Saturday, April 25, 2020

Wieczerza Pańska on-line

Czas wspominania śmierci Pana Jezusa, który przypada o tej porze roku, z pewnością wywarł na nas niespotykane dotąd wrażenie. Zostaliśmy pozbawieni możliwości fizycznego przebywania w naszych zborach – szczególnie dotkliwie odczuliśmy to w Wielki Piątek. Choć rozdzieleni w swoich domach, myślami trwaliśmy na Golgocie, pod krzyżem naszego Pana, gdy w męczarniach spłacał dług naszych grzechów. Gdzieś z tyłu głowy wciąż jednak powracały obrazy z minionych lat, gdy wspólnie łamaliśmy chleb i dzieliliśmy się kielichem (choć dziś coraz częściej używamy pojedynczych kieliszków).

Obserwując życie Kościoła w dobie pandemii i zamkniętych kaplic, zauważyłem bardzo zróżnicowane podejście do obchodzenia Pamiątki Śmierci Pańskiej. Przyznam szczerze, że osobiście najbliższa jest mi postawa jednego z pastorów, który poinformował zbór, że do czasu powrotu do wspólnych zgromadzeń zawiesza obchodzenie Wieczerzy Pańskiej. Inni natomiast zachęcali do różnych form – od nabożeństw domowych po celebrację online.

Ta sytuacja skłoniła mnie do głębszego przestudiowania Biblii. Zadałem sobie proste pytanie: „Czym właściwie jest Wieczerza Pańska?”.

Z pewnością nie jest ona posiłkiem biesiadnym, na wzór tego, co działo się w I wieku w Koryncie. Apostoł Paweł poświęcił tej kwestii wiele uwagi w liście do zboru, który sam założył. Zanim jednak przeanalizujemy jego ocenę samej Wieczerzy, musimy przyjrzeć się duchowej kondycji ówczesnych wierzących.

Już w pierwszych słowach apostoł punktuje podziały i ich przyczyny. Niestety, członkowie tamtego kościoła zaniedbali rozwój duchowy i relację z Duchem Świętym. Paweł napisał wprost: „Ale ja, bracia, nie mogłem przemawiać do was jak do ludzi Ducha, lecz jak do ludzi cielesnych, jak do dzieci w Chrystusie. Mleko dałem wam do picia, nie pokarm stały. Nie byliście bowiem jeszcze zdolni go przyjąć, a nawet teraz jeszcze nie możecie, ponieważ nadal jesteście ludźmi cielesnymi. Dopóki przecież zazdrość i niezgoda są między wami, czyż nie jesteście ludźmi cielesnymi i czy nie postępujecie w sposób czysto ludzki?” (1 Kor 3,1-3).

Nic dziwnego, że gdy tacy ludzie zasiadali do Wieczerzy, Paweł stwierdzał surowo: „Gdy się więc schodzicie w jednym miejscu, nie spożywacie Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem niezwłocznie zabiera się do spożywania własnej wieczerzy, i jeden jest głodny, a drugi pijany” (1 Kor 11,20-21). Zauważmy, że apostoł odmawiał ich praktykom nazwy Wieczerzy Pańskiej. Czy miał prawo oceniać ich intencje? I czy ja mam dziś prawo pisać o tym, jak należy obchodzić tę Pamiątkę? Takie pytania z pewnością postawi niejeden czytelnik.

Czym więc jest Wieczerza Pańska? Czy to sakrament? Moim zdaniem – nie. Według popularnych definicji „Sakrament (łac. sacramentum, gr. μυστήριον /mystērion/) – w chrześcijaństwie obrzęd religijny rozumiany jako widzialny znak lub sposób przekazania łaski Bożej, ustanowiony, zgodnie z wiarą, przez Chrystusa” (Wiki). Kluczowa jest tu zasada ex opere operato, która mówi, że sakrament jest skuteczny sam w sobie, niezależnie od wiary czy postawy udzielającego i przyjmującego.

Taka koncepcja ma więcej wspólnego z magią niż z Bożą łaską. Czy tego nauczał Jezus? Ewangeliści dokładnie opisują Ostatnią Wieczerzę. Nie znajdziemy tam tajemniczych ceremonii czy formuł mających moc fizycznej przemiany chleba. Mateusz pisze: „A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb, pobłogosławił, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich i podziękowawszy, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy; albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,26-28).

Również Paweł, który nie był obecny w Wieczerniku, otrzymał od Pana jasną instrukcję: „Ja bowiem odebrałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb i podziękowawszy, połamał i rzekł: To jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich jest nowym przymierzem we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moją. Albowiem ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie” (1 Kor 11,23-26). Gdzie tu mistycyzm czy „zaklęcia”? To prosta, choć głęboka instrukcja obchodzenia Pamiątki.

Analizując te teksty, nie sposób pominąć elementu wspólnoty. Paweł podkreśla: „Gdy się więc schodzicie w jednym miejscu...” (1 Kor 11,20). Łukasz dodaje słowa Jezusa: „Gorąco pragnąłem spożyć tę paschę z wami, zanim ucierpię” (Łk 22,15). Chrystus nakazał przygotować wspólną izbę, by zasiąść z uczniami twarzą w twarz i podać im chleb do rąk. Śmiem twierdzić, że gdyby wtedy istniał internet, Pan Jezus nie zachęcałby do budowania tej szczególnej społeczności wyłącznie w trybie online.

Drugim kluczowym elementem jest kontekst Kościoła jako Ciała Chrystusa. Paweł ostrzega: „Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11,29). Greckie słowo diakrinon oznacza „rozróżnianie” lub „rozpoznawanie”. To samo słowo pojawia się w kontekście daru rozpoznawania duchów oraz dojrzałości chrześcijańskiej: „Każdy bowiem, kto się karmi mlekiem, nie pojmuje nauki o sprawiedliwości, ponieważ jest niemowlęciem. Pokarm zaś stały jest dla dorosłych, którzy przez praktykę mają zmysły wyćwiczone do rozróżniania [diakrisis] dobra i zła” (Hbr 5,13-14). Potrzebujemy duchowej dojrzałości, by właściwie postrzegać Kościół i wypełniać nakazy Pana dokładnie tak, jak On je ustanowił.

Jeśli pójdziemy drogą nieograniczonego „unowocześniania” nakazów Pańskich, możemy dojść do absurdu. Czy wyobrażamy sobie chrzest, w którym pastor przez kamerkę wypowiada formułę, a wierny wchodzi do własnej wanny w innym mieście? Czy to wciąż byłby biblijny chrzest?

Z pewnością istnieje granica interpretacji, której przekraczać nie wolno, jeśli chcemy pozostać wierni Słowu.

Henryk Hukisz

Saturday, April 11, 2020

Pamiątka Śmierci

W tych dniach obchodzimy wielką pamiątkę Śmierci. Szczególnej Śmierci, niepowtarzalnej. Ta Śmierć dała nam wstęp do utraconego raju. Jeden z łotrów na krzyżu, wisząc obok Jezusa, usłyszał najwspanialszą wiadomość z ust samego Zbawiciela: „Zapewniam cię, dziś będziesz ze Mną w raju(Łuk. 23:43).

Lecz zanim to się stało, Pan Jezus wprowadził swoich uczniów w nową rzeczywistość, w przestrzeń Kościoła, którego budowanie rozpoczął kilka lat wcześniej. Wówczas powiedział do Piotra, któremu wyznaczył rolę „Inauguratora”, że to, co będzie budowane na Jego fundamencie, „potęga śmierci nie zwycięży” (Mat. 16:18). Pan Jezus Swój Kościół nazwał również Swoim Ciałem, czyli kontynuatorem Swojego Dzieła.

Ostatniego wieczoru, zanim „ nadeszła Jego godzina” (Jan 13:1), Pan Jezus zgromadził Swoich uczniów w górnej izbie, aby jak przystało na prawdziwych Izraelitów, spożyć z nimi Wieczerzę Paschalną. Lecz Chrystus wiedział, że w tym momencie Bóg realizuje Nowe Przymierze, dzięki czemu spełnia się zapowiedź: „odpuszczę ich winę, a o ich grzechu nie będę już wspominać” (Jer. 31:34). Dlatego Pan Jezus „wziął chleb, pobłogosławił, połamał go i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Moje ciało. Potem wziął kielich i po dziękczynieniu podał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem Moja krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mat. 26:26-28). Natomiast ewangelista Łukasz, jak lubię podkreślać, po dokładnym sprawdzeniu, dodał - „To czyńcie na Moją pamiątkę” (Łuk. 22:19).

Kościół, od pierwszych dni istnienia spełniał to plecenie. Czytamy w pierwszej księdze opisującej dzieje Kościoła, spisane też przez Łukasza, że ci, którzy uwierzyli Ewangelii, „trwali w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i na modlitwach” (Dz.Ap. 2:42). Kilka wierszy dalej czytamy również, że „codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, łamali chleb po domach i przyjmowali pokarm z radością i prostotą serca” (w. 46).

Kiedy powstawały nowe lokalne społeczności ludzi wierzących w Pana Jezusa, apostoł Paweł, w większości ich założyciel, pouczał odnośnie tego polecenia Pana Jezusa - „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co też wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb i po dziękczynieniu połamał i powiedział: To jest Moje ciało za was wydane. To czyńcie na Moją pamiątkę” (1 Kor. 11:23,24). Te słowa są do dnia dzisiejszego odczytywane w kościołach, które są budowane na fundamencie nauki apostolskiej.

Chciałbym teraz przyjrzeć się bliżej tej sytuacji, w jakiej Paweł zdecydował się przypomnieć wierzącym w zborze korynckim, na czym polega obchodzenie pamiątki śmierci Pana Jezusa. Uważam, że te słowa, jakie znajdujemy w tym liście apostolskim są i dla nas ważnym pouczeniem.

Wówczas dochodziło do nieprawidłowości w obchodzeniu tej pamiątki. Odstępstwo koryntian było tak wielkie, że Paweł powiedział wprost: „Gdy się więc schodzicie w jednym miejscu, nie spożywacie Wieczerzy Pańskiej” (1 Kor. 11:20). Zewnętrzna forma przypominała wieczerzę, jaką uczniowie obchodzili z Chrystusem, lecz rzecz nie polega na zachowaniu jedynie elementów. Prawdziwe „łamanie chleba”, jak często ta pamiątka była nazywana w Nowym Testamencie, to nie spędzanie wspólnie czasu, lecz - „ile razy bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie” (w. 26).

Koryntianie zamienili prawdziwy sens tej pamiątki na biesiadę, w czasie której każdy „niezwłocznie zabiera się do spożywania własnej wieczerzy, i jeden jest głodny, a drugi pijany” (1 Kor. 11:21). Chyba każdy zgodzi się, że w takiej atmosferze nie ma mowy o ofierze Chrystusa i o zwiastowaniu Jego śmierci. Dlatego Paweł mówi, aby najedli się w domach, gdyż takim postępowaniem „znieważają Kościół Boży” (w. 22). Takiej formy obchodzenia pamiątki śmierci Pana Jezusa Paweł nie pochwala.

Po słowach pouczenia, na czym właściwie polega ta pamiątka, Paweł przystąpił do wyjaśnienia, kwestii wewnętrznej postawy osoby, która tę pamiątkę chce obchodzić. Przede wszystkim chodzi o godność, czyli sposób okazujący szacunek. Greckie słowo „αναξιως” [anaksios], znaczy przede wszystkim brak szacunku. Tego właśnie brakowało koryntianom, ponieważ zamiast dziękować za śmierć Chrystusa, upijali się winem i obżerali się przyniesionym jadłem. Musimy pamiętać, ze pierwsi chrześcijanie, codziennie spotykali się w świątyni, lecz „chleb łamali po domach” wyłącznie w gronie osób, które uwierzyły w Pana Jezusa i doświadczyły przebaczenia swoich grzechów.

Niestety, dziś w zborach ewangelicznych nie zachowuje się zwyczajów, jakie wynikają z nauki apostolskiej. Nie przestrzega się zasady - „Niech więc człowiek bada samego siebie i wtedy spożywa z tego chleba i pije z tego kielicha” (1 Kor. 11:28). W wieczerzy uczestniczą osoby niewierzące, małe dzieci, wszyscy obecni podczas tej pamiątki. Mało tego, zamiast nabożeństwa, organizuje się widowiska, koncerty, spektakle. Do usługiwania angażuje się aktorów, którzy być może profesjonalnie, lecz bez Ducha Bożego, wygłaszają biblijne teksty, nieraz z dachów budynków. Byle było ciekawiej, inaczej, bardziej atrakcyjnie.

Dalej apostoł Paweł wyjaśnia, że „kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało, spożywa i pije własne potępienie” (1 Kor. 11:29). Mocne słowa. Ktoś powie, że to był czas, gdy kłamców Ducha Świętego wynoszono ze zgromadzenia ludu Bożego „nogami do przodu”. Lecz dla Pawła, takie zachowanie podczas wieczerzy skutkuje ogromną stratą - „Dlatego to wśród was wielu jest słabych i chorych, i liczni umierają” (w. 30). „Słaby, chory i trup” - stopniowało się w dzieciństwie na lekcjach gramatyki. Czyżby Bóg pokarał te osoby, które bez szacunku wspominają śmierć Jego Syna? Odpowiedź zostawiam wam.

Paweł nakłania uczestników, niech każdy ”bada samego siebie i wtedy spożywa z tego chleba i pije z tego kielicha”. Bo „jeśli natomiast sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni” (1 Kor. 11:31). Sami siebie osądzamy, sami siebie badamy, to funkcja, jaką w nas może dokonywać jedynie Duch Święty. Pan Jezus, zapowiadając Jego nadejście, powiedział, że „On Mnie uwielbi, bo z Mojego weźmie i wam objawi” (Jan 16:14). Tylko Duch Święty w nas, jeśli rzeczywiście przebywa, może pokazać nam nasz prawdziwy stan. Tylko On może poświadczyć wewnątrz naszych serc, gdyż „jeżeli nas serce nie oskarża, możemy śmiało stanąć przed Bogiem” (1 Jan 3:20 [B.W.].

Jeśli sami siebie nie osądzimy, nie pozwolimy Duchowi Świętemu, aby pokazał nam nasz wewnętrzny stan, to „jesteśmy sądzeni przez Pana, jesteśmy karceni, abyśmy nie zostali potępieni wraz ze światem” (1 Kor. 11:32). To słowo jest skierowane do osób wierzących, które nie słuchają Ducha Świętego. Paweł w tym samym liście mówi o nich „ ponieważ nadal jesteście ludźmi cielesnymi. Dopóki przecież zazdrość i niezgoda są między wami” (1 Kor. 3:2). Dlatego Bóg zapowiada swoją ingerencję w życie tych ludzi i poddaje ich „karceniu”. Paweł używa tu słowa „παιδευομεθα” [paideuometa], od słówka „paideuo”, które znaczy wychowywać, trenować. Znaczenie tego słowa jest dość szerokie, od „wychowywać dziecko”, do „biczować” („Każę Go więc ubiczować i uwolnię” [Łuk. 23:16]). Więc w zakresie znaczeniowym tego słowa znajdują się różne formy, jakie Bóg używa wobec swoich dzieci. On to czyni z miłości gdyż „Pan bowiem karci tego, kogo kocha, chłoszcze zaś każdego, którego przyjmuje za syna” (Hebr. 12:6). W tym wersecie słówko „paideuei” znaczy karać w celu kształtowania wewnętrznego charakteru dziecka Bożego. Bóg to czyni, ponieważ nie chce, aby Jego dziecko zostało potępione razem ze światem.

Dlatego zastanawiam się, czy ta pandemia, jaką wszyscy przechodzimy, nie jest czymś w rodzaju Bożego sądu nad Kościołem? Może nastaje czas „aby się rozpoczął sąd od domu Boga” (1 Ptr, 4:17).

W najbliższym czasie będę chciał zwrócić uwagę na tę kwestię, gdyż uważam, że w Bożym Kościele nadal obowiązuje ten sam porządek, jaki istniał na początku, gdy ci, którzy uwierzyli w Pana Jezusa „trwali w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i na modlitwach” (Dz.Ap. 2:42). Obawiam się, że ogłaszanie teraz postów i modlitwy, bez powrotu do „trwania w nauce apostolskiej” jest daremnym wołaniem. Już kiedyś Bóg musiał powiedzieć do swojego ludu: „Jeśli wyciągniecie ręce, to odwrócę od was oczy, nawet jeśli pomnożycie modlitwy, to ich nie wysłucham” (Izaj. 1:15).

Ale o tym później, może po świętach.

Henryk Hukisz

Tuesday, April 7, 2020

Co się liczy w życiu?

Pragnę podzielić dziś słowami dwóch Psalmów, które bardzo wyraźnie ukazują sens życia. Pochodzą one z Biblii Poznańskiej, z 1975 roku.

Słowa tych Psalmów są skierowane do wszystkich mieszkańców ziemi, zarówno bogatych, żyjących dostatnio, jak i tych, którym nie powiodło się i są uważani za nieudaczników. Lecz wszyscy jesteśmy Bożym stworzeniem i Bóg daje nam jednakową szansę wejścia w relację z Nim. Jedyną drogą jest Boży Syn, Jezus Chrystus, który pojednał nas z Ojcem przez Swoją śmierć na krzyżu.

Wsłuchajmy się uważnie w słowa tych Psalmów i przyjrzyjmy się sobie, jak w lustrze. Zastanówmy się nad sensem swojego życia, co tak na prawdę liczy się najbardziej?

Psalm 49:1  [Uwaga dla kierownika chóru: Psalm Korachitów.] 
2  Słuchajcie tego, wszystkie narody, nadstawcie ucha, wszyscy mieszkańcy ziemi,
3  zarówno wy, synowie ludu, jak i wy, synowie możnych, wszyscy razem - bogaci i biedni!
4  Usta moje głosić będą mądrość, a roztropność rozważać będzie serce moje.
5  Nakłonię ucho moje ku przypowieści, przy dźwiękach cytry wyłożę swą zagadkę.
6  Czegóż miałbym się obawiać w czas nieszczęścia, gdy mnie osacza niegodziwość mych prześladowców,
7  zaufanych w swych dostatkach i chlubiących się ogromem swych bogactw?
8  A przecież człowiek sam nie zdoła się wybawić ani dać Bogu okupu za siebie.
9  Zbyt wysoka jest bowiem stawka za jego życie i zawsze będzie [miał] zbyt mało,
10  by mógł żyć wiecznie i nigdy nie ujrzeć grobu.
11  Wszak widzi, że i mędrcy umierają i że na równi z nimi giną głupcy i szaleńcy, a innym zostawiają swe bogactwa.
12  Groby są ich domami na wieki, są ich mieszkaniem po wszystkie czasy, choć swoim imieniem ziemie nazywali.
13  Bo człowiek nie trwa w swej świetności, podobny jest do bydła przeznaczonego na ubój.
14  Taki to los [spotyka] tych, którzy w szaleństwie zaufali sobie, taki kres [czeka] tych, którzy znajdują upodobanie w mowie ust swoich. Pauza
15  Jak stado owiec pędzą do Szeolu, śmierć jest ich pasterzem; schodzą prosto do grobu, gdzie postać ich ulega rozkładowi; Szeol staje się ich mieszkaniem.
16  Mnie jednak Bóg wyzwoli z mocy Szeolu, bo mnie zabierze [ze sobą].
17  Nie trap się przeto, gdy się kto bogaci, gdy rosną dostatki jego domu;
18  bo umierając nie weźmie ze sobą niczego, bogactwa jego nie pójdą za nim.
19  Chociaż za życia pochlebiał sobie: "Będą cię chwalili, żeś się dostatnio urządził" -
20  przyłączy się jednak do grona swych ojców, którzy nie ujrzą już światła na wieki.
21  Człowiek nie zastanawia się [za dni] swej świetności, podobny jest do bydła przeznaczonego na ubój.

Szeol, lub jak oddaje to Nowy Testament, Hades, to grób, to śmierć, przed którą nikt nie ucieknie, nie wykupi się swoim bogactwem, czy też pozycją jaką sobie wypracował. Śmierć jest skutkiem grzechu i wszystkich czeka koniec. Jedynie Bóg, nasz Stworzyciel wie kiedy ten moment nastanie. Słowa kolejnego Psalmu zachęcają do refleksji nad prawdziwym sensem życia. Co jest ważniejsze - bogactwo i sława, czy pewność, że stoi się na Bożym fundamencie, którym jest Jezus Chrystus. Apostoł Paweł zapewnia nas - „Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego niż ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus” (1 Kor. 3:11).

Dlatego warto jest wejść do „Świątyni Bożej” jak celnik, który wołał: „Boże, okaż litość mnie grzesznemu” (Łuk. 18:13).

Psalm 73  Psalm Asafa. 
1  Zaprawdę, dobry jest Bóg dla sprawiedliwego, dla tych, których serca są prawe.
2  A moje nogi omal się nie potknęły, omal nie zachwiały się kroki moje.
3  Bo zazdrościłem bezbożnym, gdym widział, że grzesznikom dobrze się wiedzie.
4  Nie dręczą ich żadne strapienia, zdrowe i tęgie jest ich ciało.
5  Obce im są trudy [zwykłych] śmiertelników, nie uderzają w nich ciosy jak w innych ludzi.
6  Dlatego pycha jest ich naszyjnikiem, a przemoc - szatą, która ich okrywa.
7  W [sercach] ich zarosłych tłuszczem rodzi się nieprawość, wzbierają niecne zamysły.
8  Szydzą i prowadzą występne rozmowy, wyniośle prawią o ucisku.
9  Usta ku niebu zwracają, a język ich po ziemi się wlecze.
10  Tak więc sadowią się wysoko i nie dosięgną ich wody.
11  I powiadają: "Jakże mógłby Bóg wiedzieć? Czy Najwyższy posiada wszechwiedzę?"
12  Oto są grzesznicy! Zawsze pewni siebie, gromadzą bogactwa.
13  Na próżno więc zachowałem serce czyste i obmywałem ręce w niewinności?
14  Wszak co dzień spadały na mnie razy, każdego rana spotykała mnie chłosta.
15  Gdybym był rzekł: "Będę mówił tak samo " - zdradziłbym ród Twoich synów.
16  I rozmyślałem nad tym, by to pojąć, lecz zdało mi się to zbyt trudne,
17  pókim nie wstąpił do Świątyni Bożej i nie zrozumiał ich ostatecznego losu.
18  Zaprawdę, na śliskich postawiłeś ich ścieżkach i ku zagładzie ich kierujesz.
19  O jakże nagła spotyka ich zguba! Znikają, giną w przerażeniu.
20  Jak marą senną po przebudzeniu, Panie, tak wzgardzisz ich cieniem, gdy powstaniesz.
21  Gdym czuł rozgoryczenie w sercu i wszystko we mnie się burzyło,
22  głupi byłem i nic nie rozumiejący, byłem jak bydlę przed Tobą.
23  A przecież zawsze jestem przy Tobie. Ująłeś mnie za prawicę,
24  prowadzisz podług swej rady, a potem przyjmiesz mnie w chwale.
25  Kogóż [poza Tobą] mam w niebie! I na ziemi nie pragnę niczego, gdy mam Ciebie.
26  Ustaje ciało i serce moje, ale Bóg (opoką mego serca i) moim dziedzictwem na wieki.
27  Zaprawdę, zginą ci, którzy odstępują od Ciebie, wytracisz wszystkich, którzy się Tobie sprzeniewierzają.
28  Dla mnie wszakże bliskość Boga jest szczęściem, całą nadzieję moją pokładam w (Jahwe) Panu. Będę wysławiał wszystkie dzieła Twoje.

Tak, to prawda, że wszystkich nas czeka koniec ziemskiego żywota. Autor Listu do Hebrajczyków (9:27) oświadczył: „I tak jak zostało postanowione w stosunku do ludzi, że raz umrą, a potem będzie sąd”. Lecz z ewangelii wiemy, że Jezus Chrystus przyszedł właśnie w tym celu, aby ten sąd wziąć na siebie - „Kto wierzy w Niego, nie jest sądzony, a kto nie wierzy, już został osądzony, gdyż nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Boga” (Jan 3:18).

Jedynie Kościół Jezusa Chrystusa jest w stanie zachować tych, którzy uwierzyli w Zbawiciela i przyjęli wiarą dar zbawienia, pomimo śmierci fizycznej. Jezus daje tę pewność - „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, będzie żył” (Jan 11:25).

Niech to rozmyślanie towarzyszy nam w najbliższych dniach, gdy będziemy rozpamiętywać męczeństwo i śmierć Pana Jezusa. On oddał Swoje święte życie, abyśmy na tym fundamencie budowali swoje.

Henryk Hukisz

Saturday, April 4, 2020

Synowie ojca kłamstwa

Jezus jest znany z tego, że okazywał miłość, dobroć i wybaczenie dla wszystkich, których spotykał. Widzimy Go w sytuacji, gdy większość oskarżała niewiastę „przyłapaną na cudzołóstwie” (Jan 8:3), że powinna zostać ukamienowaną, On wspaniałomyślnie powiedział: „Ja ciebie nie potępiam. Idź, i od tej chwili nie grzesz więcej” (w. 11). Jedna z najwspanialszych przypowieści maluje nam obraz Boga, podobnego do ojca, który na widok powracającego syna marnotrawnego, „rzucił mu się na szyję i ucałował(Łuk. 15:20).

Lecz spotykamy również Syna Bożego w sytuacji, gdy „splótł sobie bicz ze sznurów i wypędził wszystkich ze świątyni” (Jan 2:15). Powodem takiej niezwykłej postawy była Jego gorliwość o dom Ojca. Ewangelista Jan opisuje również inną sytuację, w której Chrystus swoją wypowiedzią nie pasował do obrazu człowieka czyniącego miłosierdzie. Był to szczególny moment, gdy zaczął wskazywać swoim uczniom na prawdziwy cel Jego przyjścia na ziemię. Z pewnością zauważyliśmy, przynajmniej ci, którzy uważnie czytają ewangelie, że Chrystus był bardzo wrażliwy na prawdę. Przecież sam o Sobie powiedział, że jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (Jan 14:6).

Po scenie z niewiastą przyłapaną na cudzołóstwie, Jezus otwarcie powiedział o sobie - „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość życia” (Jan 8:12). Widzimy więc, że nie chodzi tu o Niego samego, jedyną prawdziwą światłość, lecz również o nas, którzy zdecydowaliśmy się Go naśladować. On nie przyszedł dla Siebie samego, lecz dla nas, aby stać się drogą prawdy.

Wówczas Żydzi, a szczególnie ich nauczyciele i przywódcy, postanowili Go zaatakować. Uważali się za znawców Prawa Bożego, za potomków Abrahama, protoplastę narodu wybranego. Dlatego powiedzieli zdecydowanie: „Naszym ojcem jest Abraham” (Jan 8:39). To tak jak współcześnie większość Polaków uważa się za chrześcijan, ponieważ zostali ochrzczeni w kościele z nazwy chrześcijańskim. Spróbujmy dziś powiedzieć przeciętnemu rodakowi, że nie jest chrześcijaninem. Gdyby ktoś miał nadal wątpliwości, to zapytajmy „nominalnego chrześcijanina”, czy stał się nim z własnego wyboru, gdy kapłan wykonywał nad nim ceremonialne rytuały?

Właśnie o tych, którzy nazywali siebie „dziećmi Abrahama”, Pan Jezus powiedział o nich wprost: „Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać żądze waszego ojca. Od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Kiedy kłamie, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jan 8:44). Mocne słowa, prawda? Lecz Chrystus miał pełne prawo tak powiedzieć, „ponieważ wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co się w człowieku kryje” (Jan 2:25). Zresztą są i inne miejsca w ewangeliach, gdzie Pan Jezus bardzo dosadnie wypowiada się o faryzeuszach.

Chciałbym zatrzymać się nad określeniem „ojciec kłamstwa”, ponieważ uważam, że wszyscy, którzy świadomie, a nawet zawodowo posługują się nieprawdą, są „dziećmi ojca kłamstwa”. A kim jest „ojciec kłamstwa”, jak się nazywa, gdzie można znaleźć o nim wiarygodną informację? Z pewnością nie w Googlach. To właśnie Chrystus, który zna genezę powstania tego nikczemnika powiedział: „waszym ojcem jest diabeł”.

A teraz przejdę do teraźniejszości. Oczywiście nie będę odnosić się do tematu całościowo, bo nie starczyłoby mi stron, nawet w internecie, aby wszystko opisać. Chcę jedynie odnieść się do sytuacji, jaka zaistniała obecnie w naszym kraju. Wiem, że z kłamstwem spotykamy się prawie na każdym kroku, z kościołem włącznie. Mam jednak na uwadze ludzi na tzw. świecznikach, czyli tych, którzy sprawują władzę. Oni powinni być bez „grzechu kłamstwa”, aby nadawać prawa i rozporządzenia narodowi.

Wiem, że obecna sytuacja powodowana epidemią, a nawet pandemią, wywołuje pewne emocje. Lecz jeśli brakuje łóżek dla zarażonych koronawirusem, jeśli nie ma odpowiedniego zabezpieczenia sanitarnego dla personelu w szpitalach, to nic nie uprawnia do składania kłamliwych deklaracji. A przedstawiciele tego rządu kłamią, bo kłamie jego szef. Jeśli premier ma dwa wyroki sądowe, wskazujące na to, że kłamał w czasie pełnienia swojej funkcji, to znaczy że jest kłamcą. W normalnym kraju, taka osoba sama ustąpiłaby z tak odpowiedzialnego stanowiska. W naszym kraju, powszechnie uważanego za chrześcijański, i to już od ponad tysiąca lat, nadal jest możliwe, że ktoś, kto ma dwa wyroki sądowe wskazujące niezbicie, że kłamie, sprawuje swoją funkcję szefa rządu. Skoro szef kłamie, to i jego ministrowie mogą sobie pozwolić na mówienie nieprawdy.

Mój przyjaciel, który przez kilkadziesiąt lat był pastorem jednego z większych zborów, zachorował na koronawirusa. Wpierw jego żona została zakażona w szpitalu, gdzie pozostała w stanie śpiączki farmakologicznej. Jej mąż dostał wirusa od niej, lecz dla niego nie ma już miejsca w szpitalu, bo ma 90 lat. Więc został spisany na straty. Pozostawiono go w domu, gdzie został otoczony opieką członka rodziny, który już też ma wirusa.

A dziś podczas konferencji prasowej ministra zdrowia, członka tego rządu usłyszałem, że wszystko jest pod kontrolą, że szpitale traktują wszystkich chorych jednakowo i że są odpowiednio zaopatrzone w środki sanitarne i farmakologiczne. Mało tego, podczas tej konferencji usłyszałem, że jeśli ktoś podaje inne informacje, to są „fake newsy” i nie należy ich rozpowszechniać.  

Przyznam, że moja reakcja jest być może podyktowana względami emocjonalnymi. Bo bardzo szanuję mego przyjaciela, wiekowego już pastora. Lecz muszę powiedzieć również i to, że po kilkunastu latach nieobecności w kraju, zobaczyłem teraz ten sam system rządzenia i informowania, jaki zapamiętałem z lat PRL-u. Wówczas kłamstwo było główną siłą nośną partii rządzącej, która jedynie miała monopol na „prawdę”.

Jeśli jesteśmy uczniami Chrystusa, czyli Prawdy, to musimy mówić i wyznawać jedynie prawdę. Pan Jezus powiedział: „Jeżeli będziecie trwać w Moim słowie, będziecie prawdziwie Moimi uczniami. Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli” (Jan 8:31,32). Nie ma innej drogi dla tych, którzy są chrześcijanami, prawdziwymi uczniami Chrystusa. Apostoł Paweł, który poznał i obrał tę jedyną Prawdę, jako Drogę swojego życia, pisał do ludzi wierzących w Pana Jezusa - „Uśmierćcie więc w sobie ziemskie skłonności” gdyż „z ich powodu gniew Boga przychodzi na synów buntu” (Kol. 3:5,6). Dlatego, poucza dalej apostoł - „Nie okłamujcie się wzajemnie, skoro pozbyliście się starego człowieka wraz z jego uczynkami, a przyoblekliście nowego, który jest odnawiany na obraz swojego Stwórcy, aby Go poznać” (w. 9,10).

Później apostoł Jan, u schyłku już swojego życia pisał: „Bardzo się uradowałem, że wśród twoich dzieci znalazłem takie, które postępują w prawdzie, według przykazania, które otrzymaliśmy od Ojca” (2 Jan 4).

Kto jest twoim ojcem?

Henryk Hukisz