Thursday, May 30, 2019

Życie godne pożałowania

Szukamy w kalendarzu kolejnego święta, kolejnej biblijnej pamiątki jakiegoś wielkiego wydarzenia, aby skupić się na wspomnieniach. Być może w naszej pamięci mamy jeszcze wspomnienia wielkanocne. Za parę tygodni obchodzić będziemy Pamiątkę Zesłania Ducha Świętego. Później będą wakacje, a następnie będzie okazja do wyrażenia wdzięczności w czasie Dnia Dziękczynienia, no i znów Adwent i radosna Pamiątka Narodzin Chrystusa. I tak ro za rokiem.

Lecz czy na tym ma polegać nasze życie. Nasze nowe życie, jakiego staliśmy się uczestnikami dzięki mocy zmartwychwstania naszego Pana, Jezusa Chrystusa?

Zmartwychwstanie Chrystusa wprowadziło tak wielką zmianę w naszym życiu, przynajmniej, tak powinno być, że wszystko powinno być inne, nowe, pełne życia i zaangażowania w sprawy Królestwa Bożego. Apostoł Paweł, który osobiście doświadczył tej wielkiej mocy przemieniającej życie, zachęcał w swoich listach wierzących, aby, „tak jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, prowadzili nowe życie” (Rzym. 6:4). Paweł dalej wyjaśnia, że „nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, żeby zostało zniszczone grzeszne ciało, tak abyśmy już nie służyli grzechowi” (w. 6).

Lecz tak na prawdę, prawda o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, to coś więcej, niż tylko zdolność do nowego życia, wolnego od grzechu. Paweł, w najważniejszym fragmencie swoich listów na temat zmartwychwstania, napisał, że „jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy bardziej niż wszyscy ludzie godni pożałowania” (1 Kor. 15:19).

O co więc chodzi z tym zmartwychwstaniem? Na czym polega cała prawda o tym nadzwyczajnym wydarzeniu i jaka jest nasza nadzieja, oparta na nim?

Lubię czytać różne przekłady Biblii. Ostatnio zajrzałem do tzw. parafrazy tekstu, do Biblii, która nazywa się „Message”. Znalazłem tam wyjaśnienie apostoła Pawła na temat zmartwychwstania, zapisane w tym szczególnym rozdziale, czyli 1 Koryntian 15. Oto własne tłumaczenie wersetów 35 - 58.

Niektórzy sceptycy z pewnością zapytają: „Pokaż mi, jak działa zmartwychwstanie. Przedstaw mi jego plan; Pokaż na wykresie. Jak wygląda to „ciała zmartwychwstanie”? Jeśli przyjrzysz się temu pytaniu z bliska, zdasz sobie sprawę, że to jest głupie. Nie ma żadnych wykresów dla tego rodzaju rzeczy. Mamy podobne zjawisko w ogrodnictwie. Zasadzasz „martwe” ziarno; wkrótce jest kwitnąca roślina. Nie ma obrazowego podobieństwa między ziarnem a rośliną. Nie można zgadnąć, jak wyglądałby pomidor patrząc na nasiona pomidora. To, co sadzimy do gleby i co z niej wyrasta, nie wygląda tak samo. Martwe ciało, które grzebiemy w ziemi i ciała zmartwychwstanie, które z niego pochodzi, będzie dramatycznie inne.

Zauważ, że różnorodność ciał jest oszałamiająca. Tak jak istnieją różne rodzaje nasion, istnieją różne rodzaje ciał - ludzie, zwierzęta, ptaki, ryby - każde bezprecedensowe w swojej formie. Dostrzegasz różnorodność chwały zmartwychwstania, patrząc na różnorodność ciał nie tylko na ziemi, ale także na niebie - słońce, księżyc, gwiazdy - wszystkie rodzaje piękna i jasności. Gdy tylko patrzymy na „nasiona” sprzed zmartwychwstania - któż może sobie wyobrazić, jak będą wyglądały „rośliny” zmartwychwstania?

Ten obraz zasiania martwego ziarna i powstania żywej rośliny jest w najlepszym razie tylko szkicem, ale być może pomoże zbliż się do tajemnicy zmartwychwstania ciała - ale tylko wtedy, gdy pamiętamy o tym, że gdy powstajemy, powstajemy już na dobre, żywi na zawsze! Trup, który jest zasiany, nie jest pięknem, ale kiedy powstaje, jest chwalebny. Do ziemi włożony jest słaby, powstaje potężny. Zasiane ziarno jest naturalne; to co wyrasta z ziarna jest nadprzyrodzone - to samo nasienie, to samo ciało, ale cóż za różnica. Jeśli chodzi o śmierć fizyczną, powstaje się w duchowej nieśmiertelności!

Obserwujemy ten obraz w Piśmie Świętym: Pierwszy Adam otrzymał życie, Ostatni Adam jest Duchem, który daje życie. Najpierw przychodzi życie fizyczne, potem duchowe - mocna podstawa ukształtowana z ziemi, ostateczne zakończenie pochodzi z nieba. Pierwszy Człowiek został stworzony z ziemi, i ludzie od tego czasu są ziemscy; Drugi Człowiek został stworzony z nieba, i teraz ludzie mogą być niebiańscy. W ten sam sposób, jak wyszliśmy z naszych ziemskich korzeni, osiągamy nasze niebiańskie cele.

Muszę podkreślić, przyjaciele, że nasze naturalne, ziemskie życie nie prowadzi nas z natury do Królestwa Bożego. Jego „naturą” jest śmierć, więc czy „naturalni” mogą skończyć w Królestwie Życia?

Pozwólcie, że powiem wam coś cudownego, tajemnicę, której prawdopodobnie nigdy w pełni nie zrozumiem. Nie wszyscy umrzemy - ale wszyscy będziemy przemienieni. Jedno mrugnięcie oka, ostatni dźwięk trąby, i kiedy spojrzysz w górę - to już koniec. Na sygnał tej trąby z nieba, umarli powstaną ze swoich grobów, znajdą się poza zasięgiem śmierci, aby już nigdy nie umrzeć. W tym samym momencie i w ten sam sposób wszyscy będziemy przemienieni. W planie zmartwychwstania to wszystko musi się wydarzyć: co łatwo się psuje, zostanie zamienione na niezniszczalne, śmiertelne zastąpione nieśmiertelnym. Wtedy się spełni powiedzenie:

Śmierć pochłonięta przez tryumfalne życie!
Kto ma ostatnie słowo, och, Śmierć?
Och, Śmierć, kto się ciebie teraz boi?

To grzech uczynił śmierć tak przerażającą i winną prawu, które dało moc grzechowi, jej niszczycielską siłę. Ale teraz, w jednym zwycięskim akcie Życia, wszystkie trzy - grzech, kara, śmierć - zniknęły; to jest dar naszego Mistrza, Jezusa Chrystusa. Dzięki Bogu!

Mając na uwadze to wszystko co nas czeka, moi drodzy, drodzy przyjaciele, stójcie mocno. I nie cofajcie się. Zaangażujcie się w dzieło Mistrza, przekonani, że nic, co dla Niego robicie, nie jest stratą czasu ani wysiłku.(1 Koryntian 15: 35-58 [Message])

Apostoł Paweł osobiście przykładał wielką uwagę do obietnicy życia wiecznego. W innym liście, napisanym z więzienia w Rzymie, pisanym do wierzących w Filippi, oświadczył, że skoro Chrystus jest jego życiem, to „nie wiem, co wybrać: chciałbym umrzeć i być z Chrystusem, bo to znacznie lepsze”. Dalej zastanawia się, „pozostać zaś w ciele jest bardziej potrzebne ze względu na was” (Fil. 1:22-24)

Dlatego później pisze wyraźnie, że jego ostatecznym celem jest obietnica przemiany ziemskiego ciała w chwalebną rzeczywistość, jaka staje się możliwa dzięki mocy zmartwychwstania Pana Jezusa. Oto jego wyjaśnienie, na czym polega nowe życie:

Nie mówię, że już wszystko osiągnąłem, że już skończyłem. Ale jestem na dobrej drodze, chwytając się Chrystusa, który tak cudownie uchwycił mnie. Przyjaciele, nie zrozumcie mnie źle: w żadnym razie nie uważam się za eksperta w tym wszystkim, ale spoglądam na cel, do którego Bóg nadal nas wzywa - na Jezusa. Na to się zdecydowałem i nie cofam się.

Więc skupmy się na tym celu, ci z nas, którzy chcą tego wszystkiego, co Bóg ma dla nas. Jeśli ktokolwiek z was ma coś innego na myśli, mniej niż pełne zaangażowanie, Bóg da wam wyraźną wizję - z pewnością to zobaczycie! Teraz, kiedy jesteśmy na właściwej drodze, pozostańmy przy tym. 

Trzymajcie się mnie, przyjaciele. Obserwujcie tych, którzy mnie naśladują, zmierzając do tego samego celu. Jest wielu, którzy wybierają inne cele i starają się, abyście za nimi poszli. Wielokrotnie was o nich ostrzegałem; niestety muszę to powtórzyć. Wszystko, czego chcą, to łatwa droga. Nienawidzą Krzyża Chrystusa. Ale łatwa droga, to ślepa uliczka. Ci, którzy tam się znajdują, czynią swoje brzuchy swoimi bogami; sami siebie chwalą; wszystko, o czym myślą, to własne apetyty.

Ale życie znaczy dużo więcej. Jesteśmy obywatelami nieba w górze! Czekamy na przybycie Zbawiciela, Mistrza, Jezusa Chrystusa, który przemieni nasze ziemskie ciała w chwalebne ciała, jak jego własne. On uczyni nas pięknymi i spełnionymi dzięki tej samej potężnej mocy, dzięki której wszystko dzieje się tak, jak powinno, dla Niego i wokół Niego.(Filipian 12 - 21 [Message])

Warto o tym pamiętać, szczególnie, gdy współcześni nauczyciele i przywódcy tak bardzo skupiają uwagę na doczesności. Bo po co i w jaki celu buduje się wspaniałości doczesnego życia, rewitalizuje się szarzyznę, aby żyć w radosnych podskokach. Nikt nikomu nie życzy więzienia i prześladowań, jakie musieli doświadczać nasi poprzednicy w początkowym okresie Kościoła.

Ale skoro chcemy doświadczać takich samych sukcesów, jak Paweł, Piotr, Jakub, Tymoteusz i inni, to może powinniśmy również przejść taką samą drogę, jak oni. Prawdziwa wiara, to nie ta, której uczymy się na konferencjach w luksusowych warunkach lokalowych, lecz taka, która „wystawiona na próbę, okazała się cenniejsza od zniszczalnego złota, wypróbowanego w ogniu”, która doprowadzi nas do „chwały i czci przy objawieniu się Jezusa Chrystusa” (1 Ptr. 1:7).

Pamiętajmy, że celem naszej wiary jest zbawienie duszy, połączone z przemianą skażonego życia i ciała, w nieskażone nowe ciało, na wzór, tego, jakie otrzymał Chrystus po zmartwychwstaniu. Obyśmy nie okazali się być ludźmi „najbardziej pożałowania godnych”.

Henryk Hukisz

Thursday, May 23, 2019

Laska Aarona

Niedawno, w pewną niedzielę, tuż po wygłoszeniu kazania w jednym z poznańskich zborów, usiadłem zmęczony przy biurku. Dzięki internetowi przeniosłem się na nabożeństwo w centrum Nowego Jorku – do miejsca, które bardzo cenię. Carter Conlon, kontynuator dzieła Dawida Wilkersona, właśnie rozpoczynał zwiastowanie Słowa Bożego. Zanim jednak przeczytał tekst biblijny, zaintonował „Happy Birthday” dla jednego ze starszych kościoła, który obchodził właśnie 85. urodziny. Jubilat, siedząc pośród innych liderów, skromnie wstał, podczas gdy wypełniona po brzegi sala przyłączyła się do życzeń.

Zaledwie kilka tygodni temu pisałem o zgoła odmiennym, a dość powszechnym u nas zjawisku – odsyłaniu 70-letniego pastora na margines życia zborowego (tekst pt. „Przerwana sztafeta”). Zestawienie tych dwóch obrazów wywołało w moim sercu refleksję, którą pragnę się teraz podzielić.

Postać Aarona i fundament powołania

Aaron to jedna z kluczowych postaci biblijnych. Był towarzyszem Mojżesza przez całą wędrówkę Izraela. Gdy Bóg powoływał Mojżesza, a ten wymawiał się „ciężką mową i niezdarnym językiem”, Pan odpowiedział: „Czy nie masz brata swego, Aarona, Lewity? Wiem, że on potrafi dobrze mówić. Właśnie wyruszył ci na spotkanie i uraduje się w sercu, gdy cię ujrzy” (Wj 4,14). W ten sposób poznajemy moment powołania tego męża na niezwykle odpowiedzialny urząd. Z czasem Aaron został kapłanem i protoplastą wszystkich pośredników między narodem a Bogiem. Zgodnie z Bożym ustanowieniem nikt poza jego potomkami nie mógł stawać przy ołtarzu Pańskim.

Imię Aarona pojawia się w Biblii aż 334 razy. Śledząc losy tego Bożego sługi, możemy zrozumieć istotę powołania. To cenna lekcja – choć żyjemy w zupełnie innych czasach, zasady trwania w wierności zadaniom powierzonym przez Pana pozostają niezmienne.

Ludzka słabość i Boża wierność

Aaron był – podobnie jak prorok Eliasz – „człowiekiem podległym takim samym uczuciom jak my” (Jk 5,17). Mimo upływu tysiącleci widzimy, że Bóg pozostaje wierny swoim obietnicom, gdyż „nieodwołalne są dary i powołanie Boże” (Rz 11,29). Ten sługa Boży odegrał kluczową rolę podczas wyjścia z Egiptu, lojalnie trwając u boku brata. To, co spotykało Mojżesza ze strony narodu, dotykało również Aarona: „całe zgromadzenie Izraelitów zaczęło szemrać na pustyni przeciw Mojżeszowi i Aaronowi” (Wj 16,2). Jednak ich zdecydowana postawa sprawiła, że Bóg uczynił kolejny cud, zapowiadając: „Oto spuszczę wam chleb z nieba jak deszcz. Lud będzie wychodził i zbierał codziennie porcję na dany dzień, abym go wystawił na próbę, czy postępuje według mojego Prawa, czy nie” (Wj 16,4). Dalej czytamy, że gdy „Aaron przemawiał do całej społeczności Izraelitów, spojrzeli ku pustyni i wtedy w obłoku ukazała się chwała Pana” (Wj 16,10).

Skoro jednak Aaron był człowiekiem takim jak my, nie omijały go porażki. Gdy Mojżesz przebywał na górze Synaj, odbierając Dekalog, niecierpliwy naród zaczął naciskać na Aarona: „Uczyń nam bogów, którzy by szli przed nami, bo nie wiemy, co się stało z tym Mojżeszem, który nas wyprowadził z Egiptu” (Wj 32,1). Aaron uległ i postąpił niegodziwie – kazał przynieść klejnoty i sporządził z nich posąg złotego cielca. Był to „wielki grzech”, który sprowadził na ludzi. Naród zapłacił wysoką cenę za brak zaufania – owego dnia zginęło około trzech tysięcy mężczyzn.

Inne bolesne wydarzenie dotyczyło jego synów, Nadaba i Abihu, którzy złożyli przed Panem „obcy ogień”, sprzeczny z Bożym nakazem (Kpł 10,1-2). Aaron usłyszał wtedy od Mojżesza słowa, które i my powinniśmy wziąć do serca: „Przez tych, którzy są blisko Mnie, ukażę moją świętość i przed całym ludem objawię moją chwałę. I Aaron zamilkł” (Kpł 10,3).

Skarb w glinianych naczyniach

Mimo tych upadków, słowa apostoła Pawła pozostają aktualne: „jeśli my jesteśmy niewierni, On pozostaje wierny, bo samego siebie zaprzeć się nie może” (2 Tm 2,13). Bóg wie doskonale, z jakiej gliny jesteśmy ulepieni. Przechowujemy „ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że ta nadzwyczajna moc pochodzi od Boga, a nie z nas” (2 Kor 4,7). Już prorok Zachariasz przypominał: „Nie siłą i nie mocą naszą, lecz moim Duchem to się stanie – mówi Pan Zastępów” (Za 4,6). Takie jest Boże działanie – wszystko, co dzieje się w Jego Królestwie, dzieje się „przez wzgląd na imię jego” (Ps 23,3). Nie ma w tym naszej zasługi, niezależnie od wieku, umiejętności czy piastowanych stanowisk.

Bóg dobitnie pokazał to podczas buntu pod wodzą Koracha, Datana i Abirama. Podobne postawy spotykamy i dziś, gdy samozwańczy liderzy mówią: „Dość tego! Cała społeczność jest święta i Pan jest pośród nich. Dlaczego więc wynosicie się ponad zgromadzenie Pana?” (Lb 16,3). Taka forma sprzeciwu wobec Bożego wybrania może przybierać postać ludzkiego prawa, które arbitralnie ogranicza wiek posługi, albo przejawiać się w rozbijaniu wspólnot.

Wtedy Bóg rozstrzygnął, „kto do Niego należy, kto jest święty i komu pozwoli przybliżyć się do siebie” (Lb 16,5). Na polecenie Mojżesza złożono dwanaście lasek symbolizujących rody Izraela. Następnego dnia okazało się, że tylko „laska Aarona z domu Lewiego zakwitła: wypuściła pąki, rozwinęła kwiecie i zrodziła dojrzałe migdały” (Lb 17,23). Ten cudowny znak był dowodem Bożego potwierdzenia dla tych, którzy mają świadectwo:

  • „Pąków” – inicjatywy i chęci do działania,
  • „Kwiatów” – Bożej chwały w tym, co robią,
  • „Owocu” – dojrzałości w służbie.

Są to ludzie, którzy „przez długie ćwiczenie mają zmysły wyćwiczone do rozróżniania dobra i zła” (Hbr 5,14). Psalmista Dawid również zostawił nam wspaniałą obietnicę: „Zasadzeni w domu Pańskim, rozkwitają na dziedzińcach Boga naszego. Jeszcze w starości wydają owoc, są pełni sił i świeżości, aby głosić, że Pan jest sprawiedliwy, że On jest moją Opoką i nie ma w Nim żadnej nieprawości” (Ps 92,14-16).

Warto też zapamiętać Boże ostrzeżenie: „Połóż laskę Aarona z powrotem przed Arką Świadectwa, aby była przechowywana jako znak dla buntowników; tak położysz kres ich szemraniu przeciwko Mnie, aby nie poumierali” (Lb 17,25).

Ostatnie wspomnienie o Aaronie odnajdujemy w Nowym Testamencie, w Liście do Hebrajczyków (9,4), gdzie jego laska wciąż stanowi dla nas świadectwo Bożej wybrania i wierności

Henryk Hukisz

Monday, May 13, 2019

Przerwana sztafeta

Niewielkie podpoznańskie miasteczko zwane powszechnie stolicą polskiego meblarstwa, dla mnie stało się miejscem obserwacji budowania się ewangelicznej wspólnoty chrześcijańskiej. Kilkanaście lat temu niewielka grupka osób wierzących ewangelicznie, postanowiła spotykać się regularnie, aby budować się w wierze i zachęcać się wzajemnie w naśladowaniu Pana Jezusa. Kilka lat później został powołany do życia lokalny zbór chrześcijański, w którym często usługiwałem Słowem, jako gościnny kaznodzieja.

Pastorem tej wspólnoty - z żalem w sercu muszę to powiedzieć w czasie przeszłym - był gorliwy entuzjasta Ewangelii, która daje zagubionym ludziom nadzieję zbawienia i zwycięstwo w codziennym pokonywaniu życiowych trudności. Zgodnie z obowiązującym prawem denominacji, do jakiej ten zbór należy, funkcję pastora może pełnić osoba, której wiek nie przekracza 70-sięciu lat. Ten zapis spowodował teraz zmianę pastora, który tej wspólnocie poświęcił wiele lat swojego życia. Ustępujący pastor, w swojej pożegnalnej mowie, porównał tę sytuację do zmiany zawodnika w biegu sztafety. Życie zboru będzie nadal się toczyć, zmienią się jedynie uczestnicy biegu tej sztafety. Odchodzący pastor zapewnił, że pragnie nadal wspierać kolejnego biegacza, aż do końca całego biegu.

Osobiście bardzo spodobało mi się to porównanie, do tego stopnia, że postanowiłem podzielić się kilkoma przemyśleniami, jakie naszły mnie podczas tej „uroczystości”.

Wpierw, czym jest sztafeta? 

Popularna Wikipedia, podaje definicję, że jest to rodzaj zespołowej konkurencji sportowej odbywająca się na trasie podzielonej na odcinki. Następny zawodnik może wystartować dopiero po ukończeniu odcinka przez poprzedniego, gdy otrzyma od poprzednika pałeczkę w wyznaczonej strefie zmian. O kolejności decyduje pozycja na mecie ostatniego zawodnika (Wiki).

Myślę, że wiele w tym prawdy, gdyż bieg jest jeden dla wszystkich biegaczy, a celem jest życie wieczne. Apostoł Paweł, mając na uwadze ówczesnych sportowców, użył podobnej ilustracji. Pisał do wierzących w Koryncie - „Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy” (1 Kor. 9:24,25). Paweł, gdy dobiegał już do swojej życiowej mety, oświadczył: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego” (2 Tym. 4:6,7). Tymi słowami zachęcał też do biegu swego „duchowego syna”, czyli następnego biegacza w tej „Ewangelicznej sztafecie”.  Młodego Tymoteusza przygotowywał równocześnie do kolejnej zmiany, radząc mu - „a co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać(2 Tym. 2:2).

Dlaczego o tym piszę? 

A mianowicie dlatego, że stosowane prawo nie idzie w parze z Bożym powołaniem i zmusza do zakończenia biegu jednego z uczestników sztafety przed Bożym czasem. Nigdzie w Biblii nie ma przykładów na to, aby Bóg z góry wyznaczał limit wiekowy dla powołanych sług. To po pierwsze, gdyż przyczyny takiej zmiany mogą być jedynie naturalne, jak powołanie do innej służby, czy odejście do Pana.

Po drugie, jeśli nawet nastąpi zmiana zawodnika, to poprzedni biegacz, powinien nadal uczestniczyć w posługiwaniu, nie będąc już pastorem. I o tym mówił ustępujący pastor, z nadzieją, że nadal będzie mógł angażować się w życie tej wspólnoty, z którą czuje się bardzo związany. Natomiast to, co wielokrotnie zaobserwowałem w innych podobnych sytuacjach, to ustępujący z racji wieku pastor zostawał odstawiony na „oślą ławkę”, aby nie przeszkadzał nowemu biegnącemu w sztafecie. Często był traktowany przez nowego przywódcę, jak intruz, który do niczego już nie jest potrzebny, a nawet dostawał „szlaban” do kazalnicy.

Historia zboru jest świadectwem działania łaski w środowisku ludzi, którzy go tworzą. Apostoł Paweł, pisząc listy do istniejących już zborów, składał świadectwo działania łaski i mocy Ducha Świętego. Sztafeta Bożego działania przejawia się w historii kościołów w tym, że „Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa” (Fil. 1:6).  Paweł, pomimo upływu wielu lat, dobrze wspominał społeczność jaką miał z osobami, które uwierzyły dzięki jego zwiastowaniu w Efezie. Dlatego szczerze prosił ich o modlitwę, „aby, kiedy otworzę usta moje, dana była mowa do śmiałego zwiastowania ewangelii” (Efez. 6:19)

Paweł widział wyraźnie, że będąc poprzednio uczestnikiem sztafety w zwiastowaniu ewangelii w Tesalonikach, nadal ma „w pamięci dzieło wiary i trud miłości, i wytrwałość w nadziei pokładanej w Panu naszym, Jezusie Chrystusie, przed Bogiem i Ojcem naszym, wiedząc, bracia umiłowani przez Boga, że zostaliście wybrani” (1 Tes. 1:3). A ci którzy dalej biegną w tym dziele łaski, są „naśladowcami naszymi i Pana i przyjęli Słowo” i stali się „wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i w Achai” (1 Tes. 1:6,7). Jeden bieg, pomimo, że biegacze zmieniają się według Bożego harmonogramu. 

Zmiana pastora, o której wspominam, nastąpiła nie dlatego, że utracił on zdolność dalszej troski o trzodę, w „której Duch Święty ustanowił biskupami, aby paśli zbór Pański nabyty własną jego krwią” (Dz.Ap. 20:28), lecz z racji ustanowienia ludzkiego prawa. Wszędzie tam, gdzie brakuje szacunku dla Bożego porządku, jaki istnieje w Kościele Jezusa Chrystusa od początku, tracą ludzie, traci moc świadectwo Bożego działania. Tam nie ma błogosławieństwa i często ten sztafetowy bieg zostaje przerwany lub wydłużony w czasie, podobnie jak wędrówka Izraela przez pustynię. Jak wiemy, naród wybrany mógł skorzystać z owoców Ziemi Obiecanej dopiero czterdzieści lat później, ponieważ głosy dziesięciu zwiadowców przeważyły świadectwo dwóch wiernych sług Bożych.

Zawsze uważałem, że w Bożym Królestwie nie ma miejsca na demokratyczne decyzje większości, która nie ma szacunku do Bożych postanowień. Współczesne sfeminizowane społeczności są w stanie przerwać Boży bieg sztafety, narażając na niepotrzebne doznania porażek w duchowym rozwoju wielu zborów.

Polecam tę historię rozwadze wielu współczesnym organizatorom życia kościołów. 

Henryk Hukisz

Thursday, May 2, 2019

Płomienna Młodzież

Przeglądając niedawno własne zbiory materiałów drukowanych, jakie zacząłem gromadzić grubo ponad pół wieku temu, natknąłem się na teczkę formatu A4 zatytułowaną „Youth Aflame”, autorstwa Winkie Pratney’a. Jest to wspaniały podręcznik z roku 1970 na temat uczniostwa, dla młodych ludzi. Zainteresował mnie ten podręcznik sprzed pół wieku tak bardzo, że zacząłem znów zagłębiać się w jego treść.

Nie wiem, czy istnieje tłumaczenie na język polski tego wspaniałego materiału dla młodzieży, dlatego odnoszę się do posiadanego egzemplarza w wydaniu oryginalnym. Treścią tego podręcznika jest dwanaście studiów biblijnych opartych na charakterystyce dwunastu uczniów Pana Jezusa. 

Przykładowo, Judasz służy rozważaniu na temat „Ten który nie wytrwał”. Filip, jest przykładem osoby, która będąc łagodna, nie była słabą. Natomiast Natanael, będąc przykładem człowieka „w którym nie ma fałszu” (Jan 1:47), stanowi dobry materiał do studiowania bardzo pożądanej charakterystyki naśladowcy Chrystusa, jaką jest czystość moralna. Przyznam, że ten półwieczny już materiał stanowi bardzo zalecany przekaz dla współczesnej młodzieży, i nie tylko. Zamierzam do tego podręcznika powracać.

Dziś natomiast chcę nieco przybliżyć cel, jakiemu autor poświęca swoje dzieło, oraz zwrócić uwagę na kilka zdań zaczerpniętych z opisu Jakuba, syna Zebedeusza.

Oto kilka akapitów ze wstępu do podręcznika. Autor wyjaśnia swój zamiar dotarcia do ludzi młodych, którzy mogą swój naturalny zapał wykorzystać w powołaniu bycia uczniami Jezusa Chrystusa.

Dla wnikliwego chrześcijanina jest oczywiste, że prądy głębokiego niepokoju przenikają dzisiaj do chrześcijaństwa. Zamieszanie, samozadowolenie i kompromis wnikają do środowiska przeciętnej wspólnoty. Kościoły ewangeliczne ulegają wyzwaniom racjonalizmu, okultyzmu i środków masowego przekazu, które gwałtownie wystawiają młodych na wpływy innych religii "globalnej wioski". Nigdy wcześniej Oblubienica Chrystusa nie stanęła w obliczu tak dużego stresu wewnątrz i na zewnątrz.
Pierwotny Kościół został zrodzony w prześladowaniu. Zrodzony w mocy Ducha Świętego i wyzwania, jakie stawiały świeckie religie współpracujące z politycznymi potęgami tamtych czasów i rozwijał się wbrew groźbom opozycji. W środowisku napięć i niebezpieczeństw, ludzie, których Bóg posłał do tego świata, nieśli płomienną wiarę. Przyłącz się do nich zgodnie z wzorem, jaki wyznacza Biblia. Oni modlili się, ponieważ musieli. Dawali, ponieważ kochali. Mówili, bo nie mogli milczeć.
Możemy się wiele nauczyć z tego, co działo się wcześniej. Prawdziwe przebudzenia często pochodzą z ponownej oceny działania Słowa Bożego. Pismo Święte ma plan, wzór i program, którego stosowanie często było wyszydzane, krytykowane lub gwałtownie mu się przeciwstawiano. Słowo Boże rodzi nowe życie, gdy tylko zostanie wstrzyknięte w żyły wyschniętej, umierającej religijności.
„Płomienna Młodzież” odnosi się do przyszłości, która szybko staje się teraźniejszością.
Modlimy się, że Bóg tego użyje, aby wciągnąć młodych ludzi do tego dzieła i da im wizję, która ich poruszy tak silnie, aby wstrząsnęli światem dla Pana Jezusa Chrystusa.” (Youth Aflame, The Cause).

Zastanawiające jest to, że materiał napisany pół wieku temu niewiele różni się w swoim przesłaniu do zapisanych słów, jakich nauczał Jezus Chrystus i apostołowie na początku istnienia Kościoła. Niecałe dwadzieścia wieków nie wykazuje odmiennego podejścia do kwestii powołania do służby Słowa i postawie praktycznego życia prawdziwych uczniów Pana Jezusa. Natomiast ostatnie pół wieku charakteryzuje się ogromnymi zmianami w postrzeganiu na czym polega praktyczne życie naśladowców Chrystusa oraz na czym ma polegać służba w Bożym Królestwie.

Może wpierw podam kilka fragmentów z zapowiedzianego opisu sylwetki ucznia Chrystusa, jakim był Jakub, syn Zebedeusza. Dla lepszego spojrzenia na tę sylwetkę, przypomnę moment powołania go do grona uczniów przez Chrystusa. Ewangeliści Mateusz i Marek opisują nieco dokładniej niż Łukasz sam moment powołania dwóch synów Zebedeusza. Podają oni, że Pan Jezus, idąc wzdłuż wybrzeża Morza Galilejskiego ujrzał Szymona i Andrzeja, powołał ich mówiąc: „Pójdźcie za mną, a zrobię was rybakami ludzi!” (Mat. 4:19). Zaraz po tym wydarzeniu, Jezus zobaczył dwóch innych rybaków, którzy wraz ze swoim ojcem naprawiali sieci. Oni też zostali powołani do naśladowania nieznanego im Nauczyciela, i czytamy, że „oni zaraz opuścili łódź oraz ojca swego i poszli za nim” (Mat. 4:22). Ich sytuacja różniła się od poprzedniej tym, że oprócz sieci i łodzi, opuścili swego ojca, jak zapisał Marek - „pozostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, z najemnikami w łodzi” (Mar. 1:20)

Winkie Pratney w swoim opisie uczniów Pana Jezusa, Jakuba charakteryzuje we wstępie jednym zdaniem - „Odłączenie od świata i poświęcenie”. Później możemy przeczytać na czym polega to odłączenie i poświęcenie:
Jakub, syn Zebedeusza, jeden z „Synów Gromu”, był jednym z pierwszych z małej grupki uczniów, którzy „zasnęli” w Chrystusie. Każdy uczeń był świadomy kosztu pójścia za Tym, który przyszedł i zdobył ich serca. Wiedzieli co to znaczy złożyć świadectwo o Żywym Chrystusie w świecie, który odrzuca Boga.
Zbyt wielu przyjaciół Boga, kocha świat, który ukrzyżował jego Zbawiciela, Jakub zapłacił najwyższą cenę uczniostwa i przypieczętował swoją wiarę własną krw. Jeden po drugim, wszyscy uczniowie, z wyjątkiem Jana, poszli za Nim na śmierć męczeńską, oprócz Judasza, i osiągnęli koronę wyrzeczenia.
Ty również możesz zostać wezwany do złożeni najwyższej ofiary.
Nasz Pan i Mistrz musi zostać ukrzyżowany, aby zwyciężyć. A ty? Czy możesz pójść w Jego ślady, które w drodze do zwycięstwa były naznaczone kroplami Jego własnej krwi? Zostaliśmy powołani do Jego celów - „Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście mogli Go naśladować”.
Życie przez śmierć.
Istnieje niepodważalna Boża zasada, że życie musi najpierw przejść przez śmierć. Nasienie wpada do gleby i umiera - z tej umarłej skorupy wyrasta ziarno nowego życia. Baranek jest zabity, ale z przelanej krwi powstaje nowe życie w tych, za których złożył ofiarę. „Jeśli kto utraci swoje życie ze względu na Mnie i Ewangelię, ten je odzyska” (Mat. 17:25; Marek 8:35). To dziwne, ale prawdziwe, że nie możemy w pełni żyć, dopóki naprawdę nie umrzemy.” (Youth Aflame, James Zebedee).

Zarówno powyższe słowa, jak i pozostała treść tego półwiecznego podręcznika, w mojej opinii powinna stanowić treść nauczania i kształtowania współczesnej młodzieży. Ten świat nadal odrzuca Boga i wrogo odnosi się do przesłania Ewangelii zbawienia. Dobra Nowina działa nadal na tych samych zasadach jako moc Boża, która zbawia i daje siłę do zwycięstwa nad grzechem i pokusami. Dlatego uczniowie Chrystusa, zarówno w pierwszym wieku chrześcijaństwa, jak i w dwudziestym pierwszym wieku, potrzebują naśladować ten sam biblijny wzór postępowania. 

Niestety, z niepokojem obserwuję, śledząc ogłoszenia i zapowiedzi różnych konferencji, seminariów i spotkań, na których podaje się młodym ludziom dziwne, niebiblijne treści, kształtując ich według wzorów tego świata. Ani rewitalizacja, ani wyzwolone potencjały, ani pobudzony testosteron nie zdołają oprzeć się nienawiści świata wobec kościoła. To czego dziś potrzebujemy, to powrót do mocy ewangelii, gdyż prawdziwe odrodzenie do nowego życia można doświadczyć „nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa” (1 Ptr. 1:23)

Być może mój głos, wyrażony na blogu, który piszę, jest jak „głos wołającego na pustyni” (Mat.3:3), lecz pisać będę, gdyż ciąży na mnie powołanie, jakie otrzymałem od Pana, nie od ludzi. Jan Chrzciciel mówił prawdę, jaką Pan mu objawiał w Pismach. Nie dbał o to, jakie są współczesne trendy ani co jest poprawne politycznie, czy religijnie - zwiastował Prawdę. Jedno mnie ujmuje w postawie tego męża Bożego, że nie oczekiwał uznania u ludzi, nie oczekiwał orderów ani wieńców laurowych. Jedyna laurka, jaką otrzymał, została wypowiedziana przez samego Chrystusa: „Nikt z tych, którzy się z niewiast narodzili, nie jest większy od Jana, lecz najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od niego” (Łuk. 7:28). Nie wiem, czy Jan to usłyszał. Prawdopodobnie nie, bo zanim dotarła ta wiadomość do jego uszu, ścięto mu głowę. 

Zakończę słowami, jakimi autor wspomnianego podręcznika dla młodych osób, kończy swoje wezwanie: 

Chrystus siedzi dziś po prawicy Ojca. Dokończył On Swoje dzieło odkupując twoją duszę i moją. Cała moc jest w Jego rękach dla zwycięstwa i podboju świata przez życie Jego Ciała, Kościoła na ziemi. On dowodzi nie przerażoną, rozproszoną małą grupą niezdarnych osób, lecz potężnym, agresywnie wojującym krzyżem, który ma przemaszerować świat i nakłonić ludzi do pokuty.
Czy pójdziesz ze swoją dłonią utkwioną mocno w ręce Boga? Czy pójdziesz nie bojąc się cieni? Czy oświetlisz ciemny świat - pochodnią Płomiennej Młodzieży?”

Apostoł Paweł wzywa wszystkich „przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza” (Rzym. 12:1), i dalej uściśla, na czym ma polegać nasze poświęcenie - „w gorliwości nie ustawając, płomienni duchem, Panu służcie, w nadziei radośni, w ucisku cierpliwi, w modlitwie wytrwali” (Rzym. 12:11,12).

Henryk Hukisz