Mieszkańcy Aten lubili mówić i słuchać. Interesowały ich
nowe idee, nowe poglądy i nowe nauki. Ich uwagę przyciągało wszystko, co było
nowe i nieznane. Można odnieść wrażenie, że samo słuchanie nowinek stało się
dla nich sposobem spędzania czasu. Chcieli wiedzieć, co jeszcze można wiedzieć
o świecie, bogach, człowieku i życiu.
W takim właśnie środowisku znalazł się apostoł Paweł.
Jego pojawienie się w Atenach mogło zostać potraktowane jako
pojawienie się kolejnego nauczyciela, który przynosi jakąś nową naukę. Łukasz
rzeczywiście zauważa, że niektórzy Ateńczycy mówili o Pawle: „Zdaje się, że
jest zwiastunem obcych bogów” (Dz 17,18). Byli gotowi go wysłuchać,
ponieważ przypuszczali, że ma do powiedzenia coś, czego jeszcze nie znali.
Paweł jednak nie przychodzi na ateński Areopag jako dostawca
religijnych nowinek. Nie staje przed nimi po to, aby zaprezentować własną
filozofię Boga ani przedstawić swoją osobistą koncepcję religii. Nie przychodzi
również po to, aby dopasować przesłanie Ewangelii do gustu swoich słuchaczy.
Przychodzi jako zwiastun Chrystusa.
W Dz 17,23 mówi: „To więc, co czcicie, nie znając, to ja
wam zwiastuję”. Używa tutaj słowa καταγγέλλω (katangellō), które
oznacza ogłaszać, obwieszczać, publicznie zwiastować. Paweł nie mówi: „Opowiem
wam, co ja myślę o Bogu”. Nie przedstawia własnej opinii jako religijnej
prawdy. Mówi: „To ja wam zwiastuję”.
To jest zasadnicza różnica między prawdziwym zwiastowaniem a
przekazywaniem własnych religijnych przemyśleń. Kaznodzieja nie jest autorem
przesłania. Jest jego heroldem. Herold w świecie starożytnym nie tworzył
wiadomości, którą miał ogłosić. Otrzymywał ją od władcy i miał ją wiernie
przekazać. Mógł mieć własny głos i własny sposób mówienia, ale nie miał prawa
zmieniać treści otrzymanego orędzia.
Tak samo jest z kerygmatem. Greckie κήρυγμα (kērygma)
oznacza obwieszczenie, proklamację, zwiastowanie. Kazanie nie jest opowiadaniem
własnych przemyśleń na temat Boga. Nie jest religijnym komentarzem, który
kaznodzieja tworzy według własnego uznania. Jest ogłoszeniem tego, co zostało
mu powierzone.
Dlatego Paweł, przemawiając do Ateńczyków, nie dostarczał im
kolejnej porcji informacji przeznaczonej do zaspokojenia ich ciekawości. On skonfrontował
ich z prawdą o Bogu.
Paweł mówił o Bogu, który stworzył świat i wszystko, co na
nim istnieje. Mówił o Bogu, który jest Panem nieba i ziemi i który „nie
mieszka w świątyniach zbudowanych ręką”. Mówił o Bogu, któremu nie służy
się ludzkimi rękoma, „jak gdyby czegoś potrzebował”, ponieważ to On sam
daje wszystkim życie, oddech i wszystko.
W tym miejscu pojawia się niezwykle ważna myśl. Bóg nie jest
dziełem rąk człowieka. Greckie określenie χειροποίητος (cheiropoiētos)
oznacza coś „uczynionego ręką”, „dzieło rąk ludzkich”. Człowiek może stworzyć
posąg, zbudować świątynię i stworzyć religijny system, ale nie może stworzyć
Boga, gdyż Bóg „nie jest uzależniony od posługi rąk ludzkich, jak gdyby
czegoś potrzebował” (Dz 17,25).
Bóg jest Stwórcą, a człowiek stworzeniem.
Ta prawda ma również ogromne znaczenie dla kaznodziejstwa.
Skoro Bóg nie jest dziełem ludzkich rąk, również Jego Słowo nie może stać się
dziełem ludzkiego umysłu. Kaznodzieja nie ma prawa tworzyć własnego „Boga” z
fragmentów Biblii ani budować własnego przesłania, a następnie podpierać go
wyrwanymi z kontekstu wersetami.
Jego zadaniem jest zwiastować to, co Bóg powiedział.
I właśnie tutaj przesłanie Pawła z Aten jest nawiązaniem do
słów skierowanych później do Koryntian: „Nie jesteśmy przecież jak wielu
innych handlarzami Słowem Boga, lecz przemawiamy w Chrystusie, jak ludzie
odznaczający się szczerością, jak ludzie posłani od Boga i stojący przed
Bogiem” (2 Kor 2,17).
Określenie „handlować Słowem Bożym” jest niezwykle mocne.
Paweł nie chce być człowiekiem, który wykorzystuje Słowo Boże do własnych
celów. Nie chce manipulować nim tak, aby osiągnąć własną korzyść, zdobyć
popularność czy potwierdzić własne poglądy. Słowo Boże nie jest towarem, którym
można dowolnie handlować. Nie jest materiałem, który można dowolnie przetwarzać,
aby dostosować je do potrzeb odbiorcy. O takich kaznodziejach Paweł pisał do
Tymoteusza: „Nadejdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie będą znosić, ale
według własnych pożądań będą sami sobie dobierać nauczycieli, którzy wyjdą
naprzeciw ich oczekiwaniom” (2 Tm 4,3).
Analizując sytuację, jaka zaistniała w Atenach, widzimy jak
bardzo aktualne zagrożenie występuje w obliczu współczesnego chrześcijaństwa.
Żyjemy w świecie, w którym dostęp do informacji jest
praktycznie nieograniczony. Wystarczy otworzyć YouTube, aby w ciągu kilku
sekund znaleźć setki, a nawet tysiące kazań, wykładów, komentarzy i „objawień”
dotyczących Biblii. Możemy słuchać jednego kaznodziei, następnie drugiego,
trzeciego i dziesiątego. Możemy porównywać ich interpretacje, poznawać ich
opinie i śledzić najnowsze odkrycia.
Sam internet nie jest problemem. Może być bardzo pożytecznym
narzędziem. Problem zaczyna się wtedy, gdy internetowe źródła zaczynają
zastępować źródło podstawowe, którym dla chrześcijanina jest Pismo Święte.
Można bowiem dojść do bardzo paradoksalnej sytuacji:
człowiek słucha coraz więcej kazań o Biblii, a coraz mniej czyta samą Biblię.
Zna poglądy wielu kaznodziejów, ale coraz słabiej zna tekst Pisma Świętego.
Wie, co powiedział jakiś popularny nauczyciel na YouTube, ale nie sprawdził,
czy rzeczywiście tak mówi Słowo Boże. Wtedy pytanie: „Co mówi Biblia?” zostaje
niepostrzeżenie zastąpione pytaniem: „Co powiedział ten kaznodzieja?” i jego
przesłanie stanowi treść zwiastowania.
To jest poważne niebezpieczeństwo.
Ateńczycy chcieli słuchać czegoś nowego. Współczesny
człowiek może również zostać uzależniony od nowości. Jedna wiadomość prowadzi
do następnej, jeden zapis wideo do kolejnego, jedna „nowa interpretacja” do
następnej. W świecie YouTube nowość jest szczególnie atrakcyjna, ponieważ
algorytmy nieustannie podpowiadają człowiekowi kolejne treści.
Można więc stworzyć sobie współczesny Areopag we własnym
domu. Nie trzeba już iść na ateński plac, aby słuchać nowych nauczycieli.
Wystarczy ekran komputera lub telefonu. I właśnie dlatego współczesny Kościół
potrzebuje szczególnej ostrożności. Nie każda nowa interpretacja jest prawdą.
Nie każde „odkrycie” jest objawieniem. Nie każdy człowiek, który mówi o Biblii,
jest jej wiernym zwiastunem.
Chrześcijanin powinien wracać do podstawowego pytania: „Co
mówi Słowo Boże a nie co jest teraz popularne?” „Co powiedział
najpopularniejszy kaznodzieja?” „Jakie jest najnowsze odkrycie na YouTube?” Nadal
fundamentem zwiastowania jest: „Co rzeczywiście mówi Bóg?”
Paweł, stojąc przed Ateńczykami, nie próbuje ich zaspokoić
kolejną nowinką. Jego przesłanie nie kończy się na informacji. Prowadzi do
decyzji. Bóg, którego Paweł zwiastuje, jest Stwórcą, ale również Sędzią.
Człowiek jest odpowiedzialny przed Bogiem. Dlatego Paweł mówi: „Bóg wzywa
teraz wszędzie i wszystkich ludzi, aby się nawracali” (Dz 17,30).
Następnie ogłasza, że Bóg wyznaczył dzień sądu i dał tego dowód wszystkim,
wzbudzając Chrystusa z martwych.
Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czym jest zwiastowanie?” To nie jest dzielenie się ze słuchaczami jakąś
ciekawostką czy inną nowinką. To również nie jest osobistą filozofią Pawła. To
jest Boże przesłanie skierowane do człowieka.
Kazanie nie ma przede wszystkim zaspokajać ludzką ciekawość.
Ma doprowadzić człowieka do spotkania z prawdą i postawić go wobec konieczności
odpowiedzi.
Dlatego prawdziwe kaznodziejstwo nie powinno być konkursem
na najbardziej oryginalne kazanie. Nie chodzi o to, aby po jego zakończeniu
słuchacze nagradzali go oklaskami mówiąc: „Ależ ten człowiek ma ciekawe
pomysły!”. Najważniejsze pytanie brzmi: „Czy usłyszeliśmy Słowo Boże? Czy
zobaczyliśmy Chrystusa? Czy zostaliśmy wezwani do wiary, pokuty i
posłuszeństwa?”
Paweł sam określa granicę swojego powołania niezwykle jasno:
„Nie siebie samych bowiem głosimy, lecz Jezusa Chrystusa jako Pana, siebie
natomiast jako wasze sługi z powodu Jezusa” (2 Kor 4,5). Nad każdą
chrześcijańską kazalnicą powinno wisieć oczywiste przesłanie: „Nie głosimy
samych siebie”.
Kaznodzieja może mieć osobowość, talent, wiedzę i własny
sposób przekazywania myśli. Może korzystać z doświadczenia i różnych narzędzi.
Ale kiedy staje przed Kościołem, nie otrzymuje prawa do zastąpienia Bożego
przesłania własnym. Może wyjaśniać Słowo, ale nie może go poprawiać. Może
zastosować Słowo do współczesnego życia, ale nie może zmienić jego znaczenia. Może
korzystać z internetu, ale nie może uczynić z YouTube źródła prawdy. Może
słuchać innych kaznodziejów, ale musi wszystko sprawdzać w świetle Pisma. Prawdziwy
kaznodzieja nie prowadzi ludzi do siebie. Prowadzi ich do Chrystusa.
Dlatego problemem współczesnego Kościoła nie jest brak
informacji. Mamy ich więcej niż kiedykolwiek. Problemem może być to, że ogrom
informacji przesłania nam źródło. Możemy znać tysiące opinii o Biblii i nie
znać Biblii. Możemy słuchać setek kazań i nie słyszeć Boga, ponieważ ciągle
słuchamy człowieka. Możemy codziennie oglądać chrześcijańskie filmy, a
jednocześnie coraz rzadziej otwierać Pismo Święte. Dlatego potrzebujemy powrotu
do prostoty.
Paweł stanął na ateńskim Areopagu pośród ludzi, którzy
uwielbiali nowinki, ale nie stał się producentem nowinek. Stał się zwiastunem
prawdy. Nie głosił siebie. Nie handlował Słowem. Nie tworzył własnego Boga. Nie
próbował zadowolić słuchaczy. On po prostu zwiastował Słowo Boże.
Współczesny Kościół nie potrzebuje kolejnego ateńskiego
Areopagu, na którym każdy mówi co chce powiedzieć.
Kościół potrzebuje kaznodziejów, którzy — jak Paweł —
potrafią stanąć pośród ludzi i powiedzieć: „Ja wam zwiastuję Chrystusa”.
Henryk Hukisz





