Zauważyłem, że z biegiem lat w życiu każdego, kto idzie za Jezusem, pojawia się kluczowe pytanie: „Czy jestem wytrwały?” Nie chodzi tu o kryzys wiary, ale o realny sprawdzian jakości naszej służby. To weryfikacja tego, co zadeklarowaliśmy na samym początku naszej drogi z Jezusem.
Kiedy
zastanawiam się nad naszą lojalnością wobec Pana, zawsze wraca do mnie pytanie,
które zadał sam Jezus: „Czy jednak Syn Człowieczy zastanie wiarę na ziemi,
gdy przyjdzie?” (Łk 18:8).
Tym
retorycznym pytaniem Jezus podsumował przypowieść o wytrwałości w modlitwie.
Opisał w niej historię wdowy, która nie dawała spokoju sędziemu o fatalnej
reputacji – człowiekowi, który „nie bał się Boga i nie liczył się
z ludźmi” (w. 2). Ostatecznie ten cyniczny urzędnik, bojąc się
o własne bezpieczeństwo i mając dość uporu kobiety, spełnił jej prośbę. Jezus
był poruszony faktem, że ludzie tak łatwo odpuszczają modlitwę, co w efekcie
prowadzi do erozji ich wiary. Jednocześnie Chrystus, znając doskonale charakter
swojego Ojca, zapewnił, że Bóg „natychmiast weźmie ich w obronę” (w.
8) tych, którzy nie przestają do Niego wołać.
Wytrwałość
to absolutny fundament relacji z Bogiem. O ile przyjęcie zbawienia przez wiarę
jest startem, o tyle wytrwałość jest paliwem na całą trasę. Myślę, że właśnie
to miał na myśli Chrystus, mówiąc: „A kto wytrwa do końca, ten będzie
zbawiony” (Mt 24:13).
Biblia jest
pełna fascynujących historii ludzi, którzy mimo ogromnej presji i wysokich
kosztów, dochowali swoją wierność do mety. Moimi osobistymi bohaterami są Jozue
i Kaleb. Ci dwaj zwiadowcy, nie zważając na panikę i hejt większości, lojalnie
wykonali swoje zadanie. Po dekadach pustynnej tułaczki całego narodu, o nich
dwóch wciąż mówiono, że „okazali PANU pełne posłuszeństwo” (Lb 32:12).
W innym przekładzie jest powiedziane, że „wiernie wytrwali przy Panu”. Efekt? Tylko oni z ogromnej rzeszy ludzi
wyprowadzonych z Egiptu weszli do Ziemi Obiecanej.
Bóg promuje
wytrwałość, bo to jedyna postawa, która przetrwa próbę czasu. Gdy Dawid kończył
swoją misję i przekazywał stery Salomonowi, Bóg postawił sprawę jasno: „Umocnię
jego królestwo na zawsze, jeśli wytrwale będzie wypełniał Moje przykazania
i Moje polecenia, jak w tym dniu” (1 Krn 28:7). Niestety,
historia Salomona kończy się smutnym wnioskiem – „dopuszczał się zła
w oczach PANA i nie był w pełni posłuszny PANU, tak jak był
Dawid, jego ojciec” (1 Krl 11:6).
Genialnym
przykładem wytrwałości jest Hiob. Mimo niewyobrażalnego bólu i presji, by
zwątpić w sens Bożej opieki, nie przestał wierzyć w dobroć i mądrość Stwórcy.
Oczywiście, jako człowiek z krwi i kości, miał swoje kryzysy i pytał: „Skąd
wezmę siłę, abym mógł wytrwać? Czego oczekuję, że trwam w cierpliwości?”
(Hi 6:11). Jednak finał jego życia to potężne wyznanie: „Wiem, że Ty
wszystko możesz i nie ma zamysłu, którego nie mógłbyś spełnić” (Hi 42:2).
Nasza
wytrwałość codziennie przechodzi crash-test. Codzienność kusi nas, by choć na
chwilę odpuścić wartości. Zachętą mogą być słowa Jezusa do uczniów: „Wy
jesteście tymi, którzy wytrwali wraz ze Mną w Moich doświadczeniach” (Łk
22:28). Pamiętamy jednak, że w tej grupie był ktoś, kto pękł i sprzedał
swoją lojalność za trzydzieści srebrników.
Dlatego
apostoł Paweł i inni liderzy wczesnego Kościoła tak mocno podkreślali wagę wytrwałości
w decyzjach dla Boga. Paweł często chwalił zbory za ich „upór” w dobrym: „tak
że my sami w Kościołach Boga chlubimy się waszą wytrwałością i wiarą
we wszystkich waszych prześladowaniach i uciskach, które znosicie” (2
Tes 1:4). Jakub z kolei pokazywał, że wytrwałość to proces, który nas
szlifuje: „Wytrwałość zaś niech się przejawia w doskonałym dziele, abyście
byli doskonali, nienaganni, bez żadnych braków” (Jk 1:4). Jako dowód
podawał Hioba: „Słyszeliście o wytrwałości Hioba i zobaczyliście, jaki
koniec przygotował mu Pan, bo Pan jest pełen współczucia i miłosierny” (Jk
5:11).
Temat ten
był też kluczowy dla Jezusa w Jego listach do siedmiu zborów. Jako Pan
Kościoła, który znał rzeczywisty stan ich serc, mówił bez owijania w bawełnę: „Znam
twoje czyny, trud, wytrwałość i to, że nie możesz znieść złych. Poddałeś
również próbie tych, którzy nazywają siebie apostołami, a nimi nie są,
i odkryłeś, że są kłamcami” (Ap 2:2).
Bardzo
trafia do mnie to sformułowanie: „Nie możesz znieść złych”. To wezwanie
do asertywności wobec duchowej prowizorki i ludzi, którzy tylko udają wiarę. Skoro
Judasz pękł, nam też grozi duchowe zmęczenie materiału i chęć pójścia na
skróty. A przecież nie znamy daty powrotu Pana. Co jeśli zastanie nas w
momencie „przerwy” w byciu wiernym?
Chciałbym,
aby o każdym z nas Jezus mógł powiedzieć to, co o wspólnocie w Tiatyrze: „Znam
twoje czyny, miłość, wiarę, służbę i wytrwałość, i twoje ostatnie czyny, które
są większe od pierwszych” (Ap 2:19). To jest prawdziwy sukces –
tendencja wzrostowa w owocowaniu, a nie „duchowa emerytura”. Wszystko sprowadza
się do prostej zasady winnego krzewu: „Kto trwa we Mnie, a Ja
w nim, ten przynosi obfity owoc, bo beze Mnie nic nie możecie uczynić”
(Jn 15:5).
Na koniec zadam
te trzy ważne pytania, które domkną refleksję i skłonią czytelnika do realnego
rachunku sumienia w kontekście testu wytrwałości:
1.
Czy moja dzisiejsza relacja z Bogiem opiera się na świeżym zaangażowaniu,
czy tylko na „rozpędzie” z dnia moich duchowych narodzin? (Innymi słowy: czy wciąż biegnę, czy
już tylko toczę się siłą rozpędu?)
2.
W którym obszarze mojego życia najczęściej kusi mnie, by pójść na
„duchowe skróty” i odpuścić Boże zasady dla chwilowego świętego spokoju?
3.
Gdyby Pan Jezus powrócił w tej konkretnej minucie, czy zastałby mnie „w
procesie” wydawania owocu, czy na duchowym urlopie?
Henryk Hukisz






