Friday, July 25, 2014
Prawdziwy uczeń
Friday, July 18, 2014
Motywacja, manipulacja, czy ewangelizacja
Dlatego chcę przypomnieć, że ewangelista to człowiek, który
zwiastuje Ewangelię – Dobrą Nowinę, którą Bóg skierował do zgubionego
grzesznika. Ta nowina, czyli wiadomość o Bożej łasce, zawiera najważniejszą
treść, która odmienia los człowieka. Bóg nie tylko wykupił każdą ludzką istotę
z grzesznego przekleństwa, lecz udzielił swojej mocy zwiastowaniu tej prawdy.
Jest to Boże dzieło, w którym skutecznie działa moc Ducha Świętego, posłanego
właśnie w tym celu.
Chrystus, gdy wypełniał się już czas złożenia ofiary na
odkupienie grzesznego świata, powiedział uczniom, że gdy odejdzie, przyjdzie
Pocieszyciel. I On: „przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o
sądzie; o grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie; o sprawiedliwości, gdyż odchodzę
do Ojca i już mnie nie ujrzycie; o sądzie zaś, gdyż książę tego świata został
osądzony” (Jn 16,8-11).
Pozwólcie, że zadam zasadnicze pytanie: „Czy Duch Święty
potrzebuje pomocy ze strony człowieka, aby przekonywać świat o grzechu,
sprawiedliwości i sądzie?”.
We współczesnym świecie, dzięki naukowym badaniom nad ludzką
świadomością, odkryto wiele skutecznych technik, które pomagają przekonywać
człowieka do podjęcia odpowiedniej decyzji. Stosuje się techniki motywacyjne,
negocjacyjne, perswazyjne oraz różne formy oddziaływania na ludzką
podświadomość, z hipnozą włącznie. Mówcy motywacyjni – przynajmniej w kraju, w
którym obecnie mieszkam – mają swoje szkoły, programy telewizyjne, są
zapraszani na konferencje i seminaria, aby przekonywać, że każdy może kierować
swoim losem, jeśli tylko uwierzy w siebie. I muszę przyznać, że dobrze im się
wiedzie, gdyż należą do zamożnych tego świata.
Chcę pokrótce przybliżyć temat działań motywacyjnych, do
jakich nakłaniają mówcy stosujący odpowiednie techniki, aby wpłynąć na nasze
decyzje. Motywowanie to wskazywanie motywów czyjegoś działania. Motywy zaś to: „czynniki
wewnętrzne natury psychicznej i fizjologicznej, świadome lub nieświadome,
skłaniające do określonego działania; pobudki, powody; uzasadnienie
postępowania lub rozumowania” (Słownik Języka Polskiego PWN).
Uprawianie sztuki motywacyjnej polega na wpłynięciu na inną
osobę, aby podjęła decyzję, którą chce osiągnąć motywujący. Najczęściej można
spotkać się z wykorzystaniem ludzkiej podświadomości, aby osoba motywowana nie
miała sposobności świadomego oporu, lecz jak najszybciej zgodziła się z
proponowaną ideą lub ofertą.
Zainteresowałem się ostatnio jednym z mówców motywacyjnych,
którego przyjazd do Polski zapowiedziano, a wielu wierzących z zachwytem
oczekuje na to wydarzenie, ogłaszając to wszem i wobec na swoich profilach na
Facebooku. Les Brown, były polityk i członek Izby Reprezentantów w stanie Ohio,
zajmuje się ostatnio „sztuką przekonywania” na różnych konferencjach i w
programach telewizyjnych. Ten popularny już „spec od motywacji” stosuje starą,
wypróbowaną sztuczkę – wciskanie w umysły słuchaczy fałszywego założenia już na
samym początku przemówienia.
Posłuchałem jednego z jego ostatnich wystąpień w Chicago pod
chwytliwym tytułem „It’s possible” (To jest możliwe). W tym konkretnym
wystąpieniu mówca użył już w czwartej minucie godzinnego wykładu znanego
przykładu zwanego teorią „Four minute mile”, czyli pokonania jednej mili
w czasie poniżej czterech minut. W kwietniu 1954 roku sportowiec Roger
Bannister dokonał rzeczy uważanej dotychczas za niemożliwą. Les Brown używa
tego przykładu, aby pokazać, że jeśli uwierzysz w to, co dotychczas było nieosiągalne,
to stanie się to możliwe. Do chwili obecnej – przekonuje mówca – już 20 tysięcy
biegaczy pokonało tę barierę dzięki temu, że uwierzyli w taką możliwość.
Nie powiedział jednak, że pokonanie tej granicy czasu było
możliwe dzięki treningom, a nie samej wierze. Nie słyszałem jeszcze, aby dobry
sportowiec zamiast treningu na bieżni ćwiczył wmawianie sobie sukcesu. Mówca
motywacyjny, po zaszczepieniu słuchaczom fałszywej przesłanki, buduje dalej
teorie, które z entuzjazmem są wchłaniane przez umysły spragnione pokonywania
barier. Głównym celem, do którego stara się przekonać słuchaczy, jest uzyskanie
bogactwa, wysokiej pozycji i popularności. Ludzie płacą za udział w takich
sesjach i z pewnością bogatszy po nich jest sam mówca – pozostali uczestnicy
zależą już od sprzyjającego im szczęścia. W Polsce spotkanie ze wspomnianym
„motywatorem” będzie możliwe po wykupieniu biletu.
Zadam kolejne pytanie: Co powinno motywować grzesznika,
aby zapragnął przyjąć dar zbawienia?
Niektórzy ewangeliści starają się przekonywać słuchaczy, że
przyjmując Jezusa, uwolnią się od życiowych problemów, chorób i nieszczęść.
Nigdzie w Biblii nie znajdziemy podstawy do takiego motywowania. Wręcz
odwrotnie – po przyjęciu daru nowego życia zacznie się walka z przeciwnościami,
jakich nie znaliśmy wcześniej, ponieważ są one natury duchowej. Dlatego często
nie wspomina się o tym osobom namawianym do uwierzenia. „Ewangelia sukcesu”
cieszy się większym posłuchem niż ewangelia wyrzeczeń. A Jezus powiedział: „Jeśli
kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i
niech idzie za mną, bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by
utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je. Albowiem cóż pomoże człowiekowi,
choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek
w zamian za duszę swoją?” (Mt 16,24-26).
Są sytuacje, gdy słuchacz Ewangelii, zachęcony obietnicami
wspaniałego życia z Jezusem, „zaraz z radością je przyjmuje, ale nie ma w
sobie korzenia, nadto jest niestały i gdy przychodzi ucisk lub prześladowanie
dla słowa, wnet się gorszy” (Mt 13,20-21). Tak dzieje się, gdy ktoś
zostanie zmotywowany oddziaływaniem na podświadomość, lecz później, gdy musi
świadomie zareagować na trudności, zgorszy się i odejdzie. Takie działanie jest
już manipulacją.
Podam jeszcze dwa biblijne przykłady motywacji, która miała
wpływ na uwierzenie w Ewangelię zwiastowaną przez apostołów.
Gdy na skutek prześladowań Kościoła w Jerozolimie uczniowie
rozproszyli się, Filip dotarł do Samarii. Działy się tam wielkie znaki i cuda,
tak że wielu uwierzyło, a wraz z nimi czarnoksiężnik Szymon. Coś musiało go
przekonać do podjęcia tak ważnej decyzji. Musimy pamiętać, że był on
człowiekiem lubiącym popularność. Myślę, że jego motywem była chęć zdobycia
pozycji, aby móc mieć wpływ na innych w nowym środowisku. Czytamy w Dziejach
Apostolskich: „A gdy Szymon spostrzegł, że Duch bywa udzielany przez
wkładanie rąk apostołów, przyniósł im pieniądze i powiedział: Dajcie i mnie tę
moc, aby ten, na kogo ręce włożę, otrzymał Ducha Świętego” (Dz 8,18-19).
Apostoł Piotr rozpoznał ten motyw i powiedział: „Niech
zginą wraz z tobą pieniądze twoje, żeś mniemał, iż za pieniądze można nabyć dar
Boży. Co się tyczy tej sprawy, to nie masz w niej cząstki ani udziału, gdyż
serce twoje nie jest szczere wobec Boga” (w. 20-21).
Inny przykład, pozytywny, znajduje się na samym początku
historii Kościoła. Gdy Piotr wygłaszał swoje pierwsze kazanie, Duch Święty
wkładał słowa Ewangelii w jego usta. Wówczas słuchacze, zmotywowani
przekonującą mocą Ducha, że jako grzesznicy zginą, zawołali ze skruszonymi
sercami: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2,37).
Co motywuje współczesnych słuchaczy Ewangelii? Obietnica
pomyślnego życia czy potrzeba ratowania swojej duszy?


