Saturday, February 22, 2014
Miłosierdzie, czy naiwność?
Wednesday, February 19, 2014
Błogosławieństwo próżni
Pracując przed laty w serwisie aparatury kontrolno-pomiarowej, miałem do czynienia z komorami, w których konieczne było uzyskanie bardzo wysokiej prózni (UHV), około 10-12 hPa. Normalne powietrze, jakim oddychamy na co dzień, ma ciśnienie atmosferyczne, czyli około 1013 hPa. W przestrzeni kosmicznej występuje próżnia około 10-14 hPa. W próżni absolutnej, czyli doskonałej, ciśnienie osiąga wartość zerową, co oznacza, że nie ma w niej nawet najmniejszej cząsteczki. Problem, z jakim spotykałem się najczęściej w serwisie komór próżniowych, był brak szczelności. Wyrobione uszczelki, zestarzały olej próżniowy powodowały spadek próżni, gdyż próżnia powoduje to, że do komory zasysane są cząsteczki z otoczenia. Można powiedzieć, że próżnia nie znosi próżni.
Friday, February 14, 2014
Pusta miłość
Dziś "Walentynki", więc cały świat zwariował na różowo. Już od kilku tygodni w sklepach wydzielono dość sporą część, w której panuje kolor różowy, gdzie można kupić najróżniejsze gadżety z okazji tego święta.
Pamiętam szczególnie ten czas, gdy mieszkałem w kraju, w którym słowo „love” jest „zapchajdziurą”, ponieważ wypowiada się je przy każdej okazji i przez każdego, kto myśli, że sprawi tym komuś przyjemność. Kocha się tutaj wszystko, od miejsca zamieszkania, poprzez domowe zwierzaki, ciuchy, jedzenie, podróże, kraj i swoich faworytów sportowych. Do tej niekończącej się listy umiłowanych rzeczy, dodaje się jeszcze Boga, Jezusa i Kościół.
Oczywiście, są różne stopnie zabarwienia tej miłości. Można spodziewać się, że Boga kocha się najbardziej, bo przecież jest napisane w Dobrej Księdze – „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem (Mat. 22:37). Natomiast w niedzielę zdarza się, że jedni idą do kościoła, drudzy natomiast pracują przy swoich ukochanych posiadłościach. Przecież trzeba skosić trawnik, żeby móc powiedzieć jak bardzo kocha się równo skoszoną trawę przed swoim domem.
Miłość, to słowo które może uczynić bardzo dużo, lecz jedynie w przypadku, gdy jest powiązane ze szczerym uczuciem. Jeśli natomiast jest wypowiadane bezmyślnie, jedynie dlatego, że jest taki zwyczaj, to może bardziej zranić, niż pocieszyć. Świat natomiast uprawia miłość, bez głębszego zastanowienia się, co ona tak na prawdę znaczy.
Wracając myślami za ocean, przypominam sobie jak kilka lat temu hucznie obchodzono pięćdziesiątą rocznicę pierwszej wizyty zespołu „The Beatles w Stanach Zjednoczonych”. Dziennikarze prześcigali się w słownych określeniach wagi tej wizyty. Pojawiły się nawet opinie, że muzyka uprawiana przez tę czwórkę chłopaków z Liverpool’u, dokonała rewolucji na miarę nowej cywilizacji. Wspominano głównie jeden z wiodących przebojów, jaki od tamtego czasu stał się filozofią współczesnych społeczeństw, a mianowicie piosenka, pod tytułem „Love is all you need”. Słowa tej piosenki, jaka stała się „panaceum” na wszystkie problemy nurtujące każdego człowieka, stwierdzają, że nic nie może pomóc człowiekowi tak, jak wypowiedzenie tego magicznego słówka „miłość”. Problem w tym, że nie wskazano, gdzie można znaleźć tę prawdziwą miłość, jakiej naprawdę potrzebuje każdy człowiek.
Mówienie komuś, że się kocha, bez gotowości uczynienia czegoś, aby naprawdę pomóc, jest pustym słowem o pustej miłości. Świat nie jest w stanie zaspokoić potrzeby człowieka na miłość, gdyż Bóg, nasz stwórca, tak ukształtował tę potrzebę, że jedynie On może ją zaspokoić. Nic na tym świecie nie może dać prawdziwej miłości. Jeden z najbardziej znanych wersetów Biblii stwierdza - „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3:16). Każda inna miłość, jaka nie jest ugruntowana na Bożej miłości, jest bezsilna, niczego nie może dokonać. Człowiek bez Boga jest samolubny, ponieważ w mniejszym lub większym stopniu, myśli przede wszystkim o sobie.
Apostoł Jan napisał kilka listów, głównie o Bożej miłości i o tym, że „Bóg jest miłością” (1 Jan 4:8). Pisałem już kiedyś na tym blogu, że nie można odwrócić tego równania, aby powiedzieć: „miłość jest bogiem”. Ten sam apostoł, jeden wiersz wcześniej stwierdza: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga. Każdy kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga” (1 Jan 4:7). Jedynym źródłem prawdziwej miłości jest sam Bóg, gdyż „miłość jest z Boga”.
Każdy rodzaj miłości, małżeńskiej, rodzicielskiej, braterskiej, bliźniego, nie osiągnie pełni, jeśli nie wywodzi się z miłości do Boga. Mąż może kochać żonę prawdziwą miłością, jeśli kocha Boga „z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich myśli”. Rodzice, potrafią okazać prawdziwą miłość do swoich dzieci, jeśli na pierwszym miejscu miłują Boga, jako swego Pana. Chłopak może powiedzieć swojej dziewczynie, że ją naprawę kocha, jeśli miłuje Boga i Jego przykazania. Człowiek może wyznać miłość bliźniemu, jeśli jego serce jest pełne miłości do Boga, który umiłował każdego z nas tak bardzo, że oddał Swego Syna za nas. Jan w swoim liście pisze wyraźnie: „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On nas umiłował i posłał swojego Syna, jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 Jan 4:10). Bez doznania efektu Bożej miłości, gdy w Chrystusie przebaczył nam nasze grzechy, nie jesteśmy w stanie tak naprawdę kochać szczerze.
Apostoł Jan stawia kwestię prawdziwej miłości bardzo odważnie. Napisał, że „po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas swoje życie. My również powinniśmy oddać życie za braci” (1 Jan 3:16). Tak więc, jeśli nie ma w nas miłości tego rodzaju, to tak naprawdę nie znamy Boga.
Świat może oferować jedynie wartości, jakie posiada, gdyż „wszystko bowiem, co jest w świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz jest ze świata” (1 Jan 2:16). Tak więc wszelkie wyznania miłości bez Boga są puste, gdyż miłość bez Boga jest pusta, jak balon, którego żywot jest bardzo krótki.
Jeśli więc już mówimy o miłości, zastanówmy się, jaką miłość mamy na uwadze.
Henryk Hukisz
Tuesday, February 11, 2014
Chrystus podzielony
Czyżby modlitwa Jezusa o Kościół "Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś" (Jan 17:21), nie poruszała już ludzkich sumień?
Sunday, February 9, 2014
Biblijny "fast food"
Wszystko inne, nawet to co brzmi bardzo zachęcająco i naukowo, to są jedynie plewy, które nie mają wartości odżywczych dla naszej duszy. Warto jest zastanowić się, gdy słuchamy jakiegoś nauczyciela, ile jest ziarna w jego nauczaniu, a ile zwykłych plew. Pisałem już o tym w rozważaniu „Ile ziarna w plewach?”.
Saturday, February 8, 2014
Obłudne zwiastowanie
Friday, February 7, 2014
Handlowanie Słowem Bożym
Nie mam zamiaru pisać o handlowaniu drukowaną Biblią. Uważam bowiem, że Pismo Święte należy po prostu kupić, by móc posiadać je na własność – chyba że kogoś na to nie stać, wówczas można skorzystać z gratisowej możliwości otrzymania jej egzemplarza. Chciałbym natomiast tym rozważaniem zwrócić uwagę na zjawisko znacznie groźniejsze: traktowanie samego Słowa Bożego jak towaru handlowego, który oferuje się odbiorcom po cenach tzw. „atrakcji”.
Pisałem już niejednokrotnie o niebezpieczeństwach
wynikających ze stosowania czysto rynkowych reguł w życiu kościelnym po to, by
pozyskać jak największą liczbę wiernych. Sam cel bywa chwalebny – wszak chodzi
o dotarcie z ewangelią do ludzi zagubionych i grzesznych. Jednak nie każdy
sposób jest odpowiedni dla Kościoła ze względu na jego absolutnie wyjątkowy
charakter.
Kościół nie jest organizacją stworzoną ludzką ręką. Jest
żywym organizmem – Ciałem Chrystusa na ziemi. Przenoszenie do życia kościelnego
świeckich metod marketingowych i technologii rekrutacji jest głębokim
pomieszaniem pojęć. Do Kościoła Jezusa Chrystusa nie da się przyciągnąć ludzi
za pomocą chwytów reklamowych, które być może sprawdzają się w handlu.
Nie wolno wabić ludzi do wspólnoty, obiecując im
przysłowiowe „gruszki na wierzbie”. Sam Jezus, posyłając swoich uczniów, mówił
im wprost: „Oto Ja posyłam was jak owce między wilki. Bądźcie więc czujni
jak węże i łagodni jak gołębie” (Mt 10:16). Również apostoł Paweł,
zanim jeszcze trafił do Kościoła, który wcześniej zaciekle prześladował,
usłyszał od samego Jezusa słowa obietnicy zupełnie innej natury: „Pokażę mu
też, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla Mojego imienia” (Dz 9:16).
Dzisiaj na każdym kroku spotykamy przeróżne nazwy lokalnych
zborów i wspólnot. Twórcy tych haseł starają się, aby brzmiały one gładko, miło
dla ucha i maksymalnie zachęcająco dla osób z zewnątrz. Co ciekawe, na kartach
Pisma Świętego nie znajdujemy żadnych wyszukanych nazw własnych dla lokalnych
społeczności chrześcijańskich poza zwykłym odwołaniem do danej miejscowości.
Stąd w Nowym Testamencie czytamy po prostu o kościele w Efezie, Koryncie czy
Laodycei.
Nie mam, rzecz jasna, nic przeciwko nazywaniu lokalnego
kościoła określeniem biblijnym – jak choćby Filadelfia, jeśli wierzący w
tej społeczności słyną z braterskiej miłości, czy Betel, dla
podkreślenia, że wspólnota jest Domem Bożym. Z wielkim niepokojem obserwuję
jednak tworzenie nazw na wzór dzisiejszych firm i agencji reklamowych, które
próbują przyciągnąć klienta tylko po to, by mu coś sprzedać.
Dostrzegłem, że bardzo modnym i chwytliwym hasłem stał się
zwrot „Kościół dla...”. Ostatnio trafiłem na stronę internetową organizacji
religijnej, którą jej założyciel nazwał „Kościół dla Ciebie”. Zadałem sobie
natychmiast pytanie: czy faktycznie Kościół jest dla nas, czy może my jesteśmy
dla Kościoła? A dokładniej mówiąc, to my jesteśmy Kościołem. Odpowiedź zależy
oczywiście od tego, jak pojmujemy swoje potrzeby i czym w naszej świadomości
jest sama wspólnota.
Choć dałoby się ułożyć teoretyczny argument na rzecz tezy,
że Kościół służy człowiekowi, to w tym konkretnym przypadku – po przeczytaniu
bloga tamtejszego pastora – pojąłem intencje stojące za tą nazwą. Aby nie być
posądzonym o przeinaczenia, przytaczam jego wypowiedź w całości: „Wiele osób
postrzega Kościół jako instytucję archaiczną. Tymczasem Kościół przez wieki był
w awangardzie zmian. W czasach apostołów naśladowanie Jezusa było wielkim
wyzwaniem. W średniowieczu (i w kolejnych epokach) twórcy sztuki sakralnej
sięgali po środki wyrazu, o których świeccy autorzy nawet nie myśleli. Aż
chciałoby się napisać, że Kościół był (prawie!) zawsze nowoczesny. Sposób
mówienia o Bogu to komunikat, który jeśli naprawdę jest tak ważny, jak
utrzymujemy, to powinien być również zrozumiały (czyli współczesny i w treści i
w formie). Głęboko wierzę, że Kościół nie tylko ma aktualne przesłanie, ale też
potrafi wyrazić je językiem, który znają i rozumieją jego słuchacze.”
Jeśli jednak Kościół jest w swej istocie żywym Ciałem
Chrystusa, to On sam z siebie dba o to, by Jego głos był zrozumiały dla
wszystkich, których umiłował. Pismo Święte ukazuje nam Chrystusa, który jest: „wczoraj
i dziś, Ten sam i na wieki” (Hbr 13:8). Chrystusa i Jego nauki po prostu
nie da się „unowocześniać”. Jeśli ktoś przyłącza się do głosów postrzegających
Kościół jedynie jako archaiczną instytucję, to w rzeczywistości nie poznał
prawdziwego Kościoła – tego, który Chrystus umiłował: „...żeby go uświęcić
przez oczyszczenie obmyciem wodą, któremu towarzyszy Słowo, żeby postawić przy
sobie Kościół chwalebny, bez skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, aby
był święty i nieskalany” (Ef 5:26-27).
Nic dziwnego, że przywódcy tego typu organizacji,
prowadzonej według nowoczesnych zasad rynkowych, przyciągają ludzi szukających
ciągłych nowinek. W aktualnym programie owego kościoła znalazły się na przykład
spotkania walentynkowe oferujące prelekcję pt. „Przez śmiech do lepszego
małżeństwa”. Kto z nas nie dałby się skusić na tak ładnie brzmiące hasło,
obiecujące pokonanie najcięższych kryzysów rodzinnych za pomocą beztroskiego
śmiechu? Zapewniam jednak, że wielu z tych ludzi wyjdzie stamtąd oszukanych –
dokładnie tak jak klient, który dał się nabrać na kolorową reklamę w markecie.
Apostoł Paweł, który znał Pana Kościoła osobiście,
zwiastował w Tesalonice żywą ewangelię, a nie gładki komunikat PR-owy: „nasze
głoszenie Ewangelii dokonało się wśród was nie tylko przez samo Słowo, ale
także w mocy i w Duchu Świętym, i w wielkiej pełni.
Przecież wiecie, jacy staliśmy się wśród was dla was” (1 Tes 1:5). Dlatego
Paweł pisał bez ogródek do innego lokalnego kościoła: „Nie jesteśmy przecież
jak wielu innych handlarzami Słowem Boga, lecz przemawiamy w Chrystusie, jak
ludzie odznaczający się szczerością, jak ludzie posłani od Boga i stojący przed
Bogiem” (2 Kor 2:17).
Ten wielki apostoł prawdziwej ewangelii pozostawił następnym
pokoleniom jasne instrukcje, pisząc do Tymoteusza: „Gdybym jednak zwlekał,
powinieneś wiedzieć, jak należy postępować w domu Bożym, który jest
Kościołem Boga żyjącego, kolumną i fundamentem prawdy” (1 Tm 3:15).
Podwalina – czyli fundament – nie może ulegać modom i
unowocześnieniom, gdyż jak napisał apostoł Paweł: „Fundamentu bowiem nikt
nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus
Chrystus” (1 Kor 3:11).
Henryk Hukisz
Thursday, February 6, 2014
Woń śmierci
Wednesday, February 5, 2014
Fałszywy herold
Sunday, February 2, 2014
Amerykański bóg
Henryk Hukisz









