Saturday, August 15, 2026

Cud nowego życia

Dziś w 62. rocznicę doświadczenia ogromnej łaski narodzenia na nowo, nasunęła się taka oto refleksja: Cuda od zawsze wywoływały – i wciąż wywołują – ogromną sensację. Ludzie pragną ich doświadczać często dla samego wrażenia, jakie wywołują.

Największym cudotwórcą na ziemi był Jezus. Czterej ewangeliści opisali dla potomnych wiele z tych nadprzyrodzonych wydarzeń. Jan w swoim sprawozdaniu zamieścił znamienne słowa: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a gdyby je szczegółowo opisać, sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które należałoby napisać” (J 21,25). Żaden wierzący w Boga nie podważa tych czynów. Wszystkie były autentycznymi, nadprzyrodzonymi zdarzeniami, które nie mogłyby zaistnieć w uporządkowanym, naturalnym świecie.

To właśnie cuda sprawiały, że za Chrystusem podążały tłumy. Jednak ich jedynym celem było oddanie chwały Bogu. Gdy Jezus przybył nad Jezioro Galilejskie, wokół Niego zgromadził się tłum. Ludzie przyprowadzali chorych, kalekich i opętanych, a On ich uzdrawiał. „Tłum zdumiewał się, widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, ślepi widzą. I wielbili Boga Izraela” (Mt 15,31).

Choć cuda dokonywane przez Jezusa przynosiły ludziom realne dobro, to od tych, którzy o nie prosili, często wymagana była wiara. Pewien ojciec, zatroskany o zdrowie swojego syna, zwrócił się do Chrystusa słowami: „Jeśli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam!” (Mk 9,22). Jezus odpowiedział: „Co się tyczy słów: »Jeśli coś możesz« – wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy” (w. 23).

Jezus nie zawsze jednak uzależniał cud od wiary człowieka. Pewnego razu udał się do miasteczka Nain. Tuż przed bramą miejską natknął się na orszak żałobny. Nikt Go nie prosił o pomoc ani nie oczekiwał, że zwróci uwagę na pogrążoną w rozpaczy wdowę, która odprowadzała na cmentarz swojego jedynego syna. Na prośby o uzdrowienie było już za późno – nikomu nawet nie przeszło przez myśl, że Nauczyciel może jeszcze cokolwiek zmienić.

Jednak dla Jezusa nie było żadnych przeszkód, ponieważ dla Bożych cudów nie ma granic. Zatrzymał orszak i zbliżył się do noszy. Jestem przekonany, że nie robił przy tym sztucznej, podniosłej miny ani nie podnosił głosu, gdyż zmarły i tak by Go nie usłyszał. Z pełnym litości współczuciem powiedział cicho: „Młodzieńcze, mówię ci: wstań!” (Łk 7,14). Po chwili chłopiec usiadł, po czym z pewnością zszedł z noszy, podszedł do zapłakanej matki i mocno ją objął. W obliczu tego niezwykłego wydarzenia „wszystkich ogarnął lęk i wielbili Boga, mówiąc: »Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg nawiedził lud swój«. I wieść ta rozeszła się o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie” (w. 16–17).

Nie wszystkie cuda przyciągały tłumy – o niektórych ewangeliści wspominają jedynie pobieżnie. Jak już wspomniałem, ich celem nie było szukanie poklasku, lecz wywyższenie Ojca. Gdybyśmy spróbowali wyobrazić sobie dalsze losy owej wdowy i jej odzyskanego syna, z pewnością żyli dalej zwyczajnym życiem, znosząc jego trudy, aż w końcu śmierć ponowie zapukała do ich drzwi. Być może najpierw odeszła matka, a wskrzeszony syn umarł po latach w spokoju – bez żalu, że nie było przy nim Pana, by po raz kolejny podnieść go z mar.

Podobny los spotkał wskrzeszoną córkę Jaira czy Łazarza, który wyszedł z grobu o własnych siłach, będąc wcześniej żywym dowodem na to, jak realna i nieodwracalna jest śmierć. To samo dotyczyło zapewne wszystkich innych zmarłych, których przywrócono do życia – czy to przez słowa samego Jezusa, czy przez apostołów działających w mocy Ducha Świętego, jak w przypadku Tabity czy Eutychusa. Wszyscy oni w końcu i tak zmarli, niezależnie od tego, jak potoczyły się ich życiowe losy.

Samo zjawisko cudu nie powinno być dla nas celem samym w sobie – nasz wzrok powinien być skierowany na Tego, który go dokonuje. Za każdym dziełem Chrystusa stał Ojciec i tylko na Jego polecenie również dzisiaj słudzy Boga mogą czynić rzeczy niezwykłe. Jedynym właściwym celem takich wydarzeń pozostaje oddanie chwały Bogu, a nie człowiekowi, który jest jedynie narzędziem w Jego ręku.

Wierzę, że era cudów nie zakończyła się wraz ze zmartwychwstaniem Chrystusa. Kościół otrzymał nakaz składania świadectwa w mocy Ducha Świętego, a głównym celem tej misji jest uwielbienie Boga.

Problem polega na tym, że ludzie mają dziś tendencję do przypisywania sobie chwały za rzeczy niezwykłe. Nie chcę w tym miejscu rozstrzygać, na ile dzisiejsze wydarzenia są autentycznym działaniem Boga, a na ile jedynie zwykłymi zjawiskami ubranymi w wyreżyserowaną otoczkę niezwykłości. To temat na osobną dyskusję. Chcę jedynie podkreślić, że nawet najbardziej niezwykły cud fizyczny jest czymś ograniczonym w czasie i nie powinien stawać się obiektem naszej fascynacji. Cud przywrócenia do życia – jak w przypadku syna wdowy z Nain – przyniósł jedynie doczesny efekt i chwilowy zachwyt. Po pewnym czasie emocje opadły, a ludzie przestali mówić o tym z takim przejęciem jak na początku.

To, co zachwyca mnie najgłębiej, to fakt, że każde autentyczne nawrócenie grzesznika jest nieporównywalnie większym cudem niż fizyczne wskrzeszenie zmarłego. Nawrócenie to wzbudzenie do życia wiecznego, które nigdy się nie kończy. Dlaczego więc na wieść o czyimś nawróceniu nie ogarnia nas zachwyt i nie wielbimy Boga tak żarliwie, jak robiono to na drodze do Nain? A przecież powinniśmy!

Widocznie świadectwo przemiany życia wielu współczesnych chrześcijan nie jest wystarczająco wyraźnym dowodem na to, że dokonał się w nich cud nowo narodzenia. A przecież Jezus Chrystus „wyrwał nas z mocy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów” (Kol 1,13–14).

Nowe życie, które otrzymujemy od Chrystusa, to cud najdroższy z możliwych, ponieważ zapłacono za niego Jego świętą krwią. Apostoł Piotr, który widział na własne oczy wszystkie dzieła Mistrza, pisał do wierzących, aby pamiętali, „że nie czymś zniszczalnym, srebrem lub złotem, zostaliście wykupieni z waszego złego postępowania, przekazanego przez przodków, ale drogą krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 Pt 1,18–19).

Wszystkie inne cuda blakną w porównaniu z tym jednym. To jest najważniejszy i najbardziej kosztowny cud ze wszystkich. Dziękuję Bogu za ten niezwykły dar w moim własnym życiu – niech cały świat o tym usłyszy i odda Mu chwałę!

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.