Wednesday, April 15, 2026

Pułapka sukcesu w życiu chrześcijańskim

W świecie biznesu najbardziej liczy się sukces; jego brak to najprostsza droga do bankructwa. Niepokoją mnie jednak coraz częściej spotykane wezwania do przyjmowania podobnego nastawienia w życiu chrześcijańskim. Na zborowych tablicach ogłoszeń, a przede wszystkim na portalach internetowych, regularnie pojawiają się zaproszenia na konferencje i seminaria dotyczące osiągania sukcesów w życiu osobistym.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że sam sukces może stać się bogiem, zamiast prowadzić nas do autentycznej społeczności z Ojcem w niebie. Posługiwanie się przykładami ze świata biznesu w środowisku chrześcijańskim prowadzi wprost do nadużyć i błędnych interpretacji Słowa Bożego. Wskazywanie na osobisty sukces twórcy Facebooka czy znanego piłkarza może skutkować jedynie budowaniem własnych celów i tworzeniem prywatnego imperium wartości, które nigdy nie będą zgodne z Bożymi zamysłami. Pastor Tim Keller w książce „Fałszywi bogowie” słusznie zauważa, że sukces osobisty może zrodzić w nas złudne przekonanie, iż to my sami postawiliśmy siebie na szczycie naszych osiągnięć.

Dlatego zastanawiam się, czy można zachować właściwą proporcję między odnoszeniem sukcesów w drodze do celu a osiągnięciem samego celu. Można przecież spędzić całe życie, skupiając uwagę na poszczególnych elementach duchowości, a jednocześnie zatracić z pola widzenia cel ostateczny. Najlepszym ostrzeżeniem są dla nas słowa apostoła Pawła, który obawiał się, „bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony” (1 Kor 9:27).

Droga czy przeznaczenie?

Przeczytałem niedawno w pewnym podręczniku na temat pełni życia, że sukcesem jest już sama droga, a nie przeznaczenie, do którego ona prowadzi. Nie zgadzam się z przenoszeniem tego hasła na grunt chrześcijański. Naszym głównym i jedynym celem, który naprawdę się liczy, jest wejście do radości naszego Ojca w niebie. Wszystko inne – to, co prowadzi do tego celu – jest jedynie środkiem i drogą, którą dla nas jest sam Jezus Chrystus. On sam ujął to w jednym zdaniu: „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jn 14:6). Nasza pobożność, modlitwy, posty i wszelkie wyrzeczenia są niczym bez Niego. Znaczenie ma wyłącznie trwanie w Nim, gdyż – jak ostrzega sam Chrystus – „beze mnie nic uczynić nie możecie” (Jn 15:5). Zbyt wielka dbałość o chwilowe sukcesy może odwrócić naszą uwagę od Osoby, bez której żadne nasze dokonanie nie ma w Bożej ocenie znaczenia.

Wszyscy jesteśmy sługami Bożymi, przeznaczonymi do wykonania powierzonych nam zadań. Nasz Pan, zgodnie z naszymi predyspozycjami, przekazał nam „talenty”, co opisał w przypowieści: „I dał jednemu pięć talentów, a drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał” (Mt 25:15). Nauka płynąca z tego podobieństwa jest prosta: mamy obracać tymi darami, czyli używać zdolności otrzymanych od Stwórcy dla Jego chwały. Dobrzy słudzy po wykonaniu zadania powiedzą skromnie: „Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co winniśmy byli uczynić, uczyniliśmy” (Łk 17:10).

Życie jako list napisany przez Ducha

Apostoł Paweł udziela nam prostej lekcji na temat znaczenia życia, które jest jedynie drogą do celu. Porównał je do listu, w którym Bóg oznajmia światu swoją miłość wyrażoną w Synu. Celem naszej doczesności jest świadczenie o zbawieniu z łaski. To nie nasze własne słowa czy uczynki, lecz list napisany przez Ducha Świętego na naszych sercach jest jedynym czytelnym przekazem. Uczynki, będące owocem Ducha Świętego, mają na celu wyłącznie uwielbienie Boga. Nie możemy więc przypisać sobie sukcesu w wydaniu nawet najmniejszego owocu, skoro to Duch Boży jest jego twórcą.

Paweł zwraca uwagę, że nie jesteśmy w stanie przypisać sobie nawet własnych myśli: „jakobyśmy byli zdolni pomyśleć coś sami z siebie i tylko z siebie, lecz zdolność nasza jest z Boga” (2 Kor 3:5). Apostoł niczego nie doszukiwał się w sobie. Ten pokorny sługa wyznał szczerze: „albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Kor 12:10). Służba, do której zostaliśmy powołani, opiera się na zupełnie innych zasadach niż ta starotestamentowa. Izraelici służyli w przybytku będącym jedynie cieniem rzeczywistości. My natomiast mamy dostęp do czegoś więcej, gdyż przyszliśmy „do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla” (Hbr 12:24).

Nowe przymierze, nowe reguły

Nowe przymierze określa nowe zasady relacji z Bogiem. To nie własne sukcesy, lecz dzieło Chrystusa ma dla Niego znaczenie. To On „uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia” (2 Kor 3:6). Obawiam się, że wszelkiego rodzaju wezwania do osiągania sukcesów – nawet te brzmiące bardzo duchowo – mogą być jedynie zachętą do chlubienia się samym sobą.

Na zakończenie chcę jeszcze raz wrócić do słów apostoła Pawła. Mógłby on wskazać na wiele sukcesów w swoim życiu, jednak wolał powiedzieć: „wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę” (Flp 3:7). Greckie słowo kerde (κερδη) oznacza formę sukcesu, osiągnięcie korzyści. Paweł jednak, pragnąc nade wszystko uczcić Chrystusa, nie chciał przypisywać sobie żadnych zasług. Dlatego mógł z nadzieją, oczekując na nasze wspólne przeznaczenie, zachęcać nas słowami: „My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem” (2 Kor 3:18). Nic z nas samych – wszystko dzięki Jego łasce.

W Bożym Królestwie cel nie uświęca środków. W świecie bywa odwrotnie – tam środek często staje się celem. Pan Jezus wyraźnie określił swoje pochodzenie, mówiąc: „Królestwo moje nie jest stąd” (Jn 18:36). Dlatego zapewnia nas, że gdy będzie przedstawiał nas Ojcu, powie z przekonaniem: ci „nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (Jn 17:16). Na ten sukces zapracował On sam – i to ogromnym kosztem, oddając za nas swoje życie.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.