Thursday, October 26, 2023

Czyja jest tęcza?

Chcę  zwrócić uwagę na fakt, że działacze środowisk LGBTQ+ przywłaszczyli sobie znak tęczy, stając się w ten sposób złodziejami. Tak, zwyczajnymi złodziejem tęczy, tej biblijnej, o której czytamy w jedynym źródle prawdy historycznej. Dany przez Boga znak ma swoją szczególną wymowę, gdyż jest związany z przymierzem, jakie Bóg zawarł po potopie z Noem. 

Postanowiłem przypomnieć tę historię, aby każdy miał świadomość, co tak naprawdę znaczy tęcza, jaką możemy nie raz oglądać na niebie i do kogo należy.

Gdy skończył się potop, Bóg powtórzył Swoje podstawowe prawo, jakie wyznaczył ludziom. Jest nim nakaz zaludniania ziemi istotami podobnymi do Boga, ponieważ pierwsi rodzice, taką cechę otrzymali od Stwórcy. Jak czytamy na samym początku Biblii, że „Bóg stworzył człowieka na swój obraz, stworzył go na obraz Boży, stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Rdz 1:27). Pierwsze polecenie otrzymane od Boga wskazywało na cel, jaki mężczyzna i kobieta mieli spełniać podczas swojej ziemskiej egzystencji. Jest nim bardzo wyraźnie określone zadanie, jakie może spełnić człowiek jedynie w związku małżeńskim, które brzmi: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i zapełniajcie ziemię, podporządkowujcie ją sobie, i panujcie nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1:28). Jedno jest pewne, tego polecenia nie są w stanie realizować związki jednopłciowe - to tak przy okazji.

Po pewnym czasie, gdy na skutek rozprzestrzeniania się grzechu, zepsucie wśród ludzi przekroczyło dopuszczalny przez Stwórcę poziom, Bóg postanowił zniszczyć to zło wodami potopu. Wówczas Pan spełnił Swoją zapowiedź i „kiedy Noe miał sześćset lat, siedemnastego dnia drugiego miesiąca wytrysnęły wszystkie źródła wielkiej głębiny i otworzyły się upusty nieba. Deszcz padał na ziemię przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy” (Rdz 7:11,12). Kiedy wody już opadły i ziemia została osuszona, „Noe zbudował ołtarz dla Pana, wziął z wszelkiego czystego bydła i wszelkiego czystego ptactwa i złożył na ołtarzu ofiarę całopalną. Gdy PAN poczuł miły zapach, wtedy PAN postanowił w swoim sercu: Już więcej nie przeklnę ziemi z powodu człowieka, gdyż jego myśli są złe już od jego młodości. Już więcej nie zniszczę żadnej istoty żywej, jak to uczyniłem” (Rdz 8:20,21). I tak do dziś, przez tysiące lat, ludzkość znajduje się pod szczególną Bożą łaską, lecz nadal obowiązuje Boże polecenie napełniania ziemi ludzkim potomstwem.

Przypominam całą tę historię, ponieważ uważam, że aktywiści LGBT jej nie znają, a powinni o tym przeczytać, skoro odwołują się do znaku tęczy. Ten kolorowy łuk na niebie, często zapominany przez ludzi, jest znakiem przymierza pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Dlatego sądzę, że każdy powinien znać podstawowe elementy przymierza, jakie Bóg przedstawił Noemu.

Pan Bóg przyjął złożoną przez Noego ofiarę, jako wyraz wdzięczności za uratowanie życia Noego, jego żony i trzech synów z żonami. Podobnie jak z wyborem par zwierzęcych uratowanych w arce, samca i samicy z każdego rodzaju, Bóg uratował też naturalne małżeństwa, jakie stworzył. Przypominam, że Bóg, tworząc człowieka, „jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (Rdz 1:27) w określonym celuaby stworzyli razem związek, nazywany przez wszystkie tysiąclecia do dziś, małżeństwem. Zauważmy, że do podstawowych cech tego związku odwołał się także Pan Jezus, cytując to, co zostało zapisane w Biblii, „że Stwórca od początku uczynił ich jako mężczyznę i kobietę. I oznajmił: Dlatego mężczyzna opuści ojca i matkę i połączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Tak więc już nie są dwoje, lecz stanowią jedno. Co zatem Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (Mt 19:4-6)

Małżeństwo, czyli nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, jest fundamentem rodziny. Jedynie w tym związku i w tym środowisku rodzą się dzieci, by mogły wyrastać na dorosłych ludzi, aby znów łączyć się w małżeństwa, i rodzić kolejne dzieci. Taki porządek przewidział Stwórca, gdy rozkazał Adamowi i Ewie, aby rozpoczęli napełnianie ziemi. Po potopie, gdy życie zaczęło powracać do przewidzianego przez Boga porządku, to podstawowe prawo zostało powtórzone „A wy bądźcie płodni i się rozmnażajcie. Niech dzięki wam zaludni się ziemia, i ją zapełniajcie” (Rdz 9:7). I to zadanie mogą wypełniać, mówiąc współczesnym językiem, jedynie małżeństwa heteroseksualne. 

Bóg po potopie potwierdził znakiem to przymierze, jakie zawarł z Noem. Jak czytamy w Biblii, jedynej księdze, na którą powołujemy się w kwestii tęczy, „Następnie Bóg powiedział: To jest znak przymierza, które Ja na wieczne czasy zawieram z wami i ze wszystkimi istotami żywymi. Kładę Mój łuk na obłoku. On będzie znakiem przymierza między Mną a ziemią” (Rdz 9:12,13). Ten łuk w oryginalnej wersji możemy często oglądać na niebie, jako przypomnienie Bożego przymierza i nakazu, jaki otrzymali ludzie - aby się rozmnażali. Niestety, tego polecenia nie są w stanie wypełniać małżeństwa jednopłciowe. Dlatego uważam, że przywłaszczenie tego Bożego znaku, bezpośrednio związanego z poleceniem rozmnażania się ludzi na ziemi, przez tzw. środowiska LGBTQ+, jest zwykłą kradzieżą.

Dodatkowym przestępstwem popełnianym przez to środowisko jest sfałszowanie biblijnej tęczy. Ta prawdziwa składa się z siedmiu kolorów i tradycyjnie uznaje się, że kolorami tęczy są: czerwony (na zewnątrz łuku), pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, indygowy i fioletowy (wewnątrz łuku). Ta ukradziona ma tylko sześć kolorów, więc jest sfałszowana, tak samo, jak fałszywe jest domaganie się uznania za naturalne związki małżeńskie niezdolne do prokreacji.

Dlatego kieruję apel do ludzi spod znaku LGBT, aby odczepili się od biblijnej tęczy. Używanie tego znaku przez to środowisko jest obrzydliwością dla Boga i ludzi, którzy Boga umiłowali i spełniają Jego odwieczną wolę. Biblia określa to zjawisko, jakie popularyzuje się szczególnie w naszym czasie, jednoznacznie. Już w czasach Mojżesza Bóg powiedział: „Nie będziesz współżył z mężczyzną, tak jak się współżyje z kobietą, gdyż jest to obrzydliwością” (Kpł 18:22). Nauczanie Kościoła jest również zdecydowane, gdyż opiera się na słowach zapisanych w Nowym Testamencie. Apostoł Paweł wskazuje na źródło tego grzesznego zjawiska, pisząc do wierzących w Rzymie: „Zamienili prawdę Bożą w kłamstwo, oddawali cześć i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Z tego powodu Bóg poddał ich władzy bezwstydnych namiętności. Ich kobiety bowiem zamieniły współżycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie mężczyźni porzucili zgodne z naturą współżycie z kobietą i zapałali żądzą jedni ku drugim. Mężczyźni z mężczyznami dopuszczają się haniebnych czynów i dlatego sami na sobie ponoszą karę należną za zboczenie” (Rz 1:25-27).

Dopóki żyjemy w czasie Kościoła, aż do przyjścia Pana Jezusa, wszystkich wierzących obowiązuje prawda objawiona w Biblii. Nikt nie ma takiego autorytetu, aby to zmienić. Później ludzie, którzy popełniają obrzydliwość wobec Boga, poniosą konsekwencje swego buntu - Tak samo Sodoma i Gomora oraz otaczające je miasta, które oddawały się nierządowi i podążały za nienaturalną żądzą, służą jako przykład, ponosząc karę wiecznego ognia (Jud 7)

O tym trzeba mówić, aby nikt nie miał wymówki, że nie wiedział, albo, że wszyscy to tolerowali.

Henryk Hukisz



Thursday, October 19, 2023

Błogosławiona bezsenność

Z pewnością każdemu zdarzyła się nieprzespana noc, nie z racji pracy na nocną zmianę, czy też długiej podróży, lecz z powodu bezsenności. Cóż wtedy robimy najczęściej? Przewracamy się z boku na bok, jak kurczak na rożnie, albo wstajemy, siadamy wygodnie w fotelu i przy zapalonej lampce czytamy Biblię. Dziś, jeśli posiadamy Biblię w tablecie, albo w smartfonie, widzimy jak przydatna jest współczesna technologia.  

Ktoś powiedział, że to jest najlepszy sposób, aby znów szybko zasnąć. Nie wiem, bo nie sprawdzałem, lecz jedno wiem, że najczęściej takie nocne chwile zamieniają się we wspaniały czas z Panem. Może to być modlitwa, rozmyślanie, albo nastawienie na słuchanie tego, co Pan chce nam powiedzieć. Tu znów zacytuję anonimowego autora powiedzenia: „W takiej chwili, zamiast liczyć barany, lepiej jest porozmawiać z Pasterzem”. Często jest tak, że w czasie dnia jesteśmy bardzo zajęci, nasze myśli są rozbiegane, a z ręki nie wypuszczamy telefonu, spoglądając co kilka minut na jego ekran, tak, że nie słyszymy głosu naszego Pasterza. Wierzę, że Bóg daje nam szansę na spotkanie się z Nim nocną porą.

Pan Jezus przygotowywał Swoich uczniów nie tylko do zwiastowania ewangelii, lecz przede wszystkim do trwania w społeczności z Nim, aby mogli usłyszeć Jego głos. Boże Słowo ma moc i zawiera najlepsze wskazówki, jakich często szukamy. Pan Jezus zostawił Swoim uczniom zwyczaj nocnych spotkań, z których często korzystali. Dla nas dziś są one zachętą, abyśmy również doświadczali błogosławieństwa bliskiej społeczności z Panem.

Pewnego razu Pan rozkazał Swoim uczniom, aby popłynęli sami na drugi brzeg jeziora, mając zamiar udać się do Betsaidy. On sam, po nakarmieniu wielu tysięcy głodnych, postanowił pozostać w tym miejscu, aby z nimi jeszcze porozmawiać, gdy w tym czasie uczniowie wsiedli do łodzi i popłynęli. Noc zaskoczyła ich na środku jeziora, lecz najgorsze było to, że zerwał się silny wiatr, tak że fale zaczęły miotać ich łodzią. Wówczas to Jezus, wiedząc jakie myśli wypełniają ich serca, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, idąc po jeziorze” (Mk 6:48).

Mówi się, że Bóg nigdy nie śpi, nie ma przerw na odpoczynek. On zawsze czuwa, jak napisał psalmista Dawid – „Przecież nie drzemie, nie przysypia Ten, który strzeże Izraela” (Ps 121:4)Pan Jezus również, zapewniając, że Bóg troszczy się o swoje dzieci, opowiedział przypowieść o wdowie, która prosiła sędziego o pomoc, lecz on nie miał dla niej czasu. Nauka płynąca z tej historii zastała zawarta w jednym zdaniu – „Czy Bóg nie obroni swoich wybranych, którzy wołają do Niego dniem i nocą? Czy będzie długo zwlekał?” k 18:7)

Czytając uważnie ewangelie, możemy zauważyć, że Pan Jezus bardzo często spędzał noce w samotności, z dala od ludzi, lecz nigdy nie był sam. Te spotkania z Ojcem przynosiły Mu posilenie w duchowej walce, gdyż jak powiedział: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał i wykonać Jego dzieło” (Jn 4:34). Dlatego zachęcał też Swoich uczniów, aby nauczyli się od Niego wykorzystywać ten szczególny, nocny czas, gdyż o tej porze można najlepiej usłyszeć głos Ojca.

Chociaż noc należy do księcia tego świata, lecz Bóg, który jest światłością, nie boi się ciemności. Ludzie wierzący, którzy znali wartość społeczności z Ojcem, doświadczali najwspanialszych momentów w nocy. Piotr, wtrącony do więzienia, został z niego wyprowadzony właśnie w chwili, gdy „anioł Pana otworzył w nocy bramy więzienia” (Dz 5:19). Apostoł Paweł również bardzo sobie cenił nocne spotkania z Panem. Podczas drugiej podróży misyjnej, gdy zamierzał realizować swój plan pójścia do Bitynii, Duch Święty przeszkodził mu w tym. Z pewnością nie mógł zasnąć, gdyż zastanawiał się, dlaczego Bóg, zamiast wsparcia, stawia przeszkody. Wówczas, jak to opisał Łukasz: W nocy Paweł miał widzenie. Jakiś Macedończyk stanął przed nim i prosił go: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!” (Dz 16:9). Z dalszej relacji z tej podróży Pawła widzimy, że to był Boży kierunek, gdyż ewangelia została zaniesiona również i do Europy. Gdy Paweł dotarł już do Koryntu, najbardziej zdemoralizowanego miasta w tym rejonie, znów Pan przyszedł do niego nocą z poselstwem: „Nie bój się, lecz mów i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt się nie targnie na ciebie, aby cię skrzywdzić. Mam bowiem liczny lud w tym mieście” (Dz 18:9,10).

Później, gdy Paweł był oskarżany i więziony, gdy przerzucano go z więzienia do więzienia, Pan o nim pamiętał i często przychodził o ulubionej porze. Zaraz po uwięzieniu w Jerozolimie, gdy postawiono go przed Radą, która domagała się jego śmierci, zaraz „następnej nocy ukazał mu się Pan i powiedział: Odwagi, jak bowiem dałeś o Mnie świadectwo w Jeruzalem, tak trzeba dać świadectwo i w Rzymie” (Dz 23:11). Jak wiemy z lektury Dziejów Apostolskich, skutego kajdanami Pawła wsadzono na okręt, aby zawieźć go do Rzymu, gdyż Bóg posłał go z ewangelią do domu samego cesarza. Gdy statek znalazł się w środku strasznej burzy, tak, że wyrzucono za burtę cały osprzęt i wszelka nadzieja na ocalenie zginęła, wówczas Paweł zapewnił wszystkich: Tej nocy ukazał mi się bowiem anioł Boga, do którego należę i któremu służę, I powiedział: Nie bój się, Pawle. Musisz stanąć przed cesarzem, dlatego Bóg podarował ci wszystkich, którzy płyną razem z tobą” (Dz.Ap. 27:23,24). Jak dobrze, że Paweł wyrobił sobie zwyczaj spotykania się z Panem w nocnej porze.

Wierzę, że my również doświadczyliśmy w swoim życiu spotkań z Panem podczas niejednej bezsennej nocy. Wiemy też, jak ważne dla nas są te momenty, gdyż On nas umacnia, dodaje otuchy i daje Swoje wskazówki. Osobiście jestem Bogu wdzięczny za takie chwile. Przypominam sobie pewien moment, gdy zamierzałem coś uczynić i wieczorem miałem już gotowy plan, lecz w nocy opanowała mnie bezsenność, wówczas usłyszałem Boży głos, cichy szept, aby zrobić to inaczej. Teraz wiem, że to Jego drogi i myśli są doskonałe, nie takie jak moje.

Musimy pamiętać o tym, że czeka nas wszystkich najważniejsze spotkanie, jakiego teraz nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Będzie to spotkanie z naszym Panem i Zbawicielem, gdy „przyjdzie jak złodziej w nocy” (1 Tes 5:2). Chrystus, zanim odszedł do Ojca, przygotował Swoich uczniów na ten moment w przypowieści o dziesięciu pannach oczekujących na Oblubieńca. Gdy wszystkie zasnęły, nagle o północy rozległo się wołanie: Idzie pan młody, wyjdźcie mu na spotkanie! (Mt 25:6). Wiemy, jakie panny nie były gotowe.

Najlepiej jest zrobić dobry początek w historii nocnych spotkań z Panem. Pewien człowiek w czasie, gdy Pan Jezus był na ziemi, „przyszedł do Jezusa nocą i powiedział do Niego: Rabbi, wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel” (Jn 3:1). Wówczas Nikodem, żydowski dostojnik usłyszał najważniejszą informację, od której zależało to, czy w ogóle zobaczy Królestwo Boże. Pan Jezus w czasie tego nocnego spotkania wyznaczył podstawowy warunek, jaki musi spełnić każdy człowiek, aby wejść do społeczności z Ojcem Niebieskim - „Zapewniam, zapewniam cię, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Boga” (Jn 3:5)

Dobrze jest więc wyrobić sobie nawyk nocnych spotkań z Panem, aby nabrać mądrości i nie przespać tego najważniejszego spotkania. 

Henryk Hukisz

Wednesday, October 11, 2023

Święty dreszcz

 

Często z ust kaznodziejów słyszymy zapewnienie, że to, co przekazują, otrzymali wprost od Pana. Po chwili jednak, gdy już przekazują swoje poselstwo, jakoś trudno jest dopatrzyć się zgodności ze Słowem Bożym, z treścią Biblii. Zastanawiam się w takiej sytuacji, czy można przejść obojętnie wobec kaznodziei, który przypisuje Bogu to, co sam zwiastuje? Ponieważ mam za sobą kilkudziesięcioletnie doświadczenie w służbie Słowa Bożego i względnie dobrą znajomość Biblii, w swoim sercu odczuwam niepokój. Myślę bowiem o słuchaczach, którzy narażani są na karmienie ich niezdrową nauką. Obojętność w takim przypadku można porównać do sytuacji, gdy wiedząc o trujących składnikach w pokarmie, spokojnie przyglądamy się temu, jak inni nieświadomie go konsumują.

W Starym Testamencie Bóg powoływał proroków, którym dawał Swoje Słowo, aby je przekazywali ludziom. W epoce Kościoła do tej służby Chrystus powołuje nauczycieli, którzy mieli pełnić funkcję podobną do tej, jaką dotychczas pełnili prorocy. Apostoł Piotr napisał, że „jeśli ktoś przemawia, niech to będą jakby Słowa Boga, jeśli ktoś służy, niech to czyni mocą, której udziela Bóg, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa” (1 Ptr 4:11).

W dalszej części tego rozważania chciałbym się zastanowić nad tym, komu Bóg wkłada w usta Swoje Słowo w tym celu, aby z należnym szacunkiem zostało przekazane ludziom.

W jednym z Psalmów znajdujemy wspaniałą wskazówkę, że „tajemnica PANA jest objawiana tym, którzy się Go boją, oznajmia im swoje przymierza” (Ps 25:14 [UBG]). Skorzystałem tu z przekładu, który najlepiej oddaje główną myśl odnośnie do tego, komu Bóg powierza Swoje tajemnice. Natomiast w innych przekładach najczęściej spotykamy w tym wersecie słowa o przyjaźni Boga lub o intymności, gdyż ta cecha jest niezbędna w relacji proroka z Bogiem, którego reprezentuje. Hebrajskie słówko סוד [sode] oznacza przekazywanie tajemnicy komuś, kto znajduje się w intymnej relacji. Psalmista używa tu określenia ירא [ira], czyli „bojaźń Boga”, która charakteryzuje tych mężów Bożych, którzy znajdowali się w szczególnej bliskości Pana.

Zrozumiałe jest, że swoich tajemnic nie przekazujemy pierwszej napotkanej osobie. Robimy to jedynie wobec osób, które bardzo dobrze znamy i łączy nas z nimi bliska więź. Dlatego jestem całkowicie przekonany, że Bóg chętnie przekazuje Swoje tajemnice, plany i informacje jedynie tym, którzy znajdują się w bliskiej zażyłości z Nim. To muszą być osoby, które dobrze znają Boga, o których On nie powie: „Nigdy was nie znałem, odstąpcie ode Mnie wy, którzy się dopuszczacie bezprawia” (Mt 7:23). Pan wie, kto należy do Niego.

Warto jest więc przyjrzeć się temu, co na ten temat jest napisane w Biblii. Musimy odpowiedzieć na pytanie: Jak wejść w tak bliską relację, aby Bóg mógł oznajmiać Swoje tajemnice? Wiadomo przecież, że prorok powinien mówić jedynie to, co Bóg mu objawi. W Starym Testamencie mamy wiele przykładów wskazujących na to, że pojawiali się prorocy, którzy mówili od siebie, a nie to, co Bóg chciał, aby powiedzieli. W Biblii znajdujemy również przykłady proroków, którzy wykazywali się pożądaną w tym przypadku bojaźnią i Bóg objawiał im Swoje tajemnice.

Król Salomon w swoich przypowieściach sporo pisał o mądrości. Zgodzimy się  z tym, że jest potrzebna mądrość, aby wejść w tę szczególną relację z Panem. Ten mądry król radził: „Mój synu, jeśli przyjmiesz moje słowa i będziesz przestrzegał moich nakazów, zwracając ucho ku mądrości, a serce skłaniając ku zrozumieniu; jeśli przywołasz rozsądek, zabierzesz głos, by zrozumieć; jeśli będziesz jej szukał jak srebra, poszukiwał jak ukrytych skarbów, wtedy zrozumiesz bojaźń PANA i dojdziesz do wiedzy o Bogu” (Prz 2:1-5). Nie można osiągnąć bojaźni Bożej bez zrozumienia, na czym ona polega, gdyż prowadzi wprost do poznania Boga. Znajomość Boga jest sprawą kluczową, gdyż jedynie On „daje mądrość, z Jego ust pochodzą wiedza i zrozumienie” (w. 6).

Dla zilustrowania chcę podać kilka przykładów. Pierwszy, jaki mi się nasuwa, to Henoch, pra pra pra praprawnuk Adama. Wyobrażam sobie taką scenę, Henoch rozmawia na temat Boga ze swoim pra pra pra pra pradziadkiem Adamem, który mógł mieć już sporo ponad sześćset lat. Adam zamiast opisywania wszechświata, jaki Bóg stworzył i miliony zwierząt, jakie musiał nazwać, opowiadał o tym, co najwyżej cenił, wspominając swój pobyt w ogrodzie Eden. Z pewnością były to chwile, gdy wraz z Ewą słyszeli „głos PANA Boga przechadzającego się po ogrodzie w dziennym powiewie” (Rdz 3:8). To były momenty, jakich już nie mógł doświadczać, dlatego wspominał je i opowiadał o nich z nostalgią. Na Henochu musiało to wywrzeć tak wielkie wrażenie, że postanowił zaprzyjaźnić się z Bogiem aż tak bardzo blisko, że „potem go nie było, gdyż Bóg go zabrał” (Rdz 5:24). To musiała być bardzo dobra znajomość z Bogiem.

Nie chodzi o to, aby Boga znać jedynie z opowiadania. Hiob znał dobrze Boga, gdyż był „uczciwy i prawy, bał się Boga i stronił od zła” (Hi. 1:1). Nawet w chwili największego doświadczenia, gdy tragicznie stracił rodzinę, wszystko co posiadał oraz swoje zdrowie, to wyznał szczerze: „PAN dał i PAN wziął. Niech imię PANA będzie błogosławione” (Hi. 1:21). Istnieje jednak wyższy poziom poznania Boga, bardziej intymnej relacji z Nim. Hiob doświadczył takiego zbliżenia do Pana, że mógł powiedzieć: „Dotąd moje ucho tylko słyszało o Tobie, a teraz moje oko ujrzało Ciebie” (Hi. 42:5).

Abraham był jednym z najpokorniejszych mężów, z którymi Bóg rozmawiał i objawiał mu Swoje tajemnice. Gdy przyjrzymy się jego życiu, to zrozumiemy, na czym polegała ta szczególnie intymna relacja, że Bóg ukazywał mu się osobiście, aby objawić Swoje plany wobec niego, jego potomstwa i narodu, który powołał do szczególnego zadania. Nikt inny nie usłyszał tak wielkich słów, jak Abraham, gdy osiągnął wiek dziewięćdziesięciu lat: „Ja jestem Bóg Wszechmogący. Żyj świadomy Mojej obecności i bądź doskonały. Chcę bowiem zawrzeć z tobą Moje przymierze i dać ci liczne potomstwo” (Rdz 17:1,2). Dlaczego aż tak bardzo Bóg ufał temu człowiekowi, że z nim zawarł przymierze dotyczące setek pokoleń i sporej części historii ówczesnego świata? Nawet 1500 lat później, Nehemiasz, gdy po niewoli babilońskiej wrócił do Jerozolimy, dziękował Bogu za Abrahama - „Uznałeś, że jego serce jest Ci wierne, i zawarłeś z nim przymierze, aby dać jemu i jego potomstwu ziemię Kananejczyka” (Ne 9:8).

Warto więc przyjrzeć się szczególnemu momentowi z życia tego męża Bożego. Był to czas, gdy „Bóg wystawił Abrahama na próbę” (Rdz 22:1). Gdy Abraham usłyszał tę przerażającą wiadomość: „Weź swojego jedynego, ukochanego syna Izaaka i idź do kraju Moria. Tam złóż go na ofiarę całopalną na jednej z gór, którą ci wskażę” (w. 2), nie zawahał się, nie odłożył tego polecenia na później, aż lepiej zrozumie, lecz „wstał więc wcześnie rano, osiodłał osła, wziął ze sobą dwóch służących oraz Izaaka, swojego syna, narąbał drewna na ofiarę całopalną i udał się na miejsce, które Bóg mu wskazał” (w. 3). Tak może postąpić jedynie ktoś, kto bardzo dobrze zna Boga i chociaż nie rozumiał dlaczego, posłusznie podjął się wykonania tego polecenia. Gdy pożegnał towarzyszących sług na dole góry, na którą się wspinał z Izaakiem, wypowiedział prorocze słowa: „ja i chłopiec pójdziemy tam, oddamy pokłon i powrócimy do was” (w. 5). Dlaczego użył liczby mnogiej - „wrócimy”, chociaż wiedział, w jakim celu udaje się na górę Moria?

Kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy pasterze jego owiec i owiec bratanka Lota spierali się o dostęp do paszy i wody, Abraham pokazał prawdziwą postawę bojaźni Boga. Ta bojaźń wyrażała całkowite zaufanie Panu, za którego głosem poszedł w nieznane. Teraz dał wybór młodszemu krewnemu, który „rozejrzał się i zobaczył, że cała kraina nad Jordanem była tak samo dobrze nawodniona, jak ogród PANA” (Rdz 13:10), natomiast sam czekał na wybór Boga, który miał wobec niego plan na wiele pokoleń. Boży plan był ujęty w słowach: „Albowiem tę całą ziemię, którą widzisz, dam tobie i twemu potomstwu na wieki” (w. 15). Natomiast Lot cieszył się swoim wyborem tylko jakiś czas, „zanim PAN zniszczył Sodomę i Gomorę” (w. 10).

Dwudziestowieczny duński filozof Soren Kierkegaard poświęcił sporo uwagi historii Abrahama, a szczególnie wydarzeniu na górze Moria. W jego dziele pod tytułem „Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć” tak opisuje ten kulminacyjny moment: „Jechali razem prosto Abraham i Izaak, aż przybyli do góry Moria. I Abraham przygotował wszystko do ofiary, spokojnie i łagodnie, ale kiedy odwrócił się i porwał miecz, Izaak widział, że palce lewicy Abrahama skurczyły się z rozpaczy, i przeszedł dreszcz przez jego ciało - ale Abraham porwał miecz”. 

Ten rodzaj dreszczu przechodzi przez ciało człowieka w momencie, gdy uświadamia sobie świętość Boga, który zbliża się do Swego stworzenia. Pomimo grzeszności, w jakiej każda istota ludzka się znalazła, Bóg przychodzi w całej Swojej świętości i majestacie, nic nie ujmując ze Swojej chwały. Dlatego rzeczą naturalną jest, że człowieka ogarnia drżenie, będące autentycznym potwierdzeniem bojaźni. Kto tego drżenia nie doświadcza, lepiej niech sprawdzi swoje pojmowanie Boga.

Bóg nie może się zmienić. On nie jest inny, niż znamy Go ze stron Starego Testamentu. Jeśli wówczas prorocy drżeli, gdy słyszeli co „Bóg mówi”, to takie samo doznanie winno towarzyszyć nam, gdy twierdzimy, że Bóg mówi do nas.

Gdy głos Boga poruszał górami to ludzie, którzy nie odbierali tego z drżeniem, ponosili srogie konsekwencje. Nawet Mojżesz, który przecież rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, na dźwięk trąby i słów Boga zawołał: „Jestem przerażony i drżący” (Hbr 12:21). Dlatego autor Listu do Hebrajczyków, mając na uwadze czas łaski, wyciąga wniosek: ponieważ otrzymujemy Królestwo niezmienne, trwajmy w łasce, dzięki której będziemy służyć tak, jak się Bogu podoba, z pobożnością i bojaźnią” (w. 28). Dlatego w tym samym zdaniu przedstawia swoje zrozumienie Boga - Nasz Bóg jest bowiem ogniem pożerającym” (w. 29).

Jeśli ktoś twierdzi dziś, że Bóg mu coś powiedział i nie drży w bojaźni przed świętym Bogiem, lepiej takiego poselstwa nie przyjmować, bo nie wiadomo, z jakiego źródła ono pochodzi. Warto jest zawsze pamiętać o zapewnieniu mądrego Salomona, że bojaźń PANA jest początkiem wiedzy, tylko głupcy gardzą mądrością i karnością” (Prz 1:7).

Henryk Hukisz

Saturday, October 7, 2023

Czy jest trzecia droga?

Kampania wyborcza wkroczyła już na ostatnią prostą. Pozwólcie, że zadam proste pytanie: „Czy osoba ewangelicznie wierząca powinna interesować się przebiegiem kampanii, aby osobiście wziąć udział w obywatelskim prawie do decydowania o tym, kto ma sprawować władzę w naszej ziemskiej ojczyźnie?”

Widzę już komentarze i błyskawiczne odpowiedzi, że to Bóg ustanawia władzę, a naszym obowiązkiem jest jej się podporządkować i modlić się o jej powodzenie. Czyżby? W ostatnim wpisie „Obywatelskie nieposłuszeństwo” napisałem: „Jeżeli ktoś uważa, że zgodnie z tym, co apostoł Paweł napisał do wierzących w Rzymie, powinniśmy okazać absolutne posłuszeństwo władzy państwowej, czy innej ustanowionej przez Boga, to tym samym nie uznaje, że Bóg jest zawsze jedynym naszym ostatecznym autorytetem”. Musimy więc uwzględnić takie sytuacje, gdy właśnie dlatego, że wierzymy zgodnie z ewangelią, będziemy musieli okazać nieposłuszeństwo, ponieważ uznajemy, że naszym ostatecznym autorytetem jest jedynie Bóg.

Apostoł Paweł napisał również o tym „aby prośby, modlitwy, błagania i dziękczynienia były zanoszone za wszystkich ludzi, za królów i wszystkich rządzących, abyśmy mogli wieść życie spokojne i bezpieczne, z całą pobożnością i godnością” (1 Tm 2:1,2). Pragnę jednak zwrócić uwagę, że celem naszych modlitw o władzę, ma być możliwość zapewniająca nam „wieść życie spokojne i bezpieczne, z całą pobożnością i godnością”, a nie dla tych, którzy nami rządzą. Dlatego uważam, że naszym zadaniem jest nie tylko modlić się w tej intencji, lecz również podjąć konkretne działania powiązane z taką modlitwą.

Apostoł Jakub w swoim liście poucza osoby wierzące w Chrystusa, aby nie ograniczali się jedynie do deklarowania w kogo wierzą, gdyż „wiara, jeśli nie jest potwierdzona uczynkami, jest martwa sama w sobie” (Jk 2:17). Taką wiarę, kontynuował swoją argumentację apostoł, posiadają również demony i do tego drżą przed Stwórcą. Powiem wprost, idąc dalej za myślą wyrażoną w tym liście, jeśli modlisz się o tych, którzy sprawują, lub mają sprawować władzę po wyborach, to nie wystarczy - musisz czynnie wziąć udział w tych wyborach, aby twoja wiara nie została oceniona przez „Jezusa, który jest twórcą naszej wiary” (Hbr 12:2), „że wiara bez uczynków jest bezużyteczna” (Jk 2:20).

Oświadczam, że blog, którego jestem autorem, zawiera moje osobiste zrozumienie i poznanie prawd biblijnych i nie jest nauczaniem apostolskim. Dlatego każdy czytelnik moich wpisów może zgodzić się lub nie z tym, co piszę. W kwestii tego tematu, dotyczącego trzeciej drogi, chcę jedynie nawiązać do wypowiedzi Chrystusa na temat drogi, a konkretnie, odnośnie do tego ile jest dróg, na jakich możemy się znaleźć.

 Pan Jezus w „Kazaniu na górze” zawarł podstawowe tezy naszego życia w ramach Królestwa Bożego. Znajdziemy w nim taką wypowiedź - „Wchodźcie przez ciasną bramę. Szeroka jest bowiem brama i wygodna droga, która prowadzi do zguby i wielu przez nią wchodzi. Ciasna natomiast jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia i niewielu ją znajduje” (Mt 7:13,14). Istnieją tylko dwie drogi, jedna jest szeroka i wszyscy na niej się znajdują. Nic nie trzeba robić, nie ma konieczności podejmowania żadnej decyzji, aby kroczyć szeroką drogą, która, jak powiedział Jezus, prowadzi wprost do zguby, czyli na wieczne potępienie. Natomiast druga droga prowadzi do życia, lecz zgodnie  z opinią Pana Jezusa, „niewielu ją znajduje”. Aby jednak znaleźć się na tej drodze, należy ją wybrać. Konieczne jest więc dokonanie wyboru, który należy do człowieka. Prawda o dwóch drogach jest niepodważalna, dlatego w ewangelii nie ma miejsca na trzecią drogę. Co do tego, nikt nie ma wątpliwości, lecz należy zauważyć, iż ta prawda odnosi się do Królestwa Bożego.

Natomiast w świecie, a w szczególności w polityce, rządzą inne prawa. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację, gdy dwaj uczniowie Chrystusa zapragnęli lepszych pozycji dla siebie w królestwie Bożej chwały. Pan Jezus scharakteryzował władców w tym świecie, mówiąc: „że ci, których uważa się za władców narodów, nadużywają swej władzy nad nimi, a możni ich rządzą nimi samowolnie” (Mk 10:42 [B.W.]). Widzimy tu, że władający w świecie znani są z tego, że nie tylko nadużywają władzy, lecz również sami ją sobie przyznają. Taka jest opinia Chrystusa na ten temat, co możemy zobaczyć nawet obecnie, przyglądając się temu, jak obecnie rządzący wykorzystują posiadaną przez siebie możliwość wpływania na wyborców, aby pozostać dalej przy władzy.

Skoro dzielę się moimi osobistymi obserwacjami i przemyśleniami, chcę również zwrócić uwagę na inne możliwości, jakie dają wybory, do których zachęcam. Spotykamy się nieraz z opinią, że jeśli już mam głosować, to mogę jedynie na takich kandydatów, którzy całkowicie odpowiadają moim oczekiwaniom. Zapewniam, że nie znajdzie się takich, którzy będą odpowiadać mojemu sumieniu. Pomimo tego uważam, że można znaleźć taką opcję programową, która jest najbliższa ideałom, jakie mi osobiście odpowiadają.

W tytule tego wpisu postawiłem znak zapytania odnośnie do trzeciej drogi nie dlatego, że według ewangelii nie ma takiej opcji. Pomijając zasady Królestwa Bożego, w tym świecie jest możliwe pójść inną drogą, niż inni zachęcają. Tutaj chcę odwołać się do osobistego doświadczenia. W początkowej fazie przed kampanijnej, gdy już pojawiły się pierwsze zwiastuny programowe, zwróciłem się osobiście do przywódców trzech opcji opozycyjnych z pytaniem o ich stosunek do mniejszości wyznaniowych, skoro ich sztandarowe hasła zapewniają szacunek do każdego, bez względu na wyznanie czy orientację seksualną.

W liście do pana Biedronia, gdy rozpoczynał kampanię lewicy, po usłyszeniu gromkiego „Alleluja i do przodu” zaprotestowałem, ponieważ głosząc rozdział kościoła i państwa, posłużył się określeniem religijnym. Pomimo zapewnienia, że żaden list nie zostanie bez odpowiedzi, nadal czekam. Do przewodniczącego PO skierowałem zapytanie o jego stosunek do mniejszości wyznaniowych, lecz nie uzyskałem żadnej odpowiedzi, pomimo że jednym z naczelnych haseł jest okazywanie szacunku do każdego, kto inaczej myśli niż większość naszego narodu. Czyżby chodziło tylko o szacunek do „inaczej kochających”?

Natomiast zupełnie inaczej zareagował przedstawiciel i autor „Trzeciej drogi”. Niemalże nazajutrz, po skierowaniu podobnego pytania, otrzymałem osobistą odpowiedź zatytułowaną „Szanowny Panie Henryku, bardzo bliski jest mi Pana sposób postrzegania spraw, o których Pan pisze”. Dlatego z uwagą śledzę dalszy przebieg tej kamapanii, co pomaga mi w podjęciu decyzji odnośnie do opcji programowej, na jaką będę chciał oddać mój głos. Nie dlatego, że spotkałem się z osobistym zainteresowaniem, lecz to spowodowało, że chciałem lepiej poznać cały program, z którym przecież nie muszę zgadzać się w całości.

Wiem, że nie znajdę w tym świecie takiego programu wyborczego, z którym mógłbym utożsamić się w pełni. Wiem natomiast, że uczestniczenie w wyborze kolejnej władzy w kraju, w którym dane mi jest od Boga przeżycie mojego ziemskiego życia, jest wyrażeniem gotowości nie tylko wspomnienia o „wszystkich rządzących” w modlitwie, lecz również czynny udział w tym obywatelskim obowiązku.

I do tego zachęcam innych wierzących.

Henryk Hukisz