Monday, January 28, 2019

Światłość płonąca

Niedziela, godzina dziesiąta. Za kazalnicę wszedł brat, któremu przypadło prowadzenie nabożeństwa. Na sali jest już około dziesięć osób. “Pociąg nie czeka na spóźnialskich, odjeżdża zgodnie z rozkładem” - powiedział i rozpoczął punktualnie czytaniem z Księgi Wyjścia o Mojżeszu, który pasł owce swego teścia. Pewnego razu, będąc koło góry Horeb zobaczył krzew, który “płonął ogniem, jednakże krzew nie spłonął” (2 Moj. 3:2). To było tak niezwykłe, że Mojżesz postanowił przyjrzeć się “temu wspaniałemu zjawisku, dlaczego krzak się nie spala” (w. 4 [B.E.]).
Następnie ten brat, który przez sześć dni w tygodniu układa kostkę brukową, rozwinął myśl o płonącym krzewie. Wbrew wszelkim zasadom homiletyki, hermeneutyki i egzegetyki, podkreślił wielką prawdę o tym, że my, tak jak ten krzew, powinniśmy nieustannie płonąć dla Pana. Ta myśl tak się do mnie przyczepiła, że ciągle widzę krzew, który nieustannie płonie i przypomina mi, że mamy ciągle być płonącymi światełkami dla Chrystusa. Przecież On powiedział: “Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mat. 5:16). Codziennie, nie tylko w niedziele, gdy jesteśmy w kościele.
W pewnym mieście, w czasach, gdy nie było jeszcze światła elektrycznego, ogłoszono konkurs na najpiękniejszą świecę. Ludzie zaczęli przynosić świece o najdziwniejszych kształtach, kolorach i zapachu. Jurorzy zachodzili w głowę, jakie kryteria zastosować, aby nikogo nie obrazić. Nikt nie zapalał swojej świecy, aby nie zepsuć delikatnych detali ich dzieła. Pewien skromny obywatel zdecydował się zaprezentować zwykłą świecę w kształcie cienkiego walca, trochę skrzywioną lecz jeszcze sprawną. Zapalił jej wystający na czubku knot, i odszedł.
Kiedy jurorzy oceniali poszczególne arcydzieła, odezwał się główny sędzia. Powiedział zdecydowanym głosem: “Proponuję największa liczbę punktów przyznać tej świecy, która wprawdzie nie wygląda najciekawiej, lecz spełnia swoje zadanie”, i wziął do ręki płonącą migotliwym płomykiem, nieco już skrzywioną zwykłą świecę. “Wszystkie pozostałe, wprawdzie przewyższają tę jedną swoim wyglądem, lecz nie dają blasku, który oświeca otaczające nas ciemności” - uzasadnił swoją decyzję. Pozostali sędziowie zgodzili się z tym i przyznali pierwszeństwo zwykłej świecy, takiej, która świeci.
Naszym zadaniem jest być światłością w tym świecie. Zadanie to powinniśmy spełniać codziennie w każdych okolicznościach naszego życie. Jezus modlił się do Ojca z troską o swoich uczniów o to, jakie życie ich czeka po jego odejściu - “Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego” (Jan 17:15). Naśladowcy Chrystusa mają do spełnienia w tym świecie wielkie zadanie - podtrzymywanie tej światłości, która przyszła w momencie, gdy Słowo stało się Ciałem. Dlatego Pan Jezus powiedział: “Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze” (Mat. 5:14).
A jak wygląda nasze życie w ciągu całego tygodnia? O co troszczymy się bardziej, czy o to, jak żyjemy każdego dnia, w domu, w pracy, w szkole? Czy zależy nam bardziej na naszych niedzielnych spotkaniach w kościele? Pozwólcie, że przedstawię pewien przykład, zmyślony w prawdzie, lecz sami oceńcie, na ile prawdziwy. Wszelkie podobieństwa do jakichkolwiek rzeczywistych sytuacji są przypadkowe.
W niedzielę rano rodzina, zachowując wszelkie normy poprawności w zachowaniu, aby nie spowodować nerwowości, udaje się do kościoła. Wchodząc do kaplicy, pozdrawiają innych grzecznie, “Chwała Panu”, “Cieszę że cię widzę”, lub w inny powszechnie uznany sposób. Podczas uwielbiania zdecydowanie podnoszą w górę ręce wypowiadając głośne “Alleluja”. Kazanie rozpoczyna się bezpośrednim “Się macie, ludziska”, żeby było “cool”. Słuchają przyjemnych dla uszu słówek. Każdy czuje się doceniony i zachęcony.
W poniedziałek, po pracy mąż, żeby nie podpaść kolegom, wpada z nimi na małe piwko, a kiedy słyszy różne wulgaryzmy z ich ust, udaje że nie słyszy. We wtorek, żona mówi, że dzwonił pastor i zapowiedział wizytę na środę wieczór. “Niestety, odmów” - powiedział - “Szef zaprosił na urodziny i nie mogę odmówić”. W środę, już profilaktycznie, na urodziny pojechał miejską komunikacją. Późno wieczorem dzwoni do żony - “Kochanie, czy możesz po mnie przyjechać - no, bo, wiesz, szefowi nie wypadało odmówić, później był jeden kolega, drugi. No, wiesz, przecież myślę o możliwości awansu, więc muszę pasować do towarzystwa”. Czwartek był “cichym dniem”. W piątek doszło do dość ostrej rozmowy na temat syna, który zapożyczył od kolegów niecenzuralne słówka. Ojciec wpadł w furię - “Przecież kupiłem mu najdroższą konsolę do gier jakiej nie ma żaden z jego kumpli aby siedział w domu”. W sobotę trzeba było zająć się naprawą jakiegoś mebla. No i w niedzielę, znów od rana poprawna atmosfera, wyjazd do kościoła, “Chwała Panu” i “Alleluja”. Kazanie, jak zawsze, nikogo nie obrażające, bo przecież nasz Bóg, kochany “Tatuś” nikomu nic nieprzyjemnego nie powie.
Powiesz, że przesadziłem w tym przykładzie. Czyżby?
Kilka kobiet umówiło się na “babski wieczór” w domu pewnego starszego zboru. Mąż, dyplomatycznie wybył na “męskie” spotkanie z kilkoma braćmi. Późnym wieczorem zadzwonił do żony informując, że zostanie tu na noc, aby nie narazić się na ryzyko jazdy pod wpływem, bo mogłoby mu to zaszkodzić w kościele. “No wiesz, są jeszcze ludzie niedzisiejsi” - wyjaśnił swoją troskę o dobrą opinię. Ten przykład jest, niestety, autentyczny. A tak na marginesie - nic dziwnego w tym, że kobiety przejmują powoli przewodnictwo w kościołach.
Na zakończenie inna przypowieść. Tym razem prawdziwa, gdyż pochodzi z usta Pana Jezusa. Dotyczy również światła, naszych świec, a konkretnie oliwnych lamp.
Dziesięć panien oczekiwało na oblubieńca, który miał zabrać je na ucztę weselną (Mat. 25:1-13). Pięć z nich, nazwane przez Chrystusa “mądrymi”, myślało bardziej o oleju, który się spala, niż o lampach, jako naczyniach. Pozostałe - o ich nazwie, nie wspomnę - być może bardziej myślały o pięknym kształcie naczyń, niż o oleju. Być może, wydały więcej na zakup pięknych lamp, tak że na olej już nie starczyło. Trochę oleju miały, bo powiedziały: “lampy nasze gasną” (w. 8). Lecz, gdy oblubieniec przyszedł, na ucztę weselną weszły tylko te, “które były gotowe” (w. 10). Pozostałe, te bez światła, usłyszały słowa niezbyt przyjemne - “Zaprawdę powiadam wam, nie znam was” (w. 1).
A jak jest z naszymi lampami? Czy świecą codziennie, czy tylko w niedziele? Warto jest o tym pomyśleć, zanim drzwi na ucztę weselną naszego Oblubieńca zostaną zamknięte, i to na dobrze, na wieki.
Niedawno usłyszałem, że  w małżeństwie tego starszego zboru dzieje się źle. Na horyzoncie pojawiło się słówko, jak na razie, “separacja”.
Apostoł Paweł napisał, że z Bogiem nie ma żartów. A dokładnie, napisał tak: “Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Gal. 6:7).
Sprawdźmy, czy nasze lampy płoną i czy wystarczy oleju aż do przyjścia Oblubieńca.
Henryk Hukisz

Saturday, January 26, 2019

Światłość w ciemności

Dziś obudziłem się dość wcześnie. Za oknem zaczęło świtać. W pokoju robiło się coraz jaśniej. Już całkiem przebudzony zacząłem rozmyślać o świetle. Przypomniałem sobie pierwsze wersety z Biblii - “Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię” (1 Moj. 1:1). Nie wiem jakie było niebo, lecz o ziemi jest powiedziane, że “była pustkowiem i chaosem; ciemność była nad otchłanią” (w. 2).
Pierwsze słowa, jakie Stwórca wypowiedział brzmiały: “Niech stanie się światłość” (w. 3). Jej właśnie brakowało na początku, aby nastąpiła zmiana, aby rozpoczęło się porządkowanie “tohu wawohu”. Słowo sprawiło, że “stała się światłość”.
Dzięki światłości świat zaczął stawać się taki, jak Bóg go zaplanował. To wcale nie była ta światłość, jaką zacząłem podziwiać tego poranka. To nie ta światłość, dzięki której mamy noc i dzień, mamy tygodnie, miesiące i lata. Tę światłość Bóg stworzył dopiero gdy minął dzień trzeci. Wówczas Bóg rzekł: “Niech powstaną światła na sklepieniu niebios, aby oddzielały dzień od nocy i były znakami dla oznaczania pór, dni i lat” (1 Moj. 1:14).
Minęło około czterech tysięcy lat, gdy stało się coś tak wielkiego, że ludzkość postanowiła od nowa liczyć lata. Znów, jak zapisał natchniony ewangelista, że “na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo” (Jan 1:1). Teraz znów pojawia się informacja, że “prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat” (w.9). I to nie była również ta codzienna światłość, która oddziela dzień od nocy. To była światłość prawdziwa, która była w Nim, gdyż “w Nim było życie, a życie było światłością ludzi” (w. 4).
Kiedy nastąpił właściwy czas, Jezus zaczął ogłaszać nadejście Królestwa Bożego, królestwa światłości. On sam był Królem, był światłością, która objawiała się w szczególny sposób. Gdy pewnego razu przyprowadzono do Niego niewiastę przyłapaną na grzechu, oskarżyciele powołali się na zakon Boży, który “kazał nam takie kamienować” (Jan 8:5). Lecz Pan Jezus, który przyszedł jako prawdziwa światłość, powiedział: “Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz” (w. 11). A zwróciwszy się do zaskoczonych takim obrotem sprawy ludzi, powiedział: “Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (w.12).
Później do Jerozolimy przyszli Grecy, aby się modlić. Musieli być wierzącymi w Boga skoro odbyli daleką podróż w tym nabożnym celu. Prawdopodobnie, będąc już w tym świętym mieście, dowiedzieli się o Chrystusie, dlatego spotkanych uczniów poprosili: “chcemy Jezusa widzieć” (Jan 12:21). Pan Jezus wiedząc, że “nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (w.23), między innymi powiedział: “Jeszcze na małą chwilę światłość jest wśród was. Chodźcie, póki światłość macie, aby was ciemność nie ogarnęła; bo kto w ciemności chodzi, nie wie, dokąd idzie” (w. 35). Zaskakujące są słowa, jakie wypowiedział w kolejnym zdaniu, a mianowicie, były to słowa polecenia, którymi wyznaczył swoim uczniom podstawowe zadanie na przyszłość. Powiedział tak: “Wierzcie w światłość, póki światłość macie, abyście się stali synami światła” (w. 36).
Ci, którzy zdecydowali się naśladować Chrystusa, którzy stali się Jego uczniami, staną się “synami światłości”. Jest to bezpośrednie nawiązanie do innych znamienitych słów, jakie wypowiedział Chrystus na początku Swojej działalności. Dokładnie nie wiemy w którym momencie Pan Jezus wygłosił główne orędzie dotyczące Królestwa Bożego, lecz słowa, jakie wówczas padły, są dla nas wiążące. Słów było wiele, lecz teraz chcę przypomnieć te, które bezpośrednio łączą się z tym zadaniem. Jezus powiedział: “Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze” (Mat. 5:14).
Charakterystyką światło w sensie ogólnym jest to, że gdy się pojawia, nie można go ukryć. Światło jest widoczne, jak miasto położone na wierzchołku góry. Światło, w jego najmniejszym wymiarze, jest zapaloną świeczką, którą, gdy już ją zapalą, “nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu” (w. 15). Dlatego, Pan Jezus, nauczając swoich zwolenników, powiedział wprost, na czym będzie polegać ich zwykłe życie. A mianowicie, “Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (w.16).
Po śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa, Jego uczniowie poszli posłusznie i rozświetlali ciemności grzesznego świata, tak aby spełniło się starodawne proroctwo: “lud, pogrążony w mroku, ujrzał światłość wielką, i tym, którzy siedzieli w krainie i cieniu śmierci, rozbłysła jasność” (Mat. 4:16). Później, do grona uczniów dołączył Saul, apostoł Paweł, któremu Pan powiedział wyraźnie, że pośle do pogan, aby “otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi” (Dz.Ap. 26:18).
Światłość ma to do siebie, że ją widać. Nie trzeba o niej mówić, wystarczy ją posiadać. Pamiętajmy na słowa pana Jezusa, który powiedział: “Wy jesteście światłością świata”. Ta światłość w Nim przyszła na świat. On nas uczynił tą światłością, dając na nam nowe życie. Dlatego ta światłość stanie się widoczna przez to, gdy będziemy żyć nowym życiem wśród ludzi żyjących w ciemności tego świata. 
Apostoł Paweł wyjaśnia tę prawdę słowami prostej katechezy: “Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości, bo owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda. Dochodźcie tego, co jest miłe Panu i nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami ciemności, ale je raczej karćcie, bo to nawet wstyd mówić, co się potajemnie wśród nich dzieje. Wszystko to zaś dzięki światłu wychodzi na jaw jako potępienia godne; wszystko bowiem, co się ujawnia, jest światłem. Dlatego powiedziano: Obudź się, który śpisz, I powstań z martwych, A zajaśnieje ci Chrystus” (Efez. 5:8-14). Do tych słów nie potrzebujemy żadnego komentarza. Ich interpretacją powinno być nasze codzienne praktyczne życie w tym świecie.
Paweł pisze dalej, w obliczu wydarzeń, jakie nastaną w tym świecie, przypominając wprost: “Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was dzień ten jak złodziej zaskoczył. Wy wszyscy bowiem synami światłości jesteście i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności” (1 Tes. 5:4,5).
Zachowajmy więc naszą pozycję, jaką mamy w Chrystusie, w prawdziwej światłości i świećmy w tym świecie, gdyż tam jest nasze miejsce. To jest jedyna światłość, jakiej potrzebuje świat, jaka ludziom zagubionym w grzechu, może pokazać drogę zbawienia.
Henryk Hukisz

Saturday, January 19, 2019

Wszyscy synowie Boży

Tekst tego rozważania może być zaskoczeniem dla niejednego czytelnika mojego bloga. Dla mnie niewątpliwie jest.
Wpierw odwołam się do zapowiedzi proroka Joela, że “starcy wasi śnić będą sny” (Dz.Ap. 2:17). Starcem już jestem, to fakt, sny miewam jak każdy, więc pozwólcie, że odwołam się do tego, co śniło mi się ostatnio.
Wędrowałem w jakimś nieokreślonym rejonie. Znalazłem się wśród znajomych mi osób, w większości, byli to pastorzy z którymi wspólnie służyliśmy przez wiele lat. Znajdowaliśmy się u Edwarda Lorka, oczekując na rozpoczęcie jakiejś uroczystości. Mieliśmy przemawiać w czasie nabożeństwa. Nagle zawołałem: “Już wiem, o czym będę mówił”. Tolek Matiaszuk, siedzący koło mnie, klepnął mnie po ramieniu i powiedział: “Jak zwykle, wyskakujesz z czymś nowym”. Edward spojrzał na mnie pytająco, oczekując, że teraz powiem, o co mi chodzi. “Tak - powiedziałem - widzicie, są rzeczy w Biblii, które można różnie odbierać. Czytałem ostatnio List do Galacjan, i uderzyło mnie w nim to, że Paweł odbierał z zadowoleniem to, że Bóg otworzył drzwi łaski poganom, natomiast wielu z Żydów nie zgadzało się z nim, sądząc, że muszą wpierw dostosować się do wymogów Zakonu.”
W tym momencie przebudziłem się. Byłem momentalnie tak trzeźwy, jak po wypiciu porannej kawy. Nagle na myśl przyszła mi prawda, z jaką zasypiałem po przeczytaniu w Liście do Galacjan, “Albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Gal. 3:26-28).
Zanim zasnąłem, rozmyślałem nad słowami “nie masz mężczyzny ani kobiety”, w kontekście ostatnich rozważań nad rolą kobiet  w Kościele. Ta myśl nie dawała mi spokoju, gdyż jak wiecie, często wypowiadałem się na ten temat, zajmując stanowcze stanowisko, że Bóg ustanowił porządek, i tak musi być, jak postanowił.
Kim więc jestem, żebym jednoznacznie opowiadał się po takiej czy innej stronie tej kwestii? Przecież, Pan jest Głową Kościoła. Ale, z drugiej strony, mamy Jego Słowo, które jest prawdą i musimy się jej trzymać. No właśnie, co z tym zrobić? Z tego powodu często nie mogłem spokojnie zasnąć. Aż, Pan dotarł do mnie przez sen z prawdą, że On jest tym, który decyduje, co i kiedy ma się dziać w Jego Kościele.
Wszyscy jesteśmy “synami Bożymi”. I co na to mają powiedzieć kobiety? Czy one nie są? Przecież czytamy wyraźnie w innym liście, że Bóg powiedział: “I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący” (2 Kor. 6:18). Bóg nie czyni różnicy, gdyż u Niego nie masz mężczyzny ani kobiety”. Wierzę, iż nie chodzi tu jedynie o dostęp do łaski zbawienia. Bóg jest Panem i czyni to co On chce, a On jest ponad Prawem, Zakonem i cała historią świata i Kościoła.
Przypomniały mi się słowa, jakie już kiedyś pisałem na temat równouprawnienia płci w Kościele. Poniżej zamieszczam odpowiedni fragment”
Apostoł Paweł poświęcił w swoich listach sporo miejsca kobietom. Najczęściej pisał o sprawach zwyczajowych, jak nakrywanie głów w zgromadzeniu, czy zapuszczanie długich włosów, dla ich własnej ozdoby. Pisał również o tym, aby niewiasty nie upatrywały swego znaczenia w przesadnym ozdabianiu się - „lecz jak przystoi kobietom, które są prawdziwie pobożne, zdobić się dobrymi uczynkami” (1 Tym. 2:10). Myślę, że gdyby ten list był pisany dzisiaj, Paweł musiałby skierować tę uwagę również do wielu mężczyzn. Apostoł Paweł, mając na uwadze dostęp do zbawienia w Jezusie Chrystusie napisał, że „nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Gal. 3:28). Pisał również, że „w Panu kobieta jest równie ważna dla mężczyzny, jak mężczyzna dla kobiety” (1 Kor. 11:11). Dzisiaj można by napisać, że Paweł uznawał „gender mainstreaming”, chociaż nie znał języka angielskiego.
Na zakończenie tej krótkiej refleksji, jeszcze jeden biblijny przykład. W starodawnych czasach Izraelem rządzili sędziowie, a raczej byli powoływani przez Pana do wyznaczonych zadań wyzwalania narodu od oprawców. Z reguły, mężami Bożymi byli mężczyźni, lecz tym razem, zabrakło odważnego, i rolę wybawcy spełniła żona Lappidota, Debora. Ona to, jak zwykli to czynić sędziowie, siadała pod palmą nazwaną jej imieniem i rozwiązywała różne sprawy synów Izraela. Kiedy król Kanaanejski wysłał przeciwko Izraelowi swe wojska pod dowództwem mężnego Sysery, Debora dała polecenie Barakowi, aby udał się z dziesięcioma tysiącami wojowników pod górę Tabor. Wtedy Barak wysłał SMSa do Debory: „Jeżeli ty pójdziesz ze mną, to pójdę, lecz jeżeli ty nie pójdziesz ze mną, to nie pójdę” (Sędz. 4:8). W odpowiedzi otrzymał wiadomość, z której  nie mógł być zadowolony jako mężczyzna, gdyż brzmiała: „Pan wyda Syserę w ręce kobiety” (w. 9).
Po zwycięskiej potyczce, wojska Sysery uciekały w popłochu a ich dowódca schował się w namiocie przyjaznych mu ludzi. Wówczas, inna kobieta, Jael żona Chebora, palikiem z tego namiotu przebiła jego skroń. Po tym wydarzeniu śpiewano w Izrealu pieśń, w której jedna ze zwrotek brzmiała: „Ustali wieśniacy w Izraelu, ustali, aż powstałaś, Deboro, powstałaś jako matka w Izraelu...” (Sędz. 5:7). (“Gender mainstreaming”)
Widocznie nastał dla Kościoła taki czas, w którym brakuje prawdziwych mężów Bożych, którzy, tak jak w czasach apostołów, byli gotowi oddać się prowadzeniu Ducha Świętego. Tacy mężczyźni, którzy, “gdy oni odprawiali służbę Pańską i pościli, rzekł Duch Święty: Odłączcie mi Barnabę i Saula do tego dzieła, do którego ich powołałem” (Dz.Ap. 13:2).
Nie ma dziś takich apostołów, nauczycieli, teologów, kompetentnych nauczycieli, którzy byliby posłuszni Duchowi Świętemu. Zamiast takich mężów, mamy dziś w kościołach - mówców motywacyjnych, mamy wyzwalaczy potencjałów, menadżerów, specjalistów od sterowania “ludzką masą”. Widocznie, jak powiedział niedawno na konferencji dla pastorów gość z Nowego Jorku, Jim Cymbala - gdy Duch Święty nie ma możliwości działania, bo wszystko jest zorganizowane przez ludzi, mówi po prostu: “Good-by”.
Bóg będzie powoływać osoby, które stają się całkowicie posłuszne Jego woli. Boże dzieło będzie dokonane. Już kiedyś Pan Jezus, skarcony przez uczonych w Piśmie, że “cała rzesza uczniów radośnie chwali Boga wielkim głosem” (Łuk. 19:37), powiedział: “jeśli ci będą milczeć, kamienie krzyczeć będą” (w. 40).  
Dziękuję Bogu za to, że nadal przemawia, nawet przez sen. Mogę spokojnie zdać się na Jego prowadzenie w Jego Kościele. Ja mogę, a nawet muszę zmienić swoje postrzeganie różnych spraw w Bożym Królestwie. Bóg będzie zawsze pełnić Swoją suwerenną wolę.
Jemu niech będzie za to Chwała.
Henryk Hukisz

Thursday, January 10, 2019

Mądrzy, a dali się ogłupić

Głęboko zapada w pamięci moment, gdy kapitan samolotu wita pasażerów podczas kołowania na lotnisku. Za chwilę samolot szybuje już w przestworzach, aby po trwającej nieraz kilka godzin podróży, wylądować w docelowym porcie. Myślę sobie wówczas: “Ilu z pasażerów rozumie zasady aerodynamiki, dzięki którym ten kilkudziesięciotonowy kolos tak swobodnie unosi się w powietrzu?” Pomimo tego, że większość nie rozumie zasad aerodynamiki, spokojnie oddają swój los w ręce kapitana i producentów latającej maszyny.
Dziś rano, po obudzeniu się, zszedłem do kuchni aby włączyć ekspres do kawy i zdałem się na tajniki programu, który spowodował, że ziarnka kawy zostały zmielone w odpowiedniej ilości, później woda zagotowała się i napełniła kubek już jako świeża i pachnąca kawa. Do opiekacza włożyłem dwie “sznytki” chleba, a do odtwarzacza CD moją ulubioną płytę z muzyką “worship”, jaką lubię rano słuchać. Wiem, że opiekacz służy do chleba a odtwarzacz do płyt kompaktowych, nigdy odwrotnie. Tak już jest, że urządzenia są stworzone do określonych celów i nikt zdrowo myślący, w ramach równouprawnienia przedmiotów, nie wkłada płyty CD do opiekacza, chociaż działanie tych urządzeń pozostaje dla niego tajemnicą.
Właśnie dziś rano, popijając kawę zacząłem rozmyślać o tym, o czym często piszę na moim blogu - o tym, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, jako dwie różne istoty i przeznaczył ich do różnych celów. Równo je traktuje i nam polecił nie czynić różnicy. Lecz oczekuje od nas, iż pomimo braku pełnego zrozumienia na czym polega “tajemnica małżeństwa”, będziemy zachowywać określony przez Niego porządek stworzenia. A skoro małżeństwo zostało już przed wiekami zaplanowane jako obraz Kościoła i Chrystusa, tym bardziej będziemy przestrzegać zasady funkcjonowania Kościoła. Czytamy o tym w Biblii, o której zamieściłem kiedyś piękny wierszyk mówiący o tym, że nieprzerwanie trwa, pomimo, że księstwa i mocarstwa padają, że wrogowie ją atakują a kpiarze się naśmiewają. Ona nadal jest naszym fundamentem poznania, ponieważ jest jedyną prawdą, jest mądrością wszelkich mądrości i nic nie jest w stanie jej zachwiać, przedawnić, odsunąć w zapomnienie. Pamiętam, że ten wiersz o Biblii spotkał się z ogromnym uznaniem i uzyskał mnóstwo “lajków” i udostępnień. Cieszy mnie bardzo taki odzew. Lecz...
Zanim umieściłem ten wiersz na swoim profilu FB, napisałem parę tekstów na temat tego, co Biblia mówi o małżeństwie, o porządku, w jakim Bóg stworzył mężczyznę i kobietę i o pięknej metaforze, w jakiej relacje małżeńskie przedstawiają podstawowe prawdy o Kościele. Nie o organizacji religijnej pisałem lecz o Ciele Jezusa Chrystusa, które szczególnie umiłował, żeby go uświęcić przez oczyszczenie obmyciem wodą, któremu towarzyszy Słowo (Ef 5:26). I tu “lajków” było już mniej.
No właśnie, mamy Słowo zapisane w Biblii, natchnione przez Ducha Bożego i nieskazitelne, które rodzi nas do nowego życia. Tylko, czy nasza adoracja dla Biblii nie kończy się na upodobaniu wierszyka o niej? Dlaczego jesteśmy mniej entuzjastyczni, gdy chodzi o nauczanie na temat rodziny, Kościoła? Wówczas pojawiają się myśli, że przecież czas się zmienił, zmieniają się nasze upodobania, a Biblia jest nieco archaiczna. 
Dzięki Biblii możemy mieć pełniejsze poznanie Boga i tego wszystkiego, czego On od nas oczekuje. Niedawno, w ramach planu czytania Biblii zagłębiłem się znów w List do Rzymian. Widzimy tam jasno, że zarówno ci, którzy doświadczyli olśnienia na temat Boga, jak i pozostali, tkwiący głęboko w obrzędach pogańskich, wszyscy mamy wewnętrzne poznanie Boga. Apostoł Paweł wyjaśnia, że to bowiem, co w Nim niewidzialne, Jego wieczna moc i boskość, są od stworzenia świata widoczne w dziełach, dlatego nie mają nic na swoją obronę (Rz 1:20). Każdy, gdy kiedyś stanie przed Wszechmogącym i Sprawiedliwym Bogiem, nie będzie miał wymówki, że nic nie wiedział. A to będzie działo się na Sądzie Ostatecznym. Będzie już za późno, aby cokolwiek zmienić, gdyż tak jak zostało postanowione w stosunku do ludzi, że raz umrą, a potem będzie sąd (Hbr 9:27).
Teraz i tylko teraz, bo nie ma żadnego “czyśćca”, mamy szansę przyjść do Boga i uznać Go jako jedynego Pana i Autorytet w każdej sprawie naszego życia. Nawet, jeśli wiele spraw brzmi dla nas tajemniczo, to nadal wiele spraw Bożych nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszym umysłem dlatego, że są tajemnicą i takimi pozostaną. Ale to nie przeszkadza, aby z pełną ufnością w nie wierzyć i zgodnie z nimi postępować. Już w starożytnych czasach zostało napisane, że to, co zakryte, należy do PANA, naszego Boga, a co jest objawione, do nas i do naszych synów na wieki, abyśmy spełniali wszystkie słowa tego Prawa (Pwt 29:28). I tak już zostanie, gdyby nie wiem jak bardzo chcielibyśmy rozgryźć te tajemnice.
Wiemy z lektury Biblii właśnie, że czego oko nie ujrzało ani ucho nie usłyszało, ani co nie wstąpiło do serca człowieka, Bóg przygotował tym,  którzy Go miłują (1 Kor 2:9). Musimy więc być przygotowani, aby przyjmować i wierzyć w prawdy objawione w Biblii, pomimo, że ich nasz rozum nie pojmuje. Tak jest z prawdami dotyczącymi funkcjonowania Kościoła i lokalnych zgromadzeń ludzi wierzących i ufających Bogu. Źródłem poznania jest Biblia i objawienie Ducha, gdyż Duch bada wszystko, także głębie Boga (1 Kor 2:10).
Przechodząc dalej do wypowiedzi Pawła na temat poznania Boga, zauważamy, że Bogu zależy głównie na tym, abyśmy “uwielbili Go jako Boga”. Nic więcej, bo jeśli kogoś czcimy, to go kochamy i tylko jego słuchamy. A wiemy, że jest tylko jeden Bóg. On wyraźnie to ogłosił - Ja jestem PAN, twój Bóg, (...) Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie (Pwt 5:6,7). A wcześniej powiedział również - PAN, twój Bóg, jest ogniem pochłaniającym. On jest Bogiem zazdrosnym (Pwt 4:24).
Znamy ewangeliczną historię, gdy Pan Jezus rozmawiał z Samarytanką. Powiedział jej, że Bóg szuka takich ludzi, którzy będą tylko Jemu oddawać cześć w Duchu i w prawdzie. Natomiast w Liście do Rzymian czytamy, że Bóg bardzo się zagniewał, gdy ludzie świadomie zamienili Go na inne rzeczy, jak na podobieństwo obrazu zniszczalnego człowieka, ptaków, czworonogów i płazów (Rz 1:23). Każda “akcja rodzi reakcję”, skoro ludzie zamienili prawdę Bożą w kłamstwo, oddawali cześć i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy (Rz 1:25), to muszą być gotowi na przyjęcie konsekwencji swojego wyboru. Paweł mówiąc o tym, że ludzie uważali, że są mądrzy, a dali się ogłupić[ (Rz 1:22) przez to, że mając poznanie Boga, nie uznali Go jako tego, który istnieje i panuje i nie oddali Mu należnej czci.
Wersety 23 - 28 (Rz 1. rozdział) stanowią przejrzystą konstrukcję logiczną. Określenie prawdy o Bogu i wyboru, jakiego ludzie dokonali, wskazują na nieuniknione skutki. Skoro ludzie nie uważali za słuszne uznać Boga (Rz 1:28a), muszą pogodzić się ze skutkiem takiego wyboru. Treść wersetów 24b, 26b-27 i 28c ukazują tragiczne konsekwencje na jakie siebie narazili. Dlatego nie powinno nas dziwić to, że w wyniku odrzucenia Boga, ludzie hańbią swoje ciała między sobą, że kobiety bowiem zamieniły współżycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie mężczyźni porzucili zgodne z naturą współżycie z kobietą i zapałali żądzą jedni ku drugim. Mężczyźni z mężczyznami dopuszczają się haniebnych czynów i dlatego sami na sobie ponoszą karę należną za zboczenie, oraz, że czynią “to, co niestosowne”. Niebezpieczne jest manipulowanie Słowem Bożym. A tak postępują ci, którzy odstępują od Bożego porządku stworzenia, nie zachowują różnic, jakie Bóg zamieścił w stworzeniu mężczyzny i później kobiety. Apostoł Paweł pisze o tym tak wyraźnie: "Mężczyzna przecież nie jest z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Mężczyzna bowiem nie został stworzony dla kobiety, ale kobieta dla mężczyzny" (1 Kor 11:8,9).
Zdaje się, że z większą łatwością podchodzimy do różnych urządzeń technicznych, pomimo, że nie rozumiemy zasad ich działania, niż do prawd zapisanych na stronicach Biblii odnoszących się do nas, stworzonych na obraz Stwórcy. Komu bardziej ufamy - producentowi samolotu, czy Bogu, Stwórcy wszechświata?
We wspomnianym wcześniej wierszu o Biblii czytamy:
Ząb czasu nęka ją i nadgryźć nie może - a ona trwa
Niedowiarkowie zapowiadają jej rychłe zapomnienie - a ona trwa
Moderniści próbują wyjaśnić ją w wygodny dla nich sposób - a ona trwa
Mając na uwadze prawdy odnoszące się do tajemnicy małżeństwa i Kościoła, chcę je pokazać w świetle tych trzech linijek z wiersza o Biblii, bo przecież te prawdy nie mogą być “nadgryzione zębem czasu”. Wprawdzie “moderniści próbują wyjaśnić w wygodny sposób”, że dziś już czasy się zmieniły i musimy zmienić biblijne zapisy o kobietach w kościele. Czy na to pozwolimy?
Niestety, obserwujemy dziś pojawiające się nowe trendy w kościołach, nowe nauki oparte na świeckich filozofiach niesione falami i powiewem wiatru jakiejkolwiek nauki, którą chytrze posługują się ludzie, zwodząc na manowce (Ef 4:14). Propagatorami tych nowych idei są często nauczyciele, którzy wprawdzie mieli poznanie Boga, lecz ulegli zwiedzeniu i nie uwielbili Boga tak, jak jest godzien. Musimy umieć zachować właściwą postawę w sytuacji, gdy proponuje się dziś wprowadzać na podstawie “demokratycznego głosowania” zmianę roli kobiet w Kościele i dokonywać ordynowania ich na funkcje, jakie od początku Kościoła pełnili mężczyźni stworzeni do tych posług przez Boga. Nauka apostoła Pawła jest jednoznaczna, gdyż jest oparta na Bożym porządku stworzenia.
Jeżeli pozwolimy dziś na wprowadzanie zmian co do kobiet, pomimo, że Boży porządek przewiduje zachowanie różnicy ról, jakie On przewidział i przez dwa tysiące lat Kościół ich nie zmieniał, to otworzymy drzwi do dalszych zmian. Kolejną będzie uznanie homoseksualnych związków partnerskich w zborach ewangelicznych.
Nie dajmy się ogłupić.
Henryk Hukisz

Monday, January 7, 2019

Równość zróżnicowana

Gdy udzielałem ślubów w Polsce, w pamięć zapadł mi klasyczny tekst przysięgi, którą wypowiadali nowożeńcy. Kiedy jednak miałem okazję prowadzić taką uroczystość w Stanach Zjednoczonych, zauważyłem istotną różnicę w słowach składanych sobie przez przyszłych małżonków. Pan Młody, po tradycyjnym początku „Ja... biorę Ciebie...”, mówił mniej więcej tak:

„Z najgłębszą radością przyjmuję Cię do mojego życia, abyśmy razem stanowili jedno. Podobnie jak Chrystus dla Jego ciała – Kościoła, będę dla Ciebie kochającym i wiernym mężem. Zawsze będę sprawował przywództwo nad Tobą tak, jak Chrystus nade mną, wiedząc, że Jego panowanie jest jednym z najświętszych pragnień mojego życia. (...)”.

Z kolei Pani Młoda, po oświadczeniu „Ja... biorę Ciebie...”, deklarowała:

„Z najgłębszą radością wchodzę z Tobą w nowe życie. Jak obiecałeś mi swoje życie i miłość, tak ja również z radością oddaję swoje życie i w zaufaniu podporządkowuję się Tobie ze względu na Chrystusa. Tak jak Kościół jest uległy Chrystusowi, tak ja będę dla Ciebie (...)”.

Nie mam pewności, czy w naszym kraju występuje podobne zróżnicowanie treści przysięgi. Wiem jednak, że ich źródłem jest Biblia i słowa apostoła Pawła na temat małżeństwa:

„Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie (...). Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, gdyż członkami ciała jego jesteśmy” (Ef 5:22-30).

Uważam, że chcąc stworzyć rdzennie biblijny tekst przysięgi, musimy zachować tę różnicę ról. Dlaczego? Przede wszystkim z szacunku do natchnionego Słowa Bożego, w którym nie wolno nam niczego zmieniać ani naginać. Sądzę, że wielu ludzi przed przyjęciem biblijnego tekstu powstrzymuje obawa przed oskarżeniem o męski szowinizm. Pojęcie „uległości” jest dziś bowiem błędnie utożsamiane z dyskryminacją i nierównością. Czy jednak Biblia promuje takie postawy? Z całą pewnością nie, a już szczególnie nie w relacji męża i żony.

Aby właściwie zrozumieć nauczanie apostolskie, musimy wrócić do fundamentów, czyli do początku stworzenia. Pan Jezus, pytany o równe prawa małżonków do rozwodu, odparł: „Czyż nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył mężczyznę i kobietę?” (Mt 19:4). Bóg stworzył dwie różne istoty, a sam proces stwórczy w każdym przypadku przebiegał inaczej. Musimy zadać sobie pytanie o Bożą intencję: dlaczego kobieta została stworzona później, z innego „materiału” i z innym przeznaczeniem?

Warto zwrócić uwagę na dwa fakty. Po pierwsze, stwarzając kobietę, Bóg odpowiedział na potrzebę znalezienia dla mężczyzny „odpowiedniej pomocy” – samotność nie była bowiem Bożym celem. Po drugie, gdy po upadku pojawił się grzech, Bóg powiedział do kobiety: „Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą” (1 Moj 3:16). Te słowa są kluczowe dla zrozumienia istoty stworzenia i dalszej egzystencji człowieka, a zwłaszcza roli kobiety.

Stwórca najlepiej wiedział, do jakich celów powołał ludzi. Jako osoby wierzące, chcące Go naśladować, musimy zgodzić się z Autorem naszego życia. Bez tego nigdy nie zrozumiemy nauczania Pawła o roli kobiet w małżeństwie, rodzinie i Kościele. Chciałbym jednak podkreślić, że mimo odmiennych ról, mężczyzna i kobieta są przed Bogiem i wobec siebie nawzajem całkowicie równi – i tę równość powinni manifestować w swoim związku.

Grzech, wchodząc na świat, zniszczył harmonię małżeńską. Nie zrobił tego jednak poprzez wprowadzenie hierarchii, lecz poprzez zniekształcenie Bożego porządku. Skromne, kochające przywództwo zamieniło się u jednych mężczyzn we wrogie panowanie, a u innych w całkowitą obojętność. Z kolei inteligentne i chętne do współpracy kobiety stały się uległe w sposób manipulacyjny lub jawnie niesubordynowane. Grzech nie stworzył relacji „tyran – poddana”; on zrujnował Boże pojęcia, sprawiając, że dziś są one przyjmowane z niechęcią jako rzekomo niszczące relacje.

Zgodnie z Listem do Efezjan (5:21-33), na mężu spoczywa obowiązek kochania żony miłością Chrystusową – aż do gotowości oddania za nią życia. Uległość żony nie ma charakteru niewolniczego, nie jest wymuszona ani poniżająca. Chrystus nie oczekuje od Kościoła wymuszonego posłuszeństwa. Pragnie, by Kościół jako Jego Ciało był wolny, radosny i chętny do wzrostu w łasce. Ten fragment Pisma chroni obie strony: mężów przed nadużywaniem władzy (nakazując im kochać jak Jezus) oraz żony przed poniżeniem (ukazując ich rolę jako odpowiedź Kościoła na miłość Zbawiciela).

Zdefiniujmy to zatem jasno:

·     Przywództwo męża to Boże powołanie do wzięcia na siebie głównej odpowiedzialności za zarządzanie, ochronę i zaspokajanie potrzeb domu ze względu na Chrystusa.

·     Uległość żony to Boże powołanie do szanowania i wspierania swoim obdarowaniem przywództwa męża oraz pomagania mu w realizacji celów dla dobra całej rodziny.

Relacja małżeńska jest żywym obrazem więzi Chrystusa (Głowy) z Kościołem (Ciałem). Dlatego tak ważne jest, by przebiegała ona według biblijnego wzorca. Nie chodzi tu o zwykłe regulacje prawne, lecz o przywrócenie w Kościele porządku przewidzianego przez Boga. Paweł odwołuje się tu do słów Adama na widok pierwszej niewiasty: „Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego” (Rdz 2:23). Niektóre manuskrypty Listu do Efezjan rozszerzają werset 30: „Gdyżeśmy członkami ciała jego, z ciała jego i z kości jego” (Ef 5:30 [BG]). To wyraźne nawiązanie do Kościoła, który narodził się, gdy Chrystus – „drugi Adam” – zapadł w „sen śmierci”.

Pełny obraz tych relacji odnajdujemy także w Liście do Koryntian: „A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego męża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg” (1 Kor 11:3). Być może dlatego w pierwotnym Kościele to mężczyźni byli powoływani na pozycje liderskie – ponieważ ich bezpośrednią Głową jest Głowa Kościoła. Paweł pisał przecież: „biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony” (1 Tym 3:2). Przywódcy ci wzorowali się na wyborze apostołów przez samego Chrystusa. Było to jednak przywództwo służebne: „a ten, który przewodzi, niech będzie jako usługujący” (Łk 22:26). Jezus zostawił nam najdoskonalszy przykład, umywając nogi uczniom i mówiąc: „dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam uczyniłem” (Jn 13:5, 15). Dodał też znamienne słowa: „błogosławieni jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie” (w. 17). Na tym polega rola męża – ma służyć żonie tak, jak Chrystus, który wydał samego siebie za Kościół.

Przywództwa w Kościele czy małżeństwie nie wolno porównywać do świeckich modeli władzy. Jeśli dziś nie dostrzegamy biblijnego autorytetu w rodzinach, to tylko dlatego, że porzuciliśmy wzorzec Chrystusa. Królestwo Boże nie jest z tego świata, więc i nasze relacje nie mogą opierać się na światowych trendach.

Uległość żony polega na uznaniu tej służebnej roli męża, ustanowionej przez Boga w akcie stworzenia. Paweł przypomina: „nie mężczyzna jest z kobiety, ale kobieta z mężczyzny” (1 Kor 11:8), a Tymoteuszowi wyjaśnia: „nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża; natomiast powinna zachowywać się spokojnie. Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa” (1 Tm 2:12, 13). Wszystkie te wskazania tworzą harmonijną całość. Piękno Bożego planu polega na tym, że różne role w małżeństwie i Kościele są wyrazem głębokiej równości, gdyż „nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie” (Ga 3:28).

Mocno wierzę, że obraz małżeństwa nakreślony przez apostołów i Chrystusa jest celowy. Nawet jeśli współczesny świat ma trudność z zaakceptowaniem tego przekazu, jako wierzący powinniśmy okazać Słowu Bożemu pełne zaufanie – chociażby ze względu na Autora.

Pamiętajmy również o Pocieszycielu. Chrystus zapowiedział, że Duch Święty „nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jn 14:26). Obiecany Duch przyszedł dwa tysiące lat temu. Pytanie tylko: czy nadal Go słuchamy?

Henryk Hukisz

Saturday, January 5, 2019

Tajemnica małżeństwa

Któż nie pamięta z dzieciństwa, jeśli wychowywał się w chrześcijańskim domu, kolorowej książeczki, zatytułowanej “Biblia w obrazkach”, kiedy litery stanowiły jeszcze nieznany świat, obrazki przemawiały do małych serduszek z całą mocą zawartego w nich przekazu.
Zanim ludzie zaczęli posługiwać się alfabetami, istniały już pisma obrazkowe, za pomocą piktogramów komunikowano się w starożytnym świecie. Język hebrajski posługuje się literami, które są rozwiniętymi obrazkami. Wierzę, że zanim Mojżesz spisał Księgi zawierające opis stworzenia, upadku człowieka, potopu, historię Abrahama czy wreszcie wędrówkę i zamieszkanie w Ziemi Obiecanej narodu wybranego, wśród narodów krążyły jakieś ryciny zawierające informacje o Bogu i Jego dziełach. Już w pradawnych czasach byli ludzie, którzy “zaczęli wzywać imienia Pana” (1 Moj. 4:24).
Biblia, a szczególnie Stary Testament posługuje się obrazami, nie malowanymi wprawdzie pędzlem, lecz słowami, wyrazami. Paweł zarzucał Galacjanom, że dali się omamić, pomimo, że przed ich “oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego” (Gal. 3:1).
Pierwsze wydarzenia zapisane na początku naszej Biblii mają fundamentalne znaczenie dla zrozumienia tej Bożej Księgi w całości, a szczególnie dzieło, jakie przyszedł wykonać Boży Syn, Jezus Chrystus. Prawidłowe zrozumienie opisu dzieł Bożych z pierwszych rozdziałów Księgi Genesis gwarantuje poprawne pojmowania wszystkich pozostałych prawd zapisanych w Biblii.
Gdy rozmyślam o podstawowej komórce społecznej, jaką jest rodzina, muszę zajrzeć wpierw do pierwszych zapisów, aby zrozumieć co miał na uwadze apostoł Paweł, gdy pisał w Liście do Efezjan, jak powinna wyglądać małżeństwo, które daje początek rodzinie. Zauważmy, że pomimo upływu około czterech tysięcy lat od stworzenia, Paweł powołuje się dosłownie na Boże ustanowienie małżeństwa. Są to słowa mówiące o tym, że “opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem” (Efez. 5:31). Nieco wcześniej, Pan Jezus, zapytany o to jak rozumie funkcjonowanie małżeństwa, powiedział, “że Stwórca od początku stworzył mężczyznę i kobietę. I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją, i będą ci dwoje jednym ciałem” (Mat. 19:4). Jest to bezpośrednie odwołanie do pięknego obrazu, jaki znajdujemy na początku Biblii, gdzie czytamy, że Bóg po uczynieniu “odpowiedniej pomocy” dla Adama, któremu było niedobrze, gdy był sam, dał mężczyźnie niewiastę, o której Adam powiedział “Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta” (1 Moj. 2:23). Wówczas Bóg zadekretował niezmienną definicję, że “opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (1 Moj. 2:24).
I jak widzimy z powyższego rozważania, że ta definicja, albo podstawowa prawda o małżeństwie nie ulega żadnym modyfikacjom. Potwierdził to Pan Jezus oraz apostoł Paweł, cytując ją dosłownie. Dlatego piszę teraz z niepokojem, obserwując zabiegi wielu współczesnych “teologów” nieraz podpierającymi się tytułami doktorów, aby dokonać zmiany tego podstawowego prawa, które stanowi fundament budowania małżeństw i rodziny w naszych czasach.
Pozwólcie że powrócę do idei obrazów, które zawierają treści i komunikują nam lepiej niż słowa to, co Bóg przekazuje nam za pośrednictwem natchnionego Słowa. Chcę zwrócić naszą uwagę na obraz, jaki został zapisany w słowach “opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem”. Według słów zapisanych w Liście do Efezjan, Paweł pokazuje nam, że ten starożytny obraz małżeństwa zawiera informację odnoszącą się do najważniejszego planu, jaki Bóg miał w Swoim sercu zanim przystąpił do stwarzania świata. Paweł pisze o tym we wstępie do tego Listu. Czytamy tam, że my, którzy uwierzyliśmy w Chrystusa i znajdujemy się w Nim, zostaliśmy ubłogosławieni “w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios; w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego” (Efez. 1:3).
Tak więc, jeszcze zanim Bóg stworzył świat i wszystko, co w nim istnieje, zanim stworzył człowieka na Swoje wyobrażenie, zanim wypowiedział te kluczowe słowa, na czym polega prawdziwa więź małżeńska, Bóg miał już plan polegający na tym, że Jego Syn zstąpi z nieba, weźmie na Siebie nasze grzechy i przywróci nas znów w objęcia Ojca. Paweł zrozumiał to, gdy starał się pokazać na czym polega prawdziwa relacja pomiędzy mężem i żoną, którzy na wzór Chrystusa i Kościoła mają wyraźnie określone role i pozycje. Dlatego, bezpośrednio po słowach ustanowienia małżeńskiego “opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem”, dodał: “Tajemnica to wielka” (Efez. 5:32), lecz zaraz wyjaśnił, że odnosi to “do Chrystusa i Kościoła”.
Na pytanie, czy pojęcie tajemnicy odnosi się również do małżeństwa, bo wygląda na to, że dotyczy jedynie Chrystusa i Kościoła, odpowiem, że jak najbardziej. Wpierw był plan dotyczący Kościoła, dopiero później Bóg powołał małżeństwo i w nim stworzył obraz, pokazujący nam na czym polega podstawowa relacja, jaka łączy Chrystusa i Kościół. Tak więc prawdziwy obraz małżeństwa, według Bożych reguł, pokazuje nam jak funkcjonuje Kościół i jaką rolę spełnia jego Głowa, którą jest Chrystus.
Zdaję sobie sprawę, że formuła bloga nie pozwoli mi w jednym wpisie odnieść się do wszystkich szczegółów tego obrazu, dlatego teraz będę chciał pokazać dlaczego dzisiejsze pojęcie małżeństwa i rodziny odbiegają bardzo daleko od Bożego wzoru. Diabeł Boży przeciwnik i wróg wszelkich Bożych dokonań wobec ludzkości, aby nas odkupić dla Swojej chwały, robi wszystko, aby ten pierwotny obraz zamazać, zniszczyć, albo namalować jego falsyfikat. Obraz małżeństwa i rodziny, jaki widzimy współcześnie, ukazuje nam dobitnie, że coraz bardziej mu się to udaje.
W Bożym obrazie występują ważne elementy tworzące jego treść. Jest mężczyzna, jako mąż, kobieta jako żona, jest opuszczenie, czyli wyjście z poprzedniej sytuacji, i co najważniejsze, jest nowe związanie, na bardzo intymnym podłożu. To, że diabeł obecnie niszczy te zasadnicze pojęcia i zależności, świadczy o tym, że chce zamazać Boży wzorzec, aby niszczyć Kościół. Kościół jest tworem wiecznym, przechodzącym w nieskończoność u Boga, małżeństwa skończą swą egzystencję wraz z nastaniem nowego świata. Dlatego diabłu bardziej zależy na tym, aby Kościół nie był już budowany według Bożego planu, niż dobrobyt naszych małżeństw.
Postaram się w kolejnych wpisach przedstawić więcej szczegółów ukazujących na czym polega prawdziwa uległość żon i Kościoła, czym jest przywództwo męża i panowanie Chrystusa oraz jaka jest rola głowy, jaką mąż jest dla żony na przykładzie Chrystusa, Głowy Kościoła. Jeśli nie zachowamy dziś tego wzoru, jaki Bóg objawił w obrazie małżeństwa, jeśli wprowadzimy zmiany ról i powołań mężczyzn i kobiet w kościele, to tak na prawdę otworzymy szeroko bramy dla wszelkich świeckich idei feministyczno - homoseksualnych w kościołach.
Skoro kwestia prawidłowego pojęcia małżeństwa i kościoła jest tajemnicą, to musimy ja poznawać ostrożnie, zgodnie z tym, co Bóg chce nam objawić. Apostoł Paweł napisał w tym samym Liście, że z łaski Bóg udziela mądrości, “oznajmiwszy nam według upodobania swego, którym go uprzednio obdarzył, tajemnicę woli swojej, aby z nastaniem pełni czasów wykonać ją i w Chrystusie połączyć w jedną całość wszystko, i to, co jest na niebiosach, i to, co jest na ziemi w nim, w którym też przypadło nam w udziale stać się jego cząstką, nam przeznaczonym do tego od początku według postanowienia tego, który sprawuje wszystko według zamysłu woli swojej” (Efez. 1:9-11).
Henryk Hukisz