Friday, December 30, 2011

Błogosławieństwo utrapień

Gdy składamy komuś życzenia, zazwyczaj wyrażamy je słowami przywołującymi dobre samopoczucie, wewnętrzny spokój i życiowe powodzenie. Nigdy nie życzymy innym utrapień, porażek czy choćby drobnych zmartwień. Każdy chciałby żyć bez trosk, choć doskonale wiemy, że w rzeczywistości jest to niemożliwe. Czy jednak Bóg życzy nam, abyśmy doświadczali utrapień?

Z pewnością dobrze znamy werset dotyczący trudności, jakie Bóg dopuszcza w życiu wierzących: „Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor 10:13, B.W.). Ta wspaniała obietnica nie mówi o życiu wolnym od cierpienia, lecz o tym, że Bóg z niego wyprowadza. On dopuszcza próbę i On daje wyjście. Doświadczył tego Hiob, pisząc: „On bowiem zrani i On ranę opatrzy, uderzy, ale Jego ręce uzdrowią” (Hi 5:18).

Zastanawiając się, dlaczego spotykają nas utrapienia, najczęściej kwitujemy to stwierdzeniem, że takie jest życie i każdy musi przez nie przejść. To prawda – nikt nie uniknie zmartwień. Dlaczego więc Bóg dopuszcza, aby Jego kochane dzieci doświadczały tak trudnych sytuacji?

Życie na ziemi jest naznaczone grzechem, chorobą i troską. Niezależnie od tego, czy jesteśmy głęboko wierzący, czy mniej przykładamy się do duchowego wzrostu, wszyscy mamy udział w negatywnych aspektach doczesności. Gdy świat doświadcza pandemii, krachu gospodarczego czy katastrof przyrodniczych, skutki tych tragedii dotykają wszystkich jednakowo – wierzących i niewierzących. Nieraz zadajemy sobie pytanie, czy osoby wierzące mogą liczyć na to, że Bóg cudownie wybawi je z opresji? Z własnych obserwacji wiem, że tak się nie dzieje – z nielicznymi wyjątkami, gdy Bóg ma swój cel w zesłaniu ratunku.

Pamiętam moment, w którym poczułem się źle i po badaniach usłyszałem jednoznaczną diagnozę: nowotwór. Przez chwilę wydawało mi się, że świat zawirował w przeciwnym kierunku. Pierwszym pytaniem, jakie sobie zadałem, było: ile życia mi jeszcze pozostało? Oczywiście, przede wszystkim powierzyłem całą sprawę Bogu w modlitwie, mówiąc: „Panie, cokolwiek chcesz zrobić z moim życiem, zgadzam się. Jeśli Twoją wolą jest cudowne uzdrowienie – przyjmę je z radością. Jeśli mam poddać się leczeniu – zastanowiłem się chwilę – to również przyjmę to z taką samą radością”.

Później była chemioterapia, radiologia, skomplikowana operacja i kolejne serie leczenia. Częste wizyty w przychodniach, długie godziny czekania w poczekalniach, przyjmowanie rozmaitych leków. To wszystko działo się w świecie zewnętrznym. Natomiast to, co przeżywałem w głębi mojej duszy, może stanowić wspaniałe świadectwo Bożej obecności.

Jako wieloletni pastor i nauczyciel Słowa Bożego doskonale znałem Boże obietnice. Niejednokrotnie zachęcałem innych do trwania w ufności przed Panem w trudnych chwilach. Teraz musiałem odnieść te prawdy do siebie – a to nie jest to samo. Mogę jednak powiedzieć z pełnym przekonaniem: nie żałuję chwil, w których doświadczyłem bliskości Pana, jakiej wcześniej praktycznie nie znałem. Mogłem z zupełnie innej perspektywy poznawać głębię Słów, które Ojciec Niebieski kieruje do swojego dziecka.

Apostoł Paweł, który doświadczył tylu utrapień, że trudno nam to sobie wyobrazić, pisał: „Błogosławiony Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiego pokrzepienia, Ten, który nas pokrzepia w każdym naszym ucisku, abyśmy sami mogli pokrzepiać tych, którzy są w jakimkolwiek ucisku, pokrzepieniem, którym sami jesteśmy pokrzepiani przez Boga” (2 Kor 1:3-4). Czy możemy w pełni zrozumieć, co przeżywał Apostoł Jakub, pisząc: „Radujcie się w pełni, moi bracia, gdy spadną na was różne doświadczenia” (Jk 1:2)?

Nigdzie w Biblii nie znajdziemy zapewnień, że nigdy nie dotkną nas utrapienia. Jeśli słyszymy współczesnych kaznodziejów głoszących tzw. ewangelię sukcesu, pamiętajmy, że są to zwiastuni innej, obcej Chrystusowi ewangelii. Apostołowie nauczali, że cierpienia i utrapienia zaliczane są do błogosławieństw. Jakub pisał pod koniec swojego listu: „Weźcie przykład, bracia, z wytrwałości i cierpliwości proroków, którzy przemawiali w imieniu Pana. Uważamy za szczęśliwych tych, którzy byli wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Hioba i zobaczyliście, jaki koniec przygotował mu Pan, bo Pan jest pełen współczucia i miłosierny” (Jk 5:10-11).

Aby móc przemawiać w imieniu Pańskim, trzeba razem z Panem przechodzić przez cierpienie. Apostoł Piotr pisał: „To przecież jest waszym powołaniem, bo i Chrystus cierpiał za was, i pozostawił wam wzór, abyście poszli w Jego ślady” (1 Ptr 2:21). Ten wierny uczeń pokornie przyjął z ust Mistrza zapowiedź przyszłych utrapień: „Gdy jednak się zestarzejesz, wyciągniesz swoje ręce i ktoś inny cię przepasze, i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (Jn 21:18). Później, doświadczywszy realności tych słów, napisał: „Łaską przecież jest to, jeśli ktoś ze względu na świadomość Boga wytrzymuje udręki, cierpiąc niesprawiedliwie” (1 Pt. 2:19).

Chcę zakończyć cytatem współczesnego sługi Bożego, którego bardzo cenię. Dawid Wilkerson powiedział: „Najlepszymi nauczycielami w każdym zborze nie są ci, którzy stoją za kazalnicą. Siedzą oni w ławkach, obok ciebie – ludzie, którzy cierpieli, ale nadal uwielbiają Pana. Językiem tych, którzy uczą się poprzez cierpienia, jest uwielbienie”.

Prawdziwej ufności możemy nauczyć się jedynie w czasie burzy. Tylko wtedy, gdy dotykają nas utrapienia, możemy doświadczyć tej szczególnej bliskości Pana, pozwalając, by nasze serce zaczęło bić w rytmie Jego serca.

Henryk Hukisz

Thursday, December 22, 2011

Ale szopka

W okresie przedświątecznym w Stanach Zjednoczonych każdego roku odgrzewana jest dyskusja na temat pozdrawiania się zwrotem „Happy Holidays”, czy tradycyjnym „Merry Christmas”. Pamiętam czas, gdy w niektórych sklepach wręcz zabroniono personelowi mówić „Merry Christmas”, aby nie obrażać uczuć klientów o innych poglądach religijnych niż chrześcijańskie. W odwecie, w mediach społecznościowych prowadzono wówczas kampanie wzywające do bojkotowania takich sklepów.
W Polsce, o ile pamiętam, nikt nie robi wielkiego problemu, gdy zamiast „Wesołych Świąt” ktoś powie: „Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia”. Natomiast prawie obowiązkowo należy łamać się opłatkiem, bez względu na to czy spotkanie wigilijne zorganizuje jakaś wspólnota religijna, szef biznesu, czy partia polityczna. Pamiętam, że w Polsce nawet w czasach tzw. komunizmu, łamanie opłatka należało do obowiązkowej tradycji, bez względu na przekonania religijne, czy polityczne. Po prostu, górowała tradycja i przekonany jestem, że nadal w tych sytuacjach chodzi jedynie o zachowanie zwyczaju.
Nie sądzę, że dla odrodzonego z Ducha chrześcijanina, istotne będzie to, jakimi słowami zostanie pozdrowiony przez załogę sklepu. Tak samo, jeśli chodzi o dokładną datę tego święta. Bo przecież, prawdę mówiąc, że ani słowa pozdrowienia, ani data czy nawet zwyczaj obchodzenia pamiątki narodzin Pana Jezusa, nie odgrywają istotnej roli w prawdziwej pobożności.
Apostoł Paweł pisał do wierzących w Kolosach, do "do świętych i wiernych braci w Chrystusie"  (Kol. 1:2), że istotą sprawy jest jedynie Chrystus. Pisał: „Niech więc nikt was nie osądza z powodu jedzenia i picia, czy też świąt, nowiu lub szabatów. To wszy­stko jest cieniem rzeczy, które mają nastąpić, rzeczywistością zaś jest Chrystus” (Kol. 2:16,17).
Skoro rzeczywistością jest Chrystus, to wszystko inne jest jedynie cieniem. I tu chciałbym zwrócić uwagę, że wszędzie tam, gdzie jest światło, rzeczywiste źródło istnienia i poznania, pojawia się też cień. Normalka, powiedzą współcześnie młodzi ludzie, lecz nikt nie zadowoli się cieniem, jeśli szuka światła. I gdy już je znajdzie, cień nie będzie czymś istotnym, o co warto kruszyć kopie, czynić podziały, czy nawet obrażać rozumiejących inaczej.
W Kolosach byli ludzie, z pewnością byli to „święci  i wierni bracia w Chrystusie”, którzy bardziej zajmowali się cieniem, niż rzeczywistością. Dla nich ważniejsi byli aniołowie, niż poselstwo z jakim przyszli, chlubili się postami a nie pokorą, jaką winni okazywać wobec bliźnich, przechwalali się znajomością litery Zakonu a nie owocem Ducha Świętego, przeciwko któremu, Zakon już nie ma znaczenia (Gal. 5:23). Tym ludziom Paweł starał się przypomnieć fakt, że teraz mają Chrystusa, w którym " mieszka cieleśnie cała pełnia boskości i w Nim macie pełnię" (Kol. 2:9,10). Skoro ktoś ma pełnię życia i poznania, skoro został już uwolniony od ciężaru spełniania niewykonalnych przepisów Zakonu, to nie powinien już przywiązywać uwagi do cienia.
Z politowaniem przysłuchuję się dyskusjom i udowadnianiom, że te święta są wzorowane na pogańskim święcie słońca, że choinka została przyniesiona z pogańskich lasów dawnej Germanii, że... itd. Niby czemu ma służyć ta dyskusja czy publiczne deklaracje na Facebook’u, że ktoś nie będzie obchodzić tradycyjnych świąt, bo takowe są bałwochwalstwem. Chyba tylko jednemu, aby pokazać innym, że jest się lepszym od najlepszych, że ma się rację. Jest to najzwyklejsze przechwalanie się przed drugimi, co niezbicie świadczy o cielesności.
Znów odwołam się do Apostoła Pawła, który mógłby chlubić się doświadczeniami, o jakich my nawet nie marzymy. Jakże inny mamy obraz tego pokornego sługi Bożego, gdy czytamy o jego przeżyciach, jakie miał w Panu. Nawet nie pisał o sobie samym, lecz że zna człowieka, który "został porwany do raju i usłyszał niewyrażalne słowa, jakich nie godzi się człowiekowi wypowiadać" (2 Kor. 12:4). Dlatego dalej napisał, że jeśli mógłby się czymś pochwalić, to "najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa"  (2 Kor. 12:9).
Nawiązując do zwyczaju obchodzenia Pamiątki Narodzin Chrystusa, niech nikt nie wykorzystuje znów corocznej okazji, aby pokazać, że lepiej niż inni wie, że lepiej od innych oddaje cześć Chrystusowi, gdyż w ten sposób w centrum tworzonej szopki umieszcza siebie samego.
Apostoł Paweł radzi: Niech wasze myślenie będzie myśleniem Chrystusa Jezusa. On, będąc w postaci Bożej, nie wykorzystał swojej równości z Bogiem, ale umniejszył samego siebie, gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi. A w tym, co zewnętrzne, dał się poznać jako człowiek i uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu (Filip. 2:5-8). Zwróćmy uwagę na kontekst, który znajduje się w jednym z poprzedzających wierszy - "Nie kierujcie się kłótliwością i próżną chwałą, ale z pokorą jedni drugich uznawajcie za ważniejszych od siebie" (w.3).  
Gdy wspominamy narodzonego Chrystusa, warto jest pamiętać, że On Swoim przyjściem, już jako niemowlę, zostawił nam przykład uniżenia. Skoro On, będąc Bogiem, tak Siebie uniżył, to tym bardziej my powinniśmy pójść w Jego ślady.
Niech to rozmyślanie wypełnia nasze myśli i serca w czasie oczekiwania i obchodzenia Pamiątki Narodzin Chrystusa. Tego życzę z całego mego serca każdemu dziecku Bożemu, w którym objawiła się pełnia Chrystusa.
Henryk Hukisz

Tuesday, December 20, 2011

Tajemnica wcielenia

Często zwracam uwagę na to, że zamiast „Święta Bożego Narodzenia”, powinniśmy raczej mówić – „Pamiątka Narodzin Chrystusa”. Chciałbym teraz odnieść się do tego z pozycji bardziej teologicznej, niż osobistego upodobania. 
Należy postawić pytanie, kto narodził się w Betlejem tej pamiętnej nocy - Syn Boży, czy Syn Człowieczy? Chrystus w stosunku do siebie samego, używał tych dwóch określeń. Pytanie należy uściślić, czy w Chrystusie występują równocześnie natury boska i ludzka, czy są one oddzielone od siebie, czy złączone ze sobą?
Pytania związanie z tą kwestią nurtują teologów od zarania chrześcijaństwa. Jednym z pierwszych był Nestoriusz, mnich żyjący w połowie V wieku, który uważał, że Maria nie mogła urodzić Syna Bożego (theotokos), a jedynie Syna Człowieczego (christotokos). Nie zamierzam zagłębiać się w poglądy teologiczne tego mnicha, gdyż został oficjalnie uznany na Soborze w Efezie (431r.) za heretyka, ponieważ uznawał, że w Chrystusie te dwie natury, boska i ludzka, występowały oddzielnie.
Najwięksi teologowie próbowali zgłębić prawdę o naturze Jezusa Chrystusa przez wiele wieków. W tym rozważaniu zamierzam jedynie odnieść się do samego faktu wcielenia się Boga, jaki miał miejsce podczas narodzin Chrystusa, bez wchodzenia w szczegóły. Bezsporną prawdą jest, że gdy narodził się Jezus, stało się coś niezwykłego. Ewangelista Jan zapisał tę prawdę słowami: A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas pełne łaski i prawdy. Ujrzeliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca," (Jn 1:14). Tym Słowem jest odwiecznie istniejący Logos, który jest Bogiem, przez którego powstało wszystko, co powstało, gdyż Na początku było Słowo, a Słowo było zwrócone ku Bogu i Bogiem było Słowo" (Jn 1:1).
W Biblii znajdujemy wiele zapowiedzi tych narodzin, chociaż nie znajdziemy dokładnych informacji o tym, jaką naturę będzie posiadało narodzone z dziewicy dziecię.
- pierwsza obietnica zawarta jest w tzw. protoewangelii" (Rdz 3:15), mówiąca o tym, że potomek zrodzony z niewiast zmiażdży głowę szatana.
- proroctwo jakie usłyszał Abraham (Rdz 12:3) zapowiada zesłanie błogosławieństwa na wszystkie narody.
- Jakub wskazuje na ród Judy, z którego pochodzić będzie władca wszystkich narodów (Rdz 49:10).
- Izajasz prorokował o pannie, która urodzi Immanuela, co znaczy „Bóg z nami” (Iz 7:14)
Dopiero Ewangelista Jan mówi o wcielonym Słowie, które zamieszkało wśród ludzi.
Jezus Chrystus nauczał swoich uczniów prawdy, jakie sam otrzymał od Ojca. On powiedział do tej garstki wybranych naśladowców: „Wam dano poznać tajemnice Królestwa Boga, pozostałym zaś w przypowieściach, aby patrzyli, a nie widzieli, i słuchali, a nie rozumieli” (Łk 8:10).
Nauka apostolska, jaką wyznaje prawdziwy kościół chrześcijański, opiera się na objawieniu Bożej tajemnicy, okrytej milczeniem przez długie wieki, jak to określił apostoł Paweł -  tajemnicę zakrytą od wieków i od pokoleń, a teraz zaś objawioną Jego świętym" (Kol. 1:26). Apostołowie, jako główni pisarze listów do zborów, starali się wyjaśniać tę tajemnicę, w miarę jak Duch Święty im ją odsłaniał. Apostoł Paweł napisał do wierzących w Efezie: „Słyszeliście przecież o działaniu łaski Boga, udzielonej mi ze względu na was, gdy w objawieniu zostało mi dane poznać tę tajemnicę, o której pokrótce wam napisałem” (Ef 3:2,3). Do Tymoteusza zaś napisał, że niektóre prawdy nadal pozostaną tajemnicą. A do takich właśnie należy prawda o wcieleniu - A bez wątpienia jest to wielka tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, został usprawiedliwiony w Duchu, ukazał się aniołom, ogłoszono Go wśród pogan, uwierzono w świecie, został wyniesiony w chwale" (1 Tm 3:16). Według Apostoła ta tajemnica pozostaje nadal tajemnicą, ponieważ należy do tych, które nie zostały w pełni odsłonięte. Dlatego przyjmowana jest wiarą, opartą na zaufaniu Bogu, który mówi jedynie prawdę.
Natomiast treścią tej prawdy, której nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszym umysłem, jest udział w Boskiej naturze. Pisze o tym apostoł Piotr, jako naoczny świadek objawienia Boga w Chrystusie - Wszystko przecież, co konieczne do życia i pobożności, Jego Boska moc dała nam w darze przez poznanie Tego, który powołał nas dzięki własnej chwale i doskonałości. Przez to zostały nam dane cenne i najważniejsze obietnice, abyście dzięki nim stali się uczestnikami natury Boga, gdy wyrwiecie się ze zepsucia, jakie na tym świecie wynika z pożądliwości" (2 Ptr 1:3,4). Jako uczniowie Jezusa Chrystusa, będąc w Nim przez narodzenie się na nowo, stajemy się uczestnikami innej natury, już nie ludzkiej - grzesznej, lecz Boskiej - świętej. Stajemy się nowym stworzeniem w Chrystusie, jesteśmy nowym rodzajem ludzi, jakich pragnie posiadać Bóg.
Nikt z ludzi, nawet najtęższe umysły, nie są w stanie zgłębić tej tajemnicy, że w pełni Bóg narodził się w ciele ludzkim, jako Syn Boży i Człowieczy. Wiarą przyjmujemy te prawdy jako objawienie Boże, gdyż rozum nie jest wstanie ich ogarnąć. Jakże inaczej można przyjąć to, że Bóg bowiem postanowił, aby w Nim (w Chrystusie) zamieszkała cała pełnia" (Kol 1:19)W nim bowiem zostało stworzone wszystko w niebiosach i na ziemi: rzeczy widzialne i niewidzialne, czy trony, czy panowania, czy zwierzchności, czy władze - wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone" (Kol 1:16).
Powróćmy więc do pytania, jak to jest z tymi narodzinami w Betlejem? Czy możemy powiedzieć, że narodził się Bóg, czy jedynie dziecię, w którym Bóg się objawił? Nestoriusz, mnich w V wieku uważał, że Bóg wcielił się dopiero w narodzone dziecię. Jak więc zrozumieć fakt, że Maria poczęła z Ducha Świętego, czyli z Boga, zanim dziecię się narodziło? Niech to nadal pozostanie tajemnicą.
My natomiast możemy z wielką radością świętować narodziny Emmanuela, gdyż Bóg w ludzkim ciele zamieszkał pośród nas. Wypełniły się słowa anioła skierowane do Józefa, aby nie bał się przyjąć Marii, która stała się służebnicą Boga. Józef natomiast wypełnił polecenie: „nadasz mu imię JEZUS, On bowiem zbawi swój lud od grzechów” (Mt 1:21).
Ewangelista Mateusz podsumowuje to, co wydarzyło się tej nocy w betlejemskiej szopie: To wszystko się stało, aby spełniło się, co Pan zapowiedział przez proroka: Oto panna pocznie i urodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami" (Mt 1:22, 23).
Niech te słowa i ta wielka prawda o wcieleniu się Boga w postać człowieka przebija się przez wszystkie myśli, jakie towarzyszą nam podczas obchodzenia tegorocznej Pamiątki Narodzin Chrystusa.
Wierzę, że apostoł Paweł, gdyby mógł złożyć nam życzenia z okazji tej pamiątki, to napisałby tak: 
Niech wasze myślenie będzie myśleniem Chrystusa Jezusa.
On, będąc w postaci Bożej,
nie wykorzystał swojej równości z Bogiem,
ale umniejszył samego siebie,
gdyż przyjął postać sługi i stał się podobny do ludzi.
A w tym, co zewnętrzne, 
dał się poznać jako człowiek i uniżył samego siebie,
gdyż był posłuszny aż do śmierci,
i to do śmierci na krzyżu.
Dlatego też Bóg nad wszystko Go wywyższył
i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano
w niebiosach, na ziemi i pod ziemią
i aby każdy język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca" (Fil 2:5-11)
Pragnę tymi słowami wyrazić moje życzenia dla wszystkich czytelników bloga, aby narodziny Syna Bożego odzwierciedlały się trwale w codziennym podążaniu w ślad za naszym Panem.
Henryk Hukisz

Monday, December 19, 2011

Prawda jedyna


Kiedy premier rządu w trakcie kampanii wyborczej otrzymuje dwukrotnie wyrok sądu odnośnie zarzutu mówienia nieprawdy, mało kto tym się przejmuje. Zwolennicy tej samej opcji politycznej nadal mu ufają, wyrażając pełne "wotum zaufania", jak gdyby nic się nie stało. Czyżby? Dla mnie jest to znakiem czasów, gdy pojęcie prawdy przestaje już istnieć.

Współcześnie w naszym ojczystym języku używa się kilka słów na określenie prawdy. Mówi się - cała prawda, tylko prawda, prawdziwa prawda, lub, gdy nie jesteśmy zbyt pewni, mówimy – chyba prawda. Ciekawy jestem, czy wyrażenie "pół prawdy" jest równoznaczne z "pół kłamstwa". Dla niektórych, widocznie znaczy to samo. 

Zanika pojęcie prawdy absolutnej, natomiast chętnie posługujemy się określeniem „prawda względna”. W ten sposób umożliwia się uznania niemal wszystkiego za prawdę, lecz tak na prawdę, istnieje tylko jedna prawda, a wszystko co nią nie jest, jest nieprawadą, czyli kłamstwem.

Ktoś powie, że przecież nie można przesadzać, ponieważ nikt nie ma monopolu na prawdę. Tak, to prawda, jeśli chodzi o ludzi, lecz jest ktoś, kto nie tylko zawsze mówi prawdę lecz jest Prawdą. Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14:6).
Spurgeon, nazywany często "księciem kaznodziejów" powiedział, że prawdziwa zdolność rozróżniania nie polega na oddzieleniu prawdy od kłamstwa, lecz prawdy od pojęć, które wyglądają jak prawda. Całkowicie zgadzam się z tym zdaniem, i wiem, że bardzo skuteczną metoda zwodzenia wierzących jest przedstawianie Bożej Prawdy w nieco zmienionym kształcie. Ponieważ znajomość Słowa Bożego wśród ludzi wierzących jest raczej niezadowalająca, to ta sprytna diabelska pułapka jest dość skutecznym narzędziem zwodzenia.
Zbliżająca się Pamiątka Narodzin Chrystusa jest okazją aby zwrócić uwagę na jedną z podstawowych Prawd Bożych, jaką jest pierwsza zapowiedź narodzin jedynego Zbawiciela. Już na samym początku biblijnego zapisu dziejów ludzkości Bóg zapowiedział przyjście na świat Tego, który skutecznie zmiażdży przeciwnika naszego wiecznego szczęścia.
Wierzę, że dobrze znamy opisaną w Biblii historię stworzenia człowieka i jego upadek. Pierwsza rozmowa jaką Bóg przeprowadził z Adamem i Ewą bezpośrednio po tym, jak okazali nieposłuszeństwo i ukryli sie przed swoim Stwórcą, zapisana jest w trzecim rozdziale pierwszej ksiegi Biblii. Bóg wezwał Adama i Ewą do siebie i po wysłuchaniu ich usprawiedliwień, wyrzekł słowa bardzo znaczące dla historii całego rodzaju ludzkiego. Bóg rzekł do szatana: „Ustanawiam nieprzyjaźń między tobą a niewiastą i między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zmiażdży twoją głowę, a ty zranisz je w piętę(1 Moj 3:15 [B.E.]). Te słowa zostały określone przez biblistów jako pierwsza zapowiedź Dobrej Nowiny, zwana inaczej „Protoewangelią”.
Jestem przekonany, że każdy kto znajdzie się w niebezpieczeństwie i szuka pewnego gruntu, aby dać odpór wszelkim zwątpieniom, z olbrzymią radością przyjmuje słowa zapewniające zwycięstwo. Takie słowa są jak sztandar świadczący o końcowym tryumfie, są jak kotwica utrzymująca okręt na właściwym kursie w czasie burzy. Taką role spełnia Słowo Boże, jedyna Prawda jaką powiedział Bóg i nikt nie jest w stanie jej zmienić. Ono  ma moc twórczą – Słowo wypowiedziane przez Boga, osiąga cel i wykonuje każdy Jego zamiar. Izajasz powiedział o Bożym Słowie: „tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem” (Izaj 55:11).
Wierzę też, że diabłu bardzo zależy na tym, aby ludzie nie znali Prawdy, a co najwyżej, aby znali ją nieco zmienioną. Gdy pojawiło się pierwsze wydanie Biblii Tysiąclecia w 1966 roku, zwróciłem swoją uwagę na to, jak  zostały zapisane w tym przekładzie słowa „Protoewangelii” - „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.” Do tego wersetu, został zamieszczony przypis: „W walce szatana z ludzkością czeka go klęska: jakiś potomek niewiasty zada mu cios, decydujący o przegranej. W proroctwie tym, zwanym Protoewangelią, czyli niejako brzaskiem Dobrej Nowiny, mowa jest tylko o Mesjaszu i Jego Matce, z zupełnym pominięciem pierwszego mężczyzny. Urzeczywistnia się ono w Maryi, „która nie znała męża” (Łuk 1:34). Wlg (Wulgata) utrwaliła to maryjne tłumaczenie wprowadzając zmianę rodzaju: ipsa conteret – „Ona zmiażdży”.
Zanim wydano Biblię Tysiąclecia, powszechnie dostępnym w Polsce katolickim przekładem była tzw. Biblia Wujka, która jest tłumaczeniem łacińskiej Wulgaty. Było to tłumaczenie dokonane  z tekstu już przetłumaczonego z języków oryginalnych. Tak więc, przez wiele wieków, jedyny znany tekst Protoewangelii przypisywał zbawienie Maryi, a nie Chrystusowi. Prawda nieco zmieniona, a jednak fałszywa, czyli zwykłe kłamstwo. I nikt przez wieki nie starał się tej kwestii wyjaśnić, gdyż służyła powszechnie uznanej "teologii zbawienia z udziałem Maryi".
Boża Prawda jest Prawdą absolutną. Ona wyraża treść Bożego zamierzenia odnośnie zbawienia rodzaju ludzkiego. Apostoł Paweł z natchnienia Ducha Świętego, zwanym też Duchem Prawdy, napisał o Chrystusie: „w Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym.” Efez. 1:4-6.
Gdy śpiewamy kolędy i rozmyślamy w tym świątecznym okresie o Narodzonym, oddajmy Bogu chwałę za Jego wspaniały odwieczny plan zbawienia w Jego Synu, Jezusie Chrystusie.
Boża Prawda. Jedyna Prawda. Absolutna Prawda zawsze zwycięża!
Henryk Hukisz

Friday, December 16, 2011

UWAGA! - zwiedzenia

  Jezus Chrystus, jako Prorok zapowiedział Swoje powtórne przyjście, które nastąpi w czasie wydarzeń związanych z końcem tego świata. Jego uczniowie zapytali swego Nauczyciela wprost: "Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?" (Mat 24:3). Odpowiedź Mistrza "Baczcie, żeby was kto nie zwiódł", jest ostrzeżeniem, które jest cały czas aktualne, tym bardziej dla nas, ponieważ żyjemy dwa tysiące lat bliżej końca.
Jezus mówił o wielu znakach, które pojawią się przed końcem swiata. Będą to wojny i wiadomości o wojnach, głód, mory, trzęsienia ziemi i prześladowania wierzących. Szczególnym znakiem będzie też zwiastowanie Ewangelii wszystkim narodom po całej ziemi. (Mat 24:5-14)
Chcę zwrócić uwagę na inny znak, który jest szczególnie niebezpieczny dla chrześcijan - "Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych" (Mat 24:24). Z dużym powodzeniem udaje się diabłu zwodzić wierzących przez fałszywych mesjaszów i proroków. Czynią oni cuda i znaki, aby odwrócić uwagę wierzących od Słowa Bożego, jedynego źródła Prawdy i Bożego objawienia.
Piszę o tym, ponieważ jestem zaniepokojony szerzącym się w internecie, i nie tylko, zainteresowaniem tymi znakami i cudami. Niedawno przeczytałem wpis pewnego pastora na Facebook’u, który był zafascynowany dziwnym zjawiskiem w jakimś kolumbijskim zborze. Bóg sypnął sporą garść diamentów w ich kaplicy, a anioł zostawił ślad swojej stopy na podłodze. Zapytałem wówczas w komentarzu pod tym wpisem, o cel tego zjawiska, w jaki sposób Bóg może być tym uwielbiony. Oprócz materialnego wzbogacenia się miejscowego pastora, jeśli nie podzielił się z wiernymi, nic więcej nie wynika. A Jezus powiedział: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie” (Mat 6:19,20). Boża prawda jest odwrotnością tego zjawiska, mamy gromadzić skarby w niebie, a nie otrzymywać je z nieba. W odpowiedzi na mój kmentarz przeczytałem, że każdy ma prawo do swoich poglądów. Sądzę, że w przypadku pastora, jego poglądy są pokarmem dla owieczek trzody, jaką Bóg mu powierzył. Pamiętam jak kiedyś inną fascynację, jaka pochodziła z tego samego regionu geograficznego – wypełnianie złotem ubytków w uzębieniu osób wierzących. Dziś już nikt o tym nie wspomina.
Obecnie krąży w sieci, również w wielu wpisach na Facebook’u świadectwo niejakiej Angeliki Ambrano z Ekwadoru, Jestem poważnie zaniepokojony wielką fascynacją tego swiadectwa u osób wierzących i to nawet już nie młodych stażem wiary. Wpis zachęcający do przeczytania 17 stronic świadectwa skomentowałem, że powinna nam wystarczyć biblijna nauka o niebie i o piekle. W odpowiedzi przeczytałem, że to świadectwo jest ostrzeżeniem przed zwiedzeniem.
Jeśli ktoś oglądał dokumentalny film „Objawienia Maryjne”, może łatwiej zrozumieć jakimi metodami posługuje się Boży przeciwnik, jak powiedział Chrystus: „aby, o ile można, zwieść i wybranych” (Mat 24:24). Nie wszystkie zjawiska tego typu są fałszywe, są spreparowane w celu zdobycia zwolenników. Niektóre są autentyczne, miały miejsce w rzeczywistości lecz służą nie Bożej chwale, lecz zwiedzeniu.  
Jedynym kryterium oceny przydatności jakiegoś zdarzenia dla celów Bożych jest zgodność z Biblią. Po to dana nam została ta wspaniała Księga ksiąg, abyśmy z niej korzystali. Jeśli natomiast coś nawet bardzo wzruszającego, na pierwszy rzut oka chrześcijańskiego” jest niezgodne ze Słowem Bożym, należy bezapelacyjnie odrzucić. Pamiętajmy, że Boży przeciwnik, aby zwieść "przybiera postać anioła światłości" (2 Kor 11:14). W tym liście Apostoł Paweł wyraźnie przestrzega wierzących przed "fałszywymi apostołami, pracownikami zdradliwymi, którzy tylko przybierają postać apostołów Chrystusowych" (2 Kor 11:13).
Wspomniane wyżej świadectwo objawienia, jakie miał Angelika zawiera już na samym początku opis czegoś, co jest niezgodne z Biblią. Czy można widzieć DuchaŚwiętego? Ewangeliści, pisząc z natchnienia Bożego opisują pojawienie się Ducha Świętego nad Chrystusem: "ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim"  (Mat 3:16). Jan Chrzciciel, na potwierdzenie słuszności dokonania chrztu Jezusa, zobaczył gołębicę, a nie Ducha Świętego. Duch Święty jest Bogiem i nie można Go zobaczyć, gdyż "Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go" (Jan 1:18).
Ktoś powie, że skoro nie przeczytałem całego świadectwa, nie mam prawa ustosunkowywać się do jego treści. Rzeczywiście, nie przeczytałem i to z oczywistego powodu, szkoda czasu i w trosce o duchową higienę serca i umysłu. Niestety, wiele osób bardziej dba o higienę jamy ustnej, co jest wskazane, niż o czystość pokarmu, którym karmi swój umysł i serce.
Mój tata był prostym człowiekiem i posiadał mądrość od Boga. Zagadnięty kiedyś przez dziwnego człowieka, który mieniąc się nauczycielem Słowa Bożego, opowiadał niestworzone historyjki i usprawiedliwiał się tym, że „dobra kura znajdzie ziarno wśród plew” odpowiedział: „jeśli mam cały worek ziarna, nie będę grzebać się w plewach”. Jezus wyraźnie ostrzegał: „Albowiem wielu przyjdzie w imieniu moim, mówiąc: Jam jest Chrystus, i wielu zwiodą” (Mat 24:5).
Diabeł nie będzie kusić wierzących plugawością z piekła rodem, będzie natomiast podsuwać różnego rodzaju „plewy”, aby karmili się nimi, zamiast żywym i skutecznym Słowem Bożym. "Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca" (Hebr 4:12).
Zabiegajmy więc o to, aby mieć opinię, jaką mieli wierzących w Zborze w Tesalonikach - "A przeto i my dziękujemy Bogu nieustannie, że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa" (1Tes 2:13).
Henryk Hukisz

Thursday, December 15, 2011

Mądry Nauczyciel

Różnie wspominamy swoich nauczycieli. Jedni zapisali się w naszych życiorysach jako wspaniali pedagodzy, innych pamietamy jedynie dlatego, ze mieli śmieszne pseudonimy. Jednak prawdą jest, że w większości, właśnie nasi nauczyciele wywarli duży wpływ na dalsze losy naszego życia.  Wielu z nas wybrało dalszy kierunek nauki pod wpływem dobrych rad nauczycieli.
Obecnie coraz częściej używa się określenia “mentor” zamiast "nauczyciel". Słowo to, w Słowniku Języka Polskiego (PWN) określone zostało wprawdzie jako przestarzałe, znaczy: „nauczyciel, wychowawca, mądry doradca”.  Słowem tym określa się kogoś, kto jest nie tylko nauczycielem, lecz przede wszystkim jest przyjacielem, którego darzy się pełnym zaufaniem. Gdy myślę o Chrystusie, to uważam, że to słowo jak najbardziej pasuje i w pełni oddaje Jego charakter i rolę, jaką wypełniał w Swoim ziemskim życiu. Prorok Izajasz kilkaset lat wcześniej, zapowiadał przyjście Cudownego Doradcy (Izaj 9:5)
W Ewangeliach użyte są dwa słowa na określenie tej roli Chrystusa: Rabbi (15 razy) i didaskalos (47 razy), które w większości nowożytnych tłumaczeń oddane są jako Nauczyciel lub Mistrz. Ewangelista Mateusz używa jeszcze innego określenia – katechetos (3 razy), tłumaczone rówież jako Mistrz [BG] lub przewodnik [BW].
Chrystus był uznawany za nauczyciela przez różne kręgi społeczne w Izraelu. Nawet ci, którzy uważani byli za nauczycieli Zakonu, musieli uznać wyższość Jezusa jako Nauczyciela. Nikodem, gdy pod osłoną nocy przyszedł do Jezusa, powiedział: "Mistrzu! Wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel; nikt bowiem takich cudów czynić by nie mógł, jakie Ty czynisz, jeśliby Bóg z nim nie był" (Jan 3:2). Słudzy kapłanów, gdy przyszli do Chrystusa z zamiarem pojmania Go, sami zostali „pojmani” w swoich umysłach nauką, jaką usłyszeli z ust tego Nauczyciela. Wyznali później z lękiem przed swoimi zleceniodawcami: "Nigdy jeszcze człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi" (Jan 7:46). Nawet w sytuacji, gdy próbowano Jezusa pochwycić na jakimś słowie, nazywali Go Nauczycielem - "I wysłali do niego uczniów swoich wraz z Herodianami, którzy powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś szczery i drogi Bożej w prawdzie uczysz, i na nikim ci nie zależy, albowiem nie oglądasz się na osobę ludzką" (Mat 22:16).
Jezus był niezwykłym Nauczycielem i ci którzy Go słuchali nie mogli wyjść z podziwu, gdyż znali Go jako syna cieśli z Nazaretu, a jednak "uczył je jako moc mający, a nie jak ich uczeni w Piśmie" (Mat 7:29). On nie tylko uczył Bożych Prawd, lecz przede wszystkim wskazywał na ich praktyczne zastosowanie w codziennym życiu, na miarę życia w Bożym Królestwie. Jezus wzywał do siebie wszystkich zmęczonych trudami życia,  dając im mądrą radę: "Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie" (Mat 11:29,30).
Do Jezusa, jako do mądrego Nauczyciela, zwracali sie ludzie w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące życia i śmierci - "I oto ktoś przystąpił do niego, i rzekł: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby osiągnąć żywot wieczny?" (Mat 19:16). Lub w sytuacji, gdy szalejąca na morzu burza zagrażała życiu uczniów - "Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy?" (Mar 4:38). Chrystus zawsze, w każdej sytuacji udzielał mądrych rad, wskazówek i pouczeń, jak przystało na mądrego Nauczyciela.
A gdy, z ludzkiego punktu widzenia, sytuacja wydawała się beznadziejna, gdy córka Jaira została już uznana za zmarłą, postanowiono nie angażować już Nauczyciela, jak czytamy - "nadszedł ktoś od przełożonego synagogi, mówiąc: Umarła córka twoja, nie trudź już Nauczyciela". (Łuk 8:49). Lecz wiemy, że dla tego Nauczyciela, nigdy nie było za późno. Jego Słowo miało moc, aby dać życie umarłemu. Dlatego też często, gdy choroba dotykała kogoś najbliższego z rodziny, wzywano tego Nauczyciela jak Lekarza. Pewien ojciec, widząc zbliżąjącego się Jezusa zawołał: "Nauczycielu, błagam cię, wejrzyj na syna mojego, na mojego jedynaka" (Łuk 9:38).
Osobiście bardzo lubię sytuacje, gdy Jezusowi zadają trudne pytania, gdy testują Jego mądrość. Jego odpowiedzi są naprawdę na miarę Mistrza. Oto jedna z takich sytuacji, gdy saduceusze zapytali Chrystusa o zmartwychwstanie - "Nauczycielu! Mojżesz napisał nam: Jeśliby czyjś brat umarł i pozostawił żonę, a nie pozostawił dziecka, wówczas brat jego winien pojąć ją za żonę i wzbudzić potomstwo bratu swemu.  Jezus odpowiedział: Czy nie dlatego błądzicie, że nie znacie Pism ani mocy Bożej?" (Mar. 12:19,24). Pan Jezus nie przyniósł nowej nauki, nauczał jedynie tego, co Bóg objawił w Swoim Słowie.
Chyba najbardziej znany fragment Ewangelii ukazujący Chrystusa jako Nauczyciela, to Kazanie na Górze, czyli Ew. Mateusza, rozdziały 5, 6 i 7. Tam właśnie, Jezus wyjaśnia, że nie wystarczy znać Boże Przykazania, lecz należy rozumieć ich zastosowanie w życiu. Wielokrotnie Jezus mówi: „Słyszeliście, że powiedziano..., ale Ja wam powiadam.” Jezus znał nie tylko brzmienie tych przykazań, lecz intencje ich Autora. Nauka o zastosowaniu Bożych Przykazań kończy sie przypowieścią o dwóch fundamentach,a raczej o dwóch budowniczych. Ten, który wpierw położył solidny fundament a dopiero później na nim zbudował dom, nazwany został mądrym budowniczym, gdyż zastosował się do nauki Mądrego Nauczyciela.
Jezus jest Opoką, Fundamentem, na którym można zbudować dom, który będzie w stanie przetrwać każdą życiową burzę. Gwarantem jest sam Chrystus, gdyż On jest Prawdą i odwiecznym Bożym Słowem, które stało sie ciałem.
Czy potrafimy dziś, w natłoku różnych zajęć i obowiązków, spraw koniecznych do załatwienia, znaleźć chwilę, aby usiąść u  stóp Mistrza, mądrego Nauczyciela i posłuchać Jego nauczania. Być może wydaje się nam, że mamy do załatwienia tak wiele spraw nie cierpiących zwłoki, że szkoda czasu na słuchanie, a jednak Jezus powiedział do krzątającej się Marty: „niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta” (Łuk 10:42).
Dziś, w czasach ostatecznych, Jezus wzywa Swój Kościół: „Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów”.
Jedyna mądrość jaka liczy sie w życiu, pochodzi od Niego.
Henryk Hukisz

Tuesday, December 13, 2011

Głos Proroka

Podstawowym zadaniem proroków było wzywanie do porzucenia grzesznego życia i szczere nawrócenie się do Boga. Najlepszy przykład widzimy w postawie proroka Eliasza, który rzucił wyzwanie odstepczemu królowi Achabowi i całemu narodowi Izraelskiemu, aby opowiedzieli się jednoznacznie kto jest ich Bogiem.
Dopóki grzech bedzie oddzielać człowieka od Boga, będą potrzebni prorocy i ich zadaniem będzie nawoływanie do porzucenia złego życia. Nic więc się nie zmieniło od wieków i dlatego w Nowym Testamencie, w czasie gdy Kościół spełnia Bożą misję na ziemi, nadal są potrzebni prorocy, Boży słudzy wzywający do pokuty.
Niestety, dzisiaj większość przywódców chrześcijańskich twierdzi, że prorocy są już niepotrzebni, że należy zwiastować miłość i dobroć Bożą a nie straszyć ludzi sądem Bożym. Tak, to prawda, lecz Bóg nadal jest tak samo święty i nadal nienawidzi grzechu. Gdy spojrzymy na początek Kościoła, to w szeregach powołanych przez Boga sług znajdowali się również i prorocy. Jezus Chrystus, jako Głowa Kościoła ustanowił: "jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami (Efez 4:11). Natomiast jednym z podstawowych darów łaski, znanych jako dary Ducha Świętego, jest dar prorokowania. W nauce apostolskiej na temat funkcjonowania Kościoła, a dokładniej lokalnego Zboru, jaką znajdujemy w 1 Kor 12 i 14, sporo miejsca jest poświęconego służbie proroków. Proroków spotykamy przy zakładaniu nowych Zborów, np. w Antiochii (DzAp. 13:1) jak i podczas nauczania i zwiastowania Słowa Bożego (DzAp. 15:32). Oczywiście, nie wszyscy byli prorokami, lecz jedynie ci, których do tej szczególnej służby wyznaczył Duch Święty. (1 Kor. 12: 11, 29) i udzielał im objawienia Bożych tejemnic (Efez 3:5). Nastanie kiedyś taki czas, gdy prorocy nie będą już mieli co robić, gdyż nastanie doskonałość, ale dla nas jest to jeszcze przyszłość.
Starotestamentowi prorocy nie tylko nawoływali do odwrócenia się od grzechów, lecz również zapowiadali to, co miało się wydarzyć, co Bóg im wyraźnie objawił. Służba proroków była tak powszechna, że na dworach niektórych królów w Izraelu byli zawodowi prorocy, gotowi zawsze przynosić pozytywne poselstwa. Natomiast ci, którzy zachowywali wierność Bogu i mówili nie zawsze to, czego chcieli królowie, nie mieli łatwego życia. Prawdziwy prorok nie milczał, gdy Bóg wkładał do jego serca słowo prorocze, mówił bez względu na cenę jaką musiał nieraz zapłacić.
Wielu proroków zapowiadało nadejście Mesjasza. Wielcy i mali prorocy ogłaszali nastanie czasu wybawienia, wzbudzali nadzieję w sercach wielu pobożnych Izraelitów. Treści ich zapowiedzi były dokładnie studiowane przez wielu oczekujących nadejścia Odkupiciela.  Mojżesz był chyba pierwszym, który zapowiedział nadejście Proroka, który będzie ogłaszać Słowo Boże - "Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty. Włożę moje słowa w jego usta i będzie mówił do nich wszystko, co mu rozkażę" (5 Moj. 18:18).
Jezus, którego narodziny świętujemy, jest nie tylko Królem, Kapłanem czy Pasterzem, On jest również Prorokiem. Jego ziemska służba i nauczanie są tego jednoznacznym potwierdzeniem. Chrystus nawoływał do pokuty i nawrócenia się do Boga oraz zapowiadał wydarzenia, jakie nastaną  w przyszłości. Jest więc wiernym Prorokiem,  którego musimy uważnie słuchać.
Chrystus, przede wszystkim, wzywał ludzi do zbawienia. On wskazywał na nadchodzące Boże Królestwo, do którego można wejść jedynie na drodze narodzenia się na nowo. Jezus wyraził tę prawdę w bardzo zrozumiałym zdaniu w rozmowie z Nikodemem - "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego" (Jan 3:5). Te narodziny są dziełem Bożym przez Ducha Świętego, są zawsze autentyczne i prowadzą do nowego życia. Zapewniają pozycję w Chrystusie - "Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2 Kor. 5:17). To nowe życie jest wyrażane w odwróceniu się od grzechów, tak jak Jezus powiedział do niewiasty przyłapanej na grzechu, której wybaczył i rozkazał: „Idź i odtąd już nie grzesz.” (Jan 8:11). Jezus jak najbardziej pełnił nadal rolę proroków, którzy wzywali ludzi do porzucenia grzesznego życia. Zadanie to zostało przekazane Kościołowi, w którym Boży słudzy wzywali również do porzucenia grzechów i oddzielenie się od świata. Apostoł Paweł wzywał do świętego życia, nie tylko wierzących w Koryncie, lecz wszystkich, którzy uwierzyli w Pana Jezusa:  „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący” (2 Kor 6:14-18).
Niestety, ten głos Proroka Bożego jest dziś słabo słyszalny w wielu kościołach. Niewielu chce narazić się na utratę pozycji, jaką im zapewniają słuchacze, którzy pragnę słyszeć jedynie pozytywne kazania o miłości.
Jezus jest rówież Prorokiem wskazującym na wydarzenia, jakie są oczekiwaniem Jego Kościoła. Ewangeliści poświęcili wiele uwagi Jego proroctwom o powtórnym przyjściu. Siedem listów do Zborów zapisanych przez Apostoła Jana podczas objawienia, jakie miał na wyspie Patmos, to są również prorocze zapowiedzi powtórnego przyjścia. W tych listach, Jezus jako Prorok wzywa wiernych do wytrwania aż do końca, do zwycięskiego zakończenia tego, co wzięło swój początek w Betlejemskim żłobie.
"Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już z niej nie wyjdzie, i wypiszę na nim imię Boga mojego, i nazwę miasta Boga mojego, nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba od Boga mojego, i moje nowe imię" (Obj. 3:12).
Trwajmy więc wiernie przy Panu, wsłuchani w głos największego z Proroków jaki istniał.
Henryk Hukisz

Saturday, December 10, 2011

Nadejście Pasterza

Kiedy wszedłem do świątyni wzniesionej w miejscu narodzin Chrystusa w Betlejem, poczułem spore rozczarowanie. Ponura atmosfera wnętrza, przesyconego dymem kadzideł, zupełnie nie współgrała z wyobrażeniem, które ukształtowały we mnie ewangeliczne opisy. Dopiero gdy udałem się na pola pasterzy i wszedłem do groty, która również uchodzi za autentyczną, odetchnąłem z ulgą. Urok tego miejsca zmąciła jedynie umieszczona nad wejściem gwiazda z ogonem, wykonana z kolorowych lampek, przypominających te, którymi dekoruje się świąteczne choinki.

Choć co do dokładnych lokalizacji nie ma pewności, jedno jest niezaprzeczalne: Jezus Chrystus przyszedł na świat wśród betlejemskich pastwisk. Być może to nawet dobrze, że nie znamy precyzyjnego miejsca – gdybyśmy je znali, ten skrawek ziemi odbierałby dziś chwałę Temu, który się tam narodził. Jestem przekonany, że Bóg, kreśląc scenariusz tych wydarzeń, celowo umieścił je pośród pól i pasterzy, ponieważ miał się tam narodzić Pasterz – a dokładniej: Dobry Pasterz.

Idea pasterza jako wodza, czy – używając dzisiejszego języka – lidera, była obecna w historii Izraela od samego początku. Nic dziwnego, skoro Izraelici wywodzili się z kultury pasterskiej. Jakub, protoplasta narodu wybranego, błogosławiąc synom Józefa, powiedział: „Bóg, z którym ojcowie moi, Abraham i Izaak, trwali w społeczności, Bóg, który prowadził mnie jak pasterz od początku życia aż po dzień dzisiejszy” (Rdz 48:15). Później Mojżesz, przekazując przywództwo nad Izraelem, modlił się, aby „zbór Pana nie był jak owce, które nie mają pasterza” (Lb 27:17).

Niestety, w późniejszym okresie historii Izraela zabrakło przywódców, którzy rzeczywiście dbaliby o powierzone im stado. Prorok Izajasz trafnie scharakteryzował ich postawę: „Pasterze, którzy na niczym się nie znają. Wszyscy chodzą własną drogą, każdy myśli o własnej korzyści, wszyscy bez wyjątku. Chodźcie, mówi każdy, ja przyniosę wino i upijemy się mocnym napojem, a jutro będzie tak jak dziś – wystawnie i dostatnio” (Iz 56:11-12).

Dlatego z ogromną nadzieją wyczekiwano Pasterza, który zatroszczy się o każdego człowieka, zgodnie z obietnicą Psalmu 23. Słowa te rozbudzały w sercach Izraelitów nadzieję, że Bóg wypełni je, prowadząc swój lud na „niwy zielone” i nad „wody spokojne”. Zapewne znano również słowa proroka Jeremiasza: „I ustanowię nad nimi pasterzy, którzy je paść będą, i nie będą się już bały ni trwożyły, i żadna z nich nie zaginie – mówi Pan. Oto idą dni – mówi Pan – że wzbudzę Dawidowi sprawiedliwą latorośl: będzie panował jako król i mądrze postępował; będzie stosował prawo i sprawiedliwość na ziemi” (Jr 23:4-5). Prorok Ezechiel doprecyzował tę obietnicę, wskazując na potomka z rodu Dawida: „Ustanowię nad nimi jednego pasterza, mojego sługę Dawida, i będzie je pasł; będzie je pasł i będzie ich pasterzem” (Ez 34:23).

Narodzenie Jezusa w stajni, Jego kołyska w żłobie i pierwsi świadkowie – pasterze z betlejemskich pól – miały głębokie znaczenie. To tak, jakby Bóg chciał od początku obwieścić: „Oto wasz Pasterz!”.

Jezus często odwoływał się do tego obrazu w swoich przypowieściach. Jakże wymowna jest historia o zgubionej owcy, której pasterz szuka, aż ją znajdzie. Jezus pokazał niezwykłą troskę o jednostkę, gdy mówił o stu owcach, z których to właśnie ta jedna, zaginiona, stała się dla Niego najważniejsza. Myślę, że tego właśnie potrzebowali Izraelici, by odzyskać wiarę w Boże miłosierdzie. Obraz Pasterza był niezwykle kojący dla ludzi pragnących sprawiedliwości i pokoju.

Najpełniejszy obraz Dobrego Pasterza znajdujemy w Ewangelii Jana, gdzie Jezus mówi o sobie: „Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce” (Jn 10:11) oraz: „Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają” (Jn 10:14). Nic dziwnego, że ludzie tłumnie garnęli się do Niego, i to nie tylko dlatego, że karmił ich chlebem i rybami. Po wiekach oczekiwania pojawił się prawdziwy Pasterz. Mimo to, ludzie nie do końca pojęli, jak wielki dar otrzymali. Boży plan zbawienia zakładał bowiem jeszcze jeden, najtrudniejszy etap: śmierć Pasterza za owce.

Gwarancją wartości życia, jakie oferuje Dobry Pasterz, jest cena, którą za nas zapłacił. Jezus trwał w nieustannej społeczności z Ojcem, realizując Jego plan aż do bezgranicznego poświęcenia: „Jak Ojciec mnie zna i Ja znam Ojca, i życie swoje kładę za owce” (Jn 10:15).

Jezus Chrystus jest również naszym Pasterzem. Nazywa nas swoimi owcami, które woła po imieniu. Jego troska jest tak wielka, że jest pewien, iż nie podążymy za obcym głosem. Jakość życia, którą nam zapewnia, określił jako „obfite”. Czy można chcieć czegoś więcej niż życia w owczarni Dobrego Pasterza?

On jest z nami w każdej sytuacji i nigdy nas nie opuści, niezależnie od okoliczności. Jakże prawdziwie brzmią słowa Psalmu 23: „Choćbym też chodził w dolinie cienia śmierci, nie będę się bał złego, albowiem Tyś ze mną; laska twoja i kij twój – te mnie cieszą” (Ps 23:4).

Obyśmy zawsze – nie tylko przy okazji wspomnień wydarzeń z pól betlejemskich – pamiętali o wspaniałym i obfitym życiu, jakie mamy pod opieką Dobrego Pasterza.

Henryk Hukisz

Friday, December 9, 2011

Droga dla Kapłana

Kilka kolejnych refleksji chcę poświęcić Osobie Jezusa Chrystusa, którego Pamiątkę Narodzin obchodzimy. Poprzednio pisałem o narodzinach Króla, dziś chcę przedstawić Kapłana, jakiego dotychczas świat nie znał. Zamierzam później napisać o Chrystusie, który jest również Prorokiem, Pasterzem i Nauczycielem.

Nie zamierzam w tej krótkiej refleksji opisywać szeroko, na czym polegała rola kapłanów, gdyż czytelnicy Biblii dobrze ją znają. Przypomnę jedynie, że Bóg ustanowił służbę kapłanów, aby pośredniczyli w relacji pomiędzy Nim i wybranym narodem. Pierwszym kapłanem został Aaron i z jego rodu powoływani byli następni. Nikt inny nie mógł zastąpić kapłana w sprawowaniu służby Bożej. Zadaniam kapłanów było składanie ofiar przebłagania gniewu Bożego, co dawało możliwość zbliżenia się grzesznego czlowieka do świętego Boga. Bóg chcał przebywać wśród Swego ludu, dlatego nakazał zbudować wpierw Namiot a później Świątynię. W centrum tego szczególnego obiektu znajdowało się miejsce najświętsze, do którego najwyższy kapłan mógł wejść jedynie raz w roku, aby złożyć ofiarę. Zanim mógł to uczynić, sam musiał składać osobiste ofiary na oczyszczenie siebie samego.
Przy uważnej lekturze Biblii, w tym przypadku, Starego Testamentu, można zauważyć, że społeczne funkcje króla i kapłana nigdy nie były łączone w jednej osobie. Król Saul, okazując nieposłuszeństwu Bożemu nakazowi, złożył ofiarę nie czekając na Samuela i utracił z tego powodu królestwo (1 Sam 13:9-14).
Bóg przewidział jednak dla Swego Syna coś wyjątkowego, aby był Królem i Kapłanem równocześnie. Tę wyjątkowość możemy zauważyć również w samym określeniu Chrystusa jako Arcykapłana, szczególnie w Liście do Hebrajczyków. Autor tego listu zachęca do zwrócenia uwagi na Jezusa jako Arcykapłana  - "Przeto, bracia święci, współuczestnicy powołania niebieskiego, zważcie na Jezusa, posłańca i arcykapłana naszego wyznania, wiernego temu, który go ustanowił..." (Hebr. 3:1,2).  Wszyscy kapłani w Izraelu wywodzili się z jednego rodu, pochodzili z poklenia Lewiego. Chrystus natomiast, jak wiemy z opisu Jego narodzenia w Betlejemie, mieście Dawida, pochodził z Judy i został ustanowiony Kapłanem według porządku Melchisedeka. Słowo Boże wskazuje wyraźnie, że to ustnowienie związane jest w narodzinami Chrystusa - "Tak i Chrystus nie sam sobie nadał godność arcykapłana, lecz uczynił to Ten, który do niego powiedział: Jesteś moim Synem, dzisiaj zrodziłem ciebie; jak i na innym miejscu mówi: Tyś kapłanem na wieki według porządku Melchisedeka" (Hebr. 5:5,6).
Warto jest w tym miejscu przypomnieć sobie historię tego niezwykłego człowieka, który w dolinie Szewe stanął na drodze Abrama, wracającego ze zwycięskiej potyczki z koalicją królewską za czasów Lota. Już samo imię Melchisedek ma szczególne znaczenie - „król sprawiedliwości” i „król pokoju”. Wskazywało ono na Chrystusa, który równoczesnie zaprowadzi sprawiedliwość i przyniesie pokój.
Autor Listu do Hebrajczyków ukazuje nam Chrystusa jako kogoś, kto jest lepszy od aniołów, Mojżesza, Jozuego i dlatego jest również lepszy od kapłanów lewickich. Słowo Boże mówi, że taka była potrzeba, gdyż składane przez nich ofiary nie prowadziły do wymaganej przez Boga doskonałości - "Gdyby zaś doskonałość była osiągalna przez kapłaństwo lewickie, a wszak w oparciu o nie otrzymał lud zakon, to jaka jeszcze była potrzeba ustanawiać innego kapłana według porządku Melchisedeka, zamiast pozostać przy porządku Aarona?" (Hebr. 7:1).
Jakim Kapłanem jest Chrystus? Co mamy dzieki temu, że tam w Betlejemie został zrodzony Arcykapłan według porządku Melchisedeka?
Mamy lepszą nadzieję, niż ta, jaką mieli Izraelici. A przecież jako naród wybrany, mieli nadzieję w Bogu. Jermiasz powiedział o tym zdecydowanie - "Chociaż nasze winy świadczą przeciwko nam, uczyń, o Panie, jak ci każe twoje imię, gdyż liczne są nasze wykroczenia, którymi przeciwko tobie zgrzeszyliśmy!  O, nadziejo Izraela, jego Wybawco w czasach niedoli!" (Jer. 14:7,8). A jednak to nie wystarczyło, dlatego Bóg otworzył drogę, aby mógł przyjść Arcykapłan dający lepsza nadzieję - "gdyż zakon nie przywiódł niczego do doskonałości, z drugiej zaś strony wzbudzona zostaje lepsza nadzieja, przez którą zbliżamy się do Boga" (Hebr. 7:19).
Mamy lepsze przymierze, do którego mamy teraz mozliwość przystąpić. Gdy Bóg zawierał przymierze z Izraelem na górze Synaj, trwoga opanowała nie tylko ludzi, lecz rówież zwierzęta – wszystkim, którzy znaleźliby się zbyt blisko tej góry, groziła niechybna śmierć. Jezus jest poreczeniem, że możemy śmiało przystąpić do nowego przymierza, gdyż On wziął na siebie sprawiedliwy gniew świetego Boga - "O ileż lepszego przymierza stał się Jezus poręczycielem!" (Hebr. 7:22).
Kapłaństwo Chrystusa nie ma końca i nie jest ograniczone do jednego miejsca. Gdyż On "sprawuje kapłaństwo nieprzechodnie, ponieważ trwa na wieki. Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez niego przystępują do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nimi" (Hebr. 7:24, 25).
Możemy zawsze i w każdej sytuacji zostać objęci zbawiennym działniem ofiary złożonej przez doskonałego Kapłana, Najwyższego, jaki kiedykolwiek wystapił na ziemi. Teraz zasiada wraz Ojcem w niebie i skutecznie oręduje za każdym, kto w Niego uwierzył i przyjął błogosławieństwo przebaczenia.
"Takiego to przystało nam mieć arcykapłana, świętego, niewinnego, nieskalanego, odłączonego od grzeszników i wywyższonego nad niebiosa; który nie musi codziennie, jak inni arcykapłani, składać ofiar najpierw za własne grzechy, następnie za grzechy ludu; uczynił to bowiem raz na zawsze, gdy ofiarował samego siebie" (Hebr. 7:27,28).
Chwała Bogu za takiego Arcykapłana!
Henryk Hukisz