Sunday, July 14, 2013

Grzech nagości

Idąc za ciosem, po rozważaniach na temat wstydu, czuję potrzebę poświęcenia większej uwagi kwestii nagości. Te dwa pojęcia – wstyd i nagość – są ze sobą nierozerwalnie związane od zarania dziejów. Już w chwili pojawienia się grzechu Adam i Ewa dostrzegli coś, co wcześniej nie budziło w nich żadnego dyskomfortu: zdali sobie sprawę ze swojej nagości. Bóg, ich Stwórca, wyposażył ich w sumienie, o czym świadczą biblijne słowa: „Wtedy otworzyły się obojgu oczy i spostrzegli, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski” (Rdz 3:7).

Nauka biblijna konsekwentnie łączy nagość ze wstydem i wskazuje na konieczność jej zakrywania. Stwórca postawił na tym porządku swoją pieczęć, gdy: „PAN Bóg zrobił ubranie ze skóry dla Adama i dla jego żony i odział ich” (Rdz 3:21). Od tego przełomowego momentu, aż do chwili, gdy wszyscy staniemy u progu wieczności – jedni ku życiu, drudzy zaś „ku hańbie, ku wiecznej odrazie” (Dn 12:2) – obowiązuje nas noszenie odzienia. Choć prawdą jest, że rodzimy się nadzy i w takim samym stanie opuszczamy ten świat, co szczerze wyznał Hiob: „Nagi wyszedłem z wnętrza mej matki i nagi tam powrócę. PAN dał i PAN wziął. Niech imię PANA będzie błogosławione” (Hi 1:21), to w przedziale czasu między tymi dwoma momentami przyzwoitość nakazuje człowiekowi być ubranym.

W czasach Noego doszło do incydentu grzesznego podglądania własnego ojca. Pierworodny syn, Cham, opowiedział o swoim spostrzeżeniu dwóm braciom, którzy zareagowali zgoła inaczej: szanując godność ojca, przykryli jego nagość szatą. Ich postawa była zgodna z przekazem, który przetrwał nawet potop: nagość kojarzy się z grzechem i wystawieniem na widok publiczny tego, co powinno zostać zakryte. Z historii biblijnej wiemy, że Noe po wytrzeźwieniu surowo ocenił zachowanie synów. Cham poniósł dotkliwe konsekwencje – został pozbawiony ojcowskiego błogosławieństwa, a jego potomkowie mieli służyć Semowi: „Błogosławiony niech będzie PAN, Bóg Sema, a Kanaan niech będzie jego sługą” (Rdz 9:26).

Biblia niemal zawsze wspomina o nagości w kontekście pewnej nieprawidłowości lub upadku. Prorocy, wzywając naród do pokuty, często posługiwali się drastycznymi obrazami, by unaocznić duchowe odstępstwo Izraela. Właśnie dlatego czytamy o przypadkach, gdy prorocy występowali nago jako „żywe znaki”. Ozeasz na polecenie Boga poślubił nierządnicę, by zobrazować niewierność ludu, ale nie oznacza to wcale, że Pismo pochwala nagość czy niemoralność. Podobnie król Saul, gdy ogarnął go duch proroczy, zrzucił swoje szaty. Ten akt nie pomógł mu jednak w schwytaniu Dawida, którego nienawidził z czystej zazdrości.

W Ewangeliach, w scenie pojmania Jezusa, widzimy uczniów uciekających w popłochu. Jeden z nich (tradycyjnie utożsamiany z Janem) uciekł nago, gdy pochwycili go za prześcieradło, którym był okryty. Co ciekawe, gdy po zmartwychwstaniu Jezus spotkał uczniów nad jeziorem, zastał Jana w łodzi bez wierzchniego odzienia. Jednak na widok Pana, Jan natychmiast „przepasał się szatą, był bowiem nagi, i rzucił się w morze” (Jn 21:7) – choć przecież znacznie łatwiej byłoby mu płynąć bez ubrania. Szacunek do Mistrza wziął górę nad wygodą.

Również w Dziejach Apostolskich pojawia się wątek nagości powiązanej z duchową klęską. W Efezie żydowscy egzorcyści próbowali kopiować cuda czynione przez Pawła. Gdy usiłowali wypędzić złego ducha, opętany człowiek rzucił się na nich z taką furią, że „nadzy i poranieni uciekli z tego domu” (Dz 19:16).

Nagość w Piśmie Świętym jest metaforą ludzkiej grzeszności. W Apokalipsie Pan Jezus, kierując list do anioła zboru w Laodycei – wspólnoty przekonanej o swoim bogactwie – radzi mu: „kupić u Mnie złoto w ogniu oczyszczone, abyś się wzbogacił, białe szaty, abyś się ubrał i aby nie ujawniła się hańba twojej nagości” (Ap 3:18).

Dziś niektórzy chrześcijanie mają odwagę odmawiać szczerej wiary tym, którzy sprzeciwiają się publicznej nagości, nierzadko wyzywając ich od faryzeuszy. Chcę jasno zaznaczyć: nie zaliczam się do „faryzeuszy, których w kościołach są pęczki”, jak napisał jeden z internetowych obrońców golizny. Staram się jedynie zachować zdrowy rozsądek wobec coraz powszechniejszej demonstracji ciała w sferze publicznej. Moim jedynym punktem odniesienia jest Biblia. Dla człowieka wierzącego powinna ona stanowić jedyne źródło oceny każdej sytuacji, z jaką przychodzi nam się mierzyć.

Piszę o tym ponownie, ponieważ poprzedni tekst wywołał medialny szum wokół zachowania osoby publicznie deklarującej wiarę w Jezusa. Zdumiewają mnie głosy broniące takich postaw. Dla mnie sprawa jest jasna: nie ma znaczenia, czy dana osoba pozuje nago do prestiżowego magazynu sportowego, czy do brukowca – Bóg oczekuje od swoich dzieci życia zgodnego z Jego Słowem.

Niepokoi mnie fakt, że w dobie wszechobecnej ekspozycji ciała nawet niektórzy duszpasterze, zamiast wskazywać na biblijne normy, przyłączają się do chóru apologetów moralnego rozluźnienia. Niedawno natknąłem się na bloga pastora dużego zboru, który zachęcał do korzystania z sauny. Tytuł wpisu „Goło i wesoło” sąsiadował z zaproszeniem na nabożeństwa. Wyglądało to tak, jakby zbór promował spotkania w strojach „Adama i Ewy”. Argumentacja, jakoby grzeszne myśli zależały wyłącznie od wnętrza człowieka, a nie od kontekstu, w jakim się znajduje, wydaje się manipulacją wersetem: „Dla czystych wszystko jest czyste! Dla nieczystych zaś i niewierzących nie ma nic czystego, bo ich umysł i sumienie są nieczyste” (Tt 1:15). Używanie tego fragmentu do obrony wspólnej nagości jest co najmniej niestosowne i pozostawię to bez dalszego komentarza.

Przypominają mi się wizje dotyczące upadku moralności, o których pisał Dawid Wilkerson w książce „The Vision”. Współczesnie, gdy temperatury przekraczają 30 stopni, na ulicach panuje niemal powszechna nagość. Co gorsza, trend ten przenika do kościołów – na nabożeństwach pojawia się coraz więcej osób ubranych tak, jakby przed chwilą zeszły z plaży.

Warto jednak podkreślić, że problem nie dotyczy wyłącznie fizycznego braku ubrań. Niemoralność zaczyna się tam, gdzie pojawia się nieskromność i lubieżność. To, co nosimy na zewnątrz, manifestuje stan naszego serca. Jezus przypomniał, że grzech zaczyna się od spojrzenia (Mt 5:28), a apostoł Paweł wzywał, by zachowywać swoje ciało w uświęceniu i czci, a nie w pożądliwej namiętności (1 Tes 4:4-5). Można być ubranym, a jednocześnie emanować bezwstydem poprzez strój, który ma kusić. Pismo Święte wyraźnie odróżnia ubiór przyzwoity, cechujący się skromnością i umiarem (1 Tm 2:9), od „stroju nierządnicy” (Prz 7:10). Jako wierzący odpowiadamy za to, by nasz wygląd nie stawał się dla innych powodem do upadku. Nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego, zatem sposób jego prezentacji powinien oddawać chwałę Bogu.

Nie chcę się powtarzać – o zasadach ubioru w kościele pisałem już wcześniej w artykule o „granicach luzu”. Przypominam o tym jedynie dlatego, że my, ludzie wierzący, mamy świadczyć o wykupieniu z grzechu także poprzez naszą estetykę i ubiór, dbając, by „nie ujawniła się hańba nagości”.

Na koniec warto zwrócić uwagę na to, co Jezus powiedział o sądzie ostatecznym. Błogosławieni będą ci, którzy widzieli Go potrzebującego i – między innymi – „nagiego przyodziali” (Mt 25:36). Dodał też: „Zapewniam was, to, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście” (w. 40). To wezwanie do przykrywania nagości, a nie jej eksponowania, pozostaje fundamentem naszej etyki. 

Henryk Hukisz

3 comments:

  1. rzecz w tym ze Pismo Swiete daje sie interpretowac na wiele sposobow.Grzech to synonim wyrzadzanego zla,szkody.Ciekawe , ze nie wywoluja tylu dyskusji i emocji rzeczy na tym swiecie , ktore przyczyniaja sie do cierpienia wielu ludzi , tak fizycznego jak i psychicznego .Nagosc zas , taka sama w sobie neutralna jest postrzegana jako sprawczyni az takiego zla ze zasluguje na tyle uwagi....Ciekawe , co ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. "Grzech to synonim wyrzadzanego zla,szkody" - niestety to nieprawda. Radzę skonfrontować to ze Słowem Bożym.

      Delete
  2. Za iste ciekawy to artykuł, ciekawy.

    ReplyDelete

Note: Only a member of this blog may post a comment.