Chrystus, gdy zbliżał się czas złożenia ofiary za odkupienie
grzesznego świata, powiedział swoim uczniom, że po Jego odejściu przyjdzie
Pocieszyciel. O Nim zaś powiedział, że „gdy przyjdzie, przekona świat o
grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie. O
sprawiedliwości, bo odchodzę do Ojca i już Mnie nie zobaczycie. O sądzie, bo
władca tego świata został osądzony” (Jn 16,8–11). W tym miejscu pojawia się
zasadnicze pytanie: Czy Duch Święty potrzebuje pomocy człowieka, aby
przekonywać świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie?
Współczesny świat, dzięki rozwojowi nauki i badaniom nad
ludzką świadomością, wypracował wiele technik mających wpływać na ludzkie
decyzje. Stosuje się techniki motywacyjne, negocjacyjne i perswazyjne, a także
różne formy oddziaływania na ludzką podświadomość, niekiedy z wykorzystaniem
hipnozy. Mówcy motywacyjni mają własne szkoły, programy telewizyjne,
konferencje i seminaria, podczas których przekonują ludzi, że każdy może
kierować swoim losem, osiągnąć sukces i pokonać własne ograniczenia, jeśli tylko
uwierzy w siebie.
Od niedawna coraz większą rolę w tym procesie odgrywa
sztuczna inteligencja, przez wielu nazywana wręcz „superinteligencją”. Coraz
śmielej wkracza ona w obszar internetowego poszukiwania informacji i staje się
dla wielu ludzi pierwszym źródłem odpowiedzi niemal w każdej dziedzinie.
Wystarczy zadać pytanie, a w ciągu kilku sekund otrzymujemy uporządkowany
tekst, argumentację, streszczenie wielu źródeł, propozycję rozwiązania
problemu, a nawet gotowe wystąpienie. Współczesny mówca nie musi już poświęcać
wielu godzin na gromadzenie materiałów, porządkowanie argumentów i poszukiwanie
odpowiednich słów. Może poprosić sztuczną inteligencję o przygotowanie tekstu
dostosowanego do określonej grupy odbiorców, napisanie go w sposób przekonujący
i emocjonalny, a nawet o przewidzenie możliwych kontrargumentów. Otrzymuje w
ten sposób narzędzie zdolne do tworzenia niezwykle sprawnej perswazji, która
może sprawiać wrażenie własnego, głęboko przemyślanego przekonania, choć w
rzeczywistości została w znacznej mierze wygenerowana przez algorytm.
Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy człowiek zaczyna
traktować taką odpowiedź nie jako pomoc w poszukiwaniu informacji, lecz jako
zastępstwo własnego myślenia, rozeznania i odpowiedzialności za wypowiadane
słowa. Sztuczna inteligencja potrafi zebrać i uporządkować ogromną ilość
dostępnych treści, ale sama ilość informacji nie jest jeszcze prawdą, a
doskonała forma wypowiedzi nie jest dowodem jej słuszności. Można przecież
otrzymać bardzo przekonująco napisany tekst, który będzie opierał się na błędnym
założeniu, niepełnych danych albo niewłaściwej interpretacji źródeł. Im
bardziej naturalnie i autorytatywnie brzmi taka wypowiedź, tym łatwiej człowiek
może przestać pytać, skąd rzeczywiście pochodzi przedstawiona wiedza i czy
została właściwie oceniona.
Dotyczy to również Kościoła i zwiastowania Ewangelii. Możemy
dziś za pomocą sztucznej inteligencji przygotować kazanie, opracować komentarz
biblijny, zestawić argumenty teologiczne, znaleźć odpowiednie ilustracje, a
nawet nadać wypowiedzi styl wybitnego kaznodziei. Możemy stworzyć tekst
brzmiący głęboko, przekonująco i duchowo. Nie oznacza to jednak, że
otrzymaliśmy natchnienie z inspiracji samego Autora Biblii. Narzędzie może
pomóc człowiekowi w pracy nad tekstem, ale nie może zastąpić osobistego
poznawania Pisma, modlitwy, duchowego rozeznania i odpowiedzialności za to, co
zostaje przekazane innym. Szczególnie niebezpieczne byłoby przekonanie, że
skoro maszyna potrafi stworzyć bardziej przekonujący tekst niż człowiek, to jej
pomoc może zastąpić działanie Ducha Świętego.
Warto więc przyjrzeć się bliżej temu, czym właściwie jest
motywowanie. Motywować oznacza wskazywać człowiekowi motywy jego działania.
Motyw natomiast – jak podaje Słownik Języka Polskiego PWN – to „czynnik
wewnętrzny natury psychicznej i fizjologicznej, świadomy lub nieświadomy,
skłaniający do określonego działania; pobudka, powód; uzasadnienie postępowania
lub rozumowania”. Samo motywowanie nie jest oczywiście czymś złym. Każdy
człowiek potrzebuje powodów, aby podejmować decyzje i działać. Problem pojawia się
wtedy, gdy celem motywującego staje się doprowadzenie drugiej osoby do decyzji,
której oczekuje on sam, zwłaszcza gdy wykorzystuje w tym celu mechanizmy
omijające świadomy osąd człowieka.
Motywacja może łatwo przejść w manipulację. Zamiast
przedstawiać prawdę i pozostawić człowiekowi możliwość świadomej odpowiedzi,
zaczyna się oddziaływać na jego emocje, podświadomość i sposób postrzegania
rzeczywistości, aby skłonić go do określonej decyzji. Człowiek nie tyle zostaje
przekonany argumentami, ile zostaje odpowiednio „ustawiony” emocjonalnie, tak
aby decyzja wydawała mu się niemal oczywista.
Nie chodzi mi jednak o ocenianie samego zjawiska mówców
motywacyjnych. Interesuje mnie znacznie ważniejsze pytanie: Czy podobne
mechanizmy powinny być wykorzystywane w zwiastowaniu Ewangelii?
Co powinno motywować grzesznika, aby zapragnął przyjąć dar
zbawienia?
Niektórzy ewangeliści próbują przekonywać swoich słuchaczy,
że przyjęcie Jezusa uwolni ich od życiowych problemów, chorób i nieszczęść.
Biblia nie daje jednak podstaw do takiego przedstawiania Ewangelii. Wręcz
przeciwnie – po przyjęciu nowego życia w Chrystusie może rozpocząć się walka z
przeciwnościami, jakich człowiek wcześniej nawet nie znał, ponieważ mają one
charakter duchowy. Dlatego często nie mówi się o tym osobom zachęcanym do
wiary. „Ewangelia sukcesu” okazuje się atrakcyjniejsza niż Ewangelia krzyża i
wyrzeczenia.
Jezus jednak nie ukrywał przed swoimi słuchaczami ceny
naśladowania Go. Powiedział: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze
samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Kto bowiem
chce swoje życie zachować, utraci je, a kto utraci swoje życie
z Mojego powodu, odnajdzie je. Co pomoże człowiekowi, choćby cały świat
pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę? Albo co da człowiek
w zamian za swoją duszę?” (Mt 16,24–26).
To zupełnie inny rodzaj przekazu niż ten, który często
spotykamy w świecie motywacji. Jezus nie obiecuje swoim uczniom życia
pozbawionego trudności. Wzywa ich do zaparcia się siebie, wzięcia krzyża i
pójścia za Nim. Ewangelia nie jest więc ofertą łatwiejszego życia, lecz
wezwaniem do pojednania z Bogiem i wejścia w nowe życie pod panowaniem
Chrystusa.
Nie dziwi zatem gdy Jezus mówi, że „kto słucha Słowa
i natychmiast przyjmuje je z radością. Nie ma jednak w sobie
korzenia i jest niestały. Gdy nadejdzie ucisk lub prześladowanie
z powodu Słowa, zaraz się gorszy” (Mt 13,20–21). Można bowiem przyjąć
Słowo z wielkim entuzjazmem, a mimo to nie mieć w sobie trwałego korzenia.
Jeżeli decyzja została wywołana przede wszystkim emocją, obietnicą pomyślnego
życia albo odpowiednią techniką oddziaływania, może okazać się bardzo
nietrwała. Gdy przyjdzie ucisk, cierpienie, próba lub prześladowanie, człowiek
może się zgorszyć i odejść. Właśnie tutaj zaczyna się problem manipulacji:
można wywołać określoną reakcję człowieka, ale nie można za pomocą ludzkiej
techniki stworzyć w nim nowego życia.
Biblijne przykłady dobrze pokazują różnicę między ludzkim
motywem a działaniem Ducha Świętego.
Kiedy w wyniku prześladowania Kościoła w Jerozolimie
uczniowie rozproszyli się, Filip dotarł do Samarii. Działy się tam wielkie
znaki i cuda, tak że wielu ludzi uwierzyło, a wśród nich również Szymon
czarnoksiężnik. Wcześniej cieszył się on dużym uznaniem mieszkańców, dlatego
jego zainteresowanie chrześcijaństwem nie musi być rozumiane wyłącznie jako
pragnienie poznania Boga. Późniejsze wydarzenia pokazują bowiem, że bardzo
interesowała go również pozycja i możliwość wpływania na innych.
Kiedy Szymon zobaczył, że Duch Święty jest udzielany przez
wkładanie rąk apostołów, przyniósł im pieniądze i powiedział: „Dajcie
i mnie tę władzę, aby ten, na kogo nałożę ręce, otrzymał Ducha Świętego”
(Dz 8,19). Apostoł Piotr natychmiast rozpoznał problem jego serca i
odpowiedział: „Niech twoje pieniądze przepadną razem z tobą, ponieważ
sądziłeś, że dar Boży można nabyć za pieniądze! Nie masz żadnego udziału
w tym dziele, bo twoje serce nie jest prawe wobec Boga” (w. 20–21).
Szymon chciał otrzymać Bożą moc, ale jego motywacja była
skażona pragnieniem zdobycia czegoś dla siebie. To ważne ostrzeżenie również
dla współczesnego Kościoła. Można bowiem zainteresować człowieka
chrześcijaństwem, można wzbudzić w nim entuzjazm, a nawet doprowadzić go do
określonej decyzji, ale prawdziwa wiara wymaga czegoś więcej niż zewnętrznej
reakcji na atrakcyjny przekaz.
Drugi przykład znajdujemy na samym początku historii
Kościoła. Kiedy Piotr wygłaszał swoje pierwsze kazanie po zesłaniu Ducha
Świętego, Duch Boży posługiwał się jego słowami, aby przekonać słuchaczy o
prawdzie Ewangelii. Nie czytamy tam o psychologicznych technikach perswazji ani
o próbie wywołania odpowiedniej atmosfery. Piotr po prostu zwiastował
Chrystusa, a Duch Święty działał w sercach słuchających.
Dlatego ci, którzy go słuchali, „przejęli się do głębi
serca” i zapytali: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2,37). Ich
reakcja nie była odpowiedzią na obietnicę bogatszego czy łatwiejszego życia.
Nie chodziło o zdobycie pozycji ani rozwiązanie wszystkich problemów. Zostali
przekonani o swoim grzechu i o potrzebie ratunku. To właśnie jest działanie
Ducha Świętego, który prowadzi człowieka do prawdy o jego własnym stanie i
kieruje go ku Chrystusowi.
Tutaj znajduje się zasadnicza różnica między ludzką
motywacją a zwiastowaniem Ewangelii. Mówca motywacyjny może próbować przekonać
człowieka, że stać go na więcej, podczas gdy Ewangelia pokazuje mu przede
wszystkim, że potrzebuje Chrystusa. Mówca motywacyjny może mówić: „Uwierz w
siebie”, natomiast Ewangelia mówi: „Uwierz w Pana Jezusa”. Celem motywacji może
być wydobycie z człowieka jego potencjału, natomiast celem Ewangelii jest
doprowadzenie grzesznika do poznania prawdy o sobie, do pokuty, wiary i pojednania
z Bogiem.
Dlatego Kościół powinien bardzo uważać, aby nie zamienić
zwiastowania Ewangelii w religijną wersję przemysłu motywacyjnego. Nie
potrzebujemy coraz doskonalszych technik, które pozwolą nam wywołać określoną
reakcję tłumu. Potrzebujemy wiernego zwiastowania Słowa Bożego i zaufania
Duchowi Świętemu, który jako jedyny może przekonać człowieka o grzechu,
sprawiedliwości i sądzie.
Ewangelia nie potrzebuje manipulacji, ponieważ jej moc nie
pochodzi z ludzkiej techniki. Paweł powiedział: „Nie wstydzę się bowiem
Ewangelii, gdyż jest ona mocą Boga ku zbawieniu dla każdego wierzącego” (Rz
1,16). Jeżeli rzeczywiście wierzymy w moc Ewangelii, nie musimy wzmacniać jej
ludzkimi metodami, upiększać obietnicą sukcesu ani ukrywać ceny naśladowania
Chrystusa. Naszym zadaniem jest wiernie powiedzieć człowiekowi prawdę: jest
grzesznikiem, potrzebuje zbawienia, a Bóg w Jezusie Chrystusie daje mu łaskę,
przebaczenie i nowe życie.
Dlatego również w epoce sztucznej inteligencji pozostaje
aktualne pytanie o źródło prawdy. Możemy mieć coraz szybszy dostęp do
informacji, coraz doskonalsze narzędzia wyszukiwania i coraz bardziej
przekonujące sposoby przedstawiania argumentów, ale żadna technologia nie
zwalnia człowieka z obowiązku rozeznawania tego, co jest prawdą. Dla
chrześcijanina tym bardziej nie może się zmienić podstawowa zasada: ostatecznym
źródłem objawionej prawdy nie jest internet, algorytm ani nawet najbardziej
przekonująco wygenerowany tekst, lecz Słowo Boże. Sztuczna inteligencja może
pomóc w pracy nad materiałem, ale nie może stać się źródłem autorytetu, na
którym opieramy nasze zwiastowanie. Ewangelista nie jest powołany do tego, aby
za pomocą coraz doskonalszej technologii skuteczniej przekonywać człowieka.
Jest powołany do wiernego zwiastowania Ewangelii i do zaufania Temu, który jako
jedyny może przekonać ludzkie serce o grzechu, sprawiedliwości i sądzie.
Dlatego na końcu pozostaje pytanie, które powinno zostać skierowane zarówno do słuchających Ewangelii, jak i do tych, którzy ją zwiastują: co naprawdę motywuje współczesnego człowieka do przyjęcia Ewangelii? Czy obietnica pomyślnego życia, pragnienie sukcesu i rozwiązania wszystkich problemów, czy może świadomość własnego grzechu i potrzeba ratunku? Człowiek, który przychodzi do Chrystusa wyłącznie po to, aby poprawić swoje życie, może odejść wtedy, gdy życie stanie się trudne. Ten natomiast, który przychodzi do Niego, ponieważ rozpoznał swoją potrzebę zbawienia, odkrywa coś znacznie większego niż sukces tego świata – Bożą łaskę, przebaczenie, nowe życie i przede wszystkim samego Chrystusa.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Jak skutecznie
przekonać człowieka do Jezusa?”, lecz: „Czy zwiastujemy mu prawdziwą Ewangelię,
pozostawiając Duchowi Świętemu dzieło przekonania jego serca?”
Henryk Hukisz






