Osobiście nie uznaję tej formy modlitwy. Po pierwsze, uważam ją za niebiblijną w treści, a po drugie – Pan Jezus był przeciwny mechanicznemu klepaniu wyuczonych formuł. Słyszałem również w dyskusjach na ten temat argument, że wielokrotne powtarzanie tych samych słów jest świadectwem braku rozsądku. Zwolennicy tej tezy porównują to do sytuacji, w której ktoś pozdrawiałby nas kilkanaście razy z rzędu tym samym zwrotem. Bo czymże innym jest szereg modlitw polegających na powtarzaniu od kilku do kilkuset razy jednej sekwencji, zgodnie z instrukcją odmawiania różańca? Według niej konkretne słowa pozdrowienia należy wypowiadać w kółko, odliczając paciorki, aby „spełniła się” intencja modlitewna.
Nie o samym różańcu jednak ani o braku rozsądku w tej konkretnej formie chcę pisać. Jak sugeruje tytuł, mam zamiar dotknąć podobnego zjawiska w środowisku ewangelicznym. Pod pojęciem „ewangeliczny” rozumiem ludzi wierzących zgodnie z Ewangelią – czyli uznających konieczność wiary w zbawczą ofiarę Chrystusa, narodzenie się na nowo i postępowanie według nauki Pana Jezusa. Oczywiście nie posądzam żadnego zboru o praktykowanie odmawiania koronek różańcowych.
Muszę jednak przyznać, że skojarzenie z tą formą modlitwy przyszło do mnie podczas słuchania refrenów w czasie wspólnego uwielbienia na nabożeństwach. Mam na myśli powtarzanie w kółko krótkiej frazy typu: „Panie, wielbimy Cię, nasz Królu” lub podobnej. Wielokrotne powtarzanie tego samego zdania może być świadectwem, że osoba je wypowiadająca nie ma w sercu niczego więcej, co mogłaby powiedzieć Panu. Przecież Pan Jezus powiedział wyraźnie: „z obfitości serca mówią usta” (Mat. 12:34).
Chcę zaznaczyć, że mam na myśli wielbienie Boga we wspólnocie Jego ludu. Jeśli chodzi o osobisty czas z Panem, uważam, że oddawanie czci jest sprawą indywidualną i każdy może czynić to tak, jak czuje. Jednak w zgromadzeniu wierzących obowiązują pewne reguły. Podstawowym celem jest dążenie do tego, „co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu” (1 Kor. 14:19).
Uwielbienie Boga podczas zgromadzenia jest jedną z najważniejszych służb, obok nauczania, pocieszania czy napominania. Apostoł Paweł radził wierzącym, aby: „oddali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rzym. 12:1, BT).
Celowo przytaczam brzmienie z Biblii Tysiąclecia, gdyż dokładniej oddaje ono oryginał. W tekście greckim użyte jest słowo logiken na określenie charakteru naszej służby. Ma być ona: rozumna, logiczna i rozsądna.
Warto przywołać wydarzenie sprzed tysięcy lat, gdy po powrocie z niewoli babilońskiej odnaleziono tekst Prawa Bożego. Ezdrasz wraz z liderami zgromadził na placu przed Bramą Wodną wszystkich, „którzy mogli słuchać ze zrozumieniem” (Neh. 8:2). Po przeczytaniu fragmentów Słowa: „Lewici wyjaśniali Zakon ludowi (...) i czytali z księgi Zakonu ustęp za ustępem, od razu je wyjaśniając, tak że zrozumiano to, co było czytane” (w. 7-8).
Słowo Boże ma moc samo w sobie i jest skuteczne jak „miecz obosieczny, przenikający aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca” (Hebr. 4:12).
Służba uwielbienia, właśnie dlatego, że odwołuje się do Bożego Słowa, powinna być służbą rozsądną. Powtarzanie niemal w nieskończoność krótkiej frazy jest bardziej oddziaływaniem psychologicznym niż świadomym oddawaniem chwały Stwórcy. Na zakończenie przytoczę cytat z czasopisma „British Medical Journal”, który wskazuje, że „modlitwa różańcowa i mantry mają pozytywne działanie psychologiczne i fizjologiczne na organizm człowieka”.
Duch Święty nie potrzebuje takiej pomocy.
Henryk Hukisz
No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.