Saturday, April 4, 2026

Twarda to mowa...

Chrześcijaństwo to nie życiowa przygoda, choć często tak się je przedstawia, by przyciągnąć tłumy. Pan Jezus, oprócz dwunastu apostołów, miał wielu innych uczniów. Byli zdecydowani Go naśladować tylko dopóty, dopóki nie uznali, że staje się to zbyt trudne. Był nawet moment, gdy popularność Jezusa przyćmiła Jana Chrzciciela. Żydzi donieśli o tym Janowi z niepokojem: „Mistrzu! Ten, który był z tobą za Jordanem (...) oto On chrzci i wszyscy idą do Niego” (Jn 3:26).

Dzisiejsze chrześcijaństwo jest liczebnie jedną z największych religii świata, ale czy najmocniejszą? Czy pośród nas przejawia się Boża moc tak, jak na początku, gdy uczniowie pełni Ducha Świętego „poszli i wszędzie głosili, a Pan im pomagał i potwierdzał ich słowo znakami” (Mk 16:20)?

Rozmawiałem kiedyś z jednym ze współczesnych sług Ewangelii, którego Bóg potężnie używa na Dalekim Wschodzie. Zapytany, dlaczego Boża moc objawia się tam tak realnie, odpowiedział krótko: „Tam ludzie bardziej oczekują działania Boga niż teoretycznych wykładów o tym, kim On jest”. Bóg jest Duchem – przejawia swoją obecność w mocy, a nie tylko w teoriach wygłaszanych z ambon. Pierwsi chrześcijanie doskonale to rozumieli. Gdy zakazywano im działania w imieniu Jezusa, wołali: „Panie, spójrz na ich pogróżki i dozwól sługom Twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo Twoje, gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby działy się znaki i cuda” (Dz 4:29-30). Na taką modlitwę Bóg odpowiedział z radością: zatrzęsło się miejsce ich spotkania, a oni, napełnieni Duchem, z nową odwagą ruszyli do świata.

Chrześcijaństwo to poważna sprawa. Kto decyduje się naśladować Chrystusa, musi liczyć się z tym, że nieprzyjaciele Boga potraktują go tak samo, jak potraktowali Mistrza. Jezus nigdy nie ukrywał ceny tej decyzji: „Lisy mają jamy, a ptaki niebieskie gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił” (Łk 9:58). Nie obiecywał wygód na ziemi, lecz zapewnił, że ci, którzy wytrwają, doznają wiekuistej chwały w domu Ojca.

Podczas swojej ziemskiej służby Jezus musiał mierzyć się z surowymi oczekiwaniami. Mówiąc o sprawach wiecznych, często spotykał się z murem niezrozumienia – nawet u uczonych w Piśmie, jak Nikodem. Kiedy rozeszła się wieść o cudzie chodzenia po wodzie, ludzie znów zażądali znaku. Żydzi kochali cuda; w ich historii Bóg czynił ich mnóstwo, jak choćby manna na pustyni. Dlatego pytali: „Jaki znak uczynisz, abyśmy zobaczyli i uwierzyli Tobie?” (Jn 6:30).

W odpowiedzi Jezus wyłożył naukę o Prawdziwym Chlebie. Wyjaśnił, że manna była tylko tymczasowym pokarmem, który ulegał zepsuciu, natomiast Chleb Boży daje życie wieczne. „Ja jestem chlebem życia. Kto przychodzi do Mnie, nie będzie głodny, a kto wierzy we Mnie, nigdy nie będzie odczuwał pragnienia” (Jn 6: 35). Tłumaczył, że przyszedł wypełnić wolę Ojca, a życie wieczne to ożywienie, które daje Duch: „Duch jest tym, który ożywia, ciało nic nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i życiem” (w. 63).

Mowa o „spożywaniu Jego ciała” (Jn 6:51) okazała się dla słuchaczy zbyt trudna. Zaczęli się spierać: „Jak może On dać nam swoje ciało do zjedzenia?” (Jn 6:52). Jezus jednak nie łagodził swojego przekazu. Wyjaśnił, że tak jak chleb przenika organizm i daje mu siłę, tak On musi przeniknąć nas całkowicie, by Jego życie objawiło się w nas. Naśladowanie Go to całkowite wyrzeczenie się siebie: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje” (Mt 16:24).

Wielu uczniów, słysząc to, stwierdziło: „Twarda jest ta mowa. Kto może jej słuchać?” (Jn 6:60). Gdy uświadomili sobie koszt, wielu zawróciło i przestało z Nim chodzić. Reakcja Piotra była inna, pełna pasji: „Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!” (w. 68).

Jeśli poznaliśmy smak Prawdziwego Chleba, wiemy, że nie ma nic ważniejszego niż życie dla Chrystusa. Słowo Boże nas nie rozpieszcza – nazywa rzeczy po imieniu. Apostołowie od początku mówili o pełnym koszcie wiary. Umacniając nowopowstałe zbory, przypominali: „Musimy przejść przez wiele ucisków, aby wejść do Królestwa Bożego” (Dz 14:22).

Obawiam się, że współczesne chrześcijaństwo zostało „nafaszerowane rodzynkami”. Dzisiejsi ewangeliści, zamiast o wyrzeczeniu, wolą mówić o obietnicach sukcesu i wspaniałego życia tutaj, na ziemi. Jezus tymczasem mówił: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli nie przyciągnie go Ojciec, który Mnie posłał” (Jn 6:44). Niektórzy błędnie widzą w tym elitarną predestynację, lecz Pan wyjaśnił: „A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” (Jn 12:32).

Jezus pociąga do siebie każdego, zapraszając do ukrzyżowania razem z Nim. Niestety, wielu woli Go naśladować bez niesienia własnego krzyża. Pamiętajmy o Jego słowach: „Kto nie dźwiga swojego krzyża, a idzie za Mną, nie może być Moim uczniem” (Łk 14:27).

Być może to „twarda mowa”, ale nie ma innej drogi do zmartwychwstania.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.