Tuesday, November 27, 2012

Rzut kamieniem

W obecnym, silnie spolaryzowanym społeczeństwie z łatwością sięgamy po kamień, by rzucić nim w drugiego człowieka. Przecież zawsze prościej jest znaleźć powód do oskarżenia bliźniego, niż przyjąć do wiadomości, że każdy ma prawo do własnego, odmiennego spojrzenia. Problem ten dotyka szczególnie społeczności wierzących. Mając pod ręką biblijne wersety – najczęściej bezlitośnie wyrwane z kontekstu – potrafimy bez głębszego zastanowienia wymierzać sprawiedliwość według własnego, ciasnego pojęcia.

Ewangelista Jan opisuje autentyczne wydarzenie: przed Jezusem staje kobieta przyłapana na cudzołóstwie. Uderzające jest to, że przyprowadzono wyłącznie ją. Przecież do popełnienia tego grzechu potrzeba dwojga. Przepisy Prawa Mojżeszowego mówiły jasno, że w takim przypadku karę ponoszą obie strony: „zostanie ukarany śmiercią, zarówno cudzołożnik, jak i cudzołożnica” (Kpł 20:10). Nic jednak dziwnego – tę niewiastę osądzali sami mężczyźni. Kto wie, może cudzołożnikiem był jeden z nich?

Pan Jezus znał całą prawdę o tamtej sytuacji. Wiedział doskonale, kto z kim zgrzeszył, dlatego wolał pisać „palcem po ziemi”, zamiast wdawać się w jałowe dyskusje o tym, kto ponosi większą winę. Dopiero gdy zaczęto natarczywie domagać się wyroku zgodnego z literą prawa, rzucił krótkie pytanie: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem” (Jn 8:7). Obawiam się, że dzisiaj w niejednym zborze takie postawienie sprawy byłoby zbyt ryzykowne. Z pewnością znaleźliby się „sprawiedliwi”, gotowi natychmiast wykonać tę biblijną karę za jawny grzech. Szybko też pojawiłoby się słuszne uzasadnienie: trzeba to zrobić ku przestrodze, by inni bali się grzeszyć. Jezus wiedział jednak, że nikt z oskarżycieli nie miał w sobie tamtego dnia na tyle bezczelności, by podnieść kamień jako pierwszy.

Wszyscy doskonale znamy tę ewangeliczną historię i jej poruszający finał. Chrystus ogłosił: „Ja również ciebie nie potępiam. Idź, i od tej chwili nie grzesz więcej” (Jn 8:11). Faryzeusze zniknęli, odchodząc jeden po drugim, a jak zaznacza ewangelista: „zaczynając od starszych” (w. 9). Na placu „pozostał tylko On i kobieta stojąca pośrodku”. Stali się głównymi bohaterami dramatu, choć rolę tę chcieli odegrać ci, którzy uważali się za moralne autorytety. Czytając początek ósmego rozdziału Ewangelii Jana, każdy z nas może utożsamić się z tą kobietą – przecież wszyscy zgrzeszyliśmy. To my rozpaczliwie potrzebujemy Chrystusa. Bez Niego bylibyśmy bezbronni wobec tłumu „sprawiedliwych”, którzy bez przerwy domagają się naszego ukamienowania.

Bez względu na to, jak mroczna była nasza przeszłość, sytuacja wygląda tak, jak w starożytnym Koryncie: „ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani ci, którzy współżyją z mężczyznami, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszuści, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Boga”. Jednak dzięki ofierze Chrystusa zostaliśmy „obmyci, uświęceni, usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa Chrystusa i przez Ducha naszego Boga” (1 Kor 6:9-11). Nikt nie ma już prawa rzucać kamieniem w kogoś, komu Jezus prosto w oczy powiedział: „Ja również ciebie nie potępiam. Idź, i od tej chwili nie grzesz więcej”. Jego uniewinnienie to suwerenne dzieło Bożej miłości – ostateczne, doskonałe i mające wieczny wymiar.

Apostoł Paweł, który sam przecież zmagał się z ograniczeniami i żądzami śmiertelnego ciała, napisał dobitnie: „Żadne więc teraz potępienie nie zagraża tym, którzy są w Jezusie Chrystusie” (Rz 8:1). Oczywiście to nasze codzienne chodzenie w Duchu Świętym potwierdza, że autentycznie doświadczyliśmy łaski przebaczenia za grzechy dawnego życia. Idąc śladem apostoła, możemy ogłosić z absolutną pewnością, że „ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani to, co wysoko, ani to, co głęboko, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu” (Rz 8:38, 39).

Niestety, wciąż spotykamy ludzi z uniesioną dłonią, gotowych kamienować na oślep, bo znacznie bardziej odpowiada im starotestamentowy rygor i surowe egzekwowanie kar. Pamiętam sytuację z czasów mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Nasz zbór odwiedził wtedy człowiek, któremu w życiu mocno się pogmatwało – jego małżeństwo legło w gruzach. Choć była to sprawa z odległej przeszłości, dawno wyznana i uporządkowana przed Bogiem, jeden z diakonów ostentacyjnie nie podał mu ręki. Co gorsza, kategorycznie zabronił również mnie jakichkolwiek bliższych kontaktów z tym człowiekiem. Obawiam się, że gdyby tamten diakon stał wtedy na jerozolimskim placu pośród uczonych w Piśmie i faryzeuszy, jako pierwszy chwyciłby za głaz, by cisnąć nim w skrzywdzoną kobietę.

Apostoł Paweł, pisząc do wiernych w Efezie, wskazywał na doskonały wzór, jaki zostawił nam Chrystus. Wzywał, byśmy przyoblekli się „w nowego człowieka, który został stworzony na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4:24). Taki był Jezus – jedyny, który naprawdę żył w czystości i sprawiedliwości, a mimo to zamiast potępienia przyniósł nam przebaczenie. Dlatego, gdy widzimy, że ktoś upada lub błądzi, Paweł daje nam konkretną radę: „Bądźcie jedni dla drugich łaskawi i miłosierni, przebaczając sobie nawzajem, tak jak i Bóg przebaczył wam w Chrystusie” (Ef 4:32).

Reguła jest prosta: jeśli ktoś nigdy osobiście nie przyjął i nie przeżył darmowej łaski Bożego przebaczenia, nie będzie potrafił autentycznie przebaczyć drugiemu człowiekowi. Zamiast tego z determinacją zacznie szukać kamieni, by wymierzać sprawiedliwość – tyle że własną, a nie Bożą.

Niestety, w takich sytuacjach najwygodniejszymi kamieniami stają się biblijne wersety. Jednak ich litera, jeśli zostanie odarta z Bożego Ducha, po prostu zabija. Natchnione Słowo Boże ma moc ożywiać, ale tylko ci, których realnie prowadzi Duch Święty, potrafią głosić Słowo niosące życie, a nie śmierć.

Henryk Hukisz

Tuesday, November 20, 2012

Zrodzeni z Ducha


W rozważaniach na moim blogu często podkreślam jedną z najważniejszych prawd na temat chrześcijaństwa, a mianowicie, że tylko ten kto narodził się na nowo, jest dzieckiem Bożym. Można uważać się za chrześcijanina na podstawie przynależności do jednego z kościołów, w którym wyznaje się chrześcijańskie „credo”. To tak, jak gdyby za samochód uważano każdy przedmiot, który znajduje się w garażu.
Chciałbym dziś zastanowić się nad tym, jaki jest praktyczny efekt narodzenia się z Ducha. Każde narodziny są początkiem nowego życia, i to jest najcudowniejsze w tym wydarzeniu. Życie samo w sobie jest tajemnicą, chociaż tak prozaiczny jest jego początek.
W narodzinach do życia wiecznego, tę ożywczą rolę spełnia Duch Święty. Pan Jezus przyszedł właśnie w tym celu, aby darować nam życie wieczne, jak sam powiedział: "Duch jest tym, który ożywia, ciało nic nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i życiem" (Jan 6:63). Dlatego warto jest poznać lepiej Tego, który ożywia, aby cieszyć się pełnią Jego obecności. Obawiam się, że przeciętny chrześcijanin niewiele wie o Duchu Świętym, chyba, że jest zielonoświątkowcem, lecz i w tym przypadku, często jest to wiedza oparta na denominacyjnym nauczaniu, a nie na osobistym doznaniu. Nie zamierzam w tym krótkim rozmyślaniu odnosić się do wszystkiego, co na ten temat można znaleźć w Słowie Bożym, lecz chcę jedynie zwrócić uwagę na zasadniczą rolę Ducha  Świętego w dziele stworzenia i zachowania nowego życia.
Już w pierwszych wersetach Biblii możemy zobaczyć Trójjedynego Boga, który stwarza wszystko, co zostało stworzone. Czytamy: Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia była bezładna i pusta; ciemność panowała nad głębiną, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód. Wtedy Bóg powiedział: ...” (Rodz. 1:1-3). Widzimy tu wyraźnie, że Bóg, Duch Święty i Słowo, czyli Syn Boży są zaangażowani w dzieło stworzenia.
Jaką rolę odegrał Duch Święty w tym dziele? Z tego opisu wiemy, że obecność i udział Ducha Świętego polegały na „unoszeniu się” nad wodami. Co to znaczy? Hebrajskie słówko מרחפת [rachaph] znaczy „krążyć”, „wibrować” lub „trzepotać”, jak orzeł skrzydłami, gdy krąży wysoko na niebie. Piękny obraz unoszącego się orła znajdujemy w jednej z pieśni Mojżesza – „Jak orzeł czuwa nad swoim gniazdem, krąży nad swymi pisklętami, rozkłada skrzydła, bierze je na nie i nosi na swoich piórach(Powt. 32:11), gdzie zostało użyte to samo słówko, które  przetłumaczono jako „krążyć”. Mojżesz opisał w ten sposób ochronę, jaka Bóg dał Jakubowi, gdy znalazł go na pustyni i jest to świadectwem stałej troski Stworzyciela względem stworzenia.
Duch Święty Swoją obecnością podtrzymuje Boże dzieło, dzięki czemu wszystko nadal trwa, tak jak zostało zamierzone przez Stwórcę. Prorok Izajasz opisując wielkość Bożego stworzenia i moc Jego Słowa, wskazał na rolę Ducha Świętego w retorycznych pytaniach – Kto garścią odmierzył wody i dłonią wymierzył niebiosa? Kto zdołał miarką objąć proch ziemi, zważyć góry na wadze i pagórki na szalach? Kto ocenił ducha PANA i pouczył Go jako Jego doradca? (Izaj. 40:12 - 13). 
Mogłoby się wydawać, że Boży plan dla człowieka stworzonego na Jego obraz, został zniszczony przez grzech, przez co Adam z Ewą musieli opuścić miejsce, w którym Bóg „przechadzał się w powiewie dziennym”. Jak czytamy na początku, droga powrotu zastała również zamknięta, odcięta wirującym mieczem cherubów.
Lecz Boży plan przewidział wyjście z tej beznadziejności. Apostoł Paweł poznał tajemnicę odkupienia i opisał ją w liście do wierzących w Efezie - „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, który na wyżynach niebiańskich udzielił nam w Chrystusie pełni duchowych błogosławieństw. W Nim przecież wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni. Według postanowienia swojej woli przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa Chrystusa stali się Jego synami, dla uwielbienia chwały Jego łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Efez. 1:3-6). Duchowe błogosławieństwo niebios jest dziełem Ducha Świętego, który rodzi nas do życia z Bogiem.
Początek tego dzieła miał miejsce w życiu pewnej młodej niewiasty, którą Bóg wybrał, aby w jej łonie zostało poczęte z Ducha Świętego Dziecię, które otrzymało „imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od grzechów” (Mat. 1:21). Ten to Duch, gdy Jezus był gotowy, aby wypełniać wolę Ojca, namaścił Go, aby zwiastował ubogim Dobrą Nowinę. Posłał mnie, abym głosił więźniom uwolnienie i niewidomym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność i ogłosił rok miłosierdzia Pana (Łuk. 4:18,19). Gdy zbliżała się „godzina, na którą przyszedł”, Jezus „pod wpływem Ducha Świętego rozradował się ” (Łuk. 10:21), aby dokonać odkupienia grzeszników, chociaż wiedział, że wypełni się to w Jego śmierci na wzgórzu zwanym Golgota.
Chrystus wiedział, że zasadniczą rolę w darowaniu ludziom nowego życia odegra znów Duch Święty. Zresztą bez Niego, byłoby to niemożliwe, ponieważ, jak sam powiedział: Duch jest tym, który ożywia, ciało nic nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i życiem (Jan 6:63). Natomiast, już po słowach „Wykonało się”, gdy Jezus pokonał grzech i śmierć, gdy otworzył drzwi, aby Duch Święty mógł zstąpić prosto do serc wierzących, „tchnął na nich i powiedział: Weźcie Ducha Świętego!” (Jan 20:22).  Akt stworzenia nowego życia, został jak gdyby powtórzony, gdyż tak jak wówczas, gdy człowiek został stworzony z prochu, Bóg „tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, tak że człowiek stał się żywą istotą” (1 Moj. 2:7), tak i teraz, Syn Boży tchnął ożywczego Ducha do serc zbawionych.
Człowiek narodzony z Ducha Świętego otrzymuje życie wieczne. Grzech już nie stanowi przeszkody, gdyż Chrystus usunął jego skutek, jakim jest śmierć. Apostoł Paweł zapewnia nas natchnionym przez Ducha słowem - „ Dlatego teraz żadnego potępienia nie ma dla tych, którzy są w Jezusie Chrystusie, którzy nie postępują według ciała, ale według Ducha” (Rzym. 8:1 [UBG]). 
Oczywiste jest, że nie można „postępować według Ducha”, jeśli nie było „narodzenia z Ducha”. Po narodzeniu się z Ducha, wszystko staje się nowe. Apostoł Paweł ujął tę prawdę w słowach skierowanych do wierzących w Koryncie: "Dlatego jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, przeminęło, a nastało nowe" (2 Kor. 5:17). Nowy owoc może pojawić się wówczas, gdy nie ma już starego. Po tym właśnie można poznać dziecko Boże, że dawne rzeczy przeminęły. Różnica jest tak wielka, jak bardzo różni się światłość od ciemności.
Można jednakowoż próbować żyć jak chrześcijanin, lecz bez zrodzenia z Ducha, nie można wydawać owocu Ducha, a jedynie ten owoc jest świadectwem nowego życia. Wszystko inne, jest tylko imitacją. Niestety, wielu daje się nabrać na atrapę tego owocu, dlatego że nie mają w sobie Ducha, aby rozpoznać prawdziwy smak oryginalnego owocu Ducha.
„Duch ten równocześnie świadczy naszemu duchowi, że jesteśmy dziećmi Boga” (Rzym. 8:16).
Henryk Hukisz

Sunday, November 18, 2012

Pięknie dziękujcie

W najbliższy czwartek jest Thanksgiving Day, tradycyjne amerykańskie Święto Dziękczynienia. Poniższy tekst jest fragmentem kazania, jakie wygłosiłem w Niedzielę 18 Listopada w Cleveland podczas okolicznościowego nabożeństwa z okazji tego święta w Kościele „Nowa Nadzieja”.
Istnieje grzecznościowe powiedzonko „Pięknie dziękuję”. Nie wiem, czy je znamy i używamy, ale przynajmniej jeden z moich szwagrów często tak mówi. Z pewnością jest to pożądany zwrot, gdyż powinniśmy rozmawiać ze sobą z uprzejmością, jak nam radzi apostoł Paweł – „Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają.” (Efez. 4:29) Zaraz po tym zaleceniu, Paweł ostrzega nas, abyśmy nie zasmucali Ducha Świętego, który napełnia nas radością, gdy jesteśmy „jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni.” (w. 32)
Lecz nie o zwykłej kurtuazji chcę mówić, lecz o pięknym dziękowaniu Bogu, za wszystko czym nas łaskawie obdarowuje. Z pewnością znamy dobrze werset w Biblii, w którym Paweł zachęca nas: „Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was.” (1 Tes. 5:18) 
Nie muszę nikogo przekonywać, że powinniśmy być Bogu wdzięczni za wszystko, lecz chcę postawić pytanie: „Jak mamy dziękować?” Czy ma to być rutynowe „Dziękuję” i więcej nic? Czy może powinniśmy poszukać pięknych słówek, najlepiej z jakiegoś Psalmu i wyrecytować je Panu wierszykiem, z odpowiednią dykcją? Przecież wiemy, że Pan zna nasze serca, i dobrze wie czy słowa podziękowania płyną ze szczerości, czy z obowiązku lub z tradycji. Nie chodzi też o kwiecistą mowę dziękczynną. Święto Dziękczynienia jest z pewnością dobrą okazją do wyrażenia wdzięczności, lecz oby nie było to jedynie zwyczajem. Być może zachowujemy się jak małe dziecko, któremu trzeba ciągle przypominać  ”No co się mówi? Powiedz dziękuję”.
Z historycznego punktu widzenia, pielgrzymi po raz pierwszy dziękowali Bogu, nie w 1621 roku, gdy dzielili się żywnością z zaprzyjaźnioną grupą Indian, lecz 11 lat wcześniej. W 1610 roku, zimą w miasteczku Jamestown, gdy zredukowana gromada pielgrzymów z 409 do 60 osób, która przeżyła srogie warunki nowej ziemi, modliła się o pomoc, nie wiedząc skąd może nadejść. Bóg odpowiedział na ich wołanie, posyłając statek z Anglii pełen żywności i zaopatrzenia. Wówczas zgromadzili się aby podziękować Bogu za wysłuchaną modlitwę.
Powinniśmy naszą wdzięczność wyrażać jak najlepiej potrafimy, bo przecież dziękujemy Bogu.
Możemy wyrażać wdzięczność osobiście lub w miejscu publicznym. Za każdym razem, gdy dziękujemy powinniśmy czynić to z serca dla Boga a nie dla ludzi. Znamy ewangeliczną historię o dziesięciu trędowatych, którzy wołali z dala: „Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami.” (Łuk. 17:13). Wiemy, że tylko jeden z nich zadał sobie trudu, aby wrócić do Jezusa i podziękować. Chrystus, jak gdyby Mu zależało na podziękowaniu, zainteresował się pozostałymi osobami i zapytał: „A gdzie jest dziewięciu?” (w. 17).  

Istnieje ponoć nieautoryzowany dokument będący efektem badań nad kwestią, dlaczego dziewięć osób nie przyszło do Jezusa, aby Mu podziękować. Przeprowadzono wśród nich ankietę, z której wynika, że -

- jeden czekał, aby się upewnić, czy jest na prawdę uzdrowiony
- drugi chciał być pewny, że uzdrowienie jest trwałe
- trzeci powiedział, że pójdzie do Jezusa później
- czwarty stwierdził, że tak na prawdę nigdy nie był trędowaty
- piąty powiedział, że zdrowie polepszyło się samoistnie
- szósty oddał chwałę rabinom
- siódmy powiedział: „Tak na prawdę, Jezus nic nie zrobił”
- ósmy rzekł, że każdy rabin potrafi to uczynić
- dziewiąty zauważył, że już wcześniej jego stan się poprawił
Do jakiej grupy zaliczysz siebie?
Apostoł Paweł, w liście do Efezjan, między innymi pisał o tym, jak powinniśmy ze sobą rozmawiać. Efektem napełnienia Duchem Świętym jest odmieniona mowa, dlatego apostoł radzi abyśmy rozmawiali ze sobą: „przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu, dziękując zawsze za wszystko Bogu i Ojcu w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa.” (Efez. 5:19,20). Jednym z przejawów owocu Ducha Świętego jest również uprzejmość, czyli to, w jaki sposób rozmawiamy z bliźnimi.
Skoro sam Duch Święty jest zaangażowany w naszą rozmowę, spójrzmy jaka jest nauka apostolska na temat darów duchowych, gdyż w nich On się manifestuje. Jak wiemy, istnieje kilka rodzajów darów duchowych, a jednym z nich, są dary dotyczące mowy. Paweł pisząc na temat używania darów mowy, takich jak inne języki i prorokowanie, również wyjaśnia, na czym polega „piękne dziękowanie” - "Bo jeżeli wysławiasz Boga w duchu, jakże zwykły wierny, który jest obecny, może rzec na twoje dziękczynienie: Amen, skoro nie rozumie, co mówisz? Ty wprawdzie pięknie dziękujesz, ale drugi się nie buduje. Dziękuję Bogu, że ja o wiele więcej językami mówię, niż wy wszyscy" (1 Kor. 14:16-18). 
Paweł ma na uwadze takie dziękowanie Bogu, które będzie zrozumiałe dla innych słuchających naszej modlitwy, tak aby mogli powiedzieć „Amen”, przez co będą uczestniczyć w naszej wdzięczności, jaką mamy wobec Boga.
Będąc narodzonymi z Ducha Świętego, zostaliśmy wyposażeni w nową naturę, jesteśmy „nowym stworzeniem” w całości, w tym również w naszej mowie. Dziękczynienie jest również inspirowane przez Ducha, gdyż Jego zadaniem jest uwielbienie Boga i Jezusa Chrystusa. Jezus, zapowiadając przyjście Pocieszyciela powiedział: „On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi.” (Jan 16:14). Dziękowanie nie jest jedynie kurtuazją z naszej strony, lecz dziełem Ducha Świętego w nas. Niech więc płyną z naszych serc piękne słowa podziękowania za łaskę i codzienne prowadzenie.
Bóg daje dobre rzeczy Swoim dzieciom. Apostoł Paweł napisał: „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.” (Rzym. 8:28).  Bóg tak to widzi, chociaż nam wydaje się, że przechodzimy przez doświadczenia i cierpimy ból. Możemy wziąć przykład z normalnych rodzinnych relacji, rodzice dają swoim dzieciom to, co uważają za dobre. Jezus, który znał dobrze Swego Ojca, powiedział: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.” (Mat. 7:1) Jeśli nawet Bóg dopuszcza cierpienie, czy zsyła na nas doświadczenie, czyni to dla naszego dobra, ponieważ nas kocha – „bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje.” (Hebr. 12:6), i chociaż nie wygląda to zachęcająco, to jednak, dzięki duchowemu zrozumieniu Bożego działania, możemy szczerze Mu dziękować również za doświadczenia.
Henryk Hukisz

Tuesday, November 13, 2012

Komu potrzebny jest Dekalog?

 Dziesięć Przykazań jest jednym z najbardziej znanych elementów chrześcijaństwa. Tutaj, w Stanach Zjednoczonych uważa się je za podstawę, na jakiej utworzono państwowość tego państwa, lecz obecnie odgrywa coraz mniejszą rolę w życiu publicznym. Pamiętam, jak kilka lat temu toczone były boje o zachowanie Dekalogu, przynajmniej w formie wyrzeźbionych tablic, czy też namalowanego obrazu w budynkach państwowych, jak sądy i inne obiekty rządowe. Przeciwnicy wartości judeo-chrześcijańskich domagali się ich usunięcia, natomiast niewielkie garstki chrześciajn stawały po drugiej stronie barykad w ich obronie. Bardziej chodziło o zachowanie fizycznego symbolu, niż odwoływania się do przykazań, w codziennym życiu społeczeństwa amerykańskiego. Tak to wygląda po tej stronie oceanu, a w Polsce, jak się orientuję, większe boje toczono o krzyże w szkołach i innych obiektach państwowych, niż o Dekalog.
Dziesięcioro Przykazań, dla wielu nadal bardziej kojarzy się z Charltonem Hestonem i filmem, niż z samymi przykazaniami Bożymi. Zauważyłem też, że obrazy z filmu wywarły tak duży wpływ na nasze wyobrażenia o przykazaniach i Mojżeszu, że ludzie często bardziej im wierzą, niż temu, co jest napisane w Biblii.
Temat Dekalogu został wywołany wyminą komentarzy odnośnie rozważania na temat Sabatu (Czy Sabat jest w Niedziele?). Postanowiłem przyjrzeć się temu tematowi, i poszukać odpowiedzi na postawione w tytule pytanie: „Komu potrzebny jest Dekalog?” Zaraz, zaraz, ktoś powie, przecież Dziesięcioro Przykazań mają znaczenie ponadczasowe i obowiązują wszystkich wierzących w Jezusa Chrustysa. Czy naprawdę? Warto się temu przyjrzeć z perspektywy nauki Nowego Testamentu, a nie starotestamentowych nakazów. Zapomnijmy też o filmowym obrazie, chociażby tym, który na mnie zrobił wrażenie – ognisty rylec z nieba wypisujący kolejne wyrazy przykazań.
Podstawowa teza służąca do udzielenia odpowiedzi na postawione w tytule pytanie brzmi: „Osoba narodzona z Ducha i wody i nie potrzebuje już Dekalogu w jego dotychczasowej formie, gdyż wszystkie Boże przykazania, łącznie z tymi z Dekalogu, są wypisane na jej sercu”.
Wpierw jednak, chcę przypomnieć okoliczności, w jakich Bóg dał Izraelowi te przykazania. Ze względu na zwięzłą formę rozważania, chcę oprzeć się na najbardziej dokładnym opisie, jaki znajduje się w Piątej Księdze Mojżeszowej, w rozdziałach od czwartego do dziesiątego.
Bóg ustanowił dla swego narodu ustawy i prawa, od przestrzegania których zależało jego istnienie – „A teraz, Izraelu, posłuchaj ustaw i praw, które was uczę wypełniać, abyście zachowali życie, weszli i wzięli w posiadanie ziemię, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców” (5 Moj. 4:1).  Ponieważ Bóg jest święty i żaden grzesznik nie może się do Niego zbliżyć, Bóg wybrał pośrednika, Mojżesza, któremu pozwolił podejść na taką odłegłość, aby mógł mu wręczyć te ustwy i prawa, w celu przekazania ich narodowi. Podczas czterdziestodniowego spotkania z Panem na górze Synaj, Mojżesz otrzymał dwie tablice z wypisanymi przez Boga wyrazami. Według tego opisu, pierwsza wersja tablic zawierała „prawie wszystkie słowa, które Pan wypowiedział do was na górze spośród ognia w dniu zgromadzenia” (5Mj. 9:10). Natomiast w czasie drugiego podejścia, Mojżesz wszedł z wyciosanymi już tablicami, na których Bóg wypisał „takim samym pismem, jak poprzednio, dziesięć słów, które wypowiedział do was na górze spośród ognia w dniu zgromadzenia” (5 Moj. 10:4).
Podczas pierwszego wejścia na górę po przykazania, Mojżesz otrzymał dodatkowe instrukcje odnośnie całokształtu Bożego zakonu, czyli wszystkich przykazań i przepisów, jakie izraelici musieli przestrzegać. Po odesłaniu całego narodu do namiotów, Bóg powiedział do Mojżesza: „Lecz ty pozostań tu ze mną, a powiem ci wszystkie przykazania, ustawy i prawa, których będziesz ich nauczał, i będą je pełnili w ziemi, którą im dam w posiadanie” (5 Moj. 5:31). Z dalszych słów wynika, że Bóg nie uczynił różnicy pomiędzy dzisięcioma przykazaniami i pozostałymi ustawami i prawami, gdyż obejmowało ich jedno polecenie – „Starajcie się więc czynić tak, jak rozkazał wam Pan, wasz Bóg. Nie zbaczajcie ani w prawo, ani w lewo. Idźcie dokładnie drogą, jaką wam nakazał Pan, wasz Bóg, abyście zachowali życie, aby się wam dobrze powodziło i abyście długo żyli w ziemi, którą posiądziecie!” (w. 32,33). Kwintesencją tych ustaw i praw są słowa, do których odwołał się Pan Jezus, komasując w nich cały zakon – „Słuchaj, Izraelu! Pan jest Bogiem naszym, Pan jedynie! Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu” (5 Moj. 6:4-6).
Ponieważ pierwsze tablice zostały roztrzaskane przez Mojżesza na widok bałwochwalstwa całego narodu, za drugim razem Mojżesz otrzymał tekst ograniczony do dziesięciu słów, stąd nazwa Dekalog – Dziesięć Przykazań, a dokładnie, Dziesięć Słów, jaką posugłujemy się do dziś. Tak naprawę, do dziś nie wiemy, jaki tekst otrzymał Mojżesz za pierwszym razem, jedynie, że były to „prawie wszystkie słowa” przykazań, ustaw i praw, jakie obowiązywały jednakowo cały naród izraelski. „Kopię”, myślę, że tak możemy nazwać drugie tablice, na jakich Bóg wypisał jedynie dziesięć słów, zachowały się na dłuższy czas, gdyż zostały umieszczone w Skrzyni Przymierza.
Jak wiemy z historii tego narodu, przykazania i ustawy nie były szanowane i przestrzegane, tak że Bóg musiał konsekwentnie karać i smagać tych, których wybrał według Swego serca. Bóg miał jednak doskonały plan,  ponieważ zakładał zupełnie inną mozliwość podania Swych praw i przykazań. Prorok Jeremiasz napisał w imieniu Boga o innym przymierzu, nie takim, jakie zawarł „z ich ojcami w dniu, gdy ich ujął za rękę, aby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej, które to przymierze oni zerwali, chociaż Ja byłem ich Panem” (Jer. 31:32).  Teraz, według nowego przymierza, Bóg powiedział: „Złożę mój zakon w ich wnętrzu i wypiszę go na ich sercu. Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem” (w. 33).
Aby to stało się możliwe, musi wpierw nastąpić wymiana serc, duchowy przeszczep - „Ja dam im nowe serce i nowego ducha włożę do ich wnętrza; usunę z ich ciała serce kamienne i dam im serce mięsiste, aby postępowali według moich przepisów, przestrzegali moich praw i wykonywali je. Wtedy będą mi ludem, a Ja będę im Bogiem” (Ezech. 11:19).  Jezus starał sie to wytłumaczyć Nikodemowi, lecz ten nauczyciel Izraela jakoś nie mógł pojąć o co chodzi. Dzięki łasce Bożej, jaka nam została dana, wiemy, że tylko dzięki narodzeniu się z wody i z Ducha, można otrzymać nowe serce, na którym Bóg wypisuje Swoje przykazania i prawa. Duch Święty, natomiast czynić będzie wszystko, aby nas zgodnie z nimi prowadzić.
Powstaje więc pytanie, czy nadal potrzebujemy Dekalogu, przykazań zapisanych na tablicach, niekoniecznie kamiennych, mogą być papierowe? Jeśli dziecko Boże ma je zapisane w sercu i jego największym pragnieneim jest postępować zgodnie z nimi, to czy musi mieć przed oczyma tekst Dekalogu?
Odpowiedź na postawione w tytule pytanie powinna brzmieć: Dekalog, w jego starorestamentowej postaci potrzebują ci, którzy nie narodzili się na nowo. Jeśli ktoś chce być chrześcijaninem przez wykonywanie przykazań z własnej mocy, to nie wie coznaczy stać się dzieckiem Bożym.
Apostoł Jan w swoich listach zapisał kilka testowych pytań, sprawdzających naszą autentyczność, czy narodziliśmy się na nowo. Jedno z tych pytań dotyczy Bożych przykazań – jesteśmy dziećmi Bożymi „jeżeli Boga miłujemy i przykazania jego spełniamy” (1 Jan 5:2), gdyż mamy je wypisane na naszych sercach. Natomiast te, zapisane na stronicach naszej Biblii, pomagają nam je zapamiętać, aby móc iść śladem, jakim prowadzi nas Duch  Święty.
Henryk Hukisz

Monday, November 12, 2012

Fasadowe chrześcijaństwo

 Moim ulubionym rodzajem filmów jest z western i spodziewam się, że mam wielu sprzymierzeńców w tym upodobaniu. Lubimy te niekończące się krajobrazy stepów, na których rosną jedynie kaktusy pomiędzy sterczącymi głazami. Nieodłącznym elementem tych scenariuszy są drewniane ściany budynków, ustawionych w rzędzie przy jedynej ulicy pustego miasteczka, które nagle ożywa wraz z pojawieniem się samotnego kowboja.
Każdy widz tego rodzaju filmu wie, że takie miasteczka w rzeczywistości już nie istnieją. To co oglądamy na filmie, jest specjalnie zbudowaną fasadą domów, które przez widza odbierane są jak prawdziwe budynki. Scenarzyści nawet się nie wysilają, aby zbudować replikę  całych domów, najczęściej są to jedynie frontowe ścany, podparte z drugiej strony drągami. Najważniejsze jest to, że widz odbiera pożądany efekt – widzi domy, których tak na prawdę nie ma. Fasada, to elewacja budynku, to jego frontowa ściana, która wyróżnia się bogatą kompozycją architektoniczną,. Ma po prostu, zwracać na siebie uwagę swoim wystrojem.
Pan Jezus, podczas ziemskiej wędrówki wśród współczesnych Mu ludzi, sporo czasu i uwagi poświęcił specyficznej grupie osób. Chrystus nie szczędził im określeń, których my raczej nie powinniśmy używać w naszych międzyludzkich relacjach. Mam na uwadze, oczywiście, faryzeuszy i uczonych w Piśmie, bardzo widoczną grupę w społeczności izraelskiej w tamtym czasie. Ewangelista Mateusz opisuje wiele spotkań Jezusa z tę grupą ludzi, poświęcając im nawet cały rozdział, i to dość długi.
Chyba najbardziej znanym określeniem, jakiego użył Jezus, aby scharakteryzować tych bardzo relgijnych ludzi, są słowa: „podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości” (Mat. 23:27). Przyznacie, że bardzo mocne, i sądzę, że nikt z nas nie ma prawa tak odnosić się do kogokolwiek z naszych bliźnich. Sens tego wyrażenia jest przejrzysty zarówno dla ludzi współczesnych Chrystusowi, jak i w naszych czasach. Na zewnątrz widzimy piękny obraz, godny polecenia i naśladowania, natomiast to, co znajduje się wewnątrz, napełnia odrazą. Podobnie jak piękne domy na westernach, tylko ściana, a za nią nie ma nic, najwyżej jakiś kołek chroniący przed upadkiem.
Dzisiaj, określenie „faryzeusz” bardziej kojarzy się z obłudą rozumianą ogólnie, niż ze sronnictwem religijnym w starożytnym Izraelu. Słownikowa definicja tego określenia, jako drugie jego znaczenie podaje, że jest to „człowiek obłudny, fałszywy, udający wielką pobożność; bigot, świętoszek, hipokryta.” (PWN). Obłudę określaną jako „faryzeizm” najczęściej odnosimy do życia religijnego, charakteryzujemy w ten sposób osobę pokazująca swoją pobożność jedynie dla zrobienia wrażenia na innych.
Gdy czytam słowa, jakich Jezus używał w odniesieniu do faryzeuszy, zastanawia mnie dlaczego Chrystus, nauczyciel i czyniciel miłości, posługiwał się tak ostrym językiem. Można nawet mieć żal, że Jezus nie zostawił nam przykładu większej tolerancji i poszanowania dla człowieka, czego powinniśmy się spodziewać po Tym, który jest uosobieniem miłości. Przecież mógł mówić w ten sposób o ich życiu i uczynkach, a nie o nich samych.
Wprawdzie można uznać na plus Chrystusowi to, że nieraz przyjmował od nich zaproszenia i zasiadał z nimi do stołu, lecz najczęście nawet i takie okazje wykorzystywał, aby powiedzieć im kilka ostrych słów prawdy.  Gdy spojrzymy statystycznie na to, gdzie w Nowym Testamencie jest mowa o faryzeuszach, to prawie na 100 przypadków, jedynie siedem razy pojawiają się w Dziejach Apostolskich i jeden raz w listach Pawła, gdy pisał o sobie samym. Całą prawdę o faryzeuszach znajdujemy  w ewangeliach, dlatego uważam, że jedynie Pan Jezus miał prawo mówić o nich tak ostro, ostrzegając innych przed ich obłudą i szkodą, jaką mogą wyrządzić innym ludziom. Jednakowoż, w nauce apostolskiej spotykamy się z równie ostrymi słowami ostrzeżenia, odnośnie tych, którzy swoją obłudą mogą wyrządzić wiele szkód w Ciele Jezusa Chrystusa.
Apostoł Paweł, w swoich listach do młodych zborów, ostrzega wierzących przed zgubnymi skutkami fałszywych nauczycieli i obłudnych ludzi, którzy mają złe zamiary wobec Kościoła. Niebezpieczeństwo tkwi najczęściej w naiwnej postawie wierzących, którzy w imię miłości, są nieostrożni i z łatwością „połykają” duchową truciznę, podawaną przez tych, których obłuda powinna być raczej napiętnowana. Paweł napisał wprost do wierzących w Koryncie: Bo gdy przychodzi ktoś i zwiastuje innego Jezusa, którego myśmy nie zwiastowali, lub gdy przyjmujecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, lub inną ewangelię, której nie przyjęliście, znosicie to z łatwością (...) Chętnie bowiem znosicie głupców, wy, którzyście mądrzy!(2 Kor. 11:4,19).   
Natomiast młodego Tymoteusza, któremu powierzył kontynuowanie dzieła, jakie sam rozpoczął, ostrzegał z całą stanowczością, aby pilnował zdrowej nauki. Nastaną bowiem czasy, gdy odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich, uwiedzeni obłudą kłamców, naznaczonych w sumieniu piętnem występku (1 Tym. 4:1,2). W drugim liście napisał bardziej szczegółowo, że są to ludzie, którzy „przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy; również tych się wystrzegaj” (2 Tym. 3:5). 
Apostoł Piotr też nie oszczędzał ostrych słów przestrogi, gdy pisał o grożącym niebezpieczeństwie ze stony fałszywych i obłudnych ludzi. Piotr starał sie również podać dość szczegółową charakterystykę takich osób, aby łatwiej je rozpoznać i wyeliminować ze społeczności. „Lecz byli też fałszywi prorocy między ludem, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą zgubne nauki i zapierać się Pana, który ich odkupił, sprowadzając na się rychłą zgubę” (2 Ptr. 2:1).  Apostoł bolał nad tym, że „wielu pójdzie za ich rozwiązłością” (w. 2), co zaszkodzi prawdzie, jaką przyjęli wraz ze Słowem, które im zwiastował.
Apostoł Jan, jakgdyby chciał podsumować te ostrzeżenia, gdyż tak samo troszczył się o duchowe zdrowie dzieci Bożych, dlatego napisał – „Miejcie się na baczności, abyście nie utracili tego, nad czym pracowaliśmy, lecz abyście pełną zapłatę otrzymali” (2 Jan 1:8). Jan był świadomy tego, jak wielkie niebezpieczeństwo grozi ze strony obłudnych nauczycieli, którzy nie trzymają się nauki Chrystusowej. Dlatego udzielał bardzo praktycznych rad, pisząc: „Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach” (w. 10,11).
Pan Jezus miał prawo nazywać rzeczy po imieniu, i dlatego On mówił faryzeuszom wprost, jakimi są wewnątrz. Chrystus znał ich serca, my nie. Lecz ponieważ grozi nam niebezpieczństwo zatrucia się jadem obłudy, musimy przyjąć zdecydowaną postawę „nie przyjmowania” ludzi obłudnych.
Niestety, to co zauważam w wielu społecznościach, wierzący często są zafascynowani zewnętrzną powłoką, błyszczącą z daleka pobożnością, która w rzeczywistości jest jedynie fasadą, za którą nic nie ma. Apostoł Paweł prosił wierzących w Rzymie: „abyście się strzegli tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście; unikajcie ich” (Rzym. 16:17).
Obyśmy potrafili zachować zdrową równowagę pomiędzy otwarciem się na drugiego człowieka, aby mu pomóc, i ostrożnością przed uwiedzeniem obłudą fałszywych nauczycieli. Chodzi o to, aby nie fascynować się zbytnio tym, co jest tylko fasadą. Apostołowie byli bezwzględni w swoich ostrzeżeniach, dla dobra Kościoła.
Henryk Hukisz

Thursday, November 8, 2012

Powyborcza refleksja

 I już po wszystkim.
Jedni zawiedzeni, inni uradowani, pozostali czekają na to, co teraz będzie. Ucichną nawoływania do jedynej i słusznej drogi wyjścia z kryzysu, a z telewizyjnych ekranów nareszcie znikną agresywne przedwyborcze reklamy. Życie wróci do normy, lecz do jakiej? To pytanie zaprząta teraz coraz więcej umysłów szarych obywateli tego wielkiego kraju.
Oczekiwania były wielkie, proporcjonalne do bieżących potrzeb poszczególnych wyborców. Jedni mają nadzieję za znalezienie odpowiedniej pracy, inni spodziewają się otrzymywać więcej korzyści od coraz bardziej socjalistycznego rządu. Kryzys ekonomiczny zmienił spektrum tych oczekiwań, spowodował również głębsze podziały, szczególnie na bardziej biednych i bardziej bogatych. Taka jest rzeczywistość kapitalistycznej ekonomi, dzięki której w czasie kryzysu – bogaci, zarobili na nim więcej a biedni, spadli jeszcze bardziej poniżej poziomu biedy.
Podstawowe hasło kampani wyborczej brzmiało: „Ty zadecyduj”. W dniu wyborów podsumowano decyzje tych, którzy chcieli je wyrazić przy urnach. Dość skomplikowany system wyborów w tym kraju może zaskoczyć nas, przyzwyczajonych do bezpośredniego wpływu na wynik wszystkich głosujących. Na mapie wszytkich stanów dominuje czerwień, kolor republikanów, lecz wynik tworzą elektorzy, których liczba zależy od ilości mieszkańców w każdym stanie, dlatego ostateczny wynik jest inny.
Dlaczego wygrał demokrata? Może ten mały przykład dobrze zilustruje odpowiedź na to pytanie. Moja żona jest nauczycielką w klasie przedszkolnej. W dniu wyborów wymyśliła zajęcie dla swoich czterolatków – przygotowała karty wyborcze i urnę. Dzieci wybierały jednego z nauczycieli na urząd Prezydenta. Wytłumaczyła odpowiednio na ich poziomie, na czym polegają wybory, wręczyła karty z imieniem nauczyciela... i dzieci dokonały wyboru. Do przegranych należały - dyrektorka szkoły i moja żona, jako główny nauczyciel tej klasy. Zwyciężcą została, ku zaskoczeniu wszystkich, jej asystentka, młoda dziewczyna. Po chwili zastanowienia się nad powodem takiego wyboru, zrozumiała główny szkopuł – dzieci wybrały tę osobę, która dawała im najwięcej wolności i spełniała ich prośby.
Jak prawdziwy jest to obraz społeczeństwa tego kraju, które ma coraz większe oczekiwania na to, że rząd zastąpi je w myśleniu i da im to, co będą chcieli. Taką politykę zaczął uprawiać prezydent, który ponownie wygrał wybory. My Polacy znamy już ten rodzaj rządzenia. Pamiętam czasy, gdy komitety przyzakładowe organizowały nawet zbiorowe wyjazdy na grzyby, że o dostawie ziemniaków nie wspomnę!
Dla nas wierzących, bez względu na to, kto wygrał te, czy inne wybory, jedynym Panem całego świata jest Bóg. Apostoł Paweł powiedział w Atenach, że Bóg „z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania.” (DzAp. 17:26).  Bóg ustanawia władców, którzy Jemu służą, bez względu na to, czy o tym wiedzą, czy też nie. Tak było w dawnych czasach, tak jest i dzisiaj. W czasach babilońskich, Bóg powiedział: „Ja uczyniłem ziemię, człowieka i zwierzęta, które są na powierzchni ziemi, swoją wielką siłą i swoim wyciągniętym ramieniem, i daję ją temu, komu zechcę. Otóż teraz daję te wszystkie ziemie w ręce Nebukadnesara, króla babilońskiego, mojego sługi.” (Jer. 27:5,6). 
Dlatego naszym obowiązkiem jest modlić się o to, abyśmy mogli żyć uczciwie, zachowując pobożność – „Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości.” (1 Tym. 2:1,2) 
I bądźmy temu wierni! Bóg jest przecież naszym Ojcem!
Henryk Hukisz

Tuesday, November 6, 2012

Kamień narożny



Jestem przekonany, ze ten kto lubi góry, oczywiście nie oglądać w telewizji, lecz wspinać się na ich szczyty, niejednokrotnie uległ pokusie podejścia na samą krawędź przepaści, aby spojrzeć w dół. Chociaż zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa takiej przygody, to jednak wiara w to, że skała jest solidna i nie oderwie się w tym momencie jest silniejsza od obawy, że stanie się tragedia. Gdyby to była krucha skała wapienna, której odłamki samoczynnie spadają w czeluść przepaści, nikt nie odważyłby sie podejść nawet na kilkanaście metrów do krawędzi. Cała ufność opiera się na solidności skały, na której stoimy.

Chrystus jest najpewniejszą skałą, na jakiej możemy bezpiecznie stanąć, bez obawy, że spadniemy w przepaść. W to wierzymy i zgadzamy się z tą wielką prawdą, lecz powinniśmy zadać sobie pytanie: „Na ile nasza wiara ogranicza się jedynie do zaakceptowania tej prawdy w teorii?” Jak natomiast zachowamy się w rzeczywistości, gdy staniemy nad przepaścią w sytuacji bez wyjścia? Dopiero rzeczywiste okoliczności ukażą całą prawdę o naszym zaufaniu Bogu. Najczęściej bywa tak, że uważamy się za soby wierzące i ufające Bogu, gdyż wynika to z biblijnego nauczania i jest widoczne na przykładzie niezliczonej ilości biblijnych bohaterów.

Historia całego narodu izraelskiego jest również przykładem zaufania, chociaż bardziej jego przywódców, niż całego ludu. Mojżesz, Jozue, prorocy zostawili dla nas przykład zachęcający do naśladowania, natomiast cały naród zbiorowo, jest co najwyżej przestrogą, abyśmy ufali jedynie Wszechmogącemu Bogu. Apostoł Paweł, odwołując się do znaczniejszych momentów z historii tego narodu, napisał do wierzących w Koryncie: „A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków” (1 Kor. 10:11)Powinniśmy odebrać tę przestrogę osobiście, gdyż po pierwsze, bardziej niż oni znajdujemy się „u kresu wieków”, a po drugie, izraelici mogli doświadczyć osobistego kontaktu z Chrystusem, gdyż „pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus” (w. 4).

My mamy społeczność z Chrystusem przez Ducha Świętego, który zamieszkał w nas w narodzeniu się na nowo. Pan Jezus zapewniał swoich uczniów, że Pocieszyciel, który Go zastąpi, będzie z nimi już na zawsze. W obecności Ducha Świętego w nas wypełnia się również obietnica Boża, że wraz z Nim, Ojciec i Syn Boży zamieszkają w nas. Nie wiem, czy  jesteśmy świadomi tej wielkiej prawdy, że Bóg w trzech Osobach zamieszkuje w każdym, kto narodził się do Bożego Królestwa. Dzięki temu zostajemy na bieżąco pouczani, gdyż On nam o tym będzie zawsze przypominać – „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jan 14:26). W rezultacie, doświadczać możemy pokoju, o jakim sam Jezus powiedział: „mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” (w. 27). W tej sytuacji, gdy stoimy na solidnej skale, jaką jest Chrystus, jesteśmy bezpieczni bez względu na to jak głęboka jest przepaść przed nami. Możemy zachować zupełną ufność w Bogu, który jest wierny swoim obietnicom, i nie zachwieje się nigdy. Chyba, że zrobimy krok do przodu bez Jezusa!

Prawdziwej ufności można nauczyć się jedynie w doświadczeniu. Czytając Biblię, możemy jedynie dowiedzieć się o tym, że warto jest ufać, lecz dopiero gdy staniemy nad krawędzią beznadziejności i niemożliwości, doświadczymy prawdziwego błogosławieństwa, jakie daje ufność położona w Panu.

Można poznawać teorie zaufania. Można nauczyć się na pamięć wielu wersetów zawierających Boże obietnice mówiące o zachowaniu nas w ogniu doświadczenia, i to dobrze, bo mogą przydać się w realnej sytuacji. Można nauczać innych i doradzać, aby trwali w zupełnym zaufaniu, wskazując na wierność Bożą. Lecz zupełnie czymś innym jest stanięcie swoimi nogami na solidnej skale, jaką jest Chrystus, i pozostanie wiernym Jemu bez względu na otaczające okoliczności.

Często jest tak, że my sami stwarzamy sobie trudne sytuacje, w których później wołamy do Boga o ratunek. Być może, że i tak bywa, lecz uważam, że skoro Bóg kontroluje naszym życiem, gdy oddaliśmy Mu pod Jego panowanie swoje losy, to On prowadzi nas według Swoich zamierzeń. Apostoł Piotr usłyszał na pożegnanie z Chrystusem słowa niepokojące, z ludzkiego punktu widzenia – „Gdy byłeś młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (Jan 21:18). Właśnie wtedy, gdy już się zestarzał, pisał listy do wierzących, zachęcając ich do trwania w doświadczeniach i cierpieniu. Czytając jego świadectwa i rady, wyczuwa się, że natchnienie czerpał z własnych doznań. Pisał: „Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu, ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili” (1 Ptr. 4:12,13).   

Wcześniej napisał, że przecież „na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady” (1 Ptr. 2:21).  Powołani do cierpienia? A jednak sam tego doświadczał i dzielił się z drugimi, aby w doświadczeniach widzieli Boże działanie. Myślę, że Piotr znał obraz warsztatu garncarza, do jakiego Bóg zaprowadził proroka Jeremiasza. Tam prorok zrozumiał, że Bóg jako doskonały garncarz, poddaje nas, podobnie jak glinę, z jakiej jesteśmy ulepieni, naciskom i obróbce, aż ukształtuje naczynie „jak garncarzowi wydawało się, że powinno być zrobione” (Jer. 18:4)

Apostoł Piotr, będąc już doświadczonym nauczycielem Słowa Bożego, kończy swój pierwszy list słowami zachęty do trwania w pokornej uległości Panu, gdyż jedynie taka postawa daje uwolnienie od trosk – „Ukorzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego. Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie” (1 Ptr. 5:6,7)

Jak dojrzale brzmią słowa życzenia, które Piotr kieruje do wierzących – „A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie” (1 Ptr. 5:10,11).

Gdy spotykają nas doświadczenia, gdy stajemy na krawędzi przepaści i inni mówią nam: „Nie ma już wyjścia.”, czy możemy wówczas powiedzieć z całym przekonaniem: „Jego jest moc na wieki wieków. Amen!”

Henryk Hukisz

Thursday, November 1, 2012

Wszyscy święci

 Tytuł kojarzy się jednoznacznie ze Świętem Zmarłych. Głównie w Polsce, gdyż w innych krajach nie ma takiej tradycji,  w tym dniu groby najbliższych są posprzątane i udekorowane. Całe rodziny udają się na cmentarze a policja ma pełne ręce roboty w ramach akcji „Znicz”. Należy zadać sobie pytanie; "Co to ma wspólnego ze świętymi, oprócz nazwy tego dnia?"
Nie mam zamiaru odnosić się do tego typowo polskiego święta. Chcę jedynie odnieść się do pięknego określenia, jakim jest słowo „święci”. Biblia, w świetle której staram się lepiej zrozumieć wszystko, co nas otacza, mówi bardzo dużo o świętych. Nie chodzi o tradycyjne pojęcie świętych, jak rozumie to większość rodaków, że chodzi o ludzi, którzy otrzymali takie określenie pośmiertnie, na drodze kanonizacji. W Biblii czytamy, że świętymi są ci wszyscy, którzy uwierzyli w Pana Jezusa i przyjęli zbawienną łaskę w Nim.
W naszym przekładzie Nowego Testamentu, słowo święty występuje przynajmniej 150 razy, z tym, że najczęściej odnosi się do Ducha Świętego, głównie w Ewangeliach i Dziejach Apostolskich. Od początku istnienia Kościoła Jezusa Chrystusa, który  tworzą ludzie zbawieni przez narodzenie się na nowo, świętymi są wszyscy wierzący. Apostoł Piotr, odwiedzając powstałe już zbory, „przyszedł też do świętych, którzy mieszkali w Lyddzie” (DzAp. 9:32). Gdy został wezwany do pewnego domu w Joppie, ponieważ zmarła tam bogobojna niewiasta, Piotr niezwłocznie przyszedł aby się modlić. Pan objawił się w tym zdarzeniu potężnie, gdyż po modlitwie zmarła otworzyła oczy i wstała, Piotr wówczas wezwał „świętych i wdowy, pokazał ją żywą” (DzAp. 9:41), i wcale nie miał na uwadze świętych z katolickiej listy patronów, lecz zwykłych wierzących.
Apostoł Paweł używał również tego określenia, mając na uwadze ludzi wierzących, gromadzących się w zborach w różnych miejscowościach. Swoje listy do zborów adresował najczęściej do świętych, np. „zborowi Bożemu, który jest w Koryncie, poświęconym w Chrystusie Jezusie, powołanym świętym, wraz ze wszystkimi, którzy wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa na każdym miejscu, ich i naszym” (1 Kor. 1:2)Z treści tego listu dowiadujemy się, że ci święci nie byli wcale aż tacy święci. Czy więc apostoł używał tego określenia jako zwykły zwrot grzecznościowy? Z pewnością nie, gdyż wszystko co zostało napisane w Biblii, jest natchnionym Słowem Bożym.
W pierwszym wieku świętymi byli nazywani wszyscy wierzący w Jezusa Chrystusa, i nie był to jedynie zwrot, lecz określenie wywodzące się z podstawowej prawdy o zbawieniu. Apostoł Paweł sam siebie uważał też za świętego, wprawdzie jako najmniejszego „ze wszystkich świętych”, ponieważ i jemu została okazana łaska, pomimo że jak powiedział o sobie: „wtrąciłem do więzienia wielu świętych, kiedy zaś skazywano ich na śmierć, ja głosowałem za tym” (DzAp. 26:10).
Wszyscy którzy uwierzyli w Pana Jezusa i przyjęli Go jako swojego zbawiciela, zostali przez Boga uznani za świętych. Jest to możliwe jedynie dzięki Chrystusowi, który umarł na krzyżu aby „sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany” (Efez. 5:27).  Dzięki sprawiedliwości, jakiej udzielił Bóg wierzącym w Jego Syna, można pojąć tę wielką prawdę o świętości wszystkich, którzy Mu zaufali. Cenę za naszą świętość zapłacił Chrystus na Golgocie, On nas odkupił z przekleństwa grzechu, oddając za nas grzesznych, swoje niewinne święte życie.
Apostoł Paweł wyraził tę wielką prawdę słowami: „teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy, i to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa” (Rzym. 3:21-26).  Nasza świętość jest nam udzielona przez Boga, ponieważ Jego Syn za nią zapłacił całkowicie, oddając swoje życie za nas. Zostaliśmy „usprawiedliwieni darmo, z łaski przez odkupienie w Chrystusie.” Pan Jezus uczynił nas świętymi w swoim ciele, zostaliśmy pojednani z Bogiem w Nim gdyż On umarł za nas, aby nas „stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych” (Kol. 1:21).
Mając świętość ugruntowaną na takim fundamencie, powinniśmy nie tylko uważać się za świętych, lecz utrzymywać ten stan przez całe nasze życie, aż do dnia, gdy Pan przyjdzie po swoich świętych. Nie wystarczy tę świętość otrzymać, lecz musimy w niej wytrwać. O tym warunku pisał Paweł do Kolosan – „jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii, którą usłyszeliście, która jest zwiastowana wszelkiemu stworzeniu pod niebem, a której ja, Paweł, zostałem sługą” (Kol. 1:22).  Apostoł Paweł wiedział, że zachowanie świętości nie jest rzeczą łatwą, dlatego zachęcał wierzących – „W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych” (Efez. 6:18)
Wielką rolę w tym procesie zachowania świętości odgrywa Kościół. W nim, wszystko zostało tak zorganizowane przez Głowę Kościoła, „aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej” (Efez. 4:12,13).  Jak wiemy, wróg naszej świętości nieustannie czyha na nas, zastawiając różne pułapki. Szczególnie w czasach ostatecznych, rozmnoży się nieprawość a ludzie będą obojętni na świętość. Dlatego apostoł Piotr przypomina nam słowa samego Boga: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 Ptr. 1:16)
Nikt nie zna ani dnia, ani godziny, gdy nasz Pan przyjdzie po swój święty Kościół. Ten dzień „nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną” (2 Ptr. 3:10)/  Jak bardzo poważnie brzmi ostrzeżenie apostoła – „skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności” (w. 11).
Świętość jest wspaniałym darem, cenę za nią zapłacił Chrystus na Golgocie, powinniśmy ten dar szanować, zachowując świętość w każdym momencie naszego życia. Musimy też nieustannie pamiętać, że nasza świętość jest ciągle narażana na „zabrudzenie” grzechem, dlatego posłuchajmy zalecenia Pana Jezusa - „Błogosławieni, którzy piorą swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa żywota i mogli wejść przez bramy do miasta” (Obj. 22:14).
Inne ostrzeżenie, jakie Chrytsus zostawił Kościołowi jest bardzo aktualne w czasach ostatecznych - „Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca” (Obj. 22:11). 
Zachowujmy tę świętość, a każdą plamę usuwajmy natychmiast, gdyż nie znamy dnia, w którym będziemy musieli stanąć przed świętym Bogiem. Dla wielu, dzień Wszystkich Świętych był ostatnim dniem ich życia, zginęli bowiem w wypadkach samochodowych jadąc tradycyjnie odwiedzić groby najbliższych. Czy odeszli stąd jako święci w Chrystusie?
Henryk Hukisz