Kiedy po kilkunastu latach wróciłem do kraju, zauważyłem, że
nasz ojczysty język wzbogacił się o liczne neosemantyzmy. Jednym z nich jest na
przykład „narracja przestrzeni projektu”, co w prostszym tłumaczeniu oznacza po
prostu „mówienie o planowanych działaniach, które mają doprowadzić do z góry
zamierzonego celu”. Przyznam, że redagując tytuł tego rozważania, sam uległem
temu modnemu trendowi.
Dawno temu Bóg postanowił wybrać Abrahama do szczególnego
zadania w globalnym planie odkupienia ludzkości z przekleństwa grzechu. Apostoł
Paweł napisał, że Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli
do poznania prawdy” (1 Tm 2:4). Jednym z etapów tego zamierzenia było
wyłonienie konkretnego narodu, który został obdarowany nadzieją i obietnicą
przyjścia Zbawiciela – Tego, który ten plan doskonale dopełni. Abraham miał
stać się protoplastą owego ludu. Pojawił się jednak poważny problem: Abraham i
jego żona Sara byli niepłodni. Pomimo to Bóg niezmiennie zapewniał: „jeżeli
ktoś zdoła policzyć proch ziemi, to również twoje potomstwo będzie policzone”
(Rdz 13:16).
Wtedy w głowie Sary zrodził się autorski projekt, jak
zaradzić tej sytuacji. Wprawdzie Abraham, słysząc Bożą obietnicę, że stanie się
ojcem wielu narodów, „uwierzył Panu, i policzono mu to za sprawiedliwość”
(Rdz 15:6), ale Sara nie dawała za wygraną. Postanowiła za wszelką cenę
zrealizować swój własny plan i „zwróciła się do Abrama: Oto PAN uczynił mnie
bezpłodną. Idź, proszę, do mojej służącej, może ona da mi potomstwo” (Rdz
16:2). Nawet Abraham miał chwile słabości, ponieważ „usłuchał głosu Saraj”.
Jednak Izmael, który urodził się w wyniku tego ludzkiego przedsięwzięcia, nie
stanowił elementu Bożego planu zbawienia. Stał się jedynie zarzewiem wielu
międzynarodowych konfliktów. Potomek Abrahama, którego przewidział Bóg, miał
być owocem wiary, a nie ludzkich wysiłków. Dlatego Bóg poczekał, aż Abraham z
biologicznego punktu widzenia nie będzie już zdolny do poczęcia nowego życia.
Później apostoł Paweł tak napisze o patriarsze: „wbrew nadziei, z powodu
nadziei uwierzył, że zostanie ojcem wielu narodów, zgodnie z tym, co
powiedziano: Takie będzie twoje potomstwo” (Rz 4:18). Projekt „Hagar”
ostatecznie upadł, ponieważ narodził się z ciała, a nie z Boga.
Podobna sytuacja miała miejsce w czasach, gdy król Dawid „zamieszkał
w swoim domu, powiedział do proroka Natana: Oto ja mieszkam w domu cedrowym,
natomiast Arka Przymierza PANA pod zasłonami” (1 Krn 17:1) i zamierzał
zbudować Panu świątynię. Wówczas jego osobisty prorok Natan, kierując się
pierwszym impulsem, odpowiedział: „Zrób wszystko, co masz w sercu, ponieważ
Bóg jest z tobą” (w. 2). Bóg miał jednak zupełnie inne plany i jeszcze tej
samej nocy rzekł do proroka: „Idź i powiedz Memu słudze, Dawidowi: Tak mówi
PAN: To nie ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie” (w. 4). Budowniczym świątyni
miał zostać Salomon, syn Dawida. Taka była wola Stwórcy i tak też się stało,
ponieważ zawsze wypełnia się to, co postanawia Bóg. Często jednak ludzie – w
tym przypadku prorocy, których zadaniem jest ogłaszanie słów włożonych w ich
usta przez Boga – wolą mówić o własnych pomysłach, projektach czy subiektywnych
odczuciach.
Taki mechanizm zadziałał również w życiu apostoła Pawła, gdy
wracał z ostatniej podróży misyjnej do Jerozolimy. Duch Święty wyraźnie
zapowiedział mu, że czekają go tam „więzy i utrapienie” (Dz 20:22), o
czym pisałem w poprzednim rozważaniu. Mimo to znaleźli się prorocy i
interpretatorzy objawień, którzy postanowili odwieść Pawła od Bożego celu. Całe
szczęście, że apostoł nie uległ tym sugestiom. Czym kierowali się owi „słudzy
Słowa”? Z pewnością nie było to prowadzenie Ducha Świętego. Odpowiedzią mogą
być inne przykłady, o których czytamy na kartach Biblii. Łukasz – ten sam,
który najpierw razem z miejscowymi braćmi błagał Pawła, aby przerwał podróż do
Jerozolimy – w końcu poddaje się wyższej woli i mówi: „Niech się dzieje wola
Pana! Potem przygotowaliśmy się do podróży i wyruszyliśmy do Jerozolimy”
(Dz 21:14).
W Ewangelii Mateusza czytamy o niezwykle ważnym wydarzeniu.
Gdy Piotr, zapytany przez Chrystusa: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt
16:15), odpowiedział bez wahania: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (w.
16). Wiemy, że po tych słowach Pan Jezus wypowiedział jedną z najważniejszych
obietnic dotyczących Kościoła: „Zbuduję Mój Kościół, a potęga śmierci go nie
zwycięży” (w. 18). Śmiało można uznać tę sytuację za jedną z
fundamentalnych wypowiedzi Chrystusa. I w tym samym momencie Piotr – ten sam, z
którego ust przed chwilą padło tak głębokie wyznanie wiary – sprzeciwił się
zapowiedzi Jezusa o Jego nadchodzącej śmierci, mówiąc: „Bóg jest Ci
życzliwy, Panie, nigdy to Ciebie nie spotka!” (Mat. 16:22). Aż trudno
zrozumieć intencje Piotra, choć w pierwszym momencie wydaje się, że
wypowiedział te słowa z troski o bezpieczeństwo i dobro Mistrza. Jednak zamiast
pochwały ze strony Chrystusa, usłyszał ostre: „Odejdź za Mnie, szatanie!”
(Mt 16:23 [N.P.]).
Pan Jezus natychmiast wyjaśnił Piotrowi powód tak szorstkiej
reakcji. W sprawach, które dotyczą naszego zbawienia, nie ma rzeczy błahych.
Chrystus znał duchowe podłoże tej sytuacji – chodziło przecież o wypełnienie
odwiecznego planu, który Bóg ogłosił jeszcze w ogrodzie Eden. Wówczas to Bóg
zapowiedział nadejście „Potomka niewiasty”, mówiąc do węża: „Ustanawiam
nieprzyjaźń między tobą a niewiastą i między twoim potomstwem a jej potomstwem.
Ono zmiażdży twoją głowę, a ty zranisz je w piętę” (Rdz 3:15). Pan Jezus
jednoznacznie wskazał, kto stoi za próbami zablokowania Bożego planu.
Przeciwnik Bożej łaski za wszelką cenę stara się chronić swoją głowę przed
zmiażdżeniem, dlatego w Kościele często „przybiera postać anioła światłości”
(2 Kor 11:14) albo „jak lew ryczący krąży i szuka, kogo pożreć” (1 Ptr
5:8).
Celem diabła jest zwodzenie ludzi „falami i powiewem
wiatru jakiejkolwiek nauki, którą chytrze posługują się ludzie, zwodząc na
manowce” (Ef 4:14). Dlatego Paweł pisze dalej w tym samym liście: „Przywdziejcie
pełną zbroję Bożą, abyście mogli stawić czoła zasadzkom diabła” (Ef 6:11).
Jedyną przestrzenią naszego życia, w której wróg ma możliwość podsuwania swoich
projektów i zwodzenia nas, jest nasza cielesność. Przemiana w nieskazitelność
dopiero przed nami. Teraz jednak – jak zauważa Paweł – „Wiem przecież, że we
mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro, bo chociaż pragnienie dobra
znajduje się we mnie, to wykonania brak” (Rz 7:18). Apostoł kontynuuje tę
myśl: „Cieszę się bowiem prawem Boga jako człowiek wewnętrzny, ale w moich
członkach dostrzegam inne prawo, które walczy z prawem mojego umysłu i bierze
mnie w niewolę prawa grzechu, które mieszka w moich członkach” (w. 22).
Właśnie dlatego Paweł wielokrotnie wzywał w swoich listach, abyśmy dbali o
wewnętrznego człowieka, zrodzonego w momencie nowonarodzenia. Radzi dalej: „Pozwólcie
natomiast, aby się odnowił duch waszego myślenia i obleczcie się w nowego
człowieka, który został stworzony na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej
świętości” (Ef 4:23,24).
Pan Jezus dobitnie zwrócił uwagę Piotrowi po jego
niefortunnej wypowiedzi: „Jesteś Mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co
Boże, ale o tym, co ludzkie” (Mt 16:23). Użyte w oryginale słowo „φρονεις” [froneis]
oznacza „skierować swoje uczucia”, „myśleć z troską”. Paweł posługuje się tym
samym wyrazem w wezwaniu: „to samo myślcie, mając tę samą miłość,
zjednoczeni i jednomyślni” (Flp. 2:2), gdy zaleca wierzącym wzorowanie się
na charakterze Chrystusa.
Niestety, do wielu wierzących w Pana Jezusa apostoł Paweł
nie mógł pisać „jak do ludzi Ducha, lecz jak do ludzi cielesnych” (1 Kor
3:1). Dlaczego? „Ponieważ nadal jesteście ludźmi cielesnymi. Dopóki przecież
zazdrość i niezgoda są między wami, czyż nie jesteście ludźmi cielesnymi i czy
nie postępujecie w sposób czysto ludzki?” (w. 2). Wspominając własne
powołanie, apostoł pisał, że gdy Bóg wybrał go już w łonie matki, aby „objawić
swego Syna we mnie, abym go głosił między poganami, natychmiast, nie radziłem
się ciała i krwi” (Ga 1:16 [N.P.]). Ciało zawsze okazuje się złym doradcą –
szczególnie wtedy, gdy próbujemy angażować się w sprawy Boże.
W mojej wieloletniej służbie niejednokrotnie stykałem się z
różnymi przepowiedniami i proroczymi ogłoszeniami, według których Pan miał
rzekomo zsyłać wielkie przebudzenie. Prorocy chętnie podpierali te słowa
wizjami ognia lub innych nadprzyrodzonych zjawisk. Gdy mieszkałem jeszcze w
Stanach Zjednoczonych, oglądałem w publicznej telewizji reportaż z wizyty w
Polsce znanego tam ewangelisty telewizyjnego, Larry’ego Lee. Zbierał on wówczas
ogromne fundusze na budowę kościoła, zapowiadając rychły wybuch wielkiego
przebudzenia w naszym kraju. Ostatecznie, poza zebraniem pokaźnych środków i
jedną krótką wizytą w celu zrobienia kilku zdjęć promocyjnych, nie wydarzyło
się nic znaczącego.
Pomyślmy, co stałoby się, gdyby apostoł Paweł uległ tym
ludzkim, rzekomo „proroczym” ostrzeżeniom i zrezygnował z podróży do
Jerozolimy? Jedno jest pewne – nie mielibyśmy dziś w naszych Bibliach takich
listów jak Ten do Efezjan, Kolosan, Filipian czy Listów do Tymoteusza. Jak
dobrze, że Paweł, choć w pełni świadomy grożącego mu niebezpieczeństwa,
pozostał posłuszny prowadzeniu Ducha Świętego. I choć to prowadzenie wiodło go
prosto w paszczę lwa, dzięki temu ewangelia dotarła do samego Rzymu i była
zwiastowana na dworze cesarskim.
Myślę, że historia zna wiele podobnych przypadków, kiedy
ludzie natchnieni własnymi emocjami kreują przeróżne projekty, niemające nic
wspólnego z suwerenną wolą Boga. Dzieje się tak zawsze, gdy doradcą staje się
ludzka cielesność. Wtedy realizujemy własne, ludzkie wizje, a nie Boży plan.
Pomimo ogromnego nagłośnienia, wielkich konferencji i spektakularnych akcji,
większość takich przedsięwzięć po prostu upada. I dobrze – ponieważ jedynie to,
co rodzi się z Bożego suwerennego planu, ma szansę przetrwać. I tylko w tym Bóg
zostaje prawdziwie uwielbiony.
Henryk Hukisz





