Monday, January 28, 2019
Światłość płonąca
Saturday, January 26, 2019
Światłość w ciemności
Obudziłem się dziś dość wcześnie. Za oknem powoli zaczęło świtać, a pokój wypełniał się jasnością. Leżąc tak, już całkowicie rozbudzony, zacząłem rozmyślać o naturze światła. Przypomniałem sobie pierwsze wersety Biblii: „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię” (1 Moj. 1:1). Nie wiemy, jakie dokładnie było wtedy niebo, ale o ziemi czytamy, że „była pustkowiem i chaosem; ciemność była nad otchłanią” (w. 2).
Pierwsze słowa, jakie wypowiedział Stwórca, brzmiały: „Niech stanie się światłość” (w. 3). To właśnie jej brakowało na samym początku, aby mogła nastąpić zmiana i zaczęło się porządkowanie pierwotnego chaosu – tohu wawohu. Moc Bożego Słowa sprawiła, że „stała się światłość”.
Dzięki niej świat zaczął przybierać kształt zgodny z Bożym planem. Co ciekawe, nie była to ta sama światłość, którą podziwiałem dzisiejszego poranka. To nie to światło, które wyznacza nam rytm dnia i nocy, tygodni czy lat. Słońce i księżyc Bóg stworzył dopiero po upływie trzeciego dnia. Wtedy rzekł: „Niech powstaną światła na sklepieniu niebios, aby oddzielały dzień od nocy i były znakami dla oznaczania pór, dni i lat” (1 Moj. 1:14).
Prawdziwa Światłość przychodzi na świat
Minęło około czterech tysięcy lat, gdy wydarzyło się coś tak przełomowego, że ludzkość postanowiła od nowa liczyć czas. Natchniony ewangelista zapisał: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo” (Jan 1:1). Dalej czytamy, że „prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat” (w. 9). Ponownie – nie chodziło o fizyczne światło oddzielające dzień od nocy. To była Światłość Prawdziwa, która tkwiła w Nim samym, gdyż „w Nim było życie, a życie było światłością ludzi” (w. 4).
Gdy nadszedł odpowiedni czas, Jezus zaczął ogłaszać nadejście Królestwa Bożego – królestwa światłości. On sam był Królem i Światłością, która objawiała się w szczególny sposób. Kiedy przyprowadzono do Niego kobietę przyłapaną na grzechu, oskarżyciele powoływali się na Prawo: „kazał nam takie kamienować” (Jan 8:5). Jednak Jezus, będąc Prawdziwą Światłością, odpowiedział: „Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz” (w. 11). Zaskoczonym świadkom tego wydarzenia wyjaśnił: „Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (w. 12).
Zadanie dla uczniów
Później do Jerozolimy przybyli Grecy. Musieli być ludźmi wierzącymi, skoro podjęli tak daleką podróż w celach religijnych. Prawdopodobnie na miejscu dowiedzieli się o Chrystusie, bo poprosili uczniów: „chcemy Jezusa widzieć” (Jan 12:21). Jezus, wiedząc, że „nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (w. 23), powiedział m.in.: „Jeszcze na małą chwilę światłość jest wśród was. Chodźcie, póki światłość macie, aby was ciemność nie ogarnęła; bo kto w ciemności chodzi, nie wie, dokąd idzie” (w. 35). Kolejne Jego słowa są zaskakujące – to konkretne polecenie i zadanie dla uczniów na przyszłość: „Wierzcie w światłość, póki światłość macie, abyście się stali synami światła” (w. 36).
Ci, którzy decydują się naśladować Chrystusa, stają się „synami światłości”. To bezpośrednie nawiązanie do słynnych słów Jezusa z początku Jego działalności. Choć nie wiemy dokładnie, kiedy wygłosił to orędzie, słowa te pozostają dla nas wiążące: „Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze” (Mat. 5:14).
Życie, które świeci
Naturą światła jest to, że nie da się go ukryć. Jest widoczne jak miasto na szczycie góry. Nawet najmniejsze światło – jak płomień świecy – gdy już zapłonie, „nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu” (w. 15). Dlatego Jezus jasno określił, na czym ma polegać codzienność Jego naśladowców: „Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (w. 16).
Po zmartwychwstaniu Chrystusa uczniowie ruszyli w świat, by rozpraszać mrok grzechu. Wypełniali tym samym starodawne proroctwo: „lud, pogrążony w mroku, ujrzał światłość wielką, i tym, którzy siedzieli w krainie i cieniu śmierci, rozbłysła jasność” (Mat. 4:16). Później dołączył do nich apostoł Paweł, któremu Pan nakazał iść do pogan, aby „otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi” (Dz.Ap. 26:18).
Nasza tożsamość
Światłość ma to do siebie, że po prostu ją widać. Nie trzeba o niej dużo mówić – wystarczy ją w sobie mieć. Pamiętajmy o słowach Jezusa: „Wy jesteście światłością świata”. To On uczynił nas światłem, dając nam nowe życie. Ta światłość staje się widoczna wtedy, gdy żyjemy w nowy, przemieniony sposób pośród ludzi pogrążonych w ciemności.
Apostoł Paweł wyjaśnia to prostymi słowami:
„Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości, bo owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda. Dochodźcie tego, co jest miłe Panu i nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami ciemności, ale je raczej karćcie, bo to nawet wstyd mówić, co się potajemnie wśród nich dzieje. Wszystko to zaś dzięki światłu wychodzi na jaw jako potępienia godne; wszystko bowiem, co się ujawnia, jest światłem. Dlatego powiedziano: Obudź się, który śpisz, I powstań z martwych, A zajaśnieje ci Chrystus” (Efez. 5:8-14).
Te słowa nie wymagają dodatkowego komentarza. Ich najlepszą interpretacją powinno być nasze codzienne, praktyczne życie. Paweł dodaje jeszcze, patrząc w przyszłość: „Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was dzień ten jak złodziej zaskoczył. Wy wszyscy bowiem synami światłości jesteście i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności” (1 Tes. 5:4,5).
Zachowajmy więc naszą tożsamość w Chrystusie, w Prawdziwej Światłości. Świećmy w tym świecie, bo to jest nasze miejsce i zadanie. To jedyna światłość, jakiej potrzebuje ten świat – ta, która ludziom zagubionym w grzechu potrafi wskazać drogę do zbawienia.
Saturday, January 19, 2019
Wszyscy synowie Boży
Thursday, January 10, 2019
Mądrzy, a dali się ogłupić
Monday, January 7, 2019
Równość zróżnicowana
Gdy udzielałem ślubów w Polsce, w pamięć zapadł mi klasyczny
tekst przysięgi, którą wypowiadali nowożeńcy. Kiedy jednak miałem okazję
prowadzić taką uroczystość w Stanach Zjednoczonych, zauważyłem istotną różnicę
w słowach składanych sobie przez przyszłych małżonków. Pan Młody, po
tradycyjnym początku „Ja... biorę Ciebie...”, mówił mniej więcej tak:
„Z najgłębszą radością przyjmuję Cię do mojego życia,
abyśmy razem stanowili jedno. Podobnie jak Chrystus dla Jego ciała – Kościoła,
będę dla Ciebie kochającym i wiernym mężem. Zawsze będę sprawował przywództwo
nad Tobą tak, jak Chrystus nade mną, wiedząc, że Jego panowanie jest jednym z
najświętszych pragnień mojego życia. (...)”.
Z kolei Pani Młoda, po oświadczeniu „Ja... biorę Ciebie...”,
deklarowała:
„Z najgłębszą radością wchodzę z Tobą w nowe życie. Jak
obiecałeś mi swoje życie i miłość, tak ja również z radością oddaję swoje życie
i w zaufaniu podporządkowuję się Tobie ze względu na Chrystusa. Tak jak Kościół
jest uległy Chrystusowi, tak ja będę dla Ciebie (...)”.
Nie mam pewności, czy w naszym kraju występuje podobne
zróżnicowanie treści przysięgi. Wiem jednak, że ich źródłem jest Biblia i słowa
apostoła Pawła na temat małżeństwa:
„Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest
głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale
jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim. Mężowie,
miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie
(...). Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i
pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, gdyż członkami ciała jego jesteśmy” (Ef
5:22-30).
Uważam, że chcąc stworzyć rdzennie biblijny tekst przysięgi,
musimy zachować tę różnicę ról. Dlaczego? Przede wszystkim z szacunku do
natchnionego Słowa Bożego, w którym nie wolno nam niczego zmieniać ani naginać.
Sądzę, że wielu ludzi przed przyjęciem biblijnego tekstu powstrzymuje obawa
przed oskarżeniem o męski szowinizm. Pojęcie „uległości” jest dziś bowiem
błędnie utożsamiane z dyskryminacją i nierównością. Czy jednak Biblia promuje
takie postawy? Z całą pewnością nie, a już szczególnie nie w relacji męża i
żony.
Aby właściwie zrozumieć nauczanie apostolskie, musimy wrócić
do fundamentów, czyli do początku stworzenia. Pan Jezus, pytany o równe prawa
małżonków do rozwodu, odparł: „Czyż nie czytaliście, że Stwórca od początku
stworzył mężczyznę i kobietę?” (Mt 19:4). Bóg stworzył dwie różne
istoty, a sam proces stwórczy w każdym przypadku przebiegał inaczej. Musimy
zadać sobie pytanie o Bożą intencję: dlaczego kobieta została stworzona
później, z innego „materiału” i z innym przeznaczeniem?
Warto zwrócić uwagę na dwa fakty. Po pierwsze, stwarzając
kobietę, Bóg odpowiedział na potrzebę znalezienia dla mężczyzny „odpowiedniej
pomocy” – samotność nie była bowiem Bożym celem. Po drugie, gdy po upadku
pojawił się grzech, Bóg powiedział do kobiety: „Pomnożę dolegliwości
brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu
pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą” (1
Moj 3:16). Te słowa są kluczowe dla zrozumienia istoty stworzenia i dalszej
egzystencji człowieka, a zwłaszcza roli kobiety.
Stwórca najlepiej wiedział, do jakich celów powołał ludzi.
Jako osoby wierzące, chcące Go naśladować, musimy zgodzić się z Autorem naszego
życia. Bez tego nigdy nie zrozumiemy nauczania Pawła o roli kobiet w
małżeństwie, rodzinie i Kościele. Chciałbym jednak podkreślić, że mimo
odmiennych ról, mężczyzna i kobieta są przed Bogiem i wobec siebie nawzajem
całkowicie równi – i tę równość powinni manifestować w swoim związku.
Grzech, wchodząc na świat, zniszczył harmonię małżeńską. Nie
zrobił tego jednak poprzez wprowadzenie hierarchii, lecz poprzez
zniekształcenie Bożego porządku. Skromne, kochające przywództwo zamieniło się u
jednych mężczyzn we wrogie panowanie, a u innych w całkowitą obojętność. Z
kolei inteligentne i chętne do współpracy kobiety stały się uległe w sposób
manipulacyjny lub jawnie niesubordynowane. Grzech nie stworzył relacji „tyran –
poddana”; on zrujnował Boże pojęcia, sprawiając, że dziś są one przyjmowane z
niechęcią jako rzekomo niszczące relacje.
Zgodnie z Listem do Efezjan (5:21-33), na mężu
spoczywa obowiązek kochania żony miłością Chrystusową – aż do gotowości oddania
za nią życia. Uległość żony nie ma charakteru niewolniczego, nie jest wymuszona
ani poniżająca. Chrystus nie oczekuje od Kościoła wymuszonego posłuszeństwa.
Pragnie, by Kościół jako Jego Ciało był wolny, radosny i chętny do wzrostu w
łasce. Ten fragment Pisma chroni obie strony: mężów przed nadużywaniem władzy
(nakazując im kochać jak Jezus) oraz żony przed poniżeniem (ukazując ich rolę
jako odpowiedź Kościoła na miłość Zbawiciela).
Zdefiniujmy to zatem jasno:
· Przywództwo
męża to Boże powołanie do wzięcia na siebie głównej odpowiedzialności za
zarządzanie, ochronę i zaspokajanie potrzeb domu ze względu na Chrystusa.
· Uległość
żony to Boże powołanie do szanowania i wspierania swoim obdarowaniem
przywództwa męża oraz pomagania mu w realizacji celów dla dobra całej rodziny.
Relacja małżeńska jest żywym obrazem więzi Chrystusa (Głowy)
z Kościołem (Ciałem). Dlatego tak ważne jest, by przebiegała ona według
biblijnego wzorca. Nie chodzi tu o zwykłe regulacje prawne, lecz o przywrócenie
w Kościele porządku przewidzianego przez Boga. Paweł odwołuje się tu do słów
Adama na widok pierwszej niewiasty: „Ta dopiero jest kością z kości moich i
ciałem z ciała mojego” (Rdz 2:23). Niektóre manuskrypty Listu do
Efezjan rozszerzają werset 30: „Gdyżeśmy członkami ciała jego, z ciała jego
i z kości jego” (Ef 5:30 [BG]). To wyraźne nawiązanie do Kościoła,
który narodził się, gdy Chrystus – „drugi Adam” – zapadł w „sen śmierci”.
Pełny obraz tych relacji odnajdujemy także w Liście do
Koryntian: „A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus,
a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg” (1 Kor 11:3). Być może
dlatego w pierwotnym Kościele to mężczyźni byli powoływani na pozycje liderskie
– ponieważ ich bezpośrednią Głową jest Głowa Kościoła. Paweł pisał przecież: „biskup
zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony” (1 Tym 3:2). Przywódcy ci
wzorowali się na wyborze apostołów przez samego Chrystusa. Było to jednak
przywództwo służebne: „a ten, który przewodzi, niech będzie jako usługujący”
(Łk 22:26). Jezus zostawił nam najdoskonalszy przykład, umywając nogi
uczniom i mówiąc: „dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam
uczyniłem” (Jn 13:5, 15). Dodał też znamienne słowa: „błogosławieni
jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie” (w. 17). Na tym
polega rola męża – ma służyć żonie tak, jak Chrystus, który wydał samego siebie
za Kościół.
Przywództwa w Kościele czy małżeństwie nie wolno porównywać
do świeckich modeli władzy. Jeśli dziś nie dostrzegamy biblijnego autorytetu w
rodzinach, to tylko dlatego, że porzuciliśmy wzorzec Chrystusa. Królestwo Boże
nie jest z tego świata, więc i nasze relacje nie mogą opierać się na światowych
trendach.
Uległość żony polega na uznaniu tej służebnej roli męża,
ustanowionej przez Boga w akcie stworzenia. Paweł przypomina: „nie mężczyzna
jest z kobiety, ale kobieta z mężczyzny” (1 Kor 11:8), a
Tymoteuszowi wyjaśnia: „nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się
nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został
stworzony Adam, potem Ewa” (1 Tm 2:12, 13). Wszystkie te wskazania
tworzą harmonijną całość. Piękno Bożego planu polega na tym, że różne role w
małżeństwie i Kościele są wyrazem głębokiej równości, gdyż „nie masz
mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie
Chrystusie” (Ga 3:28).
Mocno wierzę, że obraz małżeństwa nakreślony przez apostołów
i Chrystusa jest celowy. Nawet jeśli współczesny świat ma trudność z
zaakceptowaniem tego przekazu, jako wierzący powinniśmy okazać Słowu Bożemu
pełne zaufanie – chociażby ze względu na Autora.
Pamiętajmy również o Pocieszycielu. Chrystus zapowiedział,
że Duch Święty „nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam
powiedziałem” (Jn 14:26). Obiecany Duch przyszedł dwa tysiące lat
temu. Pytanie tylko: czy nadal Go słuchamy?





