Thursday, December 24, 2015
Pieluszki Jezusa
Friday, December 18, 2015
Nowy rodzaj ludzi
Dlaczego tak ważne jest uznanie prawdy o dziewiczym poczęciu Chrystusa? Słowo Boże, które jest zawsze prawdą, mówi nam, że wśród wszystkich, którzy rodzą się w naturalny sposób, „nikt nie jest sprawiedliwy” (Rzym. 3:10), „ponieważ wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga” (Rzym. 3:23). A to znaczy, że cała ludzkość jest grzeszna. Takim rodzajem jesteśmy.
Zanim nastała ta godzina, na którą Chrystus przyszedł na ten świat w tych nadzwyczajnych narodzinach, powiedział o Sobie, że "nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie" (Jan 14:6). W tym momencie Pan Jezus powiedział również o tym, że idzie "przygotować miejsce" abyśmy w Nim mogli bez żadnej już przeszkody wejść do Domu Ojca. A do tego ma prawo jedynie naród święty, jakim stajemy się dzięki odkupieniu nas za cenę Jego krwi.
Błogosławieństwa wejście do domu Ojca może dostąpić jedynie nowy rodzaj ludzi, zrodzony z góry. Niech ta myśl towarzyszy nam cały czas, nie tylko podczas nadchodzącej Pamiątki Jego Narodzin.
Sunday, November 29, 2015
Wyrośnie gałązka z pnia
Pamiątka Narodzin Pana Jezusa (najbardziej lubię tę nazwę nadchodzących świąt), jest wspaniałą okazją do przypomnienia sobie okoliczności, jakie towarzyszyły temu doniosłemu wydarzeniu. Ten dzień, a dokładnie, ta szczególna noc w Betlejem Judzkim, stała się osią zwrotną liczenia czasu przez mieszkańców ziemi. Nawet najzagorzalsi ateiści, wyznawcy wszystkich religii politeistycznych, podając datę wyznają, że już ponad dwa tysiące lat temu narodził się Ktoś tak szczególny i tak ważny na naszej ziemi, że wszyscy ludzie to wydarzenie upamiętnili zmianą kalendarza.
Chcę w tym rozmyślaniu zwrócić naszą uwagę jedynie na pierwsze zdanie tego cudownego tekstu. Najnowszy przekład Biblii oddaje lepiej treść tego przesłania, gdyż w poprzednim, tzw. "brytyjskim" słowo "różdżka", kojarzyło się bardziej z wróżeniem, niż z Bożym planem. To, co zapowiedział Bóg przez Swego proroka Izajasza, spełnia się zgodnie z Jego odwiecznym planem ratunku dla grzesznego człowieka. Uważny czytelnik Biblii z pewnością zauważył, iż Boże plany realizują się dosłownie, nawet w najdrobniejszych szczegółach. Kiedy Bóg stworzył człowieka i dał mu w posiadanie ziemię i to, co ją napełnia, przewidział dla późniejszych społeczności ludzkich porządek w postaci rządów królewskich.
Rozważanie na podobny temat:
"Narodziny Króla"
"Mój KRÓL"
Saturday, November 14, 2015
Boża źrenica

Najczulszym miejscem naszego ciała jest oko, a precyzyjniej
– źrenica, stanowiąca centralny punkt gałki ocznej. Stwarzając człowieka, Bóg
wyposażył nasz organizm w szczególny mechanizm obronny: powiekę, która reaguje
automatycznie na każde zagrożenie. Nic dziwnego, że zarówno w literaturze, jak
i w mowie potocznej, używamy zwrotu „chronić jak źrenicy oka”. Określamy tak
szczególną opiekę, jaką otaczamy rzeczy najcenniejsze, na których nam
najbardziej zależy.
Wyrażenie to pojawia się również w Biblii. Choć występuje
rzadko, niesie ze sobą niezwykle istotne przesłanie.
Księga Powtórzonego Prawa, stanowiąca rzeczowe podsumowanie
historii Izraela spisane przez Mojżesza, w swoich ostatnich rozdziałach zawiera
kluczowy testament tego wiernego sługi Bożego. Rozdział 32, znany jako „Pieśń
Mojżesza”, przywodzi na pamięć momenty wielkiego wybawienia, jakiego naród
doświadczył podczas wyjścia z Egiptu i przejścia przez Morze Czerwone. Mojżesz
rzucił wtedy wyzwanie ludowi: „Gdyż będę głosił imię PANA: Uznajcie wielkość
naszego Boga” (Pwt 32:3). Wskazał na niezachwianą wierność Boga,
który mimo niewdzięczności i nieposłuszeństwa Izraela, trwał przy swoim
dziedzictwie: „Gdyż działem PANA jest Jego lud, Jakub miarą Jego
dziedzictwa. Znalazł go w ziemi pustynnej, na pustkowiu, pośród dzikiego wycia.
Otaczał go troską i pouczał, strzegł go jak źrenicy oka” (w. 9,10). Mojżesz
użył tu pięknego obrazu: „Jak orzeł czuwa nad swoim gniazdem, krąży nad
swymi pisklętami, rozkłada skrzydła, bierze je na nie i nosi na swoich piórach”
(w. 11).
Wiele wieków później, gdy Izrael był pod panowaniem Dawida,
naród nadal znajdował się pod tą szczególną ochroną. Dawid, zanim zasiadł na
tronie, doświadczył wielu cierpień, lecz nigdy nie zwątpił w Bożą opiekę.
Wołał: „Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu swoich skrzydeł
przed bezbożnymi, którzy mnie gnębią, przed nieprzyjaciółmi, którzy mnie
otaczają!” (Ps 17:8,9). Bóg nigdy go nie zawiódł, gdyż Jego
obietnice są niezmienne dla tych, którzy pragną Mu wiernie służyć.
Nawet gdy naród okazał się niewierny i nastał czas wojen,
grabieży oraz siedemdziesięcioletniej niewoli babilońskiej, Bóg nie zapomniał o
swojej „źrenicy”. Choć Izrael musiał ponieść konsekwencje swoich czynów, Boża
miłość pozostała stała, bo przecież Pan „karci tego, kogo kocha, chłoszcze
zaś każdego, którego przyjmuje za syna” (Hbr 12:6).
Prorok Zachariasz stał się głosem Boga przypominającym o
tych obietnicach. Wzywał lud do powrotu: „Nawróćcie się do Mnie − wyrocznia
PANA Zastępów − a wtedy Ja zwrócę się ku wam” (Za 1:3). Jerozolima,
jako miasto wybrane przez Boga, pozostała przedmiotem Jego „wielkiej
zazdrości” (w. 14). Do tych, którzy wciąż przebywali w Babilonie,
Pan kierował ostrzeżenie: „Ratuj się, ty, który mieszkasz u córki Babilonu!
Bo tak mówi PAN Zastępów... Kto was dotyka, dotyka źrenicy Mojego oka” (Za
2:11,12).
Bóg nie skończył z Izraelem. Apostoł Paweł, znający pieśń
Mojżesza, pisał z przekonaniem: „Bóg nie odrzucił swojego ludu, który
wcześniej poznał” (Rz 11:2). Dziwi mnie więc dzisiejszy brak
zdecydowanego nauczania w Kościołach na ten temat. Taka postawa sprawia, że
wierzący łatwo ulegają antysyjonistycznej propagandzie. Musimy pamiętać, że
obietnica z Księgi Rodzaju pozostaje aktualna: „Będę błogosławił tym, którzy
tobie błogosławią, a tych, którzy ciebie przeklinają, będę przeklinał” (Rdz
12:3).
Współczesna historia ukazuje wiele przykładów braku Bożego
błogosławieństwa w sytuacjach, gdy przywódcy narodów boleśnie dotykali „źrenicy
oka Pańskiego”. Niedawno zgłębiałem historię powstania państwa Izrael. Gdy
ziemia palestyńska znajdowała się jeszcze pod kontrolą Wielkiej Brytanii, w
1946 roku rząd brytyjski zgodził się na powrót Żydów do ich ojczyzny w liczbie
zaledwie około 15 tysięcy osób rocznie.
Wstrząsającym przykładem tamtej polityki było przechwycenie
przez Brytyjczyków statku „Exodus”, na którego pokładzie znajdowało się cztery
i pół tysiąca żydowskich uchodźców z Francji. Statek został siłą zawrócony do
Hamburga, a jego pasażerów wysadzono na ląd – prosto w ręce tych samych
nazistów, przed którymi uciekali. Nic więc dziwnego, że kraj, który przez wieki
szczycił się tym, że nad jego terytorium słońce nigdy nie zachodzi, dziś mieści
się zaledwie na jednej wyspie.
Żyjemy obecnie w czasie, w którym wypełniają się Boże
zapowiedzi odnoszące się do narodu wybranego. Uważna lektura proroków
Ezechiela, Zachariasza czy Malachiasza pozwala nam przygotować się na
wydarzenia, które zostały tam zapowiedziane. Gdy nadejdzie czas powrotu
Mesjasza: „Jego nogi staną na Górze Oliwnej, która jest na wschód od
Jerozolimy, a ona na pół się rozpadnie od wschodu na zachód, i powstanie bardzo
wielka dolina. Połowa góry odsunie się na północ, a druga połowa na południe”
(Za 14:4).
W momencie, gdy oczy całego świata zostaną skierowane na
Jerozolimę, „wtedy przyjdzie PAN, mój Bóg, a z Nim wszyscy święci” (Za
14:5). Wówczas też „PAN będzie królem nad całą ziemią; w tym dniu PAN
będzie jedyny i jedno będzie Jego imię” (w. 9).
Trudno jest dziś ogarnąć wyobraźnią ogrom gniewu Bożego,
jaki zostanie wylany na tych, którzy ważyli się dotykać Jego „źrenicy”. Apostoł
Jan, w wizji otrzymanej od Pana, zapisał wstrząsający obraz tamtych dni: „W
owych dniach ludzie będą szukać śmierci, lecz jej nie znajdą, i będą chcieli
umrzeć, lecz śmierć ich omija” (Ap 9:6).
W związku z tym nieraz zadaję sobie pytanie: „Czy dziecko
Boże, mając w swoim sercu Ducha Świętego, może przyłączyć się do przeciwników
Syjonu, którego Bóg chroni jak źrenicy swego oka?”.
„ירושלם שלום„
Friday, November 6, 2015
Prawdziwy bohater
Wednesday, October 28, 2015
Chrześcijański "Halloween"
Studenci Bethel School of Supernatural Ministry poszukując duchowego namaszczenia odwiedzają groby znanych osób, „którymi potężnie posługiwał się Pan”, aby posiąść część ich duchowego obdarowania.
Dokładnie to samo uczynił Pierce, prosząc o namaszczenie, które było na kościach Lake’a. Szukając biblijnego uzasadnienia dla swoich zachowań przytacza historię człowieka, który ożył po zetknięciu się ze zwłokami zmarłego Elizeusza.
Być może to właśnie na tej starotestamentowej historii oparto główną doktrynę stojącą za poszukiwaniem duchowej mocy w ramach Grave Sucking. Dobrze, że w Polsce nie mamy za wielu grobów słynnych mężów Bożych, bo aż strach pomyśleć, co by uczynili z nimi wszyscy fani i zwolennicy Billa Jonhnsona.
Drogi czytelniku, jeśli fascynujesz się nauką pochodzącą z kościoła Bethel, ruchem Jesus Culture, prosimy cię, abyś zainteresował się duchową inspiracją stojącą za nauką Billa Jonhnsona. Zaangażowanie w praktyki poszukiwania duchowego namaszczenia poprzez okultystyczną wiedzę jest bardzo poważnym grzechem, mogącym sprowadzić katastrofalne skutki na życie człowieka.
Warto również pamiętać, że Stary Testament jednoznacznie naucza o kontaktach ze zmarłymi (Zobacz np. 5 Mojżeszowa 18:11; 1 Kronik 10:13-14; Izajasza 8:19-20). Natchnione Pisma Hebrajskie ostrzegają też przed skalaniem się przez kontakt z grobami lub ciałami zmarłych. Dlaczego więc Bóg miałby nagle zmienić swoje zdanie i zachęcać chrześcijan do poszukiwania namaszczenia Ducha Bożego w obszarach, które do tej pory uznawane były za nieczyste?
"Także każdy, kto w otwartym polu dotknie zabitego mieczem lub umarłego, lub kości ludzkich, lub grobu, będzie nieczysty przez siedem dni" (4 Mojżeszowa 19:16).
Bill
Johnson nie jest w stanie oprzeć praktyk Grave Sucking o naukę biblijną. Ale nie dziwmy się, że człowiek, który stwierdził, że
Bóg jest większy niż Jego książka, nie będzie nas prowadził do Słowa Bożego,
ale do mistyczno – spirytualistycznych praktyk mających pozór pobożności i
będących imitacją prawdziwego chrześcijaństwa. Co gorsze, wiele praktyk z
kościoła Bethel sprawia, że chrześcijanie wyglądają w oczach niewierzących na
kompletnych szaleńców. W takich sytuacjach jestem skłonny zgodzić się z ludźmi,
którzy twierdzą, że Ruch Wiary został stworzony po to, aby ośmieszyć
chrześcijaństwo ewangeliczne.Grave Sucking to szaleństwo. To totalna głupota, ignorancja i aberracja od wszelkiej normalności, a momentami nawet wyszydzanie Boga. Ludzie głoszący podobne nauki nie mają w sobie bojaźni Bożej, nie mają czystości oraz pragnienia służenia Panu. Muszą oni pokutować za swoje bluźnierstwo, którego się dopuścili.
Czytelniku, pamiętaj, że budując się na nauce Billa Johnsona nie możesz oddzielić jej od wynaturzeń podobnych do Grave Sucking. Za tym wszystkim stoi jedna duchowość i możesz być przekonany, że nie jest to Boża duchowość.
Sunday, October 25, 2015
Więcej niż pieśń
Wierzę, że każdy chrześcijanin ma swoje ulubione pieśni — albo tę jedną szczególną, po którą sięga w czasie burzy, nie tylko tej atmosferycznej. Nieraz pisałem na blogu, że moim ulubionym stylem jest Southern Gospel, ale chętnie słucham i nucę też utwory z innych nurtów muzyki uwielbienia, zwłaszcza gdy jestem sam. Do tej grupy należy utwór, który za każdym razem głęboko mnie porusza — tak bardzo, że nieraz pojawiają się łzy. Chodzi o pieśń „The Heart of Worship” angielskiego lidera uwielbienia i wykonawcy, Matta Redmana.
Słowa tej pieśni powstały w wyjątkowych okolicznościach. W
kościele Soul Survivor w Watford na przedmieściach Londynu pastor Mike
Pilavachi na jakiś czas zrezygnował z używania jakichkolwiek instrumentów
podczas nabożeństw. Powodem tej radykalnej decyzji była refleksja, że oprawa
muzyczna zaczęła przysłaniać samą treść i istotę uwielbienia. Matt, rozmyślając
wtedy w samotności nad tym, czym jest prawdziwe wielbienie Boga we wspólnocie,
napisał tekst, który szybko stał się międzynarodowym hymnem szczerego uwielbienia.
Pamiętam moment, gdy pod koniec pewnego nabożeństwa lider
uwielbienia zaintonował pierwsze słowa: „When the music fades...”.
Poczułem wtedy niesamowite poruszenie w sercu. Śpiewaliśmy razem słowa
przypominające o tym, że Bóg nie oczekuje od nas samej muzyki czy pięknej
formy. On patrzy głębiej — patrzy na serce i na to, z czym do Niego
przychodzimy. Prawdziwe uwielbienie nie skupia się na nas ani na oprawie.
Wszystko sprowadza się do Niego: It’s all about You, Jesus.
Bóg — Król o nieskończonej wartości — oczekuje czci, jaką
mogą Mu oddać tylko ci, którzy zostali przez Niego duchowo zrodzeni na nowo. To
odrodzenie czyni z nas nowe stworzenie. Jest aktem wielkiej Bożej miłości,
która daje nam zdolność oddawania Mu chwały z czystego serca. Wiadomo, że nie
chodzi tu o bezmyślne wyuczenie się kilku zwrotek i odśpiewanie ich w kościele.
To potrafi zrobić każdy, nawet najbardziej zagubiony człowiek. Niedawno sam
widziałem, jak podczas śpiewu najmocniej gestykulował i wymachiwał rękami
mężczyzna, który przyszedł na nabożeństwo pod wpływem alkoholu.
Niestety muszę wrócić do bolesnego tematu: pozornego
uwielbienia. Liderzy, nauczyciele i pastorzy, którzy angażują do zespołów
uwielbienia osoby nieodrodzone i tworzą grupy śpiewające jedynie wyuczone
religijne teksty, wyrządzają wielką szkodę — zarówno Kościołowi, jak i samym
śpiewającym. Zauważyłem, że takie wydarzenia bywają często ogłaszane jako
zwiastuny duchowego przebudzenia. Jeśli jednak prawdziwe nawrócenie — będące
owocem pokuty i wyznania grzechów Chrystusowi — zastępuje się po prostu wspólnym
śpiewaniem piosenek o religijnej treści, mamy do czynienia z zejściem z prawdy
o nowym narodzeniu.
Tylko Bóg zna serce człowieka. Jeśli jednak widzi się ludzi,
którzy z zaangażowaniem śpiewają o Bożej miłości, a zaraz po nabożeństwie
wracają do tradycji będących zaprzeczeniem biblijnej prawdy, trudno wierzyć, że
ich serca doświadczyły oczyszczającej mocy krwi Baranka.
Apostoł Paweł, zanim poznał Chrystusa, gorliwie trwał w
tradycji żydowskiej i był przekonany o własnej sprawiedliwości. Gdy jednak
dotarło do niego światło Ewangelii, zrozumiał, że musi porzucić wszystko, co
było jedynie cieniem rzeczywistości objawionej w Jezusie. Nie chciał dłużej
trwać w czymś, co stwarzało jedynie „pozory mądrości przez samowolną
pobożność, poniżanie siebie i surowość wobec ciała” (Kol 2:23).
Dlatego wzywał wierzących do porzucenia dawnych praktyk. Sam
złożył jasne świadectwo: „Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze
względu na Chrystusa uznałem za stratę. Więcej nawet: wszystko uznaję za stratę
wobec doniosłości poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Dla Niego wyzbyłem
się wszystkiego i uznaję to za śmieci, bym pozyskał Chrystusa” (Flp 3:7–8).
Od tego momentu Paweł nie pokładał już nadziei w świątynnych obrzędach, lecz
żył sprawiedliwością wynikającą z wiary w Chrystusa.
Przenosząc to na nasze czasy: jeśli ktoś śpiewa pieśni o
Bożej łasce, a jednocześnie szuka zbawienia w obrzędach, liturgiach czy
oddawaniu czci obrazom i posągom, mija się z działaniem Ducha Świętego. Jezus
wyraźnie zapowiedział rolę Duch Świętego: „Gdy On przyjdzie, przekona świat
o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16:8). Kiedy Duch Święty
naprawdę dotyka człowieka, następuje przełom — tak jak w Efezie, gdzie po
głoszeniu Słowa ludzie wyznawali swoje grzechy, a praktykujący magię przynosili
i publicznie palili wartościowe księgi (Dz 19:18–19). Nie kalkulowali ich
wartości, bo poznawszy Chrystusa, nie chcieli wracać do dawnego życia.
Efekt? „Słowo Pańskie rosło w moc i umacniało się”
(Dz 19:20). Dziś często rośnie jedynie frekwencja na nabożeństwach — dlatego że
„ładnie śpiewają”.
Pamiętajmy: Bogu nie chodzi o samą pieśń, ale o nasze serca.
A kiedy serce naprawdę doznaje odrodzenia, będzie uwielbiać Boga nie tylko w
rytm muzyki, ale każdego dnia — wydając owoc Ducha Świętego.
Sunday, October 18, 2015
Wesoły autobus
W latach 80. ubiegłego wieku na antenie Polskiego Radia
królowała audycja „Wesoły autobus”, która promowała piosenkę biesiadną. Zdaję
sobie sprawę, że wielu czytelników mojego bloga może nie pamiętać tamtych lat,
dlatego pozwolę sobie przywołać tekst utworu, który do dziś brzmi w moich
uszach wyjątkowo znajomo. Czołówka programu uderzała skoczną melodią i słowami:
„Sroczka na płocie
Wyjrzyjże no ociec, aha, aha
Co tak pędzi drogą, aż popatrzeć strach
Wesoły autobus, gna po kocich łbach (...)
Najsmutniejsza rzecz, karawaniarza twarz
Pełna śmiechu beczka, to autobus nasz (...)
Wszyscy słuchają, aha, aha
O czym dziś gadają, aha, aha
Baw się razem z nami do białego dnia
Wesoły autobus, gna po kocich łbach”
Choć to tylko piosenka, niesie ona konkretne przesłanie:
najważniejsza jest beztroska. Twórcy audycji robili wszystko, by dostarczyć
słuchaczom obiecaną „beczkę śmiechu”, wypełniając antenę anegdotami i melodiami
mającymi wprawić wszystkich w stan ogólnej wesołości.
Osobiście nie mam nic przeciwko poczuciu humoru, uważam
jednak, że musimy wyraźnie odróżnić powierzchowną wesołość od głębokiej
radości, której źródłem jest Duch Święty. Wspominałem o tym już w tekście
„Ewangelia na wesoło”, ale wracam do tematu, bo widzę, że ta granica coraz
częściej się zaciera. Sytuacja staje się niebezpieczna, gdy liderzy kościołów –
chcąc przypodobać się odbiorcom – zamieniają nabożeństwa w czystą rozrywkę.
Moim zdaniem rolą Kościoła jest wspieranie wierzących w drodze do duchowej dojrzałości,
której celem jest całkowite poddanie się Chrystusowi, a nie organizowanie
beztroskich zabaw. Ostatnio spotkałem się nawet z sytuacją, w której zachęcano
członków zboru do darmowych lekcji tańca w zaprzyjaźnionym klubie. W ofercie
zajęć nie zabrakło dobrze zaopatrzonego baru (choć tam za drinki trzeba było
już słono zapłacić).
Jeden z pastorów posunął się nawet do stworzenia swoistej
„teologii wesołości”, by zapewnić swojej wspólnocie odpowiedni poziom „ubawu”.
Tego typu trendy zazwyczaj docierają do nas zza oceanu. Mieszkając przez pewien
czas w USA, wielokrotnie obserwowałem, jak tamtejsi duszpasterze stawiają na
show. Dla mnie, wychowanego w tradycji, gdzie zgromadzonych wita się słowami
„Chwała Panu” lub „Chwała Jezusowi”, pytanie: „Are you having fun?” (Czy
dobrze się bawicie?) brzmi po prostu obco.
Wspomniany pastor ogłasza na stronie internetowej swojego
zboru: „Zalecam wesołość wszystkim, którzy pragną pozyskiwać dusze”. Aby nadać
temu hasłu większą wagę, powołuje się na postać słynnego „księcia
kaznodziejów”, Charlesa Spurgeona, twierdząc, że takie zalecenie znalazło się w
jego podręczniku.
Jako człowiek dociekliwy sprawdziłem oryginał. Słowa
Spurgeona brzmią tam następująco: „I commend cheerfulness to all who would
win souls; not levity and frothiness, but a genial, happy spirit” (Lectures
to my students. Volume I). W rzetelnym tłumaczeniu oznacza to: „Wszystkim,
którzy chcą zdobywać dusze, polecam pogodę ducha; nie lekkomyślność i pustą
wesołość, lecz serdecznego, radosnego ducha”. Tymczasem autor „teologii
wesołości” oparł się na niedokładnym przekładzie z komentarza Barclaya:
„Zalecam wesołość wszystkim, którzy pragną pozyskiwać dusze. Nie groźby, nie
pienienie się, ale duch szczerości i szczęśliwości”.
W tym samym dziele Spurgeon uczy adeptów teologii, jak
operować głosem, by zwiastowane Słowo dotarło do słuchaczy we właściwy sposób.
Jego kluczowa zasada brzmi: „A needful rule is — always suit your voice to
your matter”, czyli: „Ważną zasadą jest to, byś zawsze dostosował swój głos
do tematu, który poruszasz”. Nie sądzę, aby w Piśmie Świętym można było znaleźć
treści, które należy przekazywać w sposób wywołujący u słuchaczy pusty śmiech.
Niestety, Biblia mówi jedno, a współcześni mówcy często
bardziej dbają o „łechtanie uszu” publiczności niż o wierność Bożemu Słowu. Od
zawsze uczono mnie, że priorytetem Kościoła jest głoszenie Ewangelii. Ewangelia
to fundament: przesłanie o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Nie
potrafię sobie wyobrazić, by taką nowinę przekazywać w atmosferze biesiadnej
zabawy. Skoro nawet ton głosu – jak uczył Spurgeon – musi współbrzmieć z powagą
przekazu, to cały kontekst nabożeństwa powinien odzwierciedlać wagę Bożej
prawdy.
Apostoł Paweł, pisząc wieki przed nami, ujął to
najdobitniej:
„Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego
innego, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w
słabości, i w bojaźni, i z wielkim drżeniem” (1 Kor 2:2-3).
I niech ta postawa pozostanie fundamentem prawdziwego Kościoła aż do powrotu Pana.
Monday, October 12, 2015
Modlące się ręce
Saturday, October 10, 2015
Anatomia grzechu
Aby lepiej zrozumieć, co działo się w sercach bohaterów,
musimy najpierw przyjrzeć się tłu tych wydarzeń. Choć na pierwszy rzut oka
historia ta przypomina scenariusz taniego romansu, w kontekście biblijnym jest
to przede wszystkim głęboki dramat.
Krok 1: Bezczynność i brak samokontroli
Wszystko zaczęło się w okresie, „gdy królowie wychodzili
na wojnę” (2 Sam 11:1). Dawid podjął jednak decyzję, by zostać w swoim
pałacu. Wielu komentatorów uważa, że to właśnie bezczynność otworzyła drzwi do
grzechu. Twierdzą, że gdyby król był tam, gdzie jego wojsko, nigdy nie doszłoby
do tej tragedii. Osobistej przyczyny upadku upatruję jednak nieco głębiej.
Dawid po prostu nie potrafił zapanować nad swoimi myślami.
Zabrakło mu tego, z czym zmaga się wielu współczesnych mężczyzn i kobiet –
wewnętrznej dyscypliny i samokontroli. Widok kąpiącej się kobiety zadziałał na
niego jak natychmiastowy wyzwalacz pożądania, nad którym nie potrafił (lub nie
chciał) przejąć kontroli. Nie chodzi tu o szukanie usprawiedliwień, ale z
biografii Dawida jasno wynika, że miał słabość do kobiet. W ciągu dwudziestu
lat panowania poślubił aż osiem żon. I choć wielożeństwo było wówczas
powszechną praktyką na bliskowschodnich dworach, Dawid doskonale znał wolę
Stwórcy. Wiedział, że zamysłem Boga dla małżeństwa od początku był związek
jednego mężczyzny i jednej kobiety. Znał też Boże ostrzeżenie skierowane
bezpośrednio do przyszłych królów Izraela: „Niech nie bierze sobie wielu
żon, aby nie odwróciło się jego serce” (Pwt 17:17).
Krok 2: Spojrzenie, które staje się sidłem
Początek dramatu ma w sobie coś z filmowego napięcia: „Pewnego
wieczoru Dawid podniósł się ze swego łoża i przechadzając się po tarasie
domu królewskiego, ujrzał z tarasu kąpiącą się kobietę. Kobieta ta była
bardzo piękna” (2 Sam 11:2). Sformułowanie
„pewnego wieczoru” mogłoby sugerować przypadek – sytuację, za którą nikt nie
ponosi odpowiedzialności. W pewnym sensie tak było, jednak kluczowym problemem
Dawida okazał się brak reakcji na to, co zobaczył. Dawid z pewnością znał
historię Józefa w Egipcie. Gdy tamten wierny sługa został podstępnie osaczony
przez żonę Potifara, uciekł, mówiąc stanowczo: „Jak więc mam dopuścić się
takiej niegodziwości i zgrzeszyć przeciwko Bogu?” (Rdz 39:9).
Dawid postąpił zupełnie inaczej.
Warto też zauważyć, że Batszeba nie pozostaje bez winy.
Można zadać pytanie: dlaczego kąpała się w miejscu widocznym z dachu
królewskiego pałacu? Czy jej zachowanie nie przypomina nieco postawy kobiety
opisanej w Księdze Przysłów, która kusi młodzieńca słowami: „Mojego męża nie
ma w domu, jest w dalekiej podróży” (Prz 7:19)? Gdy dochodzi do
grzechu między dwojgiem ludzi, z reguły odpowiedzialność leży po obu stronach –
pojawia się prowokacja, na którą przychodzi przyzwolenie.
Kluczowym elementem tej anatomii jest wzrok. Dawid nie tylko
spojrzał, on zaczął się przyglądać. Biblia wielokrotnie ostrzega, że
niekontrolowane spojrzenie prowadzi do tragedii. Najlepszym tego przykładem
jest historia z początku ludzkości: „Wówczas kobieta zobaczyła, że drzewo ma
owoce dobre do jedzenia, że jest rozkoszą dla oczu i wzbudza
pożądanie, bo daje możliwość poznania. Zerwała więc z niego owoc, jadła
i dała swemu mężowi, który był z nią, a on też jadł” (Rdz
3:6). Dlatego później bogobojny Hiob wyciągnął z tego lekcję, deklarując: „Zawarłem
przymierze z moimi oczami, że nie będę wpatrywał się w dziewicę” (Hi
31:1).
Radykalną naukę na ten temat zostawił Jezus, który
sprowadził problem cudzołóstwa właśnie do intencji serca i wzroku: „Jeśli
więc twoje prawe oko jest przyczyną twojego upadku, wyłup je i wyrzuć. Lepiej
bowiem będzie dla ciebie, gdy stracisz jedną część ciała, niż gdybyś cały
został wrzucony do Gehenny” (Mt 5:29). Król Dawid zrozumiał to
poniewczasie, modląc się później: „Odwróć moje oczy od rzeczy marnych, ożyw
mnie na Twojej drodze” (Ps 119:37).
Krok 3: Iluzja pobożności i moralny kompromis
W procesie ulegania pokusie ogromną rolę odgrywa mechanizm
fałszywej pobożności i racjonalizacji. Ludzie wierzący często próbują zagłuszyć
sumienie faktem, że przestrzegają przecież innych przykazań. Dawid, zanim
sprowadził Batszebę, upewnił się, że „ona właśnie oczyściła się ze swej
nieczystości” (2 Sam 11:4), aby formalnie nie złamać przepisu: „Nie
będziesz się zbliżał do kobiety, aby odsłonić jej nagość, podczas jej
nieczystości miesięcznej” (Kpł 18:19). Dbał o drobny szczegół
rytualny, ignorując fakt, że dopuszcza się zdrady i cudzołóstwa!
Duch Święty bez wątpienia przypominał Dawidowi prawdę, którą
setki lat później sformułował apostoł Jakub: „Kto bowiem wypełniałby całe
Prawo, a przekroczyłby choćby jedno przykazanie, ten nie wypełnia Prawa”
(Jk 2:10). Dawid nie złamał przepisu o nieczystości, ale ten jeden
świadomy upadek sprawił, że stał się winny złamania całego Bożego Prawa.
Jak rodzi się śmierć?
Apostoł Jakub precyzyjnie opisuje ten duchowy proces: „Każdy
zaś jest doświadczany przez własną pożądliwość, która go pociąga i nęci.
Następnie pożądliwość, gdy zaowocuje, rodzi grzech. Grzech zaś, gdy dojrzeje,
rodzi śmierć” (Jk 1:14-15). Historia Dawida to kliniczny przypadek
tej zasady. Od niewinnego spaceru, przez zatrzymanie wzroku, aż po zbrodnię
(późniejsze zabójstwo Uriasza) i duchową śmierć.
Pismo Święte nie pozostawia nas jednak bez nadziei. Bóg
zawsze daje człowiekowi siłę do zwycięstwa nad pokusą, pod warunkiem, że
zareagujemy w porę. Już na samym początku ludzkiej historii Bóg ostrzegał
Kaina: „grzech czający się w pobliżu skusi cię, ty zaś masz nad nim
panować” (Rdz 4:7).
Zamiast iść drogą kompromisu i bezczynności Dawida, warto
wziąć sobie do serca inną zachętę z Listu Jakuba: „Błogosławiony człowiek,
który nie podda się pokusie. Gdy przetrwa zwycięsko próbę, otrzyma jako wieniec
nagrody życie wieczne, przyobiecane tym, którzy miłują Boga” (Jk 1:12 [B
W-P]).
Podsumowanie
Grzech pojawia się w sercu poprzez zastąpienie Bożego głosu
własnymi zachciankami. Wierzę, że Dawid wyciągnął właściwy wniosek z tego
wydarzenia, odpowiadając na retoryczne pytanie: „Jak młodzieniec zachowa swoje życie w czystości? Tylko
przestrzegając słów Twoich!” (Ps 119:9).
Kiedy idziemy na kompromis, tracimy duchową równowagę, a
wtedy wystarczy lekkie popchnięcie (pokusa), byśmy runęli w dół.
Dlatego lekarstwem nie jest tylko mechaniczne niegrzeszenie,
ale codzienne „pilnowanie serca” i karmienie go tym, co czyste, by pokusa nie
miała się do czego przyczepić.








