Sunday, September 29, 2013
Wieloryb we wnętrzu Jonasza
Friday, September 27, 2013
Wieczne męki
Należę do wymierającego już pokolenia, które pamięta czasy
stalinowskie w Polsce. Zapamiętałem szczególnie jedną informację z początku lat
pięćdziesiątych ubiegłego wieku – nie wiem, na ile jest prawdziwa – że Stalin
miał zwyczaj cytować wersety biblijne, oskarżając ludzi wierzących o zdradę
ojczyzny. Pokazując w Biblii miejsce, gdzie jest napisane, że „nasza zaś
ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa”
(Flp 3,20), żądał od wierzących oświadczenia, którą ojczyznę wybierają.
Przypuszczam, że mogło to być prawdą, bo przecież sam diabeł pozwalał sobie na
cytowanie Słowa Bożego podczas kuszenia Chrystusa.
Apostoł Paweł napisał później, że diabelskie metody nie
zmieniają się od wieków, gdyż szatan wie, jak najskuteczniej zwodzić ludzi.
Pisząc do wierzących w Koryncie, Paweł ostrzegał ich przed fałszywymi
nauczycielami, wskazując na diabelski podstęp: „szatan przybiera postać
anioła światłości” (2 Kor 11,14). Później, gdy spotkał się ze
starszyzną zboru efeskiego, udzielił jej wielu rad odnośnie do okazywania
właściwej troski o powierzoną im trzodę. Apostoł wiedział, że diabeł jest
specjalistą od zastawiania pułapek. Słowo Boże mówi nam już na samym początku
Biblii, że szatan wcielony w węża „był chytrzejszy niż wszystkie dzikie
zwierzęta” (Rdz 3,1). Dlatego my dzisiaj powinniśmy również zwracać
szczególną uwagę na jego podstępne sztuczki, aby nie dać się zwieść tak, jak
udało mu się to osiągnąć w raju.
Uważam, że jedną z bardziej skutecznych pułapek, jakie
szatan zastawia we współczesnym Kościele, jest przekonywanie wierzących, że nie
ma piekła. Pisałem już o tym w maju ubiegłego roku (Piekła nie ma?), gdy w
Stanach Zjednoczonych pojawiła się książka pod tytułem „Miłość zwycięża”.
Autor tej publikacji, pastor dość dużego kościoła, przekonuje w niej ludzi, że
piekła nie ma, ponieważ Bóg jest miłością. Jako argumentów Rob Bell używał
wielu wersetów biblijnych na dowód swojej tezy. Obawiam się, że w ten sposób
zostało zwiedzionych wielu ludzi, głównie dlatego, że współcześni chrześcijanie
nie znają dobrze Biblii. Pisałem o tym na polskim blogu ze względu na
zagrożenia, jakie często przychodzą do kraju zza oceanu.
Nie trzeba było długo czekać. Pod moim postem na ten temat
znalazłem informację o blogu, na którym pewien pastor w Polsce przedstawia inne
stanowisko niż ja. Idąc śladem, jaki zostawił autor tego wpisu, dowiedziałem
się, że jest on nie tyle pastorem, co nauczycielem jednej ze szkół
teologicznych w Warszawie. Tak więc jego wpływy są dużo szersze, niż może
stworzyć pojedynczy zbór. Jest tam wykładowcą Wstępu do teologii
protestanckiej oraz Wprowadzenia do Pisma Świętego. Zastanawiam się,
jak to jest możliwe, że nauczyciel akademicki, kształcący przyszłą kadrę
nauczycieli i pastorów, poddaje w wątpliwość jeden z podstawowych dogmatów
Kościoła, do którego ta szkoła należy. Kościół wyznaje w swoim „Credo”, że: „Bóg
wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez Jezusa
Chrystusa. W dniu tym będą sądzeni wszyscy ludzie oraz upadli aniołowie z
szatanem na czele. Nastąpi wówczas powszechne zmartwychwstanie: sprawiedliwych
w przemienionym ciele do życia wiecznego, niesprawiedliwych zaś – na wieczne
potępienie. Dziedzictwem sprawiedliwych będzie «nowe niebo i nowa ziemia, w
których sprawiedliwość mieszka», zaś niesprawiedliwych – «jezioro ogniste»”. Ta
zasada wiary opiera się na szeregu wersetów biblijnych, które podane są w
tekście wyznania wiary.
Wspomniany nauczyciel, po odwołaniu się do kilku wersetów
biblijnych, stwierdza: „Gdyby piekło miało istnieć wiecznie, musielibyśmy
pogodzić się z tym, że grzech i śmierć zostały uwiecznione, utrwalone na
zawsze! Czyż Chrystus nie pokonał śmierci i grzechu? Czyż nie przyszedł na
świat, aby pozbyć się tych rzeczy? Jeśli piekło będzie wieczne, to znaczy, że
miłość i łaska Boga nie zdołały pokonać zła, bo ono pozostanie na «wieki
wieków». To nie jest biblijny pogląd. Pismo Święte wielokrotnie używa
symbolicznego języka do opisania ostatecznego losu grzeszników, ale jeśli
zaczynasz rozumieć ten symboliczny język dosłownie, to znaczy, że nie rozumiesz
go wcale”.
Kto tu nie rozumie Pisma Świętego?
Jeśli rzeczy ostateczne w Biblii zostały opisane językiem
symbolicznym, to ta sama zasada odnosi się również do śmierci i
zmartwychwstania Chrystusa. Takie teorie ogłaszali już najwięksi sceptycy
Bożego natchnienia Biblii. Mógłbym zacytować tu szereg liberalnych teologów z
Nietzschem na czele, twierdzących, że Bóg umarł, a cała historia o powstaniu
Chrystusa z martwych została wyssana z palców przerażonych uczniów Pańskich.
Biblia wyraża się jasno i jednoznacznie: ludzie są
przeznaczeni do życia wiecznego. Wszyscy powstaną z prochu ziemi, „jedni do
żywota wiecznego, a drudzy na hańbę i wieczne potępienie” (Dn 12,2).
Natomiast Nowy Testament podaje tę prawdę jeszcze bardziej zrozumiale – kara
wiecznego potępienia spotka tych, którzy nie przyjmą Ewangelii mówiącej o
zbawieniu przez Chrystusa. Paweł pisał do wierzących, aby wiedzieli, że: „gdy
się objawi Pan Jezus z nieba ze zwiastunami mocy swojej, w ogniu płomienistym,
wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni
Ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie
od oblicza Pana i od mocy chwały jego” (2 Tes 1,7-9).
Jeśli język ostatniej księgi Nowego Testamentu w
przeważającej części jest alegoryczny, to w porównaniu z podanymi wersetami z
listu Pawła można uznać jego dosłowność za uzasadnioną. Apostoł Jan, będąc na
zesłaniu na wyspie Patmos, otrzymał objawienie od samego Pana Jezusa. Wizje,
jakie widział, wypełnione są wypowiedziami aniołów – wiernych posłańców Bożych
– którzy oznajmiali Janowi, co będzie się działo w czasach ostatecznych. Oto
słowa, jakie zapisał Jan na polecenie Pana: „A diabeł, który ich zwodził,
został wrzucony do jeziora z ognia i siarki, gdzie znajduje się też zwierzę i
fałszywy prorok, i będą dręczeni dniem i nocą na wieki wieków. (...) I śmierć,
i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste to druga
śmierć” (Ap 20,10.14-15).
Chyba nikt nie odmówi najwyższego autorytetu słowom Pana
Jezusa, który powiedział – nie w przypowieści, lecz wprost: „Nie dziwcie się
temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos jego; i
wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili,
by powstać na sąd” (Jn 5,28-29). Dalsza droga tych, którzy źle
czynili (ponieważ ich grzechy na nich pozostaną, gdyż nie przyjęli wiarą
usprawiedliwienia Chrystusa), została określona również dosłownie: „I odejdą
ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25,46).
Autor bloga, na którym pojawił się wpis o obrazowym języku
Biblii odnośnie do wiecznego potępienia, najprawdopodobniej wywodzi swoją
teologię z pism, jakimi posługują się Świadkowie Jehowy. Oni nie uznają
wiecznego potępienia, nieśmiertelności duszy i wielu innych prawd biblijnych,
dlatego dokonali własnego przekładu Biblii na użytek swoich poglądów. Ale to
już inny temat.
Pan Jezus, mówiąc o wielkiej miłości Ojca do zgubionych
grzeszników, wskazał na ratunek, jaki został nam ofiarowany w krzyżu. Zostało
to zapisane językiem zrozumiałym dla każdego: „jak Mojżesz wywyższył węża na
pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy” (Jn 3,14). Po tych
słowach pojawia się najbardziej znane zdanie zapisane w Biblii: „Albowiem
tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń
wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (w. 16).
To, jak poważna jest to sprawa, podkreśla sam Pan Jezus,
mówiąc: „kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już
jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” (Jn
3,18).
Wybór, gdzie będziemy spędzać wieczność, należy do nas!
Błogosławione bankructwo
Thursday, September 26, 2013
Obcy ogień chwały
Oddawanie chwały Bogu należy do spraw priorytetowych w życiu
prawdziwego chrześcijanina. Podkreślam: mam na myśli osobę, która nie tylko
deklaruje wiarę w Boga, lecz na co dzień żyje zgodnie z Jego Słowem. Pan Jezus,
na samym początku swojej misji, zwrócił uwagę tym, którzy pragnęli Go
naśladować, że „nie każdy, kto mówi do Mnie: Panie, Panie, wejdzie do
Królestwa Niebios, ale ten, kto spełnia wolę Mego Ojca, który jest
w niebie” (Mt 7,21). Z kolei w rozmowie z Samarytanką oświadczył, iż „Bóg
jest Duchem i Jego czciciele powinni Go czcić w Duchu i prawdzie” (Jn
4,24).
Wypowiedź ta dotyczyła poprawnego sposobu oddawania czci
Bogu. Samarytanka uważała, zgodnie z tradycją ojców, że właściwym miejscem jest
góra Garizim. Żydzi natomiast twierdzili, że jedynie Jerozolima jest uznanym
przez Boga miejscem, ponieważ znajduje się w niej świątynia. Słowa Pana Jezusa
wywarły na kobiecie tak wielkie wrażenie, że gdy pobiegła do swojego miasta,
wołała do mieszkańców: „Idźcie, zobaczcie Człowieka, który powiedział mi
wszystko, co uczyniłam. Czy nie jest On Mesjaszem?” (Jn 4,29). Od dawnych
czasów w Izraelu oczekiwano na przyjście Pomazańca, którym jest zapowiadany
Mesjasz.
Oddawanie czci Bogu wiąże się z uznaniem Jego chwały jako
jedynego Boga i Pana wszechświata. Biblia jest spisaną kroniką objawienia Bożej
chwały ludziom – najpierw za pośrednictwem Mojżesza, później poprzez wydarzenia
związane z narodem wybranym, a w końcu przez zesłanie Bożego Syna na ziemię w
celu odkupienia grzesznej ludzkości. Zawsze w chwili pojawienia się znaków
świadczących o Bożej obecności, świadkowie tego wydarzenia padali na oblicza,
aby w ten sposób oddać Bogu cześć.
Jednym z miejsc, w których Bóg objawił Swoją chwałę, była
góra Synaj. Mojżesz, przygotowując się do odebrania Bożych Przykazań,
doświadczył czegoś niezwykłego: „Chwała PANA spoczęła na górze Synaj,
a obłok okrywał ją przez sześć dni. W siódmym dniu zawołał On do
Mojżesza ze środka obłoku” (Wj 24,16). Z opisu tego wydarzenia wiemy, że
nikt nie mógł wejść na zbocze góry, a Mojżesz po zejściu na dół musiał
zasłaniać swoje oblicze, gdyż lśniło ono od Bożego blasku.
Później, gdy Pan prowadził naród do Ziemi Obiecanej, nakazał
Mojżeszowi wzniesienie Przybytku, w którym wyznaczono szczególne miejsce –
Najświętsze. Izraelici, pragnąc oddać cześć Bogu, mogli wejść jedynie na
dziedziniec, by złożyć ofiarę oczyszczenia, a dopiero potem, ze szczerym
sercem, czcić Pana. Na ołtarzu w miejscu świętym płonął ogień, będący
świadectwem świętości Boga, dlatego musiał być stale podtrzymywany. Lecz
oddawanie czci nie ograniczało się jedynie do wizyt w Przybytku. Prawdziwa
cześć, której godzien jest Bóg, wyraża się w posłuszeństwie Jego Słowu: „Będziesz
więc przestrzegał przykazań Pana, twego Boga, abyś postępował Jego drogami i
Jego się lękał” (Pwt 8,6).
Z uważnej lektury Biblii wynika, że Bóg jest niezwykle
wyczulony na sposób, w jaki ludzie oddają Mu cześć. Cała historia narodu
wybranego stanowi smutne świadectwo niewierności i odwracania się od
prawdziwego Boga. Izraelici mieli tak zatwardziałe serca, że zachęcali się
nawzajem do kultu bożków pogańskich. W świątyni ustawiano obrzydliwe posągi, by
składać przed nimi ofiary, nie wyłączając ofiar z ludzi, zupełnie nie
przejmując się Bożym gniewem.
Prorocy nieustannie wzywali do opamiętania, pokuty i
nawrócenia, lecz ich głos bywał zagłuszany śpiewem ku czci pogańskich bożków.
Dlatego historia tego narodu jest dzisiaj poważnym ostrzeżeniem dla Kościoła.
Autor Listu do Hebrajczyków, kierując swe słowa głównie do synów i córek
Izraela, ostrzega również cały Kościół, aby wierzący oddawali Bogu cześć w
sposób godny: „A ponieważ otrzymujemy Królestwo niezmienne, trwajmy
w łasce, dzięki której będziemy służyć tak, jak się Bogu podoba,
z pobożnością i bojaźnią” (Hbr 12,28). Bardzo sugestywnie brzmią
dalsze słowa tego listu, w których autor przywołuje wydarzenia sprzed tysięcy
lat, gdy Mojżesz drżał z przerażenia, wchodząc na Bożą górę. Bóg przypomina nam
dzisiaj: „Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga
żyjącego, Jeruzalem niebiańskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste
zgromadzenie, do Kościoła pierworodnych, zapisanych w niebiosach, do Boga,
sędziego wszystkich, do duchów sprawiedliwych, uczynionych doskonałymi, do
Jezusa, pośrednika Nowego Przymierza, do pokropienia krwią, która przemawia
mocniej niż krew Abla” (Hbr 12,22-24). Dlatego tym bardziej winniśmy
oddawać Bogu cześć tak, jak jest to Mu miłe – „z nabożnym szacunkiem i
bojaźnią”.
Jeszcze w czasach Mojżesza, gdy Przybytek na pustyni
stanowił miejsce objawienia Bożej chwały, a Izraelici padali na oblicza na
widok dymu unoszącego się nad namiotem, wokół tego miejsca panowała szczególna
atmosfera. Namiot ten nazywano Świętym Przybytkiem ze względu na Bożą obecność.
Wydarzenie, o którym chcę przypomnieć, miało miejsce bezpośrednio po
wyświęceniu Aarona na kapłana i wyznaczeniu świętych służb, gdy złożono
pierwsze ofiary: „Wyszedł bowiem ogień od PANA i strawił ofiarę
całopalną i tłuszcz na ołtarzu. Gdy cały lud to zobaczył, krzyknął
z radości i upadł na twarz” (Kpł 9,24).
Nie wiemy, ile czasu upłynęło od tego momentu, gdy dwaj
synowie Aarona, Nadab i Abihu, znani z nie najlepszego prowadzenia się, „wzięli
kadzielnice, włożyli do nich ogień, nałożyli na niego kadzidło
i ofiarowali przed PANEM ogień inny niż ten, który był im nakazany” (Kpł
10,1). Reakcja Boga była natychmiastowa – podobnie jak w przypadku Ananiasza i
Safiry w czasach apostolskich: „wyszedł ogień od PANA i strawił ich
tak, że umarli przed PANEM” (w. 2).
Dlaczego o tym piszę? Jest to naturalna reakcja, jaką
powinno mieć każde dziecko Boże na widok współczesnych scen, w których „oddaje
się Bogu cześć” przy akompaniamencie – a raczej w muzycznym jazgocie – zespołów
heavy metalowych. Zamiast słów uwielbienia dla Pana wszechświata, powtarzane są
mantry wywołujące psychiczne odurzenie, zwłaszcza wśród zgromadzonej młodzieży.
Widok ludzi trzęsących się w transie nie ma nic wspólnego z nabożnym szacunkiem
i bojaźnią Bożą.
Jeśli ktoś uważa, że Bóg porządku i harmonii ma w tym
upodobanie, ten najwyraźniej nie bierze na poważnie ostrzeżenia: „Albowiem
Bóg nasz jest ogniem trawiącym” (Hbr 12,29).
Załączone do rozważania zdjęcie przedstawia
"chrześcijański" zespół, o którym czytamy w Wikipedii - "Stryper
– amerykańska grupa muzyczna wykonująca chrześcijański glam metal i cięższe
odmiany rocka. Powstała w 1983 roku w hrabstwie Orange (Kalifornia). Zespół
początkowo występował pod nazwą Roxx Regime, jednak szybko zmienił repertuar na
zawierający wyznania wiary, co skutkowało również zmianą nazwy na Stryper.
Nazwa została zaczerpnięta z księgi Izajasza 53:5 - (KJV), natomiast perkusista
grupy rozwinął ją później jako akronim słów "salvation through redemption,
yielding peace, encouragement and righteousness" ("zbawienie przez
odkupienie, uzyskanie pokoju, chęci i sprawiedliwości").
Osobiście uważam, że łączenie ran Chrystusa z taką muzyką
jest bluźnierstwem.
Friday, September 20, 2013
A kto święty, ...
Wierzę, że żyjemy w czasie, w którym „Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!” (Obj. 22:17), dlatego powinniśmy zwracać większą uwagę na wszelkiego rodzaju zachęcenia i przestrogi, gdyż „dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy” (1 Tes. 5:2).
Słowo Boże wyraźnie określa rodzaj wydarzeń, jakie będą miały miejsce na naszej ziemi, zanim Bóg wypełni Swój wielki plan odkupienia i zgromadzi wszystkich odrodzonych „nie ze zniszczalnego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki Słowu Boga, które żyje i trwa” (1 Ptr. 1:23). W tym wielkim momencie nastąpi radykalne oddzielenie „owiec” od „kozłów”, gdyż tylko jedni usłyszą: „Zbliżcie się, błogosławieni Mojego Ojca, weźcie w posiadanie Królestwo, przygotowane wam od założenia świata” (Mat. 25:34). Pan Jezus na samym początku Swej misji na ziemi zapowiedział wyraźnie, że „nie każdy, kto mówi do Mnie: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios, ale ten, kto spełnia wolę Mojego Ojca, który jest w niebie” (Mat. 7:21). I chociaż wielu będzie się usprawiedliwiać: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy w Twoim imieniu, czy w Twoim imieniu nie wypędzaliśmy demonów i w Twoim imieniu nie dokonywaliśmy wielu cudów?” (w. 22), to jednak usłyszą zdecydowane oświadczenie Chrystusa: „Nigdy was nie znałem, odstąpcie ode Mnie wy, którzy się dopuszczacie bezprawia” (w. 23).
Myślę, że współcześnie jest wielu chrześcijan, którzy nie znają tych słów, i nie chcą, aby im ktokolwiek je przypominał. Wielu nauczycieli w kościołach nie zwiastuje takiej ewangelii, wolą raczej mówić o tym, że łaskawy Bóg Ojciec przyjmie każdego, kto ma taką nadzieję. Przecież – mówią – Bóg jest miłością, i nikogo nie pośle do piekła. Zapomina się jednak, że oprócz miłości, święty Bóg nie przestaje być sprawiedliwym Bogiem. Dlatego apostoł Paweł, już na samym początku istnienia Kościoła wyprowadzał wierzących z błędu pisząc, że „Bóg nie pozwala szydzić z Siebie. Co bowiem człowiek posieje, to będzie zbierał” (Gal. 6:7).
Czyżby nasze zbawienie zależało od naszych uczynków? Przenigdy! Nasze uczynki są natomiast świadectwem prawdziwego odrodzenia z nasienia niezniszczalnego, czyli przez Słowo Boże, które jedynie trwa na wieki. Jeśli naprawdę zaufaliśmy Chrystusowi i poszliśmy Jego śladem, biorąc swój krzyż każdego dnia, „abyśmy tak, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, i my prowadzili nowe życie” (Rzym. 6:4). Jedynie, będąc wszczepieni w Niego, w prawdziwy krzew winny, możemy wydawać w naszym życiu prawdziwy owoc Duch Świętego.
Gdy przypomnimy sobie słowa, jakimi apostoł Paweł charakteryzuje chrześcijan czasów ostatecznych, to zrozumiemy, że wśród wierzących będzie wielu, „udających pobożność, ale odrzucających jej moc” (2 Tym. 3:5). Pozór, czyli zewnętrzna forma, nazewnictwo, ceremonie, tradycje,... to wszystko, co we współczesnym chrześcijaństwie zaczyna motywować ludzi do przyłączenia się. Można pewne wydarzenia nazywać poprawnie, jak np. „jedni sercem, jedni duchem”, albo „wolni w Chrystusie”, lecz czy naprawdę „szata zdobi człowieka”? Takie akcje porywają tysiące i w tłumie łatwiej jest wołać „Pani, Panie”. Lecz czy po takim „evencie” spadnie niemoralność i wzrośnie dobroć i miłość wśród ludzi na co dzień? Jak widzimy, w naszym tzw. "chrześcijańskim" narodzie, rośnie fala hejtu, który ostatnio wkrada się w szeregi pro katolickich przedstawicieli władzy.
Pan Jezus, Głowa Kościoła, daje wyraźne polecenie tym, których usprawiedliwił -„kto jest święty, niech się jeszcze uświęci” (Obj. 22:11). Czyżby nie wystarczyła świętość, jaką nabywa się w chwili narodzenia na nowo? Przecież Słowo Boże zapewnia nas, którzy weszliśmy na drogę odrodzenia, że już mamy życie wieczne, że jesteśmy „świętymi”, a szata sprawiedliwości Chrystusowej osłania nas przed świętym wzrokiem wszechwiedzącego i sprawiedliwego Boga. Dlaczego więc mamy jeszcze się uświęcać?
Posłuchajmy wspaniałej nauki apostoła Piotra, który wszedł na drogę, na której Pan prowadził go tam, gdzie nie chciał, aby swoją „śmiercią uwielbić Boga” (Jan 21:19). W liście do rozproszonych dzieci Bożych, czyli do tych, którzy nazywani zostali świętymi, Piotr pisał – „Jako posłuszne dzieci nie ulegajcie pożądliwościom, które kierowały wami wcześniej, gdy żyliście w nieświadomości, ale za przykładem świętego, tego, który was powołał, sami też bądźcie święci w swoim postępowaniu” (1 Ptr. 1: 14-16). Czyżby te słowa odnosiły się tylko do tych, którzy kiedyś byli rzucani dzikim zwierzętom na pożarcie, albo paleni na średniowiecznych stosach?
Myślę, że chrześcijanie naszej doby, zamiast dyskutowania na temat spędzania nago wolnego czasu w saunie, pokładając ufność w swojej wewnętrznej czystości myśli, powinni bardziej mieć na uwadze to wezwanie do świętości. Uważam, że nie powinno być przyzwolenia na nieuczciwość pośród nauczycieli Słowa Bożego, zakładając, że nawet przez „obłudne zwiastowanie” Bóg może zbawić grzesznika. Apostoł Paweł przestrzega wszystkich wierzących: "Tak więc każdy, kto myśli, że stoi, niech uważa, aby nie upadł" (1 Kor. 10:12).
Powrócę na koniec do apostoła Piotra, który mając na uwadze brak czujności w czasach ostatecznych, wzywał wierzących, uświęconych i oczyszczonych krwią Baranka, że „skoro to wszystko zostanie zniszczone, to jacy wy powinniście być w świętym postępowaniu i pobożności, oczekując przyjścia dnia Boga” (2 Ptr. 3: 11,12). Mając to właśnie na uwadze, Piotr pisze dalej: "Dlatego umiłowani, oczekując tego, postarajcie się, abyście zostali przez Niego znalezieni bez skazy i nagany w pokoju" (w. 14).
Jestem głęboko przekonany, że polecenie, jakie Pan Jezus kazał zapisać Janowi na wyspie Patmos „kto jest sprawiedliwy, niech jeszcze czyni sprawiedliwość, a ten, kto jest święty, niech się jeszcze uświęci” (Obj. 22:11), odnosi się szczególnie do Kościoła czasów ostatecznych, czyli do nas.
Henryk Hukisz
Wednesday, September 18, 2013
Kogo głosimy?
Sunday, September 15, 2013
Chrześcijański "cruse control"
P.S. Osobiście nie korzystam z "cruse control" podczas jazdy, nawet na autostradzie.
Monday, September 2, 2013
Przeklęte błogosławieństwo
Malachiasz, ostatni z proroków Starego Testamentu,
sformułował wiele kluczowych prawd o Bożych oczekiwaniach wobec Izraela. Pan
Jezus ujął tę samą myśl w rozmowie z Samarytanką, podkreślając: „Prawdziwi
czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i prawdzie, bo takich czcicieli
szuka Ojciec” (J 4,23). Malachiasz w swojej proroczej wizji szczegółowo
diagnozuje religijność narodu wybranego – pisze wprost o postępującym zaniku
bojaźni Bożej, co kontrastuje z uporczywym trwaniem ludu w zewnętrznych
ceremoniach.
We wstępie do proroctwa Bóg przypomina potomkom Jakuba o ich
wybraniu, które było wyrazem Jego ogromnej miłości. Pan błogosławił narodowi
przez wieki, mimo jego nieustannych niewierności. Boża miłość była tak
cierpliwa, że nawet wyrok siedemdziesięcioletniej niewoli babilońskiej miał na
celu jedynie opamiętanie ludu. Prorok, posługując się obrazem relacji
rodzinnej, pyta w imieniu Boga: „Syn czci ojca, a sługa swego pana. Jeżeli
jestem ojcem, gdzież jest cześć dla Mnie? A jeżeli jestem panem, gdzież jest
bojaźń przede Mną? – mówi Pan Zastępów” (Ml 1,6).
Pułapka religijnej rutyny
Izraelici, mimo żarliwych wezwań Pana do nawrócenia, trwali
w obrzędach, łudząc się, że Boga można oszukać. Już wcześniej prorok Izajasz
wskazywał na ten sam problem: mnożenie modlitw i świąt przy sercach dalekich od
Boga staje się dla Niego ciężarem. Bóg zażądał wówczas: „Nie składajcie
więcej ofiar bezwartościowych! [...] Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości”
(Iz 1,13).
Za czasów Malachiasza sytuacja była podobna, lecz bardziej
dramatyczna. Izraelici, ośmieleni brakiem natychmiastowej kary, zaczęli składać
ofiary z tego, co było ślepe, kulawe i chore. Rozbestwieni w tym procederze,
otwarcie twierdzili: „Stół Pana jest zbezczeszczony, a ofiarowany na nim
pokarm – to rzecz godna pogardy” (Ml 1,12). Wobec takiej postawy Bóg
odpowiedział stanowczo: „Rzucę na was przekleństwo i przeklnę wasze
błogosławieństwo. Przeklnę je, ponieważ nie bierzecie sobie tego do serca”
(Ml 2,2).
Jest to jedna z najsurowszych przestróg w Piśmie Świętym.
Istotą problemu był brak chęci oddawania Bogu czci, na jaką zasługuje – czyli
takiej, „która Mu się podoba: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią” (Hbr
12,28). Bóg, w swojej tęsknocie za autentyczną relacją, prosił niemal z
desperacją: „Kto między wami zamknie bramy świątyni, abyście nie zapalali
ognia na moim ołtarzu daremnie?” (Ml 1,10). Zamiast posłuchu, Juda uprawiał
duchowe cudzołóstwo, „zbezcześcił świątynię, którą Pan miłuje, i pojął za
żonę córkę obcego boga” (Ml 2,11).
Nadzieja dla narodów
Księga Malachiasza zawiera jednak wiele zapowiedzi zbawienia
dla pogan. Bóg, kontrastując hipokryzję Izraela z czcią innych narodów,
ogłasza: „Od wschodu słońca aż po jego zachód wielkie jest imię moje między
narodami, a na każdym miejscu składają kadzidło i czystą ofiarę memu imieniu,
bo wielkie jest imię moje między narodami – mówi Pan Zastępów” (Ml 1,11).
To proroctwo rzuca światło na słowa Jezusa o „prawdziwych czcicielach”, którzy
są mili Bogu.
Można zapytać: dlaczego współczesny Kościół miałby się tym
przejmować? Odpowiedź jest kluczowa. Apostoł Paweł przypomina, że „odrzucenie
ich (Izraela) stało się pojednaniem świata” (Rz 11,15), a chrześcijanie,
choć wywodzą się z „dzikiego drzewa oliwnego”, zostali wszczepieni w ten sam
korzeń. Paweł ostrzega: „Bacz, abyś i ty nie stał się nieostrożny! Jeśli
bowiem Bóg nie oszczędził gałęzi naturalnych, może nie oszczędzić i ciebie”
(Rz 11,21).
Kościół czasów ostatecznych
Studiując listy pasterskie Pawła do Tymoteusza, dostrzegam
przejmujący opis Kościoła czasów ostatecznych. Głównym niebezpieczeństwem jest
porzucenie zdrowej nauki. Paweł ostrzega: „Przyjdzie bowiem czas, kiedy nie
ścierpią zdrowej nauki, ale według swoich upodobań zbiorą sobie nauczycieli,
żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom”
(2 Tm 4,3-4).
Współczesny stan wspólnot jest łatwy do przewidzenia, gdy
przestaje się dbać o naukę apostolską. Paweł dwukrotnie diagnozuje przyczyny
tego stanu:
1. „Duch
wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach niektórzy odpadną od wiary, skłaniając
się ku duchom zwodniczym i naukom szatańskim, uwiedzeni obłudą kłamców...”
(1 Tm 4,1-2).
2. „W
dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi,
chełpliwi, pyszni [...] miłujący bardziej rozkosze niż Boga” (2 Tm 3,1-4).
Błędem byłoby sądzić, że te słowa dotyczą tylko świata
zewnętrznego. Paweł pisze o ludziach, „którzy przybierają pozór pobożności,
podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy” (2 Tm 3,5). To osoby,
które „zawsze się uczą, a nigdy dojść nie mogą do poznania prawdy” (w.
7). Jest to przerażający portret ludzi wierzących wewnątrz Kościoła.
Z niepokojem obserwuję, jak w naszych zborach przenikają
cechy Kościoła odstępczego. Przywódcy, zamiast reagować na ten proces, skupiają
się na innowacyjnych metodach uwielbienia, zapożyczonych ze świata. Koncerty i
programy społeczne często służą przypodobaniu się ludziom, a nie Bogu. Kiedyś
pastor dużego zboru wyznał mi, że musi studiować „zarządzanie masą ludzką”, by
lepiej zarządzać zborem. Ja natomiast – być może zbyt naiwnie – wierzyłem, że
to Duch Święty jest jedyną siłą kierowniczą w Kościele.
Czasem waham się, czy warto poddawać te zjawiska
szczegółowej analizie. Obawiam się, że będzie to tylko „głos wołającego na
pustyni”. Kto dziś zaryzykuje zastosować się do zachęty apostoła Pawła: „żebyś
niektórym nakazał nie nauczać błędnie” (1 Tm 1,3) i – jeśli trzeba – usunąć
ich ze zboru? Słowo Boże jest jasne: „Człowieka, który wywołuje
odszczepieństwo, po pierwszym i drugim upomnieniu unikaj” (Tt 3,10).
Zamiast tego, w imię źle pojętej tolerancji, pozwalamy takim osobom nauczać i
prowadzić wspólnoty.
Pamiętajmy jednak o łasce, która nas naucza, że Chrystus „wydał
samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie
lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach” (Tt 2,14). Natomiast autor
Listu do Hebrajczyków ostrzega: „Uważajcie, abyście nie zrezygnowali ze
słuchania Tego, który mówi. Jeśli bowiem tamci nie uniknęli kary, gdy
zrezygnowali ze słuchania Tego, który pouczał na ziemi, to o wiele
bardziej nie unikniemy jej my, którzy odwracamy się od Tego, który poucza
z niebios” (Hbr 12,25).
Brak błogosławieństwa w dzisiejszych zborach – co w
rzeczywistości jest stanem duchowego przekleństwa – może wynikać właśnie z prób
oszukiwania Boga i zapalania na ołtarzu Jego chwały „cudzego ognia”.
Henryk Hukisz
Sunday, September 1, 2013
Narodowa pamięć
Z niepokojem patrzę na dzielenie naszego narodu na lepszych i gorszych, na "dobrą zmianę" i "zdradzieckie mordy". Nawet rocznica II wojny staje się powodem do podkreślania różnic w pojmowaniu historii, tak głębokich, że organizuje się oddzielne obchody rocznicowe. Zamiast wojny, którą wspomina się, toczy się wewnętrzną wojnę podziału narodu, do tego stopnia, że wkrada się ten podział do wspólnot ludzi wierzących. Tego pojąc za nic nie potrafię, gdyż naszą prawdą jest Chrystus, a nie zrozumienie historii, którą zaczęto pisać na nowo.







