Thursday, January 26, 2012

Zachowaj czyste sumienie

 Mieć czyste sumienie, to nie tylko sprawa honoru, to przede wszystkim zdolność stanięcia przed świętym Bogiem. Z założenia, każdy człowiek jest grzesznikiem, a Bóg pozostaje niezmiennie święty. Systemy religijne starają się dać ludziom możliwość uzyskania, albo stanu świętości, jaki pozwoliłby stanąć przed Bogiem, albo sposobu przebłagania Jego gniewu, czyli uzyskanie łaski. Natomiast Ewangelia Jezusa Chrystusa ogłasza, że jest możliwe uzyskanie czystego sumienia bez udziału człowieka, gdyż Krew Baranka Bożego przelana na Golgocie już tego dokonała.  "O ileż bardziej  krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu, oczyści sumienie nasze od martwych uczynków, abyśmy mogli służyć Bogu żywemu" (Hebr. 9:14).
Skoro cena oczyszczenia naszych sumień została już uiszczona, to czy oznacza to, że my już nic nie musimy robić, aby tę czystość utrzymać? Jeden z ostatnich wersetów Biblii mówi wyraźnie: „Błogosławieni, którzy piorą swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa żywota i mogli wejść przez bramy do miasta” (Obj. 22:14).  Więc na czym polega „pranie swoich szat”? Skoro jedynie Krew Baranka oczyszcza doskonale, to jedyny środek „piorący” jakim możemy się posłużyć, jest ten sam i dostępny jest z łaski. Sam proces „prania” opisał Apostoł Jan - "Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości" (1 Jan 1:9). Wyznanie grzechów jest czynnością jak najbardziej do wykonania przez nas. Nikt inny nie może przynieść naszych grzechów do Boga, aby  zostały zmyte.
Skoro darowano nam z łaski tak wspaniałe oczyszczenie, jakim jest uzyskanie czystego sumienia, powinniśmy z całą pilnością starać się o utrzymanie tego stanu. Apostoł Paweł, będąc oskarżonym przez przywódców żydowskich, wyraża swoje pragnienie słowami: „sam usilnie staram się o to, abym wobec Boga i ludzi miał zawsze czyste sumienie” (Dz. Ap. 24:16). W swoim nauczaniu o pobożnym życiu wskazuje na istotną rolę sumienia w relacjach międzyludzkich. W spornej kwesti odnośnie mięsa, chociaż nie ma zakazu spożywania tego co jest w jatkach, odwołuje się do sumienia, aby nie gorszyć bliźniego. "A jeśliby wam ktoś powiedział: To jest mięso złożone w ofierze bałwanom, nie jedzcie przez wzgląd na onego, który na to wskazał, i dla spokoju sumienia" (1 Kor. 10:28).
Czystość sumienia jest z pewnością dobrym wskaźnikiem  w budowaniu wzajemnych relacji pomiędzy wierzącymi, gdyż stwarza właściwą płaszczyznę zaufania do siebie. Autor Listu do Hebrajczyków, mówiąc o okazywaniu szacunku przewodnikom wiary, wskazuje na swoją dbałość o stan sumienia. "Módlcie się za nas; jesteśmy bowiem przekonani, że mamy czyste sumienie, gdyż chcemy we wszystkim dobrze postępować" (Hebr. 13:18).
Podobnie ma się kwestia utrzymania właściwego stanu sumienia w relacjach z otoczeniem. W odniesieniu do tych, którzy sprawują władzę z Bożego ustanowienia, należy okazywać uległość "ze względu na sumienie" (Rzym. 13:5). Apostoł Paweł wskazuje na istotny czynnik jakim jest zachowanie czystości sumienia w sytuacji, gdy z łatwością można odwołać się do argumentów politycznych, aby okazać nieposłuszeństwo wobec władzy.
Z reguły trudno jest okazać posłuszeństwo drugiemu człowiekowi, a szczególnie jeśli ma on jakąś włądzę nad nami. Nie lubimy policjantów, bo wlepiają nam mandaty, nie lubimy pracodawców, bo za mało nam płacą, żony nie lubią swoich mężów, bo nie okazują im dostatecznej miłości, itd.. Dlatego mamy naukę Słowa Bożego, pokazującą nam jaką mamy zajmować postawę w takich sytuacjach. Wiem, że jest to dość kontrowersyjny temat i wymaga obszerniejszej prezentacji. Lecz sama kwestia odwołania się do sumienia stawia nas na pozycji posłuszeństwa wobec Bożego Słowa. Chodzi bowiem o coś ważniejszego niż moje zdanie na taki, czy inny temat. Nie chodzi o to kto ma rację lecz o zachowanie czystości sumienia, jaką uzyskaliśmy dzięki Krwi Baranka Bożego.
Biblia prezentuje nam również drugą stronę tej kwestii. Byli bowiem ludzie nie dbający o swoje sumienia. Jakie było ich życie? Z pewnością może być jedynie przestrogą, aby nie popełnić takiej samej niegodziwości. Apostoł Paweł pisząc do młodego Tymoteusza, zwraca jego uwagę na konieczność zachowania troski o dobre sumienie, gdyż inni zajmując się bluźnierstwem, stali sie rozbitkami w wierze. Pisał o nich, że "pewni ludzie odrzucili (dobre sumienie) i stali się rozbitkami w wierze" (1 Tym. 1:19). Bluźnierstwo, to nie koniecznie złorzeczenie Bogu, lecz jest nim też brak szacunku do Jego przykazań.
Bóg jest szczególnie wrażliwy na to, jak odnosimy się do Jego Słowa. Adam i Ewa zapłacili najwyższą cenę za brak posłuszeństwa. Pierwszym przejawem była utrata czystości, jaką posiadali. Na skutek nieposłuszeństwa, starali się zasłonić swą nieczystość liściami figowymi, lecz był to zabieg nieskuteczny. Dlatego Bóg dał im swoją zasłonę, a dopiero Krew Baranka zmyła brud sumienia całkowicie.
Nie pozwólmy aby jakakolwiek nasza racja sprawiła, że na bieli naszych sumień pojawi się plamka, nawet niewielka, lecz będzie bardzo widoczna dla Bożego oka. A z pewnością i my to odczujemy, dlatego dokładajmy wszelkich starań, aby tę czystość zachować w każdej sytuacji.
Apostoł Paweł pozostawił bardzo dobry przykład życia, za wszelką cenę pobożnego. Kosztowało go to wiele, lecz mógł powiedzieć: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego” (2 Tym. 4:7,8). Lecz zanim wydał takie świadectwo ostrzegał, że "wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą" (2 Tym. 3:12).
Dlatego mamy nieraz do wyboru – zachowanie czystego sumienia albo pójście z tłumem dla wygody. Do nas należy wybór!
Henryk Hukisz

Wednesday, January 25, 2012

Cyfrowa kradzież, czyli ACTA

Mam zawsze problem, gdy ktoś powołuje się na znane polskie przysłowie: „Siódme, nie kradnij”. Chodzi o numerację przykazań, gdyż według zapisu biblijnego to ósme, a nie siódme brzmi: „Nie kradnij”. Każdy wie, że kraść się nie powinno, gdyż nikt nie chce zostać okradzionym. Inne polskie przysłowie mówi, aby nie czynić drugiemu tego, co dla nas samych jest niemiłe.

Kiedy mówimy o kradzieży, najczęściej mamy na uwadze zabranie cudzego mienia – jakiejś konkretnej rzeczy. Gdy natomiast chodzi o zabranie komuś czasu, dobrej opinii lub innej wartości, takiej jak własność intelektualna, nasze pojęcie kradzieży łagodnieje. Często słyszy się wtedy argument, że ósme przykazanie tego nie obejmuje.

Pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych nagraliśmy jedną z pierwszych chrześcijańskich kaset muzycznych w Polsce. Miałem do sprzedania aż dwa tysiące sztuk. Kiedy otrzymałem zamówienie z jednego z większych zborów, ucieszyłem się, że „pójdzie” większa ilość, lecz na pytanie „ile?” usłyszałem: „jedna”. Moje zdziwienie zostało szybko rozwiane wyjaśnieniem, że na miejscu sami sobie skopiują tyle, ile potrzebują. Jakiś czas później zobaczyłem, jak pewien autor kasety z muzyką chrześcijańską umieścił na obwolucie biblijny odsyłacz: 2 Mojż. 20,15. Musiałem otworzyć Biblię, by przypomnieć sobie, że jest tam zapisane: „Nie kradnij”.

Jestem zdumiony reakcją opinii publicznej i poparciem dla protestów przeciwko ratyfikacji umowy handlowej ACTA. Myślę, że większość protestujących nawet nie zadała sobie trudu, aby sprawdzić, przeciwko czemu właściwie występują. Nie mam zamiaru zajmować się tu zawiłościami prawnymi tego aktu. Chcę jedynie zaznaczyć, że umowa ta dotyczyła zwalczania obrotu towarami podrobionymi i zjawiska piractwa, które panoszy się w internecie.

Pamiętam, jak przedstawiciele Microsoftu grozili sprawdzaniem legalności oprogramowania w polskich firmach. Przerażenie padło na wielu użytkowników komputerów. Na bazarach można było nabyć kopie każdego programu, nagrania czy filmu. Kilka lat temu w chicagowskiej prasie poruszono sprawę pirackich nagrań polskich filmów, które dzień po emisji w Polsce były dostępne w tamtejszych wypożyczalniach. Lokalna policja była bezradna, tłumacząc się brakiem międzynarodowych regulacji.

Ochrona własności intelektualnej – również w środowisku cyfrowym – jest tak samo ważna, jak ochrona własności osobistej. Pozbawianie kogoś tego prawa jest zwyczajną kradzieżą, niezależnie od tego, czy dotyczy przedmiotu, czy dzieła intelektualnego. Współczesne nośniki informacji i technika cyfrowa sprawiły, że przepisy wymagają uaktualnienia. Potrzebujemy nowoczesnych zabezpieczeń na miarę dzisiejszych środków przekazu.

Władza została ustanowiona przez Boga w celu utrzymania porządku społecznego. Jeśli wierzący człowiek chce żyć w pokoju i nie obawiać się władzy, musi stosować się do prawa. „Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu” (Rz 13,3–4). Przykazanie „Nie kradnij” zostało ustanowione przez samego Boga i dotyczy wszystkich przejawów własności.

Niedawno na Facebooku ktoś pochwalił się, że chce przetłumaczyć pieśń, którą usłyszał na YouTube, aby śpiewać ją w swoim zborze. Zapytałem w komentarzu, czy jest świadomy praw autorskich twórców. Inne osoby wyraziły poparcie dla zamiaru „zawłaszczenia” tej piosenki. Dobrze, że nie pojawiło się znane mi już wcześniej uzasadnienie, że przecież robi się to „na chwałę Pana”. Myślę, że nie pomylę się, jeśli powiem, że Bóg brzydzi się kradzioną chwałą.

Świat kieruje się swoimi bezbożnymi regułami. Nic dziwnego, że powstają protesty w obronie piractwa, choć oficjalnie podaje się inne powody, jak rzekoma obrona wolności słowa. Ten sam argument bywa używany do rozpowszechniania pornografii i niemoralnych treści. Tymczasem Boże zasady są jasne i służą dobru człowieka. Psalmista wyraził w Psalmie 119 zachwyt nad Bożymi przykazaniami; warto je sobie przypominać, bo w nich zawarta jest mądrość. Salomon zapisał dla potomnych cenną wskazówkę: „Synu mój! Nie zapominaj mojej nauki, a twoje serce niech przestrzega moich przykazań, bo one przedłużą ci dni i lata życia oraz zapewnią ci pokój” (Prz 3,1–2).

Henryk Hukisz

Sunday, January 22, 2012

Kolor nieba

 Kolory nieba robią na nas wrażenie, przynajmniej na mnie ogromne. Przerażenie ogarnia, gdy nieba pokrywa się czarnymi chmurami. Później zrywa się silny wiatr, trzęsie drzewami i po chwili leje "jak z cebra". Gdy burza przemija, niebo pokryte jest całą paletą barw, aż trudno jest oderwać wzrok. Lubimy kolorowy świat. 

Na temat nieba napisano  już mnóstwo wierszy, śpiewa się wiele piosenek, malarze poświęcili tony farb, aby oddać ten niecodzienny urok. Jak smutno byłoby dokoła nas, gdyby nie kolory otaczającej nas fauny i flory. Nawet niebo zadziwia nas przeróżnymi kolorami, od ciemnego ołowiu chmur, po czerwień zachodzącego słońca za horyzontem.

Niedawno rozmyślałem nad tym, jakiego koloru jest niebo, nie to widoczne gołym okiem, lecz to, do którego tęskni nasza dusza. Może ktoś powie, że to nie jest ważne i być może ma rację, ale czy nie można pomyśleć o kolorowym niebie, skoro tak często marzymy, aby nasze otoczenie stało się bardziej barwne. Co bardziej wypełnia nasze marzenia – czy to, czym żyjemy docześnie, czy to, do czego powołał nas Pan? Tutaj przebywamy tylko jakiś czas, nawet sto lat jest mgnieniem oka w porównaniu z  wiecznością. Warto więc zastanowić się, jak kolorowo będzie w niebie, gdzie spędzać będziemy całą wieczność.
W Biblii jest napisane, w co mocno wierzymy, że wszystko zostało stworzone przez Boga Jego Słowem. Ewangelista Jan napisał: "Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało" (Jan 1:3). Nie musimy znać greki, aby wiedzieć, że użyte w tym wersecie słowo „wszystko” znaczy dokładnie „wszystko”. A to oznacza, że kolor został też wymyślony przez Stwórcę – a to już wystarczy, aby o tym przez chwilę porozmyślać.
Gdy czytamy opis budowy namiotu przybytku, a później świątyni, to zauważamy, że do tego dzieła zostali zatrudnieni najbardziej zdolni artyści, a oni są specjalistami od kolorów.  Piękno świątyni  Salomona było podziwiane przez stulecia. W czasie, gdy Chrystus przybył do Jerozolimy, Jego uczniowie powiedzieli, że "jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i klejnotami" (Łuk. 21:5). Kapłani, którzy sprawowali służbę Bożą w świątyni mieli na sobie wspaniałe ozdoby. Szczególną był kolorowy napierśnik zbudowany z dwunastu kolorowych kamieni. Z łatwością można sobie wyobrazić migotanie kolorowych płomieni świeczników odbite w tych kamieniach.
Co to jest kolor? Według naukowych definicji, jest on tylko wrażeniem barwnym wywołanym zewnętrznymi czynnikami. Kiedyś zajmowałem się zawodowo spektrometrami, więc musiałem poznać procesy powstawania tych wrażeń. lecz prawdziwe piękno nieskończonej palety barw to nie wykres graficzny spektrometru, to coś więcej, co jedynie może wyrazić nasza dusza   Kolejne pytanie, jakie nasuwa się w tym temacie, to ile jest kolorów. Tęcza, jaką uczynił Pan na niebie, jako Boży znak nadziei, zbudowana jest z siedmiu kolorów. Obecnie, gdy kupujemy monitor lub telewizor, interesuje nas techniczny parametr – ile kolorów odtwarza. Niektóre potrafią wytworzyć 16 milionów kolorów lub więcej. Ile kolorów tak naprawdę potrafi zobaczyć nasze oko?
Kiedyś przeczytałem taką ciekawostkę, że pióro w ogonie pawia jest w rzeczywistości przeźroczyste i bezbarwne. Tę ogromna gamę kolorów, jakie widzi nasze oko, to światło załamane w odpowiednio uformowanych mikronowych elementach, z jakich zbudowane jest to pióro. Z pewnością niejeden z nas robił doświadczenia na lekcjach fizyki, polegające na rozszczepieniu wiązki światła w pryzmacie, dzięki czemu można było podziwiać na ekranie wspaniałe kolory. Tak więc, bez światła nie ma kolorów. To co widzimy jako kolory, to wrażenia odbierane przez nasze oko.
Skoro zastanawiamy się, jakiego koloru jest niebo, warto jest przypomnieć sobie opis nowego miasta, jakie zstąpi na nową ziemię i do nowego nieba. Podstawowym budulcem nowej Jerozolimy są niezliczone ilości drogocennych kamieni, a ulice będą ze złota. Apostoł Jan w księdze Objawienia podaje dość dokładny opis tego wydarzenia - "Kamienie węgielne muru miasta były ozdobione wszelakimi drogimi kamieniami: kamień pierwszy, to jaspis, drugi szafir, trzeci chalcedon, czwarty szmaragd, piąty sardoniks, szósty karneol, siódmy chryzolit, ósmy beryl, dziewiąty topaz, dziesiąty chryzopras, jedenasty hiacynt, dwunasty ametyst. A dwanaście bram, to dwanaście pereł; a każda brama była z jednej perły. Ulica zaś miasta, to szczere złoto, jak przezroczyste szkło" (Obj. 21:19-21). No tak, ale przecież jest też napisane, że słońca już nie będzie - "A miasto nie potrzebuje ani słońca ani księżyca, aby mu świeciły" (Obj. 21:23). Skoro nie będzie już światła słonecznego, jak będzie można podziwiać wspaniałość kolorów tych wszystkich drogocennych kamieni?
Drodzy, ja nawet nie jestem w stanie ani opisać, ani wyobrazić sobie jakie to będą kolory, skoro źródłem ich powstania nie będzie już słońce, lecz Boża chwała rozpalona płomieniem lampy, którą jest Baranek. Apostoł Paweł miał łaskę oglądania odrobiny tego, co nas czeka i napisał, że to co widział i słyszał, "nie godzi się powtarzać" (2 Kor. 12:4).
Nasze oko fizyczne nie jest w stanie zobaczyć tych barw, jakie będą w niebie. Dlatego też musimy przejść transformację, "albowiem to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone, a to, co śmiertelne, musi przyoblec się w nieśmiertelność" (1 Kor. 15:53). Teraz widzimy cielesnym okiem i nie możemy zobaczyć prawdziwych kolorów nieba, "gdyż są ciała niebieskie i ciała ziemskie, lecz inny jest blask niebieskich, a inny ziemskich" (1 Kor. 15:40). Dla nas, którzy uwierzyliśmy i staliśmy się nowymi stworzeniami, Bóg przygotował to, "czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło" (1 Kor. 2:9).
Lecz już teraz, wiarą możemy zobaczyć coś z tej wspaniałości, jaka oczekuje nas w kolorowym niebie. Bez wiary, widzimy jedynie doczesne barwy, które cieszą nasz fizyczny wzrok. Potrzebujemy czegoś, co Jezus ofiarował zborowi w Laodycei, mówiąc aby nabył "maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał" (Obj. 3:18). Bez niej, jesteśmy ślepi, nie możemy zobaczyć tego, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują.
Bez wiary nie zobaczymy koloru nieba, jedynie piękny firmament nad naszymi głowami. Jego kolor zależy od pogody, która jest bardzo zmienna. Kolor nieba natomiast jest wieczny, warto jest więc nabyć maści, która leczy wzrok aby móc go zobaczyć.
Henryk Hukisz

Wednesday, January 18, 2012

Prawda wypisana na twarzy

Moja twarz wyraża znacznie więcej niż to, co chcę przekazać słowami. Badania nad komunikacją wskazują, że na twarzy wypisane jest więcej, niż potrafi wyrazić sam język. Przyjmuje się, że wypowiadane słowa stanowią jedynie 7% przekazu, ton głosu – 38%, natomiast aż 55% tego, co naprawdę chcemy powiedzieć, odczytuje się z naszej mimiki. Warto o tym pamiętać, jeśli zależy nam na byciu dobrze zrozumianym. W rozmowie telefonicznej tracimy ten ważny kanał komunikacji. Nawet podczas bezpośredniej rozmowy nie powinniśmy unikać kontaktu wzrokowego czy odwracać twarzy, gdyż to ona często mówi więcej niż słowa.

Pierwszy biblijny zapis tej „psychologii wyrażania serca” odnajdujemy na samym początku historii ludzkości. Gdy Kain i Abel składali ofiary Bogu, ich twarze różniły się tak bardzo, jak różniło się ich nastawienie do Stwórcy. Ofiara Kaina nie została przyjęta, ponieważ Bóg znał jego serce. Czytamy: „a na Kaina i na jego ofiarę nie zwrócił uwagi. Wtedy Kain rozgniewał się bardzo i zasępił” (Rdz 4:5). Mój ulubiony przekład, Biblia Gdańska, oddaje stan Kaina jeszcze dosadniej: „rozgniewał się Kain bardzo, i spadła twarz jego”. Choć wyrażenie „spadła twarz” brzmi dziś nieco archaicznie, w języku oryginału trafnie opisuje ono stan wewnętrznego upadku, który odbija się na rysach twarzy.

Nasza twarz może wyrażać radość lub smutek. Nie rozważam tu stanów pośrednich, chcę jedynie podkreślić, jak istotna jest mimika w relacjach z innymi. Stare polskie przysłowie mówi: „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Powinniśmy więc dbać o to, jak postrzegają nas inni. Bóg, na szczęście, nie ma z tym problemu, ponieważ On patrzy głębiej, jak to wyraził ustami proroka Samuela: „Nie patrzę bowiem tak, jak patrzy człowiek. Człowiek dostrzega to, co widzą oczy, a Pan patrzy na serce” (1 Sm 16:7). My jednak mamy możliwość widzenia jedynie oblicza drugiej osoby i to z niego odczytujemy intencje. Jeśli chcemy być właściwie zrozumiani, musimy pamiętać, że wyraz naszej twarzy jest często ważniejszy od wypowiedzianych słów.

Bardzo często, chcąc ukryć swój prawdziwy stan, nakładamy maski. Dawniej aktorzy teatralni posługiwali się nimi, by lepiej wczuć się w rolę – jest to zrozumiałe w przypadku sceny. Słyszymy też historie o komikach, których zadaniem jest rozweselanie innych, podczas gdy ich osobiste życie bywa zupełnie odmienne. Zdajemy sobie sprawę, że zakładanie masek w relacjach z bliźnimi nie buduje głębokich więzi. Specjalistą od występowania w masce jest diabeł, o czym wspomina Apostoł Paweł: „I nic dziwnego; wszak i szatan przybiera postać anioła światłości” (2 Kor 11:14). To z pewnością nie jest model do naśladowania.

Dobrze jest kierować się biblijną prawdą zapisaną przez Salomona: „Jak woda odbija twarz, tak serce człowieka – człowieka.” (Prz 27:19). Jeśli nasze serce wypełnia radość, będzie ona widoczna na twarzy. Jeśli przeżywamy smutek, nie uważam, aby szczerością było udawanie wesołości. Pismo mówi, że mamy płakać z tymi, którzy płaczą, lecz nie jest wskazane, by trwać w długotrwałym przygnębieniu. Jesteśmy dziećmi Bożymi i mamy w niebie wspaniałego Ojca, który zawsze śpieszy z pomocą. Gdy Jezus zapowiedział uczniom swoje odejście, zasmuciły się ich serca, jednak On dał im obietnicę: „Teraz wprawdzie się smucicie, lecz znowu was zobaczę i uraduje się wasze serce, a waszej radości nikt wam nie odbierze” (Jn 16:22).

Apostołowie zaznaczali, że choć doświadczamy smutku, jest on chwilowy. Piotr pisze: „Dlatego cieszcie się, chociaż teraz trzeba, abyście z powodu różnych doświadczeń trochę byli zasmuceni” (1 Ptr.1:6). Często smucimy się wtedy, gdy nasze niewłaściwe postępowanie zasmuca Ducha Świętego, który w nas mieszka. Taki smutek powinien jednak trwać jak najkrócej, gdyż pragnieniem zbawionego serca jest szybkie wyznanie grzechu i otrzymanie przebaczenia. Paweł zauważa: „Ten bowiem zgodny z wolą Boga smutek owocuje nawróceniem ku zbawieniu, i tego się nie żałuje. Smutek zaś tego świata powoduje śmierć” (2 Kor 7:10). Mamy znacznie więcej powodów do radości niż do smutku, zgodnie z wezwaniem: „Zawsze się radujcie” (1 Tes 5:16).

Jak widzą nas inni? Kiedyś słyszałem opowiadanie o człowieku, który w pewnym zborze stał przy wejściu, rozdając zaproszenia na ewangelizację. Przechodzący obok człowiek, spojrzawszy na twarz tego brata, stwierdził: „Mam dosyć własnych kłopotów, żeby brać jeszcze wasze”. Łatwo się domyślić, że wyraz twarzy owego brata nie stanowił zachęty do poznania Ewangelii.

Gdy dzielimy się świadectwem, gdy śpiewamy o wspaniałości Bożej łaski i mówimy o wielkiej miłości Boga, ludzie patrzą również na nasze twarze. Pomyślmy: co one im komunikują? Obyśmy nie byli obłudni w wyrażaniu radości, jeśli w rzeczywistości wypełnia nas smutek wynikający z braku Bożej bliskości.

Chcę zakończyć to rozważanie świadectwem Hioba, którego smutek był w pełni usprawiedliwiony. W jego księdze znajdujemy radę: „Jeśli przygotujesz swoje serce i wyciągniesz ku Niemu ręce, jeśli usuniesz grzech, który jest na twoich rękach i nie będzie nieprawości w twym namiocie, to podniesiesz oblicze bez skazy, będziesz silny i wolny od lęku. Zapomnisz o swoim cierpieniu, wspomnisz je zaledwie jak wodę, która przepłynęła” (Hi 11:13-16).

Od jakości naszego serca zależy jakość życia, które będzie świadectwem pokoju, jakiego świat nie zna. Dalej ten wierny sługa Boży mówi: „I życie twoje zaświeci jaśniej niż słońce w południe, a ciemność stanie się jak poranek. Możesz ufać, bo masz  nadzieję, rozejrzysz się i bezpiecznie spać będziesz. Będziesz leżał i nikt cię nie przestraszy, a wielu będzie ci schlebiać” (Hi 11:17-19).

Czy twoja twarz sprawia, że ci, którzy cię widzą, pragną Bożej łaski, o której dajesz świadectwo swoim życiem?

Henryk Hukisz

Saturday, January 14, 2012

Przerwana kolacja

 Wiadomość, prawie jak jak ta sprzed stu lat o zatonięciu „Titanica” (w 1912 roku). Dziś na pierwszych stronach gazet każdy może przeczytać o tragicznym zatonięciu statku wycieczkowgo „Concordia”.
To, co mnie uderzyło, to moment, w jakim zdarzyła sie ta tragedia. Dwie godziny po wypłynięciu z portu odbywała się uroczysta kolacja, większość pasażerów w strojach wieczorowych, w myślach rozważa wspaniałe chwile i przygody jakie na nich czekają podczas tego rejsu. W momencie, w którym nikt nie się spodziewał, kiedy zajęci byli spożywaniem dań na suto zastawionych stołach, nagle musieli  ratować się, skacząc do zimnej wody. Dzięki Bogu, prawie wszyscy z liczby około 4300 osób znajdujących sie na statku zostalo uratowanych. Na razie nie jest jeszcze znana liczba tych, którzy nie wyszli z tej tragedii.
Być może oglądaliśmy któryś z filmów apokaliptycznych, których scenariusz dzieje się w czasie końca świata, lub jak wolimy powiedzieć, w czasie powrotu Chrytsusa po swój Kościół. Takie sceny mają wstrząsnąć widzem, aby zatanowił się nad najważniejszym wezwaniem Chrytsusa jakie zostawił, będąc wśród ludzi na ziemi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie” Mat 24:42.
Tragedie mają miejsce od początku świata, są jakby wpisane w historię ludzkości. Zdarzenia, których nie można przewidzieć, przerażają. Są ludzie, którzy panicznie boją się wyjść z domu, gdyż obawiają się, że spotka ich jakieś nieszczęście. Jednak większość z nas, nie myśli na codzień, że jakieś tragiczne zdarzenie zakłóci szczęśliwy powrót do domu. Jedankowoż powinniśmy zawsze mieć wpamięci to, że w najbardziej nieoczekiwanej chwili, zobaczymy dziwne zjawisko, jakby błyskawicę na niebie. Jezus przypomina: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie.” Mat 24:44.
Z łatwością możemy namalować w swojej wyobraźni scenariusze tego najważniejszego momentu. Jezus powiedział, że to stanie się tak nagle - Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Mat 24:40,41.
Być może znajdujemy sie w podobnej chwili, jak pasażerowie „Concordii”. Z zadowoleniem używamy życia, bo przecież sami zapracowaliśmy na to, aby korzystać z dostępnych uciech. Być może zajęci jesteśmy tak bardzo pracą dla Pana, że nie pamiętamy o gotowości na spotkanie z Nim. W zborze laodycejskim panował nastrój takiego zadowolenia z tego, co osiągnęli, że już nic więcej nie potrzebowali - Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję. Obj. 3:17. Jezus miał zupełnie inne zdanie o ich osiągnięciach. Dlatego, kierując się troską i miłością, pokazał gdzie tak naprawdę On się znajduje – za drzwiamu tego zboru. Przerażająca prawda, jak każda Boża prawda, odsłania rzeczywisty obraz, jaki widzi Bóg.
Kolacja, jest posiłkiem wieńczącym dokonania dnia. Jest to chwila zadowolenia z tego, co zostało zrobione. Jednak Bóg poddaje wszystkie nasze dzieła swojej ocenie – ocenie ognia. To wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień. 1 Kor. 3:13. Ta próba nie ma sobie równej, jakim poddawane są nasze dokonania, przez nas samych i innych na tej ziemi.Tutaj możemy siebie ocenić mylnie, a jeszcze częściej, jesteśmy błędnie oceniani przez naszych bliźnich. Nikt z nas nie posiada właściwych kryteriów oceny, jedynie Bóg może tego dokonać sprawiedliwie. Lecz gdy On podda próbie nasze dzieła, nie będzie już czasu na poprawkę – albo ostoją się, albo ulegną spaleniu.
Jezus powiedział wyraźnie, abyśmy gromadzili skarb, lecz nie na ziemi. On powiedział: „gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje.” Mat 6:20,21. Jeśli nasze serce jest związane ze skarbem zgromadzonym w niebie, nie będziemy lękać się, kiedy nastanie moment spotkania. Może nawet zaczniemy już tęsknić za tym, aby jak najprędzej zobaczyć się z Panem i usłyszeć: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.” Mat. 25:21.
Jak będziemy wyglądać, gdy nagle zostaniemy wezwani przed oblicze Pana, gdy nasza kolacja zostanie gwałtownie przerwana?
Dzisiaj jest jeszcze szansa na poprawę, możemy posłuchać głosu Jezusa. Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną. Obj. 3:20.
Tej, najbardziej uroczystej z uroczystych kolecji, już nic nie przerwie!
Henryk Hukisz

Friday, January 13, 2012

Jaką woń wydaje twoje życie?

Powonienie jest jednym ze zmysłów, w jakie Stwórca wyposażył człowieka, i to z pewnością nie było Jego kaprysem. Rozumiemy, że wzrok jest nam bardzo potrzebny, mowa i słuch tak samo, wspaniale jest rozkoszować się słodyczą zjadanych potraw. Możemy się nieraz zastanawiać, po co potrzebne jest nam powonienie. Są sytuacje, gdy wolelibyśmy nie czuć zapachów jakie nas otaczają.
Skoro o Bogu czytamy, że ma upodobanie w odbieraniu przyjemnej woni, to my stworzeni na Jego obraz, powinniśmy też szukać zadowolenia w odbieraniu jak i w wydawaniu miłych zapachów. Wiodąca myśl tego rozważania zaczerpnięta jest z listu Apostoła Pawła do wierzących w Koryncie - "Bogu niech będą dzięki, Temu, który w Chrystusie zawsze nas wiedzie w pochodzie triumfalnym i przez nas roznosi po wszystkich miejscach woń Jego poznania. Jesteśmy bowiem wonnością Chrystusa dla Boga wśród tych, którzy dostępują zbawienia, jak i wśród tych, którzy idą na zatracenie" (2 Kor. 2:14-15).
Z łatwością można zuważyć, że źródłem skąd płynie nasza „wonność” nie jest dezodorant, ani inne sztuczne pachnidło, lecz jest nim zwycięstwo, jakie odnosimy w Chrystusie. Woń zwycięstwa, to brzmi zupełnie inaczej, niż zapach życia.
Nie ma zwycięstwa bez kosztów. Jezus dał swoim uczniom lekcję ekonomii, mówiąc o przygotowaniu się do walki. Tak jak budowniczy domu, wpierw zastanawia się, czy stać go na dokończenie a król, szykując się do wojny, liczy ile będzie go ta walka kosztować, bo musi powołać odpowiednią liczbę wojowników. Te słowa Mistrz powiedział w kontekście nauki o życiu, a dokładniej, o wyrzeczeniach, i to nie cząstkowych, lecz całkowitych - "Tak więc każdy z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co do niego należy, nie może być Moim uczniem" (Łuk 14:33).
Apostoł Paweł, pisząc później do uczniów Pańskich w Rzymie, tak to ujął - „Zachęcam więc was bracia, przez wzgląd na miłosierdzie Boga, abyście złożyli wasze ciała na ofiarę żywą, świętą, podobającą się Bogu, związana z waszą mądrą służbą” (Rym. 12:1). Złożyć ofiarę ze swojego życia? Czy  nie za wiele mamy dać Bogu? Ofiara żywa, znaczy, że mamy oddać swoje życie teraz, dopóki żyjemy, mamy oddać je Panu. Ofiara oznacza również śmierć.
Izraelici byli oswojeni z widokiem uśmiercanych owiec, baranów, bydła i ptaków w celu złożenia ich na ołatarzu ofiarnym. Starotestamentowy obraz składanych zwierząt na ofiarę wskazywał na największa ofiarę, jaką złożył ze swego życia Boży Syn. Listy apostolskie opisują dokładnie na czym polega znaczenie ofiary Chrystusa, jako Bożego Baranka. Najlepiej oddaje to List do Hebrajczyków; "... krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego siebie samego jako niewinnego ofiarował Bogu" (Heb. 9:14). Jezus, tą ofiarą, uwielbił swego Ojca, jak sam to wyraził słowami modlitwy: „Uwielbiłem Ciebie na ziemi, bo wypełniłem dzieło, które powierzyłeś Mi do wykonania” (Jan 17:4).
Uwielbienie Boga przez ofiarę. To nie jest piękne hasło, czy pobożne życzenie. Jest to jedyna forma najlepszego uwielbienia Boga za wszystko, co od Niego Mamy. Biblia jest pełna przykładów ludzi, którzy padali na oblicza, składali olbrzymie ofiary, ślubowali Bogu wierność w chwili zwycięstwa, jakie Pan im zgotował.
Nie muszę nikogo, kto narodził sie na nowo i stał sie dzieckiem Bożym przekonywać o tym, że Bogu winni jesteśmy nie tylko złożyć pokłon, lecz ofiarę z całego życia. Apostoł Paweł wyraził to pragnienie uwielbienia Boga słowami: „Z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. I już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. To zaś, co teraz przeżywam w ciele, przeżywam w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował” (Gal. 2:20).  Ukrzyżowany, aby żyć już tylko dla Niego. Czy my otrzymaliśmy łaskę zbawienia mniejszą niż Paweł?
Słyszałem kiedyś opowiadanie, że najlepsze zapachy z kwiatów uzyskuje sie w procesie zgniatania ich na miazgę. Czy nasz Pan nie jest godzien, aby wydać dla Niego woń w wyniku zgniatania nas w doświadczeniu? Dlaczego miałby Pan nas tak doświadczać? Słyszy się nieraz, że jako dzieci Króla, mamy zagwarantowane życie w dostatku i zdrowiu. A jednak, Słowo Boże pokazuje nam wyraźnie, że miłość Ojca wyrażona jest inaczej - "Pan bowiem karci tego, kogo kocha, chłoszcze zaś każdego, którego przyjmuje za syna" (Heb. 12:6). Na tym polega miłość Ojca, że On pragnie nas tak ukształtować wewnętrznie, abyśmy stali się Jego synami, tak świętymi jak On sam. Bóg wie co jeszcze w naszym życiu ma zostać poddane obróbce. Jak garncarz, bierze nasze życie w Swoje dłonie i ugniata, aż uzyska naczynie, jakie Sam zamierzył.
Zwycięstwo, jakie odnosimy w tym procesie, to nie wielkie dokonania, cuda i czyny na Bożej niwie lecz całkowite poddanie się Bogu. Salomon zapisał, że "ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta" (Prz. Sal. 16:32). Bóg pragnie mieć nas dla Siebie i u Siebie bardziej, niż widzieć nas w wielkich dziełach dla Niego. On jest Bogiem zazdrosnym, On powiedział: „Pan, którego imię brzmi Zazdrosny, jest Bogiem zazdrosnym” (2 Moj. 34:14), co znaczy, że pragnie mieć nas na Swoją wyłączną własność. Dlatego, kierując się miłością, poddaje nas doświadczeniom, próbom. Jak to odbieramy? Czy poddajemy się, jak Maria która "wzięła funt prawdziwego olejku nardowego, bardzo drogiego, namaściła stopy Jezusa i wytarła je swoimi włosami" (Jan 12:3).
Jaką woń Pan odbiera z naszego życia? Czy z rozkoszą wypełnia Swoje nozdrza owocem ofiary z naszego życia? A może, jak kiedyś Izrael, ustami Go wielbimy, nie bacząc na to, jakie świadectwo wydajemy swoim życiem. Apostoł Paweł zachęcał wierzących w Koryncie, aby ich woń pociągała innych do zbawienia.
Był czas w Izraelu, gdy Bóg posłużył sie mocnym słowem w stosunku do tych, ktorych wybrał, wyprowadził z Egiptu i dał wspaniałości Ziemi Obiecanej. Ponieważ nie słuchali go i nie oddawali Mu szczerej czci, jaka Mu się należy, zapytał wprost: "Jeżeli Ja jestem Ojcem, to gdzie jest Moja cześć? I jeżeli Ja jestem waszym Panem, to gdzie jest bojaźń przede Mną? (Mal. 1:6). Lecz oni nadal składali Bogu ofiary i nie brali do serc Bożego napomnienia. Dlatego Bóg tak określił to, co robili nieszczerze - "rzucę gnój na waszą twarz, gnój waszych świąt, i oddalę was od siebie" (Mal. 2:3).
Raz jeszcze zapytam, jaką woń wydaje twoje życie?
Henryk Hukisz

Wednesday, January 11, 2012

Owoc warg


W języku angielskim istnieje wyrażenie “lip service”. Oznacza ono, że ktoś chce komuś okazać pomoc, i czyni to jedynie słowami, za którymi nie stoi jakakolwiek czynność.
W Biblii czytamy natomiast: „Przez Niego więc nieustannie składajmy Bogu ofiarę pochwalną, to jest owoc warg, które wyznają jego imię” (Heb. 13:15). Co to jest „owoc warg”? Na ile, w życiu wielu chrześcijan, jest to jedynie „lip service”?
Wargami, a dokładniej ustami, posługujemy się na co dzień i nie wyobrażamy sobie życia bez możliwości wypowiedzenia swoich myśli. Chyba, że jest ktoś niemy, i nie może posługiwać się ustami, używa wówczas języka migowego. Oprócz normalnej możliwości wyrażania swoich myśli za pomocą ust, istnieje jeszcze tzw. mowa ciała. Specjaliści od gestów jakie wykonuje człowiek, potrafią lepiej odczytać nasze zamierzenia obserwując nasze ciało, niż jedynie słuchając tego, co wypowiadają nasze usta. Ja chcę zająć się teraz naszymi wargami, a raczej tym co z nich wychodzi.
Greckie słowo „cheilos” znaczy zarówno wargi, jak i brzeg morza. Z ust wylewają się potoki słów, przekraczając nasze wargi, jak woda gdy wylewa się z morza, przekracza jego brzeg. Znaczenie ma to, co wychodzi z naszych ust a nie one same. Porównanie ust z brzegiem morza dało chyba skojarzenie z laniem wody, gdy ktoś mówi jedynie dla samego mówienia.
Skoro Bóg wyposażył nas w usta, widocznie mają one służyć czemuś dobremu. Ktoś kiedyś powiedział, w oparciu o werset z listu Jakuba - a niech każdy człowiek będzie skory do słuchania, nieskory do mówienia (Jak 1:19), że powinniśmy dwa razy więcej słuchać, niż mówimy, skoro mamy dwoje uszu i tylko jedne usta. Ważniejsze jest jednak to, co mówimy a nie ile słów wypowiadamy.
Najważniejsze jest jednak to, jakie słowa wypowiadamy i co za nimi stoi. Czy są to jedynie puste słowa, czy też wypowiadamy je odpowiedzialnie, gdyż słowa zobowiązują. Jezus ostrzega, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu (Mat. 12:36). Przerażające, no nie? Z każdego słowa! A tak łatwo je wypowiadamy, nie zastanawiając się, jakie konsekwencje mogą wywołać. Już tu na ziemi, niekoniecznie musimy czekać na dzień sądu, możemy poznać skutek działania naszych słów.
Najwięcej wskazówek odnośnie do tego, jak należy i jak nie należy posługiwać się  językiem, dzięki któremu wypowiadamy słowa, jest Księga Przypowieści Salomona. Przytoczę jedynie kilka przykładów.
„Śmierć i życie są w mocy języka, lecz kto nim zyskuje przyjaciół, korzysta z jego owocu.”  (Prz. Sal. 18:21).
„Kto pilnuje swoich ust i swojego języka, uchroni swoją duszę od niejednego niebezpieczeństwa.”  (Prz. Sal. 21:23).
„Fałszywy język nienawidzi tych, których zmiażdżył, a usta pochlebcy prowadzą do zguby”  (Prz. Sal. 26:28).
I jeszcze jedna poważna przestroga „Usta sprawiedliwego tryskają mądrością, lecz język przewrotny będzie wyrwany” (Prz. Sal. 10:31).
Apostoł Jakub, w swoim powszechnym liście, zawarł również dość szczegółową naukę na temat posługiwania się językiem. W prawdzie, słowa te kieruje w pierwszym rzędzie do nauczycieli, to jednak wszyscy ponosimy tą samą odpowiedzialność za słowa, jakie wypowiadamy. Ten, kto potrafi kontrolować swój język, zaliczony jest do grona mężów doskonałych. Dopuszczamy się bowiem wszyscy wielu uchybień; jeśli kto w mowie nie uchybia, ten jest mężem doskonałym, który i całe ciało może utrzymać na wodzy (Jak. 3:2).  Kontrola języka jest zadaniem nie prostym; tak jak zmuszenie konia do posłuszeństwa, wymaga odpowiedniego sprzętu, tak i nasz język nie poddaje się z łatwością. I język jest ogniem; język jest wśród naszych członków swoistym światem nieprawości; kala on całe ciało i rozpala bieg życia, sam będąc rozpalony przez piekło (Jak. 3:6).
Mamy jeden język, nasze usta są jednym źródłem, przez brzegi którego wylewa się treść naszych myśli. Trudne jest poskramianie języka, jak mówi Apostoł Jakub: „Natomiast nikt z ludzi nie może ujarzmić języka, tego krnąbrnego zła, pełnego śmiercionośnego jadu.” (Jak. 3:8). Skoro mamy tylko jeden język i jedne usta, to musimy coś zrobić, aby wysławianie Boga nie mieszało się ze słowami, którymi źle mówimy o ludziach. Nim wysławiamy Pana i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże; z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak, bracia moi, być nie powinno  (Jak. 3:9,10).
Jaki owoc wydają nasze wargi? Można nauczyć się ładnie mówić, czy śpiewać. Już prorok Izajasz powiedział o Izraelitach, że oddają cześć Bogu jedynie ustami. I rzekł Pan: Ponieważ ten lud zbliża się do mnie swoimi ustami i czci mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode mnie, tak że ich bojaźń przede mną jest wyuczonym przepisem ludzkim (Izaj. 29:13).
Ja nie mówię tu o tych, którzy, gdy otworzą swoje usta, to trzeba zatykać uszy, lub przynajmniej stosować jakieś filtry ochronne. O nich pisał Apostoł Paweł: „Grobem otwartym jest ich gardło, językami swoimi knują zdradę, jad żmij pod ich wargami; usta ich są pełne przekleństwa i gorzkości” (Rzym. 3:13,14).
Mam na uwadze nas, wierzących, którzy nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jaki owoc wydają nasze wargi. Czy uprawiamy jedynie „lip service”, gdy z łatwością wypowiadamy słowa, zarówno do Boga jak i do bliźnich, nie zastanawiając się nad tym, że za słowami powinny iść czyny.
Na zakończenie chcę przypomnieć dobrą radę Apostoła Piotra: „Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej” (1 Ptr. 3:10).  Wysławiajmy Pana szczerym sercem i czystymi ustami, ponieważ, jak powiedział Pan Jezus, “z obfitości serca mówią usta jego” (Łuk. 6:45).
Warto więc zastanowić się nad obfitością, jaka wypełnia nasze serca. O tym napiszę w następnym rozmyślaniu.
Henryk Hukisz

Honor żołnierza

Jestem Poznaniakiem i interesuje mnie szczególnie to, co dzieje się w moim mieście. Nawet, gdy mieszkałem przez wiele lat w Chicago, dzięki internetowi mogłem na bieżąco śledzić wydarzenia nie tylko lokalne, lecz również i w Polsce.
Przed wielu laty z czołówek internetowych witryn nie chodziła sprawa postrzelenia się prokuratora wojskowego podczas konferencji prasowej w Poznaniu. Nie mam zamiaru odnosić się do meritum tej sprawy, lecz jedynie do fragmentu oświadczenia, jakie zostało odczytane przed tym tragicznym zdarzeniem. Pułkownik powiedział: nigdy nie przyniosłem ujmy Rzeczpospolitej Polskiej i będę bronić z całą stanowczością honoru oficera Wojska Polskiego i Prokuratora.” (Rzeczpospolita)
Honor , to słowo znikające z horyzontu świata komercyjnego, wypełnionego interesem za wszelką cenę. Dziś wyrażenie „słowo honoru” nie robi już na nikim wrażenia - liczą się fakty i dowody. Honor, to poczucie godności osobistej, to dobre imię. W kontekście Słowa Bożego, mówienie o honorze jest jak najbardziej uzasadnione.
W Biblii jest mowa o godnym postępowaniu wierzących ze względu na powołanie przez Boga. Greckie słowo „aksios” mówi o zachowanu właściwej, odpowiedniej ze względu na to, kim się jest, postawy. Apostoł Paweł używa tego wyrażenia, zwracając się do wierzących w Rzymie, aby przyjęli innych „jak przystoi świętym” Rzym. 16:2, oraz pisząc do świętych w Efezie, napomina ich aby postępowali zgodnie z tym „jak przystoi na powołanie wasze” Efez. 4:1.
Oto kilka innych przykładów z Biblii wskazujących bardzo zdecydowanie na to, że mamy postępować godnie, czyli z honorem.
 „Niech życie wasze będzie godne ewangelii Chrystusowej, abym czy przyjdę i ujrzę was, czy będę nieobecny, słyszał o was, że stoicie w jednym duchu, jednomyślnie walcząc społem za wiarę ewangelii.”Filip. 1:27
„abyście postępowali w sposób godny Pana ku zupełnemu jego upodobaniu, wydając owoc w każdym dobrym uczynku i wzrastając w poznawaniu Boga”Kol. 1:10
„lecz jak zostaliśmy przez Boga uznani za godnych, aby nam została powierzona ewangelia, tak mówimy, nie aby się podobać ludziom, lecz Bogu, który bada nasze serca”1 Tes. 2:4
„Wszak wiecie, że każdego z was, niczym ojciec dzieci swoje, napominaliśmy i zachęcali, i zaklinali, abyście prowadzili życie godne Boga, który was powołuje do swego Królestwa i chwały.” 1 Tes. 2:12
Natomiast Apostoł Jan używa tego zwrotu w liście pisanym osobiście do umiłowanego Gajusa dając mu polecenie, aby wyprawił Bożych sług w drogę z honorem Bożym - „jak przystoi przed Bogiem”  [aksios tu theu] 3 Jan 6.
Wyrażenie „honor” nabiera szczególnego znaczenia gdy odnosi się do żołnierza, gdyż jego życie polega na zupełnym wyrzeczeniu sie własnych interesów na rzecz swoich przełożonych. Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał. 2 Tym., 2:3,4. Słownik języka polskiego PWN, definiując słowo „honor”, wyjaśnia je między innymi tak: postąpić szlachetnie, oddać komuś przysługę, zwykle z własną niewygodą lub krzywdą”.  Myślę, że takie jest również znaczenie honorowego, lub jak to jest użyte w naszym przekładzie Biblii, godnego postępowania ze wzgledu na to, że jesteśmy dziećmi Bożymi.  
Jak daleko można posunąć się w obronie honoru? Czy usiłowanie samobójstwa w przypadku poznańskiego prokuratora jest właściwym postępkiem w obronie honoru żołnierza? Z pewnością, jako ludzie wierzący w Boga, zachowujemy szacunek do życia innych osób jak i własnego. Jedynie Bóg jest Panem życia i śmierci i tylko On może podjąć decyzję, kiedy kończy sie jedno i nastaje drugie. Co do tego nie mam wątpliwości, ze żaden człowiek wierzący, będąc przy zdrowych zmysłach nie podejmie takiej decyzji, aby targnąć się na własne życie. A jednak, Apostoł Jan napisał, że ze względu na miłość Bożą w nas winniśmy życie oddawać za braci. 1 Jan 3:16. W czasie gdy te słowa były pisane, chrześcijanie byli prześladowani jak nigdy później. Wyznanie wiaryw Jezusa jako zbawiciela i zachowanie posłuszeństwa wobec Słowa Bożego znaczyło najczęściej gotowość oddania swego życia. Dzięki Bogu, żyjemy dziś w krajach, w których nie ma prześladowania takiego, jak w pierwszych wiekach. Chociaż wiem, że i obecnie są takie miejsca na ziemi, gdzie za wyznawanie wiary w Jezusa grozi śmierć albo cierpienie. Chylę czoła, oddając honor wobec tych wszystkich, którzy nie bacząc na cierpienie i pragnienie zachowania życia, nie zapierają się Chrystusa.
Apostoł Jan pisze o właściwej postawie dzieci Bożych wobec innych wierzących, którzy znaleźli się w potrzebie. Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża? Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą. 1 Jan 3:17,18. Honor dziecka Bożego nie powinien pozwolić na to, aby żyć spokojnie wiedząc o tym, że jakiś brat lub siostra w Chrystusie są w potrzebie. Mieszkam obecnie wśród ludzi, którzy gdy spotkają człowieka w potrzebie zwyczajowo wpowiadają piękne słowa o trosce, o miłości i modlitwie. Od Prezydenta począwszy, na zwykłym obywatelu skńczywszy, słyszę jak łatwo wypowiadają słowa” „I care about you”, „I pray for you” albo „I love you, realy I do”. Najczęściej są to jedynie słowa, nic więcej poza nimi się nie dzieje. Nieraz nie ma takiej możliwości, aby coś więcej uczynić, więc po co je wypowiadać. I tu pojawia się kwestia godności. Czy możemy pozwolić sobie na wypowiadanie słów, za którymi nic nie stoi? Czy jest to właściwe, odpowiednie dla dziecka Bożego? Postaram się odpowiedzieć na te pytania w kolejnym rozmyślaniu.
Zakończę wspaniała obietnicą, jaką Jezus dał wierzącym w sardejskim zborze: „Lecz masz w Sardes kilka osób, które nie skalały swoich szat, więc chodzić będą ze mną w szatach białych, dlatego że są godni” Obj. 3:4.
Henryk Hukisz

Saturday, January 7, 2012

Wdzięczny jak fiołek


Dziś, zamiast własnego rozmyślania, chcę podzielić się tekstem ze „Strumieni na pustyni”. Z pewnością, oprócz mnie, jest jeszcze sporo zwolenników tych wspaniałych codziennych rozmyślań.
Mam przed sobą pierwsze wydanie tej pozycji książkowej, tłumaczonej przez Marię Selmowiczową z języka rosyjskiego. Książeczka ta była codzienie używana przez moją mamę. Chociaż jest już bardzo podniszczona gdyż towarzyszy jej długa historia, jest treść jest nadal aktualna, ponieważ zawiera pocieszenia Słowa Bożego.
Ja obecnie, na codzień korzystam z wersji elektronicznej „Streams in the desert” (w języku angielskim), dostępnej dla posiadaczy iPhonów. Piszę o tym, aby zachęcić posiadaczy Androidów do ściągnięcia bezpłatnej wersji na swój aparat.
Oto historia zapisana pod datą 7 Stycznia (tekst oryginalny).
„Bomci się ja nauczył na tym przestawać, co mam” Filip. 4:11.
Apostoł Paweł pisał te słowa w lochu więziennym, będąc pozbawiony wszelkich wygód.
Jest pewne opowiadanie o cesarzu, który pewnego poranku, zwiedzając swój ogród – znalazł w nim wszystko pożółkłe, zwiędnięte i schnące. „Cóż to takiego?” – zapytał dębu rosnącego przy bramie i dowiedział się, że dąb cierpi pod ciężarem życia i pragnie nade wszystko śmierci – ponieważ nie jest tak wysoki i piękny jak sosna. Sosna trapiła się i drżała całym sercem dlatego, że nie przynosi winnych gron jak latorośl winna. Winna latorośl chciała zakończyć życie swoje, gdyż nie mogła wyprostować się i być tak piękną, zgrabną i postawną jak drzewo brzoskwiniowe; piwonia smuciła się i gnębiła, że nie jest podobna do pachnącego bzu. W takim stanie był cały ogród.
Wreszcie cesarz trafił na mały fiołeczek, którego główka była jak zwykle wdzięczna i dzielnie podniesiona ku górze.
„Ach, fiołeczku, jakże jestem szczęśliwy, że oprócz otajaczącego przygnębienia mogłem spotkać chociaż jeden mężny kwiateczek. Widać to zaraz, że nie jesteś przygnębiony.” – powiedział cesarz.
„Nie, nie, ja mam małe znaczenie – powiedział fiołek, bo przypuszczam, że gdybyś był, cesarzu, potrzebował dębu, sosny, drzewa brzoskwiniowego, albo bzu – tobyś je nasadził w obfitości; ale ponieważ wiedziałem, że potrzebny ci fiołek, to  pragnąłem wszystkimi siłami postarać się być fiołkiem jak najlepszym.”
Ci, którzy bez wszelkich ograniczeń oddają się Bogu we wszelkich warunkach, zadowoleni są z życia, bo dążą tylko do wypełnienia Jego woli i pragną służyć Mu tak, jak to się Jemu podoba; zapierają się samych siebie i w ubóstwie swoim są pewni, że za wszystkie swoje wyrzeczenia będą wynagrodzeni stokrotnie.

Tyle dzisiejsze rozważanie. Jakże prawdziwe, a to dlatego, że w Bożym Królestwie panują właśnie takie zasdy – Bóg wyznacza cel i sens życia każdemu, kogo do Siebie przyjmuje.
Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują,  tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich.  Rzym. 12:3-5.
Bóg nie oczekuje od więcej, niż w nas zaszczepił. Bądźmy więc wdzięczni za to, kim nas uczynił i uwielbijmy Go tym darem, jaki od Niego otrzymaliśmy.
Henryk Hukisz

Thursday, January 5, 2012

Zasmucone spojrzenie Boga

Oczy są zwierciadłem duszy – mówi znane polskie porzekadło i dodajemy nieraz – uśmiech jest prawdziwy, jeśli jednocześnie uśmiechają się oczy. Nieraz pytamy się kogoś: „Dlaczego jesteś taki smutny?” w sytuacji, gdy ta osoba nawet nic nie powiedziała. Jej oczy wyraziły to lepiej niż potrafią to uczynić słowa. To jest normalne wśród ludzi, lecz czy Bóg może mieć smutne spojrzenie? Skoro nam to się często zdarza, wierzę, że Bóg również może ze smutkiem spoglądać na ludzi, gdy Jego serce napełnione jest żalem.
Pierwszy opis takiej sytuacji znajdujemy już na samym początku Biblii - "żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi i bolał nad tym w sercu swoim" (1 Moj. 6:6). Słowo „żałował” użyte w tym miejscu ma nieco inne znaczenie, niż stosowane w potocznym dziś języku. Gdy mówię „Żałuję, że to zrobiłem.”, chcę przez to powiedzieć, że wolałbym tego nie zrobić. Bóg nie żałuje niczego co uczynił, gdyż wszystko co zrobił jest dobre, absolutnie doskonałe. Wracając do zacytowanego wersetu, można powiedzieć, że Bogu było bardzo smutno, gdy widział co ludzie robili na ziemi. Dlatego czytamy w Biblii, że "gdy Pan widział, że wielka jest złość człowieka na ziemi i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe" (1 Moj. 6:5).
Inna sytuacja, jaką znajdujemy w Biblii o tym, że Bóg odczuwa smutek, to sytuacja, gdy Bóg zagniewał się na lud izraelski z powodu złotego cielca, jakiego sobie zrobili. Mojżesz, widząc że Bóg chce wytracić Izraela, wstawiał się za narodem i łagodził gniew Pana. Wówczas "użalił się Pan nad złem, które zamierzał sprowadzić na swój lud" (2 Moj. 32:14).
Prorok Samuel opisuje jeszcze inną sytuację, gdy król Dawid  pod koniec swojego życia „policzył Izraela”, co wywołało u Boga uczucie gniewu.  Gdy Joab przystąpił do króla z raportem, informując ilu jest walecznych wojowników w Izraelu, Dawid opamiętał się w swoim braku zaufania w moc Bożą i wyznał swój grzech przed Panem. Bóg dał Dawidowi do wyboru trzy rzeczy, jakimi zamierzał ukarać to nieposłuszeństwo. Król wolał "byśmy raczej wpadli w rękę Pana, gdyż wielkie jest jego miłosierdzie, lecz w rękę człowieka wpaść nie chcę" (2 Sam. 24:14). W wyniku tego wyboru, 70 tysięcy Izraelitów umarło z powodu zarazy, jaką Bóg ich dotknął. Gdy Boży posłaniec, wykonujący tę karę, dotarł do Jerozolimy, "wejrzał Pan i ulitował się nad nieszczęściem, rzekł więc do anioła szerzącego zagładę: Dość na teraz; powstrzymaj swoją rękę!" (1 Kron. 21:15). Wtedy Dawid, widząc anioła Pańskiego między ziemią i niebem, wraz ze starszymi izraelskimi odziani w pokutne wory, upadli na swoje oblicza przed Panem. (Na marginesie tego zdarzenia chce zwrócić uwagę na zjawisko „padania przed Bogiem” – biblijnie poprawne jest upadanie na twarz.)
Kolejny przypadek, gdy Boże serce zostało napełnione smutkiem, opisany jest przez proroka Jeremiasza. Jest to czas wykonania Bożego wyroku nad Izraelem - wysłanie do niewoli babilońskiej na 70 lat. Gdy kapłani usłyszeli, jakie słowa proroctwa wypowiedział Jeremiasz na dziedzińcu świątyni, wydali na niego wyrok śmierci. Wówczas książęta i lud stanęli w obronie proroka wspominając czasy Hiskiasza, gdy Bóg zapowiedział zniszczenie Jerozolimy z powodu odstepstwa, wówczas król uląkł się gniewu Bożego i przebłagał Boga, "tak że Pan pożałował zła, które im zapowiedział" (Jer. 23:19).
No, i na koniec,najbardziej znana historia biblijna opisana przez Jonasza. Bóg postanowił zniszczyć miasto Niniwę, którego nieprawość sięgnęła niebios. Gdy, na skutek zwiastowania Bożego sądu przez Jonasza, niniwczycy opamiętali sie i żarliwie wołali do Boga o zmiłowanie, Bóg użalił się i odstąpił od swojego gniewu - "A gdy Bóg widział ich postępowanie, że zawrócili ze swojej złej drogi, wtedy użalił się Bóg nieszczęścia, które postanowił zesłać na nich, i nie uczynił tego" (Jon. 3:10).
We wszystkich tych sytuacjach widzimy prawdziwe serce świętego Boga. Z jednej strony, Jego świętość domaga się konsekwenci spowodowanej nieposłuszeństwem człowieka, z drugiej natomiast, Jego miłość pragnie przygarnąć do siebie każdego.
Inspiracją do tego rozmyślania było moje dzisiejsze poranne rozważanie Słowa Bożego na temat króla Asy (2 Kron. 14-16). Widzimy tu Boga, który "wodzi oczyma swymi po całej ziemi, aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy nim; lecz w tym postąpiłeś głupio, toteż odtąd będziesz miał ciągłe wojny" (2 Kron. 16:9). Jestem pewnien, że Bóg spojrzał ze smutkiem na tę sytuację. Król Asa wydał bardzo dobre świadectwo o Bogu - "Ponieważ szukaliśmy Pana, Boga naszego, więc i On poszukał nas i zapewnił nam spokój ze wszystkich stron. Budowali więc i dobrze im się wiodło" (2 Kron. 14:6). Gdy przeciwko niemu stanął król Kuszytów z milionową armią, Asa miał do swojej obrony 580 tysięcy zbrojnych wojowników. Wówczas król Asa wołał do Boga: „Pomóż nam, Panie, Boże nasz, bo na tobie się oparliśmy i w imieniu twoim wyruszyliśmy przeciwko tej gromadzie. Panie! Tyś Bogiem naszym, niech ci nie sprosta człowiek!” (2 Kron. 14:10). Podobało sie to Panu i zgotował wielkie zwycięstwo dodatkowo nagrodzone obfitym łupem.
Później prorok Azariasz ostrzegał: „Pan jest z wami, jeżeli wy jesteście z nim, a jeżeli go szukacie, pozwoli wam się znaleźć, lecz jeżeli go opuścicie i On was opuści” (2 Kron. 15:2). Niestety, historia lubi się powtarzać i król Asa, zapragnął przyjaźni z królem aramejskim przeciwko swemu współbratankowi, królowi Izraela, Baaszy. Układ z pogańskim królem zapięczętował darem srebra i złota ze światyni. Bożego sługę Chananiego, który pokazał mu, że odwrócił się od Boga, kazał wtrącić do więzienia.
Gdy dziś Bóg spogląda na mnie i na ciebie, co mówią Jego oczy? Czy jest to spojrzenie wyrażąjące radość i chęć obdarowania nas pokojem i błogosławieństwem? Czy są to oczy pełne smutku? Podobnie, jak działo sie to w historii Izraela, którzy "ustawicznie kusili Boga i zasmucali Świętego Izraela" (Ps. 78:41), nas też ostrzega Słowo Boże - "nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia" (Efez. 4:30).
Cała nadzieja w Bogu, gdyż On "będąc miłosierny, odpuszczał im winę i nie wytracił. Często powściągał swój gniew i nie zapłonął całą gwałtownością swoją" (Ps. 78:38).
Pamiętajmy, że pełnię gniewu Ojca wziął na Siebie Jego Syn, Jezus Chrystus. Uwielbijmy Go więc zupełnym posłuszeństwem w myślach i czynach.
Henryk Hukisz