Tuesday, February 28, 2012

Sól ziemi

 Sól, albo bardziej naukowo - chlorek sodu, lub mniej popularnie – sól kwasu solnego, jest tak powszechna, że w ogóle nie zastanawiamy się nad jej pochodzeneim i zastosowaniem. Po prostu, sól zawsze była, jest i będzie stosowana w naszym życiu.
Lecz sól nie służy tylko do celów spożywczych. Spotykamy się z nią i to w nadmiarze w porze zimowej, gdy korzystamy z ośnieżonych jezdni.. Dlatego często zaczynamy zastanawiać się nad rodzajami soli, nad procesem jej uzyskiwania, ponieważ chcemy wiedzieć z czym mamy do czynienia. W kuchni chcemy mieć sól dobrej jakości, dlatego teraz będziemy częściej sprawdzać co jest napisane na opakowaniu. Oby producenci soli kuchennej dbali o swój produkt tak, jak dostawca soli dorgowej - „Sól drogowa oferowana przez naszą firmę pochodzi wyłącznie ze sprawdzonych źródeł, które spełniają kryteria najwyższej jakości oraz posiadają wszelkie wymagane atesty”.
Przyznaję, że już nieraz myślałem, aby napisać coś na temat soli, bo przecież występuje też w Biblii, a co najważniejsze, Pan Jezus też odwołuje się do charakteru i znaczenia soli.
Pierwszy biblijny zapis o soli znajduje się w historii o Locie opuszczającym Sodomę i Gomorę. Jego żona, wskutek nieposłuszeństwa wobec Bożego polecenia, przemieniła się w słup solny. Miejsce po tych grzesznych miastach zamieniło się w dolinę wypełniona najbardziej słonną wodą, jaką znamy. W języku biblijnym to morze nazywane jest jako Słonne Morze, a jego wody są martwe.
Nakazany przez Boga system ofiar składanych na odpuszczenie grzechów nawiązuje również do soli. Mięso składanych ofiar miało być osolone – „Każdą twoją ofiarę z pokarmów posolisz; żadnej twojej ofiary z pokarmów nie pozbawisz soli przymierza Boga twego. Przy każdej ofierze swojej składać będziesz i sól.” 3 Moj. 2:13  Być może, obecność soli miała przypominać o grzechu, który stoi zawsze na przeszkodzie w kontakcie z Bogiem.
Kiedy, po siedemdziesięciu latach niewoli babilońskiej, Izraelici wracali do Ziemi Obiecanej, Ezdrasz czuwał nad odbudową świątyni. Otrzymał też wsparcie od króla perskiego Cyrusa, który dał rozkaz dostarczania każdej ilości soli, potrzebnej do składania ofiar. (Ezdr. 6:8-10)
Chcę przytoczyć jeszcze jeden obraz z wielu, jakie znajdują się w Starym Testamencie, obraz rzeki wypływającej spod ołtarza nowej świątyni, jaką zobaczył prorok Ezechiel. Charakterystyka wody w tej rzece polegała na tym, że przynosiła ożywienie i uzdrowienie zgniłej wody, dokąd wpadała. Rybacy będą w niej nieskończenie łowić ryby a na obu jej brzegach będzie rosło bardzo dużo drzew. Natomiast bagna i bajora „będą przeznaczone do zdobywania soli” (Ezech. 47:11). 
Wierzę, ze ta woda jest obrazem Ducha Świętego, który w akcie narodzenia się na nowo przemienia zgniłe stare życie w ożywczy strumień nowego życia. Ezechiel widział w tym obrazie jakość nowego życia – „Na obu brzegach potoku będą rosły różne drzewa owocowe; liść ich nie więdnie i owoc się nie wyczerpie; co miesiąc będą rodzić świeże owoce, gdyż woda dla nich płynie ze świątyni. Owoc ich jest na pokarm, a liście ich na lekarstwo” (Ezech. 47:12).
Pan Jezus, od samego początku Swego nauczania, odwołuje się również do obrazu soli. Już w Kazaniu na Górze, zaraz po wymienieniu ośmiu błogosławieństw, mówi: „Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana” (Mat. 5:13). 
Z pewnością odwołanie do soli ma wiele znaczeń. Być może chodzi o nawiązanie do znaczenia soli w historii Izraela, a w szczególności, jej występowanie przy składaniu ofiar, bez których nie ma relacji ze świętym Bogiem? Teraz naszą ofiarą jest Baranek Boży, złożony na odpuszczenie naszych grzechów. Słowo Boże wskazuje na bardzo ścisłe powiązanie naszego zbawienia z udziałem w śmierci Chrystusa. Apostoł Paweł rozwija tę myśl w nauczaniu o znaczeniu chrztu, w którym umieramy wraz z Chrystusem. Dalej mówi: „Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy” (Rzym. 6:7).  Kilka rozdziałów dalej wzywa do złożenia naszego ciała na ofiarę. „Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza” (Rzym. 12:1).  Apostoł zrozumiał tę prawdę i uczynił to ze swoim życiem – „ Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal. 2:20).
Ewangelista Marek umieścił wypowiedź Chrystusa o soli w innym kontekście. Jezus przestrzega ludzi przed gorszeniem „maluczkich”. Mówi również o bezkompromisowym podejściu do pokus, gdyż lepiej jest być bez „ręki”, „nogi” czy „oka” i wejść do Bożego Królestwa, niż pójść na ustępstwo i znaleźć się w ogniu nieugaszonym (Mar. 9:42-48). Z tego tekstu jasno wynika, że chodzi tu o ogień piekielny, a nie jego działanie oczyszczające. Natomiast nawiązanie do soli w następnych wierszach odnosi się do charakteru naszego życia. Mamy być solą, oryginalną przez narodzenie się na nowo i obecną w ofiarowaniu siebie Bogu. Tutaj sól ma charakter oczyszczający, podobnie jak było w Starym Testamencie, podczas składania przez kapłana ofiar na ołtarzu. Jezus nie mówi, że jesteście solą, lecz „albowiem każdy ogniem będzie osolony” (Mar. 9:49). 
Sól ma swoje właściwości przypisane w sposób naturalny, po prostu, sól jest słonna. Czy sól może utracić słonność? W oryginale wyrażenie „jeśli sól zwietrzeje” brzmi „jeśli sól mogłaby stać się niesłonna” jest pytaniem retorycznym, wskazującym na fakt, że soli nie da się osolić, ponieważ jest słonna sama z siebie. Nie mam takich przypraw, które mogłyby przywrócić oryginalną słonność soli.  Główna myśl, jaką Chrystus chciał przekazać swoim słuchaczom, zawarta jest w wyrażeniu kończącym zdanie: „Miejcie sól w samych sobie i zachowujcie pokój między sobą” (Mar. 9:50).  Jeśli jesteśmy narodzeni z Ducha Świętego i z wody, która daje oczyszczenie z grzechów, jesteśmy powołani do życia w pokoju z bliźnimi. Nie ma wówczas powodu do gorszenia innych, ani siebie samych.
Natomiast ewangelista Łukasz, zwraca uwagę na to, ze sól ma naturalne zastosowanie. Natomiat to, co nie jest oryginalną solą, ponieważ nie ma słonności soli, do niczego się nie nadaje. „Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz ją wyrzucają. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha” (Łuk. 14:35).   Jezus mowi tutaj o soli w nawiązaniu do wypowiedzi o prawdziwym uczniostwie, które cechuje się zdolnością do zupełnych wyrzeczeń. „Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim” (Łuk. 14:33).  To znaczy, że ten kto nie wyrzeka się wszystkiego, nie jest jego uczniem, tak jak sól, która nie ma słonności, nie nadaje się do niczego.
Być solą znaczy, nadawać się do Królestwa Bożego, być przydatnym zgodnie z charakterem, nabytym przez narodzenie się na nowo. Apostoł Piotr, który pilnie słuchał Chrystusa, gdy mówił o przydatności soli, napisał w swoim liście, że teraz posiadamy cechy Boskiej natury. „Jeśli je bowiem posiadacie i one się pomnażają, to nie dopuszczą do tego, abyście byli bezczynni i bezużyteczni w poznaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa” (2 Ptr. 1:8).
Bądźmy więc zawsze oryginalną solą ziemi, przydatną w Jego Królestwie.
Henryk Hukisz

Monday, February 27, 2012

Przemijający kształt tego świata

Niedawno po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak krótkie jest nasze życie na tym świecie. Parę lat temu miałem podobną refleksję, lecz w zupełnie innych okolicznościach. Wówczas znajdowałem się w gabinecie lekarza, który po odczytaniu wyników badań medycznych, poinformował mnie, że znaleziono nowotwór i będę musiał poddać się długoterminowej terapii. Kilka dni później, będąc jeszcze pod wpływem tej szokującej wiadomości, usłyszałem informację o pogrzebie osoby w wieku 56 lat, u której kilka tygodni wcześniej wykryto raka. Pierwszą myślą, jaka zawładnęła moim umysłem, było pytanie: „Ile czasu mi zostało?”

Przypomniałem sobie wówczas sytuację, gdy słuchałem kazania na temat wieczności. Kaznodzieja, dla zilustrowania swej myśli, rozwinął długi sznur, prosząc słuchaczy, aby wyobrazili, że ten sznur przedstawia wieczność i nie ma końca. Natomiast ten koniec, który trzymał w ręce, o długości około 5 cm zabarwiony na ciemno, miał reprezentować okres naszego życia na ziemi. Szokująco zabrzmiało pytanie o to, dlaczego człowiek w czasie swego krótkiego życia wkłada tak wiele wysiłku w to, aby dostatnio spędzić swój czas na emeryturze, a nie myśli o pozostałym czasie reprezentowanym przez resztę długości sznura.

Ta ilustracja pokazała mi, że moje doczesne życie jest jedynie chwilką, mgnieniem oka w porównaniu z wiecznością, do której muszę się przygotować teraz. Uważam, że każdy z nas powinien zastanowić się nad tym co zrobić, aby w momencie odejścia do wieczności, móc z czystym sumieniem stanąć przed Stwórcą, gdyż „postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hebr. 9:27).

W Biblii znajduje się mnóstwo dobrych rad na temat przygotowania się do wieczności. Rzeczą najważniejszą jest, aby zgodnie ze słowami Pana Jezusa, znaleźć właściwą bramę i drogę prowadząca do Ojca. Chrystus powiedział, że „ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują” Tę drogę należy znaleźć, gdyż naturalnie, każdy z nas maszeruje z tłumem przestronną drogą, „która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą” (Mat. 7:13,14).

Wśród wielu biblijnych rad odnośnie tego, jak powinniśmy spędzać swoje życie, są słowa Apostoła Pawła skierowane w szczególnym czasie do wierzących w Koryncie. List ten został napisany przed nastaniem okrutnych prześladowań za cesarza Domicjana, który panował w latach A.D. 89-96. Paweł zwraca uwagę czytelnikom tego listu na fakt, że „w obliczu groźnego położenia dobrze jest człowiekowi pozostać takim, jakim jest” (1 Kor. 7:26).  W kolejnych wersetach poucza nas wszystkich o tym, w jaki sposób powinniśmy oczekiwać na przyjście Pana, gdyż i nasz czas, „który pozostał, jest krótki”.

Apostoł Paweł w dość zawiły sposób wyjaśnia niuanse życia małżeńskiego - „Jesteś związany z żoną? Nie szukaj rozłączenia. Nie jesteś związany z żoną? Nie szukaj żony.  A jeśli się ożeniłeś, nie zgrzeszyłeś, a jeśli panna wyszła za mąż, nie zgrzeszyła; wszakże tacy będą mieli doczesne kłopoty, ja zaś chciałbym wam tego oszczędzić.  A to powiadam, bracia, czas, który pozostał, jest krótki; dopóki jednak trwa, winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli; a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; a ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; a ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali; a ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata”  (1 Kor. 7:26-31).  

Ten tekst, chociaż na pierwszy rzut oka, wydaj się być dość kontrowersyjnym, zawiera bardzo konkretną informacją o stylu życia w oczekiwaniu na jego koniec. Znałem kiedyś człowieka udającego kaznodzieję, który z upodobaniem cytował wybrany fragment tego tekstu, zachęcając do tego, aby „ci, którzy mają żony, żyli tak, jakby ich nie mieli”. Czy rzeczywiście te słowa zachęcają do obojętności wobec małżonków, do uczuć czy innych spraw naszego doczesnego życia? Z pewnością, nie!

Ogólnie możemy stwierdzić, że cały ten rozdział poświęcony jest głównie kwestiom rodzinnym. Już na wstępie Apostoł zwraca uwagę na zachowanie właściwych relacji w małżeństwie, które między innymi jest Bożym sposobem na przezwyciężanie pokus szatańskich. Osoba wierząca ma obowiązek zachowania związku małżeńskiego z niewierzącą, jeśli ta druga zgadza się na pozostanie z nią. Apostoł Paweł jest świadomy faktu, że osoby będące w związku małżeńskim, muszą okazywać więcej zatroskania o doczesne życie, gdyż taka jest natura małżeństwa.

Jak więc mamy odnieść się do rady Apostoła, jaką znajdujemy się w zacytowanym wyżej fragmencie Słowa Bożego?

Czytając ten fragment musimy zachować w tle informację o szczególnym czasie, w którym te słowa zostały zapisane. Chodzi o wyrażenie - „w obliczu groźnego położenia”. Pan Jezus, w podobny sposób starał się wskazać Swoim uczniom na cenę jaką muszą zapłacić, aby Go właściwie naśladować. Ewangelista Łukasz oddał tę prawdę bardzo dobitnie – „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łuk. 14:26). A przecież, Pan Jezus nigdy nie nakłaniał nikogo do nienawiści, wręcz przeciwnie, mówił: „miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mat. 5:44,35). Ewangelista Mateusz wyjaśnił, na czym polega różnica naszej miłości do Boga i do człowieka słowami Chrystusa – „Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien” (Mat. 10:37).

Jestem przekonany, że gdy zastosujemy tę samą zasadę do słów Apostoła Pawła odnośnie naszego życia w oczekiwaniu na spotkanie z Panem, to właściwie zrozumiemy, że troska o sprawy Pana powinna znajdować się w naszych sercach na pierwszym miejscu. Paweł chce zwrócić naszą uwagę na to, że Pan i troska o Jego Królestwo są tak ważne, że nic nie może stanąć przed nimi. Apostoł nie ma zamiaru nikogo z nas przymuszać, lecz zachęca do podjęcia decyzji, abyśmy „postępowali przystojnie i trwali przy Panu ustawicznie” (1 Kor. 7:35). Słowo  „ustawicznie” w oryginale brzmi “απερισπαστως” [aperispastos] i oznacza niczym nie zakłócone trwanie, lub sytuacja, w której nic nie odciąga myśli, a człowiek jest całkowicie skupiony na jednym. W tym przypadku chodzi o ustawiczne trwanie przy Panu, w każdej życiowej sytuacji.

O to właśnie chodzi, aby nic nie odciągało naszej uwagi, naszej miłości czy troski od Pana i Jego wiecznych spraw. Apostoł Paweł poucza nas w swoich listach, jak mamy prowadzić nasze życie, aby nie wpaść w sidła, jakie diabeł stara się na nas zastawić, aby nas odwieść od szczerego posłuszeństwa Panu. Warto jest przypomnieć sobie również radę Apostoła Piotra – „aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej” (1 Ptr. 4:2). Dalej, ten sam apostoł zadaje retoryczne pytanie: "Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności, jeżeli oczekujecie i pragniecie gorąco nastania dnia Bożego, z powodu którego niebiosa w ogniu stopnieją i rozpalone żywioły rozpłyną się?" (2 Ptr. 3:11, 12).

Zdajemy sobie sprawę z tego, że na nas spoczywa też konieczność spełniania wielu obowiązków wynikających z faktu, że jeszcze żyjemy. Musimy jednakowoż zachować właściwą kolejność, o jakiej mówił Pan Jezus  – „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mat. 6:33).

Henryk Hukisz

Saturday, February 25, 2012

Ile Jezusa przyjąłeś?

Gdy widzę, jak ktoś obnosi się z hasłem „I’m forgiven!” (nie wiem, czy istnieje jego dokładny odpowiednik w języku polskim), chciałbym powiedzieć, że to dopiero początek drogi. Polskie przysłowie mówi, aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Pan Jezus, mówiąc o znakach świadczących o zbliżającym się końcu tego świata, zachęcał do wytrwania w wierze: „A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13).

Mieszkając w Stanach Zjednoczonych, często widzę na zderzakach samochodów skrót „TGIF”, będący akronimem hasła „Thank God I’m Forgiven”. Hasło to wyraża myśl, że wystarczy przyjąć przebaczenie i nic więcej nie jest potrzebne. Czyżby na tym polegało całe zbawienie? Gdy słyszę, jak ktoś mówi, że chrzest nie jest konieczny do zbawienia, jestem kuszony, aby zapytać: „Ile Jezusa przyjąłeś?”. Niektórzy uważają, że Jezus jest potrzebny do zaspokojenia ich potrzeb, nawet do uzyskania zbawienia, ale rozumianego według ich własnego pojęcia.

Nasze zbawienie jest darem Bożym, wynikającym z Jego odwiecznego planu. Wierzę, że Bóg przewidział dla zgubionego człowieka taki ratunek, który jest skuteczny tylko wtedy, gdy zostanie przyjęty w całości. Autor Listu do Hebrajczyków wyjaśnia, na czym polega nasze zbawienie, odwołując się do elementów, które Bóg objawił Izraelowi. Każdy szczegół jest istotną informacją o zbawieniu, które w pełni dokonało się dopiero przez Jezusa Chrystusa, gdyż Zakon nie był w stanie doprowadzić do osiągnięcia pełnej sprawiedliwości.

Historia Izraela jest dla nas przykładem i obrazem tego, czego Bóg od nas oczekuje. Jest zarazem przestrogą przed utratą obiecanego odpocznienia. Autor listu wzywa nas do pilnego zachowania wszystkiego, co otrzymujemy w „pakiecie” zbawienia wraz z przebaczeniem grzechów. Czytamy tam słowa ostrzeżenia: „Dlatego musimy tym baczniejszą zwracać uwagę na to, co słyszeliśmy, abyśmy czasem nie zboczyli z drogi. Bo jeśli słowo wypowiedziane przez aniołów było nienaruszalne, a wszelkie przestępstwo i nieposłuszeństwo spotkało się ze słuszną odpłatą, to jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?” (Hbr 2,1–3). Powinniśmy więc zadać sobie pytanie: jak wielkie jest to zbawienie?

Po pierwsze, zbawienie jest tak wielkie, że obejmuje wszystkich ludzi – co nie znaczy, że wszyscy będą zbawieni. Wprawdzie czytamy: „A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi” (Rz 5,18), lecz zbawieni będą jedynie ci, którzy uwierzyli i przyjęli Jezusa w nowonarodzeniu. Ewangelista Jan wyjaśnia: „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga” (J 1,12–13).

Po drugie, zbawienie jest możliwe tylko dzięki krwi Jezusa Chrystusa. Izraelici znali rolę krwi ofiar składanych dla przebaczenia grzechów. Autor Listu do Hebrajczyków wyjaśnia znaczenie zbawienia, które otrzymujemy dzięki ofierze Baranka: „o ileż bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu, oczyści sumienie nasze od martwych uczynków, abyśmy mogli służyć Bogu żywemu” (Hbr 9,14). Oczyszczenie sumienia nie służy jedynie „dobremu samopoczuciu”, lecz uzdalnia nas do „służenia Bogu żywemu”. Tu zaczyna się nowa droga życia, na którą Pan Jezus wprowadza uczniów. Pamiętajmy, że Bóg wyprowadził Izrael z Egiptu nie tylko po to, by nie byli bici jako niewolnicy, ale aby mogli Mu służyć.

Po trzecie, zbawienie jest uzdolnieniem do życia zgodnego z Bożą naturą. Jezus zostawił nam wzór tego życia i wezwał chętnych do pójścia Jego śladem. Nie twierdzę, że warunkiem zbawienia jest wypełnienie wszystkich cech doskonałego życia, do którego wzywa Chrystus, lecz cechy te – nazywane przez Piotra cnotami – są świadectwem, że staliśmy się uczestnikami Boskiej natury. Piotr wyjaśnia: „Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę [...] abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość” (2 Ptr 1,3–4). Zbawienie to nie tylko uwolnienie od przeszłości, lecz także unikanie skażenia, jakie występuje w tym świecie. Do nas należy zachowanie tego daru, dlatego Bóg daje nam moc Ducha Świętego.

Chrystus, aby wyzwolić nas od naturalnego lęku przed śmiercią, stał się śmiertelnym człowiekiem. Wszystko, przez co przechodził, jest przykładem, abyśmy wstępowali w Jego ślady. To zbawienie powiązane jest z nowym życiem, w którym doświadczamy prób: „A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą” (Hbr 2,18). Paweł wzywa nas do „usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie” (Flp 2,5), a Piotr dodaje, że jeśli cierpimy z powodu wiary, jest to rzeczą naturalną, „gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady” (1 Ptr 2,21).

Chrystus, „chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał, a osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego” (Hbr 5,8–9). Nie ma wątpliwości, że wieczne zbawienie obejmuje nie tylko przebaczenie przeszłości, lecz także „Chrystusowe posłuszeństwo” ćwiczone w teraźniejszym cierpieniu. Pan Jezus przeszedł całą drogę jako wzór: od zanurzenia w wodach Jordanu, poprzez zwycięstwo nad pokusami, aż po Getsemane, gdzie złożył deklarację: „niech się stanie wola Twoja” (Mt 26,42). Jeśli ktoś nie naśladuje Chrystusa we wszystkim, a wybiera tylko niektóre elementy Jego drogi, nie może nazywać Go Panem. Jezus zapowiedział, że w owym dniu, gdy staniemy przed Ojcem, może powiedzieć: „Nigdy was nie znałem” (Mt 7,23).

Zbawienie to przede wszystkim zwycięskie życie w służbie dla Boga. Jeśli ktoś mówi, że chrzest nie jest warunkiem zbawienia, chce przyjąć tylko „kawałek” Jezusa, bo On zostawił nam przykład obowiązku naśladowania również w chrzcie. Tak samo, jeśli ktoś zamyka swoje świadectwo na przebaczeniu grzechów i nie ma w nim odwołania do owoców Ducha, pozostaje w pieluszkach duchowego niemowlęctwa. Paweł dał świadectwo pełnego zbawienia, utożsamiając się z Chrystusem w Jego śmierci i zmartwychwstaniu: „Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili” (Rz 6,4).

Pan Jezus, mówiąc uczniom, że dowodem Jego miłości do Ojca było wypełnianie przykazań, wyraził życzenie, aby oni także doświadczali pełnej radości zbawienia: „To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (Jn 15,11). Zupełna radość jest rezultatem przyjęcia Chrystusa w całości, ze wszystkim, co nam daje.

Henryk Hukisz

Friday, February 24, 2012

Bezpieczeństwo w Chrystusie

Druga wojna światowa rozpoczęła się dwa lata wcześniej, niż zwykliśmy w Polsce uważać. 7 lipca 1937 roku, Japonia zaatakowała Chiny i w błyskawicznym tempie zajęła kilka wschodnich kantonów. Armia japońska bez wiekszych przeszkód posuwała sie w głąb terytorium, ponieważ  Chińczycy byli tym atakiem zaskoczeni, a co najgorsze, nie byli na to przygotowani militarnie. Nie posiadali odpowiedniej ilości czołgów, aby stawić czoła pancernej szarży japończyków. Zastosowali wówczas dosyć skuteczną taktykę. W newralgicznych punktach umieścili snajperów, których zadaniem było oddawanie pojedyńczych strzałów do czołgów. Wiadomo, że taki pocisk nie wyrządzi żadnej szkody grubemu pancerzowi czołgu, ale charakterystyczny dzwięk odbijającego się pocisku był wystarczająco słyszalny przez jego załogę. Po kilku takich „bum” w czołg, ktoś z załogi zaintrygowany tym niezwykłym dżwiękiem, otwierał właz, wysuwał głowę, aby zobaczyć „co sie dzieje”. Wówczas został trafiony kolejnym pociskiem snajpera prosto pomiędzy oczy. Potem był następny czołgista, i następny...
Ale nie o taktykach wojennych chcę dziś pisać, lecz o naszej pozycji, jaka mamy zagwarantowaną w Chrystusie. Najlepszym tekstem biblijnym ukazującym tę pozycję jest List Apostoła Pawła do Efezjan. W pierwszych trzech rozdziałach tej księgi, wyrażenie „w Chrystusie”, w Nim”, „w Umiłowanym” występuje conajmniej piętnaście razy. Warto więc jest temu wyrażeniu się przyjrzeć, gdyż z pewnością ma ono wielkie znaczenie dla naszego życia. Dlatego też, we wszystkich cytowanych tutaj wersetach, podkreśliłem to wyrażenie.
Kluczowy werset informujący nas o tej szczególnej pozycji mówi o cenie, jaką Bóg zapłacił, aby mieć nas tak blisko Siebie. „Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową” (Efez. 2:13). Tylko w Chrystusie można doświadczyć chwalebnej łaski odkupienia i odpuszczenia grzechów, gdyż do tego zostalismy przeznaczeni, zanim swiat został stworzony. „W miłości przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym. W nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego” (Efez. 1:5-7).  Tak więc nie jest to jakaś „tania sprawa”, jakaś opcja dla poprawienia sobie życia, lecz jest to zasadnicza kwestia „być albo nie być” chrześcijaninem. Jak w innym liście Pawłowym czytamy „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5:17). Nie ma możliwości bycia nowym stworzeniem, zrodzonym z wody i z Ducha bez zajęcia pozycji w Chrystusie. W Nim mamy wszystko co jest konieczno do życia i pobożności.
Tylko w Chrystusie możemy w pokoju oczekiwać na moment pochwycenia, aby zająć miejsce w niebie, już dla nas przypisane. „Wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie” (Efez. 2:6,7). Gdy modlimy sie do Ojca, czynimy to zgodnie z nauką Chrystusa, w Jego imieniu. Nie jest to jakaś magiczna formułka sprawiające, że Bóg nas wysłuchuje, lecz uznanie naszego miejsca w Jezusie, który zasiadł po prawicy Ojca. Z tego miejsca mamy odwagę prosić jedynie o to, co jest zgodne z Jego wolą. „Według odwiecznego postanowienia, które wykonał w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, w którym mamy swobodę i dostęp do Boga z ufnością przez wiarę w niego” (Efez. 3:11,12).
Apostoł Paweł w Liście do Kolosan pisze o niezwykłości Jezusa Chrystusa, który będąc w pełni Bogiem, stał się człowiekiem, jak każdy z nas, aby nas zupełnie odkupić. „Ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości i żeby przez niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego” (Kol. 1:19,20).
Upodobało się Bogu, aby wszystkie skarby mądrości umieścić w Swoim Synu i w Nim nam je objawić, abyśmy z nich korzystali. „Aby pocieszone były ich serca, a oni połączeni w miłości zdążali do wszelkiego bogactwa pełnego zrozumienia, do poznania tajemnicy Bożej, to jest Chrystusa, w którym są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania” (Kol. 2:2,3). Dlatego Paweł może jedynie dać polecenie: „Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie, wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie” (Kol. 2:6,7).
Będąc w Chrystusie możemy doświadczyć czegoś, co poza Nim jest zupelnie niemożliwe – pokonać swą grzeszną naturę. Nikt nie jestw stanie pokonać siebie samego, jedynie może wraz z Apostołem wołać: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Rzym. 7:24). Bo właśnie, będąc w Chrystusie, uczestniczymy w szczególnym zabiegu – obrzezania serca. „W nim też zostaliście obrzezani obrzezką, dokonaną nie ręką ludzką, gdy wyzuliście się z grzesznego ciała ziemskiego; to jest obrzezanie Chrystusowe” (Kol. 2:11). Dzięki temu możemy odnosić zwycięstwo w naszym ciele nad jego żądzami, gdyż Słowo Boże wskazuje nam, że jest to jedyny sposób – „Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej” (Gal. 5:16).
Zajmowanie się wszystkim innym, poza Chrystusem, jest gonitwą za cieniem. Liczy się tylko Chrystus,  znaczenie dla naszego bezpiecznego przejścia przez całe życie ma jedynie darowana nam z łaski pozycja w Chrystusie. Kluczowy werset Listu do Kolosan wskazuje wyraźnie, że skoro mamy rzeczywistego Chrystusa, nie powinniśmy zajmować się cieniem – „Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus” (Kol. 2:17). W oryginalnym tekście jest powiedziane, że rzeczywistością jest „Ciało Chrystusa  [de soma tou Xristou]. Biblia Gdańska oddaje to sławami: „ale prawdą jest ciało Chrystusowe.”
Ciałem Chrystusa my jesteśmy, zostaliśmy przez Ducha Świętego w Nie zanurzeni. „Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało” (1 Kor. 12:12,13).
Diabeł wie o tej szczególnej pozycji, jaką ma każde Boże dziecko. Wie też, że ten, kto znajduje się na tej pozycji, jest dla niego nietykalny, jest nie do pokonania. Każda ognista strzała wystrzelona w Boże dziecko, musi wpierw pokonać Tego, kto go rozbroił „i wystawił na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi” (Kol. 2:15).
Chyba, że ktoś „wysunie głowę”, aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz i opuści swoją pozycję w Chrystusie. Jestem przekonany, że jest to zbyt ryzykowne.
Henryk Hukisz

Thursday, February 23, 2012

Błogosławieństwo niedźwiedziej przysługi

Potoczne znaczenie wyrażenia "niedźwiedzia przysługa" jest negatywne, pomimo tego, że zamiar był dobry. Jeśli np. ktoś odrobi za ciebie zadanie domowe i poda błędną informację, to zrobi ci „niedźwiedzią przysługę”. Powiedzenie to wzięło swój początek z bajki o niedźwiedziu, który chciał zabić muchę siedzącą na czole jakiegoś pustelnika. W rezultacie zginęła nie tylko mucha, lecz również sam pustelnik. 

A jak to jest w Bożym Królestwie? Może zdarzyć się, że ktoś nam wyświadczy "niedźwiedzią przysługę", lecz Bóg może obrócić ją ku dobremu, gdyż "tym, którzy miłują Boga, wszystko służy ku dobremu" (Rzym. 8:28).
Ostatnio czytałem o pojedynku Dawida z Goliatem. Któż nie zna tej historii, jest przecież opowiadana już dzieciom na szkółce niedzielnej. Moją uwagę, gdy po raz kolejny przypomniałem sobie to wydarzenie, zwróciłem na lwa i niedźwiedzia, pojawiających się jakby na marginesie tego opowiadania. Dawid, zapytany przez króla Saula o to skąd wziął odwagę, aby stanąć do walki z Goliatem, odpowiedział z dziecięca prostotą: „Twój sługa pasał owce u swojego ojca. Gdy przychodził lew lub niedźwiedź i porywał owcę ze stada, ruszałem za nim w pościg, napadałem na niego i wyrywałem ją z jego paszczy. A jeśli rzucał się na mnie, to chwytałem go za szczękę, tłukłem i zabijałem” (1 Sam. 17:34,35). Można byłoby powiedzieć, że pomysł Dawida nie miał żadnych szans na powodzenie, gdyby właśnie nie ta przygoda z niedźwiedziem. A jednak, dzięki temu, że ten pomysł zyskał Boże błogosławieństwo, przeszedł do historii i stał się dobrym przykładem dla tych, którzy chcę służyć Bogu.
Oczywiście, w przypadku pastuszka Dawida, nie była to jakaś przygoda, którą opowiada się w letnie wieczory przy ognisku. Można z łatwością wyobrazić sobie scenariusz takiego wydarzenia. Dawid był jeszcze młodym chłopcem, nie nadawał się więc do wojska, nawet w tej wyjątkowej sytuacji, jaka wówczas wystąpiła. W obliczu zagrożenia ze strony Filistynów, gdy ich wojska rozłożyły się pośród dębów w dolinie Efes-Dammim, w Izraelu ogłoszono powszechny nabór – kto żyw chwytał za broń. Tylko trzech z ośmiu synów Jessego z Betlejem miało odpowiedni wiek, aby zaciągnąć się do wojska. Najmłodszy z nich, Dawid jako małe pacholę, chociaż rwał się do walki z wrogiem, musiał zostać w domu, aby pilnować na pastwisku ojcowskich owiec. Myślę, że w pierwszej chwili, jego stłamszona ochota do walki, wywołała w nim coś w rodzaju buntu – skoro do niczego się nie nadaję, to nic nie będę robić. Być może, dopiero samotność wśród owiec, pomogła mu przełknąć chłopięcą dumę, aby zdobyć przygotowanie do Bożej służby, jakiej nie dała by mu najlepsza szkoła wojskowa.
Jak dobrze, że nad wszystkim czuwał Bóg, który dokładnie wiedział w jakim niebezpieczeństwie znajduje sie Jego naród, i że nie jest odpowiednio przygotowany do obrony. Z opisu tego całego zdarzenia widać, że wśród żołnierzy nie było ochotników, aby stanąć „twarzą w twarz” z wrogiem. Przez czterdzieści dni, gdy Goliat lżył Boga i Jego naród, „wszyscy Izraelici, widząc tego człowieka, uciekli przed nim pełni strachu” (1 Sam. 17:24).
Bóg o tym wiedział i dlatego już wcześniej przygotowywał Swojego sługę Dawida, na Swój sposób. Jak bardzo Boże sposoby różnią się od naszych. Izajasz określił to słowami: „Bo Moje myśli nie są myślami waszym ani wasze drogi Moimi drogami – wyrocznia PANA –  bo jak niebiosa wznoszą się nad ziemią, tak Moje drogi górują nad waszymi drogami a Moje myśli nad myślami waszymi” (Izaj. 55:8,9).
Bóg zorganizował dla Dawida, którego przygotowywał do kluczowej roli w tym wydarzeniu, Swoją szkołę walki. Posyłał lwa lub niedźwiedzia, aby nauczyć walki w Bożej sprawie, Bożymi metodami. Rola, jaką tu odegrał niedźwiedź, można nazwać „niedźwiedzią przysługą”, lecz jak wszystko w Bożym Królestwie, to co opiera się na Bożych regułach, jest postrzegane inaczej niż w tym świecie. Dla Dawida, szkoła jaką dał mu niedźwiedź, miała zasadnicze i pozytywne znaczenie. Dawid wiedział, że tylko Bóg mógł wyrwać go z objęć dzikiego zwierza, gdyż „na ludzki rozum” biorąc, sam nie miał szansy, aby wyjść cało z takiego spotkania. Cóż więc teraz mógł mu zrobić Goliat, gdyby nawet był dwa razy większy, przecież Dawid wiedział, że „PAN, który ocalił mnie z łap lwa i niedźwiedzia, ocali mnie także z ręki tego Filistyna” (1 Sam. 17:37).   
Dawid nauczył się ufać Panu, całkowicie polegać na sile Pana, a nie na własnych zdolnościach. Dlatego, gdy sam król przywdział jego wątłe ciało w swoją zbroję, Dawid poczuł się nieswojo, i nie obrażając króla, zdjął ją z siebie mówiąc: „Nie mogę w tym chodzić, ponieważ nie jestem do tego przyzwyczajony” (1 Sam. 17:39).
Bóg i dziś przypomina Swoim dzieciom, że w każdej potyczce, jaką musza przejść, mogą liczyć na Jego wsparcie. Historia Izraela zawiera opisy wielu takich sytuacji, gdy zwycięstwo było osiągane jedynie dzięki temu, że to była Pańska walka. Jak powiedział prorok Zachariasz, przygotowując naród izraelski do powrotu z niewoli babilońskiej, że gdy spotkają ich trudności, mogą liczyć na pomoc Pana. „Nie dzięki sile i nie dzięki mocy, lecz dzięki Mojemu duchowi! − mówi PAN Zastępów” (Zach. 4:6).
Pan Jezus, gdy wspomniał o Swoim odejściu, powiedział uczniom o innym Pocieszycielu, który będzie z nimi: „A Ja poproszę Ojca i da wam innego Orędownika, aby był z wami na wieki” (Jan 14:16). Dlatego, przed samym odejściem do Ojca polecił im, aby nie odchodzili z Jerozolimy, gdyż wyznaczył im wielkie zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim narodom. Powiedział im: „Nie oddalajcie się z Jerozolimy, ale oczekujcie obietnicy Ojca, o której usłyszeliście ode Mnie” (Dz.Ap. 1:4). Zadanie, jakie im wyznaczył do wypełniania, przerastało ich możliwości nie dlatego, że byli w większości jedynie zwykłymi rybakami, ale dlatego, że było to zadanie Bożej natury. Pokonywanie trudów w zwiastowaniu Ewangelii można porównać do spotkania Dawida z Goliatem.
Podobnie jak Dawid, my również potrzebujemy Bożego przygotowania. Jeśli ktoś porywa się do tego zadania pędzony jedynie własną chęcią lub gorliwością pierwszej miłości, może przeżyć wiele rozczarowań. Podobnie jak Saul z Tarsu, po spotkaniu z żywym Chrystusem na drodze do Damaszku poddał się Bożej szkole - my też jej potrzebujemy. Przez trzy lata, gdzieś w Arabii spotykał się z niejednym „lwem lub niedźwiedziem”, aby później pójść do Jerozolimy i stawić się posłusznie u Piotra. Tutaj, jeszcze przez piętnaście dni, „poznawał” na czym polega współpraca z innymi Apostołami w Bożym Kościele.
A kiedy już u schyłku swego życia, jako rzymski więzień, stawiany przed oskarżycielami tego świata, pomimo, że inni go opuścili, Paweł doświadczał szczególnej obecności Pana. W liście do umiłowanego Tymoteusza napisał: „Pan jednak stanął przy mnie i dodał mi sił, aby przeze mnie dopełniło się głoszenie Ewangelii i wszystkie narody ją usłyszały. Zostałem też wyrwany z paszczy lwa” (2 Tym. 4:17). Ten wierny Bogu Apostoł, dzięki wcześniejszej „lwiej przysłudze”, mógł teraz stanąć przed rzymskim „Goliatem”, aby w domu cesarza dać świadectwo o jedynym i prawdziwym Bogu – Jezusie Chrystusie.
Wierzę, że wielu z nas może znaleźć pokrzepienie w zapewnieniu apostoła Pawła: „Wyrwie mnie Pan z każdej złej sytuacji i wybawi dla swojego Królestwa niebiańskiego. Jemu chwała na wieki wieków” (2 Tym. 4:18). Dlatego też nasze osobiste doświadczenia, przeszkody i utrudnienia, jakie często stawiają nam inni, powinniśmy traktować jako Boże przygotowanie do walki z naszymi "Goliatami". Wówczas będziemy mogli z pełnym przekonaniem powiedzieć „Amen”, i odebrać je jako wspaniałe błogosławieństwo.
 Henryk Hukisz

Wednesday, February 22, 2012

"Bić albo nie bić" - dokończenie

Postanowiłem powrócic do tego tematu, ponieważ czuję niedosyt po napisaniu pierwszego rozważania o stosowaniu dyscypliny w procesie wychowawczym dzieci. Jest to bardzo obszerny temat nadający sie na opracowanie książkowe.  Prawdę mówiąc, istnieje już wiele dobrych i niezbyt dobrych opracowań na ten temat, jednakowoż chcę jeszcze dorzucic kilka uwag na temat stosowania „kar cielesnych”
Biblijna „rózga” nie musi być fizycznym przedmiotem używanym do dosłownego bicia dziecka. Ja pamiętam czasy, gdy nauczyciel w szkole miał prawo, i nieraz rodziców przyzwolenie, do użycia jakiegoś bezpiecznego przedmiotu wobec niesfornego ucznia. Była to najczęściej linijka, lub jak to było w mojej podstawówce, smyczek od skrzypiec kierownika szkoły.
Musze jednak powiedzieć z całą stanowczością, że zgodnie z biblijną nauką, rodzice posiadają nałożony przez Boga obowiązek kształtowania charakteru swoich dzieci. Najlepszy przykład zostawił nam sam Chrystus, gdy jako dwunastoletni chłopiec, bez zgody swoich rodziców, przyłączył się do grona nauczycieli w świątyni. Odnaleziony po całym  dniu, wysłuchał reprymendy „Synu, cóżeś nam to uczynił?” i potulnie wrócił pod opieką rodziców do domu. „I poszedł z nimi, i przyszedł do Nazaretu, i był im uległy” (Łuk. 2:51).  Czyżby rodzice nie wiedzieli, że Salomon pozwalał użyć rózgi?
W poprzednim rozważaniu na ten temat, wskazałem na pozytywną role bólu w procesie wychowawczym. Napisałem: „Ból jest dla nas błogosławieństwem, dzięki niemu zwracamy uwagę na pojawiające się problemy w naszym ciele. Gdyby nas nie zabolał ząb, nie poszlibyśmy w porę do dentysty.” Lecz nie zawsze musi to być ból fizyczny.
Bicie, mam na uwadze fizyczne używanie siły wobec dziecka, może wywołać u niego psychiczną skazę i spowodować wiele nieprawidłowości. Wystarczy trochę wyobraźni, aby wczuć sie w sytuację małego dziecka, nad którym stoi „olbrzymia” postać ojca, a jego usta „grzmią” wypowiadając jakieś niezrozumiałe słowa. Ze strachu, dziecko nawet nie rozumie tego, co do niego się mówi, gdyż skupione jest na osłanianiu sie przed uderzeniem. Z takiego dziecka może wyrosnąć potencjalny „zabijaka”, gdyż taka cecha zostanie w nim wykształtowana w tak pojętym procesie wychowawczym. Dzieci są wspaniałymi naśladowcami swoich wychowawców, lecz nie mają jeszcze rozeznania, jakie przykłady są pozytywne, a których nie należy powtarzać. Najlepiej będą zapamiętane te, które na nich wywarły największe wrażenie.
Bardziej skuteczną metodą zadania dziecku „bólu” może być pozbawienie go jego ulubionej zabawki, czy innego przedmiotu. Cała gama możliwości zależna jest od indywidualnych sytuacji, np. zakaz zabawy, odebranie na jakiś czas (aż do poprawy w zachowaniu) piłki dla zapalonego gracza, itd. W tym przypadku bardzo istotna jest stanowczość ze strony rodziców - wymierzona kara musi być wykonana.
Problem jest w tym, że rodzicom nie chce się, albo nie mają czasu aby z dzieckiem porozmawiać, wytłumaczyć o co chodzi. Najlepiej jest, będąc uzbrojonym w różgę i werset Salomona, zadać ból fizyczny, aby jak najszybciej sprawę załatwić. Zwykłe lenistwo, albo brak przygotowania do tej odpowiedzialnej roli, jaką jest bycie rodzicem, wyrządza niesamowitą krzywdę dla dziecka. Pamiętajmy, że jest ono w szczególnym okresie kształtowania jego charakteru i środki dyscyplinujące muszą być dobierane z olbrzymią rozwagą, odpowiednio do jego wieku. Salomon miał to na uwadze gdy pisał: „Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości” (Prz. Sal. 22:6). „Odpowiednio do drogi” znaczy „według potrzeby drogi jego”, jak to zostało oddane w Biblii Gdańskiej. Dziecko ma bardzo zróżnicowane potrzeby, które wynikają z tego, na jakim etapie rozwoju psychicznego się znajduje.  Lecz czy rodzice są tym zainteresowani, aby wpierw poznać aktualne potrzeby swego dziecka, aby zrozumieć, dlaczego tak a nie inaczej postapiło? Łatwiejszą metodą jest, natychmiastowe wykorzystanie rodzicielskiego prawa do stosowania dyscypliny i po sprawie. Nie ma większego błędu, niż takie podejście.
Pragne zwrócić uwagę na biblijny wzorzec wychowywania dzieci, jaki znajduje się w 5 Księdze Mojżeszowej. Te, najbardziej znane wersety, zostały poprzedzone instrukcją dla rodziców. „Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu” (5 Moj. 6:5,6).  Posiadając te kwalifikacje, można skutecznie zająć się wychowywaniem swego potomstwa. A polega ono na dawaniu przykładu osobistego posłuszeństwa wobec Bożego Słowa, ktore znajduje się w sercu rodziców. Wówczas można zrobić to,o czym czytamy dalej: „Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. Przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą jako przepaska między twoimi oczyma” (5 Moj. 6:7,8). Wpajanie, to nie bicie, lecz zachęcanie do lepszego życia.
Bóg nas wychowuje, ponieważ nas kocha i przez to daje dowód Swojej miłości. Jak zapisał to autor Listu do Hebrajczyków – „bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje” (Hebr. 12:6).  Wyrażenie „karze i chłoszcze” zostało nienajlepiej oddane wtym przekładzie. Dlategow poprzednim rozważaniu podałem oryginalne słówka, jakie zostały tu użyte – wychowywać, ćwiczyć (paideia)  i karcić(mastigoo). To karcenie ma na celu wywołanie bólu, dzięki czemu poddamy się ojcowskiemu kształtowaniu. Słowo „mastigoo” użyte jest również w Ewangeliach, w opisie biczowania Chrystusa przez żołnierzy Piłata. Nie sądzę, że jest to zachęcający przykład do stosowana wobec naszych ukochanych dzieci, nawet jeśli zasługują na jakąś dyscyplinę. Można znaleźć taki sposób ukarania, który będzie wyrażać nasze prawdziwe uczucie wobec nich.
Bóg zsyła na Swoje ukochane dzieci różne doświadczenia, aby wykształtować w nich bezgraniczne zaufanie. Aby posiedli wiarę „cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane” (1 Ptr. 1:7). Gdy znalazłem się w najciemniejszym momencie doświadczenia, jakie ostatnio przechodzę, poznałem jak nigdy dotychczas, co znaczą słowa Paslmu 23. „Choćbym też chodził w dolinie cienia śmierci, nie będę się bał złego, albowiemeś ty ze mną; laska twoja, i kij twój, te mię cieszą”  [BG].
Aby mieć pocieszenie w zastosownaiu „kija i laski”, Bóg otacza nas Swoją szczególną obecnością. A przebywanie w obecności Ojca jest niemywiernym skarbem, jakim nas obdarowuje w procesie przygotowywania do zamieszkana z Nim na wieki.
Stosowanie dyscypliny w procesie wychowawczym dzieci na ten sam cel - zapewnienie, że są kochane i są nasze na zawsze.
Henryk Hukisz

Tuesday, February 21, 2012

"Bić albo nie bić" oto jest pytanie?

Nie wstydzę się mówić głośno w każdym miejscu o tym,  jakich metod wychowawczych używał mój ojciec, gdyż starał się za wszelką cenę wychować mnie i moje rodzeństwo na ludzi bojących się Boga. Cała nasza piątka, to dziś ludzie wierzący i zadowoleni z tego, jak rodzice przygotowali nas do życia. W sytuacjach zasługujących na zastosowanie właściwej kary za złe zachowanie, dostawałem lanie. Mój tata znał jedynie biblijne metody wychowawcze, ponieważ nie miał możliwości zapoznania sie z inną literaturą na temat wychowania dzieci. Bogu jestem za to wdzięczny, gdyż Boże reguły są najlepsze i najbardziej skuteczne.
Tą osobistą refleksją chcę zachęcić do lektury tego rozważania, które zostało zainspirowane artykułem, jaki przeczytałem na temat wydanej w Polsce książki pod niezbyt szczęśliwym tytułem „Jak trenować dziecko”. Oryginalny tytuł książki, wydanej przez organizację „No Greater Joy” prowadzoną przez Michaela i Debi Pearl, brzmi „To train up a child”. Nazwa organizacji zaczerpnięta jest z wersetu z 3-go listu Jana, który w całości brzmi: „Nie ma zaś dla mnie większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie” (3 Jan 4). Można osobiście zapoznać sie z autorami przedmiotowej książki i ich szeroką działalnością, na stronie internetowej - http://nogreaterjoy.org.
Z góry zaznaczam, że w tym rozważaniu nie odnoszę się treści tej książki lecz do kwestii biblijnej metody wychowywania dzieci i reakcji współczesnego społeczeństwa do niej. Piszę o tym również dlatego, że artykuł na stronie www.tvn24.pl zaniepokoił mnie swoim tonem i bardzo negatywnym nastawieniem do wydanej przez Vocatio książki. Obawiam się, że następna pozycja książkowa, jaką potraktują tak samo niektóre organizacje humanistyczne, będzie Biblia, gdyż w niej można znaleźć wiele podobnych stwierdzeń. Z treści artykułu wynika, że w ślad za protestem przeciwko wydaniu tej książki, na Facebook’u prowadzona jest akcja domagająca się zdjęcia tej książki z półek księgarni. Rozpropagowana przez internet krytyka może doprowadzić do masowych żądań usunięcia Biblii z życia publicznego, gdyż w niej można również znaleźć wiele sformułowań nie przystających do XXI wieku.
Jak wcześniej napisałem, już sam tytuł tej książki jest nienajlepiej sformułowany i może wywołać protest. Angielskie słowo „train”można przetłumaczyć mniej drastycznie, jak na przykład, oddane zostało w Przypowieściach Salomona – „Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości” (Prz. Sal. 22:6 [BW]). W innym przekładzie użyte jest słowo „ćwicz” [BG] albo „wdrażaj” [BT].
Inne wyrażenie biblijne, poddawane obecnie szerkoko zakrojonej krytyce, to słowo „smagać” w odniesieniu do stosowania dyscypliny w procesie wychowawczym. Salomon charakteryzuje miłość Boga do człowieka porównując ją do relacji pomiędzy ojcem i jego ukochanym synem. „Kogo bowiem Pan miłuje, tego smaga, jak ojciec swojego ukochanego syna” (Prz. Sal. 3:12).  Samo słowo „smagać” może wywołać masowe protesty jeśli skojarzymy je ze znęcaniem się nad dzieckiem. Oczywiście, jestem świadomy występowania tego nieludzkiego zjawiska, jakim jest fizyczne i moralne znęcanie się nad dziećmi i dlatego muszą istnieć organizacje uprawnione do niesienia skutecznej pomocy. Lecz smaganie, o jakim mówi Salomon, ma zupełnie inne, bezpieczne znaczenie. Hebrajskie „jakach” znaczy „smagać”, „napominać”, „strofować”  lub „korygować”. Pozytywne działanie takiego „strofowania” znajdziemy również w tej księdze. „Kto strofuje bliźniego, zbiera w końcu więcej podziękowania niż język schlebiający” (Prz. Sal. 28:23).
Ktoś powie, że Stary Testament zawiera naukę, która już nie ma zastosowania w okresie łaski. Z pewnością tak, jeśli chodzi o nasze zbawienie, bo już nie wypełnianie Prawa decyduje o zbawieniu, lecz ofiara Chrystusa na krzyżu. Natomiast Boże zasady odnoszące sie do życia i wychowania, pozostają niezmienione. Dlatego odwołuję się do Listu do Hebrajczyków 12:4-11, jak najbardziej nowotestamentowej księgi, aby szerzej wyjaśnić zasadę stosowania dyscypliny. Ten tekst przedstawia  w pierwszym rzędzie relację pomiędzy Bogiem i Jego dziećmi. Wnioski można wyciągnąć samemu, według potrzeby.
Aby lepiej zrozumieć ten fragment Słowa Bożego, mówiący o ćwiczącej miłości Ojca, musimy odwołać się do tekstu oryginalnego, dlatego że w tłumaczeniach z jakich korzystamy, niektóre wyrażenia wymagaja obszerniejszych wyjaśnień. W przekładach Biblii, z jakich najczęściej korzystamy, w tak zwnej “brytyjce” lub “tysiąclatce”, znajdujemy słowa: “karać”, “chłostać”, “karcić” i “doświadczać”. Natomiast w greckim oryginale znajdują się wyrazy określające raczej „pocieszanie” (paraklesis), „ćwiczenie”, „kształtowanie” lub „wychowywanie” (paideia) oraz „napominanie” (elegcho) i „karcenie” (mastigoo).
Można więc utworzyć definicję opisującą znaczenie użytych wyrażeń. Chodzi tu o takie doświadczenia lub ćwiczenia, które w bolesnych okolicznościach pozwalają Bogu zmieniać nasze postępowanie oraz nasz charakter.
Przez postępowanie rozumiem wszystko to, co robimy, charakter natomiast świadczy o tym, kim jesteśmy.
Werset 6 pokazuje najlepiej na czym polega ćwicząca miłość Ojca – “kogo Pan miłuje, tego karze”. W oryginale występuje tu słowo “paideuo”, które znaczy “wychowywać”. Podobne zastosowanie znajdujemy w liście Pawła do Tytusa: “Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli” (Tyt. 2:11-12). Bóg łaskawie “naucza” nas, ćwiczy przy pomocy różnych okoliczności, nieraz bolesnych, abyśmy wyrzekli się rzeczy niepotrzebnych (charakter) i żyli w pobożności (postępowanie).
Ból jest dla nas błogosławieństwem, dzięki niemu zwracamy uwagę na pojawiające się problemy w naszym ciele. Gdyby nas nie zabolał ząb, nie poszlibyśmy w porę do dentysty. Wiemy też dobrze, że leczenie nie polega na usuwaniu bólu lecz zlikwidowaniu jego przyczyny. Bóg dopuszcza ból w naszym życiu tylko dlatego, że nas bardzo kocha i chce usunąć przyczynę, która ogranicza nasz duchowy rozwój. On jest doskonałym Ojcem okazującym prawdziwą miłość wobec Swoich dzieci. Podobnie jak ogrodnik, odcina gałazki, które nie przynoszą dobrego owocu, aby drzewo bardziej owocowało.
Tekst z Listu do Hebrajczyków wskazuje dobitnie, że Ojcowskie ćwiczenie jest dowodem naszej przynależności do Niego. Jeśliby nas nie doświadczał, to oznaczałoby, że do Niego nie należymy. “A jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami” (Hebr. 12:8).
Więc, niech biblijne pojęcie smagania, karcenia, czy nawet trenowania nas przez Boga, czy też w zastosowaniu do relacji pomiędzy rodzicami a ich dziecmi, nie kojarzy się ze znęcaniem, a przejawem prawidłowo pojętej miłości prowadzącej do właściwego wychowania.
Czy obecnie istnieje potrzeba stosowania biblijnych metod wychowawczych? Wystarczy posłuchać codziennych wiadomości, albo wyjść na ulicę i dobrze przyjrzeć się dzieciom. Odpowiedź nasunie się sama, i obawiam się, że nie trzeba będzie na nią długo czekać.
Henryk Hukisz

Saturday, February 18, 2012

Zgubione zbawienie

  Każdemu może zdarzyć się, że coś zgubi. Wówczas udaje się do Biura Rzeczy Znalezionych z nadzieją, że tam znajdzie swoją zgubę. A jak to jest z naszym zbawieniem, czy też można je zgubić? Wprawdzie nie ma takiego biura, w którym można byłoby się zapytać o zgubę. 

A tak na poważnie, czy można stracić zbawienie? Istnieje pogląd, który utworzono na bazie teologii kalwinistycznej, tzw. "eternal security", że nie można stracić tego cennego daru łaski Bożej. Jak to jest naprawdę, co w rzeczywistości mówi  na ten temat Biblia?
Ci, którzy bronią idei nieutracalności zbawienia, podkreślają fakt, że zbawienie jest darem zagwarantowanym przez samego Boga i dlatego nie można go zgubić, gdyż innaczej nie byłby dziełem doskonałym. Na postawiony argument, że zdarza się, gdy człowiek zbawiony nie dba o swoje duchowe życie i powraca do grzesznego zycia, odpowiadają, że albo nie doświadczył zbawienia szczerze, albo Bóg da mu możliwość powrotu, nawet na łożu śmierci.
Nie chcę wdawać się w polemikę z poglądami tej grupy chrześcijan, chcę jedynie odwołać sie do kilku wersetów z Biblii, które rzucają pełne światło na zbawienie, ostrzegając wierzących, przed odpadnięciem od tego, co już osiągneli.
Pierwsze miejsce znajduje się w Liście do Hebrajczyków 6:4-6
„Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych - którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego - gdy odpadli, powtórnie odnowić i przywieść do pokuty, ponieważ oni sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają go na urągowisko.”
Słowo, na które chcę zwrócić uwagę, to „odpadli”. W języku greckim brzmi ono „parapesontas” od „parapipto”, co znaczy „odpaść” i występuje jedynie w tym miejscu. Inne podobne słówko „parapleusai” znaczy „odpłynąć” (Dz.Ap. 20:16). W tym przypadku chodzi o sytuację, gdy opuszcza się zajmowane już miejsce, podobnie jest ze słowem „parapipto”, które znaczy również „odpaść” lub „oddalić się”. Główny rdzeń tego słowa „pipto’ znaczy spadać z wyższego miejsca. Więc nie chodzi tu o pozostanie nadal w stanie łaski zbawiającej, lecz o sytuację wskazującą na odpadnięcie, zmianę położenia, czyli utratę tego, co już się posiadało. Ta sytuacja odnosi sie do osób, które „zostały oświecone i zakosztowały daru niebiańskiego, stały się uczestnikami Ducha Świętego i zakosztowały Słowa Bożego, że jest dobre”. Więc chodzi tu o takie osoby, które doświadczyły zbawienia jak najbardziej autentycznie, gdyż w tych doświadczeniach  brał udział Duch Święty. Ponad to, wyrażenie "ponownie krzyżują" wskazuje na poprzednie uczestniczenie w śmierci Chrystusa.
Drugie miejsce w Biblii, znajduje się kilka rozdziałów dalej – Hebr. 10:26-29.
„Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy, lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników. Kto łamie zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch albo trzech świadków; o ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbezcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony, i znieważył Ducha łaski!”
W tym fragmencie słowo wykluczające ze zbawienia, to wyrażenie „nie ma już dla nas ofiary za grzechy”. Nasze zbawienie możliwe jest tylko i wyłącznie dzięki ofierze Jezusa Chrystusa, a jeśli ona już nie działa, to znaczy że osoba, której dotyczy ta sytuacja, utraciła swój udział w zbawieniu. W tym przypadku nie ma żadnej wątpliwości, że chodzi o osoby, które już miały „poznanie prawdy”, oraz były już „uświęcone przez krew przymierza”.
Kolejne miejsce znajdujemy w liście Piotra - 2 Ptr. 2:20.
„Jeśli bowiem przez poznanie Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa wyzwolili się od brudów świata, lecz potem znowu w nie uwikłani dają im się opanować, to stan ich ostateczny jest gorszy niż poprzedni.”
W tym przypadku chodzi o takie osoby, które wróciły do starego życia, z jakiego zostały wyzwolone dzięki „poznaniu Pana i Zbawiciela”. Tę sytuację najlepiej ilustruje Apostoł Piotr przysłowiem o psach i świniach. Pan Jezus natomiast, tych którzy Go poznali i trwają w posłuszeństwie, porównuje do owieczek, do zupełnie innego rodzaju zwierząt. Apostoł przestrzega wierzących przed dawaniem posłuchu fałszywym nauczycielom, którzy mogą doprowadzić ich do zguby. Pisał, że i „wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą zgubne nauki i zapierać się Pana, który ich odkupił, sprowadzając na się rychłą zgubę.” 2 Ptr. 2:1.
Następne miejsca w Biblii znajdujemy w listach Apostoła Pawła. W 1 Liście do Koryntian 6:9-11  czytamy o uczynkach, z jakich ludzie zostają oczyszczeni dzięki działaniu  ofiary Chrystusa, lecz z powody braku poddania się prowadzeniu Ducha Świętego, wykonują uczynki ciała, idąc za podszeptem cielesnych pożądliwości.
„Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy, ani mężołożnicy, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą. A takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, uświęceni, i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego.”
Podobne słowa Paweł zamieścił w Liście do Galacjan 5:19-21 -
„Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą.”
Znów chodzi o takie osoby, które doświadczyły zbawiennej łaski oczyszczającej, lecz nie dbały o zachowanie tego stanu. Autor Listu do Hebrajczyków, zamieszczając podobną przestrogę, przywołuje przykład Izraela i ostrzega przed „zboczeniem z drogi” w wyniku nieposłuszeństwa. Stawia retoryczne pytanie: „to jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?” (Hebr. 2:3).
Apostoł Paweł używa jednoznaczącego określenia wobec tych, którzy zostali wyzwoleni przez Jezusa i zostali wprowadzeni do wolności życia, przestrzegając ich, aby przez „odłączenie sie od Chrystusa”, nie odpadli od łaski. Pisze do ludzi, którzy kiedyś uwierzyli: „Odłączyliście się od Chrystusa wy, którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście z łaski” G(l. 5:4).. W tym przypadku chodziło o powrót do Zakonu, który od czasu śmierci Chrystusa już nie działa.
Wnioski pozostawiam wam, drodzy czytelnicy. Wierzę że wraz z tymi, którzy doświadczyli duchowego odrodzenia i którzy „zakosztowali, iż dobrotliwy jest Pan” (1 Ptr. 2:3), dołożymy wszelkiego starania i uzupełniać będziemy naszą wiarę i nie damy się wyprzeć z mocnego stanowiska, jakie mamy zagwarantowane w Chrystusie.
Na zakończenie tego rozważania o niebezpieczeństwie utracenia cennego daru, jakim jest nasze zbawienie w Chrystusie, polecam mały test naszego stanu, jaki otrzymaliśmy z łaski. List Apostoła Jana zawiera kilka kontrolnych pytań, na które warto jest odpowiedzieć teraz, dopóki trwa czas łaski.

Kto narodził sie na nowo, ten:

1. Postępuje sprawiedliwie.
Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, wiedzcie też, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, z niego się narodził. 1 Jan 2:29  
2. Nie popełnia grzechu.
Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia, gdyż posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził. Po tym poznaje się dzieci Boże i dzieci diabelskie. 1 Jan 3:9,10  
3. Miłuje.
Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. 1 Jan 4:7  
4. Wierzy w Jezusa.
Każdy, kto wierzy, iż Jezus jest Chrystusem, z Boga się narodził, a każdy, kto miłuje tego, który go zrodził, miłuje też tego, który się z niego narodził. 1 Jan 5:1  
5. Zwycięża świat.
Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza. 1 Jan 5:4  
6. Zachowuje nową naturę.
Wiemy, iż wszelki, który się z Boga narodził, nie grzeszy; ale który się narodził z Boga, zachowuje samego siebie, a on złośnik nie dotyka się go. 1 Jan 5:18   [BG]
Mam nadzieję, że możemy dostrzec u siebie cechy charakteryzujące osobę narodzoną za nowo. Jeśli ktoś nie ma pewności, to jeszcze istnieje szansa na otrzymanie odpuszczenia, jeśli szczerze wyzna grzech, jakikolwiek by nie był, gdyż „wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”. 1 Jan 1:9.
Henryk Hukisz