Wednesday, November 27, 2013
Strategiczne polecenie
Tuesday, November 26, 2013
Dzień indyka
Sunday, November 24, 2013
Sprawdzian autentyczności kościoła

Rynki całego świata zalewają produkty nazywane popularnie „podróbkami”. Dzisiaj ten, kogo nie stać na autentyczny towar, tzw. „firmowy”, idzie na bazar lub do pierwszego lepszego sklepiku z „chińszczyzną” i staje się posiadaczem „Addidasów”, „Naiki”, albo innego upragnionego towaru. Ponieważ trend zalewania rynku podróbkami rozszerza się coraz bardziej, producenci autentycznych towarów domagają się od władz, którym płacą spore podatki, kontroli rynku. Dlatego coraz częściej możemy czytać o zatrzymaniu całych kontenerów takich towarów już w portach i na lotniskach. Dzięki temu, jeśli ktoś chce posiadać autentyczny produkt jakiejś marki, może czuć się bezpiecznie, że nie został oszukany.
Saturday, November 23, 2013
ירושלם שלום

Mam ciągle w pamięci pewien piątkowy wieczór spędzony w gronie przyjaciół przy szabasowych świecach. Wprawdzie nie była to typowa wieczerza w domu Izraelskim, lecz ciekawa prezentacja ukazująca znaczenie tej bardzo ważnej społeczności rodzinnej. Na stole stały wszystkie elementy, jakie tradycyjne znajdują się na stołach w żydowskich domach - była menora, dwie świeczki, dwie chały przykryte białą serwetką i kielich wina. Lektor z małżonką, wykonując kolejno czynności przy stole, wyjaśniał ich znaczenie, a cała ceremonia uzupełniona była śpiewem hebrajskich pieśni.
Ilustracją zachęcającą do modlitwy o pokój dla Jerozolimy była anegdota o źle zapiętej marynarce. Nie znałem jej, dlatego zwróciłem uwagę na bardzo istotne przesłanie w niej zawarte. Chodzi o to, że gdy włożymy pierwszy guzik marynarki w niewłaściwą dziurkę, wszystkie pozostałe będą też źle zapięte. Tak samo, jeśli nie ma pokoju w Jerozolimie, nie będzie go na całym świecie. Bardzo mocne stwierdzenie, lecz bardzo prawdziwe szczególnie w obecnym czasie, gdy znów rozgorzał konflikt palestyński. Tym razem okazją do ataków i prowokacji jest kolejna rocznica powstania państwa Izrael.
Nie ma drugiego takiego miasta na całym świecie jak to, które zostało nazwane przez Boga miastem pokoju. Żydzi mówią - ירושלם „Ir Szalom”, reszta świata, w zależności od własnego języka - Jerusalem, Jerozolima, Иерусалим, lub بيت المقدس. Osobiście wierzę, że Bóg nieustannie kontroluje wszystko, co dzieje się na świecie. Dlatego pokój w innych regionach świata nastanie dopiero wtedy, gdy wpierw zazna go to Boże miasto pokoju. Wie też o tym Boży przeciwnik, diabeł, dlatego robi wszystko, aby w tym najważniejszym miejscu panował niepokój. Pisałem o tym wcześniej w rozważaniu „Centrum świata”, że najważniejszym miejscem na naszej planecie jest ten malutki skrawek ziemi, nazwany przez Boga ארץ ישראל [eretz israel].
Najbardziej znanym miejscem w Biblii na ten temat, jest modlitwa zawarta w Psalmie 122. Słowa tej modlitwy zapisał Dawid, gdy tęsknił za Bożym miastem, gdy jego największym pragnieniem było przekroczyć próg miasta pokoju i wejść do domu Pana.
Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu PANA!
Właśnie stanęły nasze stopy w twoich bramach, Jerozolimo.
O Jerozolimo, zbudowana jako miasto stanowiące zwartą całość, do ciebie pielgrzymują plemiona, plemiona PANA, zgodnie z prawem Izraela, by chwalić imię PANA.
Tam bowiem stoją trony sędziowskie, trony domu Dawida.
Proście o pokój dla Jerozolimy!
Niech żyją w spokoju ci, którzy cię miłują, niech pokój będzie w twoich murach, dobrobyt w twoich pałacach!
Przez wzgląd na moich braci i przyjaciół będę ci życzył pokoju.
Przez wzgląd na dom PANA, naszego Boga, będę się modlił o twoją pomyślność.
Gdy myślę o pokoju, to nie mam na uwadze jedynie sytuacji, gdy nie ma wojen, gdy nie giną ludzie od bomb zamachowców, gdy nie spadają na jej mieszkańców wrogie rakiety. Dziś wiemy, że takich chwil praktycznie nie ma na całej ziemi. Gdzieś zawsze ktoś do kogoś strzela, zabija, gwałci, stosuje przemoc kierowany nienawiścią. Mam raczej na uwadze taki stan, gdy panuje wewnętrzna harmonia, jedność i zgoda pomiędzy ludźmi. Wiadomo, że taka sytuacja jest możliwa jedynie tam, gdzie wśród ludzi jest żywy Bóg. Mam na uwadze obecność Boga nie zamkniętego w świątyniach, do którego przychodzi się jedynie z prośbami, jak do automatu sprzedającego słodycze, lecz niczym nie zakłócona społeczność ze świętym Bogiem.
Ponieważ jesteśmy spadkobiercami tego samego dziedzictwa, jakie otrzymaliśmy w spadku od Adama i Ewy, musimy przyjąć jedyne rozwiązanie problemu, jakie zostało nam przygotowane przez samego Boga. Apostołowie uznali to za jedyną możliwość, gdy wyznali: „Nie ma w nikim innym zbawienia. Nie dano bowiem ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4:12). A to zbawienie, jakie otrzymujemy jedynie w Panu Jezusie, jest zupełnym usprawiedliwieniem w oczach świętego Boga. Wówczas możemy powiedzieć: „Usprawiedliwieni z wiary, mamy pokój z Bogiem przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przez Niego, dzięki wierze, mamy także dostęp do tej łaski, w której trwamy, i radujemy się nadzieją chwały Boga” (Rz 5:1,2).
Dawid w swojej modlitwie o pokój dla Jerozolimy spodziewa się błogosławieństwa i pomyślności. Hebrajskie słowo שלום [shalom], przetłumaczone w naszym wydaniu Biblii jako „pokój”, znaczy szczęście, pomyślność i bezpieczeństwo. Bóg jest w stanie to uczynić, gdyż Jego myśli o nas są właśnie takie – „Ja bowiem znam zamiary, jakie mam względem was – wyrocznia PANA – zamiary dotyczące pomyślności, a nie nieszczęścia, aby dać wam przyszłość i nadzieję” (Jr 29:11). Przecież wiemy, że Bóg nie chce, abyśmy zginęli na wieki w czeluściach piekielnych, lecz On „pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2:4).
Prawda Boża, to cała Biblia a nie tylko wybrane fragmenty, które osobiście nam odpowiadają. Gdy poznajemy w całości to, co Bóg uczynił, co obecnie robi i co będzie się jeszcze działo, dopiero wówczas dochodzimy do poznania całej prawdy. Już na początku, gdy Bóg powołał Abrama, gdy obiecał mu, że uczyni z niego wielki naród i obdarzy go Swoim błogosławieństwem, to przyrzekł: „Będę błogosławił tym, którzy tobie błogosławią, a tych, którzy ciebie przeklinają, będę przeklinał. W tobie będą błogosławione wszystkie plemiona ziemi” (Rdz 12:3). Nigdzie w Biblii nie czytamy, aby Bóg zmienił zdanie odnośnie tego zapewnienia. Dlatego nadal wszystko rozpoczyna się od tego centralnego miejsca, na górze Syjon, gdzie Bóg potwierdził to jeszcze raz, składając w ofierze Swego Syna. Chrystus jest dla nas usprawiedliwieniem i źródłem wiary, dla Izraela stanie się ich wybawicielem, jak wyjaśnia to apostoł Paweł, cytując w Liście do Rzymian 11:26, słowa proroka Izajasza: "Na Syjon jednak przybędzie jako wybawiciel, i do synów Jakuba, którzy nawrócili się z grzechów – wyrocznia PANA" (Iz 59:20). Stanie się tak, ponieważ "nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże" (Rz 11:29).
Autor Listu do Hebrajczyków, czyli do Żydów rozproszonych wówczas po całym rzymskim świecie, starał się przekonać ich, że teraz Bóg wypełnia wszystkie Swoje obietnice, gdyż „w tych ostatnich dniach przemówił do nas przez Syna. Jego ustanowił dziedzicem wszystkiego, przez Niego też stworzył wszechświat” (Hbr 1:2). Tak więc wszystko, co zostało stworzone i co Bóg powiedział od stworzenia świata, zostało nam ofiarowane w Jego Synu, naszym Panu i zbawicielu, Jezusie Chrystusie.
My, którzy żyjemy w czasie ostatecznym, możemy stać się świadkami wypełnienia zapowiedzi, jakie Bóg skierował do Swojego wybranego narodu. Autor tego szczególnego Listu skierowanego do Żydów wyjaśnie, że teraz podeszliśmy „do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebiańskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie, do Kościoła pierworodnych, zapisanych w niebiosach, do Boga, sędziego wszystkich, do duchów sprawiedliwych, uczynionych doskonałymi, do Jezusa, pośrednika Nowego Przymierza, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla” (Hbr 12:22-24).
Dlatego tak ważne jest, abyśmy oczekując na przyjście Księcia Pokoju, gdy Jego nogi staną na Górze Oliwnej, aby wejść do miasta pokoju, nieustanne modlili się o pokój dla Jerozolimy!
Czyńmy to szczególnie w obecnym czasie, gdyż jedynie Boży pokój jest rozwiązaniem każdego konfliktu.
Friday, November 22, 2013
Centrum świata
Sunday, November 17, 2013
Jezus Pocieszyciel
Friday, November 15, 2013
Nauka o tolerancji
To co nie dziś smuci, to fakt, że ludzie bardziej szukają znaków i cudów, niż zdrowej nauki Słowa Bożego. Wielu biega za "cudotwórcami", nie bacząc na ostrzeżenie samego Pana Jezusa - "Pojawią się bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i będą dokonywać wielkich znaków i cudów, żeby, o ile to możliwe, zwieść nawet i wybranych" (Mat. 24:24).
Henryk Hukisz
Thursday, November 14, 2013
W starym albumie
W dobie fotografii cyfrowej mało kto posiada jeszcze
tradycyjne albumy. Nasze zbiory pamiątek z podróży dookoła świata i
uroczystości rodzinnych w większości zdigitalizowaliśmy, zapisując je w
uporządkowanych katalogach na dyskach twardych. Przywoływanie wspomnień jednym
kliknięciem jest bez wątpienia łatwiejsze niż wertowanie niezliczonych stron
papierowych albumów. Przyznaję jednak, że choć przeniosłem archiwalne zdjęcia
do pamięci komputera, to trzymając w ręku starą odbitkę, na której mam trzy
latka (widać ją obok), wzruszam się „naturalnie”, a nie cyfrowo.
Pomimo powszechnej cyfryzacji wciąż dbam o tradycyjne albumy
o różnych formatach. Niektóre są starannie opisane – na grzbietach widnieją
daty, dzięki czemu szukając pamiątek np. z roku 1974, dokładnie wiem, po którą
księgę sięgnąć. Oczywiście nie zawsze jest tak idealnie; wiele zdjęć wciąż
spoczywa w kopertach i pudełkach. Jakaż to jednak przyjemność zagłębić się w
taki zbiór! Wówczas czas przestaje mieć znaczenie. Dopiero po kilku godzinach
wracam do rzeczywistości, otrząsając się z „kurzu wspomnień” o dawnych
zdarzeniach i ludziach, których znałem. Coraz częściej jednak, widząc znajomą
twarz na starej fotografii, za nic nie mogę przypomnieć sobie imienia tej
osoby. To boli, choć zazwyczaj po pewnym czasie pamięć wraca, a dyskomfort
znika.
Przeglądając zdjęcia, coraz częściej uświadamiam sobie, że
wielu uwiecznionych na nich osób nie ma już wśród nas. Odeszli do Pana. Z
jednej strony czuję smutek, z drugiej – odrobinę im zazdroszczę, że są już „po
drugiej stronie”. Wierzę przecież, że wszyscy zmierzamy tam, gdzie będzie
lepiej i gdzie nie dotknie nas już zanik pamięci, gdy spotkamy się u progu
wieczności.
Bywa jednak i tak, że stare fotografie przypominają o
ludziach, których wolałbym już nie spotkać. To naturalne, że darzymy sympatią
tych, którzy nas lubią. Z innymi natomiast wolelibyśmy nie mieć nic wspólnego –
nawet na zdjęciach. Nic na to nie poradzę; nie będę przecież wycinać postaci z
kadrów, niech zostanie tak, jak jest. W mojej pamięci zapisały się jednak
zdarzenia, które determinują to, czy chcę o kimś pamiętać, czy wolałbym o nim
zapomnieć. Skoro jednak moja pamięć wciąż działa na tyle dobrze, że nie pozwala
mi wymazać tych osób, muszę zdecydować, co o nich myśleć po latach.
Można by tę kwestię sprowadzić do jednego zdania: należy
wybaczyć i kochać miłością Chrystusa, który nauczał: „Miłujcie waszych
wrogów i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5:44). To święta
prawda, ale wybaczenie nie oznacza automatycznej akceptacji zła, które
wyrządzono. Nie mam tu na myśli błahostek (pokroju biblijnego „jedzenia mięsa
ofiarowanego bałwanom”), lecz sprawy fundamentalne, które potrafią poróżnić
ludzi na zawsze: kwestię wierności powołaniu, trwania przy prawdzie w obliczu
kompromisu czy brak wytrwałości w wierze. Najczęściej dotyczy to osób, które
nas zdradziły, oczerniły i zraniły. Lista takich sytuacji bywa tak długa i
nieprzewidywalna, jak same okoliczności kroczenia za Panem.
Przyjrzyjmy się postawie apostoła Pawła. Gdy planował drugą
podróż misyjną, chciał wyruszyć z Barnabą, jednak ten nalegał, by zabrać ze
sobą Marka. Paweł, spoglądając w swój „album pamięci” z pierwszej wyprawy,
przypomniał sobie, że Marek opuścił ich w trudnym momencie: „Jan (Marek)
natomiast odłączył się od nich i wrócił do Jerozolimy” (Dz 13:13).
Mając to w pamięci, „Paweł nie uważał za słuszne zabierać z sobą tego, który
odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy” (Dz 15:38).
Wywołało to ostry spór, „w rezultacie którego się rozdzielili. Barnaba wziął
Marka i popłynął na Cypr” (w. 39), a Paweł ruszył w kierunku Syrii i
Cylicji, głosząc Ewangelię w mocy Ducha Świętego.
Innym razem, gdy Paweł spotkał w Antiochii apostoła Piotra
(Kefasa), przypomniał sobie sytuację, w której ten pobożny naśladowca Chrystusa
zachował się nieszczerze. Na jednym „zdjęciu” z pamięci widział Piotra
jedzącego z poganami, na drugim zaś – tego samego Piotra, który na widok Żydów
odsuwa się od pogan, by podkreślić swoją żydowską tożsamość. Paweł, mimo
ogromnego szacunku do sługi Pańskiego, powiedział mu wprost: „Jeżeli ty,
będąc Żydem, żyjesz zgodnie z obyczajami pogan, a nie Żydów, dlaczego zmuszasz
pogan, aby żyli zgodnie z judaizmem?” (Ga 2:14).
Piotr nie obraził się na Pawła, nie użył też autorytetu
„klucznika królestwa”, by go uciszyć. Sam nieraz znajdowałem się w podobnym
położeniu, gdy zwracałem komuś uwagę na naganne postępowanie. Niestety w moim
przypadku często kończyło się to zerwaniem przyjaźni, a nawet pogróżkami. Wiele
z tych osób wciąż widnieje na moich fotografiach.
Zastanawiam się czasem, czy Paweł nie potrafił wybaczać tym,
którzy go zawiedli. Wiemy jednak, że pisząc listy, wymieniał konkretne osoby z
imienia i opisywał ich czyny, ostrzegając innych. Wierzę, że apostołowi
zależało na tym, aby nie utożsamiano go z ludźmi, którzy bardziej umiłowali
doczesność niż służbę Ewangelii. Paweł nie chciał być z nimi na „wspólnym
zdjęciu”. Dlatego pisał: „Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, to
zwróćcie na niego uwagę i odsuńcie się od niego, aby się zawstydził” (2 Tes
3:14).
Dbanie o czystość prawdy Bożej wyklucza zgniłe kompromisy w
relacjach z ludźmi nieszczerymi. Taka zdecydowana postawa nie musi być jednak
wyrokiem ostatecznym – może stać się dla drugiej strony impulsem do refleksji i
zmiany. W przypadku Marka czas przyniósł uzdrowienie. Pisząc lata później do
Kolosan, Paweł wspomniał: „Pozdrawia was (...) Marek, kuzyn Barnaby”
(Kol 4:10). Najwyraźniej po latach nie stało już nic na przeszkodzie, by mogli
znów wspólnie pracować na niwie Pańskiej.





