Saturday, September 30, 2023

Obywatelskie nieposłuszeństwo

Obecna kampania wyborcza wypełnia większość łamów gazet, zajmuje prawie cały czas antenowy w telewizji, a nawet wdziera się do naszych rozmów z przyjaciółmi, jest również obecna przy naszych rodzinnych stołach. Z góry oświadczam, że to rozważanie nie będzie o wyborach, tym bardziej nie mam zamiaru nikogo namawiać jak głosować. Chcę jedynie nawiązać do podstawowego tekstu biblijnego, jaki określa nasz stosunek do władzy państwowej, a dokładniej, chcę zwrócić uwagę na to, kiedy można władzy odmówić.

W czasach okupacji Izraela przez Rzymian apostoł Paweł napisał do wierzących w stolicy imperium: „Każdy człowiek niech będzie poddany zwierzchnim władzom. Nie ma bowiem władzy, która nie pochodziłaby od Boga. Te zaś, które są, ustanowione są przez Boga” (Rz 13:1). Nie wiem, dlaczego wśród współczesnych ludzi wierzących utrwalił się pogląd, że powinniśmy okazywać niemalże absolutne posłuszeństwo władzy państwowej, bez względu na to, jaką opcję ona reprezentuje. Kolejne zdanie z tego listu, „Tak więc ten, kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się postanowieniu Boga. Ci natomiast, którzy się przeciwstawiają, ściągną na siebie potępienie” (w. 2), wcale nie nakazuje bezwzględnego poddania się władzy, lecz nawiązuje do uszanowania przyznanego przez Boga obowiązku zachowania przez tę władzę porządku społecznego. Kontekst tych zdań świadczy o tym, że „rządzący przecież nie są postrachem dla tych, którzy dobrze czynią, lecz dla tych, którzy źle postępują” (w. 3). Chodzi o to, że jeśli osoba wierząca postępuje dobrze, zgodnie z oczekiwaniem Boga, naszego Ojca niebiańskiego, który tę władzę ustanowił, to nie powinna mieć obaw, że władza państwowa będzie miała podstawę do stosowania kary. Paweł stwierdza w tym miejscu, że zadaniem władzy jest między innymi utrzymanie porządku społecznego, dlatego „jest ona bowiem sługą Boga dla twojego dobra”. Masz się bać władzy, czyli być jej posłusznym, tylko wtedy,  gdy będziesz łamać ustanowione przez Boga prawo. O tym właśnie pisał Paweł: „Jeśli jednak czynisz zło, bój się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest przecież sługą Boga, wymierzającym karę temu, kto popełnia zło” (w. 4). Według nauczania apostoła Pawła, sumienie stoi na straży naszego podporządkowania się władzy, jaką Bóg ustanowił dla zachowania społecznego porządku - „Dlatego należy się podporządkować nie tylko z powodu gniewu, lecz także ze względu na sumienie” (Rz 13:5).

W związku z tym, że nie zawsze władza państwowa postępuje zgodnie z udzielonym przez Boga zakresem sprawowania władzy, należy postawić sobie pytanie, w jakich przypadkach dozwolone jest nieposłuszeństwo wobec wymagań władzy państwowej? Chcę w tym rozważaniu zwrócić uwagę przynajmniej na dwa takie przypadki.

Po pierwsze, wówczas, gdy władza nakłania do grzechu. 

Ta sytuacja jest najłatwiejsza do zrozumienia, gdyż jest rzeczą oczywistą, że nakłanianie do postępowania niezgodnego z Bożym oczekiwaniem, jest grzechem samym w sobie.

Już w Starym Testamencie spotykamy sytuację, w której trzej wierni Bogu młodzieńcy Szadrak, Meszak i Abed-Nego, postanowili sprzeciwić się nakazowi króla Chaldejskiego Nebukadnessara. Wobec wyraźnego polecenia, aby pokłonić się posągowi, oświadczyli: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, jest w stanie nas wybawić z rozpalonego pieca, to może nas wybawić również z twej ręki, królu! Jeżeli zaś nie, to wiedz, królu, że i tak nie będziemy służyć twemu bogu ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś” (Dn 3:17,18).

Natomiast w podobnej sytuacji już w Nowym Testamencie, gdy religijni przywódcy „zakazali im w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa” (Dz 4:18), apostołowie odpowiedzieli: „Rozsądźcie, czy wobec Boga jest słuszne bardziej słuchać was niż Boga?” (w. 19). Odpowiedź na to retoryczne pytanie jest oczywista - tyko Boga będziemy słuchać, gdyż zostaliśmy powołani do świadczenia o imieniu Jezusa.

Wiemy z historii kościoła, że to nieposłuszeństwo pociągnęło za sobą wielkie rzesze wiernych chrześcijan na śmierć lub wielkie prześladowania przez wszystkie wieki - od początków chrześcijaństwo do czasów współczesnych. Warto jest również przypomnieć sobie słowa, jakie usłyszał apostoł Jan w objawieniu, jakie otrzymał od Chrystusa. Czytamy w nim, że w czasie odstępstwa wśród wierzących będą tacy, o których anioł powiedział: „Jeżeli ktoś oddaje pokłon Bestii i jej obrazowi i przyjmuje znamię na czoło lub na rękę, to sam też napije się wina zapalczywości Bożej, zmieszanego, nierozcieńczonego w kielichu Jego gniewu, i będzie dręczony w ogniu i siarce przed świętymi aniołami i przed Barankiem” (Ap 14:9,10). Powinniśmy więc uważać na polecenia, jakie wydają nam panujący w tym świecie, gdyż nie wszyscy rządzący podporządkowują się wyznaczonym przez Boga granicom. Pamiętajmy, że jedynie ci, którzy w godzinie próby okażą wytrwałość świętych, usłyszą: „Szczęśliwi są ci, którzy odtąd umierają w Panu. Tak, mówi Duch, niech odpoczną od swoich trudów, ponieważ ich czyny idą wraz z nimi” (Ap 14:13).

Jak więc widzimy, nieposłuszeństwo nie jest kwestią osobistego upodobania, lecz trwania wiernie przy Panu do końca.

Po drugie, kiedy władza przekracza wyznaczone przez Boga granice. 

Taka sytuacja może być już bardziej kontrowersyjna, gdyż musimy rozpoznać, czy wymagania, jakie stawia nam władza ziemska, nie wykraczają poza uprawnienia, do czego Bóg ją upoważnił.

Władza państwowa nie może decydować o tym, kogo możemy ochrzcić, powołać do służby w społeczności wierzących, jakie doktryny możemy wyznawać, czego nauczać nasze dzieci lub jakie granice moralne możemy przyjmować w społeczności ludzi wierzących. Są jednak kraje, może nawet sami pamiętamy taki okres w naszym państwie, że takie sytuacje miały lub jeszcze mają miejsce.

Wprawdzie nie jest tak łatwo znaleźć jakąś sytuację biblijną, dla zilustrowania takiego przypadku. Myślę jednak, że w podobnej sytuacji znalazła się Estera, gdy prawo króla zabraniało jej zbliżenie się do niego, bez jego zgody, ponieważ „wszyscy słudzy króla i lud z królewskich prowincji wiedzą, że każdy – mężczyzna i kobieta – kto wchodzi do króla na wewnętrzny dziedziniec, a nie został wezwany, podlega temu samemu prawu: zostanie zabity” (Est 4:11). Mardochaj jednak nalegał, mówiąc: „Jeżeli teraz zachowasz milczenie, to wybawienie i ratunek przyjdzie dla Żydów z innego miejsca, a ty i dom twego ojca zginiecie. A kto wie, czy nie ze względu na tę chwilę dostąpiłaś godności królewskiej?(w. 14). Późniejsze wydarzenia potwierdzają, że nieposłuszeństwo Estery przyniosło wielkie wybawienie dla Izraela, gdyż Boże oczekiwania są ponad granicami władzy państwowej, którą On sam ustanawia.

Bóg sprawuje absolutną władzę nad światem i nad nami. On takiej władzy nikomu nie udzielił i nie udziela. Dlatego kościół, będąc pod panowaniem jedynej Głowy, jaką jest Pan Jezus, będzie zawsze szukać Jego woli i tylko ją wykonywać. Paweł pisał również o tym, że jedynie Bóg jest Panem i objawił się w Swoim Synu, Jezusie Chrystusie - „W Nim bowiem zostało stworzone wszystko w niebiosach i na ziemi: rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy zwierzchności, czy władze – wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkim i wszystko istnieje dzięki Niemu, On jest Głową Ciała – Kościoła, On jest początkiem, pierworodnym spośród umarłych, aby we wszystkim mieć pierwszeństwo” (Kol 1:16-18).

Apostołowie byli posłuszni jedynie Bogu i Duchowi Świętemu, gdy wyznaczali do służby zwiastowania ewangelii - „Gdy pełnili służbę Panu i pościli, Duch Święty powiedział: Wyznaczcie już Mi Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem. Wtedy po poście, modlitwie i włożeniu na nich rąk, wyprawili ich” (Dz 13:2,3).

Jeżeli ktoś uważa, że zgodnie z tym, co apostoł Paweł napisał do wierzących w Rzymie, powinniśmy okazać absolutne posłuszeństwo władzy państwowej, czy innej ustanowionej przez Boga, to tym samym nie uznaje, że Bóg jest zawsze jedynym naszym ostatecznym autorytetem.  

W związku ze zbliżającymi się wyborami władzy ustawodawczej słyszałem, że niektórzy chcą poprzeć taką opcję polityczną, która będzie zgodna z ich sumieniem. Chcę jednak zauważyć, że takiej władzy nie ma, gdyż jedynie Bóg ma święty i sprawiedliwy program, wszystkie inne są niedoskonałe i wobec każdej ludzkiej władzy trzeba będzie w jakiejś kwestii okazać nieposłuszeństwo.

Henryk Hukisz

Sunday, September 24, 2023

Przekład, czy komentarz

 Było sobotnie przedpołudnie, gdy nagle z rozważania nad Słowem Bożym wyrwał mnie dźwięk dzwonka przy wejściowych drzwiach. Przy furtce stało dwoje schludnie ubranych ludzi i na przywitanie zaproponowali mi rozmowę na temat Królestwa Niebieskiego. Po chwili rozmowy, przy kolejnym wmawianiu mi, że tak jest napisane w Biblii, zauważyłem, że podawane cytaty różnią się od tych, które pamiętam z osobistej lektury, nawet różnych przekładów, z który zwykłem korzystać.

Często spotykamy się z cytowaniem wersetów z różnych przekładów Biblii, które odpowiadają intencjom autorów publikacji na tematy biblijne. Mistrzem, w mojej opinii, jest autor „Życia świadomego celu”, który korzysta z kilkunastu tłumaczeń Biblii, odwołując się do wersetów, które pasują do wcześniej założonej teorii. Taka żonglerka wersetami z odpowiednio wybranych przekładów Biblii jest niebezpieczna, gdyż nie oddaje prawd zawartych w Słowie Bożym.

Zadziwia mnie trend wydawania coraz to nowszych przekładów Pisma Świętego, jakoby istniejące już nie odpowiadały potrzebom współczesnego czytelnika. Osobiście uważam, że na chwilę obecną mamy wystarczającą ilość przekładów Biblii. Chyba że ktoś chce dokonać własnego przekładu, na własne potrzeby. Dlatego chcę przestrzec przed niebezpieczeństwem „połknięcia” fałszywych teorii, jakich nie ma w rzeczywistości w oryginalnym tekście Pisma Świętego.

Po rozmowie przy furtce mego domu, którą rozpocząłem to rozważanie, wróciłem do przerwanej lektury. Tym razem mój wzrok utknął na słowach, jakie Chrystus wypowiedział do Piotra w bardzo ważnym momencie. Było to w chwili, gdy Jezus zapytał uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” (Mt 16:13). Piotr, który odpowiedział na kolejne pytanie o bardziej osobistym charakterze, „A wy za kogo Mnie uważacie?” (w. 15), sam był nią zaskoczony, gdyż nie pochodziła z jego cielesnego przemyślenia, lecz otrzymał ja w objawieniu od Ojca Niebieskiego. Wówczas Pan Jezus powiedział coś tak niezwykłego, że do dziś teolodzy i bibliści rożnych opcji wyznaniowych toczą spory.

Tutaj muszę przejść do różnych przekładów Biblii, gdyż w zależności od tego, kto dokonał przekładu, spotykamy różne brzmienia. W moim przypadku miałem przed sobą jeden z najnowszych przekładów, do tego będący coraz bardziej popularny wśród ewangelicznych czytelników. Werset ten brzmi: „Oświadczam ci, ty jesteś kamieniem, a na tej skale zbuduję mój Kościół i potęga śmierci nie zdoła go pokonać” (Mt 16:18). Moja stara poczciwa „Brytyjka oddaje ten werset tak: „A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”. Zgodnie z tym, jak oświadczyłem na stronie tytułowej mojego bloga, że aktualnie korzystam głównie z przekładu nazwanego „Ekumenicznym”, to zdanie brzmi tak: „I Ja ci mówię: Ty jesteś Piotr i na tej skale zbuduję Mój Kościół, a potęga śmierci go nie zwycięży”. Dla pełniejszego zdania na ten temat chcę jeszcze przytoczyć ten werset z jednego z lepszych tłumaczeń, jakim jest Uwspółcześniona Biblia Gdańska. Jest to  poprawione pod względem językowym tłumaczenie Biblii Gdańskiej z 1632 roku, ponieważ zawierało mnóstwo archaizmów niezrozumiałych dla współczesnych czytelników. Brzmi on tak: „Ja ci też mówię, że ty jesteś Piotr, a na tej skale zbuduję mój kościół, a bramy piekła go nie przemogą”. Zacytuję jeszcze to zdanie z Biblii Tysiąclecia, która jest oficjalnie używana w Kościele Katolickim - „Otóż i Ja powiadam ci: Ty jesteś Piotr, (czyli skałą), i na tej skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”. W tym przypadku należy dołączyć komentarz, jaki znajduje się poniżej tego wersetu - „Skała” - gra słów. Greckie Petros, petra; po aramejsku w obu razach ten sam wyraz Kefa.

Głównie chcę zwrócić uwagę na początkową frazę tego zdania, czyli na to, jak Pan Jezus zwraca się do Szymona Piotra, którego, jedno zdanie wcześniej nazwał oryginalnym imieniem, mówiąc: „Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony” (Mt 16:17). Aby lepiej zrozumieć, dlaczego główny bohater tego spotkania występuje pod różnymi imionami, musimy zajrzeć do tekstu apostoła Jana, który opisuje moment spotkania rybaka z Chrystusem. Szymon, brat Andrzeja, gdy dowiedział się, że kilka osób spotkało się już z Mesjaszem, postanowił również do Niego przyjść. Wówczas Pan Jezus, gdy zobaczył zbliżającego się Szymona, powiedział: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz się nazywał Kefas – to znaczy Piotr” (Jn 1:42).

W czasie, gdy Pan Jezus żył pośród ludzi na ziemi, w tym rejonie geograficznym posługiwano się językiem aramejskim. Język grecki był natomiast oficjalnym językiem używanym głównie w piśmiennictwie. Był on spuścizną po Grekach, którzy wywarli olbrzymi wpływ na zwyczaje i kulturę ówczesnego Izraela. Dlatego nasz Nowy Testament został spisany w języku greckim, a dokładniej w jego odmianie zwanej „koine”.

Musimy jednak pamiętać, że współczesny czytelnik Biblii nie korzysta na co dzień z tekstów zapisanych w językach oryginalnych, lecz współczesnych. Każdy zgodzi się z tym, że najpopularniejszym dziś językiem, w jakich możemy czytać Pismo Święte, to język angielski. Osobiście korzystam z kilku dobrych przekładów w tym języku. Niektóre są dobrym, zgodnym z oryginałem tłumaczeniem, inne są parafrazą tekstu, która jest jedynie dowolną interpretacją, czyli komentarzem. Takich tekstów nie można używać do budowania wiary, gdyż nie są zgodne z myślą, jaką Bóg wyraża w oryginalnym tekście.

Wracając do wersetu, nad jakim rozmyślałem tego przedpołudnia, chcę wyrazić moje zdziwienie, że autor wspomnianego przekładu, o jakim piszę w pierwszej kolejności, wyraził myśl, z jaką nie zgadzają się w większości protestanci. Rozumiem, że katolicy, którzy utworzyli doktrynę o prymacie Piotra, jako głowy kościoła, odczytują słowa Chrystusa zgodnie z potrzebą podparcia tej doktryny i dodają wyjaśnienie, że Piotr jest „skałą”, na której budowany jest Kościół. Dlatego w innych przekładach katolickich możemy przeczytać: „Ty jesteś Piotr skała i na tej skale zbuduję Kościół mój” (Biblia Warszawsko-Praska) albo „A ja tobie powiadam, iżeś ty jest opoka; a na tej opoce zbuduję kościół mój” (Biblia ks. Wujka). To mogę zrozumieć, ale w przekładzie protestanckim? Komu ma to służyć?

Większość przekładów Biblii, jakie możemy obecnie spotkać, to angielskojęzyczne. Jak już wspomniałem, przejrzałem kilkadziesiąt i w każdym znajdują się słowa: „And I tell you, you are Peter, and on this rock I will build my church” (ESV). English Standard Version uważana jest za jedną z najwierniejszych przekładów Biblii na świecie. Niedawno otrzymałem specjalne wydanie tego tłumaczenia przeznaczone głównie dla żołnierzy Amii Amerykańskiej i ich rodzin. Obok tekstu, w tym wydaniu znajduje się wiele pomocniczych komentarzy i do wspomnianego wersetu znalazłem ciekawy przypis, który postanowiłem przetłumaczyć.

16:18 Ty jesteś Piotr, skała i na tej skale zbuduję mój Kościół. Jest to jeden z najbardziej kontrowersyjnych i dyskutowanych fragmentów w całym Piśmie Świętym. Kluczowe pytanie dotyczy stosunku Piotra do „tej skały”. Z kilku powodów najlepiej jest sądzić, że „ta skała” odnosi się do samego Piotra. Całe oświadczenie Jezusa jest skierowane do Piotra a łączące je słowo „i” w najbardziej naturalny sposób wiąże skałę z samym Piotrem. Jeśli jednak określenie „ta skała” odnosi się do Piotra, pozostaje pytanie, co to oznacza. Protestanci na ogół uważają, że „skała” odnosi się do Piotra w jego roli wyznania Jezusa jako Mesjasza. Inni uczniowie mieli wziąć udział w tej roli, składając podobne wyznanie (zob. Ef 2:20, gdzie Kościół zbudowany jest na wszystkich apostołach). Innymi słowy, wypowiedź Jezusa nie oznaczała, że Piotr będzie miał większą władzę niż pozostali apostołowie (zob. Ga 2:11-14) ani że będzie nieomylny w swoim nauczaniu (zob. Mt 16:23). Nie oznaczało to specjalnego urzędu dla Piotra ani jego następców. Piotr jest nadal „wysłany” przez innych apostołów do Samarii (Dz 8,14) i musi zdać sprawę ze swoich czynów kościołowi w Jerozolimie (Dz 11,1-18). Piotr posiada tylko jeden głos spośród wielu głosów na soborze jerozolimskim i tak naprawdę to Jakub ma decydujące, ostatnie słowo (Dz 15,7-21).” [The Warfighters Study Bible, str. 1269].

Osobiście uważam, że fundamentem, podstawą, albo opoką, na jakiej jest budowany Kościół Jezusa Chrystusa, jest On sam. Apostoł Paweł wyjaśnia tę kwestię w liście do wierzących w Koryncie - „Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus” (1 Kor 3:11). Nasze wejście do niego odbywa się na jasno określonym warunku, który ustanowił sam Chrystus, mówiąc do Nikodema: „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Boga” (Jn 3:5). Aby odebrać objawienie od Ojca na temat tego, kim jest Jezus Chrystus, konieczne jest narodzenie z wody i Ducha, gdyż „to, co się narodziło z ciała, jest ciałem, a to, co się narodziło z Ducha, jest duchem” (w. 6). Podobnie było w przypadku Szymona, o czym powiedział Chrystus: „nie ciało i krew objawiły to tobie, lecz Mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 16:17).

Uważajmy więc jaki przekład czytamy, abyśmy czasami nie zostali zwiedzeni.

Henryk Hukisz

Saturday, September 23, 2023

Nasz Yom Kippur

Jednym z najważniejszych świąt obchodzonych przez społeczność żydowską na całym świecie jest z pewnością „Yom Kippur”, czyli Dzień Pojednania. W tym dniu do synagogi udają się nawet ci, którzy zbytnio nie dbają o swoją religijność. W Jerozolimie pod murem, który jest fizyczną pamiątką, jaka pozostała po świątyni Salomona gromadzą się nieprzebrane tłumy modlących się Żydów do Boga, aby wybaczył im grzechy i zapisał w Księdze Życia na przyszły rok.

Według przepisów, Dzień Pojednania trwa 25 godzin, od wieczora, aż do późnych godzin następnego dnia. Główny tekst odczytywany tego dnia w synagogach znajduje się w Księdze Kapłańskiej w 16 rozdziale, gdzie opisany został dokładnie cały rytuał składania ofiar za grzechy wszystkich Izraelitów. Kapłan rozpoczyna przygotowania do obrzędu dokładnym oczyszczeniem swego ciała, zanurzając się w „mykwie”, jaka znajduje się przy synagodze. Ponieważ Żydzi nie składają już ofiar na wzór tych, jakie Bóg nakazał Izraelowi w czasach Starego Testamentu, niektórzy praktykują rytuał „kaparot” (odkupienie), który polega na ofiarowaniu kury za kobietę, lub koguta za mężczyznę. Później ptak jest zabijany i spożywany w czasie tej uroczystości.

Najważniejszym elementem obchodów „Yom Kippur” jest modlitwa pokutna składająca się z trzech części – żal za grzechy przeszłości, wyznanie winy i postanowienie poprawy w przyszłości. Ogólnie uważa się, że Dzień Pojednania jest czasem pokuty i postanowienia posłuszeństwa Bogu.

Dla nas Chrześcijan wierzących w Pana Jezusa Chrystusa nie ma potrzeby obchodzenia Dnia Odkupienia na wzór religijnych Żydów. Nasz Baranek Wielkanocny „złożył jedną ofiarę za grzechy”, gdyż „przez tę jedną ofiarą przecież uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy dostępują uświęcenia” (Hbr 10:12,14). Tak więc nie wystarczy tę prawdę jedynie znać ze stronic Biblii, lecz trzeb ją poznać osobiście w narodzeniu się na nowo, gdyż „poświadcza nam to także Duch Święty” (w. 15).

Jan Chrzciciel, ostatni z proroków Starego Testamentu, wzywał wszystkich Żydów: „Opamiętajcie się! Królestwo Niebios jest już blisko!” (Mt 3:2). Dlatego widząc tych, którzy uważali się za najbardziej pobożnych, gdy przychodzili, aby się ochrzcić, zawołał: „Wydawajcie więc owoc godny opamiętania; i nie łudźcie się, że możecie mówić o sobie: Naszym ojcem jest Abraham” (Mt 3:8,9). Wówczas wydarzyło się coś niezwykłego, Jan „zobaczył przychodzącego do niego Jezusa, dlatego powiedział: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (Jn 1:29). Nasze pojednanie dokonało się w Chrystusie, Bożym Baranku, który oddał za nas Swoje życie.

Dla nas Dzień Pojednania trwa cały czas. Apostoł Paweł w jednym ze swoich listów do wierzących w Pana Jezusa podkreślił, na czym polega nasze pojednanie, w jakim mamy udział. Napisał, że w Jezusie Chrystusie stajemy się „nowym stworzeniem”. Apostoł wyjaśnia tę wielką prawdę, że to wszystko mamy „od Boga, który przez Chrystusa pojednał nas z sobą”, gdyż „w Chrystusie bowiem Bóg pojednał świat z sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów”. Dlatego teraz, będąc pojednani przez Chrystusa, Bóg „nam powierzył głoszenie pojednania. Jesteśmy więc posłani w imię Chrystusa. Sam Bóg niejako zachęca nas. W imię Chrystusa prosimy: Dajcie się pojednać z Bogiem” (2 Kor 5:17-20). Podsumowaniem tej wielkiej prawdy o pojednaniu jest stwierdzenie, że „On to dla nas Tego, który nie znał grzechu, uczynił grzechem, abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą” (w. 21).

Świątynia w Jerozolimie miała dla Żydów ogromne znacznie. Dlatego do dziś fragment ściany, popularnie nazywane „Ścianą Płaczu” ma dla Izraelitów tak ogromne znaczenie i właśnie w tym miejscy wyrażają swoje największe oczekiwania i stąd kierują swoje najgłębsze modlitwy. Dlatego pomyślmy o tym, jak bardzo szczęśliwi możemy być, wiedząc, że „Chrystus zaś gdy się zjawił jako arcykapłan dóbr, które już zaistniały, to przez namiot większy i doskonalszy, nie ręką uczyniony, czyli nie należący do tego stworzenia, ani nie przez krew kozłów i cieląt, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do świątyni i uzyskał wieczne odkupienie” (Hbr 9:11,12). Teraz On, będąc Arcykapłanem, nie musi już składać ofiar, lecz nieustannie oręduje przed Ojcem, aby tych, których pojednał w swoim ziemskim ciele przez śmierć, „stawić przed sobą jako świętych, nieskazitelnych i nienagannych” (Kol 1:22).

Dlatego my, którzy uwierzyliśmy w Chrystusa, Bożego Baranka, złożonego w celu pojednania nas z Ojcem, musimy dołożyć wszelkiego starania, aby wytrwać w tym pojednaniu do dnia, gdy Pan Jezus powróci po Swój Kościół. Apostoł Paweł w listach do wierzących w Pana Jezusa kładł wielki nacisk na trwanie w stanie odkupienia, pisząc do Kolosan „jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani, stali i niedający się odwieść od nadziei, jaką daje Dobra Nowina, którą usłyszeliście ogłoszoną wszelkiemu stworzeniu pod niebem” (Kol 1:23).

Ewangelia, którą usłyszeliśmy, oparta jest na wyznaniu Chrystusa, jakie wypowiedział na krzyżu - „Wykonało się!”. Później, po złożeniu do grobu, pokonał moc śmierci i powstał z martwych. Naszym potwierdzeniem ewangelii, w jaką uwierzyliśmy, było zanurzenie w wodzie, już nie żydowskiej „mykwy”, lecz chrztu na wzór, jaki nam zostawił Jezus Chrystus. Dlatego „pogrzebani w Nim przez zanurzenie w śmierć, abyśmy tak jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, i my prowadzili nowe życie” (Rz 6:4).

Nowe życie nie znosi powrotów do starych obrzędów.

Henryk Hukisz

Saturday, September 16, 2023

Radykalny krzyż

 Był rok 1973, na obozie młodzieżowym w Woliborzu spotkanie ewangelizacyjne odbywałsię na  pobliskiej łące. Na niewielkiej skarpie ustawiono krzyż widoczny na załączonym zdjęciu, do którego pineskami przypinaliśmy karteczki z wyznawanymi grzechami. Do dziś pamiętam ten krzyż, był tak bardzo wyraźnym obrazem mówiącym o innym krzyżu, ustawionym na Golgocie, na którym za nasze grzechy umarł Jezus Chrystus.

Prawie sto lat wcześniej, w 1897 roku w rolniczej miejscowości w zachodniej Pensylwanii urodził się Aiden Wilson Tozer. Jako nastolatek podjął prace przy produkcji opon samochodowych w Akron, Ohio. Pewnego dnia, gdy usłyszał ulicznego kaznodzieję jak wzywał do przyjęcia zbawienia, udał się do domu, wszedł na strych i zawołał do Boga. Po kilku latach, nie mając teologicznego przygotowania, przyjął propozycję funkcji pastora w lokalnym kościele.

A.W. Tozer, do dziś uważany jest za jednego z bardziej radykalnych działaczy ewangelicznych w Stanach Zjednoczonych. Jego kazania i książki nadal stanowią źródło inspiracji dla wielu pastorów i kaznodziejów, którzy ponad wszystko, starają się przywrócić biblijny charakter Kościoła. Osobiście lubię często przypominać sobie wiele z jego myśli i poglądów na temat współczesnego Kościoła.

W centrum zwiastowania Kościoła znajduje się krzyż. Apostoł Paweł, w odpowiedzi na główne poszukiwania we współczesnym mu świecie, powiedział: Toteż gdy Żydzi domagają się znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, głupstwem dla pogan, a dla tych, którzy są powołani, zarówno dla Żydów, jak i Greków, Mesjaszem, mocą Boga i mądrością Boga (1 Kor. 1:22-24).

Chociaż minęły dwa tysiąclecia, chociaż zmieniła się kultura i zwyczaje życia, krzyż jest nadal jedyną mocą, która zbawia człowieka. Tą mocą jest Chrystus, który doświadczył na sobie działania krzyża. A krzyż, zarówno w tamtym czasie, jak i dziś, znaczy to samo – śmierć. Od skutku krzyża nie było ucieczki, gdyż każdy, kto otrzymał krzyż do dźwigania, szedł na pewną śmierć.

Zamieszczam poniżej jeden z rozdziałów książki „Radykalny krzyż autorstwa wspomnianego wyżej A.W. Tozera. Wierzę, że lektura tego tekstu zachęci do sięgnięcia po tę, lub inną książkę tego wiernego sługi Bożego i przypomni, jak radykalny nadal jest krzyż i jego działanie, jeśli prawdziwie szukamy Boga.

 

Radykalny krzyż

Krzyż Chrystusowy jest najbardziej rewolucyjną rzeczą, jaka kiedykolwiek pojawiła się wśród ludzi.

Krzyż z dawnych rzymskich czasów nie znał kompromisu, nie robił nigdy żadnych ustępstw. Zwyciężał we wszystkich sporach, zabijając swojego przeciwnika i zmuszając go do milczenia na zawsze. Nie oszczędził nawet Chrystusa, lecz uśmiercił Go tak samo jak pozostałych. Zawieszono Go na krzyżu żywego, a sześć godzin później, gdy Go zdjęto, był martwy. Taki był krzyż, kiedy pierwszy raz pojawił się w historii chrześcijaństwa.

Po zmartwychwstaniu Chrystusa apostołowie wyszli głosić swoje poselstwo, a tym co głosili, był krzyż. I gdziekolwiek szli w daleki świat, nieśli ten krzyż i towarzyszyła im ta sama rewolucyjna siła. To radykalne poselstwo krzyża przeobraziło Saula z Tarsu i zmieniło go z prześladowcy chrześcijan w człowieka wierzącego i apostoła wiary. Moc krzyża zmieniała złych ludzi w ludzi dobrych. Strząsnęła ona pogańskie wierzenia i przemieniła całkowicie moralność i mentalność zachodniego świata.

Wszystko to uczynił i czynił krzyż tak długo, jak długo pozwalano mu pozostawać tym, czym był pierwotnie. Jego moc odeszła, kiedy zamieniono go z narzędzia śmierci w przedmiot dekoracyjny. Kiedy ludzie zrobili z niego symbol, zaczęli wieszać na swoich szyjach jako ozdobę i kreślić przed sobą jego znak jako magiczną ochronę przed złem, stał się w najlepszym wypadku bezsilnym godłem, w najgorszym - prawdziwym fetyszem. Jako taki jest dzisiaj czczony przez miliony tych, którzy nie mają żadnego pojęcia o jego mocy.

Krzyż osiąga swój cel przez zupełne zniszczenie jednego ustalonego wzorca, to jest swojej ofiary, i ustanowienie własnego. Tak dzieje się zawsze. Krzyż zwycięża pokonując swojego przeciwnika i narzucając mu swoją własną wolę. Krzyż zawsze dominuje. Nigdy nie zawiera kompromisów, nigdy nie targuje się ani nie dąży do ugody, nigdy nie ustępuje ani na krok dla spokoju. Krzyż nie dba o pokój, dba tylko o położenie kresu wszelkiemu sprzeciwu, tak szybko, jak tylko to możliwe.

Wiedząc o tym wszystkim doskonale Chrystus powiedział: "Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie". (Mk. 8, 34). Tak więc krzyż nie tylko spowodował kres życia Chrystusa on jest też kresem pierwszego, starego życia każdego prawdziwego Jego naśladowcy. Niszczy stary wzorzec Adamowy w życiu wierzącego i powoduje jego koniec. Potem zaś Bóg, który wzbudził Chrystusa z martwych, wzbudza tego wierzącego i rozpoczyna się jego nowe życie.

To tylko jest prawdziwym chrześcijaństwem, nic mniej, aczkolwiek zdajemy sobie sprawę z drastycznego zerwania z tą koncepcją przez wielkie rzesze dzisiejszych ewangelicznych chrześcijan. Nie ważymy się jednak osłabiać naszej pozycji. Krzyż stoi wysoko ponad wszelkimi ludzkimi zdaniami i do tego krzyża wszystkie zdania muszą w końcu przyjść po wyrok sądowy. Powierzchowne i ześwieczczałe przywództwo będzie modyfikowało krzyż, aby zadowolić chorujących na żądze rozrywek "świętych", którzy chcą się bawić nawet wewnątrz miejsca świętego. Działanie takie jest przywoływaniem duchowej katastrofy i narażaniem się na gniew Baranka, który wystąpi jako lew.

Musimy ustosunkować się do krzyża robiąc jedną z dwóch tylko możliwych rzeczy: albo uciec przed nim, albo umrzeć na nim. A jeśli okażemy się tak nierozważni, aby uciekać, to wiedzmy, że odrzucamy przez to wiarę naszych ojców i czynimy z chrześcijaństwa coś, czym ono nie jest. Wtedy pozostanie nam tylko pusta gadanina o zbawieniu. Jego moc odejdzie wraz z naszym odejściem od prawdziwego krzyża.

Jeśli okażemy mądrość, to zrobimy tak, jak Jezus: wycierpimy krzyż nie bacząc na jego hańbę, zdążając do radości, jaka widnieje przed nami. Czynić to znaczy oddać wszelkie wzorce naszego życia na zniszczenie i ponowne odbudowanie mocą nowego, nieskończonego życia. I wtedy stwierdzimy, że chodzi o coś więcej niż poezję, więcej niż słodkie pienia i wzniosłe uczucia. Krzyż przeszyje nasze życie w miejscu, gdzie boli to najbardziej, nie oszczędzając ani nas, ani starannie pielęgnowanej opinii o nas samych. Pokona nas i doprowadzi do kresu nasze samolubne życie. Tylko wtedy będziemy mogli powstać z martwych do pełności nowego życia - utwierdzając wzorzec całkowicie nowego istnienia, wolnego i pełnego dobrych uczynków.

Zmieniony stosunek do krzyża, jaki widzimy we współczesnym chrześcijaństwie, nie jest dowodem tego, że Bóg się zmienił albo że Chrystus wniósł jakieś ulgi. Oznacza raczej, że chrześcijaństwo obecnej doby oddaliło się od wzorców Nowego Testamentu. Odeszliśmy już tak daleko, że trzeba będzie nie mniej niż nowej reformacji, aby przywrócić krzyż na jego właściwe miejsce w teologii i życiu Kościoła.

Uważam, że jeśli chcemy doświadczać w naszych zborach i w naszym życiu mocy krzyża Chrystusa, to musimy umieścić go znów na właściwym miejscu? 

Henryk Hukisz