Tuesday, August 30, 2022

Ratunek nie z tej Ziemi

Często media donoszą o nowych odkryciach śladów życia na innych planetach. Niedawno mieszkańcom Ziemi pokazano zdjęcie głębokiego kosmosu, jakie uzyskano dzięki najnowszemu teleskopowi Webbs'a. Zostały na nowo obudzone pragnienia zajrzenia dalej, niż umożliwiał to teleskop Hubble’a. Tylko - zadajemy sobie pytanie - „Po co?”  Widocznie ludziom na Ziemi brakuje już wiary, iż sami potrafią rozwiązać ziemskie problemy, jakie sami sobie zgotowaliśmy.

Jedno jest pewne i to już od tysięcy lat, że Stwórca wszechświata, zanim stworzył ten świat, jaki znamy, pomyślał o tym, w jaki sposób możemy otrzymać pomoc.

Bezpośrednio po tym, jak ludzkość wpakowała się w ogólnoświatowe kłopoty, Bóg oznajmił Swój plan w zdaniu: „Ustanawiam nieprzyjaźń między tobą a niewiastą i między twoim potomstwem a jej potomstwem. Ono zmiażdży twoją głowę, a ty zranisz je w piętę” (Rodz. 3:15). Te słowa usłyszał szatan, autor rebelii człowieka przeciw swojemu Stwórcy. Boży Syn, gdy zgodnie z tym planem, przybył na naszą Ziemię, powiedział do tych, którzy uwierzyli: „Zbliżcie się, błogosławieni Mojego Ojca, weźcie w posiadanie Królestwo, przygotowane wam od założenia świata” (Mat. 25:34). Boże Królestwo, jakie starał się przybliżyć mieszkańcom Ziemi Jezus Chrystus podczas swojego ziemskiego życia było już przygotowane, zanim powstał ten świat.

Dlatego apostoł Paweł napisał do tych, którzy uwierzyli w Chrystusa: „W Nim przecież wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy stanęli przed Nim w miłości, święci i nieskazitelni. Według postanowienia swojej woli przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa Chrystusa stali się Jego synami dla uwielbienia chwały Jego łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Efez. 1:4-6). Czy można stworzyć lepszy plan? Czy musimy szukać innych rozwiązań w pozaziemskich cywilizacjach?

Ten plan był przez wieki ukryty przed ludźmi, lecz gdy nastał właściwy czas, dzięki interwencji istot spoza naszej cywilizacji, wypełnił się co do joty. Przypomnijmy więc kilka momentów z realizacji Bożego pozaziemskiego planu uratowania człowieka.

Anioł Gabriel, ten sam, który kilkaset lat wcześniej wyjaśniał Danielowi zawiłości Bożego planu wydarzeń, jakie będą się działy na ziemi, pewnego dnia odwiedził dopiero co poślubioną Józefowi niewiastę o wdzięcznym imieniu Miriam. Wiadomość z jaką przyszedł Boży posłaniec, była nie z tej ziemi, gdyż dotyczyła zdarzenia, które wykraczało poza rzeczywistość tego świata. Brzmiała ona mniej więcej tak: „Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i urodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus (Łuk. 1:30,31). Naturalne, w tej niezwykłej chwili, było jedynie zdziwienie Marii, wyrażone w pytaniu: „Jak to się stanie, przecież nie znam mężczyzny?” (w. 34).

Muszę dokonać pewnego wyjaśnienia, jako że nasz przekład Biblii zmienia nieco treść proroczej zapowiedzi o tym cudownym poczęciu. Większość polskojęzycznych przekładów podaje, że ta zapowiedź dotyczy panny. W oryginale występuje tu słowo „παρθενον” [partenon], co znaczy „dziewica”. W tamtym czasie to słowo było równoznaczne z pojęciem "panna". Dziś mamy zupełnie inne skojarzenia na ten temat.

Dlaczego tak ważne jest uznanie prawdy o dziewiczym poczęciu Chrystusa? Słowo Boże, które jest jedyną prawdą, mówi nam, że wśród wszystkich ludzi na całej Ziemi, narodzonych w naturalny sposób, „nikt nie jest sprawiedliwy” (Rzym. 3:10), ponieważ „wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga” (Rzym. 3:23). A to znaczy, że cała ludzkość jest grzeszna. Nikt, dosłownie nikt na Ziemi nie byłby w stanie dokonać tego, co Bóg zamierzał uczynić, aby uratować nas i wyrwać z przekleństwa, w jakie wpadliśmy z powodu grzechu.

Nawet Dawid, powołany przez Boga do szczególnego zadania, napisał o sobie: „oto urodziłem się obciążony winą, moja matka poczęła mnie w grzechu” (Ps. 51:7). Tak więc wszyscy, którzy rodzą się w naturalny sposób są grzesznikami. Tu znów powrócę do zawiłości językowych starodawnej zapowiedzi, jaką przekazał prorok Izajasz. Gdy pisał do ludzi żyjących w duchowej ciemności, że zabłyśnie im pozaziemska światłość, prorok wyraził się bardzo precyzyjnie w zdaniu: „ponieważ narodziło się nam Dziecko,  Syn został nam dany” (Izaj. 9:5). Wydaje się, iż jest to zwykłe powtórzenie tej samej myśli. Bóg jednak wyraził w tym zdaniu wielką prawdę o tym, iż narodzi się Dziecko, jako naturalny człowiek, który równocześnie będzie Synem Bożym, pochodzącym spoza naszej planety. Narodzony z Marii dziewicy Boży Syn, istniał już przed swoim narodzeniem, gdyż jest odwiecznym Bogiem. Jedynie Jezus, spośród wszystkich narodzonych ludzi, istniał już przed swoimi narodzinami. Czyż to nie jest wspaniałym znakiem tego nieziemskiego planu?

Gdyby Syn Boży narodził się w naturalny sposób jak wszyscy na ziemi, miałby wspólną cechę wszystkich ludzi - byłby grzeszny. Wówczas ofiara zadośćuczynienia, jaką złożył za nasze grzechy, nie byłaby doskonała. Jezus jest odwiecznym Bogiem, jak zapisał nam to ewangelista Jan: „Na początku było Słowo, a Słowo było zwrócone ku Bogu i Bogiem było Słowo” (Jan 1:1). Kilka wierszy dalej znajdujemy wyjaśnienie, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas pełne łaski i prawdy. Ujrzeliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jednorodzonego od Ojca” (w. 14). Tak oto Bóg przybył do śmiertelnych ludzi w Osobie Syna Bożego.

Chrystus, by móc utożsamić się z naszym grzesznym losem, musiał przyjąć ciało, jakie każdy z nas posiada. W narodzie izraelskim znana była idea składania krwawych ofiar na odkupienie z grzechów. Wszystko, co działo się w tym narodzie, jest obrazem doskonałego dzieła odkupienia grzesznego rodzaju ludzkiego, jakie Bóg zaplanował jeszcze przed stworzeniem świata. Dlatego autor listu do Żydów, napisał o Chrystusie: „Nie chciałeś ofiary i daru, ale przygotowałeś Mi ciało” (Hebr. 10:5).

Chrystus powiedział o Sobie, że jest jedyną drogą do Ojca - „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (Jan 14:6). Odwołując się do obrazu starotestamentowych ofiar, jakie Żydzi każdego dnia składali w świątyni, możemy lepiej zrozumieć, iż Jezus stał się dla nas drogą w ciele, jakie przyjął, rodząc się z naturalnej niewiasty, jaką była Maria. Przy okazji warto wspomnieć, że nauczanie o "niepokalanym poczęciu Marii", podniesione do rangi dogmatu, jest pojęciem niebiblijnym. Jedynie Chrystus jest „drogą nową i żywą przez zasłonę, to jest przez swoje ciało” (Hebr. 10:20), jak czytamy również w tym liście, skierowanym do Izraelitów.

Narodziny Chrystusa były naturalne jak każde inne. Natomiast Jego poczęcie było już nadnaturalne. Anioł, który zwiastował Marii tę wielką prawdę, powiedział jej: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zakryje cię jak obłok, a Święty, który się narodzi, nazwany będzie Synem Boga” (Łuk. 1:35). Narodziny Chrystusa są świadectwem pozaziemskiej ingerencji Boga. Jezus Chrystus dał początek nowemu rodzajowi ludzi. W Swojej modlitwie do Ojca Chrystus odwołał się do tego odwiecznego planu w słowach: „Ojcze, chcę, aby ci, których Mi powierzyłeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby oglądali Moją chwałę, którą Mi dałeś, ponieważ umiłowałeś Mnie przed założeniem świata”(Jan 17:24).

W jaki sposób można stać się częścią nowego rodzaju ludzi? Pan Jezus wyjaśnił to w rozmowie z Nikodemem, bardzo religijnym człowiekiem, mówiąc dwukrotnie, że „jeśli się ktoś nie narodzi z góry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (Jan 3:3)Nikodem nie rozumiał tych słów, gdyż Jezus mówił o narodzinach z góry, nie o zwykłych ziemskich. Sprawcą tych narodzin jest Duch Święty, trzecia Osoba Trójcy Świętej. Podobnie jak to miało to miejsce podczas narodzin Syna Bożego, my również musimy narodzić się z góry, „nie z krwi ani z woli ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga” (Jan 3:13).

Dzisiaj ludzie na Ziemi wolą wydawać mnóstwo pieniędzy na szukanie obcych cywilizacji lub przynajmniej na jakieś ślady życia poza naszą planetą. Prawdą jest, że wszystko jest już przygotowane i to od samego początku życia na Ziemi. Być może ludzie szukają miejsca na innej planecie, aby uciec z Ziemi, którą czeka zagłada. Piotr napisał o tym również, że pewnego dnia życie na Ziemi skończy się, że „dzień Pana przyjdzie jak złodziej. Wówczas niebiosa z hukiem przeminą, żywioły zaś zostaną zniszczone w ogniu, i ziemia, i te dzieła, które na niej zostaną znalezione” (2 Ptr. 3:10).

Tak więc skoro uwierzyliśmy w Chrystusa i przyjęliśmy odwieczny Boży plan ratunku, możemy spokojnie oczekiwać na dzień Pana, gdy przyjdzie by zabrać nas do Siebie. Gwarancją jest zmartwychwstanie Chrystusa, który umarł na krzyżu nie za Swoje, lecz za nasze grzechy. Chrystus powstał z martwych, abyśmy razem z Nim powstali do nowego życia. Paweł zapisał tę prawdę słowami: „Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że i z Nim będziemy żyć, wiedząc, że Chrystus wskrzeszony z martwych już nie umiera i śmierć nad Nim nie panuje” (Rzym. 6:8,9).

Nasza przyszłość jest nie na Marsie, nie w gwiazdozbiorze Oriona lecz razem z Chrystusem, który powiedział: „przyjdę i zabiorę was do siebie, abyście tam, gdzie Ja jestem i wy byli” (Jan 14:3). Tak więc czeka nas podróż międzyplanetarna, nie wątpliwej jakości statkami Musk’a, czy NASA, lecz „na wezwanie Boga, na głos archanioła i dźwięk trąby, sam Pan zstąpi z nieba i najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie. Potem my, którzy pozostaniemy jeszcze przy życiu, razem z nimi zostaniemy porwani na obłokach, w powietrze, na spotkanie z Panem i odtąd już na zawsze będziemy z Panem” (1 Tes. 4:16,17).

Może ktoś się zapyta: „Czy ta podróż z Chrystusem w przestrzeń niebiańską dużo kosztuje?” Nie znam biura podróży, gdzie można wykupić bilet. Wiem jednak, że „Jeśli więc swoimi ustami wyznasz, że Panem jest Jezus, i uwierzysz w swoim sercu, że Bóg wskrzesił Go z martwych, będziesz zbawiony” (Rzym. 10:9).

To nic nie kosztuje, a z drugiej strony, musisz oddać wszystko, gdyż Jezus powiedział: Kto bowiem chce swoje życie zachować, utraci je, a kto utraci swoje życie z Mojego powodu, odnajdzie je (Mat. 16:25).

Henryk Hukisz

Tuesday, August 23, 2022

Od dzieciństwa znasz Pisma Święte

Krótka fraza tworząca tytuł jest dobrze znana czytelnikom Biblii, szczególnie Nowego Testamentu. Apostoł Paweł napisał pod koniec życia list do Tymoteusza, swojego syna w wierze, w którym udzielał pouczeń i wskazówek, jak dochować wierności Chrystusowi, oczekując na Jego powtórne przyjście.

Paweł podczas swojej drugiej podróży misyjnej, po pokonaniu Syrii i Cylicji, dotarł do Derbe i Listry. Szedł wraz z Sylasem, odwiedzając powstałe już zbory, umacniał w wierze uczniów Pańskich. Spotkał tam młodego ucznia o imieniu Tymoteusz, który był synem Żydówki, ojcem był Grek. Dom Tymoteusza, pomimo różnic w pochodzeniu rodziców, był domem wiary, którą przekazywano z pokolenia na pokolenie. Paweł we wspomnianym liście do Tymoteusza zwraca uwagę na tę istotną cechę, pisząc o nieobłudnej wierze, która najpierw stała się udziałem twojej babki Lois i twojej matki Eunike” (2 Tym. 1:5). Miało to z pewnością ogromny wpływ na życie Tymoteusza.

Takie domy tworzą prawdziwy kościół, który jest wspólnotą ludzi wiary. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu” (Heb. 11:5), pisał inny autor natchnionego Listu do Żydów. Dlatego uwierzenie w Boga, który dał Swego Syna, aby Jego ofiarą usprawiedliwić każdego, kto tego pragnie, jest kwestią podstawową w relacji z Bogiem. Tak było na początku, tak działo się przez wszystkie wieki, tak dzieje się również w naszym czasie. Wychowałem się w domu, w którym moi rodzice wierzyli w Boga, oraz starali się tę wiarę przekazać swoim dzieciom. Oni zachęcali nas do tego, aby poznawać treść Biblii i przyjmować ufnie to, co Bóg zawarł w Swoim Słowie. Gdy zrozumiałem, że Bóg odgrywa ważną rolę w życiu ludzi wierzących w Niego, postanowiłem osobiście Mu zaufać. Atmosfera domu, w którym praktycznie realizowane są słowa z Biblii, wywiera olbrzymi wpływ na życie wiary osób, które w nim przebywają.

Po ukończeniu studiów w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, które przygotowały mnie do lepszej służby w Bożym Królestwie, szukałem możliwości by praktycznie realizować powołanie do zwiastowania Ewangelii. Chciałem zacząć od najmłodszych, od dzieci, aby przybliżyć im Boga i Chrystusa, jako ich Pana i Zbawiciela. W lokalnym zborze w Poznaniu nie było dzieci w wieku szkolnym, więc rozglądałem się w najbliższej okolicy. Tak trafiłem do Bukowca, małej wioski leżącej na uboczu pomiędzy Czarnkowem i Trzcianką. Znajdował się tam niewielki zbór, który był kontynuatorem wspólnoty wierzących przybyłych z kresów wschodnich. Większość z nich stanowiła kiedyś zbór Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej w Kuźmiczach koło Nowogródka w obecnej Białorusi.

Gdy przybyłem pierwszy raz do Bukowca, poczułem się bardzo dobrze, gdyż wychowałem się wśród wierzących mówiących ze wschodnim akcentem. Z takiego domu wyniosłem wiarę i wiedziałem, że moim zadaniem jest wzbudzenie wiary w sercach dzieci, których rodzice również wierzą. Dodatkowym motywem, by pokonywać za każdym razem odległość 85. kilometrów, była możliwość dosiadania MZ-ki, motocykla o pojemności 250 ccm. Pojazd dopiero co nabyłem, więc sprawiało mi to dodatkową frajdę. Gorzej było zimą, gdy musiałem korzystać z PKS-u, o 6.00 rano z Poznania i powrót o 18.00 wieczorem.

Każdorazowo, gdy przyjeżdżałem pod drzwi domu modlitwy, dzieciaki w liczbie od 10. do 15. już czekały. Szczególnie chłopcy, aby choćby dotknąć ręką „stalowego rumaka”. Najważniejszą jednak kwestią była możliwość posłuchania historii biblijnych o Jozuem, Dawidzie, Danielu czy o Pawle i Piotrze. Starałem się zawsze doprowadzić do osobistej refleksji na temat tego, że Bóg daje ludziom możliwość wejścia na drogę osobistej relacji z Nim. Wiedziałem, że jeśli zaufają z całego serca Bożym obietnicom, to w przyszłości, jeśli nawet pobłądzą, to będą wiedzieli gdzie szukać pomocy. Najważniejszą rzeczą było zbudowanie fundamentu, do którego będą mogli się zawsze odnieść.

Minęło pół wieku, gdyż spotkania w ramach Szkółki Niedzielnej odbywały się na początku lat 70. Niedawno odbyła się uroczystość żałobna starszej już wiekiem osoby, która w przeszłości usługiwała w tym zborze. Spotkałem się więc z byłymi uczestnikami zajęć, o których właśnie piszę. Tak zrodził się pomysł, by spotkać się specjalnie w tym celu, aby wspomnieć czas nauki w Szkółce Niedzielnej przed półwieczem.

Teraz tamte dzieci mają swoje rodziny, dzieci, a nawet wnuki. Było więc co wspominać. Natomiast dla mnie szczególnie ważne było to, jak te dzieciaki poradziły sobie w życiu, które potrafi być trudne i niesprawiedliwe. Dlatego potrzebujemy silnej wiary, aby poradzić sobie z napotkanymi przeszkodami. Tak było na początku istnienia Kościoła Jezusa Chrystusa. Apostołowie odwiedzali nowo powstałe zbory i „umacniali dusze uczniów, zachęcali do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do Królestwa Boga” (Dz. 14:22). Paweł pisał również do Tymoteusza, że „wszyscy też, którzy zechcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani” (2 Tym. 3:12). Dlatego z uwagą wsłuchiwałem się w opowiadania poszczególnych osób o tym, jak Bóg ich prowadził przez różne „doliny cienia śmierci” (Ps. 23:4).

Przypomniałem sobie zdarzenie sprzed wielu lat, gdy byłem  Pastorem zboru w Poznaniu i przygotowywałem katechumenów do chrztu. Pojawił się wówczas młody człowiek, którego z trudem przypomniałem sobie, że uczestniczył w spotkaniach Szkółki Niedzielnej, o której piszę. Poprosił o możliwość przyjęcia chrztu i złożył świadectwo swego nawrócenia. Mówił o tym, jak uczył się o Jezusie na niedzielnych spotkaniach, które prowadziłem, lecz później pobudzony młodzieńczymi pokusami, zbłądził, popełnił przestępstwo, spędził kilka lat za kratkami. Miał wówczas sporo czasu, aby pomyśleć poważnie o życiu i wtedy przypomniał sobie słowa, jakie zostały zasiane w jego sercu przed laty. Mógł więc powrócić do tego fundamentu, na którym postanowił dalej budować swoje życie. Dlatego chciał praktycznie potwierdzić gotowość pójścia drogą Chrystusa i posłusznie dać się zanurzyć w wodzie, wyznając swoją wiarę.

Inne dorosłe już osoby mogły teraz potwierdzić, że dzięki wierze, jaką oparły na Bożym Słowie, przeszły przez uciski, jakich życie im nie szczędziło. Były choroby, trudności finansowe i wychowawcze, związane z zapewnieniem właściwej opieki swoim dzieciom. Dzięki posiadanej wierze, wzmocnionej przez wierzących domowników, łatwiej było dźwigać ciężar problemów, gdy ich dzieci wpadały w sidła narkomanii czy też innych uzależnień. Wówczas praktycznie wypełniały się słowa apostoła Jakuba, że „skuteczna jest wytrwała modlitwa sprawiedliwego” (Jak. 5:16).

Apostoł Paweł w liście do Tymoteusza, w którym przypomina jego wierzącą babcię i matkę oraz zapewnia, że od dziecka żyje w znajomości Słowa Bożego, dzięki temu może być pewien, że Pan go wyrwie „z każdej złej sytuacji i wybawi dla swojego Królestwa niebiańskiego. Jemu chwała na wieki wieków” (2 Tym. 4:18).

Takie właśnie świadectwa, składane przez wielu już dorosłych, wskazywały na to, że Pan jest wierny wobec tych, którzy Mu zaufali z całego serca. Dlatego warto jest poświęcić czas i uwagę, aby nauczać dzieci od samego początku ich życia, aby poznały, że jedynie słowa Pisma Świętego „mogą nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu dzięki wierze w Chrystusa Jezusa” (2 Tym. 3:15). Biblijne nauczanie dzieci w Szkółce Niedzielnej, wsparte przez wierzących rodziców, może stanowić niepodważalny fundament wiary, który ochroni je w późniejszym życiu przed wieloma upadkami i błędnymi decyzjami.

Henryk Hukisz

Wednesday, August 17, 2022

Śnięte chrześcijaństwo

Śnięte ryby śnią się po nocach. Co włączę telewizor, widzę całe stada ogromnych trucheł spływających w dół Odry. Przyznam, że ten obraz nie należy do przyjemnych, dlatego w obecnym czasie oszczędzam sobie oglądania wiadomości.

Ryba kojarzy się z chrześcijaństwem dzięki opisom starożytnych zwyczajów w „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Rysowany na piasku kształt ryby oznaczał, że ktoś jest naśladowcą Chrystusa. Słowo „ ἰχθύς” [ichthys] oznaczające rybę jest akrostychem, jaki da się utworzyć z pierwszych liter frazy „Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel”. Pierwsi uczniowie Pana Jezusa wywodzili się ze środowiska rybaków. Niektórych Pan powołał wprost podczas pracy z sieciami. Mało tego, Szymonowi, który otrzymał nowe imię Piotr, Chrystus powiedział: „Nie bój się, odtąd będziesz łowił ludzi” (Łuk. 5:10).

Jakie skojarzenia nam towarzyszą, gdy myślimy o współczesnym chrześcijaństwie, gdy próbujemy porównać je z opisem, jaki znajdujemy na stronicach naszej Biblii. Spróbujmy użyć obrazu ryby. Zdrowa płynąca wartko w górę strumienia kojarzy się ze zdrowym, pełnym życia chrześcijaństwem. Natomiast śnięta, płynąca z nurtem rzeki może świadczyć jedynie o braku prawdziwego życia z Bogiem.

Już jako mały chłopak często bawiłem się nad strumykiem, w którym pływały rybki, były nawet szczupaki lecz najczęściej w sieć wpadały zwykłe miętuski i cierniki. Niestety, to jest moje całe doświadczenie z rybami, bo do morza miałem daleko a z wędką nie zdążyłem się zaprzyjaźnić. Na rybach jednak znam się przynajmniej na tyle, że wiem jakie są smaczne. Nie ważne jak się nazywają, wiem jedno – mają być zdrowe za swego życia. Nie jadam śniętych ryb, chociaż można je zdobyć najłatwiej. Gdy mieszkałem w Stanach, wybrałem się pewnego razu z przyjacielem na ryby do Wisconsin, gdzie w określonej porze roku można było łowić łososie. Byłem zaskoczony ilością ogromnych ryb leżących w płytkiej wodzie rzeki. Sporo było już nieżywych, lecz nikt ich nie zbierał, chociaż można było napełnić nimi cały bagażnik – były śnięte.

Przypominam sobie czas studiów jak podczas uroczystości z jakiejś okazji mój kolega wygłosił okolicznościowe przemówienie. Mówił o tym, że w rwącym strumieniu rzeki, jedynie śnięte ryby płyną z prądem. Nie wiem dokładnie jaki był temat tego przemówienia, lecz porównanie chrześcijanina do ryby, wywołało później ostrą dyskusję. Chodziło o to, że my jako chrześcijanie jesteśmy zobowiązani, by płynąć pod prąd, a nie z prądem tego świata. Później okazało się, że niektórzy ze słuchaczy poczuli się obrażeni, gdyż ich życie nie odróżniało się zbytnio od tego, jak postępują ludzie niewierzący.

Jezus, zapytany przez Piłata o to, kim jest, powiedział: Moje Królestwo nie jest z tego świata” (Jan 18:36). Dlatego gdy modlił się o Swoich naśladowców, określił zdecydowanie, że oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata (Jan 17:16).

Chrystus mówił bardzo zdecydowanie o życiu, jakie czeka Jego naśladowców, On nie kazał im patrzeć przez różowe okulary na otoczenie, lecz odwrotnie, mówił o czekających ich prześladowaniach i odrzuceniu - Oto Ja posyłam was jak owce między wilki. Bądźcie więc czujni jak węże i łagodni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was bowiem wydawać sądom i biczować w swoich synagogach (Mat. 10:16,17).  Mówił dalej - Będziecie znienawidzeni przez wszystkich ze względu na Moje imię. Kto jednak wytrwa do końca, będzie ocalony (Mat. 10:22). Nawet w rodzinie nie będzie akceptacji dla tych, którzy zdecydowali się iść śladem Chrystusa, gdyż nieprzyjaciółmi człowieka będą jego domownicy (Mat. 10:36).

Jezus rozwiał jakiekolwiek myśli o życiu w sielankowym stylu mówiąc: Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem, aby przynieść pokój, ale miecz (Mat. 10:34). Dlatego później, gdy apostołowie kładli zręby pod nauczanie w chrześcijańskich zborach, wskazywali na to, jak będą traktowani przez innych, gdy zdecydują się na pobożne życie - I wszyscy też, którzy zechcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani (2 Tym. 3:12). Jakub, brat Pański napisał wyraźnie o naszym stosunku do tego świata - O, cudzołożnicy! Czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Ten więc, kto chciałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga (Jak. 4:4). Natomiast Jan, znany jako „apostoł miłości”, wyjaśniał dlaczego nasze postępowanie w miłości różni się zasadniczo od powszechnego zrozumienia, pisząc wprost: Nie miłujcie świata ani tego, co jest w świecie. Jeżeli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. To wszystko bowiem, co jest w świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz jest ze świata (1 Jan 2:15,16).

Wierzę głęboko, że są to prawdy zasadnicze, odnoszące się do naszego życia we współczesnym świecie. Nie piszę przecież niczego nowego, lecz za apostołem Janem powtarzam: Umiłowani, nie piszę wam nowego przykazania, ale przykazanie dawne, które mieliście od początku (1 Jan 2:7). A jest to pierwsze z przykazań, zgodnie ze zdaniem Chrystusa: Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest najważniejsze i pierwsze przykazanie (Mat. 22:37,38).

Nasze życie ma być świadome swego charakteru, gdyż wzoruje się na Chrystusie. Słowo „chrześcijanin” znaczy tyle, co „podobny do Chrystusa”. Skoro Pan nie jest z tego świata, my też do niego nie należymy. Skoro Pan miłował na pierwszym miejscu Swego Ojca, my też nie możemy postawić na pierwszym miejscu nic innego.

Czy prawdziwy chrześcijanin może wplątać się w to, czym zajmuje się ten świat? Jesteśmy przecież żołnierzami Chrystusa, a ten, kto służy w wojsku, nie wikła się w sprawy związane z utrzymaniem, aby się spodobać temu, kto go zwerbował (2 Tym. 2:4). Chrześcijanin bez względu na to, czy ma „rybkę” na swoim samochodzie, czy nie, musi wprawdzie jechać w tym samym kierunku z innymi użytkownikami drogi, gdyż tego wymaga bezpieczeństwo, lecz tak naprawdę, nawet jako kierowca, będzie prezentować inny kierunek zachowania, gdyż jest światłością Chrystusa i Jego solą.

Jedyny kierunek w życiu to pod prąd, wbrew wszystkiemu co robi ten świat, nawet jeśli to wygląda poprawnie w oczach większości. Nie muszę przecież przywoływać słów Chrystusa, który wyraźnie określił dokąd prowadzi szeroka droga, po której zdąża większość. Chyba, że ktoś jest śniętą rybą, to popłynie z prądem tego świata.

Henryk Hukisz

Wednesday, August 10, 2022

Koniec jest blisko

Nie ogłaszam żadnej daty końca świata, jedynie obserwując to, co dzieje się na naszych oczach, zaczynam rozumieć wołanie Oblubienicy: Przyjdź!” (Obj. 22:17).

Jeśli Kościół jeszcze słyszy głos Ducha, powinien głośno zawołać: Przyjdź!”. Zwróćmy uwagę na siedmiokrotne wezwania Pana Jezusa Chrystusa, skierowane do całego Kościoła: Ten, kto ma uszy, niech usłyszy, co Duch mówi do Kościołów” (Obj. 2:7, 11, 17, 29, 3:6,13,22).

Dni ostateczne, to nie jest czas, jaki ma dopiero nastać przed powrotem Pana Jezusa. Jak czytamy w Nowym Testamencie, pierwszego dnia Kościoła, gdy Pan wypełnił obietnicę zesłania Ducha Świętego, Piotr wyjaśnił, że stało się to, co Pan zapowiedział, że w ostatnich dniach, mówi Bóg, wyleję Mojego Ducha na wszelkie ciało ...” (Dz. 2:17). Natomiast autor Listu skierowanego głównie do Żydów pisze wyraźnie, że poprzednio, wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał do ojców przez proroków” (Hebr. 1:1). Natomiast teraz, w tych ostatnich dniach przemówił do nas przez Syna. Jego ustanowił dziedzicem wszystkiego, przez Niego też stworzył wszechświat” (Heb. 1:2)

Jednym ze znaków dni ostatecznych jest pojawienie się Antychrysta, który działa w postaci swego ducha. Ponieważ w tym czasie Bóg objawia Swoją mądrość i moc przez Ducha Świętego, diabeł, odwieczny Boży przeciwnik, naśladuje Boże działania. Zwróćmy uwagę, iż tak jak wielkie zbawienie Bóg zaś poświadczył je przez znaki, cuda, różne dzieła mocy i przez udzielanie Ducha Świętego według swojej woli” (Heb. 2:4). Diabeł natomiast na wszelki sposób stara się Boże znaki podrabiać. Dlatego Pan Jezus, mówiąc o wydarzeniach czasu ostatecznego, zapytany przez uczniów kiedy to nastąpi i co będzie znakiem Twojego przyjścia i końca świata?”, odpowiedział: Uważajcie, aby ktoś was nie zwiódł” (Mat. 24:4). Wówczas Chrystus, mówiąc o wielu znakach, zwrócił im uwagę na szczególny - Jeśli ktoś wam wtedy powie: Mesjasz jest tutaj; albo: Jest tam, nie wierzcie” (Mat. 24:23). Dlaczego?

Antychrystem jest ktoś, kto nie tylko jest przeciwko Chrystusowi, lecz Go udaje, imituje cechy prawdziwego Syna Bożego. Jezus, przewidując takie działania diabelskie, ostrzegał Swoich uczniów: Pojawią się bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i będą dokonywać wielkich znaków i cudów, żeby, o ile to możliwe, zwieść nawet wybranych” (Mat. 24:24). Później apostoł Jan, nawiązując do tego ostrzeżenia, przypomina Kościołowi pod koniec pierwszego wieku - Umiłowani, nie wierzcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, ponieważ wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie” (1 Jan 4:1). Widzimy więc, że już na samym początku działalności Kościoła, na tamtym świecie było już wielu fałszywych proroków i cudotwórców. W tym samym Liście Jan pisze: Dzieci, jest już ostatnia godzina i tak, jak słyszeliście, antychryst nadchodzi, a nawet wielu antychrystów już się pojawiło. Po tym właśnie poznajemy, że jest ostatnia godzina” (1 Jan 2:18).

Podobnie Jan pisze w swoim Drugim Liście, że na świat bowiem wyszło wielu zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele. Każdy z nich jest zwodzicielem i antychrystem” (2 Jan 7). Greckie słowo πλανοι” [planoi], przetłumaczone jako “zwodziciel”, znaczy - “ktoś, kto udaje inną osobę, aby oszukać”. To tak, jak złodziej pukający do naszych drzwi, występuje w ubraniu inkasenta albo nawet policjanta, aby zyskać nasze zaufanie. Niestety, wśród wierzących jest wielu naiwnych i nieświadomych takich diabelskich sztuczek i wpuszcza do swoich serc antychrystów. O tym pisze też apostoł Paweł, opierając się na objawieniu Ducha Świętego, który wyraźnie mówi, że w czasach ostatecznych niektórzy odejdą od wiary, dając posłuch zwodniczym duchom i naukom demonów, zwodzeni przez kłamców, którzy pozwolili wypalić własne sumienie” (1 Tym. 4:1,2).

Apostoł Jan, w trosce o duchowe zdrowie dzieci Bożych, zachęcał, aby trwali w prawdzie, prosząc: Uważajcie, abyście nie utracili tego, co wypracowaliście, ale żebyście otrzymali pełną zapłatę” (2 Jan 8). Dlatego Jan pisze otwarcie, na co ja też próbuję zwracać uwagę w moim nauczaniu - Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, to nie przyjmujcie go do domu i go nie pozdrawiajcie. Ten bowiem, kto go pozdrawia, uczestniczy w jego złych czynach.” (2 Jan 10,11). Dziś niekoniecznie taki antychryst dosłownie puka do naszych drzwi, lecz sami go wpuszczamy przez łącza internetowe. Algorytm Googli nie działa pod inspiracją Ducha Świętego, na co nabiera się wielu nawet spośród pastorów i nauczycieli. 

Proszę, pokażcie mi zbór, w którym ostrzega się przed fałszywymi nauczycielami i zwodzicielami. W dobie powszechnego poszanowania dla wszystkich i wszystkiego nie szanuje się prawdy Bożej, która wymaga od nas zdecydowanej postawy odrzucenia tego, co nie jest prawdą. Paweł określił taki stan słowami: Nadejdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie będą znosić, ale według własnych pożądań będą sami sobie dobierać nauczycieli, którzy wyjdą naprzeciw ich oczekiwaniom. I odwrócą się od słuchania prawdy, a zwrócą się do baśni” (2 Tym. 4:3,4). Dziś ludzie zdrowej nauki wprost nie cierpią.

W czasach ostatecznych milczenie i ciche przyzwolenie na nieprawdę niszczy kościoły. Jednym z zapomnianych tematów wielu kaznodziejów są ostrzeżenia skierowane do Kościoła przez Pana Jezusa. Dziś w zborach nie ma otwartych uszu na głos Ducha Świętego. Jest oczywiście wiele znaków i proroctw, ale nikt nie sprawdza, kto jest ich autorem. Duch antychrysta swobodnie działa używając wielu kazalnic; wierni dają się z łatwością zwodzić, gdyż są żądni cudów, nieważne jakich, byle były.

Czas ostateczny, który rozpoczął się w Dniu Pięćdziesiątnicy, pewnego dnia będzie miał swój koniec. Nastanie “koniec końca” czasów Bożego działania poprzez Kościół, który jest prawdziwym Ciałem Chrystusa. Ten “koniec końca”, jak pisał Paweł - Nie nastanie to bowiem dopóki nie przyjdzie odstępstwo i nie pojawi się człowiek nieprawości, syn zatracenia. On jest przeciwnikiem i wynosi się ponad wszystko, co dotyczy Boga lub Jego czci. Zasiądzie nawet w świątyni Boga, przedstawiając siebie samego jako Boga” (2 Tes. 2:3,4). To ostateczne wydarzenie nie powinno być zaskoczeniem dla czuwającego Kościoła. Biblia dość wyraźnie maluje nam ten obraz. Mamy przecież Księgę Objawienia Jezusa Chrystusa i wiele innych słów ostrzeżenia o nadchodzącym odstępstwie. Paweł dość jasno przedstawia nam znaki, które bezbłędnie wskazują na ostateczny stan kościoła: Przyjście zaś Nieprawego jest działaniem szatana – z całą mocą wśród znaków i fałszywych cudów, wśród całego zwodzenia nieprawości – wobec tych, którzy dają się wygubić, ponieważ nie przyjęli prawdy miłości, by zostali zbawieni” (2 Tes. 2:9,10).

Dlatego uważam, że zadaniem Kościoła, jego kompetentnych nauczycieli powinno być wskazywanie na te znaki, aby powierzoną im Bożą trzodę mogli chronić przed zwiedzeniem. Można raczej obserwować jak współcześni liderzy są zafascynowani wprowadzaniem do kościołów metod zarządzania korporacjami, stosując zasady manipulacji tłumem, aby osiągać doczesne efekty statystyczne.

Koniec jest już chyba bliski. Dlatego wołam wraz z Oblubienicą: “Przyjdź Panie Jezus!”

Henryk Hukisz

 

Thursday, August 4, 2022

Granice nagości

 Kiedy żar leje się z nieba i kolejne prognozy przewidują temperaturę powyżej 30 stopni Celsjusza, to myślimy o lekkim ubiorze, aby lepiej znosić wysokie temperatury. Na plaży, w miejscach prywatnych tolerowane są stroje skromne, lecz z zachowaniem pewnej granicy przyzwoitości. Coraz częściej jednak spotykamy się z dość dowolnym traktowaniem znaczenia tej granicy, gdyż to, co dla jednych stanowi niestosowność w miejscu publicznym, dla innych nie ma znaczenia.

Myślę, że od zarania ludzkości, gdy „homo sapiens” przywdziewa się w jakieś szaty, istnieje spór o granice przyzwoitości w ubieraniu się. Nowe trendy mody często te granice przekraczają a ludzie oswajając się z modą, nie zwracają uwagi na to, co kilka pokoleń wstecz było niedopuszczalne. Dlatego na widok awangardowych ubiorów młodego pokolenia słychać nieraz uwagi płynące od przedstawicieli starszych pokoleń: „Wstydu nie mają”.

Wstyd i nagość idą ze sobą w parze od pradawnych czasów. Już w momencie pojawienia się grzechu, Adam i Ewa zobaczyli coś, co wcześniej nie dawało poczucia wstydu – nagle zobaczyli że są nadzy. Bóg, ich Stwórca, wyposażył ich w sumienie, dlatego wtedy otworzyły się obojgu oczy i spostrzegli, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski (Rodz. 3:7). Tak więc nauka biblijna na temat nagości łączy ją ze wstydem i wskazuje na konieczność jej przykrycia. Bóg swoją decyzją ten stan przypieczętował – PAN Bóg zrobił ubranie ze skóry dla Adama i dla jego żony i odział ich (w. 21). Od tego momentu, aż po kres dziejów ludzkości, gdy osiągniemy wieczną doskonałość, obowiązuje nas przywdziewanie ubiorów. Prawdą jest, że człowiek rodzi się nagi i odchodzi z tego życia podobnie, co szczerze wyznał Hiob: Nagi wyszedłem z wnętrza mej matki i nagi tam powrócę. PAN dał i PAN wziął. Niech imię PANA będzie błogosławione (Hio. 1:21). Dlatego pomiędzy tymi dwoma momentami, człowiek ubiera się przyzwoicie.

Za dni Noego miało miejsce grzeszne podglądanie i to własnego ojca. Mało tego, Cham nie tylko podglądał nagość swego ojca, lecz niezwłocznie podzielił się swoją obserwacją z dwoma braćmi, którzy zareagowali odmiennie, bo przykryli nagość ojca szatą, zgodnie z przekazem, jaki zachował się pomimo potopu, że nagość kojarzy się z grzechem. Z biblijnego opisu dowiadujemy się, że zupełnie odmiennie została osądzona postawa synów przez ich ojca, gdy już wytrzeźwiał. Cham, (w naszej pisowni już samo imię mówi za siebie), poniósł srogie konsekwencje tego czynu, gdyż został pozbawiony ojcowskiego błogosławieństwa na całe swe życie a jego potomkowie służyli Semowi – Błogosławiony niech będzie PAN, Bóg Sema, a Kanaan niech będzie jego sługą (Rodz. 9:26).  

W Biblii czytamy o nagości zawsze w kontekście jakiejś nieprawidłowości. Prorocy wzywający do pokuty w imieniu Boga przekonywali naród o jego grzechach. Często posługiwali się obrazami, które miały unaocznić odstępstwo od Boga. Dlatego czytamy o przypadkach, gdy prorocy występowali nago dla podkreślenia prawdy, jaką przekazywali w imieniu Boga. Prorok Ozeasz na polecenie Boga ożenił się z prostytutką, lecz ten czyn nie usprawiedliwiał niemoralności. To nie znaczy, że możemy pochwalać nagość lub nierząd, ponieważ Boży mężowie tak musieli postąpić. Król Saul, gdy znalazł się wśród proroków, też zrzucił swoje odzienie, lecz nie pomogło mu to w schwytaniu Dawida, którego nienawidził z zazdrości o popularność.

W czasach Jezusa, gdy podczas Jego pojmania uczniowie uciekali w popłochu, wówczas jeden z nich, prawdopodobnie Jan, uciekł nago, gdyż pochwycono go za prześcieradło, jakim był przykryty. Natomiast później, gdy Pan Jezus spotkał uczniów po Swoim zmartwychwstaniu, zastał Piotra w łodzi bez odzienia. Ten pokorny uczeń na widok Pana „przepasał się szatą, był bowiem nagi, i rzucił się w morze” (Jan 21:7). Z pewnością łatwiej byłoby płynąć bez odzienia.

Natomiast w czasach apostolskich spotykamy się również z przypadkiem nagości. W Efezie, gdy ludzie widzieli niezwykłe cuda, jakie Bóg czynił przez ręce Pawła, zaklinacze żydowscy próbowali naśladować apostoła. Gdy zabrali się do wypędzania złego ducha z opętanego, ten rzucił się na nich, tak że „nadzy i poranieni uciekli z tego domu” (Dz. 19:16).

Nagość kojarzy się z grzechem, dlatego grzeszność często jest zobrazowana jako nagość. Pan Jezus w Swoim ostatnim liście do zboru w Laodycei, w którym uważano, że posiadawszystko, udzielił radyabyś się ubrał i aby nie ujawniła się hańba twojej nagości, oraz maść dla namaszczenia swoich oczu, abyś widział” (Obj. 3:17).

Niestety, coraz częściej można spotkać wśród chrześcijan osoby, które odsądzają od czci i szczerej wiary tych, którzy nie pochwalają nagości w miejscach publicznych. Osobiście siebie nie zaliczam do grona faryzeuszy, „których w kościołach na pęczki”, jak napisał w komentarzu jeden z obrońców golizny wśród chrześcijan. Staram się jedynie zachować zdrowe spojrzenie na kwestię coraz powszechniejszej nagości demonstrowanej w miejscach publicznych. Nie znam innej podstawy, oprócz Biblii, która stanowi właściwe źródło kształtowania opinii na ten temat. Uważam, że dla człowieka wierzącego ona powinna stanowić jedyne źródło poznania i oceny każdej sytuacji, z jaką się spotykamy.

Niepokoi mnie fakt, że w czasach coraz popularniejszej golizny w miejscach publicznych, pastorzy, zamiast popularyzować biblijną narrację na ten temat, przyłączają się do chóru piewców tego zepsucia moralnego. Spotkałem się kiedyś z wpisem na blogu pastora jednego z większych zborów, w którym zachęcał do korzystania z publicznej sauny. Temat wpisu „Goło i wesoło” znajdował się na internetowej stronie zboru obok zaproszenia do odwiedzania nabożeństw. Wyglądało to tak, jak gdyby w tym zborze urządzano spotkania w saunie w strojach „Adama i Ewy”. Uderzył mnie argument, jakim pastor bronił prawa do udziału w nagiej sesji zdrowotnej w saunie – No cóż, grzech nieczystych myśli czy nieczystego spojrzenia nie tyle zależy od tego, kto koło kogo siedzi, ale co siedzi w kim”. Powołanie się na werset - Dla czystych wszystko jest czyste! Dla nieczystych zaś i niewierzących nie ma nic czystego, bo ich umysł i sumienie są nieczyste (Tyt. 1:15), jest co najmniej niestosowne. Zostawię to bez komentarza.  

Przypominam sobie w związku z tym tematem to, o czym pisał Dawid Wilkerson w swojej książce „The Vision”, przewidując zmiany w moralności ludzi, jakie pojawią się na świecie w niedługim czasie. Dzisiaj w pełni lata, gdy temperatura utrzymuje się powyżej 30 stopni Celsjusza, na ulicach panuje powszechna prawie nagość. Niestety, coraz częściej już nie tylko na ulicach, lecz na nabożeństwach pojawia się coraz więcej ludzi ubranych tak, jak gdyby przyszli na plażę. Może nie zawsze pełna nagość, lecz naśladowanie modnych podartych spodni, które odsłaniają coraz więcej ciała, przez osoby prowadzące uwielbienie, powinno skłonić przywódców do zadania sobie pytania o granice przyzwoitości.

Nie chcę się powtarzać w tej sprawie, gdyż już pisałem o tym dość dawno, jak powinniśmy ubierać się w kościele (Granice luzu w kościele). Piszę jedynie dlatego, że ludzie wierzący, którzy tworzą Kościół, zostali powołani „na świętych wraz ze wszystkimi” (1 Kor. 1:2) w tym celu, aby składali świadectwo o wykupieniu z grzechów. Dlatego nawet to, jak się ubierają, powinno być wyraźnym świadectwem, jak pisał apostoł Paweł do wierzących i uświęconych w Efezie: abyście już nie postępowali tak, jak poganie w ich próżnym myśleniu. Ciemności ogarnęły ich rozum, a życie Boże stało się dla nich czymś odległym z powodu panującej w nich niewiedzy, na skutek zatwardziałości ich serca. Ponieważ stali się nieczuli, oddali się rozpuście, aby bez żadnych oporów postępować bezwstydnie” (Ef. 4:17-19). Biblia wskazuje nam na nieprzekraczalną granicę oddzielającą tych, co wierzą w Boga i stali się uczestnikami Ciała Chrystusa na ziemi od reszty świata pogrążonego w bezwstydnym postępowaniu.

Henryk Hukisz