Dyrektor pewnej amerykańskiej szkoły, zaniepokojony spadkiem poziomu nauczania, postanowił zmotywować uczniów do lepszej pracy. Ogłosił, że każdy, kto otrzyma najwyższą ocenę „A”, zostanie zaproszony na specjalną pizzę po lekcjach. Gdy okazało się, że niewielu uczniów zdobywa wymagany stopień, a dzieci zaczęły narzekać na brak dostępu do nagrody, rodzice zażądali od dyrekcji obniżenia progu wymagań. Dyrektor uległ presji – więcej uczniów mogło cieszyć się pizzą, ale poziom nauki w szkole pozostał dramatycznie niski.
Niestety, podobne mechanizmy bywają obecne w wielu
społecznościach chrześcijańskich. Nie mam tu na myśli dosłownych imprez, lecz
tendencję do zaniżania biblijnego standardu pobożności tylko po to, by więcej
osób mogło czuć się „zaliczone” do grona wierzących.
Historia Ananiasza i Safiry z 5. rozdziału Dziejów
Apostolskich jest w tym kontekście wstrząsającym przypomnieniem, że Boże
standardy są nienegocjowalne. Małżeństwo to nie zostało ukarane za to, że
oddało tylko część majątku, ale za kłamstwo wobec Ducha Świętego – za chęć
zdobycia „najwyższej oceny” (opinii wielkich darczyńców) przy jednoczesnym
ukryciu prawdy w sercu. Próba „obniżenia poprzeczki” moralnej w obecności Boga
zawsze kończy się duchową katastrofą.
Zaskakującym wnioskiem płynącym z tego wydarzenia jest fakt,
że po tak drastycznym zakończeniu, zamiast odpływu wiernych, nastąpił rozwój:
„Coraz więcej natomiast przyłączało się wierzących w Pana, tłumy mężczyzn i
niewiast” (Dz 5,14). Mieszkańcy Jerozolimy zauważyli, że Kościół nie
jest tylko organizacją społeczną, ale wspólnotą, w której realnie działa moc
Boża. Bojaźń Boża w sytuacji grzechu nie jest strachem przed „okrutnym
sędzią”, lecz głębokim szacunkiem do Bożej rzeczywistości. To uznanie, że
Kościół jest przestrzenią uświęconą, w której prawda o Bogu i człowieku musi
pozostać nienaruszona, by wspólnota mogła być autentycznym świadectwem dla
świata.
To właśnie ta „wysoka poprzeczka” paradoksalnie daje
największą bliskość Boga – ponieważ człowiek nie może ukryć się za maską (tak
jak Ananiasz), musi stanąć przed Nim w pełnej szczerości, a to jest jedyne
miejsce, w którym może nastąpić prawdziwe uświęcenie.
Pan Jezus od początku stawiał sprawę jasno: „Zaprawdę,
zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może
wejść do Królestwa Bożego” (Jn 3:5). Wzywał też do radykalizmu, który
wyklucza kompromisy: „Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego
siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie” (Łk
9:23). Jezus wyraźnie podkreślił: ten, kto nie bierze swojego krzyża, nie jest
Go godzien (Mt 10:38).
Słyszałem kiedyś anegdotę o człowieku, który szukał ułatwień
w chrześcijańskim życiu. Wydawało mu się, że tak surowe wyrzeczenie nie jest
konieczne i że ma prawo do własnych przyjemności. Jednak słowa o niesieniu
krzyża nie dawały mu spokoju. Pewnej nocy przyśnił mu się sen: wędrował do
nieba z krzyżem na plecach. W zaroślach znalazł brzeszczot, którym szybko
skrócił swoje brzemię, odczuwając wielką ulgę.
Wkrótce jednak dotarł do głębokiej przepaści, którą inni
wędrowcy pokonywali, przerzucając przez nią swoje krzyże. Jego krzyż, choć
znacznie lżejszy i wygodniejszy, okazał się zbyt krótki, by umożliwić
przejście. Obudził się przerażony, rozumiejąc, że próba „ulżenia” sobie w
chrześcijańskim powołaniu prowadzi do utraty celu.
Apostoł Paweł stwierdził: „Wszyscy, którzy chcą żyć
pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą” (2 Tm 3:12).
Pobożność nie jest zbiorem rytuałów, lecz chodzeniem w bojaźni Bożej, które
pozwala zachować siebie „nieskażonym przez ten świat” (Jk 1:27). To poprzeczka
ustawiona wysoko, zgodnie z wezwaniem Piotra: „Świętymi bądźcie, bo Ja
jestem święty” (1 Ptr 1:15–16).
Często kuszeni jesteśmy, by pofolgować sobie, łudząc się, że
Bóg „przymknie oko” na nasze kompromisy podczas ostatecznego egzaminu. Warto
jednak pamiętać o przestrodze tego samego Piotra: „Dzień Pański nadejdzie
jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą... Skoro to wszystko ma ulec
zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności”
(2 Ptr 3:10–11).
Musimy traktować te ostrzeżenia poważnie – jesteśmy przecież
o dwa tysiące lat bliżej dnia Pańskiego. Pocieszające jest jednak to, że
najwyższa ocena naszej pobożności nie zależy od naszej własnej siły, lecz od
Jego łaski. Jak pisze apostoł: „Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co
jest potrzebne do życia i pobożności” (2 Ptr 1:3). Bliskość Boga jest
możliwa tylko wtedy, gdy akceptujemy Jego autorytet. Bojaźń Boża jest prawdziwym
światłem, które pozwala widzieć naszą grzeszność, co z kolei prowadzi do
głębszego doświadczenia Jego miłosierdzia i łaski.
Nie szukajmy więc dróg na skróty. Przyjmijmy wezwanie, które
Jan usłyszał z ust Pana Jezusa: „A kto święty, niech nadal się uświęca”
(Ap 22:11).
Henryk Hukisz





