Monday, March 28, 2016

Prawdziwie wolni

Jeśli zapytasz młodego człowieka o to, co znaczy być wolnym człowiekiem, z pewnością odpowie: Móc robić to, na co ma się ochotę. Niestety, takie samo pojęcie wolności ma zdecydowana większość ludzi dorosłych. Powszechnie uważa się bowiem, że prawdziwa wolność polega na braku jakichkolwiek ograniczeń w realizowaniu swoich zamiarów.

Wystarczy jednak spojrzeć na rzeczywisty świat ludzkich postępowań. Codzienne wiadomości przynoszą nam nowe informacje o krzywdach wyrządzonych niewinnym ludziom w Ukrainie. Najczęściej dzieje się tak, że ludzka krzywda jest rezultatem realizowania wolnej woli, jaką sobie przypisują inni ludzie. Najgorzej jest w sytuacji, gdy z przypisanego sobie prawa do wolności korzystają despoci, tyrani polityczni, którzy nie respektują prawa do wolności tych, których krzywdzą.

Jakie są granice wolności? Czy ludzie mogą być wolni na tyle, aby nie krzywdzić innych? Czy istnieje pojęcie prawdziwej wolności, z jakiej może korzystać każdy człowiek? Jak więc widać, istnieje więcej pytań, niż możemy znaleźć na nie odpowiedzi.

Rozmyślając nad tym tematem przypominam sobie słowa piosenki Boba Dylana „But you're gonna have to serve somebody”. Słowa te, w wykonaniu istniejącego kiedyś zespołu „GMB”, brzmią:

„Zawsze jednak musisz komuś służyć
Musisz komuś służyć
Może to być diabeł lub może być Bóg
Zawsze jednak musisz komuś służyć.”

Skoro każdy musi służyć komuś innemu, to znaczy, że nie ma prawdziwie wolnych ludzi. Tak więc, ci którzy uważają się za wolnych, okłamują siebie samych.

Pan Jezus kiedyś w rozmowie z tymi, którzy posiadali klucze mądrości i uważali się za najbardziej sprawiedliwych i wolnych, powiedział wprost: „Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać żądze waszego ojca. Od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Kiedy kłamie, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jan 8:44). Nic dziwnego, że jakiś czas później, ci najbardziej sprawiedliwi i wolni, podburzali tłum słowami: „Niech będzie ukrzyżowany!” (Mat. 27:22).

Służenie drugiemu jest traktowane jako niewola. W prawdzie nie ma już dziś takiej formy niewolnictwa, jaka istniała kiedyś. W dawnych czasach, na głównym placu w centrum miast, znajdowały się specjalne targowiska niewolników. Każdy, kto szukał siły roboczej, kupował sobie odpowiednią ilość niewolników, którzy musieli pełnić wolę swoich panów. A jak to jest w naszych czasach? Najczęściej spotykamy się z dobrowolnym zaciąganiem się do niewoli. Ludzie staja się niewolnikami drugich, aby osiągać swoje cele. Częściej jednak spotykamy się ze zniewoleniem dla jakichś idei, zwyczajów, nałogów, tak że nie ma ludzi prawdziwie wolnych, zgodnie ze słowami piosenki: „Zawsze jednak musisz komuś służyć”.

Apostoł Paweł, pisząc o zbawieniu, jakie mamy jedynie w Chrystusie, odwołuje się go historii życia każdego człowieka. My wszyscy, zanim doświadczyliśmy Bożej łaski zbawienia, postępowaliśmy „według zasad tego świata, posłuszni władcy sił, które unoszą się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu” (Efez. 2:2). Odwołuję się znów do najwyższego autorytety, jakim jest Nauczyciel z Galilei, który we wspomnianej już rozmowie powiedział: „każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (Jan 8:34). Niestety, czy ktoś z tym się zgadza, czy też nie, wszyscy mamy wspólny mianownik – jesteśmy grzesznikami od urodzenia. Nikt nie jest wolny, chociaż może się za takiego uważać.

Musimy powrócić do wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat, gdy w świątyni przy Bożym ołtarzu stał kapłan Zachariasz. Wówczas Duch Święty natchnął go i sprawił, że popłynęły z jego ust słowa proroctwa: Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, bo swój lud wziął w opiekę i odkupił (Łuk. 1:68). Przez kilka tysięcy lat ludzie dokonywali złego wyboru i zamiast posłuszeństwa wobec tego, co powiedział Stwórca, słuchali podszeptów Bożego przeciwnika, diabła. Biblia jasno określa stan wszystkich ludzi którzy, rodzą się jako niewolnicy grzechu. Nikt i nic, żadna religia, czy też filozofia życia, nie są w stanie wykupić nas z tej niewoli.

Bóg jednak postanowił zmienić tę sytuację i „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni. Według postanowienia swojej woli przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa Chrystusa stali się Jego synami” (Efez. 1:4,5). Skoro jesteśmy niewolnikami grzechu, podobnie jak to działo się na rynkach niewolników, musiało nastąpić wykupienie z niewoli, w której są wszyscy ludzie. Nasze wykupienie z niewoli grzechu mamy zapewnione w Chrystusie w którym mamy „odkupienie przez Jego krew, uwolnienie od grzechów dzięki bogactwu Jego łaski” (w. 7). Dlatego tylko w Chrystusie mogą spełnić się słowa, które On wypowiedział: Jeżeli więc Syn was wyzwoli, rzeczywiście będziecie wolni” (Jan 8:36).

Autor Listu do Żydów, którzy doskonale znali rytuały krwawych ofiar składanych na świątynnym ołtarzu, napisał o Chrystusie, że On „nie przez krew kozłów i cieląt, lecz przez własną krew, wszedł raz na zawsze do świątyni i uzyskał wieczne odkupienie” (Hebr. 9:12). Ofiara Baranka Bożego, jak został nazwany Chrystus, dokonuje doskonałego odkupienia z niewoli grzechu, ponieważ daje zapewnienie o Bożym przebaczeniu, oraz uwalnia sumienie, jak czytamy dalej w tym samym liście – „krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego siebie samego jako niewinnego ofiarował Bogu, oczyści nasze sumienie z martwych uczynków, abyśmy służyli Bogu żyjącemu” (Hebr. 9:14).

Słowa wspomnianej piosenki zawierają biblijną prawdę, że każdy człowiek musi komuś służyć. Dlatego, zamiast zniewolenia diabelskiego, możemy wybrać Boga, aby Jemu służyć w wolności Ducha. I to jest prawdziwa wolność, gdy możemy dokonać tego najważniejszego w życiu wyboru, aby służyć naszemu Ojcu w niebie, dokąd On nas zabierze na resztę wieczności.

Zastanawiając się nad tym, czym naprawdę jest wolność, mogę powiedzieć, iż jest nią możliwość stania się takim człowiekiem, jakim Bóg pragnie od początku stworzenia, abyśmy byli. Dlatego możliwe jest uzyskanie prawdziwej wolności dzięki odkupieniu nas przez krew Chrystusa. Bóg tych, których wyzwolił z niewoli grzechu, „przeznaczył, żeby się stali podobni do obrazu Jego Syna, aby był On pierworodnym między wielu braćmi” (Rzym. 8:29).

Cena odkupienia nas z niewoli grzechu jest najwyższą, jaka kiedykolwiek została zapłacona. Już prorok Izajasz opisał ją w drastyczny sposób: PAN jednak chciał go zmiażdżyć cierpieniem. Jeśli odda swe życie na ofiarę zadośćuczynienia, to ujrzy potomstwo, wydłuży swoje dni i przez niego spełni się wola PANA (Izaj. 53:10). W oryginale użyte jest słowo, które dosłownie znaczy: „zmiażdżyć”. To znaczy, że Bóg przeznaczył Swego Syna na najbardziej okropną śmierć, aby w ten sposób zrównoważyć wielkość niewoli grzechu wszystkich ludzi. Chrystus, na chwilę przed ukrzyżowaniem, zgodził się dobrowolnie wypić kielich Bożego sprawiedliwego gniewu. Dlatego ewangelista Jan napisał: „Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina, aby przeszedł z tego świata do Ojca, umiłował swoich w świecie, i to umiłował ich do końca” (Jan 13:1).

Taka jest cena wolności, jaką możemy mieć jedynie w Panu Jezusie. Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, możemy realizować w naszym życie pełną wolność stania się dzieckiem Bożym. Natomiast, gdy już kiedyś staniemy przed obliczem świętego Boga, naszego Ojca, będziemy mogli z radością zaśpiewać wraz z niezliczonym tłumem odkupionych nową pieśń:

Jesteś godny wziąć zwój 
i otworzyć jego pieczęcie, 
ponieważ zostałeś zabity 
i swoją krwią nabyłeś dla Boga 
ludzi z każdego plemienia, języka, ludu i narodu
(Obj. 5:9).

Zanim jednak to nastąpi, nucąc słowa naszej ziemskiej piosenki, musimy przypominać sobie prawdę o tym, że:

„Zawsze jednak musisz komuś służyć
Musisz komuś służyć
Może to być diabeł lub może być Bóg
Zawsze jednak musisz komuś służyć.”

Wybór należy do ciebie.

Henryk Hukisz

Thursday, March 24, 2016

Spojrzenie Pana

Na wieść o śmierci człowieka w wieku czterdziestu, czy nawet pięćdziesięciu lat, mówimy, że to było krótkie życie. Pan Jezus żył na ziemi jedynie około 33 lata, natomiast najważniejsze sprawy Jego życia wydarzyły się w przedziale nieco ponad trzy lata. Możemywięc powiedzieć, że żył tak krótko, a jednak w tym tak krótkim czasie wydarzyło się tak dużo. Czterej ewangeliści opisują nam jedynie najważniejsze wydarzenia, jak napisał jeden z nich: „gdyby zostały spisane szczegółowo, to cały świat, jak sądzę, nie pomieściłby ksiąg, które należałoby napisać” (Jn 21:25).

Prawdę mówiąc, te najważniejsze wydarzenia miały miejsce w ciągu zaledwie kilku ostatnich dni. Ostatnia wizyta Jezusa w Jerozolimie rozpoczęła się tydzień przed świętem Paschy. Dwa dni przed tym najważniejszym żydowskim świętem, Jezus po raz kolejny zapowiedział, że „Syn Człowieczy zostanie wydany na ukrzyżowanie” (Mt 26:2) i od tego momentu czas nabrał rozpędu. Po niezwykłym namaszczeniu w gościnnym domu w Betanii, Chrystus zgromadził swoich wybrańców na Wieczerzy, podczas której ogłosił najważniejszy punkt Bożego planu odkupienia grzesznej ludzkości. Po przełamaniu się chlebem, symbolizującym Jego ciało, Jezus podając uczniom kielich, powiedział: „Pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem Moja krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26:28).  

Nowe przymierze, zupełnie inne od tych poprzednich, jakie Bóg zawierał z Noem, Abrahamem czy też z Dawidem. Tamte, oparte były na konieczności wypełnienia przez człowieka określonych przez Boga warunków. Teraz wszystko zostało powierzone Chrystusowi. On został przeznaczony jako Baranek na ołtarz Bożego miłosierdzia, podobnie jak to się stało w czasie, gdy Abraham gotowy był złożyć na ofiarę swego syna Izaaka. Nowe przymierze oparte jest na zupełnym przebaczeniu, bez udziału człowieka - dokonał tego Boży Syn.

Już wcześniej, gdy przyprowadzono do Pana Jezusa grzeszą niewiastę, to On zamiast podawanych mu do ręki kamieni, zajął się pisaniem palcem po ziemi, jak gdyby chciał powiedzieć, że nie kamień jest rozwiązaniem, lecz przebaczenie. Gdy już ludzcy oskarżyciele odeszli ze spuszczonym ze wstydu wzrokiem, Pan śmierci i życia oświadczył: „Ja również ciebie nie potępiam. Idź, i od tej chwili nie grzesz więcej” (Jn 8:11). W tych słowach wyrażona jest prawda o nowym życiu, które Chrystus daje w darze - życiu wolnym od grzechu. Później apostoł Paweł, który osobiście doświadczył tej przemiany w swoim życiu, napisał, że „nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, żeby zostało zniszczone grzeszne ciało, tak abyśmy już nie służyli grzechowi” (Rz 6:6). Możliwe staje się życie, już nie zniewolone grzechem, lecz oddane na służbę sprawiedliwości.

W czasie tych dwóch ostatnich dni przed ukrzyżowaniem, bezpośrednio po Ostatniej Wieczerzy, Chrystus wyszedł do ogrodu Getsemani, aby w osobistej rozmowie z Ojcem poddać się całkowicie Jego woli. To był największy bój jaki Chrystus przeszedł na tej ziemi, gdyż musiał pokonać ciężar Bożego gniewu wobec całej ludzkości. Pan Jezus zgodził się wypić kielich po brzegi wypełniony sprawiedliwym gniewem, spowodowanym grzechami wszystkich ludzi jacy żyli we wszystkich wiekach na ziemi. Gdy Chrystus zajęty był jeszcze rozmową z uczniami, nadszedł Judasz z tłumem uzbrojonym w miecze i kije, aby za cenę trzydziestu srebrników wydać Pana Jezusa w ręce oprawców.

Każdy z ewangelistów opisuje te wydarzenia naświetlając różne ich strony. Gdy równolegle czytamy opis męki Pana Jezusa w czterech ewangeliach, możemy odtworzyć wiele szczegółów, z których każdy ma swoją wymowę. Każdy gest, a nawet spojrzenie Pana Jezusa, mówią więcej niż słowa.

W tym rozważaniu chcę zwrócić naszą uwagę na jedno przelotne spojrzenia Chrystusa, tak krótkie, że jedynie Łukasz je zauważył. Jak sam napisał we wstępie do ewangelii, że postanowił „wszystko dokładnie zbadać i po kolei wiernie ci opisać, abyś nabrał przekonania, że to, czego cię nauczono, jest prawdziwe” (Łk 1:3). Dlatego też, czytając opisy ewangelistów tych ostatnich momentów życia Pana Jezusa na naszej ziemi, zwróciłem swoją uwagę na to spojrzenie Pana Jezusa, które wywołało tak ogromną reakcję w życiu Piotra.

Wszyscy ewangeliści opisują nam z większymi lub mniejszymi szczegółami moment zaparcia się Piotra. Słyszałem wiele kazań na ten temat, a nawet sam wygłosiłam też nie jedno. Najczęściej zwraca się uwagę na naganną postawę tego ucznia. Podkreśla się fakt, że przecież Pan Jezus ostrzegał Piotra, że „zanim dzisiaj kogut zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz” (Łk 22:34). Dlaczego więc Piotr był tak nieostrożny? Widzisz Piotrze – grzmią dzisiaj kaznodzieje z kazalnic – dlaczego nie wziąłeś do serca tego ostrzeżenia, gdybyś bardziej uważał, nie zrobiłbyś tej niegodziwości wobec swojego Pana.

Łukasz po dokładnym zbadaniu i wysłuchaniu wielu świadków życia i działalności Pana Jezusa, do opisu zaparcia się Piotra dodał taką uwagę: „Wtedy Pan obrócił się i spojrzał na Piotra” (Łk 22:61). Ani jednego słowa reprymendy czy napomnienia, czegoś w rodzaju - „a nie mówiłem” - jedynie spojrzenie.

Spróbujmy siebie postawić w miejscu Chrystusa i zadać sobie pytanie, jak ja odnoszę się do kogoś, kto zgrzeszył wobec mnie? Najczęściej, kierując się dobrem upadłego grzesznika, wygłaszamy całe kazania, udzielamy napomnienia, cytujemy wersety z Biblii. Przecież mamy rację - usprawiedliwiamy swoje postępowanie wobec osoby, która popełniła jakąś nieprawość. Ba, nawet podbudowujemy swoją rolę "naprawiacza cudzych błędów" wersetami o konieczności napominania - „Tych, którzy grzeszą, publicznie upominaj, aby i pozostałych ogarnął lęk” (1 Tm 5:20).

Wszyscy jesteśmy uczniami Pana Jezusa. Zostaliśmy wezwani przez Chrystusa do naśladowania Go we wszystkim. Wiem, że są sytuacje, gdy musimy powiedzieć prawdę wobec kogoś, kto postępuje niewłaściwie, że musimy nazwać rzecz po imieniu. Nie, o tym jednak nie chcę teraz pisać, lecz o tym, że musimy nauczyć się przebaczać tak, jak potrafił to czynić jedynie Chrystus. Później apostoł Paweł napisze: Bądźcie jedni dla drugich łaskawi i miłosierni, przebaczając sobie nawzajem, tak jak i Bóg przebaczył wam w Chrystusie (Ef 4:32).

Dużo więcej można nieraz osiągnąć bez słów, niż przy ich pomocy, gdybyśmy nawet potrafili dobierać je jak najlepiej. Tan przykład, jaki zostawił nam Pan Jezus, jest najlepszym miernikiem tego, na ile obraz Syna Bożego został już w nas ukształtowany. Oczywiście, jest jeszcze jedna ważna uwaga - nie każde spojrzenie wyraża miłość, będącą podstawą przebaczenia. Nie sądzę, że Chrystus spojrzał na Piotra z takim gniewem, że ten aż zapłakał z przerażenia.

Dzięki temu co wydarzyło się na Golgocie, wszyscy możemy doświadczać przebaczenia, o jakim już dawno pisał Dawid w swoich psalmach, że Bóg nie postępuje z nami według naszych grzechów i nie odpłaca według naszej winy (Ps 103:10). Dlatego wierzę, że to szczególne spojrzenie Chrystusa wywołało głęboki żal w sercu Piotra, dzięki czemu mógł nadal stać wiernie przy swoim Panu i Jemu służyć aż po kres swego życia. Ten wierny sługa Jezusa Chrystusa w  swoim ostatnim zdaniu listu do rozproszonych wierzących napisał: Wzrastajcie też w łasce i poznaniu naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Jemu niech będzie chwała i teraz, i do dnia wieczności. Amen (2 Ptr 3:18).

Henryk Hukisz

Friday, March 4, 2016

Drugi po Bogu?

Są sytuacje, w których trudno pozostać obojętnym wobec tego, co dociera do naszych oczu czy uszu. Jesteśmy tak skonstruowani, że reagujemy na otaczające nas zjawiska zgodnie z wyznawanymi wartościami, szczególnie jeśli są one ugruntowane na biblijnym fundamencie.

Niedawno, po skomentowaniu twórczości pewnej grupy muzycznej, która wykonuje również utwory chrześcijańskie – bardzo cenione przez osoby głęboko wierzące ze względu na swoją treść – zostałem oskarżony o „osądzanie innych”. Zarzucono mi, że nie mam do tego prawa. A chodziło jedynie o zwrócenie uwagi na fakt, że dwoje członków zespołu jest znanych z aktywnego zaangażowania w ruch LGBTQ+. Nie jest to osądzanie człowieka, lecz stwierdzenie faktu dotyczącego jego publicznej działalności. Mój komentarz był naturalną reakcją na coraz częstsze zjawisko, w którym osoby żyjące w jawnej sprzeczności z Bożym Słowem wykorzystują treści biblijne, by zyskać popularność, zwłaszcza wśród chrześcijan.

Tytuł tej refleksji nawiązuje do piosenki, na którą przypadkowo trafiłem w serwisie YouTube. W teledysku osoba określająca siebie mianem „drugiej po Bogu”, odziana skąpo i wijąca się w rytm gitarowego jazgotu, wyraża swoje pragnienie bliskości z Bogiem. Pomijając stronę estetyczną tego występu, warto odnieść się do samego przesłania.

Wspomniane wyżej hasło „Drugi po Bogu” nie ma nic wspólnego z ruchem zapoczątkowanym w 2008 roku w Teksasie przez Normana Millera pod nazwą „I Am Second”. Osobiście uważam, że to hasło w potocznym użyciu ma wydźwięk negatywny: odnosi się do ludzi, którzy uważają się za „najlepszych z najlepszych”, którym brakuje tylko dorównania Bogu. Tak bywa określany np. lekarz, od którego decyzji zależy życie pacjenta, czy sportowcy, którzy chcą podkreślić swoją dominację w danej dziedzinie.

Twórca ruchu „I Am Second” – dziś już międzynarodowego – kierował się zgoła inną myślą: człowiek, który dotąd uważał się za niezastąpionego, powinien uznać wyższość Boga. Idea ta odwołuje się do biblijnej zasady zapisanej przez apostoła Pawła: „Nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie” (Fil 2,3). Istnieje nawet profil na Facebooku, gdzie artyści dzielą się świadectwami przemiany, jaka dokonała się w ich życiu, gdy zrozumieli, że Bóg musi być na pierwszym miejscu.

Wobec świętości i chwały Boga żaden człowiek – nawet ten najwyżej ceniony przez innych – nie może stawiać siebie na drugiej pozycji. Z prostego rachunku wynika bowiem, że wszyscy pozostali ludzie automatycznie staliby się „trzecimi”. Moim zdaniem jest to wyraz wynoszenia siebie ponad innych, co stoi w całkowitej sprzeczności z nauką Jezusa i apostoła Pawła.

Pan Jezus kiedyś wykorzystał podobną sytuację, gdy matka dwóch uczniów poprosiła Go o przyznanie jej synom drugiego miejsca obok Niego. Jej prośba („żeby ci dwaj synowie moi zasiedli jeden po prawicy, a drugi po lewicy twojej w Królestwie twoim” – Mt 20,21) wyrażała to samo pragnienie wyższości. Chrystus, który sam stał się sługą, odrzekł wówczas: „Ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym” (w. 27). Wskazał na własny przykład: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu” (w. 28).

Jeśli już mowa o rywalizacji, apostoł Paweł radzi nam coś innego: „Miłością braterską jedni drugich miłujcie, wyprzedzajcie się wzajemnie w okazywaniu szacunku” (Rz 12,10). Miłość na wzór Chrystusowy prowadzi do uniżenia i poświęcenia dla bliźniego. Apostoł Jan, zwany apostołem miłości, napisał: „Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci” (1 Jn 3,16).

Wracając do wspomnianego zwrotu, przypomniał mi się film, którego akcja rozgrywa się na okręcie podwodnym. Kapitan, nazywany zwyczajowo „pierwszym po Bogu”, bierze na siebie odpowiedzialność za tragiczną sytuację pod wodą. Mimo że oczyścił się z zarzutu winy, nie wraca już na okręt. Tytuł tego filmu to „Ostatni po Bogu”.

Jan Chrzciciel, któremu Bóg wyznaczył szczególną rolę wobec przyjścia Zbawiciela, gdy dowiedział się, że Chrystus ma więcej uczniów niż on, skomentował to krótko: „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym” (Jn 3,30).

To właściwy kierunek rozwoju dla dziecka Bożego. Niedawno usłyszałem, że dojrzewanie duchowe przebiega zupełnie inaczej niż naturalne. W tym procesie rozwija się w nas zdolność dostrzegania coraz większej różnicy między nami a świętym Bogiem. Im więcej czasu spędzamy w bliskiej społeczności z Ojcem, tym wyraźniej widzimy niedoskonałości, które w nas jeszcze drążą.

Apostoł Jan zauważył, że choć już jesteśmy dziećmi Bożymi, to „jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, gdyż ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 Jn 3,2). Pokornie czekajmy więc na ten moment, aż objawi się Chrystus, by w blasku Jego światłości zobaczyć, że to On uczynił nas podobnymi do Siebie.

Henryk Hukisz