Dziś w 62. rocznicę doświadczenia ogromnej łaski narodzenia na nowo, nasunęła się taka oto refleksja: Cuda od zawsze wywoływały – i wciąż wywołują – ogromną sensację. Ludzie pragną ich doświadczać często dla samego wrażenia, jakie wywołują.
Największym cudotwórcą na ziemi był Jezus. Czterej
ewangeliści opisali dla potomnych wiele z tych nadprzyrodzonych wydarzeń. Jan w
swoim sprawozdaniu zamieścił znamienne słowa: „Jest ponadto wiele innych
rzeczy, których Jezus dokonał, a gdyby je szczegółowo opisać, sądzę, że cały
świat nie pomieściłby ksiąg, które należałoby napisać” (J 21,25). Żaden
wierzący w Boga nie podważa tych czynów. Wszystkie były autentycznymi,
nadprzyrodzonymi zdarzeniami, które nie mogłyby zaistnieć w uporządkowanym,
naturalnym świecie.
To właśnie cuda sprawiały, że za Chrystusem podążały tłumy.
Jednak ich jedynym celem było oddanie chwały Bogu. Gdy Jezus przybył nad
Jezioro Galilejskie, wokół Niego zgromadził się tłum. Ludzie przyprowadzali
chorych, kalekich i opętanych, a On ich uzdrawiał. „Tłum zdumiewał się,
widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, ślepi widzą. I
wielbili Boga Izraela” (Mt 15,31).
Choć cuda dokonywane przez Jezusa przynosiły ludziom realne
dobro, to od tych, którzy o nie prosili, często wymagana była wiara. Pewien
ojciec, zatroskany o zdrowie swojego syna, zwrócił się do Chrystusa słowami: „Jeśli
coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam!” (Mk 9,22). Jezus
odpowiedział: „Co się tyczy słów: »Jeśli coś możesz« – wszystko jest możliwe
dla tego, kto wierzy” (w. 23).
Jezus nie zawsze jednak uzależniał cud od wiary człowieka.
Pewnego razu udał się do miasteczka Nain. Tuż przed bramą miejską natknął się
na orszak żałobny. Nikt Go nie prosił o pomoc ani nie oczekiwał, że zwróci
uwagę na pogrążoną w rozpaczy wdowę, która odprowadzała na cmentarz swojego
jedynego syna. Na prośby o uzdrowienie było już za późno – nikomu nawet nie
przeszło przez myśl, że Nauczyciel może jeszcze cokolwiek zmienić.
Jednak dla Jezusa nie było żadnych przeszkód, ponieważ dla
Bożych cudów nie ma granic. Zatrzymał orszak i zbliżył się do noszy. Jestem
przekonany, że nie robił przy tym sztucznej, podniosłej miny ani nie podnosił
głosu, gdyż zmarły i tak by Go nie usłyszał. Z pełnym litości współczuciem
powiedział cicho: „Młodzieńcze, mówię ci: wstań!” (Łk 7,14). Po chwili
chłopiec usiadł, po czym z pewnością zszedł z noszy, podszedł do zapłakanej
matki i mocno ją objął. W obliczu tego niezwykłego wydarzenia „wszystkich
ogarnął lęk i wielbili Boga, mówiąc: »Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg
nawiedził lud swój«. I wieść ta rozeszła się o Nim po całej Judei i po całej
okolicznej krainie” (w. 16–17).
Nie wszystkie cuda przyciągały tłumy – o niektórych
ewangeliści wspominają jedynie pobieżnie. Jak już wspomniałem, ich celem nie
było szukanie poklasku, lecz wywyższenie Ojca. Gdybyśmy spróbowali wyobrazić
sobie dalsze losy owej wdowy i jej odzyskanego syna, z pewnością żyli dalej
zwyczajnym życiem, znosząc jego trudy, aż w końcu śmierć ponowie zapukała do
ich drzwi. Być może najpierw odeszła matka, a wskrzeszony syn umarł po latach w
spokoju – bez żalu, że nie było przy nim Pana, by po raz kolejny podnieść go z
mar.
Podobny los spotkał wskrzeszoną córkę Jaira czy Łazarza,
który wyszedł z grobu o własnych siłach, będąc wcześniej żywym dowodem na to,
jak realna i nieodwracalna jest śmierć. To samo dotyczyło zapewne wszystkich
innych zmarłych, których przywrócono do życia – czy to przez słowa samego
Jezusa, czy przez apostołów działających w mocy Ducha Świętego, jak w przypadku
Tabity czy Eutychusa. Wszyscy oni w końcu i tak zmarli, niezależnie od tego,
jak potoczyły się ich życiowe losy.
Samo zjawisko cudu nie powinno być dla nas celem samym w
sobie – nasz wzrok powinien być skierowany na Tego, który go dokonuje. Za
każdym dziełem Chrystusa stał Ojciec i tylko na Jego polecenie również dzisiaj
słudzy Boga mogą czynić rzeczy niezwykłe. Jedynym właściwym celem takich
wydarzeń pozostaje oddanie chwały Bogu, a nie człowiekowi, który jest jedynie
narzędziem w Jego ręku.
Wierzę, że era cudów nie zakończyła się wraz ze
zmartwychwstaniem Chrystusa. Kościół otrzymał nakaz składania świadectwa w mocy
Ducha Świętego, a głównym celem tej misji jest uwielbienie Boga.
Problem polega na tym, że ludzie mają dziś tendencję do
przypisywania sobie chwały za rzeczy niezwykłe. Nie chcę w tym miejscu
rozstrzygać, na ile dzisiejsze wydarzenia są autentycznym działaniem Boga, a na
ile jedynie zwykłymi zjawiskami ubranymi w wyreżyserowaną otoczkę niezwykłości.
To temat na osobną dyskusję. Chcę jedynie podkreślić, że nawet najbardziej
niezwykły cud fizyczny jest czymś ograniczonym w czasie i nie powinien stawać
się obiektem naszej fascynacji. Cud przywrócenia do życia – jak w przypadku
syna wdowy z Nain – przyniósł jedynie doczesny efekt i chwilowy zachwyt. Po
pewnym czasie emocje opadły, a ludzie przestali mówić o tym z takim przejęciem
jak na początku.
To, co zachwyca mnie najgłębiej, to fakt, że każde
autentyczne nawrócenie grzesznika jest nieporównywalnie większym cudem niż
fizyczne wskrzeszenie zmarłego. Nawrócenie to wzbudzenie do życia wiecznego,
które nigdy się nie kończy. Dlaczego więc na wieść o czyimś nawróceniu nie
ogarnia nas zachwyt i nie wielbimy Boga tak żarliwie, jak robiono to na drodze
do Nain? A przecież powinniśmy!
Widocznie świadectwo przemiany życia wielu współczesnych
chrześcijan nie jest wystarczająco wyraźnym dowodem na to, że dokonał się w
nich cud nowo narodzenia. A przecież Jezus Chrystus „wyrwał nas z mocy
ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy
odkupienie – odpuszczenie grzechów” (Kol 1,13–14).
Nowe życie, które otrzymujemy od Chrystusa, to cud
najdroższy z możliwych, ponieważ zapłacono za niego Jego świętą krwią. Apostoł
Piotr, który widział na własne oczy wszystkie dzieła Mistrza, pisał do
wierzących, aby pamiętali, „że nie czymś zniszczalnym, srebrem lub złotem,
zostaliście wykupieni z waszego złego postępowania, przekazanego przez
przodków, ale drogą krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy”
(1 Pt 1,18–19).
Wszystkie inne cuda blakną w porównaniu z tym jednym. To
jest najważniejszy i najbardziej kosztowny cud ze wszystkich. Dziękuję Bogu za
ten niezwykły dar w moim własnym życiu – niech cały świat o tym usłyszy i odda
Mu chwałę!
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.