Sunday, January 22, 2012

Kolor nieba

Barwy nieba potrafią zachwycić – a na mnie osobiście robią ogromne wrażenie. Zupełnie inne emocje, wręcz niepokój, towarzyszą nam jednak, gdy niebo zaciąga się czarnymi chmurami. Chwilę później zrywa się gwałtowny wiatr, szarpie gałęziami drzew i nagle zaczyna lać jak z cebra. Kiedy jednak burza mija, niebo rozbłyskuje całą paletą barw, od której trudno oderwać wzrok. Nic dziwnego – podświadomie kochamy przecież kolorowy świat.

O niebie napisano już mnóstwo wierszy, wyśpiewano dziesiątki piosenek, a malarze zużyli tony farb, by uchwycić jego niezwykły urok. Jak szary i smutny byłby świat wokół nas, gdyby nie barwy otaczającej nas fauny i flory! Samo niebo nieustannie nas zaskakuje – raz uderza ołowianą szarością burzowych chmur, innym razem zachwyca głęboką czerwienią słońca zachodzącego za horyzontem.

Niedawno zacząłem się zastanawiać, jakiego koloru jest niebo – ale nie to fizyczne, widoczne gołym okiem, lecz to, do którego tęskni nasza dusza. Ktoś mógłby uznać takie rozważania za mało istotne i pewnie miałby trochę racji. Czy jednak nie warto pomyśleć o barwach nieba, skoro tak często marzymy, by nasza codzienna rzeczywistość stała się bardziej kolorowa? Co tak naprawdę wypełnia nasze myśli: to, co przyziemne i doczesne, czy to, do czego powołał nas Pan? Tutaj, na ziemi, jesteśmy przecież tylko na chwilę. Nawet stuletnie życie to zaledwie mgnienie oka w zderzeniu z wiecznością. Warto więc zadać sobie pytanie: jak niesamowite barwy czekają na nas tam, gdzie spędzimy całą wieczność?

Jako ludzie wierzący głęboko ufamy słowom Pisma Świętego, które mówi, że wszystko zostało stworzone Bożym Słowem. Ewangelista Jan napisał: „Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało” (Jn 1,3) Nie musimy znać greki, by rozumieć, że użyte tu słowo „wszystko” oznacza dokładnie to, co słyszymy – absolutnie wszystko. A to prowadzi do prostego wniosku: to sam Stwórca zaprojektował i wymyślił kolory. Już ten jeden fakt jest doskonałym powodem, by zatrzymać się przy nim na chwilę.

Gdy wczytujemy się w biblijne opisy budowy Przybytku, a później świątyni, szybko zauważamy, że do tych prac powołano najbardziej utalentowanych artystów – prawdziwych mistrzów formy i barwy. Piękno świątyni Salomona budziło zachwyt przez całe stulecia. Nawet w czasach, gdy Jezus przybył do Jerozolimy, uczniowie z podziwem zauważali, że świątynia „ozdobiona jest pięknymi kamieniami i darami” (Łk 21,5). Kapłani pełniący służbę nosili wspaniałe, bogato zdobione szaty. Ich szczególnym elementem był barwny napierśnik, wysadzany dwunastoma szlachetnymi kamieniami. Łatwo wyobrazić sobie, jak wspaniale musiało wyglądać migotanie płomieni świecznika, odbijające się w tych wielobarwnych klejnotach.

Czym właściwie jest kolor? Z naukowego punktu widzenia to jedynie wrażenie zmysłowe, wywołane w naszym mózgu przez bodźce świetlne. Przez lata zawodowo zajmowałem się spektrometrami, więc mechanizmy powstawania tych wrażeń znam od podszewki. Jednak prawdziwe piękno nieskończonej palety barw to przecież nie suchy wykres na ekranie spektrometru. To coś znacznie głębszego – doświadczenie, które potrafi poruszyć i wyrazić jedynie nasza dusza.

Rodzi się więc kolejne pytanie: ile tak naprawdę jest kolorów? Tęcza, którą Bóg rozpiął na niebie jako znak przymierza i nadziei, składa się z siedmiu barw. Z kolei kiedy dziś kupujemy monitor czy telewizor, patrzymy na parametry techniczne: ile milionów kolorów potrafi wyświetlić ekran. Niektóre z nich generują ich ponad 16 milionów. Ale ile z nich jest w stanie realnie dostrzec ludzkie oko?

Jakiś czas temu trafiłem na niezwykłą ciekawostkę: pióra w ogonie pawia są w rzeczywistości całkowicie przezroczyste i bezbarwne! Ta oszałamiająca gama barw, którą widzimy, to efekt rozszczepienia i załamania światła na mikroskopijnych strukturach, z których zbudowane jest pióro. Pewnie wielu z nas pamięta szkolne lekcje fizyki i eksperymenty z pryzmatem – puszczona przez niego wiązka światła rozpadała się na tęczowy wachlarz barw. To prosty dowód na to, że bez światła kolory po prostu nie istnieją. To, co nazywamy barwami, rodzi się dopiero wtedy, gdy światło spotyka się z naszym okiem.

Skoro więc zastanawiamy się nad kolorami nieba, warto przypomnieć sobie biblijny opis Nowego Jeruzalem – miasta, które zstąpi na nową ziemię pod nowym niebem. Jego fundamenty i mury zostaną wzniesione z niezliczonych, drogocennych kamieni, a ulice będą lśnić czystym złotem. Apostoł Jan w Apokalipsie niezwykle szczegółowo opisuje ten widok: „A warstwy fundamentu muru miejskiego ozdobione były wszelkimi drogimi kamieniami: warstwa pierwsza — jaspisem, druga — szafirem, trzecia — chalcedonem, czwarta — szmaragdem, piąta — sardoniksem, szósta — karneolem, siódma — chryzolitem, ósma — berylem, dziewiąta — topazem, dziesiąta — chryzoprazem, jedenasta — hiacyntem, dwunasta — ametystem. A dwanaście bram to dwanaście pereł; każda z bram była z jednej perły. A rynek miejski to szczere złoto, jak szkło przezroczyste” (Ap 21,19-21).

Brzmi zachwycająco, prawda? Ale kawałek dalej czytamy coś zaskakującego: „I miasto nie potrzebuje ani słońca, ani księżyca, aby mu świeciły” (Ap 21,23). Skoro zabraknie tam światła słonecznego, to jak w ogóle dostrzeżemy to całe bogactwo barw szlachetnych kamieni?

Drodzy, osobiście nie jestem w stanie ani opisać, ani nawet wyobrazić sobie tych barw. Ich źródłem nie będzie przecież słońce, lecz chwała samego Boga, a jego wieczną lampą – Baranek. Apostoł Paweł, który otrzymał łaskę ujrzenia rąbka tej rzeczywistości, napisał wprost, że słyszał słowa, których „człowiekowi nie godzi się powtarzać” (2 Kor 12,4).

Nasz ziemski, fizyczny wzrok nie podołałby intensywności niebiańskich barw. Dlatego najpierw czeka nas całkowita przemiana: „Trzeba bowiem, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność” (1 Kor 15,53). Dziś patrzymy przez pryzmat naszej cielesności i nie jesteśmy w stanie ujrzeć prawdziwego oblicza nieba. „Są ciała niebieskie i ciała ziemskie, lecz inny jest blask niebieskich, a inny ziemskich” (1 Kor 15,40). Dla tych, którzy uwierzyli i stali się nowym stworzeniem, Bóg przygotował rzeczywistość, „czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało, i w serce człowieka nie wstąpiło” (1 Kor 2,9).

Jednak już teraz, patrząc oczami wiary, możemy dostrzec przedsmak tej niezwykłej, kolorowej wieczności. Bez wiary dostrzegamy wyłącznie barwy tego świata – piękne, ale przemijające. Potrzebujemy tego niezwykłego daru, o którym Jezus mówił do zboru w Laodycei, zachęcając do kupienia „maści do namaszczenia oczu, abyś widział” (Ap 3,18). Bez tego duchowego wzroku pozostajemy ślepi na to, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują.

Bez wiary nie dostrzeżemy prawdziwego piękna nieba, a jedynie sklepienie nad naszymi głowami, którego wygląd zależy od kaprysów pogody. Tymczasem prawdziwe barwy niebios są wieczne i niezmienne. Warto więc prosić o tę duchową maść, która leczy nasz wzrok i pozwala nam je zobaczyć.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.