Wracaliśmy kiedyś z urlopu spędzanego na słonecznej Florydzie do Chicago, gdzie wówczas mieszkaliśmy. Samolot podchodził do lądowania na lotnisku O’Hare od strony wschodniej. Ten szczególny moment daje pasażerom unikalną okazję, by spojrzeć na Chicago z góry. Widok jest spektakularny – z niskiej zabudowy miasta dumnie wyłania się śródmieście, zdominowane przez potężne drapacze chmur. Warto wtedy mieć pod ręką aparat, by uwiecznić tę panoramę, co zresztą możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu.
Dopiero gdy zejdziemy na dół i znajdziemy się w wąskich
korytarzach ulic, między tymi samymi wieżowcami, ukazuje nam się zupełnie inne
miasto: pełne zgiełku, śmieci na chodnikach i hałasu ślamazarnie posuwających
się aut. To doskonała lekcja tego, że czasem warto patrzeć na rzeczy z dystansu
i z góry – ta zasada sprawdza się również w naszym życiu duchowym.
Wspominałem kiedyś, że często przypominam sobie „Strumienie na pustyni” L.B. Cowmana – codzienne
rozważania oparte na wybranych wersetach z Biblii. Rozważanie z 13 maja
poruszyło mnie wyjątkowo mocno. Często bowiem zdarza się, że w odpowiedzi na
nasze modlitwy oczekujemy czegoś zupełnie innego, niż to, co ostatecznie
otrzymujemy od Pana.
Zachęcam do głębszego przemyślenia sytuacji, w których
zwracamy się do Boga. Czy nie jest tak, że czasem przeoczamy Jego odpowiedź
tylko dlatego, że nie pasuje ona do naszych wyobrażeń? Patrząc z „góry” – z
Bożej perspektywy – możemy znacznie lepiej zrozumieć nasze rzeczywiste
potrzeby.
Poniżej zamieszczam pełny tekst rozważania z 13 maja w
przekładzie Marii Selmowiczowej (wydanie ZKE), z zachowaniem jego oryginalnego
stylu i pisowni. Wszystkie cytaty biblijne pochodzą z Biblii Gdańskiej z 1632
roku
„O co byśmy się modlić mieli, jako potrzeba, nie wiemy”
(Rz 8:26).
„Wiele nieporozumień w naszym chrześcijańskim życiu ma
miejsce w związku z odpowiedziami na nasze modlitwy. Bywa tak, że modlimy się o
cierpliwość, a Ojciec nasz Niebieski daje nam takie warunki, w których nasza cierpliwość
zostaje w wyższym stopniu poddana próbie, gdyż „ucisk cierpliwość sprawuje” (Rz
5:3).
Prosimy, aby Bóg dał nam pokorę, a On posyła cierpienie,
gdyż my przez to, co cierpimy, uczymy się posłuszeństwa.
Modlimy się o to, aby pozbyć się egoizmu; wtedy Bóg zsyła
takie wypadki, które wymagają od nas samozaparcia: abyśmy szukali pożytku dla
ubogich i nauczyli się kłaść dusze swoje za braci.
Prosimy Boga o ciche i pokorne serce, jak u Baranka
Bożego; i oto On stawia nas w pokorną służbę albo też w warunki, w których
ludzie nas krzywdzą, a my nie protestujemy, aby nie oddawać złem za złe, tak
„jako baranek na zabicie wiedziony był... i nie otworzył ust swoich” (Iz 53:7).
Prosimy o wybawienie od ducha rozdrażnienia – a oto nagle
przylatuje istna burza pokuszeń, aby wywołać w nas zdenerwowanie. Prosimy o
uspokojenie, a tu nerwy nasze są napięte do ostateczności, abyśmy zwracając się
ku Panu zrozumieli, że ciszy, którą On daje – nic nie może zmącić.
Prosimy Pana, aby pomnożył w nas miłość; w odpowiedzi
posyła nam cierpienia; na drodze naszej spotykamy się z pozornie nieprzyjemnymi
ludźmi, którzy działają na nasze nerwy i ranią nasze uczucia swoim nierozważnym
postępowaniem. Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się
spodziewa; nigdy nie ustaje, nie przeciwstawia się, nie wpada w rozdrażnienie.
Pragniemy tego, aby widziany był w nas Chrystus, a na to On odpowiada: „Oto...
przebiorę cię w piecu utrapienia” (Iz 48:10). „Izali wytrzyma serce twoje? Izali
zdołają ręce twoje?” (Ez 22:14). „Czy podołacie?”
Ażeby mieć pokój i zwycięstwo, trzeba nauczyć się
przyjmować wszystko jako z ręki Bożej: wszelką okoliczność, doświadczenie, czy
też pozbawienie czegoś jako posłane przez Niego, naszego miłującego Ojca, i żyć
na niebiosach, ponad chmurami, przed samym tronem Bożym i tam z góry
spoglądając na wszystko, co nas otacza, jako na cząstkę wyznaczoną nam przez
miłującego Ojca.”
Lektura tego fragmentu uświadamia nam paradoks
chrześcijańskiego wzrostu: Bóg odpowiada na nasze prośby nie poprzez
usunięcie trudności, ale poprzez dostarczenie narzędzi do ich pokonania.
Chcemy owocu (cierpliwości, pokoju, miłości), ale Bóg daje nam „glebę”, w
której ten owoc może wyrosnąć – a jest nią często trudna sytuacja lub
wymagający człowiek.
Widok z samolotu nad miastem idealnie tu pasuje. Z dołu
widzimy tylko korek i bałagan (nasze codzienne problemy), ale z góry widać cały
plan miasta. Refleksja Cowmana uczy nas ufać, że „piec utrapienia” nie jest
karą, lecz procesem uszlachetniania. Prawdziwy pokój nie polega na braku burz,
ale na świadomości, że ponad chmurami zawsze panuje słońce Bożej obecności.
No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.