Thursday, May 26, 2022

Trwanie w bojaźni Bożej

Lubię książki. W czasach studenckich większą część kieszonkowego zostawiałem w księgarniach, tak, że po latach uzbierała się spora biblioteczka. Kiedy wyjeżdżałem na dłuższy pobyt za ocean, spakowałem mój zbiór i umieściłem w piwnicy z myślą, że kiedyś się przyda.

No i teraz, po dwudziestu latach ciągle wygrzebuję jakąś zapomnianą już książkę i zagłębiam się w lekturze. Co za skarby!

Tak oto wpadła mi w ręce niepokaźnej objętości książka ”W przedsionkach Pańskich”, której autor jest nie tylko moim przyjacielem, lecz również moim nauczycielem, mentorem, doradcą i wywarł spory wpływ na rozwój mojego duchowego życia. Prezbitera Edwarda Czajko, kilkanaście lat starszego ode mnie, zawsze darzyłem szacunkiem, nie tylko dlatego że 40 lat temu dokonał nałożenia rąk podczas mojej ordynacji na prezbitera, lecz również celebrował moje zaślubiny z wybranką życia. Brat Edward był zawsze stateczny w poglądach i biblijny w zwiastowaniu Słowa Bożego. Takiego go zawsze pamiętam, a znam od mojego dzieciństwa, gdy w mundurze marynarza pojawiał się na nabożeństwach w Zofiowie, gdzie się urodziłem.

Szczególną uwagę we wspomnianej książce zwrócił ostatni rozdział “Z bojaźnią i drżeniem”. Autor odwołał się do starotestamentowej historii króla Ozjasza, który dobrze rozpoczął panowanie w Jerozolimie, mając szesnaście lat. Zawdzięczał to swemu doradcy, jakim wówczas był prorok Zachariasza, który “uczył go bojaźni Bożej, a dopóki szukał Pana, Bóg darzył go powodzeniem” (2 Kron. 26:5 [B.W.]).

Zainspirowany teraz tą lekturą, postanowiłem również napisać coś na temat wagi i znaczenia nauczycieli, jakich Chrystus daje Kościołowi. Zawsze uważałem, że w kościele znajdują się nauczyciele i uczniowie. Tych pierwszych ustanawia Chrystus, aby przygotowywali ”świętych do wykonywania dzieła służby, do budowania Ciała Chrystusa" (Efez. 4:12).

Rozpocznę tak. Dawno dawno temu, gdy na ziemiach słowiańskich budowano gród Biskupin, w ziemi Judzkiej panowali królowie, którzy znali Pana. Niektórzy dobrze rozpoczynali, lecz po pewnym czasie zaczęło dziać się coś niedobrego w ich życiu i w królestwie Judy. Zwracam uwagę na to zjawisko, ponieważ bez względu na czas, zdarza się, że ktoś dobrze zaczyna, lecz później, z powodu różnych przyczyn, źle kończy.

Pod koniec IX wieku przed Chrystusem król Joasz postanowił odnowić świątynię Pańską. Ustanowił coś w rodzaju “daniny solidarnościowej”, aby podołać kosztom urządzenia świątyni zgodnie z wymogami Bożych przepisów. Dobrym doradcą był wówczas kapłan Jehojada i dopóki żył, “nieustannie składali ofiary całopalne w domu PANA przez wszystkie dni Jehojady” (2 Kron. 24:14). Później, król idąc z duchem czasu, wolał słuchać młodych doradców, którzy “opuścili dom PANA, Boga swoich ojców, i służyli aszerom i bożkom. I spadł gniew na Judę i Jerozolimę z powodu tego ich występku” (w. 18). Widząc to syn zmarłego kapłana Zachariasz, przyszedł do króla z napomnieniem - “Tak mówi Bóg: Dlaczego przekraczacie przykazania PANA i dlaczego wam się nie wiedzie? Ponieważ wy opuściliście PANA, to i On was opuścił” (w. 20). Rok później, gdy już Pan opuścił króla, przeciwko Judzie i Jerozolimie wystąpiła nieliczna armia aramejska, „PAN wydał w jej ręce bardzo liczne wojsko, ponieważ opuścili PANA, Boga swoich ojców, i wykonali sąd na Joaszem” (w. 24).

Następnym królem był syn Joasza, Amazjasz. Nowy król, podobnie jak jego ojciec, dobrze zaczął, gdyż “czynił to, co słuszne w oczach PANA, jednak nieszczerym sercem” (2 Kron. 25:2). Historia pokazuje, że zabrakło dobrego nauczyciela, kapłana czy proroka, aby dobrze doradzał królowi. Amazjasz odbudował armię, która liczyła “trzysta tysięcy doborowych, zdolnych do wyruszenia na wojnę, zdolnych do trzymania włóczni i tarczy” (w. 5). Jednak królowi wydawało się, że jest za mało wojowników, więc za 100 talentów najął dodatkowo 100 tysięcy wojowników z Izraela. Wówczas pojawił się prorok Boży z ostrzeżeniem: “Królu! Niech wojsko Izraela nie idzie z tobą, ponieważ PAN nie jest z Izraelem, z żadnym z synów Efraima” (w. 7). Mąż Boży zachęcał króla do okazania zaufania Bogu, mówiąc: “wyrusz, działaj, bądź mocny w walce! Inaczej Bóg sprawi, że upadniesz przed nieprzyjacielem, ponieważ Bóg ma moc, by pomagać i doprowadzać do upadku” (w. 8). Królowi Amazjaszowi żal było 100 talentów, które już wydał i nie chciał posłuchać dobrej rady proroka. Pomimo, że później oddalił najemnych wojowników, Amazjasz doznał porażki i został wzięty do niewoli, gdzie dokończył żywota.

Wtedy na scenie pojawia się syn Amazjasza, Ozjasz, który w wieku 16. lat zostaje królem Judy. Rozpoczął również dobrze, gdyż “czynił to, co słuszne w oczach PANA, zgodnie z tym wszystkim co robił Amazjasz, jego ojciec” (2 Kron. 26:4). Nad jego duchowym życiem czuwał Zachariasz, syn Jehojady, dzięki czemu, “gdy szukał PANA, Bóg obdarzał go powodzeniem” (w. 5).

Dopóki żył Zachariasz, dopóki król dbał o to, aby żyć w bojaźni Bożej, doświadczał błogosławieństwa. Odbudował zniszczone mury Jerozolimy, rozwinął rolnictwo i wzmocnił armię, uzbrajając wojowników w “tarcze, włócznie, hełmy, pancerze, łuki i kamienie do proc” (2 Kron. 26:14). Król widząc to wszystko, “gdy się wzmocnił, jego serce stało się wyniosłe aż do zatracenia. Sprzeniewierzył się PANU, swemu Bogu” (w. 16). Pomyślał więc, że nie potrzebuje już nauczycieli, kapłanów i lewitów, których ustanowił Bóg, aby sprawowali ofiary w świątyni. Sam “wszedł bowiem do świątyni PANA, aby złożyć ofiarę kadzielną na ołtarzu kadzenia” (w. 16).  Zabrakło ostrzeżenia ze strony doświadczonego i dojrzałego duchowo nauczyciela, który kiedyś uczył go bojaźni Bożej.

Myślę, że Ozjasz przypomniał sobie sytuację z czasów jego dziadka Joasza, który zamiast słuchać rad dojrzałych duchowo proroków, zdał się na to, co mówili młodzi książęta. W sytuacji, gdy kapłan Azariasz wraz z osiemdziesięcioma kapłanami ostrzegali króla Joasza, on był im posłuszny. Teraz Ozjasz złamał Boże przykazania i porządek sprawowania ofiar w świątyni Bożej. W tym samym momencie czoło Ozjasza pokryło się trądem i pospiesznie wybiegł, ponieważ poraził go PAN” (w. 20).

Apostoł Paweł, pisząc o tym, jak należy służyć w Kościele, napisał: “Bóg bowiem nie jest Bogiem nieładu, lecz pokoju” (1 Kor. 14:33). Dlatego Chrystus ustanawia służby i tych, którzy je wykonują w bojaźni Bożej. Jeśli Pan ustanawia nauczycieli, to widocznie taki jest Boży porządek. Nie darmo w języku Nowego Testamentu, tych, którzy służą, nazywa się starszymi. Znaczy to, że powinni to być ludzie doświadczeni i dojrzali.

Znakiem czasów ostatecznych jest to, że ludzie  “będą samolubni, chciwi na pieniądze, aroganccy, pyszni,  (...) udający pobożność, ale odrzucający jej moc. Od takich ludzi trzymaj się z daleka” (2 Tym. 3:2,4). Pan Jezus, charakteryzując też ten czas w Kościele, powiedział: “Chociaż mówisz: Jestem bogaty; oraz: Wzbogaciłem się i niczego nie potrzebuję, to jednak nie wiesz, że jesteś nędzny, pożałowania godny, biedny, ślepy i nagi” (Obj. 3:17). Ta opinia jest jak najbardziej prawdziwa, gdyż wypowiedział ją Ten, który jest Prawdą i Swoim wzrokiem, jak płomień ognia, przegląda Kościół i mówi: „mam przeciwko tobie to, że porzuciłeś swoją pierwszą miłość” (Obj. 2:4). Prawdziwa bojaźń jest efektem miłości do Boga.

W zakończeniu tekstu, jaki napisał Edward Czajko na temat bojaźni i drżenia przed Panem, czytamy:

“Niech ta historia starotestamentowa będzie nauką dla nas dzisiaj. Pamiętajmy o tym, jak wspaniały był początek naszego życia, początek naszej służby, Dążmy do tego aby zakończenia naszego życia i naszej służby było tak samo wspaniałe. Aby, gdy skończy się nasza służba, ludzie, następne pokolenia, patrząc na koniec naszej wiary mogli nas naśladować. Uzzjasz nie pozostawił dobrego wzoru, był raczej negatywnym przykładem, czym się kończy życie człowieka, który opuścił bojaźń Bożą”.

Autor Listu do Hebrajczyków radzi: “Swoim przełożonym bądźcie posłuszni i ulegli, gdyż oni czuwają nad wami, ponieważ z tego mają zdać sprawę. Niech to czynią z radością, a nie z narzekaniem, bo to obróciłoby się na waszą niekorzyść” (Heb. 13:17).

Nauczyciele bojaźni Bożej są dziś bardzo potrzebni w Kościele, którego Głową jest Pan Jezus Chrystus. 

Dziękuję Ci, Bracie Edwardzie, za Twój przykład wierności i bojaźni Bożej.

Henryk Hukisz

Tuesday, May 24, 2022

Słowo zapisane

 

Bóg mówi i to Go wyróżnia w plejadzie różnych bóstw, jakich ludzkość stworzyła w czasie swego istnienia. Dzięki temu, że możemy usłyszeć Boga, możemy poznać prawdziwego Boga. Możemy Go zrozumieć i bezgranicznie zaufać, gdyż to, co On mówi, jest prawdą uosobioną. Jezus, będąc Bożym Synem, powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (Jan 14:6). Dlatego to, jak Bóg mówi, a konkretnie, w jaki sposób możemy odebrać Jego Słowa, jest bardzo istotne dla każdego, kto w Niego wierzy.

Bóg przemówił do człowieka na samym początku, gdy go stworzył, pobłogosławił mężczyznę i kobietę i powiedział: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i zapełniajcie ziemię, podporządkowujcie ją sobie, i panujcie nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rodz. 1:28). Skąd o tym wiemy? Ponieważ te słowa zostały zapisane przez wiernego sługę Bożego Mojżesza na zwoju papirusowym, jaki w tamtym czasie używano do zapisywania słów.

Pismo jest wytworem człowieka. Mowa jest darem Stwórcy. Pismo powstało około 3 500 lat przed narodzeniem Chrystusa, co znaczy, że przez pięć i pół tysiąca lat ludzkość posługuje się tą techniką utrwalania myśli oraz mowy. Źródła historyczne podają, że „Pismo stanowi graficzne odzwierciedlenie naszych myśli oraz mowy. Jest to system umownych symboli, dzięki którym możemy graficznie przedstawić język mówiony. Co ciekawe, powstanie pisma jest wyłącznie ludzkim wynalazkiem, w przeciwieństwie do mowy” (Fokus.pl).

Żyjemy obecnie w przełomowym momencie naszej cywilizacji, gdy słowa wyrażające myśli i mowę zapisujemy nie na trwałym materiale, jak gliniane tabliczki, kamienne płyty, papirus, czy w końcu papier, jakim posługuje się ludzkość od tysięcy lat, lecz na nośniku cyfrowym. Wpierw tym nośnikiem była taśma magnetyczna, którą można było wielokrotnie wymazywać, by znów na niej zapisywać nowe treści. Obecnie zapis cyfrowy dokonuje się w elektronicznej pamięci układów scalonych, a jedyny widzialny okiem odczyt, możliwy jest na ekranach wyświetlających miliony pikseli ułożonych w znaki graficzne. Taki odczyt już nie jest statycznym obrazem, który nasze oko zapamiętuje i z łatwością odtwarza, gdy znów chcemy odczytać tę treść.

Tak działo się przez tysiące lat, gdy ludzkość korzystała z tekstu zapisanego. Jeszcze dobrze pamiętamy, że szukając jakiś biblijny werset, wiedzieliśmy, w jakim miejscu na danej stronie naszej drukowanej Biblii się znajduje. Tak działa nasz umysł, tak funkcjonuje pamięć i sztuka czytania. Niestety, teraz mając do dyspozycji elektroniczne ekrany i ekraniki smartfonów, tekst ucieka, pojawia się i znika, oko stara się odnaleźć poszukiwane słowa i jakoś niewiele pozostaje w pamięci. Tak szybko, jak znika z ekranu, znika z naszej pamięci i znów go szukamy i znów znika.

Obecnie coraz więcej kaznodziejów w czasie zwiastowania Słowa Bożego korzysta ze smartfonów zamiast z drukowanej Biblii. Zapytani przez staroświeckich słuchaczy o to, dlaczego nie korzystają z drukowanej Biblii, odpowiadają, że to nie czyni żadnej różnicy, bo najważniejsze jest to, co słyszymy, a nie to, jak jest zapisane. Czyżby?

Obecnie korzystamy w tekstów biblijnych, jakie mamy „wgrane” na dyskach naszych komputerów i na smartfonach. Podczas studiowania Słowa Bożego sam korzystam więcej z komputerowego tekstu Biblii różnych przekładów, niż z wertowania kartek kolejnej Biblii, ponieważ musiałem już kilka w swoim życiu wymieniać z powodu zniszczenia. Pamiętam sytuację sprzed wielu już lat, jaka miała miejsce podczas studium biblijnego, na którym korzystałem z komputera (miałem przygotowaną prezentacją multimedialną). Jeden z uczestników tego spotkania, zarzucił mi wówczas odstępstwo od natchnionego tekstu, jaki istnieje tylko w Biblii drukowanej. Wyjaśnił później, że natchnienie Boże jest możliwe tylko w wyrazach zapisanych na papierze, bo w komputerze są „jedynie klawisze”. Wówczas odniosłem się dość krytycznie do tej uwagi, lecz teraz, po zaobserwowaniu powszechnego odchodzenia od Biblii książkowej na rzecz elektronicznej, uważam, że to nie jest takie obojętne, jakby mogło się wydawać.

Dlatego uważam, że jednak ważne jest to, z jakiej Biblii korzystamy? Tekst zapisany na trwałym materiale zachowuje treść nie tylko pojedynczych wyrazów, lecz sensu wynikającego z całego zdania. W czasach starożytnych, kopiści tekstów biblijnych z niebywałą dbałością zapisywali nie tylko słowa, lecz całe zdania, zachowując ich treść. Zmiana kolejności wyrazów w zdaniu, czy też znaków interpunkcji, może całkowicie zmienić sens przypisaną temu zdaniu, Dlatego tak ważne jest, aby cały zapis był również wiernie odczytywany.

Tym wpisem chcę zwrócić uwagę na istniejące dziś możliwości wykorzystywania tekstu biblijnego do robienia własnych dzieł. Bardzo łatwo można wstawić dowolny werset lub jego część do treści swojego artykułu, lub kazania, zmieniając znaczenie tego wersetu. Nawet nasz własny kontekst może wpłynąć na zmianę treści Słowa Bożego. Najgorzej, jeśli jest to działanie zamierzone. Musimy pamiętać, że Biblia jest Słowem Bożym i jakakolwiek manipulacja nie ujdzie nam przed Autorem tego Słowa na sucho, gdyż jest napisane: „Jeśli ktoś doda coś do nich, to Bóg doda mu plag opisanych w tej księdze. A jeśli ktoś ujmie coś ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg ujmie mu z jego udziału w drzewie życia i w mieście świętym, opisanych w tej księdze” (Obj. 22:18,19).

Spotkałem niedawno stronę w internecie „Strings of Scripture” (Pasemka Pism), która zamieszcza kompilacje tekstów biblijnych, bez dodawania własnych słów, albo zdań. Wybrane, według pomysłu autorów tej strony wersety lub ich części, są układane w sensowną treść. Wygląda to dość ciekawie, lecz istnieje możliwość  dokonania błędnego użycia jakiegoś wersetu, który w tym tekście pojawia się bez własnego kontekstu. Nie mam jeszcze wyrobionej opinii na temat twórców tej strony, lecz chcę zwrócić jedynie uwagę na takie niebezpieczeństwo. Dodatkowym zagrożeniem w dobieraniu wersetów jest korzystanie z dużej ilości tłumaczeń Biblii, szczególnie w języku angielskim. Ambicją autorów tych kompilacje jest stworzenie źródła do osobistego studiowania, rozmyślania i budowania się Słowem Bożym. „'Strings of Scripture' wnoszą moc Pisma Świętego do życia w sposób dotychczas niedostępny. Są doskonałym podręcznikiem do studiowania Biblii" - takie są zakładane cele dla korzystających z zamieszczonych materiałów.

Zamieszczam poniżej jeden z opracowanych tematów na tej stronie. Wprawdzie korzystałem z jednego przekładu, z tzw. Biblii Ekumenicznej, lecz w tekście angielskim autorzy korzystają przynajmniej z pięciu, i to głównie z tzw. parafrazy.

"Znaleźli się jednak też wśród ludu fałszywi prorocy, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą zgubne nauki (2 Ptr 2:1), którzy przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami (Mat. 7:15)udający pobożność, ale odrzucający jej moc (2 Tym. 3:5) a ich nauka rozprzestrzenia się jak gangrena (2 Tym. 2:17). A wielu będzie naśladować ich bezwstyd. Z ich powodu droga prawdy zostanie zbezczeszczona. W zachłanności wymyślnymi słowami was pozyskają (2 Ptr. 2:2,3)Oni są zakałami waszych agap, bez skrępowania ucztując, samych siebie pasąc (Jud 12). Ich oczy wypatrują cudzołożnych kobiet i nie są syte grzechu. Zwodzą słabe dusze, mają serce wyćwiczone w chciwości – synowie przekleństwa (2 Ptr. 2:14), którzy łaskę naszego Boga zamieniają na rozpustę (Jud 4), obiecują im wolność, a sami są niewolnikami zepsucia (2 Ptr. 2:19). Ludzi o wypaczonym umyśle, pozbawionych prawdy, przekonanych, że na pobożności można zarobić (1 Tym. 6:5), zwodzeni przez kłamców, którzy pozwolili wypalić własne sumienie (1 Tym. 4:2. Oni są źródłami bez wody i mgłą pędzoną przez nawałnicę. Dla nich został zachowany najciemniejszy mrok. Wypowiadając bowiem wyniosłe i puste słowa, przez cielesne pożądanie wabią rozwiązłością tych, którzy dopiero co odłączają się od żyjących w błędzie (2 Ptr. 2:17,18)Nie służą oni bowiem naszemu Panu, Chrystusowi, lecz własnemu brzuchowi, i pięknymi i pochlebnymi słowami uwodzą serca łatwowiernych (Rzym. 16:18). Im trzeba zamknąć usta, gdyż całe domy skłócają, nauczając tego, czego nie należy, dla niegodziwego zysku (Tyt. 1:11). Uważajcie, żeby was ktoś nie zniewolił filozofią i próżnym zwodzeniem, opartym na przekazie ludzkim, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie (Kol. 2:8). Gniew Boży objawia się z nieba przeciwko wszelkiej bezbożności i niesprawiedliwości ludzi – którzy prawdę w niesprawiedliwość obracają (Rzym. 1:18)."

Sformatowany tak tekst może się nawet podobać. Czy takie jest przeznaczenie Słowa Bożego, aby zabawiać się nim i tworzyć własne nauki? Elektroniczny zapis tekstu biblijnego ułatwia takie traktowanie tego, co Bóg mówi do nas. Trzymanie się tradycyjnej Biblii drukowanej, jest, przynajmniej dla mnie, świadectwem szacunku dla tekstu, który jest Słowem Bożym. Biblia jest święta, powinna być zatem otoczona szczególnym szacunkiem. To „sakrum” tekstu biblijnego nie może być obdzierane przez „profanum” gadżetów elektronicznych. Smartfony służą do zwykłej komunikacji, zawierają różne zdjęcia i treści sms-ów, nie zawsze „świętych”. Jeśli kaznodzieja, dla podkreślenia, że zwiastuje Słowo Boże, podniesie w górę swój smartfon, nie zyska w moim odczuciu powagi, jaką winniśmy okazać temu, co mówi Bóg. Przynajmniej w moim mniemaniu, Słowa Boga nie pasują do tego, co służy na co dzień naszym zwykłym sprawom. Słowo Boże jest święte, tak jak święty jest Bóg.

Nie pozwólmy na to, aby świętość Słowa Bożego została sprowadzona do poziomu wiadomości, jakie sobie przesyłamy przy pomocy nawet najdroższych smartfonów. Ponieważ taka praktyka staje się czymś nagminnym, zastanawiam się, czy nie dzięki temu upada również szacunek do tego, co mówi Bóg i ludziom trudniej jest uwierzyć w Boże Słowa.

Pamiętam, jak kiedyś w Poznaniu mówiono: "Tak stoi napisane!"  

Odnośmy się tak do tego, co Bóg mówi, co zostało dla nas zapisane w Biblii.

Henryk Hukisz