Saturday, December 29, 2012

Boża logistyka

Starsze pokolenie, do którego należę, pamięta kadry z filmu „Nie lubię poniedziałku”, ukazujące zmagania zaopatrzeniowca Bączyka, który niestrudzenie szukał dreblinek do kombajnu.
Dzisiaj każda porządna firma posiada sprawny system logistyczny, dzięki któremu wystarczy jedno stuknięcie w odpowiedni klawisz komputera, aby na monitorze ukazała się informacja, skąd ta niezbędna część może zostać dostarczona i w jakim czasie.
W minionej już epoce najważniejszym działem w każdym przedsiębiorstwie było zaopatrzenie, a dobry zaopatrzeniowiec zapewniał płynne funkcjonowanie firmy. Chociaż nikt nie kojarzył tego określenia z Biblią, to mówiło się, że Bóg zaopatruje swoje dzieci w dobre rzeczy, powołując się na słowa Pana Jezusa – „o ileż bardziej wasz Ojciec w niebie da, co dobre tym, którzy Go proszą” (Mat. 7:11). Można więc powiedzieć, że Bóg jest zaopatrzeniowcem dla swoich dzieci i to najlepszym, jakiego możemy sobie wyobrazić. On nigdy się nie spóźnia i tym, którzy Go miłują daje zawsze to, co jest dla nich dobre. Apostoł Paweł później napisał: „Tym, którzy miłują Boga, wszystko służy ku dobremu” (Rzym. 8:28). Przy innej okazji Pan Jezus, który najlepiej ze wszystkich znał Ojca, powiedział, że tych, którzy wołają do Niego, „natychmiast weźmie ich w obronę” (Łuk. 18:8).
Bóg zaopatruje - to określenie pojawia się dzisiaj często w zwiastowaniu i nauczaniu chrześcijańskim. Na podstawie słów: "Na górze Pana jest zaopatrzenie" (Rodz. 22:14 [B.W.]), powstała nawet teologia ukazująca Boga, który zaopatruje Swój lud zgodnie ze Swoim planem. Wszystko, co my jako Jego stworzenie, potrzebujemy do realizowania zadań w naszym życiu, Pan posiada w Swoim władaniu. Wierzę, że istnieje Boża logistyka, dzięki której możemy otrzymać od Niego to, co jest niezbędne dla naszego życia i zbawienia. Oczywiście, najważniejszą kwestią życia jest uzyskanie zbawienia i Bożym pragnieniem jest, "aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy" (1 Tym. 2:4).
W Biblii znajdujemy wspaniały obraz Bożego ratunku przed nieuniknioną śmiercią, jaka jest skutkiem grzechu, jak czytamy: „zapłatą bowiem za grzech jest śmierć” (Rzym,. 6:23). Możemy zobaczyć to wyraźnie w sytuacji, gdy Abraham składał na ołtarzu swego syna Izaaka. W tym bolesnym akcie ukazana jest podstawowa prawda o naszym życiu, ponieważ każdego czeka śmierć, wcześniej czy później, każdy musi umrzeć. Lecz w tym przypadku, w momencie gdy Abraham pogodził się z tym faktem i uniósł swą rękę, aby wykonać posłusznie Boże polecenie, nagle „rozejrzał się i zobaczył za sobą barana, który zaplątał się rogami w zaroślach. Podszedł więc tam Abraham, wziął barana i złożył go w ofierze całopalnej zamiast swojego syna” (Rodz. 22:13). Pan okazał Swoje cudowne zaopatrzenie.
Dwa tysiące lat później, na drogach i ulicach Izraela pojawił się Człowiek, o którym Jan Chrzciciel , specjalny sługa posłany od Boga, powiedział: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (Jan 1:29). Później apostoł Paweł, wyjaśniając cel przyjścia Syna Bożego na ten świat napisał, że tego Chrystusa „Jego to Bóg ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę, dzięki Jego krwi, żeby okazać swoją sprawiedliwość przez odpuszczenie grzechów, które zaistniały wcześniej, w czasie pobłażliwości Boga, i żeby okazać swoją sprawiedliwość teraz, w tym czasie, aby okazało się, że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia tego, kto wierzy w Jezusa” (Rzym. 3:25,26). W tym samym liście Paweł nauczał zadając retoryczne pytanie: „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszystkich, jak i z Nim nie miałby nam darować wszystkiego? ” (Rzym. 8:32). Tak oto ukazuje się nam się wspaniały obraz Boga, który zaopatruje.
Pozwólcie, że powrócę do Abrahama, a raczej do Abrama, gdy wybawił swego bratanka Lota z pojmania po tym, jak Sodoma i Gomora zostały zdobyte przez koalicję kilku królów. W drodze powrotnej Abram spotkał Melchizedeka, o którym czytamy, że „on był kapłanem Boga Najwyższego” (Rodz. 14:18). W oryginale, w tym zdaniu pojawia się imię Boga „El-Elyon”, które znaczy -  „Bóg Najwyższy, stworzyciel, który posiada całą ziemię i niebo”. Dlatego wierzę głęboko w to, że tylko Bóg może zaopatrywać zgodnie z Jego przeogromną łaską, jaką okazał nam w Swoim Synu umiłowanym, Jezusie Chrystusie.
Abram otrzymał błogosławieństwo od niezwykłego kapłana, a była nim łaska poznania Boga, który posiada wszystko co istnieje. Znajomość Takiego Boga musiało w nim wywołać tak ogromną zmianę, że po pierwsze, jako wyraz wdzięczności, postanowił dać dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadał. A po drugie, mając taką „znajomość”, nie potrzebował już szukać zaopatrzenia u nikogo innego.
Zaraz po tym spotkaniu, Abram otrzymał propozycję wzbogacenia się dzięki ofiarności króla Sodomy, który chciał oddać mu cały łup, jaki zdobył w potyczce z koalicjantami. Abram jednak mając pełniejsze poznanie Boga Najwyższego, powiedział: „Przysięgam na Pana, Boga Najwyższego, Stwórcę nieba i ziemi, że nie wezmę ani nitki, ani rzemyka od sandała. Nie wezmę niczego z tego, co należy do ciebie, żebyś nie mówił: Abram wzbogacił się dzięki mnie” (Rodz. 14:22,23)
Dzisiaj mamy społeczność z Ojcem w naszym Panu i Zbawicielu, Jezusie Chrystusie. W Nim Bóg objawił się w całej pełni, dlatego możemy doświadczać Boga, który jest „wczoraj i dziś, Ten sam i na wieki” (Heb. 13:8). I to co możemy otrzymać od Niego, powinno wystarczyć. Apostoł Paweł nauczył się spolegać jedynie na tym, co mógł otrzymać z rąk swego Pana. Dlatego powiedział zdecydowanie, że "Mój Bóg natomiast zaspokoi wszelkie wasze potrzeby według swojego bogactwa w chwale, w Chrystusie Jezusie" (Fil. 4:19).
Abraham stał  się ojcem wszystkich wierzących. Dlatego jego wiara i całkowite zaufanie Bogu jest dla nas wierzących wzorem i zachętą, abyśmy we wszystkim ufali naszemu Ojcu niebieskiemu. Chociaż jesteśmy tutaj pielgrzymami, podobnie jak Abraham, który, „wyruszył, nie wiedząc, dokąd zmierza. Dzięki wierze przebywał w Ziemi Obiecanej jako obcej, mieszkając pod namiotami z Izaakiem i Jakubem”, to jesteśmy równocześnie „współdziedzicami tej samej obietnicy” (Hebr. 11:9). Abraham „oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na trwałych fundamentach, którego budowniczym i twórcą jest Bóg” (w. 10). My również możemy z wiarą otrzymywać wszystko od Boga Najwyższego, który zaopatruje swoje dzieci w dobre rzeczy.
Boża logistyka opiera się na zaufaniu, że Bóg nas nigdy nie opuści i nie pozostawi. Podstawą tego zaopatrzenia jest wszystko co jest w posiadaniu Boga, tak, że niczego nie może zabraknąć tym, dla których Pan jest Pasterzem.
Mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem, ponieważ
 "PAN jest moim pasterzem i nie brak mi niczego.
Pozwala mi odpocząć na zielonych pastwiskach,
prowadzi mnie do wód spokojnych, pokrzepia moją duszę.
Prowadzi mnie właściwymi ścieżkami przez wzgląd na swoje Imię.
Lecz choćbym nawet szedł doliną cienia śmierci, 
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Twoja laska i kij pasterski są mi pocieszeniem.
Stół dla mnie zastawiasz na oczach moich wrogów,
namaszczasz mi głowę olejkiem, mój kielich się przelewa.
Z pewnością dobroć i łaska za mną podążą 
przez wszystkie dni mego życia 
i przez długi czas zamieszkam w domu PANA (Ps. 23)

Tego życzę wszystkim na Nowy Rok!

Henryk Hukisz

Wednesday, December 26, 2012

Współczesny św. Szczepan

Zgodnie z tradycją chrześcijańską, 26 grudnia oddaje się hołd męczennikom wiary, wspominając śmierć Szczepana, jednego z pierwszych mężów wiary w Kościele. Ewangelista Łukasz, opisując pierwsze lata chrześcijaństwa, poświęca dość dużo miejsca wydarzeniu, które z ludzkiej perspektywy raczej nie stanowiło zachęty dla innych, aby pójść za Chrystusem.

Pan Jezus podczas swojej ziemskiej wędrówki otwarcie mówił uczniom, że idąc za Nim, muszą spodziewać się odrzucenia, a nawet śmierci. Gdy wysyłał ich z Dobrą Nowiną do ludzi, zapowiedział: „Oto Ja posyłam was jak owce między wilki. Bądźcie więc czujni jak węże i łagodni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was bowiem wydawać sądom i biczować w swoich synagogach. Nawet przed namiestników i królów będą was prowadzić z Mojego powodu, abyście mogli złożyć świadectwo wobec nich i obcych narodów” (Mt 10:16-18). Przyznajmy, że ostrzeżenie „miejcie się na baczności przed ludźmi” brzmiało dość osobliwie, skoro Jezus wysyłał ich właśnie do ludzi. On sam przyszedł do swoich, lecz – jak zapisał ewangelista Jan – „swoi Go nie przyjęli” (Jn 1:11). Dlatego Jego uczniowie powinni byli spodziewać się podobnego przyjęcia, o czym Jezus wyraźnie mówił: „Sługa nie jest większy od swego pana. Jeśli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeśli Moje słowo zachowali, to i wasze zachowają” (Jn 15:20).

Księga Dziejów Apostolskich to z jednej strony zapis misyjnych sukcesów pierwszego Kościoła, z drugiej zaś – kronika prześladowań na skalę rzadko spotykaną w późniejszych czasach. Reakcja świata na poselstwo Kościoła jest naturalnym odruchem nienawiści wobec miłości, która stanowi fundament i siłę wiążącą społeczność naśladowców Chrystusa. Jezus nakazał swoim uczniom, aby szczególnie pielęgnowali tę relację między sobą: „To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wcześniej znienawidził” (Jn 15:17-18).

Pierwsi chrześcijanie doświadczyli takiego samego przyjęcia ze strony świata, jakie spotkało Chrystusa. Co znaczące, spotkało ich to szczególnie od przywódców religijnych – bądź ze strony ludzi wyznających tego samego Boga. Łatwiej byłoby zrozumieć wrogie nastawienie pogan; dlatego nienawiść ortodoksyjnych Żydów do naśladowców Mesjasza była o wiele bardziej bolesna.

Szczepan, jeden z pierwszych diakonów, działając w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, „czynił cuda i wielkie znaki” (Dz 6:8). Wówczas przywódcy kilku synagog przystąpili do ataku, oskarżając go za pomocą podstawionych, fałszywych świadków. Później do akcji włączył się tłum, który podburzony przez swoich religijnych liderów, dokończył dzieła nienawiści. Cała sprawa odbyła się w majestacie prawa, przed Radą Najwyższą, która miała władzę skazywania na śmierć. Jeden z najbardziej gorliwych faryzeuszy, Szaweł (Saul), czuwał nad poprawnością procesu przeciwko Szczepanowi aż do momentu, gdy pod lawiną spadających kamieni ciało skazańca przestało drgać.

Później nadszedł czas prześladowań za panowania szalonego Nerona czy krwiożerczego Domicjana. Historia Kościoła, będącego prawdziwym Ciałem Jezusa Chrystusa, to jedno niekończące się pasmo udręk tych, którzy postanowili wyznawać Chrystusa jako swojego jedynego Pana. Dla nich Boża prawda była ważniejsza niż ogólnie przyjęte dogmaty, dające przywódcom pełną kontrolę nad wiernymi.

Wystarczy wspomnieć czasy reformacji, gdy Marcin Luter, pokorny mnich augustiański, przybił na drzwiach kościoła w Wittenberdze 95 tez wyrażających sprzeciw wobec powszechnej praktyce kupowania zbawienia za odpusty. Uruchomiona wówczas machina niszczenia obrońcy prawd biblijnych działała dokładnie tak samo, jak w przypadku Szczepana. Ponownie liderzy religijni, wyznający tego samego Boga, posłużyli się szeregiem oszczerstw – rozpowszechniano na przykład kłamstwa, że „matka Lutra była służącą w łaźni, a Marcin był owocem jej związku z diabłem”. Później przyszły rozprawy, sądy, ekskomunika w 1521 roku i zamachy na życie reformatora, lecz Bóg miał wobec niego inny plan. W wyniku działalności Marcina Lutra znów zaczęto zwiastować Ewangelię łaski, dzięki czemu ludzie przyjmowali zbawienie przez wiarę w Chrystusa, który umarł za ich grzechy na krzyżu. Jednym z najwspanialszych owoców reformacji Lutra stała się powszechna dostępność tekstu biblijnego dla każdego, kto pragnie czytać Słowo Boże.

Przywódcy Kościoła katolickiego przystąpili do zwalczania reformacji na wzór pierwszych prześladowców Kościoła Chrystusowego. Powstała wówczas jedna z najbardziej rygorystycznych organizacji religijnych – Towarzystwo Jezusowe, znane powszechnie jako zakon jezuitów. Oficjalny powód powołania tej organizacji brzmi na pozór pozytywnie: „jezuici – męski papieski zakon apostolski Kościoła katolickiego zatwierdzony przez papieża Pawła III 27 września 1540 r. Towarzystwo Jezusowe zostało założone w głównej mierze do walki z reformacją, by bronić i rozszerzać wiarę oraz naukę Kościoła katolickiego, przede wszystkim przez publiczne nauczanie, ćwiczenia duchowe, edukację i udzielanie sakramentów” (Wikipedia). W rzeczywistości do obrony katolickich dogmatów zaprzęgnięto tzw. Świętą Inkwizycję, czyli system śledczo-sądowniczy Kościoła, działający „w celu wyszukiwania, nawracania i karania heretyków w oparciu o postanowienia ujęte w dokumentach soborowych, synodalnych oraz w bullach papieskich” (tamże). Wielu historyków chrześcijaństwa uważa, że w wyniku działań Świętej Inkwizycji zginęło więcej niewinnych ludzi niż z rąk XX-wiecznych reżimów totalitarnych.

Jednym z działaczy jezuickich w XX wieku był Alberto Rivera (widoczny na załączonym rysunku), który przeżył szczere nawrócenie do Boga i zaczął publicznie ujawniać rzeczywiste cele oraz metody działania tego zakonu. Z tego powodu sam stał się celem licznych ataków i oszczerstw, a według niektórych źródeł zginął w tajemniczych okolicznościach w 1997 roku. Jest to więc historia jak najbardziej nam współczesna.

Piszę o tym, aby dać świadectwo, że walka z Bożą prawdą wcale nie skończyła się wraz z powstaniem Światowej Rady Kościołów ani nawet z papieskimi zapowiedziami zniesienia ekskomuniki Lutra w 2017 roku, co zresztą ostatecznie nie nastąpiło. Jezuici nadal działają – często już nie pod oficjalnym szyldem Towarzystwa Jezusowego, lecz poprzez wielu zaciętych, pełnych niechęci działaczy. Niektórym z nich udało się przeniknąć do kręgów ewangelikalnych poprzez symulowanie nawrócenia, w co uwierzyło wielu liderów zborowych. A taki właśnie był ich cel: aby później wewnątrz wspólnot ewangelicznych oskarżać innych, siać podziały i wlec po sądach tych, którzy bezkompromisowo postanowili trzymać się biblijnych prawd.

Zadaniem prawdziwego Kościoła jest stać na straży Bożych prawd i głosić Ewangelię łaski, aby ludzie mogli przyjmować zbawienie na drodze upamiętania i przebaczenia. Nadal aktualne pozostają słowa Jezusa Chrystusa, Głowy Kościoła, w których tak wyraźnie określił On, co czeka osoby bez lęku opowiadające się po Jego stronie: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10:28).

Nie musimy wcale odwoływać się do drastycznych prześladowań chrześcijan w krajach muzułmańskich, aby uświadomić sobie, że i dzisiaj musimy być gotowi oddać życie dla Chrystusa. Może w naszym przypadku nie zawsze grozi nam śmierć fizyczna, lecz wystarczy, że współcześni wykonawcy tej destrukcyjnej myśli, szerząc ordynarne oszczerstwa, będą próbowali niszczyć nas moralnie lub społecznie – i to niejednokrotnie wewnątrz naszych własnych wspólnot.

Podobnie jak w czasach Mojżesza, Szczepana, Lutra, Husa i wielu innych obrońców wiary, również w naszych czasach będą pojawiać się ludzie, którzy „przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o wypaczonych umysłach, nie wypróbowani co do wiary” (2 Tm 3:8). Apostoł Paweł radził Tymoteuszowi, młodemu adeptowi sztuki zwiastowania Ewangelii Chrystusowej: „głoś Słowo, nalegaj w porę i nie w porę, upominaj, pouczaj, zachęcaj, z całą cierpliwością, ile razy nauczasz” (2 Tm 4:2). I choć Paweł, apostoł wszech czasów, doświadczył bolesnego osamotnienia, pisząc: „podczas mojej pierwszej obrony nikt nie stanął po mojej stronie, ale wszyscy mnie opuścili”, to jednak zostawił świadectwo: „Pan jednak stanął przy mnie i dodał mi sił, aby przeze mnie dopełniło się głoszenie Ewangelii i wszystkie narody ją usłyszały. Zostałem też wyrwany z paszczy lwa” (2 Tm 4:16-17).

W przyszłości, gdy staniemy już przed obliczem naszego Ojca, będziemy razem z aniołami wyznawać: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga naszemu Bogu na wieki wieków. Amen” (Ap 7:12). Wówczas objawi się ogromna rzesza tych, o których sam Bóg powie: „To są ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swoje szaty, i wybielili je we krwi Baranka” (w. 14).

Pamiętajmy zawsze o wspaniałej obietnicy Pana Jezusa: „To wam powiedziałem, abyście mieli pokój we Mnie. Na świecie będziecie mieć ucisk, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat” (Jn 16:33).

Henryk Hukisz

Monday, December 24, 2012

Święta czy Chrystus?

Narodziny Chrystusa, to Logos wcielony, Emmanuel, Zbawiciel świata, prawdziwa światłość, chleb z nieba, Pasterz, Lekarz, Nauczyciel, Pan panów i Król królów. Można byłoby w nieskończoność określać wielkość Osoby, która pojawiła się wśród ludzi na tym świecie.
Niestety, to czym żyje większość ludzi w tym świątecznym okresie, to choinka, prezenty, pytanie o to, co postawić na wigilijnym stole, to dowodzenie, który dzień jest lepszy do święcenia, lub czy w ogóle tę pamiątkę obchodzić. Niedawno usłyszałem, że święta Bożego Narodzenia bez Chrystusa, bez względu na to, jak uroczyście są obchodzone, tak na prawdę, nie są w ogóle świętami - i z tym się zgadzam całkowicie.
Nie mam zamiaru wytaczać ciężkich armat, aby powalać na ziemię tradycyjne zwyczaje świąteczne, których narosło tak wiele, że nie wystarczyłoby arsenału całego świata, aby tego dokonać. Zostawiam tę działkę kilku wytrwałym rycerzom teologicznej poprawności. Wiem, że znów do mojej skrzynki emailowej wpłynie kilka artykułów dowodzących, że to nie w grudniu narodził się Pan, że choinka jest elementem pogańskim i w ogóle..., lepiej byłoby w tym czasie pójść na ryby.
Chcę jedynie odpowiedzieć na tytułowe pytanie, co jest ważniejsze. Oczywiście, że Chrystus, nie ma wątpliwości, lecz czy obok Chrystusa jest jeszcze miejsce na cokolwiek z tradycyjnych elementów świątecznych? To, czy w ogóle i na ile możemy świętować, powinniśmy już odpowiedzieć osobiście, licząc się ze zdaniem całej rodziny, bo jednakowoż, są to święta rownież rodzinne, co jest dobrym zwyczajem.
Apostoł Paweł, jeden z njwiększych teologów chrześcijańskich, do tego najbardziej biblijny w swoim nauczaniu o Chrystusie, zapisał dla potomnych wiele wspaniałych określeń Osoby Jezusa Chrystusa. Nie będę cytować wszystkich, lecz przynajmnej kilka bardziej znaczących.
Jedno z lepszych określeń celu przyjścia na ten świat Boga wcielonego w Syna Człowieczego znajduję w Liście do Galacjan. Ten list ma szczególne znaczenie w teologii pawłowej, ponieważ ukazuje w nim wyższość Chrystusa nad Zakonem. Dotychczas, jedynym sposobem, a raczej próbą podejścia bliżej do Boga, był cały szereg praw i przepisów, których złamanie groziło śmiercią, natychmiastową lub naturalnym pozostaniem w skutku grzechu. W tym liście czytamy: „lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili” (Gal. 4:4,5).
To jedno zdanie zawiera całą prawdę o narodzinach i celu, w jakim Bóg przyszedł do nas w Swoim Synu. Podane jest określenie czasu, bo chociaż wieczny Bóg nie jest ograniczony czasem, to jednak działa w określonym czasie. Gdy czas się wypełnił, to znaczy, gdy nastał najodpowiedniejszy moment z całej historii tego świata, Bóg zadziałał, sprawił coś, co zmieniło bieg tej historii.
Narodziny Chrystusa, to nie jakieś lokalne zdarzenie w odległej prowincji Imperium Rzymskiego. Myślę, że nie przesadzę, jeśli użyję określenia, że to wydarzenie jest porównywalne do cudu stworzenia - gdy Bóg rzekł Słowo i stało się!
Biblia opisuje nam kilka doniosłych wydarzeń, które występują w lini czasowej historii świata jak potężne kamienie milowe. Pierwszym, jest samo stworzenie świata. Bóg występuje w trzech Osobach, aby ukazać nam potęgę tego dzieła. Czytamy na samym początku Biblii - „Na początku stworzył Bóg (...), a Duch Boży unosił się (...), i rzekł Bóg” (1 Moj. 1:1,2,3). 
Niewątpliwie, kolejnym doniosłym wydarzeniem było wybranie jednego narodu, któremu Bóg powierzyył dzieło objawienia swojej wielkości i troski o człowieka. Gdy nastał właściwy czas, Bóg pojawił się w gorejącym krzaku na pasterskim polu, aby namaścić Mojżesza do dzieła wybawienia Izraela z niewoli. Bóg występuje tutaj znów w trzech osobach, Mojżesz poznał najpełniejsze ze wszystkich imion Boga, jakie On nam objawił – „Jestem, który jestem” (2 Moj. 3:14). Chrystus był cały czas obecny w tym dziele wybawienia, o czym pisał apostoł Paweł, gdy wyjaśniał drogę, jaką Izraelici szli i pili wodę ze skały - „a skałą tą był Chrystus” (2 Kor. 10:4). Oczywiście, Duch Święty był cały czas obecny, a szczególnie wypełniał serce Mojżesza.  A gdy zaistniała potrzeba powołania siedemdziesięciu starszych, Bóg rzekł: „wezmę nieco z Ducha, który jest w tobie, i włożę w nich” (4 Moj. 11:17).  
Gdy znów wypełnił się czas, gdy w Bożym kalendarzu zbliżył się moment, o jakim Bóg nieustanie myślał, aby zmiażdżyć głowę, tego który zwiódł człowieka, Ten, który zawsze Jest, JAHWE, postanowił znów zadziałać. Do pewnej niewiasty w Nazarecie, o pięknym hebrajskim imieniu Miriam, co na nasz język wykłada się Maria, przyszedł Boży posłaniec z niezwykłą wiadomością, że panna (wówczas oznaczało to samo co dziewica), ma urodzić dziecko. Na pytanie, jak to jest możliwe, Maria usłyszała: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zacieni cię. Dlatego też to, co się narodzi, będzie święte i będzie nazwane Synem Bożym.” (Łuk. 1:35). Apostoł Jan, opisując to wydarzenie, użył bardziej teologicznych wyrażeń, pisząc o  Tym, który jest od początku, że „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy.” (Jan 1:14). A stało się to wszystko, ponieważ  „u Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa” (Łuk. 1:37).
Bóg w całej pełni objawił się wśród ludzi. Apostoł Paweł, jak już wspomniałem wcześniej, pisał o tym wielokrotnie. W liście do wierzących w Kolosach apostoł użył mocnych określeń, że Ojciec, „który nas wyrwał z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów, jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia” (Kol. 1:13-15).
Ten Chrystus, który narodził się w cudowny sposób z dziewicy, jest Tym, w którym „zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na nim jest ugruntowane, On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy, ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości.” (Kol. 1:16-19). On narodził sie w jedynym celu, aby „przez Niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego.” (w. 20).
Wobec wielkości tej Osoby, która narodziła się w Betlejemskim żłobie, wszystko inne, cały Zakon i prorocy, wszystkie choinki świata i najpiękniejsze kolędy, są jedynie odległym cieniem.
Gdy widzimy światło, to nawet nie zauważamy cienia, który z pewnością istnieje. Tylko, czy warto jest o nim mówić?
Święta, czy Chrystus?  Apostoł Paweł, który napisał: „ rzeczywistością natomiast jest Chrystus.” (Kol. 2:17) podpowiada nam poprawną odpowiedź: "Albowiem z Niego i przez Niego i ku Niemu jest wszystko; Jemu niech będzie chwała na wieki. Amen!" (Rzym. 11:36).
Henryk Hukisz

Saturday, December 22, 2012

Koniec końca

 Wielkie oczekiwanie na koniec świata 21 grudnia 2012 roku minęło. Wyjątkowa propaganda medialna sprawiła, że wielu uwierzyło w prawdziwość tego wydarzenia na poważnie. Filmy, książki, artykuły prasowe i częste przypomiananie w oficjalnych wiadomościach sprawiło, że atmosfera przed 21 dniem grudnia osiągnęła swoje apogeum. Jak podawano w głównych dziennikach telewizyjnych, wiele osób przygotowało się na ten dzień, robiąc zakupy żywności, inni szukali dostępu do schronów, niektórzy, niby nie wierzyli, ale na wszelki wypadek, poczynili też odpowiednie przygotowania.
W Wielkopolsce, niedaleko Ostrzeszowa jest miejscowość o  niespotykanej nazwie, lecz bardzo aktualnej w kontekście tej przepowiedni - Koniec Świata. Gospodarze miejscowości musieli tablicę z nazwą przyspawać do słupków, aby zabezpieczyć ją przed kolejnymi kradzieżami. Podobnie działo się w Stanach Zjednoczonych, gdy złodzieje, w  większości sataniści, kradli tablice z numerem drogi 666. Z tym, że tutaj, woleli zmienić numer drogi, zamiast zabezpieczać tablice solidnym spawem. Lecz nadal istnieje stary numer, tak jak pomiomo kradzieży nazwy „Koniec Świata” ludzie nadal oczekują na to wydarzenie. Prędzej czy później, ten świat skończy się, lecz nie według przepowiedni Majów, czy innych przepowiadaczy, jak donosi TVN, za sześć lat lub według obliczeń naukowców, za 5 miliardów lat, gdy słońce połknie ziemię. Stanie się tak, ponieważ Bóg, stwórca wszechświata zapowiedział nastanie wieczności, w której będzie nowa ziemia i nowe niebo. Apostoł Jan, w objawieniu jakie miał od Pana, napisał: „I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma.” (Obj. 21:1).
Pan Jezus, którego pierwsze przyjście na ten świat świętujemy, powiedział swoim uczniom: „Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.” (Jan 14:2,3). W narodzie Izraelskim oczekiwanie na koniec świata było czymś naturalnym, ponieważ wiedzieli, że Bóg ma dla swoich coś lepszego, niż nawet ziemia „mlekiem i miodem opływająca”.
Pewnego razu, gdy Pan Jezus opuszczał świątynię, jego uczniowie świadomi, że ta wspaniała budowla była wielokrotnie burzona i palona, zapytali swego Nauczyciela wprost: „Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?” (Mat. 24:3). Pan Jezus, w odpowiedzi na to pytanie, które do dzisiaj nurtuje umysły większości ludzi, powiedział o wielu znakach, które będą wskazywać, że niechybnie zbliża się czas Jego powtórnego przyjścia, z którym zwiazany jest koniec tego świata.
Zastanawiające jest, że dzisiaj ludzie bardziej wierzą w różne przepowiednie i wróżby, niż w to co powiedział Bóg. Wystarczy jedna informacja w prasie, powtórzona później w telewizji o jakimś dziwnym zjawisku, jakiejś planetoidzie, której tak naprawdę nikt nie widział, i już zapowiadają kolejny koniec świata, albo ogólnoświatowy kataklizm. Myślę, że dzieje się tak samo, jak za dni apostołów, gdy Piotr pisał do wierzących, „że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości i mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia.” (2 Ptr. 3:3,4). Nie brakuje i dzisiaj szyderców, kpiących ze wszystkiego co powiedział Bóg, lecz ci sami ludzie równocześnie wierzą w każdą bzdurę, jaka brzmi podobnie do tego, co jest napisane w Biblii. Chodzi im jedynie o to, aby nikt nie wierzył w Boże Słowo, w to, jak to zostało zapisane w Biblii. Kilka dni temu - jak zwykle tu bywa w okreśnie świątecznym, w telewizji pojawiają się temty biblijne, tym razem wypowiedź jakiegoś naukowca dotyczyła potopu. Stwierdził on, że takie wydarzenie miało miejsce około sześciu tysięcy lat temu, z tym, że dotyczyło jedynie ludzi w rejonie Morza Czarnego, jaki w tamtym czasie stanowił „ich świat”.
Apostoł Piotr, który osobiście słyszał odpowiedź Pana Jezusa na pytanie dotyczące czasu końca świata, napisał stanowczo, że: „teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi.” (2 Ptr. 3:7). Bez względu na to, ile końców świata jeszcze ogłoszą jego mędrcy, „dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (w. 10).
Dlatego powinniśmy poczynić przygotowania na ten dzień, kiedy nastanie koniec dla tego świata. Przygotowania nie w zakupie dużej ilości żywności i artykułów pierwszej potrzeby, lecz przygotowanie swoich serc na spotkanie Pana, sędziego wszystkich spraw, zarówno tych jawnych, jak i skrytych, gdyż przed Jego sprawiedliwym wzrokiem nic się nie ukryje. Apostoł Piotr zadaje retoryczne pytanie: „Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności, jeżeli oczekujecie i pragniecie gorąco nastania dnia Bożego, z powodu którego niebiosa w ogniu stopnieją i rozpalone żywioły rozpłyną się?” (w. 12).
Nikt nie jest w stanie sam osiągnąć taką świętość postępowania i pobożność, aby stanąć przed świętym Bogiem. Wszyscy jesteśmy grzesznikami, jak to ktoś mądrze określił, że „nie jesteśmy grzesznikami, ponieważ grzeszymy, lecz grzeszymy dlatego, że jesteśmy grzesznikami”. Dlatego wszyscy potrzebujemy kogoś, kto może uczynić nas świętymi i zdolnymi do prawdziwej pobożności.
Pan Jezus, Boży Syn postanowił przyjść pierwszy raz na naszą ziemię, aby nas zbawić. Po raz drugi przyjdzie już jako sędzia tego świata. Jego pierwsze przyjście było pierwszym krokiem do złożenia swego życia na ołtarzu Golgoty, dla naszego zbawienia. Autor Listu do Hebrajczyków napisał wiele słów wyjaśnienia celu, w jakim Jezus się narodził, napisał też, że „raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują.” (Hebr. 9:28).
Czy oczekujemy powtórnego przyjścia Pana Jezusa, już nie w celu odkupienia nas z grzechu, lecz zabrania do Ojca, na całą wieczność? Warto jest pamiętać też i o tym obchodząc Pamiątke Jego Narodzin.
Henryk Hukisz

Friday, December 21, 2012

Daremna pewność



Kontynuując „daremną” myśl z poprzednich wpisów, (ostatnio pisałem o kimś, kto „daremnie wierzył”, później o „daremnym zwiastowaniu” oraz o „daremnym uwialbianiu” Boga),  proponuję teraz mały sprawdzian.

Zachęcony zostałem rozmyślaniem Dawida Wilkersona do zadania pytania, a raczej trzech sprawdzianów, czy  jesteśmy w Chrystusie.

Jedynie ta pozycja uprawnia nas do twierdzenia, że jesteśmy dziećmi Bożymi, poza Chrystusem jesteśmy nadal zgubionymi grzesznikami, dziećmi gniewu. Apostoł Paweł w Liście do Efezjan bardzo wyraźnie określił nasza pozycję w Chrystusie – „ożywił wraz z Chrystusem - łaską zbawieni jesteście - i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Efez. 2:5,6). Zanim dostąpiliśmy łaski umieszczenia nas w Chrystusie „wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni” (w. 3). 

Podaję niżej rozmyślanie Wilkersona, zachęcając do szczerej refleksji nad każdym z trzech postawionych pytań. Dziś najczęściej można spotkać ludzi, którzy uważąją, że jeśli mają miłość do bliźniego, to mogą liczyć na uznanie ze strony Boga. Mówią, że przecież Bóg jest miłością i najważnejsza jest miłość.

JAK MOŻEMY WIEDZIEĆ, ŻE JESTEŚMY NAPRAWDĘ „W CHRYSTUSIE”?

(Proszę zwróć uwagę: Te dowody są możliwe po pokucie z grzechu, porzuceniu wszelkiej bezbożności, zaufaniu Chrystusowi odnośnie wiecznego zbawienia i pozwoleniu Mu, aby przeniósł ciebie z ciemności do Swojego Królestwa światłości.)

1. Jesteś w Chrystusie jeżeli jesteś stale odnawiany. Ci, którzy są „w Chrystusie” nie odpoczywają na jednorazowym przeżyciu nawrócenia. Raczej ustawicznie wołają, aby Duch Święty ich zmieniał i odnawiał. Ich codzienna modlitwa jest taka: „Panie, zabierz ode mnie wszystko, co nie jest podobne do Ciebie.

„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5:17). „Zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego” (Tytusa 3:5-6)

2. Jesteś w Chrystusie, jeżeli twoje życie jest kierowane poprzez Słowo Boże. Czy masz szacunek i bojaźń dla Słowa Bożego?

„ Lecz kto zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy” (1 Jana 2:5). Biblia mówi wyraźnie: Wiemy, że jesteśmy w Chrystusie, jeżeli kochamy Słowo Boże i jesteśmy mu posłuszni.

3. Jesteś w Chrystusie jeżeli twoja wiara jest połączona z miłością. Pismo powiada, że jeżeli nie masz miłości, tej bezwarunkowej miłości, to nie możesz być w Chrystusie. 

„I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor. 13:2). Nic w języku greckim oznacza tutaj, „Jestem niczym teraz i nigdy nie będę czymś.” Innymi słowy, ”Bez bezwarunkowej miłości do wszystkich, jestem nikim i zawsze będę nikim.”

Możesz być zdolnym kaznodzieją, wspaniałym ewangelistą, lub namaszczonym nauczycielem Słowa Bożego, który chodzi w wielkiej wierze, ale jeżeli nie masz miłości do innych, jesteś niczym
(Źródło  http://www.worldchallenge.org/pl/node/21000)

Szczególnie w okresie świątecznym, gdy wokoło panuje miła i sympatyczna atmosfera żłóbka z Dzieciątkiem machającym rączką do całego świata, dobrze jest mieć na uwadze, że Jego narodzenie ma o wiele poważnejszy cel.

 Bóg ofiarował Swego Syna dla naszego zbawienia. Same narodziny, były już wielkim poświęceniem, gdyż opuścił chwałę jaką miał u Ojca. Paweł napisał o tym w innym liście, że Ten „który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” (Fil. 3:6-8).

Henryk Hukisz