Czas żniw zawsze weryfikuje prawdę o tym, co zostało włożone w ziemię – żaden rolnik nie spodziewa się przecież pszenicy tam, gdzie zasiał chwasty. Choć w świecie ducha ta zasada jest równie bezwzględna, często żyjemy łudząc się, że konsekwencje naszych zaniedbań w jakiś sposób nas ominą. Zanim jednak spojrzymy na tragiczne żniwa przemocy na ulicach współczesnych miast i w cyfrowym świecie naszych dzieci, warto zatrzymać się nad prostym, lecz niezwykle uniwersalnym prawem duchowym, o którym przypomina nam Pismo Święte..
Chcę nawiązać do wydarzenia sprzed 14. lat, gdy w Chicago
panowała wręcz świąteczna atmosfera. Jeden z głównych kanałów informacyjnych, ABC
7 News, poinformował, że w uroczystościach dziękczynnych wziął udział sam
burmistrz miasta oraz „top cop” – szef policji. W jednym z kościołów
najbardziej zaangażowanych w walkę z przestępczością odbyła się specjalna uroczystość.
Przyczyną tak uroczystego wydarzenia był fakt, że na ulicach miasta przez pełne
48 godzin nie doszło do żadnej strzelaniny.
Problem przemocy na ulicach Chicago od lat spędza sen z
powiek władzom tej ogromnej aglomeracji. Uliczne gangi opanowują coraz większe
obszary miasta, przenosząc się również do północnych dzielnic, gdzie dotychczas
panował względny spokój. Zaledwie dwie doby bez strzałów rozbudziły nadzieję na
odwrócenie tego katastrofalnego pędu do zabijania niewinnych ludzi. Pojawiły
się nawet pomysły, aby do najniebezpieczniejszych rejonów miasta wprowadzić
wojsko.
Zaskoczyła mnie ogromna pompa, z jaką obwieszczano te dwa
spokojne dni w miejscu, gdzie ludzie przywykli już do doniesień o codziennych
krwawych porachunkach. Wiele organizacji społecznych stara się walczyć z tym
zjawiskiem, jednak bez większych rezultatów.
Od wydarzenia, jakim rozpocząłem to rozważanie minęło czternaście
lat. Warto i dzisiaj zadać proste i fundamentalne pytanie: skąd bierze się ta
przemoc i czym dziś karmią się umysły młodego pokolenia?
Gdy przyjrzymy się codzienności dzieci i młodzieży,
odpowiedź staje się jasna. Dawniej źródłem niepożądanych wzorców były głównie
gry komputerowe i hollywoodzkie filmy. Dziś to zjawisko przybrało znacznie
bardziej agresywną formę. Największym siewcą postaw i emocji stał się internet
– ze swoimi nieustannie działającymi algorytmami, mediami społecznościowymi i
platformami wideo.
Dziś młodzi ludzie spędzają długie godziny w świecie
TikToka, YouTube’a czy Instagrama, gdzie bezmyślne algorytmy bezustannie
podsuwają im treści żerujące na najniższych instynktach i silnych, negatywnych
emocjach.
W tym cyfrowym szumie hejt oraz cyberprzemoc stały się
niemal chlebem powszednim – młodzież z łatwością przyzwyczaja się do słownej
agresji, publicznego poniżania rówieśników i niszczenia czyjejś reputacji, byle
tylko zdobyć upragnioną popularność i parę wirtualnych „polubień”.
Co gorsza, ogromną widownię gromadzą patostreamerzy i
patoinfluencerzy, u których wulgarność, uzależnienia i fizyczna przemoc
transmitowane na żywo stają się lekkostrawną rozrywką dla nastolatków, a dla
samych twórców – dochodowym biznesem. Obrazu dopełnia promowana na masową skalę
kultura tak zwanych freak-fightów, gdzie idolami młodego pokolenia stają
się ludzie budujący swój autorytet na agresji, wulgarnym języku i braku
jakichkolwiek zasad moralnych. Nawet zwykłe gry w smartfonach uciekają od
odpowiedzialności, ucząc dzieci zdobywania przewagi poprzez bezrefleksyjną
eliminację przeciwnika i zacierając granicę między ludzkim cierpieniem a
wirtualną zabawą.
Jeśli więc przez ekrany telefonów nieustannie zasiewa się w
młodocianych sercach zawiść, pogardę i obojętność na zło, to jakich owoców
możemy spodziewać się w ich dorosłym życiu?
Jedna z najbardziej niepodważalnych prawd brzmi: „Co
człowiek sieje, to będzie zbierać”. Apostoł Paweł, pisząc do wierzących,
przypominał o tej prostej duchowej zasadzie: „Nie dajcie się zwodzić, Bóg
nie pozwala szydzić z siebie. Co bowiem człowiek posieje, to będzie
zbierał” (Ga 6,7). To prawo działa bezwzględnie: „Kto sieje w swoim
ciele, jako plon z ciała zbierze zagładę. Kto zaś sieje w Duchu,
z Ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6,8).
Nie pomoże żadna prewencja, brak dostępu do broni ani
uzbrojone oddziały policji na ulicach – czas żniw bezlitośnie ujawni jakość
posianego w umysłach ziarna.
Pan Jezus, doskonały znawca ludzkiej natury, mówił: „Poznacie
ich po owocach. Czy zbierają z cierni winogrona lub z ostu figi? Każde
zdrowe drzewo rodzi dobre owoce, a chore drzewo owoce złe” (Mt
7,16–17). Apostoł Paweł uzupełnił tę myśl, wskazując na stan ludzkiego serca
bez Boga: „Nikt nie jest sprawiedliwy, nie jest rozumny, nie szuka Boga, wszyscy
zbłądzili, razem stali się nieużyteczni, nikt nie czyni dobra” (Rz
3,10–12).
Żadne socjologiczne programy ani światowe hasła w stylu „All
you need is love” nie zmienią ludzkiej natury bez odrodzenia z Ducha
Świętego. Żaden człowiek nie jest w stanie o własnych siłach przynieść Bogu
dobrego owocu. Dlatego Chrystus powiedział jasno: „Zapewniam, zapewniam cię,
jeśli się ktoś nie narodzi z góry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (Jn
3,3).
Apostoł Piotr pisał do wierzących: „Skoro oczyściliście
swoje dusze przez posłuszeństwo prawdzie, aby nieobłudnie kochać braci, to
nieustannie miłujcie jedni drugich czystym sercem, jako odrodzeni nie ze
zniszczalnego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki Słowu Boga, które
żyje i trwa” (1 Pt 1,22–23). Bez nowego narodzenia z niezniszczalnego
nasienia Słowa Bożego nie da się oczekiwać dobrych zbiorów – zbierzemy tylko
to, co zostało wcześniej zasiane w sercach.
Apostoł Jan dodawał z mocą: „Każdy, kto się narodził z
Boga, nie grzeszy, gdyż pozostaje w nim nasienie Boga i nie może grzeszyć, bo
narodził się z Boga” (1 Jn 3,9).
Bez tego Bożego posiewu nie ma możliwości, by w życiu
człowieka pojawił się trwały i dobry owoc. Zaraz po optymistycznej wiadomości z
Chicago, od której rozpocząłem to rozważanie, stacja podała kolejną informację:
od kul w porachunkach gangów zginęła następna osoba, a kilka zostało rannych.
Radość z dwóch dni spokoju okazała się przedwczesna. Dopóki
w sercach młodego pokolenia siejemy cyfrowy zgiełk, agresję i bezbożność, dopóty
dożynki naszej cywilizacji będą przynosić jedynie smutne i gorzkie plony.
Przemoc, obojętność i moralny chaos nie pojawiają się w
cieniu naszej cywilizacji nagle ani bezczyny. Są one zawsze konsekwencją
powolnego, nieustannego procesu, który odbywa się na naszych oczach – w domach,
na ulicach i na ekranach telefonów. Zanim zadamy sobie pytanie, dlaczego
dzisiejszy świat staje się coraz bardziej bezwzględny, musimy zapytać o coś
znacznie ważniejszego: czym karmimy umysły i serca tych, którzy jutro będą
decydować o kształcie naszej rzeczywistości?
Henryk Hukisz






