Sunday, June 14, 2015

Wierzyć Mojżeszowi

Z pewnością każdy z nas spotkał się już z pytaniem: „Skąd Kain wziął żonę?”. Są ludzie, którzy uważają, że zgodnie z tekstem biblijnym, Adam i Ewa mieli jedynie trzech synów, z których jeden już nie żył. Nie jest napisane czy pierwsi rodzice już mieli córki, gdy Kain szukał żony, a jeśli nawet, to musiał ożenić się z własną siostrą.
Dlatego też na temat pierwszych rozdziałów Biblii jest wiele kontrowersyjnych poglądów, od radykalnych do liberalnych. Jedni zagorzale bronią dosłownej interpretacji tekstu biblijnego z 1 Księgi Mojżeszowej, inni traktują ten tekst symbolicznie, twierdząc, że zawiera jedynie obrazy przedstawiające Boże idee. Czy rzeczywiście można uznać obie strony za poprawne teologicznie?
Pięć ksiąg, jakie znajdują się na początku Pisma Świętego, napisał Mojżesz, dlatego też nazywamy je od jego imienia. Czy rzeczywiście Mojżesz mógł opisać dokładnie wszystko, co wydarzyło się zanim się narodził? Oczywiście że tak, ponieważ informacje przekazywane w tamtym czasie z pokolenia na pokolenie ustnie, były wiarygodne. Nie można przykładać tej samej miary do zdolności zapamiętywania zdarzeń, jaką my posiadamy. Nasz umysł nie jest w stanie zapamiętać wszystkiego, aby później to wiernie odtworzyć, ponieważ dociera do nas zbyt dużo informacji. Mojżesz znał dokładny opis wydarzeń, jakie miały miejsce od początku świata. Adam i Ewa przekazali ten opis swoim dzieciom, które z kolei przekazywały go następnym pokoleniom, aż do czasów Mojżesza.
Co jednak z dosłownością opisów biblijnych odnośnie stworzenia pierwszych pokoleń, wydarzeń z życia Noego, Abrahama, Izzaka, czy Jakuba? Jak najbardziej są prawdziwe i musimy w nie wierzyć tak, jak zostały zapisane. Spotykamy się często z poglądem, że nie jest ważne, czy Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, czy na początku byli jedynie Adam i Ewa, a nie cała ludzkość, którą pierwsza para jedynie symbolizowała. Z takimi poglądami zgadzają się dziś pastorzy i nauczyciele Słowa Bożego, który utwierdzają innych, że najważniejsze jest wierzyć w prawdziwość zapisów ewangelistów na temat życia i dzieła Jezusa Chrystusa. Twierdzą oni, że od tego zależy nasze zbawienie, a inne starodawne wydarzenia są mało istotne, gdyż nie mają wpływu na nasze zbawienie. Czyżby?
Pan Jezus, w rozmowie z Izraelitami powiedział bardzo wyraźnie: „Gdybyście bowiem wierzyli Mojżeszowi, wierzylibyście także Mnie, ponieważ on o Mnie napisał. Jeśli jednak jego pismom nie wierzycie, jak uwierzycie Moim słowom?” (Jn 5:46,47). Wniosek, jaki płynie z tych słów jest oczywisty – to, jak traktujemy słowa zapisane przez Mojżesza, świadczy o tym, jak przyjmujemy słowa wypowiedziane przez Jezusa. Zaraz, zaraz, powiedzą zwolenincy liberalnego traktowania słów zapisanych przez Mojżesza, on pisał do Żydów, a my jesteśmy wolni od Zakonu. Niestety, taki pogląd jest sprzeczny ze zdaniem Pana Jezusa, gdyż On powiedział, że Mojżesz pisał o Nim.
Osobiście uważam, iż nasza wiara w stworzenie świata w ciągu sześciu dni, jak to zostało zapisane przez Mojżesza, jest tak samo ważna, jak to, że Pan Jezus umarł na krzyżu za wszystkich grzeszników. Pierwsze rozdziały naszej Biblii stanowią fundament naszej wiary. Tak jak prawdą jest, że fundament jest pewnością przetrwania budynku w czasie burzy, tak samo ważne jest, abyśmy nie dali podważyć przez nikogo wiarygodności pierwszych rozdziałów Biblii. One bowiem stanowią fundament naszej wiary w całość Słowa Bożego, gdyż jest napisane -  całe Pismo jest natchnione przez Boga(2 Tm 3:16).
Czasy ostateczne są okresem szczególnych ataków diabelskich na wiarygodność Biblii. Zauważyłem, że Boży przeciwnik z upodobaniem zasiewa w sercach ludzi wierzących wątpliwości, przede wszystkim w fundamentalne prawdy. Ciekawe jest to, że nie jest podważana wiarygodność ewangelii, nawet Hollywood produkuje filmy na temat życia Jezusa. Natomiast, na temat pierwszych rozdziałów Biblii, tzw. „nauka”, wygłasza najdziwniejsze teorie, aby ludzie, w trosce o własną opinę, przyjmowali je jako wiarygodne.
Ewolucja nauczana w każdej szkole tak bardzo zagnieździła się w umysłach ludzkich, że nawet wielu wierzących uważa, iż Bóg stworzył świat w ciagu milionów lat. Przecież nie będziemy sie ośmieszać, mówią zwolennicy tej teorii, bo najważnejsze jest wierzyć w miłość Bożą. Z upodobaniem podkreślają, że to przecież Chrystus rzekł, wskazując na przykazanie o miłości Boga, że „to jest najważniejsze i pierwsze przykazanie” (Mt 22:38).  A jednak Pan Jezus powiedział, że jeśli jednak jego pismom nie wierzycie, jak uwierzycie Moim słowom? (Jn 5:47). Jeśli diabłu udaje się podważać wiarygodność słów Mojżesza, nie będzie miał wielkich problemów, aby „o ile to możliwe, zwieść nawet wybranych” (Mt 24:24).
Słowo Boże wskazuje wyraźnie na niezaprzeczalną prawdę, że „fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus” (1Kor 3:11). Jak powiedział sam Chrystus, że słowa Mojżesza są o Nim, tak samo ważne jest, abyśmy nie dali się zwieść. Apostoł Piotr zapisał nam ważne słowa ostrzeżenia – „Wy więc, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez błędy ludzi nieprawych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku” (2 Ptr 3:17).
Jednym ze znaków czasów ostatecznych jest to, że będą pojawiać się nauczyciele, którzy dla pozyskania słuchaczy, bedą pomijać te fundamentalny prawdy, aby nie ośmieszać się w oczach powszechnej dziś nauki.  Lecz należy poważnie rozważyć kwestię, czy jeśli pominą słowa Mojżesza, to czy mogą zwiastować słowa rodzące wiarę?
„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu, bo trzeba, aby ten, kto zbliża się do Boga uwierzył, że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11:6). Diabeł też o tym wie, dlatego stara się przede wszystkim pozbawić wierzących fundamentu. Później, jak rzekł Pan Jezus, stanie się tak, jak w przypowieści - „Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, i zawalił się, i runął z wielkim trzaskiem” (Mt 7:27), gdyż nie miał solidnego fundamentu.

Henryk Hukisz

Podbny temat na tym blogu - "Jestem fundamentalistą"



Friday, June 12, 2015

Doskonałe odkupienie


Na stronach internetowych można dziś znaleźć kuszące oferty – „W programie Rewards czeka na Ciebie mnóstwo emocji i atrakcyjnych nagród - począwszy od ekskluzywnych produktów, po możliwość przeżycia niezapomnianych przygód, takich jak skok ze spadochronem, kurs kitesurfingu, jazda bolidem wyścigowym czy lot balonem”. Myślę, że te ostatnie atrakcje są adresowane szczególnie do ludzi w podeszłym wieku.
Banki i sklepy oferuja dziś każdemu klientowi specjalne karty typu „Rewards”, które dają możliwość uzbierania punktów przy kolejnych zakupach. Po pewnym czasie, gdy zgromadzi się już spora ilość tych punktów, można za nie wybrać jakiś atrakcyjny towar ze specjalnego katalogu.
Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych do Polski, zachęcony dobrym doświadczeniem, jakie tam oferowała pewna sieć stacji benzynowych, wyrobiłem sobie podobną kartę w tej samej firmie. Po kilku tankowaniach, poinformowany przy kasie, iż posiadam już odpowiednią ilość punktów, z podanego mi katalogu, wybrałem "Męski portfel", ponieważ ten, który trzymałem w ręku, już się rozpadał. Ku memu zdziweniu, kasjerka doliczyła za niego 80,00 PLN, tłumacząc, że jest to niższa cena za zgromadzone już punkty. Pięknie podziękowałem, chowając do kieszeni stary portfel.
System „rewards”, polegający na wykupieniu towaru za zgromadzone punkty, wywodzi się z biblijnego pojęcia „odkupienie”, jakie Bóg zastosował dla naszego zbawienia. Apostoł Paweł, napisał, że Bóg „przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej (...) w Nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego,” (Efez.1:5,7). Greckie słowo „apolutrosin”, które znaczy „wykupić z niewoli”, wywodzi się z „apoluo”, „uwolnić”. "Rewards" we współczesnym handlu polega na tym, że za uzbierane punkty, wybrany towar "uwalnie się z zatrzymania" i staje się on własnością osoby wykupującej.
Przenosząc te prawa, przez analogię, do relacji pomiędzy nami a Stwórcą, można powiedzieć, że Bóg przeznaczył nas do wieczności ze Sobą. W Biblii czytamy, iż „stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go” (1 Moj. 1:27). To podobieństwo zawiera w sobie niekończącą się i niczym nie zakłuconą społeczność ze świętym Bogiem. Przeznaczenie do tej społeczności, w pojęciu Boga Ojca, nie przestało obowiązywać, Bóg nigdy nie zrezygnował z prawa do przebywania człowieka z Nim, gdyż, jak pisał apostoł Paweł: „przeznaczył nas do synostwa”.
Z historii biblijnej wiemy, że ta relacja została w pewnym momencie przerwana, ponieważ złamane zostało Boże prawo mówiące, iz „z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz” (1 Moj, 2:17). I tak też się stało, na skutek nieposłuszeństwa, Adam i Ewa musieli opuścić miejsce wspólnego przebywania ze Stwórcą, a powrotu do raju broniły „cheruby i płomienisty miecz wirujący (w. 24).
 Bóg jednak nie przestał miłować człowieka, którego stworzył dla Siebie, i chociaż, jak to ujął apostoł Paweł – „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rzym. 3:23), to możemy być „usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie” (w. 24).
W następnych zdaniach Paweł wyjaśnia, na czym polega to odkupienie. Pisze, że Bóg wyznaczył cenę odkupienia tej utraconej społeczności z Nim - życie Syna Bożego, świętego i bezgrzesznego, ponieważ tylko ta ilość „punktów” jest w stanie zadośćuczynić za utraconą niewinność. Nikt inny na całym świecie i w ciągu historii życia ludzi na ziemi, nie był w stanie takiej ceny zapłacić, dlatego „Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego (Chrystusa), skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa” (Rzym. 3: 25,26).
Człowiek nie jest w stanie sam od siebie nic uczynić, aby wyrównać wielkość spowodowanej szkody i uzyskać prawo do wykupienia swego zbawienia. Bóg doskonale o tym wiedział, dlatego dał „dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rzym. 5:8).
Boże prawo nie podlega zadnej zmianie. To, co Bóg rzekł, musi się stać. Skoro „zapłatą za grzech jest śmierć”, jedynie śmierć mogła wykupić nas od skutków złamania tego prawa. Musiała to być śmierć kogoś, kto nie popełnił żadnego grzechu, czyli wolnego od skutków tego prawa. Taką Osobą jest jedynie Boży Syn, Jezus Chrystus,  dlatego Paweł dokończył wyjaśnienie działania Bożego odkupienia - „lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 6:23).
Bóg dał nam prawo do stania się znów Jego dziećmi. Lecz to nie znaczy, że my z naszej strony nie musimy już niczego robić, tylko uznać fakt, że zostaliśmy wykupieni z odpowiedzialności za wszystkie swoje grzechy?
Gdy w dniu Pięćdziesiątnicy, apostoł Piotr wyjaśniał zgromadzonym w Jerozolimie ludziom, na czym polega teraz odkupienie z grzechów i wskazał na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, wówczas słuchacze „poruszeni do głębi rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz.Ap. 2:37). Piotr odpowiedział: „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (w. 38).
Niestety, dziś najczęściej zwiastuje się jedynie o miłości Bożej, bez wskazania na cenę, jaką musiał zapłacić Jezus Chrystus, aby nas odkupić. Dlatego też słuchacze tak spłyconej ewangelii nie czują się poruszeni w swoich sumieniach, aby zapytać, co mają zrobić dla Jezusa.
Pan Jezus tak często mówił o cenie, jaką my mamy zapłacić, aby Go naśladować – „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mat. 16:24). Aby nie było wątpliwości co do tego, na czym polega prawdziwe odkupienie, aby znow stać się dzieckiem Bożym, które w Chrystusie ma społeczność z Ojcem, Jezus rzekł: „kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien” (Mat. 10:38).
Apostoł Paweł zostawił nam swoje osobiste świadectwo, jak on sam przyjął to doskonałe odkupienie w Jezusie Chrystusie  – „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal. 2:20).

Henryk Hukisz

Wednesday, June 3, 2015

Jednego Ducha?

Szukając niedawno na YouTubie nagrań z uwielbieniem Boga, trafiłem na materiał zatytułowany „Katolicko-zielonoświątkowy Wieczór Uwielbienia”. Z opisu dowiedziałem się, że 27 lutego 2015 roku wierni z rzymskokatolickiej parafii św. Michała Archanioła w Świdwinie wraz ze zborem Kościoła Zielonoświątkowego spotkali się na wspólnej modlitwie.

Wiem, że przybywa zwolenników takich inicjatyw — i to nie tylko pojedynczych wieczorów, ale wielogodzinnych wydarzeń czy „eventów”. Jednym z nich jest m.in. coroczne uwielbienie „Jednego Serca Jednego Ducha”. Osobiście uważam, że wyrazu „duch” w kontekście tych wydarzeń nie sposób napisać wielką literą, ponieważ Duch Święty nie może inspirować tego typu ekumenicznych miksów.

Oto inny przykład tej samej natury. Spotkanie młodzieży na Polach Lednickich przebiegało pod hasłem „W imię Ducha Świętego”. Wydarzenie to organizuje Kościół katolicki — i właśnie o to chodzi: coraz częściej zaciera się fundamentalne różnice między kościołami w imię rzekomej jedności duchowej. Coroczne spotkania w Rzeszowie w okresie Bożego Ciała gromadzą setki, a nawet tysiące ludzi z różnych nurtów i denominacji, by wspólnie przy muzyce „bawić się i odnajdywać swoją godność w Bożym ogrodzie” (jak podają oficjalne materiały wydarzenia). Centralnym punktem tego zgromadzenia pozostaje jednak wystawienie i procesja z „Najświętszym Sakramentem” — zamkniętą w monstrancji hostią, która według nauki katolickiej na słowa kapłana zmienia się w dosłowne ciało Chrystusa.

Jaką duchową jedność mogą mieć ewangelicznie wierzący chrześcijanie — którzy opuścili tradycyjny kościół z powodu niebiblijnych praktyk — z tymi, którzy nadal wiernie się ich trzymają? Albo to odejście było jedynie formalnością, albo coś głęboko poprzestawiało się w myśleniu i sercach takich wierzących.

Wracając na Pola Lednickie: organizatorzy wręczali uczestnikom kadzidełka, aby po powrocie do domu, przy ich dymie, mogli „doświadczać obecności Ducha Świętego”. O. Jan Góra z góry zakładał chyba, że Duch Święty nie mieszka w sercach rozśpiewanej młodzieży, skoro potrzebowała ona zewnętrznych rekwizytów. Kulminacyjnym punktem była możliwość uściśnięcia dłoni Jana Pawła II. Ponieważ papież od lat nie żyje, odlano jego rękę z brązu, aby każdy mógł otrzymać „błogosławieństwo”, ściskając kawałek metalu. Powagi tej scenerii dodawał sam Prymas, trzymający ten odlew w rękach.

Czy naprawdę ktoś uważa, że za tym wszystkim stoi Bóg w Osobie Ducha Świętego?

Pisałem już na ten temat w rozważaniu „Obcy ogień chwały”. Bóg jest godzien prawdziwej czci, a taką mogą Mu złożyć wyłącznie ci, którzy narodzili się „z wody i z Ducha” (J 3:5). Jezus, obiecując uczniom posłanie Ducha, powiedział: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, co usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam oznajmi” (J 16:13–14).

„On Mnie otoczy chwałą” — powiedział Pan Jezus. To oznacza, że prawdziwe uwielbienie może sprawić jedynie Duch Święty: ten Jedyny, Prawdziwy i Autentyczny, wypełniający serca ludzi odrodzonych „nie z nasienia zniszczalnego, ale ze zniszczalności opornego — przez Słowo Boga, które żyje i trwa” (1 Pt 1:23). Są to ci, którzy odpowiedzieli na ewangeliczne wezwanie: „Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2:38), porzucili dawne życie i poszli za Chrystusem.

Naśladowanie Jezusa to nie jednorazowa emocjonalna przygoda wywołana śpiewaniem religijnych piosenek, ale całkowite posłuszeństwo. Wyraził to apostoł Piotr: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą” (Łk 18:28). Słowa te były odpowiedzią na postawę bogatego młodzieńca, któremu mimo przestrzegania Przykazań Jezus powiedział: „Jednego ci jeszcze brakuje: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i naśladuj Mnie” (Łk 18:22). Piotr zrozumiał, że deklaracje nie wystarczą — liczy się codzienne, pełne oddania naśladowanie Pana.

Jednanie się tych, którzy doświadczyli nowonarodzenia z Ducha Świętego, z osobami, które tego nie znają i trwają jedynie w tradycji przodków, jest niemożliwe. Jezus ostrzegał: „Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż taka łata ściąga materiał i rozdarcie staje się gorsze” (Mt 9:16).

Apostoł Paweł, jakby przewidując dzisiejsze próby ekumenicznego jednoczenia, pisał wprost: „Co ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo co ma wspólnego światło z ciemnością? (...) Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego — jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem” (2 Kor 6:14, 16).

Realna obecność Boga wśród tych, których usprawiedliwił i uświęcił, w zupełności wystarczy. Nie ma potrzeby szukania atrakcji tam, gdzie wciąż obecne są bałwochwalcze praktyki. Uznając „jedność ducha” z ludźmi nieodrodzonymi, sami zamykamy sobie możliwość zwiastowania im prawdziwej, wyzwalającej Ewangelii.

Nie piszę tego z pogardą do kogoś, kto wierzy inaczej. Chcę jednak jasno podkreślić: nie da się połączyć w jedno tego, co duchowo żywe, z tym, co jest jedynie pomalowane na żywe kolory. Wspólne śpiewanie może się komuś podobać, ale nie należy mylić go z oddawaniem chwały Bogu.

Henryk Hukisz

Monday, June 1, 2015

Bałwochwalcze ciało

Jestem przekonany, że gdybyśmy zapytali uczestnika procesji Bożego Ciała o genezę tego wydarzenia, odpowiedzią byłoby jedynie wzruszenie ramion. Być może ktoś inny stwierdziłby, że to po prostu tradycja i idzie w procesji tylko dlatego, że robią to inni.

„Boże Ciało” to święto katolickie powstałe w wyniku tradycji ludowej. Dziś nie ma potrzeby ślęczenia w bibliotekach czy uczestniczenia w specjalistycznych seminariach, aby zgłębić ten temat. Wystarczy smartfon i dostęp do sieci. Wikipedia, jedna z najpopularniejszych witryn internetowych, zawiera dość wiarygodne dane na ten temat.

Pierwsze zdanie, jakie tam znajdziemy, brzmi: „Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego: Święto Najświętszego Ciała Chrystusa (Festum Sanctissimi Corporis Christi), potocznie zwana także Świętem Ciała i Krwi Pańskiej, a w tradycji ludowej: Boże Ciało) – w Kościele katolickim uroczystość liturgiczna ku czci Najświętszego Sakramentu, święto nakazane”. Nie znajdziemy tam ani jednego odniesienia do Biblii; są jedynie fakty historyczne, z których można wywnioskować, jaka jest geneza tego „święta nakazanego”.

To, co mnie uderza, znajduje się już w samym określeniu „najświętszy”. Zgodzimy się, że stopień najwyższy przymiotnika wyklucza istnienie czegoś bardziej świętego. Wynikałoby z tego, że nie ma nic świętszego niż hostia – opłatek mający stanowić autentyczne ciało Chrystusa. Podobnie jest z „Najświętszą” Maryją. Gdzie w tej hierarchii znajduje się zatem Bóg?

W opisie genezy tej tradycji czytamy, że w 1215 roku na Soborze Laterańskim stwierdzono, iż „w czasie Eucharystii chleb i wino zamieniają się w rzeczywiste ciało i krew Jezusa Chrystusa (transubstancjacja)”. Uroczystość poświęcona tej przemianie była obchodzona początkowo lokalnie w południowej Francji i we Włoszech. Dopiero papież Urban IV w 1264 roku nakazał świętowanie jej w całym Kościele katolickim. Jako powód podał „zadośćuczynienie za znieważanie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, błędy heretyków oraz uczczenie pamiątki ustanowienia Najświętszego Sakramentu, która w Wielki Czwartek nie może być uroczyście obchodzona ze względu na powagę Wielkiego Tygodnia”.

Na tym poprzestanę, gdyż dalsze poszukiwania informacji o powstaniu tej uroczystości prowadzą do licznych opisów cudów towarzyszących tej tradycji. Wspomnę jedynie o jednym, dość specyficznym zjawisku. We włoskim miasteczku Lanciano, podczas sprawowania liturgii, ksiądz rzekomo zauważył, że „hostia w jego dłoniach przemieniła się w okrągły fragment ciała, a wino w krew. Ciało pozostało nienaruszone, natomiast krew w kielichu zamieniła się w pięć nierównych bryłek [...]. Z owych pomiarów pozostał zapis, według którego ciężar pojedynczej miał być równy ciężarowi pięciu, ciężar dwóch równy ciężarowi trzech, a ciężar najmniejszej bryłki równy ciężarowi największej”.

Warto przywołać jeszcze jedno zdarzenie, które miało miejsce w Poznaniu i stało się podstawą do szerzenia nienawiści wobec Żydów. Pisałem o tym szerzej we wpisie pt. „Wznowiona nienawiść”, dlatego teraz jedynie o nim nadmieniam, gdyż ono również wiąże się z kultem „Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej”.

Dlaczego zatytułowałem to rozważanie „Bałwochwalcze ciało”? Przymiotnik „bałwochwalczy” oznacza oddawanie boskiej czci przedmiotom wyobrażającym bóstwa lub bezkrytyczne uwielbienie kogoś lub czegoś. Tak podają słowniki, Biblia natomiast znacznie lepiej wyjaśnia istotę bałwochwalstwa.

Jednym z najbardziej znanych fragmentów na ten temat są słowa proroka Samuela. Gdy król Saul okazał nieposłuszeństwo wobec Bożego prawa, prorok rzekł: „Bunt bowiem jest grzechem na równi z czarami, a zarozumiałość – jak bałwochwalstwo i terafim. Ponieważ wzgardziłeś poleceniem Pana, więc On odrzucił ciebie jako króla” (1 Sm 15:23). Ktoś mógłby pomyśleć: przecież król nie zrobił nic złego, pozwolił jedynie ludowi wziąć łupy wojenne, by złożyć je w ofierze Panu. Jednak Bóg nakazał obłożyć te łupy klątwą, a Saul postawił własną wolę ponad nakaz Boga.

Bałwochwalstwo było jednym z najczęstszych grzechów Izraela. Bóg wyraźnie go zabronił w drugim przykazaniu: „Nie będziesz czynił sobie posągu ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie wysoko i na ziemi nisko, i tego, co jest w głębinie wód. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja, PAN, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym...” (Pwt 5:8-10). Nic więc dziwnego, że przykazania tego brakuje w oficjalnej wersji dekalogu katolickiego. Zostało usunięte, aby nie prowokować refleksji nad ustanowionymi świętami. Warto tu przytoczyć słowa Jezusa: „Słusznie Izajasz prorokował o was, obłudnikach, jak jest napisane: Lud ten czci Mnie wargami, lecz swoim sercem daleko jest ode Mnie. Daremnie jednak cześć Mi oddają, ucząc zasad, które są wymysłem ludzi” (Mk 7:6-7).

Zakaz tworzenia podobizn oznacza, że nie wolno czynić niczego, czemu oddawano by pokłon i cześć. W historii narodu wybranego, podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej, Izraelici zostali zaatakowani przez jadowite węże. Wówczas Bóg nakazał Mojżeszowi sporządzić miedzianego węża, który stał się ratunkiem przed śmiercią. Jednak po latach ten sam wąż stał się przedmiotem kultu, o czym pisałem w rozważaniu „Polski Nechusztan”.

W Nowym Testamencie nie znajdziemy ani jednej wzmianki o tym, by w Kościele Jezusa Chrystusa oddawano cześć jakimkolwiek przedmiotom. Gdy apostołowie Paweł i Barnaba zwiastowali Ewangelię w Listrze, uzdrowiony został chromy człowiek. Świadkowie tego cudu chcieli oddać apostołom boską cześć. Paweł i Barnaba „rozdarli swoje szaty i rzucili się w tłum, krzycząc: Ludzie, dlaczego to czynicie! My także jesteśmy ludźmi, podobnie jak wy. Głosimy wam Dobrą Nowinę, abyście od tych marności odwrócili się do Boga żywego...” (Dz 14:14-15).

Oddawanie czci czemukolwiek poza Bogiem – nawet jeśli ma to związek z wydarzeniami biblijnymi – jest bałwochwalstwem. Nie ma znaczenia, czy jest to domniemana szata z grobu Pańskiego, czy opłatek symbolizujący ciało Chrystusa. Wszystko to może stać się przedmiotem bałwochwalczego kultu. Musimy pamiętać, że jedynie Bóg w Trójcy Jedyny może być czczony przez ludzi odkupionych krwią Baranka. Bóg wyraźnie zakazał tworzenia podobizn, którym oddawano by pokłon należny wyłącznie Stwórcy.

Dlatego warto przypomnieć słowa apostoła Pawła skierowane do Rzymian: „Chociaż poznali Boga, to jednak nie oddali Mu chwały jako Bogu ani Mu nie podziękowali, ale zbłądzili w swoich myślach, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Uważali, że są mądrzy, a dali się ogłupić. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobieństwo obrazu zniszczalnego człowieka...” (Rz 1:21-23).

Na koniec weźmy sobie do serca radę apostoła: „Dlatego, moi kochani, strzeżcie się bałwochwalstwa!” (1 Kor 10:14).

Henryk Hukisz