Monday, May 4, 2026

Widok z Bożej perspektywy

Wracaliśmy kiedyś z urlopu spędzanego na słonecznej Florydzie do Chicago, gdzie wówczas mieszkaliśmy. Samolot podchodził do lądowania na lotnisku O’Hare od strony wschodniej. Ten szczególny moment daje pasażerom unikalną okazję, by spojrzeć na Chicago z góry. Widok jest spektakularny – z niskiej zabudowy miasta dumnie wyłania się śródmieście, zdominowane przez potężne drapacze chmur. Warto wtedy mieć pod ręką aparat, by uwiecznić tę panoramę, co zresztą możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu.

Dopiero gdy zejdziemy na dół i znajdziemy się w wąskich korytarzach ulic, między tymi samymi wieżowcami, ukazuje nam się zupełnie inne miasto: pełne zgiełku, śmieci na chodnikach i hałasu ślamazarnie posuwających się aut. To doskonała lekcja tego, że czasem warto patrzeć na rzeczy z dystansu i z góry – ta zasada sprawdza się również w naszym życiu duchowym.

Wspominałem kiedyś, że często przypominam sobie  „Strumienie na pustyni” L.B. Cowmana – codzienne rozważania oparte na wybranych wersetach z Biblii. Rozważanie z 13 maja poruszyło mnie wyjątkowo mocno. Często bowiem zdarza się, że w odpowiedzi na nasze modlitwy oczekujemy czegoś zupełnie innego, niż to, co ostatecznie otrzymujemy od Pana.

Zachęcam do głębszego przemyślenia sytuacji, w których zwracamy się do Boga. Czy nie jest tak, że czasem przeoczamy Jego odpowiedź tylko dlatego, że nie pasuje ona do naszych wyobrażeń? Patrząc z „góry” – z Bożej perspektywy – możemy znacznie lepiej zrozumieć nasze rzeczywiste potrzeby.

Poniżej zamieszczam pełny tekst rozważania z 13 maja w przekładzie Marii Selmowiczowej (wydanie ZKE), z zachowaniem jego oryginalnego stylu i pisowni. Wszystkie cytaty biblijne pochodzą z Biblii Gdańskiej z 1632 roku


„O co byśmy się modlić mieli, jako potrzeba, nie wiemy” (Rz 8:26).

„Wiele nieporozumień w naszym chrześcijańskim życiu ma miejsce w związku z odpowiedziami na nasze modlitwy. Bywa tak, że modlimy się o cierpliwość, a Ojciec nasz Niebieski daje nam takie warunki, w których nasza cierpliwość zostaje w wyższym stopniu poddana próbie, gdyż „ucisk cierpliwość sprawuje” (Rz 5:3).

Prosimy, aby Bóg dał nam pokorę, a On posyła cierpienie, gdyż my przez to, co cierpimy, uczymy się posłuszeństwa.

Modlimy się o to, aby pozbyć się egoizmu; wtedy Bóg zsyła takie wypadki, które wymagają od nas samozaparcia: abyśmy szukali pożytku dla ubogich i nauczyli się kłaść dusze swoje za braci.

Prosimy Boga o ciche i pokorne serce, jak u Baranka Bożego; i oto On stawia nas w pokorną służbę albo też w warunki, w których ludzie nas krzywdzą, a my nie protestujemy, aby nie oddawać złem za złe, tak „jako baranek na zabicie wiedziony był... i nie otworzył ust swoich” (Iz 53:7).

Prosimy o wybawienie od ducha rozdrażnienia – a oto nagle przylatuje istna burza pokuszeń, aby wywołać w nas zdenerwowanie. Prosimy o uspokojenie, a tu nerwy nasze są napięte do ostateczności, abyśmy zwracając się ku Panu zrozumieli, że ciszy, którą On daje – nic nie może zmącić.

Prosimy Pana, aby pomnożył w nas miłość; w odpowiedzi posyła nam cierpienia; na drodze naszej spotykamy się z pozornie nieprzyjemnymi ludźmi, którzy działają na nasze nerwy i ranią nasze uczucia swoim nierozważnym postępowaniem. Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa; nigdy nie ustaje, nie przeciwstawia się, nie wpada w rozdrażnienie. Pragniemy tego, aby widziany był w nas Chrystus, a na to On odpowiada: „Oto... przebiorę cię w piecu utrapienia” (Iz 48:10). „Izali wytrzyma serce twoje? Izali zdołają ręce twoje?” (Ez 22:14). „Czy podołacie?”

Ażeby mieć pokój i zwycięstwo, trzeba nauczyć się przyjmować wszystko jako z ręki Bożej: wszelką okoliczność, doświadczenie, czy też pozbawienie czegoś jako posłane przez Niego, naszego miłującego Ojca, i żyć na niebiosach, ponad chmurami, przed samym tronem Bożym i tam z góry spoglądając na wszystko, co nas otacza, jako na cząstkę wyznaczoną nam przez miłującego Ojca.”


Lektura tego fragmentu uświadamia nam paradoks chrześcijańskiego wzrostu: Bóg odpowiada na nasze prośby nie poprzez usunięcie trudności, ale poprzez dostarczenie narzędzi do ich pokonania. Chcemy owocu (cierpliwości, pokoju, miłości), ale Bóg daje nam „glebę”, w której ten owoc może wyrosnąć – a jest nią często trudna sytuacja lub wymagający człowiek.

Widok z samolotu nad miastem idealnie tu pasuje. Z dołu widzimy tylko korek i bałagan (nasze codzienne problemy), ale z góry widać cały plan miasta. Refleksja Cowmana uczy nas ufać, że „piec utrapienia” nie jest karą, lecz procesem uszlachetniania. Prawdziwy pokój nie polega na braku burz, ale na świadomości, że ponad chmurami zawsze panuje słońce Bożej obecności.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.