Z okazji pojawienia się tej figury ktoś zamieścił w mediach
społecznościowych uwagę: „Ciekawe, jak rodacy odebraliby zdjęcie tej figury
opatrzone informacją, że przedstawia postać młodej Żydówki o imieniu Miriam”. Autor
tych słów szybko został w komentarzach odsądzony od czci i wiary.
Nie jest to jednak dla mnie szczególnie zaskakujące,
ponieważ niemal natychmiast przypomniała mi się podobna sytuacja sprzed lat. Prowadziłem
wówczas audycję religijną dla Polonii w Chicago. Kiedy podczas rozmowy
wspomniałem, że Maria, matka Jezusa, była Żydówką, usłyszałem od jednej z
wierzących rodaczek zdumiewające wyjaśnienie: „Ona przecież przechrzciła się na
katoliczkę”.
Ta wypowiedź mogła wywołać uśmiech, ale jednocześnie
pokazuje, jak daleko religijna tradycja potrafi oddalić się od historycznej i
biblijnej rzeczywistości.
Dla człowieka, który zna drugie przykazanie według
biblijnego porządku, trudno również pozostać obojętnym wobec coraz
liczniejszych religijnych posągów i figur. Przykazanie to, choć w popularnym
katechetycznym podziale Dekalogu znane jest inaczej niż w biblijnym układzie,
odnosi się właśnie do kwestii wizerunków i przedmiotów religijnej czci: „Nie
będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego wizerunku tego, co jest w górze na
niebie i na dole na ziemi, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią” (Wj
20:4).
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które prowadzi nas do
biblijnej historii Nechusztana: czy nawet przedmiot, który początkowo powstał z
Bożego polecenia i miał przypominać o Jego działaniu, może z czasem stać się
bałwanem? Przenieśmy się więc do odległych czasów, gdy w Judzie panował król
Ezechiasz. Był on jednym z tych władców, którzy przeprowadzili głęboką reformę
religijną. W tym samym czasie północne królestwo Izraela chyliło się już ku
upadkowi pod naporem Asyrii, a mieszkańcy tej części Ziemi Obiecanej coraz
bardziej pogrążali się w religijnym synkretyzmie.
Ludność, która przybyła na te tereny, zaczęła łączyć kult
PANA z kultem własnych bogów. Samarytanie, gdyż tak zaczęto ich nazywać: „Czcili
PANA, a jednocześnie służyli swoim bogom według zwyczaju narodów, spośród
których ich uprowadzono. Do dziś postępują według swoich dawnych zwyczajów. Nie
ma wśród nich bojaźni PANA i nie postępują według Jego ustaw i nakazów, według
Prawa i przykazania, według tego, co PAN nakazał synom Jakuba, któremu nadał
imię Izrael” (2 Krl 17:33–34). Pamiętajmy, że nie można równocześnie
oddawać czci Bogu i służyć obcym bóstwom. Taka mieszanka religijna była dla
Boga obrzydliwością.
Mieszkańcy Judy, południowego królestwa rządzonego przez
królów z domu Dawida, mieli pod tym względem więcej szczęścia. Wielokrotnie
otrzymywali możliwość powrotu do służby jedynemu Bogu, który dał im tę ziemię.
O Ezechiaszu czytamy, że: „Czynił to, co prawe w oczach PANA, tak samo jak
czynił jego przodek Dawid” (2 Krl 18:3).
Nie była to jednak jedynie deklaracja powrotu do pobożności
z czasów Dawida. Ezechiasz podjął konkretne działania. W kronikach królewskich
czytamy: „On to usunął wyżyny, połamał stele, ściął aszerę i roztrzaskał
miedzianego węża, którego uczynił Mojżesz, albowiem aż do tego czasu Izraelici
palili mu kadzidło, a nazywali go Nechusztan” (2 Krl 18:4).
Słowo „Nechusztan” najprawdopodobniej oznacza „coś z brązu”
lub „brązowy przedmiot”. Niektórzy bibliści dostrzegają w tym określeniu
również grę słów związaną z brązem i wężem. Co jednak najważniejsze, nazwa ta
została użyta w odniesieniu do przedmiotu, który pierwotnie powstał z wyraźnego
polecenia Boga, lecz z czasem stał się obiektem religijnej czci.
Dzięki prorokom działającym w Judzie mieszkańcy tego
królestwa częściej powracali do Boga i Jego Prawa. Już wcześniej zdarzało się,
że po okresach odstępstwa, pod wpływem prorockiego wezwania, niszczono święte
gaje i ołtarze poświęcone obcym bogom. Wcześniejsze reformy religijne nie
zawsze jednak obejmowały wszystko. W życiu narodu pozostawały jeszcze elementy
o pogańskim pochodzeniu.
Tym razem sytuacja była jednak wyjątkowa.
Miedziany wąż był przecież przedmiotem o całkowicie
biblijnym pochodzeniu — powiedzielibyśmy dzisiaj. Sam Bóg nakazał Mojżeszowi: „Sporządź
sobie jadowitego węża i zawieś go na palu. Każdy ukąszony, który na niego
spojrzy, pozostanie przy życiu” (Lb 21:8). Mojżesz, posłuszny Bożemu
poleceniu, uczynił dokładnie to, co nakazał mu Bóg. Dzięki temu życie wielu
Izraelitów, ukąszonych przez jadowite węże, zostało uratowane.
Co więcej, około półtora tysiąca lat później sam Pan Jezus
nawiązał do tego wydarzenia, mówiąc Nikodemowi: „I jak Mojżesz wywyższył
węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto w Niego
wierzy, miał życie wieczne” (J 3:14–15). A jednak ten sam przedmiot,
który powstał z Bożego polecenia i stał się narzędziem ocalenia, z czasem
został przemieniony w bałwana.
Ludzie mają naturalną skłonność do zachowywania pamiątek.
Sam kiedyś przywoziłem kamienie z miejsc, które miałem okazję odwiedzić. Nie
widzę w tym nic złego i nie znajduję żadnej biblijnej podstawy, aby dopatrywać
się w tym grzechu.
Niedawno, odwiedzając znajomą osobę w jej mieszkaniu,
zobaczyłem na ścianie kamień oprawiony w ramkę. Pochodził on z dna strumienia,
w którym ta osoba przyjęła chrzest. Obok znajdowała się również płyta CD z
nagraniem kazania, które kiedyś wygłosiłem na temat kamieni, jakie Bóg nakazał
Jozuemu zabrać z dna Jordanu, gdy Izraelici wchodzili do Ziemi Obiecanej.
Jozue zbudował z tych kamieni pomnik w Gilgal. Miały one
służyć przyszłym pokoleniom jako przypomnienie Bożego działania. Czytamy: „Jozue
powiedział do Izraelitów: Gdy w przyszłości wasi potomkowie zapytają swoich
ojców: Co oznaczają te kamienie?, wtedy pouczycie waszych synów: Izrael
przeszedł przez ten oto Jordan suchą stopą, ponieważ PAN, wasz Bóg, osuszył
przed wami wody Jordanu, dopóki nie przeszliście, tak jak uczynił PAN, wasz
Bóg, z Morzem Sitowia, które osuszył przed nami, aż przeszliśmy. Aby wszystkie
ludy ziemi poznały, że ręka PANA jest mocna, i abyście bali się PANA, waszego
Boga, po wszystkie dni” (Joz 4:21–24). Nigdzie jednak nie znajdujemy
polecenia, aby tym kamieniom oddawać cześć.
Pomniki mogą być potrzebne następnym pokoleniom jako
świadectwo Bożego działania. Ich celem powinno być jednak wskazywanie na Boga i
oddawanie chwały Jemu, a nie otaczanie czcią samych przedmiotów. Biblia podaje
wiele przykładów pomników wznoszonych dla upamiętnienia Bożego działania. Jedno
z takich wydarzeń opisuje Samuel po zwycięstwie nad Filistynami: „Samuel zaś
wziął jeden kamień i umieścił go między Mispą a Haszen. Nadał mu nazwę
Eben-Haezer i powiedział: Aż dotąd pomagał nam PAN” (1 Sm 7:12). Dobrze
jest pamiętać wydarzenia, które wskazują na Boga, przypominają o Jego mocy i
świadczą o Jego zwycięstwie. Źle jednak dzieje się wtedy, gdy sam pomnik
zaczyna być traktowany jako przedmiot czci.
Tak właśnie stało się z miedzianym wężem. Synowie Izraela
zaczęli palić przed nim kadzidło. Przedmiot, który pierwotnie miał wskazywać na
Boże miłosierdzie i posłuszeństwo Mojżesza, sam stał się obiektem religijnego
kultu.
Bóg dał Izraelowi Dziesięć Przykazań, aby były
przestrzegane. Warto więc w tym miejscu przytoczyć w całości drugie
przykazanie: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego wizerunku tego,
co jest w górze na niebie i na dole na ziemi, ani tego, co jest w wodzie pod
ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, gdyż Ja, PAN,
twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, karzącym synów do trzeciego i czwartego
pokolenia za winy ojców, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20:4–5).
Niestety, treść tego przykazania pozostaje praktycznie
nieznana większości ludzi określających się mianem chrześcijan w naszym kraju.
Dlatego wielu nie widzi niczego niewłaściwego w oddawaniu czci pomnikom i
przedmiotom, nawet wtedy, gdy mają one związek z wydarzeniami opisanymi w
Biblii.
Usunięcie drugiego przykazania z popularnego, skróconego
układu Dekalogu, stosowanego w nauczaniu Kościoła katolickiego, wyrządziło —
moim zdaniem — ogromną szkodę wiernym. Oficjalne wyjaśnienie głosi, że jego
treść została zawarta w pierwszym przykazaniu, które zakazuje posiadania innych
bogów.
W jednym z takich wyjaśnień czytamy: „Pierwsze przykazanie
zakazuje czci fałszywych bogów. Dla chrześcijanina oznacza to wezwanie do
niezachwianej wiary w prawdziwie wyzwalającego Boga i oddanie się Jemu.
Fałszywymi i zniewalającymi nas bogami naszych czasów są: władza, dążenie do
sukcesu i sławy, pieniądz”.
W takim ujęciu trudno jednak nie zauważyć, że pomija się
problem niezliczonych pomników, obrazów i figurek, które wypełniają budynki
sakralne oraz stoją przy drogach i w miejscach kultu.
Jeżeli rzeczywiście mają one służyć jedynie pamięci, to
dlaczego przed niektórymi z nich buduje się ołtarzyki? Dlaczego ludzie przed
nimi klękają, modlą się i wykonują gesty religijnej czci? Czy nie jest to
właśnie praktyka, przed którą ostrzega drugie przykazanie?
Nie wolno nam zapominać o żywym Chrystusie. Apostoł Paweł
napisał do Tymoteusza: „Pamiętaj o Jezusie Chrystusie, potomku Dawida, który
został wskrzeszony z martwych zgodnie z moją Ewangelią” (2 Tm 2:8). Ani
Paweł, ani żaden inny apostoł nie zachęcał wierzących do oddawania czci
przedmiotom, które mogłyby mieć jakikolwiek związek z wydarzeniami opisanymi w
Biblii. Pamięć, wiara i cześć mają być skierowane ku żywemu Bogu i ku
Chrystusowi, a nie ku przedmiotom, które jedynie mogą przypominać o Nich.
Jeżeli ktoś nie zna żywego Chrystusa i nie należy do Niego,
nawet pomnik przedstawiający Jezusa może stać się dla niego bałwochwalczym
przedmiotem czci. Człowiek, który rzeczywiście ma Chrystusa w swoim sercu, nie
powinien klękać przed nikim ani przed niczym innym, ponieważ tylko Jezus jest
godzien najwyższej czci.
To przed Jego imieniem: „zgięło się każde kolano w
niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus
jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2:10–11).
Nie potrzebujemy więc pomnika, aby pamiętać o Chrystusie czy
też o Marii. Warto jest pamiętać również o proporcjach, z jakimi ewangeliści
opisują nam te Osoby. Wzór możemy wziąć z wizyty mędrców, gdy „weszli do
domu, a gdy zobaczyli Dziecko i Jego matkę, Marię, padli na twarz,
oddając Mu pokłon” (Mt 2:11). Czyżby nie zauważyli Marii?
Potrzebujemy żywego Chrystusa — ukrzyżowanego,
zmartwychwstałego i obecnego w życiu tych, którzy do Niego należą. To właśnie
On, a nie kamień, metal, figura czy jakikolwiek religijny symbol, jest godzien
naszej wiary, naszego posłuszeństwa i naszej czci.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.