Barwy nieba potrafią zachwycić – a na mnie osobiście robią ogromne wrażenie. Zupełnie inne emocje, wręcz niepokój, towarzyszą nam jednak, gdy niebo zaciąga się czarnymi chmurami. Chwilę później zrywa się gwałtowny wiatr, szarpie gałęziami drzew i nagle zaczyna lać jak z cebra. Kiedy jednak burza mija, niebo rozbłyskuje całą paletą barw, od której trudno oderwać wzrok. Nic dziwnego – podświadomie kochamy przecież kolorowy świat.
O niebie napisano już mnóstwo wierszy, wyśpiewano dziesiątki
piosenek, a malarze zużyli tony farb, by uchwycić jego niezwykły urok. Jak
szary i smutny byłby świat wokół nas, gdyby nie barwy otaczającej nas fauny i
flory! Samo niebo nieustannie nas zaskakuje – raz uderza ołowianą szarością
burzowych chmur, innym razem zachwyca głęboką czerwienią słońca zachodzącego za
horyzontem.
Niedawno zacząłem się zastanawiać, jakiego koloru jest niebo
– ale nie to fizyczne, widoczne gołym okiem, lecz to, do którego tęskni nasza
dusza. Ktoś mógłby uznać takie rozważania za mało istotne i pewnie miałby
trochę racji. Czy jednak nie warto pomyśleć o barwach nieba, skoro tak często
marzymy, by nasza codzienna rzeczywistość stała się bardziej kolorowa? Co tak
naprawdę wypełnia nasze myśli: to, co przyziemne i doczesne, czy to, do czego
powołał nas Pan? Tutaj, na ziemi, jesteśmy przecież tylko na chwilę. Nawet
stuletnie życie to zaledwie mgnienie oka w zderzeniu z wiecznością. Warto więc
zadać sobie pytanie: jak niesamowite barwy czekają na nas tam, gdzie spędzimy
całą wieczność?
Jako ludzie wierzący głęboko ufamy słowom Pisma Świętego,
które mówi, że wszystko zostało stworzone Bożym Słowem. Ewangelista Jan
napisał: „Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co
powstało” (Jn 1,3) Nie musimy znać greki, by rozumieć, że użyte tu
słowo „wszystko” oznacza dokładnie to, co słyszymy – absolutnie wszystko. A to
prowadzi do prostego wniosku: to sam Stwórca zaprojektował i wymyślił kolory.
Już ten jeden fakt jest doskonałym powodem, by zatrzymać się przy nim na
chwilę.
Gdy wczytujemy się w biblijne opisy budowy Przybytku, a
później świątyni, szybko zauważamy, że do tych prac powołano najbardziej
utalentowanych artystów – prawdziwych mistrzów formy i barwy. Piękno świątyni
Salomona budziło zachwyt przez całe stulecia. Nawet w czasach, gdy Jezus
przybył do Jerozolimy, uczniowie z podziwem zauważali, że świątynia „ozdobiona
jest pięknymi kamieniami i darami” (Łk 21,5). Kapłani pełniący służbę
nosili wspaniałe, bogato zdobione szaty. Ich szczególnym elementem był barwny
napierśnik, wysadzany dwunastoma szlachetnymi kamieniami. Łatwo wyobrazić
sobie, jak wspaniale musiało wyglądać migotanie płomieni świecznika, odbijające
się w tych wielobarwnych klejnotach.
Czym właściwie jest kolor? Z naukowego punktu widzenia to
jedynie wrażenie zmysłowe, wywołane w naszym mózgu przez bodźce świetlne. Przez
lata zawodowo zajmowałem się spektrometrami, więc mechanizmy powstawania tych
wrażeń znam od podszewki. Jednak prawdziwe piękno nieskończonej palety barw to
przecież nie suchy wykres na ekranie spektrometru. To coś znacznie głębszego –
doświadczenie, które potrafi poruszyć i wyrazić jedynie nasza dusza.
Rodzi się więc kolejne pytanie: ile tak naprawdę jest
kolorów? Tęcza, którą Bóg rozpiął na niebie jako znak przymierza i nadziei,
składa się z siedmiu barw. Z kolei kiedy dziś kupujemy monitor czy telewizor,
patrzymy na parametry techniczne: ile milionów kolorów potrafi wyświetlić
ekran. Niektóre z nich generują ich ponad 16 milionów. Ale ile z nich jest w
stanie realnie dostrzec ludzkie oko?
Jakiś czas temu trafiłem na niezwykłą ciekawostkę: pióra w
ogonie pawia są w rzeczywistości całkowicie przezroczyste i bezbarwne! Ta
oszałamiająca gama barw, którą widzimy, to efekt rozszczepienia i załamania
światła na mikroskopijnych strukturach, z których zbudowane jest pióro. Pewnie
wielu z nas pamięta szkolne lekcje fizyki i eksperymenty z pryzmatem –
puszczona przez niego wiązka światła rozpadała się na tęczowy wachlarz barw. To
prosty dowód na to, że bez światła kolory po prostu nie istnieją. To, co
nazywamy barwami, rodzi się dopiero wtedy, gdy światło spotyka się z naszym
okiem.
Skoro więc zastanawiamy się nad kolorami nieba, warto
przypomnieć sobie biblijny opis Nowego Jeruzalem – miasta, które zstąpi na nową
ziemię pod nowym niebem. Jego fundamenty i mury zostaną wzniesione z
niezliczonych, drogocennych kamieni, a ulice będą lśnić czystym złotem. Apostoł
Jan w Apokalipsie niezwykle szczegółowo opisuje ten widok: „A warstwy
fundamentu muru miejskiego ozdobione były wszelkimi drogimi kamieniami: warstwa
pierwsza — jaspisem, druga — szafirem, trzecia — chalcedonem, czwarta —
szmaragdem, piąta — sardoniksem, szósta — karneolem, siódma — chryzolitem, ósma
— berylem, dziewiąta — topazem, dziesiąta — chryzoprazem, jedenasta —
hiacyntem, dwunasta — ametystem. A dwanaście bram to dwanaście pereł; każda z
bram była z jednej perły. A rynek miejski to szczere złoto, jak szkło
przezroczyste” (Ap 21,19-21).
Brzmi zachwycająco, prawda? Ale kawałek dalej czytamy coś
zaskakującego: „I miasto nie potrzebuje ani słońca, ani księżyca, aby mu
świeciły” (Ap 21,23). Skoro zabraknie tam światła słonecznego, to jak w
ogóle dostrzeżemy to całe bogactwo barw szlachetnych kamieni?
Drodzy, osobiście nie jestem w stanie ani opisać, ani nawet
wyobrazić sobie tych barw. Ich źródłem nie będzie przecież słońce, lecz chwała
samego Boga, a jego wieczną lampą – Baranek. Apostoł Paweł, który otrzymał
łaskę ujrzenia rąbka tej rzeczywistości, napisał wprost, że słyszał słowa,
których „człowiekowi nie godzi się powtarzać” (2 Kor 12,4).
Nasz ziemski, fizyczny wzrok nie podołałby intensywności
niebiańskich barw. Dlatego najpierw czeka nas całkowita przemiana: „Trzeba
bowiem, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co
śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność” (1 Kor 15,53). Dziś patrzymy
przez pryzmat naszej cielesności i nie jesteśmy w stanie ujrzeć prawdziwego
oblicza nieba. „Są ciała niebieskie i ciała ziemskie, lecz inny jest blask
niebieskich, a inny ziemskich” (1 Kor 15,40). Dla tych, którzy uwierzyli i
stali się nowym stworzeniem, Bóg przygotował rzeczywistość, „czego oko nie
widziało ani ucho nie słyszało, i w serce człowieka nie wstąpiło” (1 Kor
2,9).
Jednak już teraz, patrząc oczami wiary, możemy dostrzec
przedsmak tej niezwykłej, kolorowej wieczności. Bez wiary dostrzegamy wyłącznie
barwy tego świata – piękne, ale przemijające. Potrzebujemy tego niezwykłego
daru, o którym Jezus mówił do zboru w Laodycei, zachęcając do kupienia „maści
do namaszczenia oczu, abyś widział” (Ap 3,18). Bez tego duchowego wzroku
pozostajemy ślepi na to, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują.
Bez wiary nie dostrzeżemy prawdziwego piękna nieba, a
jedynie sklepienie nad naszymi głowami, którego wygląd zależy od kaprysów
pogody. Tymczasem prawdziwe barwy niebios są wieczne i niezmienne. Warto więc
prosić o tę duchową maść, która leczy nasz wzrok i pozwala nam je zobaczyć.

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.