Zwrot „wszyscy święci” kojarzy się jednoznacznie z początkiem listopada – głównie w Polsce, bo w innych krajach taka tradycja nie istnieje. W tym czasie groby bliskich błyszczą czystością i toną w kwiatach, całe rodziny przemierzają aleje cmentarzy, a policjanci dwoją się i troją w ramach akcji „Znicz”, czuwając nad bezpieczeństwem podróżujących w tym czasie. Warto jednak zadać sobie proste pytanie: co ta tradycja ma wspólnego ze świętymi, poza samą nazwą?
Nie zamierzam jednak wchodzić w polemikę z tym specyficznie
polskim obyczajem. Chcę skupić się na czymś znacznie głębszym – na pięknym,
biblijnym pojęciu „świętych”. W świetle Pisma Świętego, które jest dla mnie
kluczem do rozumienia rzeczywistości, sprawa wygląda zupełnie inaczej niż w
powszechnym mniemaniu. Nie chodzi tu o osoby, które zyskały ten tytuł
pośmiertnie decyzją hierarchów kościelnych. Biblia mówi jasno: świętymi są
wszyscy, którzy uwierzyli w Jezusa Chrystusa i przyjęli Bożą łaskę. A przecież
wiadomo, że nie wszyscy są wierzącymi w biblijnym pojęciu.
Słowo „święty”, קָדוֹשׁ
– [qāḏôš] w
Starym Testamencie występuje około 120 razy, natomiast ἅγιος – [hagios] w Nowym,
około 240 razy. Od samego początku istnienia Kościoła, który tworzą ludzie narodzeni
na nowo, miano to nosili wszyscy wierzący. Kiedy apostoł Piotr odwiedzał młode
zbory, „przyszedł też do świętych mieszkających w Lyddzie” (Dz 9,32).
Wezwany później do Joppy, gdzie zmarła bogobojna kobieta i została przywrócona
do życia mocą modlitwy, Piotr „zawołał świętych i wdowy” (Dz 9,41), by
pokazać im ten cud. Zgodzimy się wszyscy z tym, że nie miał na myśli patronów z
kościelnego kalendarza, lecz zwykłych ludzi wiary.
Podobnie pisał apostoł Paweł, kierując swoje listy do
lokalnych wspólnot. Adresował je wprost do świętych – na przykład: „do
Kościoła Bożego, który jest w Koryncie, do uświęconych przez Jezusa Chrystusa,
do powołanych na świętych wraz ze wszystkimi, którzy w jakimkolwiek miejscu, u
siebie i u nas, wzywają imienia naszego Pana, Jezusa Chrystusa” (1 Kor
1,2). A przecież wystarczy lektura tego listu, by zobaczyć, że ci „święci” byli
dalecy od anielskiej doskonałości! Czy Paweł używał tego słowa z grzeczności? Z
całą pewnością nie. Natchnione Słowo Boże definiuje rzeczywistość duchową
jednoznacznie - w pierwszym wieku świętym był każdy, kto powierzył swoje życie
Jezusowi Chrystusowi. Sam Paweł, wspominając swoją mroczną przeszłość wyznał: „wtrąciłem
do więzienia wielu świętych” (Dz 26,10). Nic dziwnego, że powiedział o
sobie: „Mnie, najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska,
abym poganom ogłosił Ewangelię o niezgłębionym bogactwie Chrystusa”
(Ef 3,8).
Wszyscy, którzy zaufali Zbawicielowi, zostali uznani przez
Boga za świętych. To nie jest wynik ludzkich zasług – to dzieło Chrystusa,
który poszedł na krzyż, „żeby postawić przy sobie Kościół chwalebny, bez
skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, aby był święty i nieskalany”
(Ef 5,27). Zapłacił najwyższą cenę na Golgocie, aby uwolnić nas z przekleństwa
grzechu.
Paweł ujmuje to bardzo jasno: „ponieważ wszyscy
zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga, a zostali usprawiedliwieni darmo, Jego
łaską, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie” (Rz 3,23–24). Jeszcze
wyraźniej wyjaśnia w Liście do Kolosan na czym polega ta uświęcająca nas łaska:
„A was, którzy kiedyś byliście obcymi i nieprzyjaciółmi z powodu
myślenia przejawiającego się w złych czynach, teraz pojednał w Jego
doczesnym ciele przez śmierć, aby postawić was przed sobą jako świętych,
nieskazitelnych i nienagannych” (Kol 1,21-22).
Skoro fundament jest tak potężny, to naszej świętości nie
wolno nam roztrwonić. Trzeba w niej wytrwać do końca. Paweł ostrzega Kolosan:
„jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani, stali i niedający się odwieść od
nadziei, jaką daje Dobra Nowina” (Kol 1,23). Wiedział, że presja świata
jest potężna, dlatego zachęcał: „Wszelką modlitwą i błaganiem módlcie się w
każdym czasie w Duchu i w Nim czuwajcie wytrwale, błagając za wszystkich
świętych i za mnie” (Ef 6,18).
Do tego właśnie powołany jest Kościół – żywy organizm,
którego Głowa zadbała o wszystko, „aby uzdolnić świętych do wykonywania
dzieła służby, do budowania Ciała Chrystusa” (Ef 4,12). Wróg naszej
czystości nie śpi, a w czasach ostatecznych presja obojętności na Boże
standardy rośnie z każdym dniem. Dlatego jak echo brzmi wezwanie Piotra: „Świętymi
bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 Ptr 1,16).
Pan Jezus, Głowa Kościoła, daje wyraźne polecenie tym,
których usprawiedliwił: „kto jest święty, niech się jeszcze uświęci” (Ap
22,11). Czyżby nie wystarczyła świętość, jaką nabywa się w chwili narodzenia na
nowo? Przecież Słowo Boże zapewnia nas, którzy weszliśmy na drogę odrodzenia,
że już mamy życie wieczne, że jesteśmy „świętymi”, a szata sprawiedliwości
Chrystusowej osłania nas przed wzrokiem świętego i sprawiedliwego Boga.
Dlaczego więc mamy się jeszcze uświęcać?
Posłuchajmy wspaniałej nauki apostoła Piotra, który kroczył
drogą prowadzącą tam, gdzie nie chciał, by swoją „śmiercią uwielbić Boga”
(Jn 21,19). W liście do rozproszonych dzieci Bożych pisał: „Jako posłuszne
dzieci nie ulegajcie pożądliwościom, które kierowały wami wcześniej, gdy
żyliście w nieświadomości, ale za przykładem świętego, tego, który was powołał,
sami też bądźcie święci w swoim postępowaniu” (1 Ptr 1,14–16). Czyżby te
słowa odnosiły się tylko do tych, których kiedyś rzucano dzikim zwierzętom na
pożarcie lub palono na średniowiecznych stosach?
Mając w pamięci czasy ostateczne i słabnącą czujność, Piotr
wzywa nas z całą mocą: „Skoro to wszystko ulegnie zagładzie, to jacy wy
musicie być w świętym postępowaniu i pobożności, oczekując i przyspieszając
przyjście dnia Bożego!” (2 Ptr 3,11–12). I dodaje natychmiast: „Dlatego,
umiłowani, oczekując tego, starajcie się, abyście zostali przez Niego znalezieni
w pokoju, bez skazy i nienaganni” (w. 14).
Nie znamy dnia ani godziny, kiedy Pan powróci po swój
Kościół. Ten moment zaskoczy wszystkich, jak napisał Paweł, że „dzień Pana
nadejdzie jak złodziej w nocy” (1 Tes 5,2). Świętość to niebiański dar
opłacony krwią Chrystusa. Nie pozwólmy go zepsuć codziennym brudem. Jezus
zostawił nam pełną powagi radę: „Szczęśliwi, którzy płuczą swoje szaty, aby
należała do nich władza nad drzewem życia i aby weszli przez bramy do miasta”
(Ap 22,14). W końcowym apelu Apokalipsy Jezus rzuca twarde, ostateczne
rozstrzygnięcie: „kto jest sprawiedliwy, niech jeszcze uczyni
sprawiedliwość, a ten, kto jest święty, niech się jeszcze uświęci” (Ap
22,11).
Jestem głęboko przekonany, że to polecenie odnosi się dziś
ze szczególną siłą do Kościoła czasów ostatecznych – czyli do nas. Wracając
zatem do pytania postawionego na wstępie – musimy z całą powagą uświadomić
sobie jedną prawdę: nie wszyscy są „święci”. To miano nie jest automatycznym
przywilejem przynależnym każdemu, kto spocznie na cmentarzu. Prawdziwa świętość
to owoc żywej wiary, osobistego przyjęcia łaski i trwania w Jezusie Chrystusie
już tu, po tej stronie wieczności.
Henryk Hukisz






