Świat, w którym żyjemy, często promuje rozwiązania siłowe. Wygrywa silniejszy, bardziej zdecydowany, ten, kto potrafi skuteczniej narzucić swoją wolę. Dlatego tak często jesteśmy świadkami demonstracji siły – tej fizycznej, ale także siły argumentów, pozycji, pieniędzy czy wpływów.
A jak jest w Bożym Królestwie?
Biblia pokazuje nam wiele historii, w których zwycięstwo
przychodzi nie przez siłę, lecz przez uniżenie, łagodność i zaufanie Bogu.
Jedną z takich historii jest niezwykłe spotkanie trzech ludzi: Dawida, Abigail
i Nabala. Każde z nich reprezentuje inną postawę. I być może w każdym z tych
bohaterów możemy odnaleźć cząstkę samych siebie.
Przyjrzyjmy się trójce tych bohaterów:
Pierwszym z nich jest Dawid. Nie jest jeszcze królem,
choć wie, że Bóg przeznaczył mu tę rolę. Nadal jednak musi uciekać i ukrywać
się przed Saulem.
Umarł właśnie wielki Boży prorok Samuel. Nad jego grobem, w
Ramie, zgromadzili się wszyscy Izraelici. Dawid natomiast nadal musiał się
ukrywać. Udał się więc na pustynię Paran, gdzie czekała na niego kolejna
lekcja, której – jak się okaże – bardzo potrzebował.
Przyszły król Izraela był wyczerpany, spragniony i głodny.
Wraz ze swoimi ludźmi zbliżał się do Maonu, gdzie mieszkał drugi bohater tej
historii – Nabal, jego daleki krewny. Nabal był człowiekiem bardzo
zamożnym. Posiadał kilka tysięcy owiec. Był właśnie czas strzyżenia owiec. Był
to okres radości, świętowania i cieszenia się owocami ciężkiej pracy pasterzy.
Trzecią bohaterką była Abigail – piękna i mądra
kobieta, której imię oznacza „radość ojca”. Miała szlachetne serce i
roztropność, której bardzo brakowało jej mężowi. Sam Nabal miał imię, które
można rozumieć jako „głupiec” czy „niegodziwiec”, i jego charakter rzeczywiście
odpowiadał temu określeniu.
Okoliczności, w jakich doszło do spotkania tych trojga,
mogłyby stanowić kanwę dobrego filmu.
Dawid potrzebował pomocy. Na pustyni nie było wielu miejsc,
w których można było zdobyć żywność dla tak dużej grupy ludzi. Posłał więc
swoich sług do Nabala z prośbą o podzielenie się jedzeniem.
Dawid nie przychodził jednak jak ktoś, kto chce coś wymusić.
Wręcz przeciwnie. Okazał Nabalowi szacunek i przypomniał o przyjaznych
relacjach między nimi. Jego pasterze, którzy wcześniej przebywali w pobliżu
ludzi Dawida, byli dobrze traktowani.
Dlatego Dawid polecił swoim sługom powiedzieć: „Bądź
zdrów! Pokój tobie i pokój twemu domowi. Pokój wszystkiemu, co do ciebie
należy!” (1 Sm 25:6).
Wydawałoby się, że dalszy ciąg tej historii powinien być
spokojny i życzliwy. Tak się jednak nie stało. Nabal, o którym Biblia mówi, że
był człowiekiem nieokrzesanym i znanym z niecnych postępków, odmówił Dawidowi
pomocy. Co więcej, zachował się tak, jakby w ogóle go nie znał. Potraktował go
jak jednego z wielu zbuntowanych ludzi, którzy w tamtych czasach wałęsali się
po górach.
A przecież był to czas świętowania. Nabal miał powód do
radości – jego stada przyniosły mu obfity plon. Mimo to jego serce było pełne
egoizmu. Myślał przede wszystkim o tym, co posiada i czego nie chce nikomu
oddać. Odpowiedział: „Czy mam wziąć swój chleb, swoją wodę i mięso ze
zwierząt, które ubiłem dla moich postrzygaczy i oddać ludziom,
o których nie wiem, skąd są?” (1 Sm 25:11). To krótkie zdanie bardzo
dobrze pokazuje sposób myślenia Nabala: moje, moje i jeszcze raz moje.
Kiedy Dawid dowiedział się o odpowiedzi Nabala, ogarnął go
gniew. Można powiedzieć, że krew zagotowała się w jego żyłach. I właśnie tutaj
pojawia się paradoks.
Ten sam Dawid, który wcześniej potrafił powstrzymać się
przed zabiciem Saula, teraz był gotowy dokonać krwawej zemsty na całym domu
Nabala. Przecież miał już wiele powodów, aby zabić Saula. Kiedy pewnego razu
znalazł go śpiącego w jaskini, mógł odciąć mu głowę. Zamiast tego odciął
jedynie kawałek jego płaszcza.
Tym razem jednak emocje wzięły górę. Szkoda, że Dawid nie
znał jeszcze rady, którą wiele wieków później apostoł Paweł skierował do
wierzących w Efezie: „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie, niech słońce nie
zachodzi nad waszym gniewem. Nie dawajcie miejsca diabłu” (Ef 4:26–27).
Dawid nie zamierzał czekać. Stanął na czele czterystu
uzbrojonych wojowników i ruszył przeciwko Nabalowi. Chciał zniszczyć jego dom i
zgładzić wszystkich jego domowników.
W tym momencie do historii wkracza Abigail.
Kiedy Abigail dowiedziała się, co zamierza zrobić Dawid,
natychmiast podjęła działanie. Nie próbowała odpowiedzieć siłą na siłę. Nie
szukała przewagi. Nie próbowała udowodnić, że ma rację. Wybrała uniżenie. Jakby
znała słowa apostoła Pawła: „Nie kierujcie się kłótliwością i próżną
chwałą, ale z pokorą jedni drugich uznawajcie za ważniejszych od siebie”
(Flp 2:3).
Abigail przygotowała dużą ilość żywności dla Dawida i jego
ludzi. Następnie wyszła mu naprzeciw. A kiedy go zobaczyła, „upadła przed
Dawidem twarzą ku ziemi i oddała mu pokłon. Upadła mu do stóp
i powiedziała: Panie mój! To ja jestem winna. Niech jednak będzie wolno
twojej służebnicy przemówić do ciebie, a ty zechciej wysłuchać słów twojej
służebnicy” (1 Sm 25:23,24).
To niezwykły obraz uniżenia.
Pomyślmy o sytuacji Abigail. Była żoną bardzo bogatego
człowieka. Nie musiała przecież padać do nóg Dawida. Mogła bronić swojego męża,
mogła się oburzyć, mogła odpowiedzieć gniewem na gniew.
A jednak tego nie zrobiła.
Stanęła przed człowiekiem, którego jej mąż wcześniej nazwał
buntownikiem, i poprosiła go o łaskę. Jej siłą nie była przewaga. Jej siłą była
pokora.
Właśnie dlatego postawa Abigail jest dla mnie jednym z
pięknych obrazów tego, co widzimy w Chrystusie. Apostoł Paweł napisał: „On,
będąc w postaci Bożej, nie wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale umniejszył
samego siebie, gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi. A w tym,
co zewnętrzne, dał się poznać jako człowiek” (Flp 2:6–7). Uniżenie
Chrystusa nie było oznaką słabości. Było świadomym wyborem miłości i
posłuszeństwa Ojcu. Taką postawę może w nas kształtować jedynie Duch Święty. To
On prowadził Chrystusa podczas Jego ziemskiego życia i to On może przemieniać
również nasze serca. Nie możemy jednak zapominać, że Chrystus nie tylko sam
przyjął postawę uniżenia. On wezwał swoich naśladowców, aby szli Jego śladami.
Tę myśl podjął apostoł Paweł, pisząc: „Niech wasze
myślenie będzie myśleniem Chrystusa Jezusa” (Flp 2:5). Paweł doskonale
wiedział, że człowiek nie jest w stanie wypracować w sobie takiej postawy
wyłącznie własnymi siłami. Potrzebujemy działania Ducha Świętego. Dlatego wśród
postaw, które powinny charakteryzować człowieka żyjącego w społeczności z
Bogiem, znajdujemy również tę: „Bądźcie poddani jedni drugim, trwając w
bojaźni Chrystusa” (Ef 5:21).
Abigail nie mogła znać jeszcze mądrych rad, którymi Salomon
później dzielił się z czytelnikami Biblii. A jednak jej życie pokazywało prawdę
zawartą w tych słowach: „Łagodna odpowiedź uśmierza wściekłość, ostre słowo
wywołuje gniew” (Prz 15:1). W innym miejscu czytamy: „Cierpliwością
można przekonać zwierzchnika, łagodny język łamie kości” (Prz 25:15). To
niezwykłe zdanie. Łagodność może zrobić coś, czego nie osiągnie siła.
Czasami jedno spokojne słowo potrafi zatrzymać lawinę
gniewu. Jedna pokorna odpowiedź może przerwać konflikt, który za chwilę
wymknąłby się spod kontroli. Ten sam Duch Święty natchnął później apostoła
Piotra, który radził wierzącym w Chrystusa, aby byli gotowi odpowiadać na
zarzuty: „Czyńcie to jednak łagodnie i z bojaźnią, mając czyste
sumienie, aby przez to, czym jesteście szkalowani, zostali zawstydzeni ci,
którzy znieważają wasze dobre postępowanie w Chrystusie” (1 Ptr 3:16).
Abigail właśnie tak postąpiła. Nie zwyciężyła Dawida siłą. Zwyciężyła
go łagodnością.
Warto na końcu zadać pytanie: jak to wydarzenie wpłynęło na
troje bohaterów?
Dawid zrozumiał, jak blisko był wielkiego błędu. Abigail
przypomniała mu o Bożej obietnicy i o roli, jaką Bóg dla niego przygotował: „Kiedy
zaś Pan udzieli mojemu panu wszelkiego dobra, które zapowiedział, i ustanowi
cię księciem nad Izraelem” (1 Sm 25:30). Być może właśnie te słowa pomogły
mu spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Zrozumiał, że nie może pozwolić,
aby jeden akt zniewagi odebrał mu panowanie nad własnymi emocjami.
Dlatego powiedział do Abigail: „Błogosławiony niech
będzie PAN, Bóg Izraela, który wysłał cię dziś na spotkanie ze mną. Błogosławiona
niech będzie również twoja roztropność i ty, która powstrzymałaś mnie dziś
przed rozlewem krwi i przed osobistą zemstą. Bądź błogosławiona!” (1
Sm 25:32–33). Dawid przyznał, że potrzebował kogoś, kto powstrzyma go przed
działaniem pod wpływem gniewu.
Abigail swoją łagodnością i uniżeniem nie tylko uratowała własne życie i życie pozostałych domowników. Jej postawa zmieniła także bieg wydarzeń w jej własnym życiu.
Po śmierci Nabala Dawid posłał do niej swoich sług z propozycją małżeństwa: „Potem Dawid wysłał do Abigail posłańców, by jej powiedzieli, że chce ją wziąć sobie za żonę” (1 Sm 25:39).
Kobieta, która zdecydowała się odpowiedzieć łagodnością na
gniew, została wyniesiona do nowej roli u boku przyszłego króla Izraela.
Nabal natomiast pozostał taki, jaki był. Nie
wyciągnął wniosków. Nie zmienił swojego sposobu myślenia. Wyprawił ucztę i upił
się do nieprzytomności, aż jego „serce w nim zamarło i cały
skamieniał” (1 Sm 25:37).
Jego historia przypomina słowa Chrystusa o człowieku, który
gromadził dla siebie dobra, ale nie myślał o wieczności: „Głupcze, tej nocy
zażądają od ciebie twojej duszy! Czyje więc będzie to, co zgromadziłeś?” (Łk
12:20).
Bóg jednak, w swojej dobroci, daje człowiekowi czas na
zmianę i upamiętanie. Nabal tego czasu nie wykorzystał: „Po dziesięciu
dniach PAN poraził Nabala i ten umarł” (1 Sm 25:38).
Ta historia stawia przed nami bardzo współczesne pytanie: Żyjemy w świecie, w którym często uważa się,
że trzeba być silnym, twardym i zdecydowanym. Trzeba walczyć o swoje,
odpowiedzieć tym samym, nie pozwolić, aby ktoś nas poniżył.
Biblia pokazuje jednak inną drogę.
Dawid miał siłę. Miał czterystu uzbrojonych ludzi i mógł
dokonać zemsty.
Nabal miał bogactwo. Miał wszystko, czego potrzebował, aby
podzielić się z innymi.
Abigail miała natomiast coś, co okazało się najpotężniejsze
– pokorę, roztropność i łagodność.
Ta historia przypomina nam, że prawdziwą siłą nie zawsze jest
zwycięstwo nad drugim człowiekiem. Czasami największym zwycięstwem jest
zwycięstwo nad własnym gniewem, ambicją i potrzebą udowodnienia swojej racji.
Apostoł Piotr zostawił nam zapewnienie: Bóg „nie chce,
aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy się nawrócili” (2 Ptr 3:9).
Droga do Boga nie prowadzi przez pychę i samowystarczalność.
Prowadzi przez uniżenie, pokutę i zaufanie Temu, który sam uniżył się dla nas. To
właśnie przez tę drogę możemy znaleźć się wprost w objęciach naszego Oblubieńca
– Jezusa Chrystusa.
A teraz warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie osobiste
pytanie: Który z tych trzech bohaterów najbardziej przypomina mnie w mojej
postawie wobec drugiego człowieka – Dawid, który pozwala, aby gniew przejął
kontrolę, Nabal, który myśli przede wszystkim o sobie, czy Abigail, która
odpowiada łagodnością i uniżeniem?
Jestem przekonany, że odpowiedź jest oczywista
Henryk Hukisz






