Wednesday, July 1, 2026

Gotowi do obrony

Skoro my, Polacy, znamy się najlepiej na polityce i medycynie, to może teologię zostawmy teologom. Niestety, nieraz spotykamy się z sytuacją, gdy przeciętny chrześcijanin podejmuje się dyskusji lub próbuje publicznie odpowiadać na pytania dotyczące zagadnień biblijnych. To jest jak przysłowiowe porywanie się z motyką na słońce. Internet jest dziś wręcz zalewany wypowiedziami ludzi, którzy nie mają przygotowania, by rzetelnie i mądrze odpowiedzieć na stawiane kwestie natury teologicznej.

Zdaję sobie sprawę, że narażam się na powszechne potępienie ze strony samozwańczych apologetów, uważam jednak, że o tej amatorszczyźnie trzeba pisać odważnie. W sytuacjach, gdy liczy się każde słowo, a każdy wywód może stać się dla oponentów argumentem do ośmieszania naszej wspólnej wiary, kluczowe jest, aby wypowiadały się osoby odpowiednio przygotowane, a co najważniejsze – powołane do tego przez Boga. Zasadniczą regułą panującą w Kościele Jezusa Chrystusa jest prawda zapisana przez pierwszego i najlepszego apologetę biblijnego, samego apostoła Pawła: „I tak Bóg ustanowił w Kościele najpierw apostołów, po drugie proroków, po trzecie nauczycieli...” (1 Kor 12:28). Tak jak ciało każdego z nas składa się z niepowtarzalnych części i organów, tak prawdziwy, zdrowy Kościół Jezusa Chrystusa tworzą różne służby: „Tak bowiem jak jest jedno ciało i ma wiele członków, a wszystkie członki, chociaż jest ich wiele, są jednym ciałem, tak też jest i z Chrystusem. Ciało bowiem to nie jest jeden członek, lecz liczne” (1 Kor 12:12,14).

„Zaraz, zaraz!” – zawołają pewnie znawcy wszystkiego. Przecież jest napisane czarno na białym, że mamy być „gotowi zawsze do obrony wobec każdego, kto od was żąda słowa o tej nadziei, która jest w was” (1 Ptr 3:15). Tak, to prawda – każdy z nas powinien być gotowy do składania świadectwa własnym życiem i jasnego pokazywania, że pokłada nadzieję w Bogu. Z dalszych słów apostoła Piotra wynika jednak, że chodzi tu przede wszystkim o zachowanie czystego sumienia przed Chrystusem w obliczu oskarżeń ze strony tego świata. A jeśli mowa o naszym sumieniu, musimy pamiętać, że zostało ono oczyszczone krwią Baranka „z martwych uczynków, abyśmy służyli Bogu żyjącemu” (Hbr 9:14). W kontekście obrony przed zarzutami świata naszym zadaniem jest więc zachowanie tej czystości sumienia, którą z łaski podarował nam sam Chrystus. Świat będzie z nas szydził, „że wy nie nurzacie się wraz z nimi w tym samym zalewie rozpusty” (1 Ptr 4:4), i będzie atakował nas oszczerstwami. Nie ma tutaj jednak mowy o akademickiej obronie zasad wiary czy argumentowaniu na rzecz podstaw naszych przekonań. Chodzi wyłącznie o „słowa o tej nadziei, która jest w was”, czyli o wyjaśnienie, dlaczego postępujemy inaczej niż reszta świata. Rozumiemy przecież, że nasza decyzja o świętym życiu wynika z faktu, że Święty jest Bóg, w którym pokładamy nadzieję. Dla wszystkich wierzących przyszłość z Bogiem ma większą wartość niż jakikolwiek kompromis ze światem. I chyba się w tej kwestii nie mylę.

Jeśli natomiast chodzi o samą obronę wiary – czyli o wyjaśnianie, dlaczego tak, a nie inaczej rozumiemy Boga oraz Jego obietnice (co bezpośrednio przekłada się na praktyczną stronę naszego codziennego chrześcijaństwa) – to jest to już pewna sztuka, która wymaga głębszego zrozumienia Bożych prawd. Apostoł Piotr pisał o tym później, gdy poruszał temat rozumienia nauki apostolskiej w kontekście rzeczy przyszłych i teraźniejszych, od czego przecież zależy znalezienie się w gronie tych, których ta przyszłość dotyczy. Już wtedy byli „ludzie niewykształceni i niezbyt umocnieni”, którzy „przekręcają – podobnie jak i pozostałe Pisma – na własną zgubę” (2 Ptr 3:16). Dlatego Piotr ostrzega ówczesnych wierzących, co – jak sądzę – dotyczy również naszego pokolenia: „miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez błędy ludzi nieprawych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku” (w. 17). Kolejne zdanie wskazuje na najskuteczniejszą metodę zachowania tej niewzruszonej postawy, a jest nią nieustanne wzrastanie „w łasce i poznaniu naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa” (w. 18).

Wdawanie się w spory z niewierzącymi wymaga ogromnych umiejętności. Niestety, najczęściej mamy do czynienia z czczą dyskusją, przed którą apostoł Paweł wyraźnie przestrzega. Pouczając młodego Tymoteusza, zachęca go słowami: „Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie” (2 Tm 1:13), ponieważ powierzono mu wielki skarb. Jako jego duchowy ojciec nakazuje mu stanowczo: „Tymoteuszu, strzeż tego, co ci powierzono, unikaj pospolitej, pustej mowy i sprzecznych twierdzeń fałszywej wiedzy” (1 Tm 6:20). Paweł ze smutkiem musiał przyznać, że ci, którzy do takich czczych dyskusji przystąpili, „pobłądzili w wierze” (w. 21).

Apologetyka, bo tak nazywa się dziedzina nauki zajmująca się obroną prawd biblijnych, wymaga szczególnej umiejętności odpowiadania na zarzuty przeciwników – i to w taki sposób, by dochować wierności nakazom Jezusa. Wszyscy znamy słowa Chrystusa, które we współczesnym społeczeństwie bywają dość trudne do zastosowania: „Tego, co święte, nie dawajcie psom, a pereł nie rzucajcie przed wieprze, aby ich nie podeptały, nie rzuciły się na was i nie rozszarpały” (Mt 7:6). Choć jest to metafora lub przysłowie, którego kontekstu dziś nie wyczuwamy w pełni, kryje się w nim uniwersalna prawda, przekazana przez Jezusa nie tylko bezpośrednim uczniom, ale i kolejnym pokoleniom, aż do naszych czasów. Pisałem już o tym wcześniej w tekście „Psy, wieprze i perły”, choć wtedy patrzyłem na sprawę pod kątem samego zwiastowania. Ta sama zasada dotyczy jednak sytuacji o charakterze apologetycznym – nie zawsze powinniśmy angażować się w dyskusje z ludźmi, których jedynym celem jest ośmieszenie dzieci Bożych. Jezus doskonale radził sobie z tymi, którzy podchodzili Go celowo, by podważyć Jego rosnący autorytet. Kto z nas może jednak poszczycić się taką pełnią Ducha i mądrością, by znać odpowiedzi na pytania, zanim w ogóle zostaną zadane?

Apostoł Paweł, pisząc do Koryntian (którzy zdążyli się już podzielić na tych uważanych za lepszych i gorszych), stwierdził otwarcie, że ludzie różnią się od siebie. Zaakceptowanie tego faktu mogłoby pomóc nam we wzajemnym szacunku – o ile w ogóle jest on możliwy. Może brzmi to trochę jak przechwałka, ale Paweł napisał wprost: „Nam natomiast Bóg objawił to przez Ducha” (1 Kor 2:10). Co dokładnie Bóg nam objawił? Właśnie to, czego „człowiek poznający tylko zmysłami nie przyjmuje darów Ducha Bożego. Są one bowiem dla niego głupstwem i nie może ich zrozumieć, ponieważ można je badać jedynie w sposób duchowy” (w. 14). Czyli to, „czego oko nie ujrzało ani ucho nie usłyszało, ani co nie wstąpiło do serca człowieka, Bóg przygotował tym, którzy Go miłują” (w. 9).

Człowiek „zmysłowy” (w grece psychikos), czyli mówiąc precyzyjnie: człowiek nieodrodzony duchowo, to ktoś, kto porusza się wyłącznie w sferze naturalnych zmysłów. Nie chodzi tu o jego poniżanie, lecz o stwierdzenie faktu, że nie jest on w stanie pojąć prawd duchowych. Dla niego są one „głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać” (w. 14). Rozmawianie z nim o sprawach, których z definicji „nie może poznać”, jest po prostu nierozsądne. Co więcej, uwłacza to samej dyskusji, ponieważ dotyczy ona spraw czysto duchowych.

Spójrzmy na przykład apostoła Pawła. Gdy znalazł się w Koryncie – mieście głębokiej dekadencji moralnej – powiedział mieszkańcom, że nie przyszedł do nich „głosić wam tajemnicę Boga nie za pomocą górnolotnych słów lub mądrości” (1 Kor 2:1). Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista. Chciał, jak sam ujął, aby „słowo i moje głoszenie nie opierały się na przekonujących słowach mądrości, ale na ukazywaniu Ducha i mocy” (w. 4). W rezultacie takiego zwiastowania w sercach tych zepsutych moralnie słuchaczy narodziła się wiara, która „nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Boga” (w. 5).

W takich okolicznościach żadna naukowa apologetyka nie dokonałaby tego, co sprawiły słowa wypowiedziane w mocy Ducha Świętego.

Do głoszenia ewangelii w mocy Ducha Świętego powołani jesteśmy wszyscy. Jednak do obrony doktryny powinni stawać ci, których Bóg do tego specjalnie powołał i wyposażył – ludzie, „którzy będą w stanie („ἱκανός” [ikanos] – kompetentny, odpowiedni) nauczać także innych” (2 Tm 2:2). O tym również wspominałem już we wcześniejszym artykule – „Kompetentni nauczyciele”.

Henryk Hukisz