Tuesday, October 31, 2017

Dziadowski znicz

Mieszkam w pobliżu największego cmentarza w Poznaniu i każdego roku na przełomie października i listopada oglądam wyjątkowy ruch w jego okolicy. Wszystkie wejścia otoczone są straganami, na których oprócz pełnej gamy kwiatów można nabyć przeróżne lampki, nazywane zniczami. Później stawiane są na grobach i płoną chybotliwym płomieniem przez dość długi czas. Producenci prześcigają się w zastosowaniu różnych technologii, aby pokonać konkurencję długością świecenia znicza. Obecnie, w dobie wszechobecnej elektroniki, zwycięsko wychodzą producenci lampek "ledowych", które jednak z drugiej strony, stają się łatwym łupem cmentarnych hien.

Skąd wzięły się znicze? Rzadko kto z odwiedzających cmentarze o tej porze roku nad tym się zastanawia. Jeśli w ogóle tej wizycie towarzyszy jakieś myślenie, to najczęściej jaki znicz kupić i jak go zabezpieczyć, aby pozostał na grobie jak najdłużej.

Nie wszyscy jednak wiedzą, że płonące znicze są popularne głównie w naszym kraju. Po płonących lub wygasłych już zniczach z łatwością mogłem rozpoznać groby naszych rodaków na cmentarzach w innych krajach. Tak jest w Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych i wielu innych miejscach, gdzie polskie rodziny przygotowały wieczny spoczynek swoim bliskim.

Skąd wziął się zwyczaj stawiania płonących zniczy na mogiłach? Odpowiedź znajdziemy w zamierzchłej już słowiańskiej tradycji, zwanej Dziadami. W czasach przedchrześcijańskich ludność mieszkająca na tych terenach zachowywała zwyczaj zapalania świeczek na grobach zmarłych, aby przynajmniej raz w roku nawiązać kontakt z duchami tych, którzy odeszli. Na spotkania ze zmarłymi przynoszono ulubione potrawy, jakimi pożywiali się przed śmiercią, aby wspólnie ucztować, dając wyraz nieśmiertelności swoich bliskich. Podobne zwyczaje nadal zachowują przedstawiciele Romów, popularnie nazywanych "cyganami". Pogańskie Dziady obchodzono właśnie na przełomie pory ciepłej i zimnej, która przypadała na noc z 31 października i 1 listopada.

Czy zapalanie zniczy na grobach może mieć coś wspólnego z chrześcijaństwem? Pozabiblijne źródła zawierają informacje, że w pierwszych wiekach wspominano śmierć męczenników wiary. W nauce apostolskiej można znaleźć zachętę, aby pamiętać i naśladować wiarę, swoich przełożonych, którzy głosili wam Słowo Boga, rozważając koniec ich życia“ (Hbr 13:7). Jak wiemy z historii pierwszych wieków chrześcijaństwa, większość przywódców ówczesnego kościoła zginęła jako męczennicy Ewangelii. Apostoł Jan, zesłany na wyspę Patmos jako męczennik wiary, oglądał rzeczy, jakie będą się działy w przyszłości. Gdy Baranek otworzył kolejną pieczęć, opisał to, co zobaczył: ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych z powodu Słowa Boga i świadectwa, które dali" (Ap 6:9). Może to sugerować, że pierwsi chrześcijanie poświęcali więcej uwagi męczennikom, którzy zwiastowali im Ewangelię i już odeszli do wieczności.

Z niektórych historycznych opisów dowiadujemy się, że ten zwyczaj był obchodzony w połowie maja. Gdy natomiast w Europie narzucono chrześcijaństwo, jako religię obowiązującą wszystkich obywateli Imperium Rzymskiego, większość nie chciała rezygnować z pogańskich zwyczajów, jakie wówczas zachowywano. Dlatego przywódcy katoliccy nadawali chrześcijański charakter wielu pogańskim obrzędom. Papież Grzegorz III w 731 roku przeniósł dotychczasowy zwyczaj wspominania męczenników wiary z maja na 1 listopada, na czas pogańskich Dziadów, zachowując przy tym zwyczaj palenia zniczy. Ogniowi zaś nadano znaczenie życia wiecznego, tak aby wierni mogli nadal pielęgnować swój pogański obrzęd kontaktowania się z duszami zmarłych. Dziś jesteśmy nadal tego świadkami, gdy widzimy, jak na cmentarze wraca wiele dotychczas nieznanych obyczajów pogańskich. Nie towarzyszy tym zjawiskom jakaś głębsza refleksja nad ich znaczeniem. 

Obecnie najczęściej pośród narodów słowiańskich, bez głębszej refleksji ludzie zapalają znicze na grobach swoich bliskich, aby o nich pamiętać. Jest to zwykłe uproszczenie, gdyż o bliskich należy pamiętać cały czas, a nie jedynie raz w roku. Dlatego uważam, że powinniśmy mieć tę świadomość, iż podłożem tej tradycji jest stary pogański zwyczaj, przeniesiony sprytnie do wspólnoty kościoła katolickiego pod pozorem modlitwy i pamięci o zmarłych. Przeczytałem niedawno wypowiedź jednego z biskupów tego kościoła, że aby dać odpór obchodzonemu u nas Halloween, należy powracać do wielowiekowej tradycji katolickiej, która nakazuje wspominanie zmarłych przez zapalenie zniczy na ich grobach. Problem w tym, że ta tradycja nie jest chrześcijańska, lecz pogańska. Tak samo jak Halloween, które jest zwyczajem celtyckim, zostało zaadoptowane w kulturze amerykańskiej i jest obchodzone za oceanem już od długiego czasu przez całe społeczeństwo, włącznie z popularnym tam ewangelicznym chrześcijaństwem.

Wspólnym mianownikiem dla obu tych tradycji jest  niewątpliwie ogromny zysk finansowy, jaki odnoszą producenci różnych przedmiotów związanych z obchodzeniem tych zwyczajów. W tym okresie w Ameryce producenci dekoracji halloweenowych tworzą coraz to nowe szkarady i okropieństwa do dekorowania domów, natomiast w naszym kraju najbardziej bogacą się producenci zniczy i kwiatów. Niestety, zauważyłem, że coraz częściej w zborach ewangelicznych organizuje się imprezy zastępcze dla dzieci, coś co wprawdzie wygląda jak Halloween, lecz ma nawiązywać do Prawdziwej światłości, jaką jest Jezus Chrystus.

Co na to Biblia? Jaka nauka z niej wypływa, która powinna obowiązywać wszystkich w Kościele Jezusa Chrystusa, który jest jedyną Prawdą?

Już w Starym Testamencie Bóg wyraźnie powiedział: Jeżeli jakiś mężczyzna albo jakaś kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, to poniosą śmierć” (Kpł 20:27). Wiemy jak srogo Bóg potraktował króla Saula, który szukał kontaktu ze zmarłym już prorokiem Samuelem, aby uzyskać od niego jakąś informację.

Natomiast w Nowym Testamencie nie ma nawet słowa wzmianki na temat wspominania zmarłych, czy też odmawiania modlitw za tych, którzy już odeszli. Zbawienie opiera się na wierze tych, którzy żyją i za życia podejmują decyzję przyjęcia daru łaski przebaczenia grzechów. Po śmierci nie ma już żadnej możliwości zmiany stanu duszy zmarłego. Czyściec został wymyślony przez kościół katolicki, aby żądać finansowego zadośćuczynienia w celu skrócenia męki bliskich, którzy już odeszli do wieczności. Właśnie z tym walczył Marcin Luter, za co został ekskomunikowany i do dziś uważany jest za heretyka przez przywódców kościoła katolickiego.

Nauka apostolska na temat wierzących w Pana Jezusa, którzy zmarli, a raczej, którzy zasnęli, jak ich nazywa apostoł Paweł, jest pełna nadziei. Czytamy o nich: Nie chcemy też, bracia, abyście pozostawali w niewiedzy co do tych, którzy umierają i się smucili, jak ci, którzy nie maja nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to i tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg poprowadzi razem z Nim” (1 Tes 4:13, 14). Los umarłych jest już określony, gdyż oczekują na zmartwychwstanie w momencie, gdy Chrystus powróci po Swój Kościół.

Najlepszą informację o zmarłych znajdziemy w słowach Pana Jezusa, który najlepiej zna tajniki życia po śmierci. W tym celu On opowiedział historię o bogatym człowieku i o Łazarzu, który po śmierci znalazł się w objęciach Abrahama”. Bogaty natomiast, cierpiąc męki w krainie umarłych, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza w jego objęciach” (Łk 16:23). Do opisu tego miejsca włączył się również Abraham, który nadal żył, chociaż jest napisane, że umarł kilka tysiącleci wcześniej. W historii, jaką opowiedział Chrystus, znajdujemy wyjaśnienie, jaka jest różnica po śmierci pomiędzy sprawiedliwymi i niesprawiedliwymi. Widzimy wyraźnie, że między nami a wami rozpościera się tak wielka przepaść, że nikt, choćby chciał, nie może wejść stąd do was ani stamtąd przedostać się do nas (w. 26). Nie pomogą nawet wieczyste odpusty, ani  najładniejsze i najdroższe znicze zapalane corocznie na grobach.

Przypomnijmy sobie słowa, które Pan Jezus powiedział przy grobie Łazarza: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł,  będzie żył (Jn 11:25).

Tak więc, jeśli ktoś uwierzył w Chrystusa za życia, nie będzie już potrzebować świeczki po śmierci, gdyż już ma życie wieczne.

Henryk Hukisz


Tuesday, October 10, 2017

GMO ewangelii

Praktycznie w każdym sklepie spożywczym kupujemy dziś produkty zwierzęce lub roślinne, które zostały poddane „inżynierii genetycznej”. Oznacza to, że do ich produkcji zastosowano modyfikację genetyczną, stąd zgodnie z obowiązującym prawem, musza być oznaczone skrótem GMO. W wyniku zastosowania manipulacji w genetyce normalnych roślin, jak również zwierząt hodowlanych, uzyskano twór nienaturalny. Zwolennicy stosowania tej technologii uważają, że w wyniku tych zabiegów, otrzymuje się produkt lepszy od naturalnego.

Co to jest GMO? Myślę, iż najlepsze wytłumaczenie oddają słowa cytatu ze strony internetowej, na której tłumaczy się to zjawisko.

„GMO to genetycznie zmodyfikowany organizm, którego informacja genetyczna została sztucznie zmieniona dzięki zastosowaniu inżynierii genetycznej. Tego rodzaju zmiany nie zachodzą w sposób naturalny w środowisku. Najwięcej kontrowersji towarzyszy modyfikacjom genetycznym polegającym na wprowadzeniu do danego organizmu roślinnego genu pochodzącego z innego gatunku.”

Lecz nie o inżynierii genetycznej w roślinach i organizmach zwierzęcych chcę pisać. Moim zmartwieniem jest zupełnie inna manipulacja genetyczna, jeśli mogę tak rzecz ująć „per analogiam”.

Pisałem już niejednokrotnie na moim blogu o wprowadzaniu do języka,  i nie tylko, pojęć obcych ewangelii. I nie o pojęcia mi chodzi. One są jedynie oznaką wprowadzania modyfikacji do praktyki zwiastowania ewangelii. Odsyłam do rozważania „Motywacja, manipulacja czy ewangelizacja”.

Może tak, wpierw zajmę się tym, jak jest naturalnie. Według słów Pana Jezusa, warunkiem zbawienia, a dokładnie, oglądania Królestwa Bożego, jest konieczność narodzenia się na nowo. Jezus określił ten warunek jednoznacznie słowami: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (Jan 3:3). Aby nie było wątpliwości, słowa te zostały powtórzenie kilka wierszy dalej, z dodatkowym wyjaśnieniem: „powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego” (w. 5). Pan Jezus nie zostawił żadnej możliwości modyfikowania tej fundamentalnej prawdy.

Nauka apostolska, której zachowywanie należy do priorytetowych zadań Kościoła, jasno określa drogę prowadzącą grzesznika do szczerego pojednania z Bogiem. Według słów zapisanych przez apostoła Piotra, prawdziwe odrodzenie sprawia nasienie „nieskazitelne, przez Słowo Boże, które żyje i trwa” (1 Ptr. 1:23). Apostoł Paweł natomiast pisze wyraźnie, że dzięki przelanej na krzyżu Golgoty krwi Chrystusa, Bóg „pojednał w jego ziemskim ciele przez śmierć, aby was stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych” (Kol. 1:22).

Nie ma i nigdy nie będzie innej drogi prowadzącej grzesznika do prawdziwego pojednania z Bogiem. Tą drogą jest Pan Jezus, „i nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz.Ap. 4:12). Wszystko inne, co próbuje się zastosować, aby doprowadzić człowieka do pojednania z Bogiem jest sztuczne i nie może wytworzyć prawdziwego efektu, jakim jest zbawienie.

Już w czasach apostolskich byli nauczyciele, nazywano ich „fałszywymi”, którzy nie działali zgodnie z prostą drogą Bożą. Być może osiągali lepsze wyniki „ewangelizacyjne”, lecz nie była to prawdziwa ewangelia, do głoszenia jakiej Chrystus zobowiązał swoich uczniów. Niestety, dziś coraz częściej spotyka się w zborach mówców motywacyjnych, którzy przekonują słuchaczy do pójścia za Chrystusem, aby osiągnąć lepsze życie. Głosi się ewangelię sukcesu, zdrowia i szczęśliwości, a raczej wesołości. 

Metoda zwiastowania tej ewangelii jest wynikiem opanowania metod zaczerpniętych ze świata korporacji. Mówcy motywacyjni odwołują się do metod odnoszenia sukcesów zawodowych, jakie dobrze funkcjonują w świecie wielkich korporacji biznesowych. Tacy „ewangeliści” starają się wywrzeć wrażenie na słuchaczach swoim wyglądem, portfelem i stylem życia. Ubierają się zgodnie z najnowszymi trendami mody, posługują się językiem świata i operują sloganami ze środowiska biznesu. Można powiedzieć, że stosują „inżynierię” skuteczną w prowadzeniu biznesu, obcą natomiast dla słownictwa Biblii. Tak samo jak inżynierzy genetyczni, do naturalnego organizmu wprowadzają geny innego gatunku.

Jakiego skutku można oczekiwać w wyniku stosowania takich technik? Z pewnością nie będzie to naturalny owoc, jaki może wydać jedynie Duch Święty, o którym Jezus powiedział, że „gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie” (Jan 16:8).

Oczywiście, jeśli chodzi o zewnętrzny odbiór, to taki nawrócony może być lepszym śpiewakiem refrenów, może częściej chodzić do zboru, a nawet dawać więcej na ofiarę. Lecz jedynie Bóg zna prawdziwość nawrócenia, my możemy zobaczyć jedynie zewnętrzny kształt zastosowania GMO.

Czyżby w naszych nowoczesnych czasach Bóg zmodyfikował drogę prowadzącą do narodzenia „z wody i z Ducha”?

Odpowiedź możemy znaleźć w słowach apostoła Pawła, który napisał do wierzących w Koryncie: „ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego” (1 Kor. 2:1,2).



Henryk Hukisz

Tuesday, September 12, 2017

Biblijny fitness

Jedną z wielu zmian, jakie zastałem w Polsce po powrocie do kraju po kilkunastu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych, to niemal wszechobecne kluby fitness. Na każdym osiedlu, w śródmieściu i na obrzeżach miast i miasteczek widać osoby ćwiczące na przeróżnych urządzeniach. Ludzie chcą być zdrowi i mieć ładną sylwetkę, dlatego poddają się rygorowi ćwiczeń pod okiem specjalistów od spalania nadmiaru tkanki i energii.

To, co cechuje wszystkich wytrwałych uczestników siłowni, jest zdyscyplinowanie. Jeśli ktoś nie potrafi poddać się rygorowi regularnych ćwiczeń i regułom narzuconym przez instruktorów, niczego nie osiągnie. Dlatego jestem pełen uznania dla postawy wytrwałych “fitnessowców” i ubolewam zarazem, że podobnego nastawienia dla osiągania pożądanych efektów nie widać w innych dziedzinach naszego życia. A szczególnie w zakresie duchowym, mam na uwadze naszą relację z Bogiem, czyli pobożność.

Można ćwiczyć się w różnych sprawach, najlepiej jednak jest ćwiczyć się w pobożności, która daje dziecku Bożemu największe korzyści. Efektem pobożności jest błogosławieństwo życia doczesnego i nadzieja na wieczność. Apostoł Paweł, który doskonale znał grecki świat sportowy, gdyż niejednokrotnie w listach na temat praktycznej pobożności, odwoływał się do sytuacji z tej dziedziny życia. Pisał między innymi o korzyściach płynących z uprawianiu “biblijnego fitnessu”, radząc młodemu Tymoteuszowi: “A pospolitych i babskich baśni unikaj, ćwicz się natomiast w pobożności. Albowiem ćwiczenie cielesne przynosi niewielki pożytek, pobożność natomiast do wszystkiego jest przydatna, ponieważ ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego” (1 Tym 4:7-8).

Chociaż słowo „pobożny”, pobożność” występują w Nowym Testamencie tylko kilka razy, to jednak cała Biblia nawołuje nas do życia w pobożności i ukazuje nam błogosławieństwo pobożnego życia wielu Bożych bohaterów.

Co to jest „pobożność”? Powszechne pojęcie czym jest pobożność nie daje nam prawidłowego poznania, co miał na uwadze apostoł Paweł. Słownik Języka Polskiego wyjaśnia, że pobożnym jest człowiek “gorliwie wykonujący praktyki religijne; wierzący w dogmaty religii, stosujący jej zasady w życiu; religijny”. Z pewnością nie o takiej pobożności pisał Paweł w swoich listach do wielu zborów pierwszego wieku. Jak więc możemy dziś poprawnie określić czym jest biblijna pobożność? Proponuję zdefiniować tę niezbędną dla naszego życia cnotę następująco: “Pobożność jest zewnętrznym ukazaniem naszej relacji z Bogiem. Jeśli tej relacji nie ma, to wszelkie zewnętrzne przejawy religijności są zakłamaniem.”

Zgodzimy się z tym, że pobożność nie jest czymś łatwym, gdyż prowadzi często do społecznego odrzucenia a nawet prześladowania, jak napisał Paweł: “Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2 Tym 3:12).

Już w pierwszym zdaniu listu do Tytusa, Paweł stwierdza, że pobożność jest mocno powiązana z poznaniem prawdy, w tym również, prawdy o sobie samym. Tak pisał o sobie samym: “Paweł, sługa Boży, apostoł Jezusa Chrystusa w służbie wiary wybranych Bożych i w służbie poznania prawdy, która jest zgodna z pobożnością” (Tyt 1:1).

Paweł pisał również o nieprawidłowościach w zakresie braku ćwiczeń w pobożności. Charakteryzując sylwetkę wyniosłego nauczyciela, który ma o sobie wysokie mniemanie, mówił że brakuje mu pobożności, gdyż jej nie ćwiczył, natomiast traktował ją jako łatwy chleb. “Jeśli kto inaczej naucza i nie trzyma się zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z prawdziwą pobożnością, ten jest zarozumiały, nic nie umie, lecz choruje na wszczynanie sporów i spieranie się o słowa, z czego rodzą się zawiść, swary, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia, ciągłe spory ludzi spaczonych na umyśle i wyzutych z prawdy, którzy sądzą, że z pobożności można ciągnąć zyski” (1 Tym 6:3-5). Widzimy więc, że nie można lekceważyć Pawłowego polecenia, aby uprawiać ćwiczenia pobożności zgodnie z biblijnymi regułami.

Warto jest ćwiczyć się w pobożności, która przynosi swoisty „zysk” – jak wcześniej napisał Paweł: „ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego”, lecz jest to „zysk” zupełnie innego rodzaju. Paweł wyjaśnia - “I rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym” (1 Tym 6:6).

Zyskiem prawdziwej pobożności jest “poprzestawaniem na tym, co wystarczy” [BT]. Słowo Boże wyjaśnia, że nie chodzi tu o ubóstwo (poprzestawanie na małym [BW]), lecz dostatek wszystkiego, czym nas Bóg łaskawie obdarzył - 2 Kor. 9:8

Warto jest zauważyć, że wezwanie do pobożności występuje w kontekście doczesności życia na ziemi i nadejścia dnia Pańskiego, na który musimy być zawsze przygotowani. Trwanie w pobożności jest z pewnością najlepszym rodzajem oczekiwania na Pana. Apostoł Piotr pisał również na ten temat, ostrzegając wierzących, aby nie dali się zaskoczyć, gdy Pan powróci po Kościół. Piotr pisał: “A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności” (2 Pio 3:10-11).

Ćwiczenie pobożności rozpoczyna się od spraw małych, do których często nie przywiązujemy większej uwagi. Chrystus pokazał uczniom Bożą zasadę polegającą na stopniowym powierzaniu zadań, od małych do większych. Pan Jezus nauczał, że “kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy” (Łuk 16:10).

Droga do wielkich zadań rozpoczyna się od spraw małych, w których musimy okazać się wierni temu, który powołuje. Nasze nastawienie do służby nie wynika z wielkości zadania, lecz Tego, który nakazuje nam je wykonać. Jeśli do wyznaczonych nam zadań przez Boga, chociaż wydają się nam nieznaczne, podchodzimy z wielką odpowiedzialnością, możemy spodziewać się większych zadań. U Boga każda sprawa jest tak samo ważna i musimy traktować ja z taką samą powagą.

Tak samo, małe rzeczy, do których nie przywiązujemy większej uwagi, mogą zniszczyć wielkie zadania, jak małe gąsienice, mogą zniszczyć wielką winnicę. Mądry Salomon radzi nam: “Połapcie nam liszki, liszki małe, które psują winnice; ponieważ winnice nasze kwitną” (PnP 2:15). Samodyscyplina najlepiej sprawdza się w małych rzeczach. Jeśli potrafimy z taką samą troską odnosić się do „drobiazgów” jak do „ważnych” spraw, to możemy mieć wewnętrzne świadectwo duchowego wzrostu.

Chodzi o nasze nastawienie do powołania nas przez Boga do zadań, jakie On sam nam wyznacza. Jeśli przyjmujemy coś od Pana, wykonujemy to dla Niego, a nie ze względu na nasze mniemanie o sobie samych.

Gdy zdajemy sobie sprawę, że to życie szybko przemija, łatwiej jest poddać się kontroli Ducha Świętego, który jedynie może nam pokazać, co ma znaczenie w służbie dla Boga. Jak pisał apostoł Paweł: “pobożność natomiast do wszystkiego jest przydatna, ponieważ ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego” (1 Tym 4:8).

Henryk Hukisz

Thursday, August 10, 2017

Niezwykłe zaproszenie

Chociaż w naszej kulturze, przesiąkniętej katolicką tradycją, obchodzi się imieniny, to ja bardzo lubię urodziny. Te fizyczne, już nie za bardzo, ze względu na dość wysoką cyfrę. Lecz mam niesamowitą okazję obchodzić radosną pamiątkę narodzin “z wody i Ducha”, o jakich mówił Pan Jezus Nikodemowi.

W tych dniach mija 53 lat od momentu, gdy postanowiłem skorzystać z zaproszenia, jakie skierował do mnie Chrystus w słowach: “Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Mat. 11:28).

Takiego momentu nie zapomina się nigdy. Pamiętam dokładnie tę chwilę w czasie wieczornego nabożeństwa, na którym zwiastowana była ewangelia zbawienia, jakie daje nam Jezus Chrystus. Działo sie to w 1964 roku, podczas obozu młodzieżowego w Olsztynie. Moje serce odczuło wyraźnie, że zaproszenie zawarte w tym wersecie jest skierowane do mnie osobiście. Postanowiłem z niego skorzystać, i dziś, gdy mija już ponad pół wieku, nie żałuję tej decyzji.

Zaproszenie Jezusa do porzucenia grzesznego jarzma, i wzięcia Jego, jest solidnie ugruntowane na obietnicy, jaką Bóg wypowiedział ustami proroka Izajasza. Około 700 lat wcześniej ten wierny sługa Boży wołał:
“Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko!
Czemu macie płacić pieniędzmi za to, co nie jest chlebem, dawać ciężko zdobyty zarobek za to, co nie syci? Słuchajcie mnie uważnie, a będziecie jedli dobre rzeczy, a tłustym pokarmem pokrzepi się wasza dusza!
Nakłońcie swojego ucha i pójdźcie do mnie, słuchajcie, a ożyje wasza dusza, bo ja chcę zawrzeć z wami wieczne przymierze, z niezłomnymi dowodami łaski okazanej niegdyś Dawidowi!” (Izaj. 55:1-3).

Aby zrozumieć sens tego zaproszenia, nie do zwykłej wody, mleka czy wina, lecz do przyjęcia zbawienia od grzechu i wiecznego potępienia, musimy zajrzeć do wcześniejszych słów proroka. W 53 rozdziale, zwanym słusznie “ewangelią Starego Testamentu” czytamy:
“Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego.
Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony.
Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni” (Izaj. 53:3-5).

Chrystus wiedział dokładnie po co przyszedł na ziemię. Nie po to, aby zakładać nową religię, lub aby wyznaczyć nowy standard Bożych wymagań, co do jakości życia człowieka na ziemi, lecz jak sam to powiedział: “wiedząc, iż nadeszła godzina jego odejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich, którzy byli na świecie, umiłował ich aż do końca” (Jan 13:1). To, czego później dokonał, jest wyraźnym świadectwem miłości do końca, gdyż oddał Swe życie za nas, którzy “jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” (Izaj. 53:6).

Warto jest więc zwrócić uwagę na treść Bożego zaproszenia, jakie zapowiedział już w czasach Izajasza. Jest w nim mowa o wodzie, mleku i winie, które jedynie symbolizują Boże dary, jakimi Pan pragnie obdarować Swoje dzieci.

Woda jest najlepszym środkiem zaspokojenia pragnienia, jakie odczuwamy podczas życiowej pielgrzymki. Tak jak wędrowiec na pustyni myśli o butelce zwykłej wody, tak Pan Jezus zapowiada, że “kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu” (Jan 4:14).

Mleko jest obrazem pokarmu, jakiego będziemy potrzebować w drodze za Jezusem. Apostoł Piotr zachęca nas, “jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu” (1 Ptr. 2:2).

Wino, jak zapewnia mądry Salomon, “rozwesela życie” (Kaz.Sal. 10:19). Prawdziwą radość życia możemy doświadczać jedynie w Panu Jezusie. On powiedział, że źródłem tej radości stanie się pragnienie wypełniania Jego przykazań - “Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca mego i trwam w miłości jego. To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (Jan 15:10,11).

Nawet najlepsze zaproszenie nie dokona niczego, jeśli zostanie jedynie w kopercie, jaką otrzymaliśmy. Nie wystarczy również je przeczytać i pozostać na miejscu. Aby doświadczyć dobrodziejstwa Bożych darów, musimy skorzystać z zaproszenia, jakie Bóg nam wręcza w Chrystusie, Swoim umiłowanym Synu.

Tekst zaproszenia z 55 rozdziału Izajasza zawiera kilkakrotne wezwanie, aby przyjść, kupić (bez pieniędzy, gdyż Chrystus już zapłacił), aby “pić” w pełni Boże zbawienie. Jedynie wówczas, gdy “skonsumujemy” zaproszenie, będziemy mogli poznać jak wspaniałe jest życie w Chrystusie. Pan Jezus powiedział wyraźnie: “jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie” (Mat. 11:30). A to znaczy, że będziemy mogli w pełni korzystać z jakości życia, jakie On zapewnia Swoim owcom. Chrystus, nasz Dobry Pasterz przyszedł, aby Jego owce “miały życie i obfitowały” (Jan 10:10).

Psalmista Dawid modlił się słowami: “Dasz mi poznać drogę życia, obfitość radości w obliczu twoim, rozkosz po prawicy twojej na wieki” (Ps. 16:11). Dzięki temu, czego dokonał Chrystus, gdy umiłował nas “do końca”, możemy w pełni doświadczać Bożych darów już teraz, w doczesności.

Później, gdy Pan powróci po Swój Kościół, “porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem” (1 Tes. 4:17). Celem naszego życia stanie się udział w weselu Baranka, do którego Pan nas przygotowuje i zaprasza już teraz.

Udział w tym radosnym momencie możemy mieć jedynie wówczas, gdy skorzystamy z tego niezwykłego zaproszenia. Jeśli jeszcze nie masz pewności, że je przyjąłeś, nie czekaj, skorzystaj z niego dziś.

Henryk Hukisz

Tuesday, July 18, 2017

Umiłowana małżonka Boża

Można zauważyć, że w czasie, w którym obecnie żyjemy, zanikają podstawowe cechy kształtujące normalne relacje międzyosobowe. Zamiast budowania więzi małżeńskich poprzez naprawianie relacji, sporne kwestie rozwiązuje się rozwodem. Dlatego też przestajemy  rozumieć na czym polega niezachwiana Boża miłość do nas i dopuszczamy do serca obawę, że Bóg może nas odrzucić i zapomnieć o nas.
Bóg miał szczególną relację z Izraelem, która utrzymywała ten naród przez wieki. Lecz gdy Izrael stał się niewierny, Bóg odwrócił Swoje oblicze od umiłowanej małżonki, jednak nie na długo. Jego miłość do Swojego ludu jest niezachwiana, ona nie kończy się rozwodem, tak jak to współczesnie dzieje się wśród ludzi, nawet wśród wierzących w Boga.
Bóg w stosunku do Izraela wypowiedział słowa, jakich nie użył wobec żadnego innego narodu, ponieważ miał w tym Swój plan. Był to plan tajemny, zakryty przed człowiekiem aż do czasu łaski. Dopiero Boży Syn, Jezus Chrystus, odsłonił ten plan, gdyż objął swą łaską każdego człowieka, bez względu na narodowość. Apostoł Paweł pisał o tym do wierzących w Efezie: “On bowiem jest naszym pokojem. On, który w jedno połączył jednych i drugich, i zburzył w swoim ciele dzielący ich mur wrogości – Prawo przykazań w postanowieniach, które uznał za bezużyteczne, aby z obu stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i ponownie jednych i drugich pojednać z Bogiem w jednym ciele przez krzyż, w sobie samym zadając śmierć wrogości” (Ef 2:14-16).
W obrazie, jaki namalował Paweł w Liście do Rzymian, widzimy, że odłamanie gałęzi stworzyło możliwość wszczepienia w pień Bożego przymierza innych gałęzi. Dzięki temu poganie uzyskali dostęp do łaski zbawienia. Lecz Bóg nie odrzucił tych, których wybrał i zagwarantował wieczny dostęp do łaski. W tym obrazie Bożej niezachwianej miłości widzimy gwarancję dla nas, którzy zaufaliśmy Zbawicielowi, gdy przyszliśmy pod krzyż, wyznając nasze grzechy. Jego obietnice są pewne, gdyż darowane nam są w Chrystusie.
Dlatego warto jest przypominać sobie to, co Bóg postanowił uczynić dla Izraela, wybierając sobie ten naród na wyłączną własność. Bóg objawił to wyraźnie przez Mojżesza:
Ty bowiem jesteś dla PANA, twego Boga, świętym ludem. Ciebie wybrał PAN, twój Bóg, ze wszystkich narodów, które są na ziemi, abyś był Jego ludem i wyłączną własnością.
PAN was upodobał sobie i was wybrał, nie dlatego, że jesteście liczniejsi od innych narodów – gdyż jesteście najmniejsi ze wszystkich narodów –
lecz dlatego, że PAN was umiłował i chce dochować przysięgi, którą złożył waszym ojcom. Wyprowadził was PAN mocną ręką i wybawił z domu niewoli, z ręki faraona, króla Egiptu.
Dlatego wiedz, że PAN, twój Bóg, jest Bogiem, Bogiem wiernym, który dochowuje przymierza i miłosierdzia do tysięcznego pokolenia wobec tych, którzy Go kochają i przestrzegają Jego przykazań (Pwt 7:6-9)
Chociaż Izrael, stając się niewierną małżonką, zapominał o Bożym miłosierdziu, jakiego doświadczał w przeciągu stuleci swego istnienia, to jednak Bóg nigdy nie zapomniał o danych obietnicach.
Prorok Izajasz zapisał wiele słów, które były świadectwem nieustającej miłości Boga do narodu wybranego. Dają one gwarancję, że Boża miłość jest wieczna, dzięki czemu Izrael też może oczekiwać zbawienia. Czy można inaczej odebrać słowa, jakimi Boży prorok podtrzymywał nadzieję w sercach Izraelitów. 
Nie bój się, bo już się nie zawstydzisz! Nie wstydź się, gdyż już nie doznasz pohańbienia! Bo zapomnisz o wstydzie młodości i więcej nie wspomnisz o hańbie wdowieństwa.
Twoim małżonkiem bowiem jest Ten, który cię stworzył, Jego imię brzmi PAN Zastępów. Twoim Odkupicielem jest Święty Izraelae, który jest nazywany Bogiem całej ziemi.
PAN cię wzywa jak kobietę porzuconą i zgnębioną na duchu. Czy można wzgardzić żoną poślubioną w młodości? – mówi twój Bóg.
Porzuciłem cię na krótką chwilę, Lecz zgromadzę cię w wielkim miłosierdziu.
W porywie gniewu na chwilę zakryłem przed tobą swoją twarz, lecz z miłości odwiecznej się ulitowałem – mówi PAN, twój Odkupiciel (Iz 54:4-8).
Bóg nadal miłuje Swoją małżonkę, pomimo jej niewierności.
Mając przed oczami ten obraz nieustającej miłości, możemy być pewni, że Bóg, “który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszystkich, jak i z Nim nie miałby nam darować wszystkiego?” (Rz 8:32).
Dlatego, będąc odrodzonymi przez Ducha Świętego, możemy mieć pewność, że “ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani to, co wysoko, ani to, co głęboko, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu” (Rz 8:38,39).
Pan Jezus, gdy mówił o wydarzeniach czasów ostatecznych, użył obrazu drzewa figowego, które zacznie wypuszczać pąki. Wówczas powiedział do uczniów: “A gdy się to zacznie, umocnijcie się i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21:28).
Przyglądajmy się więc temu, co dzieje się z narodem wybranym i nie odrzuconym, lecz umiłowanym miłością wieczną. Pamiętajmy o tym, że Bóg umiłował nas tak samo, jak umiłował Swój wybrany naród. Skoro zapewnia, że nie odrzucił Izraela, gdyż Jego obietnice są nieodwołalne - "Zgodnie z Ewangelią są nieprzyjaciółmi ze względu na was, zgodnie zaś z wybraniem są umiłowanymi ze względu na ojców. Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże" (Rz 11:28,29).
Apostoł Paweł zadaje retoryczne pytanie, aby upewnić nas o Bożej wierności: "Pytam więc: Czy Bóg odrzucił swój lud? To niemożliwe! I ja przecież jestem Izraelitą, potomkiem Abrahama, z plemienia Beniamina. Bóg nie odrzucił swojego ludu, który wcześniej poznał" (Rz 11:1,2).
Henryk Hukisz

Wednesday, March 29, 2017

Zero bojaźni Bożej

 Jesienią ubiegłego roku, kilka tygodni po powrocie do kraju, zostałem zaproszony na spotkanie z okazji 499-tej rocznicy Reformacji. Ponieważ spotkania odbywało się pod hasłem „Święto Biblii”, z zainteresowaniem wybrałem się na nie w gronie kilku lokalnych pastorów ewangelicznych. Organizatorem tego spotkania była Poznańska Grupa Ekumeniczna, a gościem specjalnym był „br. Alois z Taizé, który wygłosił z okazji tego święta okolicznościowy wykład. W audytorium uniwersyteckim UAM zgromadziło się dość liczne grono przedstawicieli lokalnych społeczności protestanckich i katolickich propagatorów ekumenizmu.
Z ogromnym zaskoczeniem i niesmakiem wysłuchałem wykładu przeora Wspólnoty Ekumenicznej z Taize. Mówca, wiedząc, iż większość słuchaczy stanowią wyznawcy społeczności ewangelicznych, przekonywał do zupełnej uległości jedynej głowie kościoła, jaką jest papież oraz do oddania czci najświętszemu sakramentowi, czyli do uznania prawdziwości przemiany kawałka wafelka w autentyczne ciało Pana Jezusa.
Pisałem już wcześniej na temat dążeń działaczy ekumenicznych z kręgów kościoła rzymsko-katolickiego w rozważaniu „Jezus ekumenista?”. Zgodnie z założeniami katechizmu tego kościoła, jedynym celem ekumenicznej działalności jest przywrócenie „braci odłączonych” ponownie na łono jedynozbawczej organizacji religijnej, za jaką uważa się KRK.
W tym roku będziemy obchodzić pięćsetną rocznicę Reformacji. W Polsce, na początku lutego, Senat RP przyjął uchwałę, którą „pragnie uhonorować polskich protestantów, którzy współtworzyli oblicze religijne, kulturowe, społeczne i gospodarcze naszej Ojczyzny”. Warto jest zwrócić uwagę na fakt, iż ta ustawa została przyjęta 40 głosami „za” przy 27 „przeciw” i 17 wstrzymujących się. Kilku senatorów PiS wypowiadało się przeciw, uważając, iż Reformacja doprowadziła do największego rozłamu w kościele katolickim, a ponad to, „protestantyzm ma już niewiele wspólnego z chrześcijaństwem. Jest to rodzaj nowej religii, która podważyła wszystkie dogmaty Kościoła katolickiego” (senator Ryszka).  
Z niepokojem obserwuję wzrost zainteresowania pośród ludzi uważających się za ewangelicznie wierzących i branie udziału w różnego rodzaju wydarzeniach o charakterze jednoczącym chrześcijan. Samo określenie tego charakteru spotkań nie świadczy jeszcze o prawdziwej jedności, która możliwa jest jedynie w Chrystusie. Prawdziwy Kościół tworzą jedynie osoby, które doświadczyły łaski narodzenia się na nowo. Pan Jezus, jedyna i prawdziwa Głowa tego Kościoła określił jednoznacznie, kto znajduje się w Jego Kościele, słowami: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego” (Jan 3:5).  
500 lat temu, Marcin Luter przypomniał, że zbawienie jest darem łaski Bożej a nie efektem wykupionych odpustów. Ten augustiański mnich, po odbyciu pielgrzymki do Rzymu, aby dokonać wykupienia z czyśćca bliskiej mu osoby, zobaczył tam ogrom korupcji wśród hierarchów i dążenie do życia w przepychu, postanowił walczyć o biblijną prawdę o zbawieniu z łaski. Pomimo tego, że dążenia Lutra zostały wykorzystane do walki politycznej, głównie w ówczesnych Niemczech, prawdą pozostaje fakt, że dzięki jego działaniom mamy dziś Biblię w ojczystym języku.
Największym dokonaniem reformatora jest ukazanie biblijnej nauki o zbawieniu. Bóg dokonał odkupienia grzesznika w ofierze Swego Syna. Dzięki śmierci Chrystusa na krzyżu, usprawiedliwienie grzesznika dostępne jest dla każdego, kto uwierzy, a nie na drodze żmudnego przestrzegania praw kościoła katolickiego. List do Rzymian, którym głównie zajął się Luter, gdy przystąpił do tłumaczenia Biblii na język ojczysty, zawiera naukę apostolską, jaką zwiastował prawdziwy Kościół od początku swego istnienia. Czytamy w tym liście, że „niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy, i to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa” (Rzym. 3:21-26).
Tego zwiastowania nie usłyszą do dziś uczestnicy „mszy świętych”, gdyż nadal odprawia się tam misterium przeistoczenia opłatka w ciało Chrystusa, dzięki czemu następuje pogłębienie i odnowienie życia łaski otrzymanego na chrzcie świętym osoby należącej do kościoła katolickiego.  
Nigdy nie będę w stanie zrozumieć tego, że osoba odrodzona przez Ducha, narodzona do nowego życia w Chrystusie, może uczestniczyć w obrzędach liturgicznych, które są zaprzeczeniem nauki biblijnej o zbawieniu. Odwołanie do biblijnego wersetu „jedno ciało i jeden Duch” (Efez. 4:4) dla takich wspólnych imprez, nie świadczy jeszcze o jedności, jaką może sprawić jedynie obecność Chrystusa w Jego prawdziwym Ciele. Udział w organizowanej masowej imprezie w czasie tzw. „Bożego Ciała”, określonej mianem „Jednego serca, jednego ducha”, czy konferencji „Strefa Zero” jest przejawem braku bojaźni Bożej w sercach tych uczestników, który uważają siebie za narodzonych na nowo.  
Czytałem niedawno publiczne tłumaczenie jednego z pastorów, który usprawiedliwia swój udział w „Strefie Zero”, posłuszeństwem Chrystusowi, „który osobiście wziąłby udział w tym wydarzeniu”. Tak, to prawda, że Pan Jezus przyjął zaproszenie z rąk pewnego faryzeusza i zasiadł przy jego stole. Lecz miał odwagę powiedzieć mu prawdę wobec pokutującej niewiasty – „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twojego domu, a nie dałeś wody dla nóg moich; ona zaś łzami skropiła nogi moje i włosami swoimi wytarła” (Łuk. 7:45). Przy innej okazji, gdy w sabat wszedł do domu jednego z przedniejszych faryzeuszów, nie uszanował jego „pobożności”, lecz wbrew jego przekonaniom na temat święcenia sabatu, uwolnił człowieka cierpiącego w chorobie (Łuk. 14:1-6).
Inny pastor pochwalił się na FB zdjęciem, na którym stoi wraz z duchownym katolickim przy ołtarzu i wspólnie odprawiają eucharystię. A przecież, według nauki tego kościoła, podczas tego misterium, na słowa kapłana, dokonuje się akt stwórczy Boga. Na słowo człowieka, stwarza się Ciało Boga, czyli najświętszy sakrament, bez którego nie może dokonać się zbawienie.
Apostoł Paweł wzywa wierzących i odrodzonych przez Ducha, aby dopełniali „świątobliwości swojej w bojaźni Bożej” (2 Kor. 7:1). A jest to bezpośrednie odwołanie do obietnic, jakie darowane są tym, którzy postanowili nie chodzić „w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?” (2 Kor. 6:14). Słowa te są wypełnieniem polecenia „Rozszerzcie i wy serca wasze!” (w. 13). Apostoł Paweł nie rozumiał tego polecenia jako zachęcanie do braniu udziału we wspólnych imprezach z tymi, którzy „nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa” (2 Tes. 1:8). Pisałem o tym wcześniej w rozważaniu pt. „Zwodzenie wybranych”.
Z pewnością w roku uroczystych obchodów 500-nej rocznicy Reformacji, kontrreformacja uaktywni się znów w różnych wydarzeniach. Bądźmy więc uważni, aby zachować świadectwo prawdy o zbawieniu, jakie Bóg łaskawie ofiaruje w Chrystusie. Pamiętajmy, że od czasów apostolskich, „nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz.Ap. 4:12).
„Gość Niedzielny” informuje: „Katolicy uważają, że radosne świętowanie wydarzeń, które podzieliły Kościół, to niedobry pomysł”. Obawiam się, że ci, którzy zafascynowani są imprezami niwelującymi znaczenie Reformacji, czytają tę gazetkę zamiast Biblii.
Henryk Hukisz

Friday, March 10, 2017

Wilki w stadzie


 Wczoraj, jak żywo przypomniała mi się pewna sytuacja, jakiej byłem świadkiem kilkanaście lat temu w Chicago.

Jak wiadomo, Chicago jest największym skupiskiem Polaków na świecie, poza Polską. Mówi się nadal, chociaż nie jest to już prawdą, że Chicago jest największym polskim miastem, zaraz po Warszawie. Polonia chicagowska posiada kilka organizacji, które pomagają rodakom na obczyźnie w załatwianiu wielu problemów, szczególnie w sytuacjach, gdy konieczne jest komunikowanie się w oficjalnym języku, jakim nadal, przynajmniej oficjalne jest język angielski.

Jedną z najstarszych organizacji polonijnych, bo założonej w 1880 roku, jest Związek Narodowy Polski (Polish National Alliance). Jednym z najdłużej urzędujących prezydentów tej organizacji był Edward Moskal, znany z nietuzinkowych wypowiedzi. Naraził się antysemickimi oświadczeniami tak bardzo, że mer Chicago obawiał się utrzymywać z nim jakiekolwiek kontakty, pomimo, że polonia stanowiła sporą część ludności tej aglomeracji. W 2005 roku w podeszłym już wieku pan Moskal zmarł i w PNA nastąpiła zmiana na stanowisku jej prezydenta. Demokratyczną większością głosów wybrano nowego prezydenta, pana Franka Spulę. Nie wszystkim jednak ten wybór spodobał się, więc przystąpiono do działania w typowy dla Polaków sposób – delegacja niezadowolonych z wyboru nowego prezydenta udała się do urzędującego mera Chicago z informacją, że pan F. Spula nie został legalnie wybrany na to stanowisko, więc nie powinien z nim się kontaktować. W prasie chicagowskiej ukazał się artykuł na ten temat, wyrażający zdziwienie „polską metodą załatwiania wewnętrznych spraw”.

Kilka lat po tym wydarzeniu, mer Chicago Richard Daley odwiedził siedzibę PNA, aby spotkać się z prezydentem organizacji Frankiem Spulą. Ponieważ w tamtym czasie byłem nieformalnym członkiem tej organizacji, prowadząc audycje radiowe na WPNA, oficjalnej stacji radiowej tej organizacji, uczestniczyłem w tym spotkaniu. Przy okazji zanotowałem inny typowo „polski” akcent – merowi wręczono wielką kilkulitrową butlę wódki dębowej. Stwierdzam obiektywnie, że gość odebrał prezent z miną wyrażającą ogromne zdziwienie.

Wczoraj, oglądając relację z wydarzenia mającego ogromną wagę dla nas Polaków, ze zdziwieniem słuchałem wypowiedzi niezadowolonych z tego wyboru, zawierające nienawiść, chęć pomszczenia, a przecież dotyczyło to naszego rodaka, drugiego Polaka. Czy nie ma żadnej więzi łączącej nas Polaków, jako przedstawicieli tego samego narodu?

Naród jest tworem Bożym. Był kiedyś czas, gdy Bóg organizował życie na ziemi, pośród potomków synów Noego dokonał podziału „według rodów ich w narodach ich. Od nich to wywodziły się narody na ziemi po potopie” (1 Moj. 10:32). Później, gdy zaczął działać Kościół Jezusa Chrystusa, zwiastując ewangelii wszystkim narodom, apostoł Paweł nauczał jednoznacznie, że Bóg „z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania” (Dz.Ap. 17:26). Tak więc narodowość ma biblijne znaczenie. To, że jesteśmy Polakami, łączy nas i narzuca zobowiązanie niesienia Dobrej Nowiny rodakom. Niestety, obserwuję niepokojące zjawisko nawet wśród wierzących – sianie nienawiści wobec rodaków, naszych bliźnich, których Pan Jezus nakazał miłować – „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mat. 22:39).

Przy tej okazji chcę odnieść się do podobnego zjawiska, jakie pojawiło się wśród swoich. Wiadomo, że był czas, którego nikt z nas nie wybierał. Żyliśmy w systemie narzuconym Polsce w okresie powojennym, który dziś jedynie wspominamy, jako czasy „PRL-owskie”. Ponieważ nawróciłem się do Boga ponad pół wieku temu, w latach 60-siątych i późniejszych musieliśmy działać ze świadomością, że istnieją specjalne służby represyjne i kontrolujące nas. A skoro Kościół jest społecznością ludzi wierzących różnych narodowości, utrzymywaliśmy kontakty z braćmi z innych krajów. Ówczesny system polityczny traktował te inne kraje jako wrogie Polsce, stąd nasilała się kontrola tych osób, które musiały te kontakty utrzymywać dla dobra i rozwoju naszej społeczności wyznaniowej. Pisałem już a ten temat przy innej okazji w rozważaniu „Anioł stróż”.

W ostatnich dniach nasiliła się działalność pewnych osób, o niezrozumiałym dla mnie nastawieniu do tamtej przeszłości. Nie wiem kto ich upoważnił, a szczególnie pana Adama Ciućkę, do publikowania wyrwanych z kontekstu, bez materiałów uzupełniających, informacji o naszych braciach., którzy w jego opinii byli „TW” dla służb bezpieczeństwa w czasach PRL? Jak pisze pan Ciućka, wiele dokumentów, na które się powołuje, zostało zniszczonych, skąd więc ma te informacje? Czy są to jego chore z nienawiści do bliźnich insynuacje, czy posiadał dostęp do tych materiałów, przed ich zniszczeniem. Kim więc jest pan Adam Ciućka?

Kościół jest społecznością ludzi niedoskonałych, usprawiedliwionych grzeszników. Apostoł Paweł pisze wyraźnie – „Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie” (Efez. 4:32). Więc tylko te osoby, które doznały przebaczenia Chrystusowego, potrafią wybaczać innym. Dalej czytamy odnośnie naszych wewnętrznych relacji, że powinniśmy przyoblec się „jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw komu: Jak Chrystus odpuścił wam, tak i wy” (Kol. 3:12,13). Taki jest Kościół, chyba, że ktoś nie jest odrodzony z Ducha, to nigdy nie zrozumie na czym polega umiejętność wybaczania.

Mając te myśli w sercu, z zazdrością czytam o apostole Pawle, który wobec swoich rodaków miał tak ogromne pragnienie, że wyznał: „Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, a poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym, że mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim. Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała, Izraelitów” (Rzym. 9:1-4).

Niedawno sprawdziłem, że w poznańskim oddziale IPN znajduje się jeden tom zawierający 22 strony dokumentów na temat mojej osoby. Chciałem wybrać się kiedyś do tego urzędu, aby zapoznać się z tym, co tam jest napisane. Myślę teraz jednak, że nie będę musiał, gdyż pan Ciućka zrobi to za mnie.

Henryk Hukisz