Eschatologia Nowego Testamentu nie jest chłodną, akademicką rozprawą o rzeczach ostatecznych, lecz jest pulsującym niepokojem i egzystencjalnym dramatem. Przejmujący opis w 2. Liście Piotra, w którym „niebiosa z hukiem przeminą, żywioły zaś zostaną zniszczone w ogniu, i ziemia, i te dzieła, które na niej zostaną znalezione” (2 Ptr 3,10), nie ma na celu wywołania taniej sensacji. Apostoł celowo kreśli obraz całkowitego zniszczenia materialnego świata, aby zderzyć go z pytaniem o jakość ludzkiego życia: „Skoro to wszystko zostanie zniszczone, to jacy wy powinniście być w świętym postępowaniu i pobożności?” (2 Ptr 3,11).
Dramatyzm ten potęguje fakt, że oczekiwaniu na powtórne
przyjście Chrystusa towarzyszy eschatologiczny paraliż wywołany przez czas. Gdy
obiecany Dzień Pański zdaje się opóźniać, w sercach wierzących rodzi się
śmiertelnie niebezpieczne znużenie. To właśnie w tę szczelinę zmęczenia
wślizgują się szydercy. Ich argumentacja jest przewrotna i uderza w sam
fundament Bożego porządku: „Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd
bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak od początku stworzenia” (2 Ptr
3,4). Podobne ostrzeżenie do chrześcijan czasów ostatecznych kieruje Juda: „Wkradli
się bowiem między was jacyś ludzie, od dawna skazani na potępienie, bezbożni,
którzy łaskę naszego Boga zamieniają na rozpustę i wypierają się naszego
jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa” (Jud 4).
Zuchwałość zwodzicieli polega na próbie wmówienia
Kościołowi, że historia jest zamkniętym, mechanicznym cyklem, w który Bóg nie
zaingeruje. W ten sposób zdejmują z człowieka odpowiedzialność moralną – skoro
nie ma sądu, teraźniejszość staje się placem zabaw dla ludzkich pożądliwości.
Apostoł Piotr nie jest odosobniony w swojej radykalnej
diagnozie zagrożeń. Dlatego kieruje do wybranych, przebywających
w rozproszeniu dramatyczne słowa: „Wy więc, umiłowani, wiedząc
o tym wcześniej, miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez błędy
ludzi nieprawych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku”(2 Ptr 3:17).
Cały Nowy Testament przeniknięty jest dramatycznym wołaniem o ochronę czystości
Ewangelii przed wewnętrzną infiltracją fałszywych proroków i nauczycieli. Apostołowie
rzadko ostrzegają przed wrogami zewnętrznymi – największy niepokój budzi błąd
rodzący się wewnątrz wspólnoty.
W pożegnalnej, niezwykle emocjonalnej mowie do starszych
Efezu w Milecie, Paweł kreśli proroczą i mroczną wizję przyszłości: „Wiem,
że po moim odejściu wejdą między was drapieżne wilki, które nie oszczędzą
trzody. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne
nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów” (Dz 20,29-30).
Użyte przez Pawła słowo „przewrotne” (diastremmena)
oznacza coś wykręconego, zniekształconego. Fałszywi nauczyciele nie tworzą
nowej religii od zera; biorą prawdę i subtelnie ją wykrzywiają, czyniąc z niej
śmiertelną truciznę. Dziś rzadko sprawdza się listy polecające u zapraszanych gościnnie
mówców. Nagradza się ich obfitymi oklaskami, gdyż mile łechcą uszy słuchaczy.
W pasterskich Listach Pawła dramatyzm eschatologiczny osiąga
punkt krytyczny. Apostoł wprost łączy odstępstwo doktrynalne z działaniem sił
ciemności: „Duch zaś wyraźnie mówi, że w czasach ostatecznych niektórzy
odejdą od wiary, dając posłuch zwodniczym duchom i naukom demonów” (1 Tm
4,1). Natomiast w 2 Liście do Tymoteusza Paweł dodaje, że będą to ludzie „udający
pobożność, ale odrzucający jej moc” (2 Tm 3,5). Zwiedzenie u schyłku
historii nie nosi maski jawnego satanizmu; nosi maskę religijnego humanizmu,
uładzonej, bezkonfliktowej duchowości, która schlebia ludzkim uszom, eliminując
krzyż, grzech i sąd.
Zbieżność myśli Piotra z innymi autorami widać wyraźnie w
Listach apostoła Jana oraz w Liście Judy. Jan bez ogródek stwierdza: „Dzieci,
jest już ostatnia godzina i tak, jak słyszeliście, antychryst nadchodzi,
a nawet wielu antychrystów już się pojawiło. Po tym właśnie poznajemy, że
jest ostatnia godzina” (1 Jn 2,18). Dla Jana pojawienie się heretyków
negujących wcielenie Syna Bożego jest znakiem, że świat wszedł w fazę końcowego
odstępstwa.
Z kolei Juda – w tekście niemal bliźniaczym do 2 Listu
Piotra – piętnuje bezbożników, którzy „łaskę naszego Boga zamieniają na
rozpustę” (Jud 4), i porównuje ich do błędu Balaama, szukających jedynie
własnego zysku. W obliczu tak zmasowanego ataku na wierność Kościoła, zarówno
Piotr, jak i Paweł nie poprzestają na diagnozie – zostawiają precyzyjną
strategię walki o przetrwanie do Dnia Pana.
Dla apostoła Pawła kluczem do zachowania stałości jest
radykalna wierność przekazanej nauki. W 2 Tesaloniczan 2,15 (w kontekście opisu
działania "człowieka bezprawia") woła: „Dlatego więc, bracia,
trwajcie i trzymajcie się mocno tradycji, którą przekazaliśmy wam ustnie
czy też za pośrednictwem naszego listu”. Stałość nie jest wynikiem
ludzkiego uporu, ale zakorzenienia w apostolskim depozycie wiary (paradosis).
W słynnym fragmencie z Listu do Efezjan Paweł przenosi tę
walkę w wymiar nadprzyrodzony: aby ostać się w dniach złych, chrześcijanin musi
przywdziać „pełną zbroję Bożą, abyście mogli stawić czoła zasadzkom diabła” (Ef
6,11), gdzie pasem jest prawda, a tarczą – wiara, zdolna zgasić pociski złego.
Apostoł Piotr w swoim Pierwszym Liście przygotowuje wiernych
na prześladowania i zwiedzenie, wskazując na eschatologiczny finał tych zmagań:
„A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który w Chrystusie powołał was do swojej
wiecznej chwały, po waszych krótkotrwałych cierpieniach, sam was udoskonali,
utwierdzi, umocni i postawi na twardym gruncie” (1 Ptr 5,10).
Zwróćmy uwagę na nagromadzenie synonimów stabilności: udoskonali,
utwierdzi, umocni, ugruntuje. To Boża odpowiedź na chwiejność świata.
Człowiek ma poddać się temu procesowi poprzez trzeźwość i czujność, bo „diabeł,
jak lew ryczący krąży i szuka, kogo pożreć” (1 Ptr 5,8).
Łącząc te wszystkie nici teologiczne, odkrywamy, dlaczego
Piotr na sam koniec swojego autorytetu apostolskiego domaga się jednoczesnej
czujności i wzrostu. Kościół zmierzający ku Dniowi Pana nie może być statycznym
muzeum, które jedynie bezczynnie pilnuje swoich eksponatów przed złodziejami.
Musi być okrętem, który płynie pod prąd eschatologicznego zwiedzenia.
Nasza „własna stałość” (sterigmos) staje się
bezpieczna tylko wtedy, gdy jest stale zasilana świeżą łaską i głębszym,
osobistym poznaniem Jezusa Chrystusa. Poza tą dynamiką rozwoju czeka nas
wyłącznie dryf i asymilacja przez prądy współczesnego świata.
Najlepszą bronią przed wszelkiego rodzaju diabelskim zwiedzeniem
jest nieustanne dążenie do lepszego poznania Chrystusa i Jego łaski. Sędziwy Boży sługa Piotr radzi: „Wzrastajcie
też w łasce i poznaniu naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa
Chrystusa. Jemu niech będzie chwała i teraz, i do dnia wieczności.
Amen” (2 Ptr 3:18).
Henryk Hukisz






