Thursday, August 20, 2026

Polski Nechusztan

Znów zrobiło się głośno w mediach na temat gigantycznych figur stawianych w widocznych miejscach, które — jak można przypuszczać — mają wzmacniać religijną wiarę naszego narodu. Przed laty podobne emocje wzbudziła olbrzymia figura przedstawiająca Chrystusa, ustawiona w okolicy Świebodzina. Dzisiaj rodacy dyskutują natomiast o ogromnym posągu Marii, który stanął niedaleko Torunia.

Z okazji pojawienia się tej figury ktoś zamieścił w mediach społecznościowych uwagę: „Ciekawe, jak rodacy odebraliby zdjęcie tej figury opatrzone informacją, że przedstawia postać młodej Żydówki o imieniu Miriam”. Autor tych słów szybko został w komentarzach odsądzony od czci i wiary.

Nie jest to jednak dla mnie szczególnie zaskakujące, ponieważ niemal natychmiast przypomniała mi się podobna sytuacja sprzed lat. Prowadziłem wówczas audycję religijną dla Polonii w Chicago. Kiedy podczas rozmowy wspomniałem, że Maria, matka Jezusa, była Żydówką, usłyszałem od jednej z wierzących rodaczek zdumiewające wyjaśnienie: „Ona przecież przechrzciła się na katoliczkę”.

Ta wypowiedź mogła wywołać uśmiech, ale jednocześnie pokazuje, jak daleko religijna tradycja potrafi oddalić się od historycznej i biblijnej rzeczywistości.

Dla człowieka, który zna drugie przykazanie według biblijnego porządku, trudno również pozostać obojętnym wobec coraz liczniejszych religijnych posągów i figur. Przykazanie to, choć w popularnym katechetycznym podziale Dekalogu znane jest inaczej niż w biblijnym układzie, odnosi się właśnie do kwestii wizerunków i przedmiotów religijnej czci: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego wizerunku tego, co jest w górze na niebie i na dole na ziemi, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią” (Wj 20:4).

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które prowadzi nas do biblijnej historii Nechusztana: czy nawet przedmiot, który początkowo powstał z Bożego polecenia i miał przypominać o Jego działaniu, może z czasem stać się bałwanem? Przenieśmy się więc do odległych czasów, gdy w Judzie panował król Ezechiasz. Był on jednym z tych władców, którzy przeprowadzili głęboką reformę religijną. W tym samym czasie północne królestwo Izraela chyliło się już ku upadkowi pod naporem Asyrii, a mieszkańcy tej części Ziemi Obiecanej coraz bardziej pogrążali się w religijnym synkretyzmie.

Ludność, która przybyła na te tereny, zaczęła łączyć kult PANA z kultem własnych bogów. Samarytanie, gdyż tak zaczęto ich nazywać: „Czcili PANA, a jednocześnie służyli swoim bogom według zwyczaju narodów, spośród których ich uprowadzono. Do dziś postępują według swoich dawnych zwyczajów. Nie ma wśród nich bojaźni PANA i nie postępują według Jego ustaw i nakazów, według Prawa i przykazania, według tego, co PAN nakazał synom Jakuba, któremu nadał imię Izrael” (2 Krl 17:33–34). Pamiętajmy, że nie można równocześnie oddawać czci Bogu i służyć obcym bóstwom. Taka mieszanka religijna była dla Boga obrzydliwością.

Mieszkańcy Judy, południowego królestwa rządzonego przez królów z domu Dawida, mieli pod tym względem więcej szczęścia. Wielokrotnie otrzymywali możliwość powrotu do służby jedynemu Bogu, który dał im tę ziemię. O Ezechiaszu czytamy, że: „Czynił to, co prawe w oczach PANA, tak samo jak czynił jego przodek Dawid” (2 Krl 18:3).

Nie była to jednak jedynie deklaracja powrotu do pobożności z czasów Dawida. Ezechiasz podjął konkretne działania. W kronikach królewskich czytamy: „On to usunął wyżyny, połamał stele, ściął aszerę i roztrzaskał miedzianego węża, którego uczynił Mojżesz, albowiem aż do tego czasu Izraelici palili mu kadzidło, a nazywali go Nechusztan” (2 Krl 18:4).

Słowo „Nechusztan” najprawdopodobniej oznacza „coś z brązu” lub „brązowy przedmiot”. Niektórzy bibliści dostrzegają w tym określeniu również grę słów związaną z brązem i wężem. Co jednak najważniejsze, nazwa ta została użyta w odniesieniu do przedmiotu, który pierwotnie powstał z wyraźnego polecenia Boga, lecz z czasem stał się obiektem religijnej czci.

Dzięki prorokom działającym w Judzie mieszkańcy tego królestwa częściej powracali do Boga i Jego Prawa. Już wcześniej zdarzało się, że po okresach odstępstwa, pod wpływem prorockiego wezwania, niszczono święte gaje i ołtarze poświęcone obcym bogom. Wcześniejsze reformy religijne nie zawsze jednak obejmowały wszystko. W życiu narodu pozostawały jeszcze elementy o pogańskim pochodzeniu.

Tym razem sytuacja była jednak wyjątkowa.

Miedziany wąż był przecież przedmiotem o całkowicie biblijnym pochodzeniu — powiedzielibyśmy dzisiaj. Sam Bóg nakazał Mojżeszowi: „Sporządź sobie jadowitego węża i zawieś go na palu. Każdy ukąszony, który na niego spojrzy, pozostanie przy życiu” (Lb 21:8). Mojżesz, posłuszny Bożemu poleceniu, uczynił dokładnie to, co nakazał mu Bóg. Dzięki temu życie wielu Izraelitów, ukąszonych przez jadowite węże, zostało uratowane.

Co więcej, około półtora tysiąca lat później sam Pan Jezus nawiązał do tego wydarzenia, mówiąc Nikodemowi: „I jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne” (J 3:14–15). A jednak ten sam przedmiot, który powstał z Bożego polecenia i stał się narzędziem ocalenia, z czasem został przemieniony w bałwana.

Ludzie mają naturalną skłonność do zachowywania pamiątek. Sam kiedyś przywoziłem kamienie z miejsc, które miałem okazję odwiedzić. Nie widzę w tym nic złego i nie znajduję żadnej biblijnej podstawy, aby dopatrywać się w tym grzechu.

Niedawno, odwiedzając znajomą osobę w jej mieszkaniu, zobaczyłem na ścianie kamień oprawiony w ramkę. Pochodził on z dna strumienia, w którym ta osoba przyjęła chrzest. Obok znajdowała się również płyta CD z nagraniem kazania, które kiedyś wygłosiłem na temat kamieni, jakie Bóg nakazał Jozuemu zabrać z dna Jordanu, gdy Izraelici wchodzili do Ziemi Obiecanej.

Jozue zbudował z tych kamieni pomnik w Gilgal. Miały one służyć przyszłym pokoleniom jako przypomnienie Bożego działania. Czytamy: „Jozue powiedział do Izraelitów: Gdy w przyszłości wasi potomkowie zapytają swoich ojców: Co oznaczają te kamienie?, wtedy pouczycie waszych synów: Izrael przeszedł przez ten oto Jordan suchą stopą, ponieważ PAN, wasz Bóg, osuszył przed wami wody Jordanu, dopóki nie przeszliście, tak jak uczynił PAN, wasz Bóg, z Morzem Sitowia, które osuszył przed nami, aż przeszliśmy. Aby wszystkie ludy ziemi poznały, że ręka PANA jest mocna, i abyście bali się PANA, waszego Boga, po wszystkie dni” (Joz 4:21–24). Nigdzie jednak nie znajdujemy polecenia, aby tym kamieniom oddawać cześć.

Pomniki mogą być potrzebne następnym pokoleniom jako świadectwo Bożego działania. Ich celem powinno być jednak wskazywanie na Boga i oddawanie chwały Jemu, a nie otaczanie czcią samych przedmiotów. Biblia podaje wiele przykładów pomników wznoszonych dla upamiętnienia Bożego działania. Jedno z takich wydarzeń opisuje Samuel po zwycięstwie nad Filistynami: „Samuel zaś wziął jeden kamień i umieścił go między Mispą a Haszen. Nadał mu nazwę Eben-Haezer i powiedział: Aż dotąd pomagał nam PAN” (1 Sm 7:12). Dobrze jest pamiętać wydarzenia, które wskazują na Boga, przypominają o Jego mocy i świadczą o Jego zwycięstwie. Źle jednak dzieje się wtedy, gdy sam pomnik zaczyna być traktowany jako przedmiot czci.

Tak właśnie stało się z miedzianym wężem. Synowie Izraela zaczęli palić przed nim kadzidło. Przedmiot, który pierwotnie miał wskazywać na Boże miłosierdzie i posłuszeństwo Mojżesza, sam stał się obiektem religijnego kultu.

Bóg dał Izraelowi Dziesięć Przykazań, aby były przestrzegane. Warto więc w tym miejscu przytoczyć w całości drugie przykazanie: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego wizerunku tego, co jest w górze na niebie i na dole na ziemi, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, gdyż Ja, PAN, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, karzącym synów do trzeciego i czwartego pokolenia za winy ojców, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20:4–5).

Niestety, treść tego przykazania pozostaje praktycznie nieznana większości ludzi określających się mianem chrześcijan w naszym kraju. Dlatego wielu nie widzi niczego niewłaściwego w oddawaniu czci pomnikom i przedmiotom, nawet wtedy, gdy mają one związek z wydarzeniami opisanymi w Biblii.

Usunięcie drugiego przykazania z popularnego, skróconego układu Dekalogu, stosowanego w nauczaniu Kościoła katolickiego, wyrządziło — moim zdaniem — ogromną szkodę wiernym. Oficjalne wyjaśnienie głosi, że jego treść została zawarta w pierwszym przykazaniu, które zakazuje posiadania innych bogów.

W jednym z takich wyjaśnień czytamy: „Pierwsze przykazanie zakazuje czci fałszywych bogów. Dla chrześcijanina oznacza to wezwanie do niezachwianej wiary w prawdziwie wyzwalającego Boga i oddanie się Jemu. Fałszywymi i zniewalającymi nas bogami naszych czasów są: władza, dążenie do sukcesu i sławy, pieniądz”.

W takim ujęciu trudno jednak nie zauważyć, że pomija się problem niezliczonych pomników, obrazów i figurek, które wypełniają budynki sakralne oraz stoją przy drogach i w miejscach kultu.

Jeżeli rzeczywiście mają one służyć jedynie pamięci, to dlaczego przed niektórymi z nich buduje się ołtarzyki? Dlaczego ludzie przed nimi klękają, modlą się i wykonują gesty religijnej czci? Czy nie jest to właśnie praktyka, przed którą ostrzega drugie przykazanie?

Nie wolno nam zapominać o żywym Chrystusie. Apostoł Paweł napisał do Tymoteusza: „Pamiętaj o Jezusie Chrystusie, potomku Dawida, który został wskrzeszony z martwych zgodnie z moją Ewangelią” (2 Tm 2:8). Ani Paweł, ani żaden inny apostoł nie zachęcał wierzących do oddawania czci przedmiotom, które mogłyby mieć jakikolwiek związek z wydarzeniami opisanymi w Biblii. Pamięć, wiara i cześć mają być skierowane ku żywemu Bogu i ku Chrystusowi, a nie ku przedmiotom, które jedynie mogą przypominać o Nich.

Jeżeli ktoś nie zna żywego Chrystusa i nie należy do Niego, nawet pomnik przedstawiający Jezusa może stać się dla niego bałwochwalczym przedmiotem czci. Człowiek, który rzeczywiście ma Chrystusa w swoim sercu, nie powinien klękać przed nikim ani przed niczym innym, ponieważ tylko Jezus jest godzien najwyższej czci.

To przed Jego imieniem: „zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2:10–11).

Nie potrzebujemy więc pomnika, aby pamiętać o Chrystusie czy też o Marii. Warto jest pamiętać również o proporcjach, z jakimi ewangeliści opisują nam te Osoby. Wzór możemy wziąć z wizyty mędrców, gdy „weszli do domu, a gdy zobaczyli Dziecko i Jego matkę, Marię, padli na twarz, oddając Mu pokłon” (Mt 2:11). Czyżby nie zauważyli Marii?  

Potrzebujemy żywego Chrystusa — ukrzyżowanego, zmartwychwstałego i obecnego w życiu tych, którzy do Niego należą. To właśnie On, a nie kamień, metal, figura czy jakikolwiek religijny symbol, jest godzien naszej wiary, naszego posłuszeństwa i naszej czci.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.