przemiany polityczne i gospodarcze. Lecz nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy powiększyć mieszkanie, tak  że przystąpiliśmy do realizacji tego planu z nadzieją w sercu, że Pan przeprowadzi nas przez to dzieło. Była nawet taka sytuacja, że musiałem brać urlop bezpłatny i samemu stanąć na rusztowaniu i wznosić mury naszego domu. Mój tata, zaprawiony w budowie niejednego domu, wiernie towarzyszył i wspomagał w dokończeniu tego dzieła. Pamiętam ten moment, gdy druga córeczka zaczęła już chodzić i nasz pokoik był zbyt mały, aby zrobić kilka kroków bez wpadnięcia na jakiś mebel. Dlatego podjęliśmy decyzję, aby przeprowadzić się do nowego mieszkania pomimo tego, że piętro nie było jeszcze wykończone. Był rok 1980.

Henryk Hukisz

Saturday, June 3, 2023

Nowelizacja łaski

Wydarzenia polityczne z ostatnich dni nasunęły mi pewną myśl na temat tego, w jaki sposób traktuje się Bożą łaskę. Często mówi się, że Bóg w swojej łaskawości jest teraz bardziej pobłażliwy wobec tego, jak postępują ludzie wierzący w Niego, niż był w czasach Starego Testamentu wobec wybranego narodu, jakim był Izrael. Czyżby Bóg, w którym nie ma zmiany ani cienia zmienności” (Jk. 1:17) dokonał nowelizacji prawa łaski i już nie wymaga wytrwałości w postanowieniu posłuszeństwa wobec Jego przykazań? Czy Samuelowe stwierdzenie, że „posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie – niż tłuszcz barani” (2 Sm. 15:22) zostało znowelizowane w stosunku do chrześcijan? Czy udział w nabożeństwach i dziesięciny przelewane na konta kościołów zwalniają dziś z posłuszeństwa wobec Bożego Prawa? Przecież Bóg był, jest i zawsze będzie Bogiem łaskawym.

Prezydent jakiegokolwiek państwa może pozwolić sobie na nowelizację prawa po kilku dniach od złożenia pod nim własnego podpisu, którym potwierdził, że absolutnie się z nim zgadza. Takie postępowanie głowy państwa zachęca jego obywateli do nieposłuszeństwa wobec tak ustanawianego prawa. Taki prezydent traci w ten sposób autorytet pełnionego urzędu, lecz Bóg jest doskonały w ustanawianiu Swoich praw, które od początku są doskonałe i nie wymagają żadnych poprawek.     

Żyjemy w czasie, gdy propagowanie idei o wszechogarniającej łasce powoduje spustoszenie w myśleniu i przeżywaniu Bożej łaski w takiej mierze, jaką On nam wyznacza. Dzieje się tak, ponieważ nauczaniem zajmują się ludzie całkowicie do tego nieprzygotowani. Dziś bowiem wystarczy włączyć smartfonową kamerkę i za pośrednictwem Facebooka przeprowadzić transmisję na żywo, opowiadając to, co „ślina na język przyniesie”. Dzięki takim nauczycielom można dowiedzieć się, że człowiek nie musi już o nic zabiegać, gdyż Bóg udziela wszystkim bezgranicznej łaski, począwszy od życia intymnego, poprzez rodzinne, do zdobywania bogactwa materialnego włącznie. Owszem, Boża miłość jest bezwarunkowa, lecz pamiętajmy o napomnieniu apostoła Pawła: Z bojaźnią i drżeniem zabiegajcie o swoje zbawienie” (Flp. 2:12).

Czy rzeczywiście tak jest, że dzięki łasce Bożej nie musimy już niczego robić, gdyż nasz Ojciec niebieski ma upodobanie w załatwianiu wszystkich życiowych obowiązków za nas? Jak żywo przypomina mi się sytuacja, gdy przez pewien czas uczestniczyliśmy w życiu niewielkiego zboru ewangelicznego w Stanach Zjednoczonych. Słyszeliśmy wówczas od członków tej społeczności, że Bóg okazał im łaskę przez nauczanie, że wszystko mają z łaski. Poprzednio byli nauczani, że po przyjęciu daru zbawienia, które jest oczywiście z łaski, sami muszą starać się zachować wiarę, żyć uświęconym życiem i pracować nad budowaniem relacji z bliźnimi. Teraz, mówili z nieukrywanym zadowoleniem, nic już nie muszą, bo Bóg wszystko robi za nich, a szczególnie cieszy Go to, że może przebaczać im grzechy. Im więcej ma okazji, aby przebaczać, tym bardziej jest z tego zadowolony.

Co na to Biblia? Przede wszystkim jest oczywiste, że wszyscy mają jednakowy dostęp do łaski zbawienia, gdyż „objawiła się bowiem wszystkim ludziom zbawcza łaska Boga” (Ty. 2:11). To znaczy, że każdy człowiek, gdy uwierzy w Pana Jezusa i przyjmie Go jako swojego Zbawiciela, otrzyma przebaczenie wszystkich swoich grzechów. Apostoł Paweł napisał, że „łaską przecież jesteście zbawieni przez wiarę. Nie od was więc to pochodzi, lecz jest darem Boga. Nie z powodu uczynków, aby się nikt nie chlubił” (Ef. 2:8,9). Tyle, jeśli chodzi o przyjęcie zbawienia. Pan Jezus, mówiąc o ciasnej bramie, przez którą można jedynie wejść do Bożego Królestwa, mówił również o konieczności podążania dalej wąską drogą, która prowadzi do życia” (Mt. 7:14). O tym wielu kaznodziejów dziś zapomina mówić. Wąska droga wysłana jest mnóstwem wyrzeczeń a nawet całkowitym zaparciem się siebie dla Chrystusa.

Co Biblia mówi na temat naszego życia już po przyjęciu zbawienia z łaski? Czy możemy oczekiwać, że Bóg będzie załatwiać za nas wszystkie nasze zobowiązania wynikające z życia? Co z uczynkami, z pobożnością, z uświęceniem, z budowaniem relacji rodzinnych, co z obowiązkiem utrzymania rodziny i siebie? Czy Bóg będzie to czynić z łaski za nas?

Apostoł Paweł napisał, że „każdemu też z nas została dana łaska według miary daru Chrystusa” (Ef. 4:7). Czytamy wprawdzie, że „Bóg bez miary udziela Ducha” (Jn. 3:34), lecz Boży Syn, zapowiadając nadejście Orędownika, „aby był z wami na wieki, Ducha Prawdy” wyjaśnił, że „świat przyjąć Go nie może, ponieważ Go nie widzi i nie zna. Wy Go znacie, bo przebywa z wami i w was będzie” (Ja 14:16,17). Widzimy więc, że Chrystus ograniczył krąg osób, które z łaski mogą korzystać. Powiem więcej - dostępu do łaski pozbawia się ten, kto „znieważy Ducha łaski” (Hbr. 10:29). Tak więc staje się jasne, że z Bożej łaski mogą korzystać jedynie ci, którym zostaje to dane.

Apostoł Paweł jednak zwraca uwagę tym, którzy stają się uczestnikami Bożego daru - „abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej” (2 Kor. 6:1). Natomiast w Liście do Tytusa Paweł stwierdza, że „objawiła się bowiem wszystkim ludziom zbawcza łaska Boga” (Tt. 2:11). Dalej wyjaśnia, że życie tych, którzy są uczestnikami łaski, staje się wielkim wyzwaniem do podporządkowania się Bogu i Jego celom. Dlatego Paweł nadaje łasce przymioty osobowe, pisząc, że ona „wychowuje nas, abyśmy odrzucili bezbożność i światowe pożądania, a żyli na tym świecie roztropnie, sprawiedliwie i pobożnie, oczekując spełnienia się błogosławionej nadziei i objawienia się chwały naszego wielkiego Boga i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa” (Tt. 2:12,13). Apostoł nie przypisuje łasce działania, które miałoby nas wyręczyć w prowadzeniu życia na tym świecie, lecz używa czasownika w trybie nakazującym - abyśmy, stając  się uczestnikami łaski, odrzucili to, co nie należy już do nowego życia. Greckie słówko „αρνησαμενοι” [arnesamenoi] znaczy „zrzec się, odrzucić, wyrzec się”. W wielu innych pismach apostołów występują również inne określenia postawy, jaką aktywnie przyjmują ci, którzy doznali błogosławieństwa zbawczej łaski.

W Liście do Kolosan Paweł pisze do tych, którzy „razem z Chrystusem zostali wskrzeszeni” (Kol. 3:1), więc jak najbardziej stali się uczestnikami zbawczej łaski. Dlatego Paweł nakazuje: „Teraz jednak i wy odrzućcie je wszystkie: gniew, gwałtowność, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z waszych ust. Nie okłamujcie się wzajemnie, skoro pozbyliście się starego człowieka wraz z jego uczynkami, a przyoblekliście nowego, który jest odnawiany na obraz swojego Stwórcy, aby Go poznać” (Kol. 3:8-10). Mamy więc znów czasowniki strony czynnej - „αποθεσθε” [apoteste], co znaczy odłożyć, odrzucić to co stare, cielesne. Po odrzuceniu starych nawyków, mamy teraz przyoblec się w cechy nowego życia „ενδυσαμενοι”  [endusamenoi]. W oryginale to słówko implikuje wprost czynność zainwestowania w ubiór, czyli ponoszenia kosztu naśladowania Chrystusa w nowym życiu.

Pan Jezus mówił, że „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Kto bowiem chce swoje życie zachować, utraci je, a kto utraci swoje życie z Mojego powodu, odnajdzie je” (Mt. 16:24,25). Nikt za nas tego nie zrobi. Chrystus poniósł Swój krzyż na Golgotę, aby zbawcza łaska mogła objąć każdego, kto w Niego uwierzy. Natomiast każdy, kto chce naśladować Chrystusa, ma wziąć „swój krzyż”, aby dojść do celu zbawienia, jakie otrzymujemy z łaski.

Piszę o tym, ponieważ coraz częściej słychać zachęcanie do nowego życia, w którym wszystko zostaje przerzucone na Boga. Tak, bez Jego bezgranicznej miłości nikt z nas nie byłby w stanie osiągnąć zbawienia nawet w najmniejszym stopniu. Natomiast mówienie, że już nic więcej nie musimy robić, aby wytrwać w wierze, jest zwodzeniem wierzących.

Powrócę jeszcze do Listu do Kolosan, w którym Paweł napisał wyraźnie, że nas, którzy byliśmy „obcymi i nieprzyjaciółmi z powodu myślenia przejawiającego się w złych czynach” Chrystus „pojednał w Jego doczesnym ciele przez śmierć, aby postawić was przed sobą jako świętych, nieskazitelnych i nienagannych” (Kol. 1:21,22). Na te słowa możemy zdecydowanie powiedzieć: „AMEN”, lecz na tym nie kończy się ewangelia naszego zbawienia. Dalej apostoł stwierdza jasno, że osiągniemy cel naszego zbawienia „jeśli tylko wytrwamy w wierze, ugruntowani, stali i niedający się odwieść od nadziei, jaką daje Dobra Nowina, którą usłyszeliście ogłoszoną wszelkiemu stworzeniu pod niebem” (w. 23). Jest więc wiele do zrobienia przez nas, którzy dostąpiliśmy pojednania.

Jest rzeczą oczywistą, że Bóg Ojciec, Jezus Chrystus i Duch Święty uczynią wszystko, aby nas w tym zadaniu wspierać i dać siłę, abyśmy wytrwali do końca. Pan Jezus wyraził się bardzo jasno: „Kto jednak wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mat. 24:13).

Chciałbym zakończyć słowami apostoła Piotra, który wiernie trwał do końca w pełnym posłuszeństwie Chrystusowi. W swoim liście do wierzących w Pana Jezusa Piotr zachęca  słowami: „uzupełniajcie waszą wiarę moralną doskonałością, a doskonałość poznaniem, poznanie zaś wstrzemięźliwością, a wstrzemięźliwość wytrwałością, wytrwałość natomiast pobożnością, pobożność zaś braterską przyjaźnią, a przyjaźń miłością. Gdy bowiem są one w was i obfitują, nie czynią was bezczynnymi ani bezowocnymi w poznawaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa” (2 Ptr. 1:5-8).

Zamiast czekać, aż Chrystus z łaski przyda nam tych cnót, sami je w sobie kształtujmy, abyśmy mogli lepiej poznawać naszego Pana i Jego łaskę.

Henryk Hukisz

Monday, May 29, 2023

Dzieje grzechu

Grzech jest tak powszechny, że nawet nie zastanawiamy się nad jego genezą. Skąd się wziął? Dlaczego tak trudno jest się go pozbyć? Czy musimy naprawdę przejmować się nim, skoro wszyscy grzeszymy? Podobne pytania zaczynają nas nurtować dopiero wtedy, gdy sumienie kieruje naszą uwagę na Boga, o którym wiemy, że jest święty. Następna myśl, jaka pojawia się podczas rozmyślania o grzechu, to fakt, że Bóg nie toleruje grzechu, a nawet go nienawidzi.

Jeśli posiadamy już głębszą wiedzę wywodzącą się z lektury Biblii to wiemy, że grzech został zapoczątkowany w raju w wyniku nieposłuszeństwa Ewy i Adama. Nazwanie tego, co oni uczynili grzechem pierworodnym, jest niewłaściwe, ponieważ w Biblii takie pojęcie nie występuje. Nie ma nawet podziału na grzechy cięższe i lżejsze. To wszystko zostało wymyślone przez fałszywych nauczycieli, którzy zwodzą zwykłych śmiertelników.

Tak, to prawda, że nasi prarodzice, od których wywodzi się cała ludzkość, popełnili grzech nieposłuszeństwa. Uważam jednak, że Boże polecenie: Z każdego drzewa w ogrodzie możesz jeść, tylko z drzewa poznania dobra i zła nie będziesz jadł, bo w dniu, w którym z niego zjesz, umrzesz na pewno” (Rdz. 2:17) Ewa zlekceważyła z chęci zajęcia pozycji, jaką Bóg przypisał Adamowi. Zwróćmy uwagę na fakt, że to polecenie Bóg dał Adamowi w momencie, gdy pierwszy mężczyzna był jeszcze sam. Po tych słowach Bóg stwierdził, że nie jest dobrze, jeśli człowiek jest sam, uczynię więc pomoc odpowiednią dla niego” (w. 18).

W tym kluczowym momencie, gdy szatan postanowił skusić człowieka, zwrócił się nie do Adama, lecz do kobiety, której zadaniem było służyć Adamowi pomocą. Nie takiej pomocy potrzebował pierwszy mężczyzna. Bóg, stwarzając człowieka, ustanowił wyraźny porządek, do którego odwołuje się apostoł Paweł w liście do wierzących w Koryncie - „Mężczyzna przecież nie jest z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Mężczyzna bowiem nie został stworzony dla kobiety, ale kobieta dla mężczyzny” (1 Kor. 11:8,9). Ten porządek nie jest wynikiem upadku człowieka, lecz został ustanowiony przez Stwórcę już na samym początku. Ewa zanim uległa pokuszeniu zerwania zakazanego owocu, już postanowiła w swoim sercu zająć miejsce przynależne Adamowi. To nastawienie jej serca otworzyło szatanowi możliwość wprowadzenia ją w stan pokuszenia. Kusiciel uderzył w ambicję Ewy, proponując jej władzę samodzielnego rozpoznania dobra i zła. Zanim zerwała owoc, już w swoim sercu rozkoszowała się jego pięknem i żądzą poznania. Apostoł Jakub dokładnie analizuje proces pojawienie się grzechu w wyniku uległości pokusie, jaka już zadomowiła się w sercu człowieka. Czytamy w jego liście, że „każdy zaś jest doświadczany przez własną pożądliwość, która go pociąga i nęci. Następnie pożądliwość, gdy zaowocuje, rodzi grzech. Grzech zaś, gdy dojrzeje, rodzi śmierć” (Jk. 1:14,15). Boże ostrzeżenie odnośnie do spożycia zakazanego owocu z drzewa poznania dobra i zła opatrzone było podobną klauzulą - w dniu, w którym z niego zjesz, umrzesz na pewno”.

Aby czytelnik nie odniósł wrażenia, że kobiety są bardziej podatne na stworzenie klimatu sprzyjającego wpadnięciu w pokusę, przytoczę przykład męża, o którym Bóg zaświadczył, że jest człowiekiem: według Mego serca, który we wszystkim wypełni Moją wolę” (Dz. 13:22). Chodzi oczywiście o króla Dawida, syna Jessego.

Był to czas, gdy królowie wychodzili na wojnę” (2 Sm. 11:1), lecz Dawid postanowił pozostać w swoim pałacu. Sprzyjającą okolicznością, jaka doprowadziła do grzesznej relacji króla z piękną niewiastą, była bezczynność. Z pewnością tak było, lecz osobiście dopatruję się nieco głębszej przyczyny całego zajścia.

Uważam, że Dawid nie miał dostatecznej umiejętności opanowania swoich myśli. Brakowało mu czegoś, co cechuje wielu współczesnych nam, zarówno mężczyzn, jak i kobiet  Dawid nie potrafił zachować samokontroli, lub samozaparcia. Widok kąpiącej się kobiety podziałał na niego jak skuteczny afrodyzjak, który wzbudził podnietę, jakiej nie potrafił opanować. Może to brzmieć, jak pewnego rodzaju usprawiedliwianie Dawida, lecz z jego życiorysu wynika, że miał słabość do kobiet i to było jego błędem, jaki wykorzystał kusiciel. W ciągu dwudziestu lat panowania wzbogacił swoją sypialnię do ośmiu żon. A chociaż wielożeństwo było w tamtym czasie praktykowane, szczególnie na dworach królewskich, to jednak powinien znać wolę Stwórcy w tej materii. Bóg, stwarzając małżeństwo miał na uwadze związek jednego mężczyzny z jedną kobietą. Później Bóg powiedział do Izraela, mając na uwadze króla, gdy będą dla siebie ustanawiać - Niech nie bierze sobie wielu żon, aby nie odwróciło się jego serce (Pwt. 17:17).

Wstępem do całej historii o Dawidzie i Batszebie jest romantyczna okoliczność – Pewnego wieczoru Dawid podniósł się ze swego łoża i przechadzając się po tarasie domu królewskiego, ujrzał z tarasu kąpiącą się kobietę. Kobieta ta była bardzo piękna” (2 Sm. 11:2). Ten werset w oryginale rozpoczyna się słowem ויהי [hayah], które znaczy „i przytrafiło się”, jak to słusznie oddaje nasza „brytyjka”, sugerując, że za to, co się stało, żadna ze stron nie ponosi winy, gdyż taka jest natura powstałej sytuacji. W pewnym sensie jest w tym wiele racji, lecz jak już wcześniej powiedziałem, powodem upadku Dawida był brak samokontroli z jego strony. Sądzę, że Dawid znał wcześniejszą historię Józefa i żony Potifara, gdy ten wierny Boży sługa, będąc podstępnie wciągnięty przez żonę swego pana do jej sypialni, zawołał zdecydowanie: Jak więc mam dopuścić się takiej niegodziwości i zgrzeszyć przeciwko Bogu? (Rdz. 39:9). 

Józef zachował się zgodnie z tym, jak to zaplanował Bóg, stwarzając mężczyznę w tym celu, aby podejmował odpowiedzialne decyzje w sytuacji, w której pojawia się kobieta. Tego zabrakło w sytuacji Adama i Ewy, która przejęła tę przywódczą rolę w swoje ręce. Dlatego apostoł Paweł ostrzega ludzi wierzących w epoce Kościoła słowami: Lękam się jednak, żeby, tak jak w swojej przebiegłości wąż zwiódł Ewę, tak i wasze umysły nie zostały przypadkiem odwiedzione od prostoty i czystości wobec Chrystusa” (2 Kor. 11:3). Musimy pamiętać, że trendy feministyczne wywodzą się z filozofii tego świata i są sprzeczne z Bożym porządkiem, jaki nieprzerwanie panuje w Królestwie Niebieskim.

Wracając do sytuacji Dawida i Batszeby osobiście uważam, że tutaj kobieta nie jest bez winy. Wystarczy zapytać się o to, co robiła na balkonie pod oknem królewskiej sypialni, w prowokującym stroju lub zupełnie bez niego? Czyż nie przypomina to nam zachowania innej kobiety, o wyraźnie określonym charakterze, która spotkanemu na ulicy mężczyźnie wyznajeMojego męża nie ma w domu, jest w dalekiej podróży (Prz. 7:19). Gdy dwie osoby znajdą się równocześnie w stanie pokusy, z reguły żadna z nich nie jest bez winy, gdyż jedna może ulec prowokacji wywołanej przez drugą.

Istotną rolę w tej sytuacji odegrał wzrok. Dawid ujrzał kąpiącą się kobietę, która posiadała wyjątkową urodę. Biblia pokazuje nam wyraźnie, że wzrok może doprowadzić do wielkich tragedii. Tak stało się na samym początku historii ludzkości, gdy kobieta zobaczyła, że drzewo ma owoce dobre do jedzenia, że jest rozkoszą dla oczu” (Rdz. 3:6). Myślę, że bogobojny Hiob wyciągnął właściwy wniosek z tych wydarzeń i powiedział: Zawarłem przymierze z moimi oczami, że nie będę wpatrywał się w dziewicę” (Hi. 31:1). Najlepszą naukę na ten temat wygłosił Pan Jezus, który właśnie w kontekście patrzenia na niewiastę powiedział: Jeśli więc twoje prawe oko jest przyczyną twojego upadku, wyłup je i wyrzuć. Lepiej bowiem będzie dla ciebie, gdy stracisz jedną część ciała, niż gdybyś cały został wrzucony do Gehenny” (Mt. 5:29). Król Dawid zmądrzał, z pewnością po tym zdarzeniu, że tak modlił się do Boga: Odwróć moje oczy od rzeczy marnych, ożyw mnie na Twojej drodze (Ps. 119:37).

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na to, jak ważną rolę w popadnięciu w grzeszną pokusę odgrywa fałszywa pobożność. Zdarza się w życiu osób wierzących, że znają Boże przykazania, nawet zachowują niektóre z nich, lecz gdy spotykają się z pokuszeniem, zwodzi ich fałszywe mniemanie, że przecież pokusa nie jest grzechem, jak naucza nas Jakub. Musimy jednak pamiętać, że niebezpiecznie jest igrać z ogniem. Dlatego apostoł Paweł radzi: Od wszelkiego zła się powstrzymujcie” (1 Tes. 5:22). W oryginale istnieje w tym zdaniu słówko ειδους [eidos], które znaczy „wygląd”, „kształt” lub „moda”. Przekład Biblii Uwspółcześnionej Gdańskiej brzmi: „Od wszelkiego pozoru zła powstrzymujcie się”.

Wierzę, że jest to dobra rada, której powinniśmy mocno się trzymać, aby nie wpaść w żadne pokuszenie. Wiadomo przecież, że najłatwiej jest wpaść w pułapkę, której nie widać lub w taką, która nie wygląda groźnie. Pan Bóg już na samym początku historii ludzkości, gdy pojawił się grzech, ostrzegł Kaina jeszcze przed popełnieniem pierwszego morderstwa: „Jeżeli jednak nie będziesz dobrze czynił, to grzech czający się w pobliżu skusi cię, ty zaś masz nad nim panować” (Rdz. 4:7). Kain wybrał nieposłuszeństwo i wyprowadził swego brata w pole, gdzie dokonał strasznej rzeczy, zabił człowieka.  

Tak, to prawda, że mamy problem z grzechem do dziś. Jedni udają, że sami sobie poradzą, inni sądzą, że nie ma się czym przejmować, skoro wszyscy jesteśmy grzeszni. Prawda jest jednak bezwzględna, że niezależnie od tego, co ludzie sądzą, będzie tak jak zostało postanowione w stosunku do ludzi, że raz umrą, a potem będzie sąd” (Hbr. 9:27). Dlatego w tej sytuacji tak ważne jest to, aby uwierzyć i przyjąć Boże rozwiązanie polegające na tym, że „Chrystus raz ofiarowany, by wziąć na siebie grzechy wielu, po raz drugi już nie z powodu grzechu da się zobaczyć tym, którzy Go oczekują dla zbawienia” (Hbr. 9:28).

To jest jedyne lekarstwo na problem grzechu, polegające na tym, że Bóg „Tego, który nie znał grzechu, uczynił grzechem, abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor. 5:21).

Henryk Hukisz

Friday, May 5, 2023

Klucznik Kościoła

Każdy lokator wraz z kontraktem najmu otrzymuje klucze do  mieszkania. Jest rzeczą oczywistą, że mając klucze, nie czuje się właścicielem tego lokalu i nie ma prawa przekazać go w ramach sukcesji, następnym lokatorom. Legalne prawo do kluczy nadal posiada jedynie właściciel mieszkania.

Niezaprzeczalną prawdą jest, że Głową Kościoła jest Jezus Chrystus. Dzięki temu Jego Kościół istnieje nieprzerwanie przez dwa tysiące lat pod Jego panowaniem. A to znaczy, że cały czas klucze do Kościoła posiada Jezus Chrystus - nikt inny.

Są jednak ludzie, którzy uważają, że Pan Jezus oddał klucze Piotrowi, jednemu ze Swoich uczniów, aby on z kolei przekazał je swoim następcom. Jeśli uważnie czytamy Biblię, to widzimy, że Chrystus powiedział Piotrowi: tobie dam klucze (Mt. 16:19), a nie „tobie oddaję klucze”. Apostoł Piotr użył tych obrazowych kluczy do wypełnienia zadania, jakie Pan mu wyznaczył, tak, że klucze są nadal w posiadaniu Chrystusa.

Filadelfia to nazwa miejscowości, w której znajdował się zbór, do którego Pan Jezus skierował słowa jednego z listów, które zapisał apostoł Jan. Ostatni z serii tych listów dopełnia liczbę całego przesłania Głowy Kościoła. Natomiast szósty list jest inny niż poprzednie, nie ma w nim nagany i wymówek a jedynie pozytywne uwagi Pana skierowane do członków tego kościoła.

Autor tego listu we wstępie przedstawia się inaczej niż w poprzednich. Nie zapożyczył cech z opisu, jaki znajduje się w pierwszym rozdziale tej księgi. Jezus określa tutaj siebie słowami, jakie zwykle kojarzymy z samym Bogiem - „To mówi Święty, Prawdziwy” (Ap. 3:7). Egzegeci tekstu biblijnego zwracają uwagę na to, że Jan używa takich określeń, szczególnie gdy mówi o Bogu. Wyrażenie Prawdziwy”, użyte w tym liście, zostało poprzedzone rodzajnikiem określonym, tak, że powinniśmy je odczytać jako, „Ten, który jest Prawdziwy”. Pan Jezus używa tego słowa w tym celu, aby zwrócić uwagę odbiorców tego listu, że takie poznanie jest efektem objawienia – „Wiemy też, że Syn Boży przyszedł i dał nam rozum, abyśmy poznali Tego, który jest prawdziwy” (1 Jn. 5:20).

Jezus, będąc Panem Kościoła, oświadcza, że On „ma klucz Dawida” i że jest Tym, który otwiera – i nikt nie zamknie, Tym, który zamyka – i nikt nie może otworzyć (Ap. 3:7). Współcześni egzegeci spierają się o to, czy Jezus użył właściwego cytatu z księgi proroka Izajasza o kluczach Dawida. Osobiście uważam, że Chrystus znał doskonale pisma proroków, aby powiedzieć o kluczach, które są obrazem boskiego autorytetu, jaki On posiada. Musimy zajrzeć do księgi Izajasza, aby lepiej zrozumieć, co te klucze znaczą.

W czasie panowania króla Ezechiasza zarządcą domu królewskiego był niejaki Szebna, który już za swego życia postawił sobie grobowiec, jako wyraz uznania za swoje zasługi. Wówczas Bóg, przez proroka Izajasz, zapowiedział zmianę. Na miejsce pewnego siebie zarządcy, Bóg powołał Eliakima, o którym powiedział: Ubiorę go w twoją tunikę, przepaszę go twoim pasem, przekażę twoją władzę w jego ręce. On będzie ojcem dla mieszkańców Jerozolimy i dla domu Judy. Położę klucz domu Dawida na jego ramieniu: gdy on otworzy, nikt nie zamknie, a gdy on zamknie, nikt nie otworzy (Iz. 22:21,22). Wiemy, że wiele wydarzeń opisanych w Starym Testamencie są ilustracjami odnoszącymi się do Chrystusa i Jego dzieła odkupienia nas z grzechów. Tak jak Eliakim posiadał pełną kontrolę nad domem królewski, tak Chrystus posiada pełny autorytet, aby „zamykać i otwierać” drzwi dla działalności sług Bożych w Kościele. Dlatego apostoł Paweł, pisząc pod natchnieniem Ducha Świętego listy do Kościoła wyjaśniał, że Ten, który zstąpił, jest tym samym, który wstąpił ponad wszystkie niebiosa, aby wszystko napełnić. To On uczynił jednych apostołami, innych prorokami, innych głosicielami Dobrej Nowiny, jeszcze innych pasterzami i nauczycielami, aby uzdolnić świętych do wykonywania dzieła służby, do budowania Ciała Chrystusa” (Ef. 4”10-12).

Dla lepszego zrozumienia treści listu do zboru w Filadelfii musimy przypomnieć sobie treść poprzednich listów, w których Pan Jezus wypominał zborom, że nie robią tego, co powinni. Dziś możemy zauważyć, że kościoły niewypełniające nakazów Głowy Kościoła, powołują przywódców według własnego upodobania. O tym pisał również apostoł Paweł, że w czasach ostatecznych zostanie odrzucone zwiastowanie natchnionego Słowa Bożego, które jedynie jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, przekonywania, upominania, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przygotowany do czynienia wszelkiego dobra (2 Tm. 3:16,17). Zamiast tego przywódcy zborów według własnych pożądań będą sami sobie dobierać nauczycieli, którzy wyjdą naprzeciw ich oczekiwaniom. I odwrócą się od słuchania prawdy, a zwrócą się do baśni (2 Tm. 4:3,4). Rady współczesnych kościołów opracowują własne programy działań, nie słuchając Tego, który ma klucze i zna Boży zamysł dla Kościoła.

Wierzę, że nastanie czas przebudzenia w wielu kościołach. Małe garstki wiernych Chrystusowi będą gotowe ponieść koszt zupełnego poddania się Panu, aby Jego dzieło było realizowane, zanim nastanie ten ostateczny dzień rozliczenia się z powierzonych „talentów”. W poszczególnych zborach będą ludzie posłuszni temu, „co Duch mówi do Kościołów”. To są ci, którzy mocno trzymają się imienia Pana i nie zapierają się wiary, oraz nienawidzą fałszywej nauki nikolaitów. To są ci, którzy zachowali swe szaty nieskalane, aby dać świadectwo ewangelicznej Prawdzie.

Wierzę, że nastanie też czas, gdy Izraelici, zgodnie z Bożą obietnicą, zostaną wszczepieni we własne drzewo oliwne (Rz. 11:24). Wówczas stanie się, że ci, których Pan Jezus nazwał „synagogą szatana”, przyjdą i pokłonią się do twoich nóg, i poznają, że Ja ciebie umiłowałem (Ap. 3:9).

Pan Jezus mówi dobrze o kościele w Filadelfii, nawet miasto, które wybrał, ma wdzięczną nazwę - „miłość braterska”. Jest to kościół, który otwarcie stwierdza, że sam z siebie nic nie potrafi. Jednak to, co jest godne pochwały, to gotowość wejścia w każde otwarte przez Pana drzwi, oraz niewchodzenia tam, dokąd Pan nie prowadzi. W tym kościele uznaje się wielki autorytet Słowa, które ma moc, jak napisał autor Listu do Żydów - Żywe jest bowiem Słowo Boga i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić myśli i zamiary serca (Hbr. 4:12, 13).

Kościół, którego „klucznikiem” jest sam Chrystus, jest filarem w świątyni Mojego Boga i na zewnątrz już nie wyjdzie. Napiszę też na nim imię Mojego Boga i nazwę miasta Mojego Boga, Nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba od Mojego Boga, i Moje nowe imię (Ap. 3:12). W końcowym etapie dziejów Kościoła nastąpi spotkanie Chrystusa z Oblubienicą. Duch Święty maluje wspaniały obraz tego wydarzenia -  Weselmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka, i Oblubienica jego przygotowała się (Ap. 19:7 [BW]).

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden eschatologiczny element w tym liście. Gdy cały Kościół oczekuje na to wielkie spotkanie, ci, którzy do końca wiernie trwali w Prawdzie, będą odbierać nagrody przyznawane tym, którzy zwyciężyli. Zwycięzcom w Efezie Pan obiecuje spożyć z drzewa życia, które jest w raju Boga (Ap. 2:7). Wiernym z kościoła w Smyrnie Pan zapewnia, że śmierć druga nie wyrządzi szkody (Ap. 2:11), natomiast zwycięzcy w Pergamonie Pan da ukrytą mannę i biały kamyk, a na kamyku napisane nowe imię, którego nikt nie zna poza tym, który je otrzymuje (Ap. 2:17). Natomiast ten, który nie splamił swoich szat tutaj na ziemi, Jezus obiecuje, że ubierze się w białe szaty i nie wymaże jego imienia z księgi życia, i wyzna jego imię przed Moim Ojcem i Jego aniołami (Ap. 3:5).

Zwycięstwo jest owocem wytrwania w walce z przeciwnościami, w których, pomimo że mamy niewielką moc, możemy stać w obecności Pana Kościoła, który powiedział: oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata” (Mt. 28:20). Jego obecność jest gwarantem osiągnięcia tego celu.

W końcowym etapie historii Kościoła gniew Boży zostanie wylany na tych, którzy nie uznają Boga i nie są posłuszni Ewangelii naszego Pana Jezusa (2 Tes. 1:7). Dlatego Jezus zapowiedział, że zanim Bóg zasiądzie na tronie w dniu sądu ostatecznego, nastanie „godzina próby, która ma przyjść na cały świat, by doświadczyć mieszkańców ziemi (Ap. 3:10). Co się stanie w tym czasie z prawdziwym Kościołem, który będzie zgromadzeniem zwycięzców? Jezus mówi wyraźnie – Ponieważ zachowałeś Mój nakaz wytrwałości, to i Ja zachowam cię od godziny próby (w. 10).

Księga Objawienia Jezusa Chrystusa zaczyna się wspaniałą obietnicą: Błogosławiony ten, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa, i zachowują to, co jest w nim napisane, bo czas jest bliski (Obj. 1:3). Chrystus obiecał, że przyjdzie po swoich. Dlatego ostrzega nas: Jeśli jednak nie będziesz czujny, przyjdę jak złodziej i nie będziesz wiedział, o której godzinie przyjdę do ciebie (Ap. 3:3).

Henryk Hukisz